czwartek, 16 sierpnia 2018
Widziane z Paryża 98/2018

Dr Hab. Profesor Aleksander Woźny, wysoko ceniony historyk naszej wojskowości odpowiada na me pytanie dotyczące generała Berlinga i jego roli we wrześniu 1944 roku oraz całej owego Generała postawy. Profesor Woźny przyznaje, że ocena tego dowódcy nie jest sprawą prostą: „każdy element dziejów Berlinga zasługuję na osobny wykład”. Jednym słowem spojrzenie nań jest skomplikowane tak jak skomplikowaną jest cała nasza najnowsza wojenna i powojenna historia. Generał Berling został pozbawiony dowodzenia dywizją. Powód? Forsowanie Wisły na pomoc Warszawie? Ale cała ta akcja nie mogła by się odbyć bez zezwolenia generała Rokossowskiego (syn warszawskiego robotnika zwolniony z łagru z wybitym okiem - Stalin kazał wstawić mu szklane oko). Rokossowski z kolei nie mógł w ówczesnym radzieckim systemie działać bez zgody Stalina! Jak wiemy, generał Berling „prowadził tych polskich żołnierzy, którzy nie zdążyli trafić do Andersa”. Od śmierci w Katyniu Berling uratował się dzięki swym lewicowym poglądom… Generałowie Berling i Rokossowski na pewno z bólem patrzyli na walczącą i płonącą Warszawę. Stalin krwawo „sprawdził” dywizję Berlinga pod Lenino… (12-13 października 1943 roku: atak przez bagno na umocnioną, okopaną niemiecką pozycję: JATKA!!!!) We wrześniu 1944 Stalin zapewne uważał: jak Polacy chcą,niech atakują. Przecież batalion nie zdobędzie miasta. A nikt nie będzie mógł powiedzieć,że Stalin nie chciał pomóc!!! Długo za komunistycznej władzy nad Polską o Berlingu,jego akcjach i żołnierzach mało się pisało, choć bywały odważne wyjątki… Za Gomułki też żołnierze Berlinga też zdawali się nie zasługiwać na pamięć Wówczas przesadnie oceniano rolę Armii Ludowej… Tyle w skrócie o poglądach profesora Woźnego na ten wielce godny uwagi temat.

Dodam, że wedle Aleksandra Woźnego na temat gry radzieckiej w owym okresie ważną jest książka Nikołaja Iwanowa, który zbadał dostępne akta rosyjskie. (Nikołaj Iwanow, ur 1948 w Brześciu, rosyjski dysydent,doktór habilitowany, profesor historii Polski, związany z Uniwersytetem Opolskim… Przez 15 lat pracował w radiostacji RWE/RL, między innymi też w sekcjach białoruskiej i kaukaskiej…).

Kończąc odnotuję, że pewien młody polski historyk, „nie życzący sobie, bym ujawniał jego nazwisko” jest zdania po pierwsze, że archiwa rosyjskie muszą zawierać jeszcze sporo dotyczących Powstania Warszawskiego danych, oraz po drugie działań całej tak wrogiej Berlingowi kliki Bolesława Bieruta, Hilarego Minca i Jakuba Bermana,kliki popieranej przez Wandę Wasilewską! Dowodzi on też, że po odzyskaniu niepodległości w roku 1989 historycy powiązani czy wywodzący się z owej kliki długo, prawie że do ostatnich lat „manipulowali” historią Polski celem wybielania owej „partyjnej góry”. Ogólnie biorąc celem wybielania środowisk wywodzących się z Polskiej Partii Komunistycznej…

Ów młody naukowiec jest zdania, że środowiska wywodzące się z KPP nadal stanowią w Polsce zamknięty a wpływowy klan. Podkreśla, iż mimo rozwiązania KPP przez Moskwę w dniu 15 maja 1938, mimo radzieckich czystek i prześladowań klany wywodzące się KPP cały czas prowadziły i do dziś prowadzą „swoistą grę polityczną”, oraz np. fałszują (?) najnowszą historię Polski. Podtrzymują mit o reakcyjności wielu Polaków i w szczególności byłej polskiej, „nastawionej na polski Londyn, rozkochanej w Polsce przedwrześniowej - emigracji politycznej”.

