wtorek, 10 kwietnia 2018
Widziane z Paryża 51/2018

Jeden z mych krajowych przyjaciół stwierdza, że jest „nieco rozczarowany Morawieckim”. Liczył, że „Morawiecki będzie wielkim odnowicielem funkcjonowania naszego biznesu, tymczasem nie zmniejszono godzących w biznes podatków, nie uproszczono i nie usprawniono zajmującej się firmami biurokracji”.

Rozmówca podkreśla jednak wielki dynamizm polskich firm zatrudniających poniżej 50. pracowników. Jest zdania, iż firmy te zapewniają co najmniej 50% Produktu Krajowego Brutto. Uważa, że młodzi Polacy wykazują się teraz wielką inicjatywą gospodarczą i zdolnościami w tej dziedzinie. Produkt Krajowy Brutto przynoszą firmy zatrudniające poniżej 50. osób! Okazało się, że młodzi Polacy są pełni rozmachu, i chętnie tworzą własne firmy… Fakt ten stanowi kapitalnej wagi novum… Ma dla Polski wysoce pozytywne znaczenie.

Tyle ów rozmówca. Z kolei teraz śpieszę poinformować mych tak licznych i tak wiernych czytelników, iż w związku z mą przeprowadzką do tak słynnego, czasem zwanego "norwidowskim" – bo tam pod koniec życia mieszkał i tam zmarł 23 maja 1883 roku Cyprian Kamil Norwid (!!!) – Domu Świętego Kazimierza, nastąpią zapewne krótkie przerwy w ukazywaniu się mych dzienników. Ale nie potrwa to zbyt długo!!!


Dzieło św Kazimierza Paryż
Oeuvre de Saint-Casimir Paris


119, rue du Chevaleret
75013 Paris
France


15:11, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 50/2018

Wybitny profesor historii wywiadu i wojskowości, dr hab. dr hab. Aleksander Woźny – w emailu, który wczoraj do mnie skierował – nawiązuje do mych ostatnich dzienników dotyczących podłoża naszej klęski z września 1939. Potwierdza, że nasi ówcześni „rządzący” winni byli wszystko wiedzieć na podstawie opracowań naszego wywiadu o nawale, która mogła spaść na drugą RP! (Samo narzuca mi się pytanie: czemu owego ogromu zagrożenia nie dostrzegali; skąd teza: „silni, zwarci, gotowi”; skąd ta – jak się okazało – niepoważna walka z rzekomym defetyzmem…???).

Co do ciosu w plecy zadanego nam przez ZSRR, to – jak podkreśla profesor A. Woźny – Beck dysponował na temat takich zamiarów Stalina „kilkoma informacjami ze swoich placówek”… Natomiast informacje z naszej ambasady z Moskwy na ten temat były dramatycznie spóźnione…”.

Od siebie dodam, że – jak sobie przypominam – przed laty, w czasie częstych wieczornych rozmów (de factoprzyjacielskich debat), w salonie naszej ambasady Wolnej Polski przy 174, rue de l’Université – Paryż 7 – debat z udziałem mego ojca, pułkownika Gano, radcy Totusia Parczewskiego (niegdyś na placówce dyplomatycznej w ZSRR), Zygmunta Michałowskiego, Pawła Zdziechowskiego, itd., itd. – mowa bywała o dziwnym zaślepieniu Becka; jego „pewności”, że Stalin na wypadek wojny nie uderzy nas w plecy. Otóż w owym zaślepieniu Becka dostrzegano punkt widzenia pułkownika Tadeusza Kobylańskiego – wicedyrektora departamentu politycznego MSZ-u (Beck uważał Kobylańskiego za genialnego znawcę polityki Stalina!!! (Dopiero ostatnio dowiedziałem się, że śp. profesor Paweł Piotr Wieczorkiewicz głosił, że co najmniej od roku 1937 Tadeusz Kobylański był na sowieckiej służbie. Pytam mych przyjaciół historyków: czy są na to dowody???).

*   *   *

Zobacz także:

15:08, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 49/2018

Nawiążę dziś do mego wczorajszego dziennika. Do prowadzonej przez Marszałka Rydza Śmigłego i jego sztab ostrej walki z tak zwanym „defetyzmem” (de facto z realistyczną oceną ogromu niemieckiej przewagi militarnej nad nami…). Ojciec mój w swej książce „Wspólna droga z Rogerem Raczyńskim” (Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1998), na stronie 101 pisze: „Stary generał (broni) Leon Berbecki otrzymał naganę, gdy na publicznym zebraniu w Poznaniu wygłosił przemówienie, które w świetle późniejszych wydarzeń okazało się zupełnie uzasadnione. Przewidywał, że wojna ogarnie nieumundurowanych obywateli w tym samym stopniu, co żołnierzy; nawoływał do budowania zapór przeciwczołgowych na każdym szlaku wiodącym do Niemiec… Tylko nieliczni wojskowi, a wśród nich generał Wład – dowódca dywizji poznańskiej, i mój kuzyn – pułkownik Witold Morawski nie ukrywali w rozmowach w cztery oczy, że wedle ich przekonania, niewspółmierność sił Polski i Niemiec wiedzie nieuchronnie do agresji hitlerowskiej i do naszej klęski. Obaj polegli walecznie na wojnie, której bliskość i wynik przewidywali tak słusznie.” Koniec cytatu… W rozmowach ze mną ojciec poufnie mi mawiał dwie rzeczy: 1). zagadką dlań było, że Beck niewątpliwie jeszcze do np. 4. września nie dostrzegał, że WH wręcz błyskawicznie naszą armię rozbija, 2). cała wręcz „obsesjonalna” walka Rydza i jego sztabu z „defetyzmem” – de facto z realizmem -; podobnie z uporem lansowana teza, iż „jesteśmy silni, zwarci, gotowi”; iż „nikt nam nie zrobi nic”, ponuro na losach Polski zaciążyły, przeszkodziły tym, którzy wiedzieli, że za wszelką cenę należy grać na zwłokę!!!

Zagadką był też fakt, że Beck nie przewidział – mimo ostrzeżeń – (tę sprawę zna wybitny profesor dr hab. Aleksander Woźny) radzieckiego ciosu w nasze plecy! O ile pamiętam, w tej dziedzinie nawaliła nasza ambasada w Moskwie, oraz także odpowiednie wydziały naszego MSZ-u… (???).

*   *   *

Zobacz także:

14:56, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 48/2018

Jestem jednym z ostatnich żyjących świadków nastrojów, czy – jak kto woli – złudzeń, jakie np. we wczesnym roku 1939 panowały w polskim rządzie, oraz także znam dotyczące owej epoki opinie wypowiadane już na emigracji przez ludzi takich jak mój ojciec, Józio Czapski, Kot Jeleński, Jerzy Giedroyc, no i rzecz jasna Wacio Zbyszewski… Dlatego też trafia do mnie wiele dotyczących katastrofy dziejowej września 1939 pytań! W roku 1939 miałem lat 9! Ale już interesowała mnie „sytuacja”. Jak już nieraz pisałem, pamiętam wizyty w naszym warszawskim mieszkaniu (ulica Zimorowicza 4) przybywającego bodajże ze Lwowa na narady sztabowe u Rydza pułkownika Witolda Morawskiego. Wuj Witold – były attaché wojskowy RP w Berlinie mawiał: Nie wiadomo, czy trzeba się śmiać, czy płakać; jakiś ważny (lecz durny) oficer sztabu Rydza mawia „Nadmierna obawa przed czołgami to defetyzm! Wystarczy zakopać brony, a czołgi nie przejadą!”

A memu ojcu generał Abraham tłumaczył, że na wypadek wojny wkroczy na czele swych ułanów dziesiątego dnia do Berlina!!!

Ale ad rem! Dociera do mnie znowu (!!!) pytanie: „Jak to możliwe, że przecież ponoć wysoce inteligentny Minister Beck, jak wynika np. z zapisków wiceministra Szembeka (?), dał się wręcz błyskawiczną klęską naszej Armii zaskoczyć. Wszak sam był byłym wyższym oficerem? Skąd ta tak idiotyczna – jak się okazało – teza, że „jesteśmy silni zwarci, gotowi”!? Co na ten temat Beck mówi już w Rumunii?

Niestety nie wiem, co Beck mówił lub pisał na ten temat w Rumunii! A poprzednio, przed wrześniem 1939, Beck zawierzył Rydzowi, który – jak, o ile się nie mylę – kiedyś powiedział mi Jerzy Giedroyc, nadawał się na dowódcę straży granicznej a nie na naczelnego wodza. Do tego, mimo że Piłsudski swego czasu ostrzegał przed niewątpliwym jego zdaniem ciosem Stalina w Polskę, Beck nie dostrzegł prawdziwego znaczenia rozmów Ribbentrop-Mołotow!!!

A Rydz i jego sztab, miast właściwie oceniać ogrom zagrożeń, zajęci byli idiotyczną – jak się okazało – walką z pesymizmem i defetyzmem. Ignorowano ostrzeżenia, więcej karano ostrzegających (np. Cata-Mackiewicza)!