*   *   *

Zobacz także:

16:33, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 97/2018

Niewątpliwie pewną przeszkodą dla planów Stalina opanowania Polski był generał Władysław Sikorski. A to dlatego, że cieszył się w opinii publicznej świata zachodniego ogromnym autorytetem, był - jak mawiano - ŻYWYM, SYMBOLEM POLSKIEJ WALKI O WOLNOŚĆ. Był popularny np. w USA. Gdyby żył, trudnej by było Rooseveltowi i jego niekiedy chyba dość wyraźnie „proradzieckim” doradcom „puścić w trąbę” legalny i demokratyczny rząd RP w Londynie. Wielu poważnych historyków ZSRR i jej WYWIADU uważa, że zapewne na rozkaz Stalina zamach na samolot Sikorskiego zorganizował ówczesny szef brytyjskiego wywiadu w Gibraltarze, i jak się później okazało agent radziecki - Kim Philby! (może poważni rosyjscy historycy mający dostęp do archiwów Philby’ego mogliby tę sprawę zbadać. Wszak dla przyjaźni rosyjsko-polskiej ważne, by obecna Rosja wyraźnie odcięła się od ZBRODNI STALINA. Pierwszym wysoce pozytywnym krokiem na tej drodze było już ujawnienie prawdy o mordzie polskich f w Katyniu).

Należy też do końca udowodnić, że Stalin i jego wywiad pchał latem 1944 roku do powstania w Warszawie. Pamiętam,że już połowie lipca 1944 mówiono mi, iż Wanda Wasilewska przez radio wzywa Polaków do natychmiastowej walki zbrojnej (??)… Słyszałem wówczas też, że w kręgu drugiego oddziału AK (kręgu bliskim mej rodziny) są poważne osoby, będące zdania, że „z powstaniem nie należy się śpieszyć, że powstanie AK-owskie nie będzie mogło liczyć na pomoc Stalina, może ono osłabić opór wobec sowieckich planów…

A w obliczu tego co zaszło jasne, że Stalin nie chciał udzielić AK-owskiemu powstaniu znaczącej pomocy, stawiał na całkowite zniszczenie Warszawy tak związanej z rządem RP na wychodźstwie w Londynie.

Sprawą, która wymaga mym zdaniem dodatkowego przeanalizowania przez poważnych fachowców wojskowości, takich jak np. profesor Aleksander Woźny, jest być może jeszcze nie do końca wyjaśniony problem zachowania się generała Zygmunta Berlinga, odwołanego 30 września 1944 roku osobistym rozkazem Stalina ze stanowiska dowódcy 1 Armii Wojska Polskiego… Narzuca się pytanie, czy naprawdę do końca zostały krytycznie przeanalizowane wspomnienia Berlinga z tego okresu. Czy zajęto się zbadaniem tego, czy istnieją jakieś nieopublikowane zapiski Berlinga i jego otoczenia, co DOKŁADNIE WIEDZĄ NP. JEGO DZIECI… Uderza mnie, że oceny motywów działań Berlinga we wrześniu 1944 roku są NIESAMOWICIE RÓŻNE. Patrząc na sprawę z punktu widzenia tego, co wiemy o wielkich ambicjach BERLINGA - także i o jego planach wysoce oryginalnych politycznie, o jego sporach z grupą Wandy Wasilewskiej i Bolesława Bieruta, o jego marzeniach o kierowaniu w oparciu o jego Armię Ludową Polską - można przypuszczać, że ów generał jednak na serio zamyślał pomóc powstaniu i dzięki temu wziąć je pod swą własną kontrolę?...

Jedno pewne: „sprawa Berlinga” nie jest wyjaśniona do końca. Ciekawym jest problem poparcia, jakiego pewne sfery radzieckie udzielały Berlingowi „znienawidzonemu przez kierownictwo polskich komunistów, przez grupę Bieruta, Jakuba Bermana i Hilarego Minca…” Wydaje się być pewnym, że Berling wysuwał swoistą koncepcję Polski rządzonej przez jego wojsko a nie przez kompartię?… To też godne uwagi. Może wysoko fachowi historycy rosyjscy mogliby dotrzeć do jakichś archiwów ZSRR zawierających dotyczące postaw Berlinga stare sprawozdania?...

*   *   *

Zobacz także:

16:25, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 96/2018

Nawiązując do mych ostatnich dzienników przypominam sobie teraz jeszcze, że przed laty, w czasie mych paryskich rozmów z nimi o powstaniu warszawskim, dyplomaci Republiki Federalnej Niemiec, ludzie ze sfery niemieckiej szlachty starej i „dość wysoko postawionej”, formułowali także jeszcze dwa spostrzeżenia czy uwagi.

Po pierwsze, że w czasie drugiej wojny światowej Joachim von Ribbentrop - niemiecki minister spraw zagranicznych i cały Ausvertiges Amt trzeciej Rzeszy (posiadający wysokiej klasy analityków i fachowców), jakby nie liczył się, był spychany na boczny tor przez np. Goebbelsa, „nie miał nic do do gadania”. A Ribbentrop nie śmiał podsuwać Hitlerowi swoich i swego Urzędu ocen sytuacji i „propozycji podjęcia prowadzenia jakiejś gry dyplomatycznej” (sąd w Norymberdze skazał Ribbentropa na śmierć za całokształt jego działalności m.in. za jego działania na rzecz deportacji Żydów z krajów od Rzeszy uzależnionych do obozów koncentracyjnych - i po prostu za całą jego „przewrotną i agresywną” politykę zagraniczną…”).

Po drugie: moi rozmówcy byli zdania,że cała sprawa powstania warszawskiego potoczyła by się zgoła inaczej, gdyby udała tak zwana OPERACJA WALKIRIA, próba zabicia Hitlera dokonana 20 lipca 1944 roku przez pułkownika Clausa von Stauffenberga, oraz cała ówczesna - niestety nieudana - próba zamachu stanu.

Trudno się bawić się w przewidywania. Jedno pewne: wydany w dziesięć dni później idiotyczny z niemieckiego punktu widzenia rozkaz Hitlera zniszczenia Warszawy i wymordowania jej mieszkańców na pewno nie był w stylu mądrego arystokraty i katolika, jakim był Claus von Stauffenberg i nie był też w stylu kręgu jego przyjaciół. To jedno, co dziś można powiedzieć, nie wdając się w - zawsze wątpliwe - gdybanie „CO BY BYŁO GDYBY”… (pewni obserwatorzy bywali zdania, że Stauffenberg z miejsca by szukał jakiejś drogi ku dialogowi z Zachodem).

*   *   *

Zobacz także:

16:15, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 95/2018

Rozmówca nawiązuje do treści mego wczorajszego dziennika. I radzi, bym przeczytał wspomnienia Adama hr. Ronikiera, przez dłuższy okres w czasie okupacji prezesa Rady Głównej Opiekuńczej (wydawca: Wydawnictwo Literackie 2013). Ów rozmówca jest zdania, że z tych pamiętników jasno wynika, iż w wyższych sferach niemieckich bywali w szczególności po roku 1943 ludzie skłonni do „jakieś formy kompromisu z Polakami”. (???)