*   *   *

Zobacz także:

14:43, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 47/2018

W związku z pytaniami czytelników z Wielkopolski, śpieszę potwierdzić, że w drugiej połowie września 2018 roku mam zamiar na trzy dni udać się do Kościana ewentualnie wraz z ekipą filmową Piotra Morawskiego (firma Mirka Chojeckiego i jego wspólników). Myślę, jeśli to będzie możliwe, zatrzymać się w Głuchowie. Potrójny cel podróży (!): wzięcie udziału w obchodach ku czci śp. Adama Tomaszewskiego, znakomitego pisarza, autora kilku książek o jego rodzinnym Kościanie, oraz po drugiej wojnie światowej mieszkańca Kanady, człowieka, który wiele napisał także i o Kanadzie, był – można śmiało stwierdzić – wielkim budowniczym zbliżenia kulturalnego Polska-Kanada. Miasto Kościan ogłosiło rok 2018 rokiem Adama Tomaszewskiego, urodzonego w Kościanie 9 sierpnia 1918!!! Wielki admirator prozy Adama Tomaszewskiego chcę złożyć hołd jego pamięci. Apeluję też do świetnej prasy polskiej w Kanadzie do nawiązania do postaci tego wielkiego pisarza!!

Po drugie, marzę o tym, by 20 września 2018 roku w krótkim spotkaniu naukowym z udziałem np. profesorów Beaty Halickiej, słynnego Waldemara Handke, dra Kościańskiego, może profesorów Żaryna i Aleksandra Woźnego przeprowadzić – póki ja, naoczny świadek, jeszcze żyję – dyskusję wprowadzoną referatem historyka regionalisty Jerzego Zielonki debatę na temat: „Kościan – AK-owska wyspa na Morzu Czerwonym… No i też 20 września 2018 roku w mym ukochanym Kościanie obchodzić moje 89. urodziny!!!

*   *   *

Zobacz także:

14:17, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 46/2018

Wielkiej wagi i zupełnie nowym elementem sytuacji w Unii Europejskiej jest fakt, że tak czasem zwani populiści odnieśli znaczny sukces w wyborach parlamentarnych we Włoszech. W chwili, gdy piszę te słowa, mowa jest o koalicji rządowej między Ruchem 5 Gwiazd a Partią Demokratyczną bez jej dotychczasowego przywódcy Matteo Renziego… Ten jednak coś kombinuje”, gra na zwłokę…

Wszystko może się jeszcze zmienić. Ale jak na razie wygląda na to, że premierem Włoch może się stać 32-letni Luigi de Maio, przywódca Ruchu 5 Gwiazd, ostro krytykujący rządzących Unią Europejską technokratów z Brukseli, lecz podkreślający ponoć, że Europa to nasz wspólny dom; jednym słowem – jak się zdaje (?) – stawiający na jakąś nową, inną od obecnej Unię.

Wybory „europejskie” – o ile się nie mylę – mają mieć miejsce w czerwcu 2019 roku. Zdaniem niektórych politologów mogą one w związku z obecną coraz to szybszą i wrogą brukselskiej tam od lat zasiedziałej Komisji Europejskiej ewolucją nastrojów w de facto wszystkich krajach europy, i w związku z potęgowaniem się tak dość bezsensownie zwanego populizmu (de facto chodzi o odruch niezadowolenia z mocno uwydatnionej np. BREXITEM NIEUDOLNOŚCI tak zwanej potocznie „Brukseli”) owe wybory europejskie 2019 roku wydatnie zwiększyć w Parlamencie Europejskim ilość zdecydowanych wrogów owej od lat Unią rządzącej ekipy…

Chyba bardzo wyraźnie zarysowuje się koncepcja wielkiej przemiany Unii… Jasno już można dostrzec, że owi tak zwani „populiści” teraz już w swej olbrzymiej większości nie chcą Unii rozwalić, lecz pchnąć ją na nowy tor, usprawnić, wyrwać z rąk zasiedziałej w Brukseli ekipy dość jednak nieudolnych technokratów… Jednym słowem, być może idzie ku zupełnie nowej unii!!! jakiej? To się dopiero okaże.

*   *   *

Zobacz także:

13:13, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 45/2018

Kto obalił komunizm? Ostatnio wiele się na ten temat pisze! Ja przypomnę tylko, iż de Gaulle ponoć mawiał, że system policyjny, oparty na zastraszaniu a nie na dialogu ze społeczeństwem musi prędzej czy później runąć, i że Polska, która pozostała wierna swej historii i tradycjom, ten bój z narzuconym siłą reżymem wygra!

A Ela Skoczek, która czytuje ten mój dziennik, pisze mi, że już od wielu lat próbuje się w niektórych kręgach tworzyć historię i pokazywać, że komunizm obalili komuniści. A dowodem tego jest np. to (???), że Leszek Miller wprowadził Polskę do Unii, składając podpis…

Inny czytelnik, proszący, by nie ujawniać jego nazwiska, bo to „mogłoby mu zaszkodzić (???)”, jest zdania, że oczywiście, pewne kręgi nie chcą dopuścić do budowania kultu dyplomacji emigracyjnej i „ambasady” Kajetana Morawskiego, paryskiego Biura RWE, itd. Ów czytelnik stwierdza też: „Te same sfery określają Pana mianem b. szpiega RWE,” i „szastają na Pana oszczerstwami, jak zresztą ci lub inni robili to od lat. Bezczelnie kpią sobie z tego, że na okładce czwartego tomu Pana dzienników wydawca określa Pana mianem weterana zimnej wojny…”.

W odpowiedzi stwierdzę, że określenie „weteran zimnej wojny figuruje także na 3. poprzednich tomach mych dzienników, oraz na znakomitej książce wybitnej publicystki, Teresy Masłowskiej o mnie. Wyjaśnię, że choć ma choroba serca jest zapewne związana z mą pracą dziennikarza informacyjnego RWE (?), to jasne, iż echa stosowanych przez towarzyszy (???) z czerwonego kontrwywiadu sowieckich technik anonimów i zastraszania znaleźć można w chorobie mej żony, to ona jest na pewno „weteranem zimnej wojny”…

Co do nagonek na mnie, to już w roku 1954, w pewnym sensie złamały mi życie (nie dopuszczając do tego, bym pod kierownictwem np. Jamesa Burnhama doktoryzował się i został w USA naukowcem politologiem – jak się później ponoć okazało, inspirowane przez „czerwone służby specjalne”) donosy, że jestem homoseksualistą, oraz, że w roku 1945 (!!!) (data – jak zaznaczają historycy specjaliści – b. ważna) mając 15, a później po 20 września 1946 szesnaście lat, byłem w Kościanie „krwawym reżimowcem”…

Jak mi cztery lata później powiedziano, w roku 1954 żył jeszcze senator Joseph McCarthy (1908-1957) i „czerwoni” agenci „jak mogli siali zamęt, fabrykując i zręcznie podrzucając donosy na ludzi wytypowanych jako „groźni dla komuny”. (Nota bene: po pierwsze, ponoć poważni historycy teraz te sprawy analizują, po drugie, jak kilka (?) miesięcy temu podkreślałem w warszawskim IPN, w czasie mej konferencji prasowej - i dziś zdarza mi się jeszcze otrzymywać dziwne anonimy z jakby pogróżkami. Ale się tym nie przejmuję, jedynie zgodnie ze starą instrukcją Jana Nowaka, sprawę z miejsca ujawniam… No i dodam, do nikogo o takie troszkę dziwne zagrania nie mam pretensji. Z wrodzonej i tradycyjnej reguły Dzierżykraj-Morawskich, wybaczam!

*   *   *

Zobacz także:

13:10, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 44/2018

Pytanie czytelnika: „Czy nie przesadza Pan z tym kultem Kościana? Wszak to miasteczko jak wiele innych…”. Moja odpowiedź prosta. Okres Kościan – AK-owska „wyspa na Morzu Czerwonym” (1945 – jesień 1948), to stan rzeczy z historycznego punktu widzenia unikatowy!!! Do tego Kościan to stare, królewskie miasto, niegdyś w Wielkopolsce drugie po Poznaniu, przez długi okres ściśle związane z suwerennym, rycerskim Zakonem Szpitalników, zwanym Maltańskim, zakonem, którego jestem od AD 1977 kawalerem honoru i dewocji.

Wiele o Kościanie pisał znakomity prozaik i reportażysta Adam Tomaszewski (1918-2002 ), po drugiej wojnie światowej bardzo ceniony emigracyjny działacz kulturalny w Kanadzie, laureat kilku nagród, autor jedenastu książek, niezwykle zasłużony budowniczy „pomostu intelektualnego między Polską, oraz w szczególności Wielkopolską, a Kanadą”!!! Tak więc ów mistrz pióra – i to bardzo ważne – dał nam nie tylko wspomnieniowy obraz przedwojennego Kościana, przedwojennej polski, lecz też pozwolił nam poznać i pokochać Kanadę (mam nadzieję, że dział kulturalny ambasady kanadyjskiej w warszawie o tym wie!!!).