Skądinąd ów rozmówca zwraca mi uwagę na fakt,że to, iż w otoczeniu Hitlera byli agenci sowieccy, podsuwający mu myśli idące po linii dążeń Stalina (np. rozkaz całkowitego zniszczenia Warszawy) jest jednak dość mało prawdopodobne - wszak nieco wcześniej niepodziewany atak na ZSRR całkowicie Stalina zaskoczył. Moja odpowiedź prosta: relata refero, powtarzam przypuszczenia, które pewni Niemcy przed 60 laty w poufnej rozmowie mi przekazali! - zastrzegając, iż tylko chodzi o ich, niczym nie udowodniony, domysł. Inna rzecz, że na zdrowy rozum nie można wykluczać, że w 1944 roku pewni naziści mogli (?) już zdawać sobie sprawę z tego, że Hitler wiedzie Rzeszę ku niesamowitej klęsce. Ci cyniczni naziści mogli już wówczas szukać ratunku w ZSRR. Mówiono mi, że ponoć później pewna liczba nazistów poszła (?) na żołd NRD. Ale rzecz OCZYWISTA wszystko to jest bardzo mało jasne!!!

Przyznaję, że chodzi o serię dość mętnych i jednak mało prawdopodobnych domysłów… Jednak, na zdrowy rozum, chyba pewne, że gdyby Niemcy wycofali się z Warszawy i tylko militarnie blokowali jej obrzeża, gdyby w stolicy Polski mogli np. wylądować na Polu Mokotowskim przedstawiciele polskich, legalnych władz z Londynu - zachodni alianci i ZSRR mieli by - ostrożnie mówiąc TRUDNY PROBLEM… RZECZ JASNA IDZIE O NIEPOWAŻNE!! MYŚLENIE Z GATUNKU „CO BY BYŁO, GDYBY”…

Kończąc dodam: trzeba jednak uważnie przeanalizować, co o postawie Niemców pisze ADAM HR. RONIKIER… Niestety, tej książki jeszcze nie mam!

*   *   *

Zobacz także:



16:09, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 94/2018

Dziś 74. rocznica dnia wybuchu powstania warszawskiego. Oglądam ze wzruszeniem dotyczące tej tak ważnej dla naszego narodu daty programy (na ogół świetne) w TVP INFO.

Gdy chodzi o mnie, to wówczas, w wyniku zbiegu okoliczności, znalazłem się zablokowany wraz z mym ciotecznym bratem Jasiem Kicińskim, który właśnie co dopiero co wrócił z akcji partyzanckiej na Kielecczyźnie, i wraz z kilku innymi AK-owcami, w naszym domu przy Zimorowicza 4 (Spółdzielnia Mieszkaniowa Filtrowa). Nie mogliśmy udać się do części miasta opanowanej przez powstańców. Niemcy obstrzałem blokowali cała naszą część dzielnicy Warszawy, naszą część Ochoty. No i szybko pojawili się u nas żołnierze osławionej Brygady Bronisława Kamińskiego (Brygady Rona - Rosjanie na służbie SS). Wtargnęli oni do domów. Wypędzili nas do piwnic, gdzie odbywały się dantejskie sceny. Pijani żołdacy gwałcili nawet między innymi ranne dziewczyny (swego czasu moja ukochana kuzynka Dorota z Morawskich Mycielska spisywała relacje świadków owych ponurych wydarzeń). Później pognano nas na Zieleniak… Tam też żołdacy Rony okrutnie nas traktowali…

W międzyczasie, 6 sierpnia 1944 roku poległa na Woli moja starsza siostra Magda, łączniczka płk. „Radosława”, młoda zdolna poetka… M.in. autorka świetnego wiersza. Oto jego wyjątek: „JA TEN SAM ZAWSZE PIELGRZYM NIE POZNANY - PRAWNUK POLSKIEJ LEGENDY NA SZLAKU ZAWIŁYM - TAKA JEST MOJA MŁODOŚĆ DALEKA LEGENDA - I MĘKA ROZPOSTARTA NA WIETRZE JAK SZTANDAR”.