Już od roku 1945 jestem pod wrażeniem naprawdę wysokiego poziomu intelektualnego mieszkańców Kościana – miasta tak teraz związanego z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza… Uderza też mnie – mnie i nie tylko mnie!!! – poziom tamtejszej lokalnej prasy, np. „Wiadomości Kościańskich”, redagowanych przez Jerzego Zielonkę, jednego z najwybitniejszych w Wielkpolsce pisarzy regionalistów, laureata – za całokształt swej działalności pisarskiej – nagrody imienia ambasadora Kajetana Morawskiego – oraz przez świetną publicystkę i literatkę Teresę Masłowską… Cenię też „Gazetę Kościańską”! Nie od dziś jestem pod wrażeniem „wysokiej klasy” tamtejszych władz miasta i powiatu Kościan. Cenię burmistrza Jurgę i jego radę, także starostę oraz sejmik powiatu i jej przewodniczącego…

A teraz co innego: czytelnik pyta, jaki był stosunek w latach 1945 – jesień 1948 ówczesnych władz Kościana do tak niegdyś tam licznych narodowców. O ile wiem, szukano z nimi dialogu, wiedząc, że uczniowie Romana Dmowskiego rozumieją konieczność rozsądnego dialogu z Rosją. Stanowisko takie ponoć popierał Feliks Widy-Wirski, w 1945 roku wojewoda (a nie, jak błędnie piszą, wicewojewoda) poznański, w czasie wojny szef prokomunistycznego zrywu narodowego. Ale już w roku (?) 1946-tym Ubecja podjęła w Poznaniu ostrą walkę z endekami. Tolerowali tylko PAX Bolesława Piaseckiego, bo to nakazał odpowiedzialny za Pojsk sowiecki czekista, Iwan Sierow…

*   *   *

Zobacz także:

11:18, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 43/2018

Zgodnie z mą wczorajszą zapowiedzią, dziś odpowiem na pytanie dotyczące Kościana – AK-owskiej „wyspy na Morzu Czerwonym”. Na wstępie jednak zauważę, że stan rzeczy w Kościanie w latach 1945 – jesień 1948 jest z historycznego punktu widzenia chyba unikatowy i wielce godny uwagi! Bardzo szczegółowy opis tej sprawy można znależć w świetnej książce Teresy Masłowskiej o mnie – w książce pt. „Łącznik z Paryża. Rzecz o weteranie zimnej wojny”, wydawca: Instytut im. Stefana Grota-Roweckiego, Leszno Wielkopolskie.

Masłowska zaznacza, że zimą 1944 roku – zaraz po wejściu na te tereny Armii Czerwonej, Kościaniacy powołali samorzutnie do życia Komitet Wyzwolenia Miasta Kościana. Komitet ten dogadał się z sowieckim komendantem tego rejonu, majorem Nestorenko… Za jego wiedzą, starostą powiatowym został Karol Fischbach (o ile wiem, z przekonań narodowiec). Pierwszym sekretarzem komitetu powiatowego PPR został Stefan Bech, a sekretarzem KP PPS Edward Boryczko (obaj ze środowiska AK-owskiego). Gdy 25 2 1944 zjawili się w Kościanie pod eskortą SB delegaci tzw. rządu lubelskiego, radziecki komendant Nestorenko oświadczył im, że w Kościanie są już polskie lokalne władze, i jemu się z nimi dobrze współpracuje. Tak to miasto Kościan (i powiat kościański) do jesieni 1948 roku było rządzone przez tym wówczas się NIE chwalących byłych, AK-owców. Dopiero jesienią 1948 roku nastąpiła czystka – represje objęły 150 osób (???). Ja już od dawna byłem w Paryżu… Uprzednio, wiosną 1945 roku, zacząłem chodzić do Liceum Św. Stanisława Kostki w Kościanie.

W okresie okupacji, w Małej wsi byłem pod opieką tam się ukrywającej senator Doroty Kłuszyńskiej z PPS. Wpoiła ona mi kult PPS-u. Tak więc w Kościanie zgłosiłem się do PPS-u, do Edwarda Boryczki, zakonspirowanego b. AK-owca. Tego niepokoił nieco fakt, że byłem synem ambasadora „londyńskiego” rządu RP we Francji. Ale Boryczko miał – jak mawiał – „swojego człowieka” w powiatowym UB. Mnie z nim zapoznał, mówiąc mi: „Możesz mieć doń zaufanie – to nasz człowiek. Ten pan kazał mi coś – jak mówił, na wszelki wypadek – podpisać (oświadczenie wierności Tymczasowemu Rządowi Jedności Narodowej)… Był miły i chyba szczery – mówił, że mogą nadejść gorsze czasy. Rok później, już w Poznaniu, zgłosił się do mnie jakiś młody UB-ek, aby mnie ostrzec, że mój znajomy z PUB w Kościanie to zdrajca; że go teraz SB szuka. Zaproponował mi współpracę – czego stanowczo odmówiłem, mówiąc, że jeśli będzie mnie nadal nagabywał, poskarżę się memu krewnemu, Rektorowi UAM (Uniwersytetu Poznańskiego). Na tym sprawa się skończyła. Do dziś nie wiem, kim był ów kościański UB-ek, przyjaciel Boryczki. Może cenieni profesor Handke lub doktor politologii Kościański, coś na ten temat wiedzą.

Kończąc, wyjaśnię postawy owych przez trzy lata rządzących w Kościanie b. AK-owców. Otóż byli oni pod ponurym wrażeniem klęski powstania warszawskiego. Mawiali: „Nigdy więcej powstań”. Głosili: „Trzeba ratować, co się da”. Aż do zafałszowanego referendum, liczyli, że Mikołajczyk wygra wybory. Później stawiali na patriotę Gomułkę. Byli zdania, że władzę i partię winni obsadzać „przyzwoici ludzie”. Bech próbował wejść do wojewódzkich władz PPR-u. Był popularny; jakiś zjazd wybrał go na członka KW w Poznaniu PPR-u – ale centrala tej partii utrąciła go.

Wielu byłych AK-owców pchało się do walki zbrojnej z czerwonym (np. mój cioteczny brat, Jaś Kiciński). Rządzący w Kościanie AK-owcy, np. b. oficer AK, mieszkający wówczas w tym mieście mój wuj Krzysztof Morawski, robili, co mogli, by nastroje tych młodych rozładowywać. Tłumaczyli im, że żadnej trzeciej wojny nie będzie.

Jedno pewne. Ów unikalny stan rzeczy w owych latach w tym tak wyjątkowym pod wielu względami mieście Kościanie zasługuje na konferencję naukową o wielkim rozgłosie, oraz na film dokumentalny. Myślę, że dobrze by było, aby ta konferencja naukowa odbyła się póki ja – świadek naoczny – jeszcze żyję!

*   *   *

Zobacz także:

11:14, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 marca 2018
Widziane z Paryża 42/2018

Jeden z czytelników błyskawicznie zareagował na mój wczorajszy dziennik! Stawia kilka pytań. Pierwsze z nich: „Czy, i jakim cudem, miałem dostęp do czołowego politologa USA, Jamesa Burnhama, związanego z pismem „Natonal Review”, autora kilku wielkiej wagi książek, np. proroczego dzieła „The Coming Defeat of Communism”, opublikowanego już w 1950 roku, czołowego doradcy wysokich władz USA”?

Moja odpowiedź prosta. James Burnham zaliczał się do grona amerykańskich bliskich znajomych mego przyjaciela, opiekuna oraz dalekiego powinowatego, Józefa Czapskiego (także bliskiego przyjaciela mych rodziców)… Miałem jedną z książek Burnhama z jego dedykacją, ale w związku z przeprowadzkami związanymi z chorobą mej żony – żony „weterana zimnej wojny” – owa książka mi zaginęła… Rzecz jasna, moim marzeniem było pod nadzorem Burnhama doktoryzować się w politologii.

Drugie pytanie owego czytelnika dotyczy tego, jak zareagowałem na DONOS pozbawiający mnie wówczas, w roku 1954, szansy uzyskania stypendium Wolnej Europy do USA (zarzut, że mając 15 lat byłem w Kościanie w roku 1945 „krwawym komunistą”, oraz że jestem homoseksualistą” – co wtedy było jeszcze bardzo źle widziane)… Wówczas nie do końca pojąłem – co teraz dobrze wiem – że DONOS ów całkowicie „przekształcił” moje życie, rozbił me marzenia stania się naukowcem politologiem, uczniem czołowego politologa ówczesnego świata… Tak, wtedy sprawę potraktowałem dość lekko. Rozpocząłem pracę w banku. Zostałem wybrany prezesem Polskiej Młodzieży Chrześcijańsko-Społecznej (na miejsce Janka Kułakowskiego, który bez reszty poświęcił się kierowaniu Międzynarodówką Chrześcijańskich Związków Zawodowych). Przy boku Stanisława Gebhardta, w pewnym okresie jej sekretarza generalnego, działałem w wówczas tak aktywnej Międzynarodówce Młodych Chrześcijańskich Demokratów. Po pewnym czasie, Komitet i Radio Wolna Europa zaproponowały mi współpracę, wyjaśniając, że ów donos, który pozbawił mnie możliwości studiów doktoranckich z politologii w USA, pochodził z „tamtej strony”, był inspirowany przez „czerwone służby’; że takie donosy to ulubiony proceder „czerwonego”….(Później, będąc korespondentem informacyjnym RWE, znowu na własnej skórze – co mało ważne, ale co gorzej, na skórze mej żony – odczułem owe ponure działania, ową wojnę psychologiczną, owe ANONIMOWE LISTY i INSYNUACJE CZY POGRÓŻKI…