Rzecz jasna, gdy po wojnie znalazłem się w Paryżu, toczyły się też tu ożywione dyskusje dotyczące powstania warszawskiego. Dyskusje wyrażające różne i dobrze znane tezy. Ale rzecz jasna ogólnie otaczano najwyższym szacunkiem bohaterstwo powstańców. Mniej znane echa dotarły do mnie w rozmowach w latach pięćdziesiątych z dwoma czy trzema dyplomatami demokratycznych już Niemiec. Ci ludzie wspominali mi, iż wedle ich przekonania (o nie rozpowiadanie, którego prosili mnie oni, bo szło tylko o ich przypuszczenia) spece niemieckiego Auswärtiges Amt dobrze wiedzieli, że nakaz Hitlera zniszczenia Warszawy i wymordowania jej mieszkańców był z niemieckiego punktu widzenia ABSURDEM. Wspominali oni też, że pewni ludzie z ABWEHRY CANARISA uważali, że Hitlera inspirowali zapewne ukryci w jego otoczeniu agenci Stalina (???).

*   *   *

Zobacz także:

16:01, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 93/2018

Jeden z mych czytelników oburza się na to, że w mym dzienniku „zbagatelizowałem”tak zwaną aferę Aleksandra Benalii, sprawę pobicia jednego z uczestników sporej antyrządowej manifestacji. Na takie dictum przytoczę przypadkowo zasłyszaną opinie sklepikarza z 13. dzielnicy Paryża. Otóż ów kupiec, którego sklepową witrynę już jakiś czas temu rozbili chuligani-manifestanci, jest zdania, że Benalia wykazał się charakterem i poczuciem obowiązku unieszkodliwiając manifestanta -rozrabiacza, jednego z tych co rozwalają sklepy, rzucają kamieniami czy butelkami (czasem butelkami z benzyną) w policjantów!!! A pewna już, dobrze starsza, dama, też pochwala „męską postawę” Benalii, jest zdania, że na ogół chuligani sieją strach; nawet młodzi mężczyźni się ich boją. Owa dama kiedyś została napadnięta, jak mi mówi, przez młodego Araba, który wyrwał jej torebkę… Obecni przy tej scenie panowie ograniczyli się do dzwonienia po czasie na policję. Sami nie interweniowali mówiąc później, że owi chuligani mają noże! Że trzeba z nimi uważać!

Od siebie dodam, że cały szum w prasie w związku z ową pierwszomajową „aferą” Benalii, ujawnił wiele danych dotyczących głównego „ochroniarza” prezydenta! Jest to wysoce niewskazane - być może niebezpieczne. Myślę, że ZAGROŻENIE TERRORYSTYCZNE trzeba jednak brać BARDZO NA SERIO!

*   *   *

Zobacz także:



15:53, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 lipca 2018
Widziane z Paryża 92/2018

Dziś tylko krótko odnotuję, że zaskakuje mnie waga jaką zdaje się przybierać we Francji tak zwana afera Aleksandra Benalii - 26 letniego „ochroniarza” (szefa ochrony) prezydenta Macrona. Rzecz w tym, iż Benalia 1 maja udał się jako obserwator w kasku policyjnym na manifestację protestu przeciwko obecnej linii politycznej prezydenta i w pewnym momencie zdenerwowany agresywnym zachowaniem się manifestantów nieco pobił jednego z nich. Dodam od siebie: no cóż, poniósł go temperament! Ktoś tę scenę pobicia ponoć sfilmował na wideo. Prasa rozpętała burzę. I ta burza nadal się potęguje!

Jak dotąd Macron się w tej sprawie nie wypowiedział. Co ja świetnie rozumiem:prezydent ma ważniejsze sprawy, niż ten w gruncie rzeczy drobny incydent, niewłaściwy wyczyn podnieconego młodego (!) ochroniarza! W poniedziałek, 23 lipca, we francuskim Zgromadzeniu Narodowym odbędzie się publiczne przesłuchanie francuskiego Ministra Spraw Wewnętrznych, dotyczące tej sprawy w mym pojęciu nadmiernie i celowo rozdmuchanej. I chyba jednak dość drugorzędnej?