*   *   *

Zobacz także:

16:44, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 41/2018

Wczoraj spotkanie z profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, historyczką i kulturoznawcą, specem od problemów przymusowych migracji, nacjonalizmu, zagadnień etnicznych, a także kultury i „polityki pamięci”, Beatą Halicką. Jak już niedawno temu zanotowałem w tym dzienniku, profesor Halicka pisze obecnie osadzoną w szerokim kontekście historycznym książkę o profesorze Z. A. KRUSZEWSKIM z Uniwersytetu w El Paso w Teksasie, niegdyś powstańcu warszawskim, który w roku 1945 przebywał we Francji i widywał tu mego ojca, wówczas jeszcze na kilka tygodni oficjalnego ambasadora RP przy rządzie Francji…

Profesor Halicka – z miejsca to odnotuję – za swą książkę „POLISH WILD WEST” w roku 2016 otrzymała THE IDENTITAS PRIZE w kategorii THE BEST HISTORICAL BOOK O THE YEAR… Owa tak ceniona znawczyni ważnej kategorii zagadnień historycznych zainteresowała się także i moją biografią. Biografią człowieka, który do Francji wyjechał jeszcze na paszporcie matki, bo w chwili wydawania owego paszportu był jeszcze na krótko nieletni; który uprzednio w Kościanie w roku 1945, mając 15 lat, czynnie współpracował z grupą byłych A\k-owców-realistów, którzy ukrywając swą przeszłość AK-owską opanowali kierownictwo, w powiecie kościańskim całą władzę, kierownictwo PPR-u, PPS-u itd. (Owi AK-owcy zostali dopiero odsunięci od władzy (represje SB objęły wtedy 150 /?/ osób) jesienią 1948 – ja byłem już od 2. lat w Paryżu… A w roku 1954 – gdy będąc studentem Kolegium Wolnej Europy w Strasburgu, napisawszy niezłą pracę o stachanowizmie w PRL-u, miałem dostać stypendium na doktoranckie studia politologiczne w USA (pod kierownictwem słynnego Jamesa Burnhama (1905-1987) – nagle dowiedziałem się, że nic z tego, bo do „Wolnej Europy” przyszedł donos, że w roku 1945 byłem w Kościanie „krwawym komunistą”, i że jestem homoseksualistą. Donos zmienił bieg mego życia. Nie stałem się naukowcem-politologiem. W kilka lat później, gdy RWE brało mnie już na etat korespondenta informacyjnego („szpiona” wedle PRL-u), spytałem angażujących mnie „personalnych W.E.” o ten zarzut. Powiedzieli mi: „Już wiemy, że to był donos Z TAMTEJ STRONY!!!”. Zresztą SB z uporem później np. drogą anonimów lansowało przeciw mnie ów zarzut! Jan Nowak mawiał: „To TYPOWA ich METODA”.

Powiedziałem profesor Beacie HALICKIEJ, że ceniony pisarz i historyk regionalista południowo-wielkopolski, redaktor Jerzy Zielonka chce napisać książkę pt. KOŚCIAN – AK-OWSKA WYSPA NA MORZU CZERWONYM… Ja proponuję, by zwołać w Kościanie – póki ja jeszcze żyję – konferencję naukową z udziałem redaktora ZIELONKI, profesora Waldemara HANDKE, dra KOŚCIAŃSKIEGO, profesor Beaty HALICKIEJ, konferencję pod tytułem KOŚCIAN – AK-OWSKA WYSPA NA MORZU CZERWONYM… Może wrzesień bieżącego roku?

*   *   *

Zobacz także:

16:38, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 40/2018

Dziś tylko krótko odnotuję, że Pan Piotr Jankowski zrobił mi wielką przyjemność, przekazując mi duży fragment jednej z dyskusji paryskiego Okrągłego Stołu polskiej rozgłośni RWE! Owa dyskusja miała miejsce w paryskim biurze RWE (a nie – jak pisze P. Jankowski – w redakcji Kultury w Maisons-Laffitte) w roku 1957. Dotyczyła „relacji polsko-żydowskich w czasie drugiej wojny światowej”. Ten tekst, za długi, by trafić na łamy mego Dziennika, stanowi ważny wkład do – powiedziałbym – PRZYJAŹNI POLSKO-ŻYDOWSKIEJ. Brali w niej udział: ojciec mój Kajetan Morawski, zwany Kademorem, Józef Czapski, Maria Czapska i Kot Jeleński (dodam, grono niezwykle bliskich sobie przyjaciół…).

Dyskusję otworzył ówczesny „animator” owych paryskich okrągłych stołów Rozgłośni Polskiej RWE, redaktor Witold Nowosad. Ojciec mój, gorący zwolennik przyjaznego dialogu polsko-żydowskiego, nieraz podkreślający wielką wagę tak pozytywnego wkładu żydowskiego w polską kulturę, w owej debacie z miejsca stwierdził: „Chciałbym na wstępie zaznaczyć tylko jedno: eksterminacji hitlerowskiej podlegali nie tylko Żydzi, ale też i Polacy”. (Ojciec mój był przekonany, że Hitler planował wyrżnięcie polskich elit; mawiał nieraz, że w Wielkopolsce już od jesieni 1939 hitlerowcy zaczęli to robić).

Ze swej strony Józef Czapski (też gorący zwolennik przyjaźni polsko-żydowskiej, rozumiejący jej wagę dla naszego kraju; człowiek, który mi mawiał, że wspólna historia zbudowała braterstwo polsko-żydowskie) w owej debacie powiedział: „Chciałem na początku powiedzieć, że objawy antysemityzmu rodzimego w Polsce, jak bumerang uderzają dzisiaj w nas samych…”.

Z kolei Maria Czapska mówiła mi o pewnych książkach nieściśle przestawiających to, co w Polsce zaszło w czasie okupacji…

Ze swej strony, Kot Jeleński twierdził, że jest uderzony raczej rzeczą przeciwną. Stwierdził: „Ilu jest Żydów, którzy piszą o nas nie tylko z najwyższą rzetelnością i z największą sprawiedliwością, ale z prawdziwą głęboką sympatią?”.

Tyle w kolosalnym skrócie o owej tak i do dziś aktualnej debacie!

*   *   *

Zobacz także:

16:36, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 39/2018

Zdaniem jednego z mych przyjaciół politologów, w Europie zarysowują się teraz, i to stanowi pewne novum, dwa nieco różne odłamy POPULIZMU!

Z jednej strony nadal tu i ówdzie zdaje się przybierać na sile populizm klasyczny, o postawach nacjonalistycznych i eurosceptycznych. Jednak z drugiej strony coraz to wyraźniej rodzą się koncepcje głoszące, iż dziejową koniecznością jest Unia Europejska, lecz Unia potężna i sprawna, mądrze kierowana, przez ludzi innych niż tam od długich lat zasiedzieli aparatczycy z Brukseli.

Pomysłów przemian, także i w tej dziedzinie, jest wiele. Bywają one bardzo różne. Godne odnotowania, że wysuwają je na ogół politycy dość młodzi…

Ciekawe poglądy głosi były francuski minister, Laurent Wauquiez (ur. w 1975 roku), w grudniu 2017 wybrany prezesem Stronnictwa Republikanów, autor w roku 2014 książki o Unii Europejskiej pt. „TRZEBA WSZYSTKO ZMIENIĆ”. Uważa on, że nie ma narodu europejskiego, jest natomiast cywilizacja europejska… Głosi, że Europa nadmiernie się poszerzyła, 28 krajów to za dużo. To „paraliżuje” Unię. Wauquiez jest nawet zdania, że owo nadmierne poszerzenie w pewnym sensie „zabiło” Unię. Stawia on na prężną współpracę państw założycielskich Unii. Ostatnio prawdziwą burzę wywołała we Francji publikacja w prasie wypowiedzi Wauquieza niesamowicie krytycznych gdy chodzi o francuski obecny świat polityczny. Jak jasno dowodzi komentator wielkiego dziennika „Libération” (numer z 21. lutego br.), Wauquiez dał tragiczny obraz świata politycznego obecnej Francji… Wauquiez te swe myśli sformułował w czasie „zamkniętego” spotkania z grupą studentów z Lyonu. Nie było wolno nagrywać. Ale jednak ktoś nagrał ową wypowiedź (!!!) o wydźwięku mym zdaniem w gruncie rzeczy w swym ostrym krytycyzmie populistycznym… Szczególnie, że i tak społeczeństwo nie ma tu nadmiernego zaufania dla świata politycznego.

Koncepcje europejskie Wauquieza bywały nieco różnorakie. Jednak jasne, że mocno on wyczuwa konieczność wielkiej zmiany… To poczucie szybko ponoć narasta w wielu krajach. Co to da, trudno przewidzieć.

Ciekawymi są koncepcje europejskie prezydenta Macrona (40 lat). Stawia on na zacieśnioną współpracę w unijnej dziedzinie Francji i Niemiec; na stworzenie budżetu dla wzmocnionej strefy euro; na jakieś (?) ujednolicenie polityk fiskalnych i socjalnych; na poszerzenie akcji Erasmus, tak aby połowa młodych każdego kraju Unii mogła spędzić co najmniej miesiąc w innym państwie Europy; na umocnienie obronności Europy, zacieśniając współpracę poszczególnych armii naszych krajów, itd., itd.

Zwolennikiem głębokiej reformy Europy jest też młody (31 lat) kanclerz Austrii, Sebastian Kurz – zwolennik między innymi wyposażenia Unii w sprawną kontrolę swych granic zewnętrznych… Skądinąd chce on wysunąć szereg propozycji reformy Unii. Z końcem roku 2018, Austrii przypadnie w udziale prezydencja Unii. Jedno pewne: Austria mocna jest odziedziczona z tradycji dialogu z innymi narodami z czasów Austro-Węgier…

Wymieniony na początku tego dzisiejszego dziennika politolog odnotowuje dwa zjawiska. Po pierwsze, w szeregu krajów Unii bardzo wyraźnie potęguje się brak zaufania do brukselskiego kierownictwa… Po drugie, narasta niepokój dotyczący przyszłości naszego kontynentu, jego „zalewu” – z którym nikt nie umie sobie poradzić – przez imigrantów z Bliskiego Wschodu i z Afryki… Niepokój ten owocuje nie całkiem jasną sympatią do jakiegoś proeuropejskiego „populizmu”, pragnienia Unii zdolnej na serio działać, zrobić porządek w Afryce i na Bliskim Wschodzie, pchnąć tamtejsze kraje na drogę rozwoju, trwale zapewnić bezpieczeństwo Izraela. Dość rozpowszechnione jest też przekonanie, że u podstaw wielu obecnych kłopotów leży naiwny entuzjazm czołowych polityków krajów Unii, spowodowany tak zwaną arabską wiosną; dalej: np. obaleniem Kaddafiego…

*   *   *

Zobacz także:



16:35, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 38/2018

Dobrze na ogół poinformowany politolog jest zdania, że niedziela 4 marca bieżącego roku będzie dniem nieco „przełomowym” w historii Unii Europejskiej! Rzecz w tym, iż owego dnia mają mieć miejsce wybory parlamentarne we Włoszech, a sondaże zdają się wskazywać, iż spory sukces może odnieść określana mianem „populistycznej” partia Pięciu Gwiazd, powołana do życia w 2009 roku przez Beppe Grillo, komika i satyryka, a obecnie kierowana przez młodego deputowanego, Luigi de Malo (32 /?/ lata), dziś ponoć z miesiąca na miesiąc coraz to bardziej popularnego zwolennika rządów „silnej ręki” (?), „twardej postawy” gdy chodzi np. o wdzierających się do Włoch przez Morze Śródziemne imigrantów, oraz o problem ładu i bezpieczeństwa…

Obserwatorzy podkreślają też eurosceptycyzm partii Pięciu Gwiazd. Mówi się nawet, iż owa partia będzie (z czasem) pchała do referendum w sprawie wyjścia Włoch ze strefy euro… Partia ta odrzuca podziały lewica-prawica, zapowiada jakąś nową formę opieki nad ludźmi o zbyt niskich dochodach, nie obawia się też zwiększenia deficytu budżetowego by móc przy pomocy wielkich inwestycji unowocześnić infrastruktury Włoch…

Ale dopiero po 4. marca okaże się, jaką rolę – w zasadzie mało skłonna do budowania koalicji partia Pięciu Gwiazd, mogąca ponoć (?) osiągnąć dobrze powyżej 25 % – będzie mogła odegrać w nowym parlamencie (?).

*   *   *

Zobacz także:

16:33, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 37/2018

Przed chwilą spotkała mnie wielka radość. Lechosław Gawlikowski – były wicedyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, autor m. in. świetnego zbioru bardzo OBIEKTYWNYCH biografii nieżyjących już pracowników tej naszej, tak nam drogiej, tak politycznie i historycznie ważnej Radiostacji – przysłał mi egzemplarz z 15 lutego 2018 roku „OBYWATELSKIEJ” gazety Kornela Morawieckiego. Numer ten przyniósł moim zdaniem dużej wagi artykuł b. pułkownika UOP-u, Waldemara Maszendy, w pewnym okresie (rok 1990?) będącego w kontakcie ze mną, i bodajże także z wówczas współpracującym z RWE Andrzejem Romanem. Artykuł nawiązuje do wydanej kilka lat temu dzięki poparciu tak dbałego o pamięć o tych, którzy o wolność dla Polski walczyli SENATU RP.

Wybite grubą czcionką pierwsze słowa tego artykułu pułkownika Maszendy stwierdzają: „MACIEJ MORAWSKI, WIELOLETNI KORESPONDENT RWE W PARYŻU WSPOMINA, ŻE MIAŁ OKAZJĘ SPOTYKAĆ SIĘ Z PIOTREM JEGLIŃSKIM , KRAJOWYM OPOZYCJONISTĄ ZWIĄZANYM Z PODZIEMNYMI LUBELSKIMI „SPOTKANIAMI” W KONFESJONALE PARYSKIEGO KLASZTORU, W KTÓRYM JEGLIŃSKI SIĘ ZATRZYMAŁ” – koniec cytatu.

Od siebie tu dodam, że Jegliński dostarczał RWE BEZCENNYCH informacji z kraju, nawet informacji o walce frakcji w PZPR-ze. Znalazł się więc (jak podkreśla Maszenda) na celowniku wiadomych służb… „Polska Bezpieka – zaznacza Maszenda – planowała zwabić Piotra Jeglińskiego do Berlina Wschodniego, porwać i przewieźć na Rakowiecką lub zlikwidować (operacja Reszka)”. Gdy chodzi o mnie, wiem też, że już później SB planowało w Paryżu otruć (!), tak czy inaczej zgładzić JEGLIŃSKIEGO. Obecnie JEGLIŃSKI jest ciężko chory. Niewątpliwie jest to wynik mających go zastraszyć (lub innych) działań SB. TAK WIĘC W MYM POJĘCIU TRZEBA STWORZYĆ (może nasz tak patriotyczny SENAT mógłby się tym zająć?) STATUS INWALIDY WALKI O WOLNOŚĆ, INWALIDY ZIMNEJ WOJNY (LICZĘ W TEJ DZIEDZINIE NA ŚWIETNĄ GAZETĘ „OBYWATELSKA”, I NA PUŁKOWNIKA MASZENDĘ, NO I RZECZ JASNA NA KORNELA MORAWIECKIEGO.

Waldemar Maszenda w swym artykule stwierdza też: „Rodziny pracowników RWE były zastraszane przez BEZPIEKĘ, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to CIĘŻKIM SCHORZENIEM”. Wyjaśnię tu, że moja żona Jadwiga jest nadal bardzo poważnie chora. Jej także należałoby przyznać status inwalidy Zimnej Wojny!!! WSZAK SB UŻYWAŁA RADZIECKICH NAUKOWYCH METOD DESTABILIZACJI „WROGÓW USTROJU I ICH RODZIN”.

W tym swym świetnym artykule pułkownik Maszenda wylicza osoby zamordowane czy pobite przez tajne służby „czerwonego”…

*   *   *

Zobacz także:

16:31, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 36/2018

Czytelnik pisze mi: „A może Pan zechce napisać, jak Pan – który przebywał w Polce przez cały okres okupacji, i miał wówczas już od dziesięciu do czternastu lat – pamięta reakcje polskiego społeczeństwa na zorganizowany przez okupanta globalny pogrom Żydów”?

Pierwsze, co mi na myśli przychodzi, to opowieść już powojenna członków mej rodziny, o tym jak legalnie w roku 1940-tym jechali do Włoch (szlachetna Włoszka Luciana Frassati Gawrońska załatwiła im i naszemu wujowi Witoldowi odpowiednie „paszporty”). Otóż wuj Witold – jak mi oni po wojnie opowiadali – jechał przebrany za jezuitę. Miał on matkę Żydówkę. Dość wyglądał na Żyda, co jego i owe osoby z nim jadące niepokoiło… Ale na szczęście Niemcy się doń nie przyczepili – szczęśliwie dotarł do wówczas jeszcze neutralnych Włoch. Słyszałem też o kilku innych osobach pochodzenia żydowskiego, które wtedy zdołały via Włochy wyjechać na Zachód. Jak przez mgłę pamiętam, iż opowiadano mi, że przedstawiciele Mussoliniego w Generalnym Gubernatorstwie di Stefano i Pietrabissa (???) Żydom czasem wyjazd po cichu ułatwiali…

Z lat 1940 i 1941 przypominam sobie, że siostra moja Magda (rocznik 1922) w naszym warszawskim mieszkaniu (Zimorowicza 4) gościła kolegów Żydów, wyrabiała im fałszywe, „aryjskie” dokumenty. Chyba już szło o tak zwane Kenkarty (???). Ona i jej koledzy, np. z pisma „Sztuka i Naród”, młodzi polscy narodowcy, uważali za święty obowiązek ratować Żydów. Wiem, że w zdobywaniu fałszywych metryk pomagał im jakiś stary ksiądz, jak się zdaje, bliski Stronnictwa Narodowego, lecz w czasie okupacji całkowicie poświęcający się pomaganiu zagrożonym śmiercią Żydom!!!