Jestem pesymistą. Z niepokojem patrzę w przyszłość. Przeraża mnie bałagan na Bliskim Wschodzie, także niezdolność krajów Afryki do zapewniania temu kontynentowi o szybko wzrastającej liczbie mieszkańców rozwoju gospodarczego, dalej: nacisk rzekomych uchodźców, de facto imigrantów ekonomicznych na Europę. Niepokojący jest też spowodowany także i tym naciskiem pewien niewątpliwy jednak pęd ku nacjonalizmowi w wielu krajach Unii (np. co jest chyba dość niepokojące, w Niemczech - zdaniem niektórych specjalistów skrajna prawica chyba zaczyna tam mieć „wiatr w żaglach”!). To są ważne problemy: INCYDENT SPOWODOWANY PRZEZ ZDENERWOWANEGO MŁODEGO OCHRONIARZA TO JEDNAK CHYBA SPRAWA MAŁEJ WAGI.

*   *   *

Zobacz także:

13:24, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 91/2018

W wielu krajach Europy „po cichu” w społeczeństwach narasta niepokój, poczucie zagrożenia! Coraz to więcej ludzi patrzy z niepokojem w przyszłość! Nie wygasają obawy dotyczące skrajnie islamskiego terroryzmu, ci lub inni nie wykluczają nawet terroryzmu nuklearnego. Panuje przekonanie, że wśród osiadłych czy osiadających w naszych, w tych czy innych krajach wyznawców islamu, bywają ludzie „gotowi do czynu”, tworzący co prawda niewielkie, ale mimo to niebezpieczne grupy skrajnie islamskich konspiratorów, mogące być może prędzej czy później dokonać naprawdę groźnych akcji terrorystycznych...

Jeden z mych rozmówców wskazuje na analogie historyczne. Dowodzi, że XX wiek jest dowodem na to, że ci co rządzili Europą, nic nie byli w stanie przewidzieć, nie dostrzegali w porę czających się za rogiem przyszłości niebezpieczeństw - także nieraz nieodpowiedzialnych ewolucji nastrojów tzw. szerokich mas, np. lecz nie tylko, Niemiec. Ów rozmówca jest zdania, że i dzisiaj sfery rządzące Europą nie dostrzegają (współczesnych) zagrożeń, nie są w stanie zbudować nowej, ekonomicznie, politycznie i militarnej zdolnej nas obronić przed „presjami z zewnątrz” i np. także naciskiem tak zwanych uchodźców – Unii!

Ze swej strony dodam: jedno pewne. Narasta w naszych narodach niewątpliwy chyba niepokój, niejasny strach przed jutrem, świadomość jakiegoś NIE DO KOŃCA OKREŚLONEGO ZAGROŻENIA...

*   *   *

Zobacz także:

13:19, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 90/2018

Dwie wysoce godne uwagi refleksje mych czytelników! Profesor dr hab. Aleksander Woźny, wybitny historyk wojskowości, wojen i znawca zapowiadających się zagrożeń i konfliktów, pisze mi: „Problem imigracji i skutków naporu imigracyjnego na Europę nieraz Pan już analizował. Historia osądzi rządzących surowo za to, co dzieje się np. na linii Afryka Pónocna – Europa. Bez wsparcia dla Afryki nikt tego procesu nie zatrzyma, zarabiać nadal będą przemytnicy ludzi…

Inny czytelnik mego dziennika jest zdania, że jasno dostrzegam lekkomyślność tych, co Europą rzadzą. Nie są oni i zapewne nie będą w stanie zahamować zalewania Europy przez potężny napór ludzi z Afryki i z Bliskiego Wschodu. Ów czytelnik przypomina, że przed setkami lat Cesarstwo Rzymskie runęło pod naciskiem ”barbarzyńców”. Trzeba nie tracić nadziei, że w Europie w końcu znajdą się ludzie, którzy zrozumieją, że trzeba pilnie zrobić porządek w Afryce i na Bliskim Wschodzie - pchnąć te regiony na drogę samodzielnego rozwoju.