Później matka wysłała mnie na wieś do Małej Wsi. Ale od matki wiedziałem, że Magda – sierżant wywiadu AK – nadal opiekowała się Żydami, i domagała się od dowództwa AK likwidacji polskich donosicieli na służbie gestapo (?). (Magda następnie będąc łączniczką Radosława poległa w powstaniu warszawskim).

W Małej Wsi koło Grójca mój stryj Tadeusz i jego żona Julia z Lubomirskich starali się ratować Żydów; pomagała im w tym administracja dużego majątku oraz miejscowe AK, starające się tak czy inaczej wytrzebić tych, co o Żydach byli skłonni donosić do gestapo. W pałacu w Małej Wsi moi stryjostwo aż do końca wojny przechowywali senator Dorotę Kłuszyńską z domu Pilcer, krewną (?) Róży Luksemburg… Zgodnie z hitlerowskimi przepisami, ponoć wykrycie tego mogło spowodować rozstrzelanie wszystkich mieszkańców małowiejskiego pałacu.

Ze swej strony, ojciec żony Tadeusza Morawskiego, Książę Regent Zdzisław Lubomirski (aresztowany przez gestapo w listopadzie 1942, siedział przez 2 miesiące, został zwolniony ponoć (???) na interwencję Carla Gustawa Manerheima, wówczas „władcy” (?) Finlandii, a przyjaciela tych Lubomirskich sprzed pierwszej wojny światowej) prowadził rozmowy z delegaturą rządu RP, dotyczące akcji ratowania Żydów, nalegał też na nadanie tej ponurej hitlerowskiej zbrodni światowego rozgłosu… (No i minister spraw zagranicznych rządu Generała Sikorskiego na Wychodźstwie w Londynie, Edward Raczyński, w oparciu o dane przywiezione z Polski przez Jana Karskiego, wszystkim aliantom przedstawił te ponure fakty; mocno „zadzwonił na alarm”…

Tyle o tym, co działo się w czasie okupacji pamiętam. Jednego jestem pewien: moja sfera, ogólnie ludzie, z którymi wówczas się spotykałem niezwykle ostro potępiali ową hitlerowską ponurą, ohydną ZBRODNIĘ!!!

*   *   *

Zobacz także:

 

16:28, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 35/2018

Państwo islamskie nadal prowadzi walkę na wielu frontach, i krwawym wyczynom swych bojowników nadaje rozgłos. Ów rozgłos to swoista forma propagandy i oddziaływania na swych potencjalnych zwolenników. Chodzi o budowanie np. przy pomocy internetu ochotniczej sieci islamskiego terroru, chodzi o werbowanie nowych bojowników… Tak więc dżihadystyczna agencja prasowa AMAK podaje, iż wczoraj – w niedzielę – islamski młody bojownik w Rosji, w dagestańskim mieście Kizlyar otworzył ogień do tłumu wiernych wychodzących po mszy z cerkwi. Pięć osób zginęło, a kilka innych poniosło rany. Napastnika zdołali zabić funkcjonariusze sił policyjnych. Zapewne ograniczyło to ilość ofiar tej agresji. Tak więc jedno pewne. „Międzynarodówka” skrajnego islamu nadal terrorem daje znać o sobie i o swych rewindykacjach. Można się spodziewać, czy tu czy tam, jej „aktów terroru”…

*   *   *

Zobacz także:

16:26, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 34/2018

Profesor dr hab. Aleksander Woźny przypomina mi: „Przed laty pisałem do Pana, że bez planu na wzór Planu Marshalla dla Afryki nie uda się zatrzymać (wdzierających się do Europy) emigrantów ekonomicznych. Rządzący, nieznający historii politycznej i społecznej (także kolonialnej i neokolonialnej) tego kontynentu, będą nadal popełniać błędy… Do tego skrócił się dystans informacyjny”. Tyle ów ceniony naukowiec, spec od problemów wojny i wojskowości…

Do tych jego uwag dodam, że oczywiście teraz pchający się „za wszelką cenę” do Europy owi ludzie znakomicie wiedzą o ile wyższy od poziomu życia w ich krajach, jest tenże poziom na naszym kontynencie. Przed wiekami upadek bogatego Cesarstwa Rzymskiego spowodował długi „nacisk” nań tak zwanych „barbarzyńców”… Mym zdaniem mimo wszystko istnieje obecnie pewna analogia z tamtym okresem.

Do tego stoimy w obliczu zdumiewającego przebudzenia się skrajnego islamu… Spora część wyznawców tej religii marzy o przywróceniu dawnej potęgi i świetności państw owego wyznania. Jak słyszę, chęć historycznego rewanżu i wrogi Zachodowi nacjonalizm potęguje się np. w Turcji. Wedle świadków tego wydarzenia, obchody rocznicy zdobycia Konstantynopola przez Turków w 1453 roku wyraźnie świadczą (??) o woli rewanżu historycznego, która cechuje prezydenta Erdogana i kierowany przez niego „reżim”, reżim – co warto podkreślić – bardzo religijny, bardzo „islamski”. Warto też odnotować, iż Erdogan oświadczył ostatnio, że decyzja prezydenta USA Trumpa o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela nie ma dla jego kraju żadnego znaczenia. Według Erdogana, Izrael jest państwem okupacyjnym, „państwem terroru”. Takie swe poglądy Erdogan wyrażał też w czasie szczytu w Stambule Organizacji Wspólnoty Islamskiej (OWI – 57 państw). W grudniu 2017 roku, w wyniku tego swego szczytu OWI ogłosiła: „Uznajemy Państwo Palestyńskie ze stolicą w Jerozolimie Wschodniej”, oraz stwierdziła, iż decyzja prezydenta Trumpa jest „nieważną oraz niebezpieczną” (?).

Jednak rząd Turcji ponoć jest zdania, że niektóre kraje arabskie zareagowały zbyt słabo na decyzje Trumpa w sprawie Jerozolimy… Proreżimowe tureckie środki masowego przekazu kładą też nacisk na niedostateczną solidarność islamską tych czy innych arabskich rządów… Turecka dyplomacja i inne służby tego państwa lansują ponoć teraz dość wyraźnie koncepcję rewanżu islamu, popierają idące po tej linii działania propagandowe, stacje telewizyjne i radiowe, strony internetowe (???).

*   *   *

Zobacz także:

16:25, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 33/2018

Przenoszenie się na stałe do Izraela francuskich Żydów osiągnęło w latach 2014 i 2015 kolejno cyfry: 7238 i 7835 osób. Ale w roku 2016 już tylko około 5000 Żydów wyemigrowało stąd do Izraela, zaś w roku 2017 jedynie 3556…

Co do ogólnej liczby Żydów z różnych krajów, osiadających w Izraelu, to w roku ubiegłym wyniosła ona około 28000 osób (w tym np. około 7000 z Rosji, 6881 z Ukrainy, kilka tysięcy z USA)…

AGENCJA ŻYDOWSKA (Jewish Agency for Israel, nazywana w skrócie JAFI albo SOCHNUT) rozwija działalność w wielu krajach świata. Poświęca wiele uwagi rozwojowi gospodarczemu Izraela oraz problemowi zwiększania jego zdolności do przyjmowania Żydów z diaspory chcących się tam, w Izraelu, na stałe osiedlić! Jest organem wykonawczym Światowej Federacji Syjonistycznej.

W Polsce – jak słyszę – sprawnie działalność rozwija biuro Fundacji Agencji Żydowskiej… Prowadzi ono działalność edukacyjną, oraz udziela pomocy osobom pochodzenia żydowskiego, chcącym osiąść w Izraelu, tam wyemigrować w ramach tak zwanej alii, czyli powrotu do ojczyzny przodków.

Stosunkowo wysoka liczba francuskich Żydów, którzy przenieśli się na stałe do Izraela w latach 2014 i 2015 wiązała się wtedy z wówczas sporą aktywnością islamskich terrorystów – np., lecz oczywiście nie tylko, z zamachem na sklep koszerny w Paryżu, w którym zginęły 4 osoby.

Skądinąd ostatnio prasa paryska uwydatnia to, że w szeregu krajów na nowo pojawia się teraz – propagowany przez środowiska skrajnie islamskie, lecz nie tylko – ANTYSEMITYZM… Na przykład sprawę tę sygnalizuje już w wielkim pierszostronicowym tytule poważny tygodnik l’OBS, który sprawie tej w swym numerze z 5 lutego 2018 roku poświęcił sporo stron. Tak, kartka tytułowa tego intelektualnie utrzymanego na wysokim poziomie pisma przynosi zdjęcie propalestyńsknej manifestacji w Berlinie w grudniu 2017. Na zdjęciu widać płonący izraelski sztandar podpalany przez manifestantów. A w innym tytule, już wewnątrz pisma, przed kilku artykułami ów problem analizującymi, znaleźć można wybite grubym drukiem stwierdzenie: SZWECJA, NIEMCY, BELGIA, FRANCJA – NOWA FALA JUDEOFOBII. (Przytoczę tytuł niektórych artykułów: Wielki strach Żydów z Malmo; Niemcy – widma przeszłości, itd., itd.

Kończąc, pokreślę, iż młody polski naukowiec, który z jednej strony ma wiele do czynienia z analizą socjologiczną nastrojów w Polsce, a z drugiej strony wiele podróżuje, twierdzi, że sympatia dla Izraela do niedawna była u nas b. mocna, o wiele mocniejsza od tej w wielu innych krajach. Nie wie jednak, jak na te tak dotąd Izraelowi przychylne postawy wpłyną jego zdaniem mocno przesadzone i dziwnie niezręczne reakcje Izraelczyków na nową ustawę dotyczącą IPN-u… Dodaje, że zna w Polsce gotowych w razie potrzeby walczyć w obronie Izraela kilku polskich studentów. Ci studenci-katolicy są także naprawdę przejęci cienkim losem starodawnych wspólnot chrześcijańskich z Bliskiego Wschodu, oraz panoszeniem się nawet w Libanie fanatyków spod znaku Hezbollahu. Zabawnie mówią: To Hezbollah Izraelowi zagraża, a nie jakaś polska ustawa

*   *   *

Zobacz także:



16:23, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 32/2018

Zdaniem poważnego politologa, badacza ewolucji postaw narodów Europy, trwający napływ tak zwanych „uchodźców” z Bliskiego Wschodu i z Afryki (de facto, gdy chodzi o wyznawców islamu, w większości imigrantów ekonomicznych, tylko bliskowschodni chrześcijanie są autentycznymi uchodźcami) już zaczyna mieć znaczny wpływ na postawy polityczne wielu Europejczyków. Po zachodniej interwencji militarnej w Libii w roku 2011, która walnie przyczyniła się do upadku reżymu pułkownika Kadhafi, do Włoch przybyło wedle ostatnich obliczeń już 625 tysięcy owych „uchodźców”… Centrowo-lewicowy rząd tego państwa „odesłał” do ich krajów w ciągu ostatnich trzech lat mniej więcej 60 tysięcy tych imigrantów. Jednak trzeba dobrze zdać sobie sprawę z tego, że takie „odsyłanie” jest jednak dość kosztowne…

Poważny paryski tygodnik „Valeurs Actuelles” już w dużym tytule daje jasno wyraz przekonaniu, że owi „imigranci” pchają Włochy (gdzie za niecały miesiąc mają mieć miejsce wybory) NA PRAWO. Do tego Włochów porusza sprawa ohydnego mordu młodej włoskiej dziewczyny, o którego dokonanie jest podejrzewany jeden z owych imigrantów…

Problem wdzierania się imigrantów z Bliskiego Wschodu i z Afryki może w co najmniej kilku krajach Europy wywołać reakcje niezadowolenia, mieć pewne skutki polityczne… W mym odczuciu absolutną koniecznością są: jakiś jakby Plan Marshalla dla owych regionów, wyposażenie Unii Europejskiej w sprawną, wspólną europejską straż graniczną, zdolną zapewnić efektywną ochronę granic Unii, wreszcie interwencja wojskowa, by „zrobić porządek w Libii” (jak słyszę, np. czechosłowacki rząd nie wyklucza (???) wysłania w tym celu jakiejś czeskiej jednostki wojskowej do Libii. Ja co prawda jestem zdania, że Unia winna stworzyć na modłę słynnej francuskiej legii cudzoziemskiej OCHOTNICZY EUROPEJSKI LEGION SZYBKIEJ INTERWENCJI!!!

Tyle na dziś o tym zagadnieniu, które zapewne np. też osłabiło pozycję kanclerz Merkel…

*   *   *

Zobacz także:

16:21, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 31/2018

Przywiązuję wagę do tego, by nasz kraj, nasi badacze, naukowcy i publicyści wiele uwagi poświęcali naszej światowej Polonii, w tym żyjącym za granicą wybitnym rodakom. Tak więc ucieszyła mnie wiadomość, że Beata Halicka – ceniony profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w tak mi drogim Poznaniu – idzie właśnie tą drogą!! (Nade wszystko kocham trzy miasta: Poznań, gdzie 20 września 1929 roku się urodziłem; Kościan, niegdyś „AK-owską wyspę na Morzu Czerwonym”, gdzie przeżyłem jako licealista dużą część roku 1945, i Paryż – gdzie od jesieni 1946 roku mieszkam). Tak, profesor UAM Beata Halicka, autor kilku wysoce wartościowych dzieł, pisze teraz książkę o profesorze Zbigniewie Antonim Kruszewskim – w czasie powstania warszawskiego żołnierzu AK, a obecnie w USA wybitnym politologu, jednym z czołowych znawców tej dziedziny na University of Texas w El Paso (w roku 1972 został mianowany profesorem tej uczelni), aktywnym działaczu Kongresu Polonii Amerykańskiej, a przed laty szefie Ogólnoamerykańskiego Związku Studentów Polskich!

Książka profesor Beaty Halickiej o Z. A Kruszewskim – i to mym zdaniem jest wysoce istotne – będzie osadzona w szerokim kontekście historycznym, i wzbogacona o obszerne informacje biograficzne o innych współpracujących z nim i ważnych dla niego osobach, które zaangażowane były w działania na rzecz Polski i Polonii. Tyle w kilku zdaniach o tym ciekawie zapowiadającym się dziele, o tym niewątpliwie ważnym wkładzie w dzieje naszej emigracji politycznej, tak przez PRL-owców oczernianej. Do dziś niekiedy trwa (??) roli tej emigracji minimalizowanie.

*   *   *

Zobacz także:

16:19, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 30/2018

Czytelnik pyta: „Jak to się działo, że Pana Ojciec, kierownik w obalonym zamachem majowym Rządzie Witosa, choć wyrzucony z MSZ-u przez ministra Becka, jednak został wiceministrem skarbu, i wyraźnie współpracował z reżimem pomajowym”?!

Odpowiem słowami mego Ojca: „Nie było systemu pomajowego! Był tylko najpierw Piłsudski, genialny szlachcic kresowy, mąż stanu o temperamencie rewolucjonisty, wielkopański i rubaszny, równie bliski trywialności jak i legendy. Piłsudski, dla którego Polska była jakimś wielkim Zułowem czy Piekieliszkami; że chodził po niej gderząc i dziwacząc, i kijem sękatym poganiał lub przepędzał ekonomów parobków. Swą renesansową bujnością, i z litewskim uporem, szerokością swych koncepcji i małostkową mściwością, swą osobą i legendą przesłonił i przytłoczył cały okres dziejów Polski, wdarł się do życia każdego z nas. Wszyscy ci co chcieli i co nie chcieli – bardziej niż samymi sobą – byliśmy jego współczesnymi… A potem był Piłsudski stary i chory, a potem walki diadochów. Do maja rozszarpywały Polskę, chcąc jej służyć, partie. Po śmierci Piłsudskiego czynili to najczęściej z tym samym patriotycznym przeświadczeniem poszczególni ludzie. Piłsudski, będąc bardziej narodu władcą niż wykładnikiem, łamiąc raczej niż schlebiając, słuchając głosu wewnętrznego a nie powszechnej opinii, pogłębiał dystans między rządzącymi a rządzonymi. Towarzysze jego i nastęcy nie zrozumieli, że trzeba być wielkim, aby mieć prawo być samotnym”… (Kajetan Morawski – rozdział „Bilans Dwudziestolecia”, książka „Tamten Brzeg”, wyróżniona w roku 1960 prestiżową nagrodą „Wiadomości” M. Grydzewskiego).

Tyle napisał mój ojciec. Na podstawie mych wspomnień dodam, iż uważał on, że nie biorąc pod uwagę swych urazów, należy zawsze czynnie Polsce służyć, rozładować polskie, tak nieraz ostre, spory, a to właśnie w interesie Polski, której w przeszłości tak zaszkodziły owe libera veto, kłótnie i brak solidnej władzy (w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku Jerzy Giedroyc mawiał: „Niestety, dziś nie ma Piłsudskiego”).

Znając realistyczną ojca wolę służenia Polsce, Eugeniusz Kwiatkowski w roku 1946 uważał, jak mi to tłumaczył, że ojciec winien wrócić do Polski, pracować nad jej odbudową… Gdy w listopadzie 1946 przybyłem do Paryża, z miejsca przekazałem tę opinię jego byłego szefa – dawnego ministra finansów i wicepremiera – ojcu. Dodałem też, że Dorota Kłuszyńska z kierownictwa PPS-u uważa, że Stalin chce zrobić z Polski okno wystawowe na świat bloku socjalistycznego…

Ojciec odpowiedział mi, że już w Algierze radziecki ambasador Aleksander Bogomołow mawiał doń: „Winien Pan z nami się dogadać. Postawił Pan na zdychającego konia, a tu idzie nowe”! Ojciec odpowiedział Bogomołowi, że nie ceni sprzymierzonych z ZSRR Polaków. Na to Bogomołow powiedział coś w tym duchu: „Niech się Pan z nami dogada; to wystarczy”… Ojciec dodał w paryskiej rozmowie ze mną z listopada 1946 roku, iż jest przekonany, że Stalin lada chwila spotęguje w Polsce terror, bo tylko terrorowi ufa… (tak w każdym razie ówczesne słowa mego ojca dziś sobie przypominam!).

Co do Kwiatkowskiego, to już w połowie 1948 roku pozbawiono go stanowiska ministra delegata rządu dla spraw odbudowy Wybrzeża, i przeniesiono na przymusową emeryturę z administracyjnym zakazem pobytu na Wybrzeżu i w Warszawie.. Był to ponoć osobisty nakaz Stalina, choć Minc niechętnie pozbywał się dobrych, przedwojennych fachowców.