Grubo dziś płacimy za niedawne złudzenia dotyczące arabskiej wiosny. Rządzący nami naiwniacy nie dostrzegli do czego ona prowadzi. Upadek systemów na pewno niedoskonałych, ale trzymających np. Libię w ryzach miał i ma katastrofalne dla nas skutki. Między innymi wydatnie się spotęgował fanatyzm islamski, który - nie trzeba się łudzić - nadal zagraża nam terrorem, kto wie, czy z czasem nie nuklearnym… Nie łudźmy się - nawet np. potężna Turcja wpadła w ręce zwolenników braci muzułmańskich.

W dalszym ciągu swej wypowiedzi rozmówca jasno wyraża przekonanie, że wszystko to jednak wysoce niepokoi masy Europejczyków. Musi wywoływać w naszych krajach takie lub inne ewolucje polityczne, modę na jednak niezbyt poważne ruchy narodowe…

Zdaniem rozmówcy właściwe wyjście z tej „podbramkowej sytuacji to mocna Unia Europejska zdolna śmiało i mądrze działać, być sprężystą, zdolną do skutecznej polityki - także i afrykańskiej, nie mówiąc już o koniecznym uzdrowieniu naszego europejskiego życia gospodarczego, do podjęcia wielkich robót unowocześniających nasze unijne infrastruktury (np. pilne, potrzebne nam są super szybkie pociągi z prędkością 500 km na godzinę - nie możemy także i w tej dziedzinie pozostać daleko w tyle za USA, Japonią czy także Chinami.

Tyle o owych - dziś dość charakterystycznych - opiniach mych dwóch czytelników…

*   *   *

Zobacz także:

13:15, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 89/2018

Dociera do mnie pytanie o poufne opinie mego ojca o tym co zaszło jesienią 1939 roku. O rolę ambasadora Francji Leona Noela w przemianach, jakie wówczas nastąpiły we władzach RP. Tak, mój ojciec był wówczas wraz z Jerzym Giedroyciem doradcą naszego ambasadora w Bukareszcie Rogera Raczyńskiego. Ów ambasador odegrał w owych przemianach znaczną rolę. Skądinąd mój ojciec miał dobre stosunki z Leonem Noelem.

O owych przemianach, o objęciu urzędu premiera przez generała Sikorskiego i prezydentury przez Władysława Raczkiewicza (z dniem 30 września 1939 r.) ojciec w swych książkach wiele pisał. Rzecz jasna, ojciec człowiek pełen umiaru i wyrozumiałości w swych pisemnych wypowiedziach unikał sformułowań zbyt drastycznych. Nie stawiał „kropek nad i”. Np. nie uwydatniał ogromu krytyk godzących w Rydza Śmigłego i w jego - jak się okazało - niemądry sztab. „Prywatnie” jednak mi mawiał, że nawet byli członkowie rządu Sławoja-Składkowskiego już w Rumunii mieli - jak wszyscy Polacy - niesamowicie za złe ekipie Rydza jej uprzedni tak naiwny - jak się okazało – optymizm: owo przedwojenne hasło „NIKT NAM NIE ZROBI NIC”; wręcz idiotyczną, jak się okazało, walkę z tak zwanym defetyzmem, niedocenianie mocy hitlerowskich wojsk czołgowych. Tezę, że zdołamy przez ładnych kilka miesięcy,do chwili nadejścia takiej lub innej pomocy z Zachodu stawić Niemcom czoło. W rozmowach ze mną ojciec nie ukrywał, że nie do końca rozumie, jak to możliwe, że Rydz był aż tak naiwny, i że - co gorsza - jego naiwnemu optymizmowi ufał minister Beck!