*   *   *

Zobacz także:

16:16, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 lutego 2018
Widziane z Paryża 29/2018

Tak więc PZPR czynił co mógł, by minimalizować fakt, że AK i delegatura Rządu RP na Wychodźstwie w Londynie robiły wiele, by w czasie okupacji Żydom iść z pomocą. A tymczasem np. RADA POMOCY ŻYDOM „ŻEGOTA” podlegająca delegaturze uratowała jednak sporo Żydów. AK zaś też o wiele wydatniej niż to twierdzili historycy związani z PZPR-em wspierała powstanie w getcie… A na obczyźnie minister spraw zagranicznych Rządu Sikorskiego, Edward hr. RACZYŃSKI, w oparciu o dane przywiezione z Polski przez Jana KARSKIEGO (jak dobrze wiadomo – precyzuję, bo jeden z mych bliskich przyjaciół uważa, że jako rewelacje czasem przedstawiam ogólnie znane informacje), „uderzył na alarm”… Ale jak np. swego czasu ponoć stwierdził watykański dziennik „L’OSERVATORE ROMANO”, alianckie rządy zbagatelizowały raporty na temat nazistowskiej akcji eksterminacji ŻYDÓW. Na przykład nawet nie zbombardowano torów kolejowych prowadzących do niemieckich obozów koncentracyjnych. Nie podjęto żadnych działań idących po linii utrudniania Shoah… (RELATA REFERO).

Uważam, że w takim kontekście, energiczne bicie na alarm hr. Edwarda RACZYŃSKIEGO, tego najwyższej klasy europejskiego męża stanu, JEST NAPRAWDĘ WIELKIEJ WAGI FAKTEM HISTORYCZNYM…

Inny aspekt z tym wszystkim tak czy inaczej związany, to właśnie owo późniejsze radzieckie i PRL-owskie fałszowanie historii… W mym pojęciu trwało ono jeszcze po upadku PRL-u… Dotyczy ono też historii naszej emigracji politycznej. Świadczy o tym np. fakt, że dzięki zabiegom słynnego profesora HABIELSKIEGO – który je opracował – w tym roku WRESZCIE (!!!) ukażą się w IPN-ie tajne raporty dla władz RP w Londynie KADEMORA Kajetana Dzierżykraj Morawskiego, ambasadora WOLNEJ POLSKI przy rządzie Francji (Algier, jesień 1943 – Paryż, koniec lat sześćdziesiątych – dziekana Korpusu Dyplomatycznego, Korpusu akredytowanego przy rządzie z początku Generałów de Gaulle’a i Giraud, Algier, koniec 1943 do końca 1944 roku…). Nota bene de Gaulle cenił Kademora, pisywał doń, za pośrednictwem Gastona Palewskiego się nim opiekował. Także np. 18 12 1963 mego ojca i matkę de Gaulle zaprosił na obiad w Pałacu Elizejskim, i polecił, by Agence France-Presse wśród kilkunastu tego obiadu gości wymieniła Kajetana Morawskiego – byłego Ambasadora RP. Miało to ojcu pomóc w jego dotyczących polskich emigrantów kontaktach z francuską administracją…

Rzecz jasna, owe raporty mego ojca przynoszą wiele nazwisk: np. zasłużonych emigracyjnych działaczy oraz wielu cudzoziemców – przyjaciół WOLNEJ POLSKI, no a co najważniejsze, zawierają cenne dane o walce naszej emigracji politycznej z narzuconym Polsce przez Stalina reżimem.

*   *   *

Zobacz także:

Powrót do strony głównej...

17:05, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 28/2018

Właśnie znalazłem odpowiedź dra hab. profesora Aleksandra Woźnego na me pytanie dotyczące współpracy Żabotyńskiego – czołowego bojowego syjonisty – z polską „dwójką" (podział 2. sztabu naczelnego wodza).
Otóż profesor Woźny, czołowy nasz historyk wywiadu i wojskowości, pisze mi: „Co do Z. Żabotyńskiego, nie natrafiłem (koledzy też nie wspominają), by proponował, aby nasz oddział 2. miał jakiś kontakt z jego prawicową organizacją... Podobno proponował on Brytyjczykom pod koniec roku 1939 jakiś spektakularny zamach na terenie III Rzeszy (Bawaria). Prasa informowała jakiś czas temu (wywiad z izraelskim historykiem Weinbaumem), by nie wierzyć w te przypuszczenia, gdyż Gestapo rozbiło jego prawicową organizację...".

Inny czytelnik, niechcący ujawniać swego nazwiska, dowodzi, iż prezydent Izraela Szimon PERES mocno podkreślał, iż IZRAEL WŁAŚCIWIE URODZIŁ SIĘ W KOLEBCE POLSKI! Ów rozmówca dodaje, że „najemni historycy PRL-u na spółkę z Żydami wywodzącymi się z Komunistycznej Partii Polski negowali współpracę władz 2-giej RP z syjonizmem...

Tenże rozmówca podkreśla wagę książki profesora Normana Daviesa pt. SZLAK NADZIEI... Ów profesor ponoć uwydatnia to, że NKWD robił wszystko, by poróżnić Polaków z Żydami...
Wedle owego czytelnika, profesor Davies jest zdania, że gdy jego armia znalazła się w Palestynie, Generał Władysław Anders wydał tajny rozkaz, by nie ścigano żydowskich dezerterów najwyraźniej chcących się przyłączyć do walczących o własne państwo syjonistów (dodam od siebie, iż – o ile pamięć mnie nie myli – Anders poszedł tą drogą za radą Józefa Czapskiego, ale zapewne Ela Skoczek sprawę tę zna lepiej ode mnie...). 

*   *   *

Zobacz także:

Powrót do strony głównej...



17:03, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 27/2018

Nadal nieco reakcji na me ostatnie odcinki dziennika, dotyczące „sporu polsko-żydowskiego”. Wybitny historyk wojskowości, dr hab. profesor Aleksander Woźny pisze mi: „Generał Grot-Rowecki, dowódca Armii Podziemnej Polskiego Państwa, dowódca ZWZ-AK nakazał karanie i ściganie tych, którzy splamili się współpracą z GESTAPO i wydawali współobywateli ŻYDÓW policji niemieckiej. Sądy naszego Państwa Podziemnego wydawały wyroki, które AK wykonywała. Co nie oznacza, że w warunkach Państwa Podziemnego udało się ten proceder donosicielstwa i rabowania Żydów całkowicie wyeliminować…

Z kolei inny czytelnik, krajowy lekarz, uważa, że „jesteśmy długą tradycją ściśle związani z narodem, który przed wiekami znalazł w Polsce schronienie. Już w XIII wieku istniały w Polsce niewielkie wspólnoty żydowskie. Później Polska przyjmowała Żydów kolejno wypędzanych z różnych krajów Europy: z Niemiec, Francji, Węgier, itd. Protektorem Żydów w Polsce był mądry król Kazimierz Wielki! Sytuacja Żydów w Polsce zaczęła się powoli pogarszać od drugiej połowy wieku XVI-tego. W wyniku wydarzeń historycznych, powoli zanikała polska tradycja tolerancji. Następnie pod zaborami na ziemiach polskich zagarniętych przez carat rozwijać się zaczął rosyjski antysemityzm. Po odzyskaniu niepodległości zamieszkiwało Polskę 3 miliony Żydów. Szerzył się półinteligencki antysemityzm. Polscy sklepikarze – mniej sprawni od żydowskich (?) – lansowali hasło: „Polacy kupują u Polaków”… Problem stanowił też fakt, że część Żydów poszła na lep propagandy radzieckiej. Skomunizowała się. Komunistyczna Partia Polski była de facto (?) partią żydowską. Jednocześnie od roku 1926 rząd polski wspierał ruchy syjonistyczne. Polska „dwójka” pomagała (?) Włodzimierzowi Żabotyńskiemu, który miał w Warszawie kontakty na najwyższym szczeblu. Żabotyński, niezwykle inteligentny syjonista, np. przewidział holokaust. (Od siebie dodam: może profesor Aleksander WOŹNY, wybitny spec także od historii naszej „dwójki”, coś wie o tej polskiej pomocy dla ruchu ŻABOTYŃSKIEGO?).

Ów czytelnik, polski lekarz, dodaje, że w czasie wojny rodziny szlacheckie i ziemiańskie uratowały wielu Żydów, np. jego własną matkę – w połowie pochodzenia żydowskiego. PZPR i jej najemni historycy negowali ten ogólnie znany fakt. Teraz Polskie Towarzystwo Ziemiańskie winno tą sprawą się zająć. Energiczniej walczyć o prawdę historyczną…

Kończąc, dodaję, iż premier Mateusz Morawiecki (syn rodzony bardzo Żydom pomocnej, ale wbrew temu, co mówiono, nie żydowskiej rodziny) zupełnie ostatnio spotkał się z izraelskimi dziennikarzami i świetnie im wyjaśnił sprawę nowelizacji ustawy dotyczącej IPN-u…

*   *   *

Zobacz także:

Powrót do strony głównej...

17:02, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 126
Archiwum