Jedno z pytań mego rozmówcy dotyczy ambasadora RP we Francji (od 20 lipca 1936 do 7 listopada 1939 r.), Łukasiewicza. Otóż, jak pamiętam z tego, co ojciec mój mawiał, wynikało, że Juliusz Łukasiewicz był tylko na 100% zaufanym Becka i Rydza, w ślad za nimi z uporem głosił naiwną tezę o mocarstwowości Polski, nie rozumiał Francuzów i nie umiał zręcznie z nimi gadać. Miał niewątpliwie w Paryżu pozycję o wiele gorszą od swego poprzednika, Alfreda Chłapowskiego, no i nie bardzo wiedział, że Francja nie jest w stanie podjąć natychmiast ofensywy na Niemcy, po to „by ulżyć Polsce...

Ojciec mój mawiał, że nie rozumie, dlaczego mądry Piłsudski „zostawił” kierownictwo polskiej polityki zagranicznej w rękach niezbyt mądrego Becka, a dowództwo naszej armii w rękach generałów, których sam określał jako „wiernych, ale miernych”… Rydz był człowiekiem wysoce „przyzwoitym”, lecz militarnie nadawał się nie na Naczelnego Wodza, lecz na dowódcę straży granicznej… Piłsudski ponoć mawiał: Beze mnie oni dadzą sobie oni rady… I miał, jak się okazało, sto procent racji!

Trzeba też bardzo jasno i do końca zdać sobie sprawę z faktu, że ogrom naszej błyskawicznej klęski niesamowicie nasze społeczeństwo zaskoczył. Wszak brało ono na serio zapewnienia władz, że nikt nam nie zrobi nic!

Co do Leona Noela, to niewątpliwie ów ambasador w przeciwieństwie do Rydza i Becka, świetnie się orientował w fakcie, że dywizje pancerne Hitlera armię polską w ciągu kilku dni rozbiją. Uważał stwierdzenie „SILNI, ZWARCI, GOTOWI” za absurd. Noel niewątpliwie przewidywał też cios sowiecki w polskie plecy. Pod koniec września 1939 wyraźnie popierał Sikorskiego. Chciał pełnej odmiany władz RP.

*   *   *

Zobacz także:

13:06, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 88/2018

Przed chwilą dostałem cenny podarek od jakże mi drogiej Virydianny z hr Raczyńskich hr Xawerowej Reyowej, córki b. Prezydenta RP na wychodźstwie, Edwarda hr Raczyńskiego (który był – obok Józefa Czapskiego, Jana Nowaka, Józefa hr Potockiego, Kota Jeleńskiego, Jerzego Giedroycia i kilku innych - czołową i naprawdę wysoce inteligentną postacią naszej drugiej wielkiej emigracji politycznej). Ten podareek to nowa książka o (od połowy XIX wieku „polskim”) zamku w Turenii, w Motresorze. Chodzi o książkę po francusku pt.: „MONTRESOR. UNE VIE DE CHATEAU” pióra Laurence Bulle (wydawca: La Geste, wiosna 2018 r.). Pani Bulle, znana i super dokładna pisarka nakreśla bogato i znakomicie ilustrowany obraz dziejów Montresoru, tego zamku oraz miejscowości oficjalnie uznanej za jedną z najpiękniejszych we Francji.


Szczególnie mnie zachwycają piękne, kolorowe zdjęcia obecnego „wnętrza” tegoż zamku i np zdobiących go obrazów. Między innymi ową książkę zdobią też „genealogiczne” zdjęcia rodu Reyów Branickich i Reyów, tych dziedziczących po Branickich, a pochodzących od słynnego Mikolaja Reja z Nagłowic („Polacy nie gęsi, też swój język mają”). Ileż pięknych zdjęć portretowych osób tak mi drogich: Marynci z hr Potockich i Stasia hr Reya, Virydianny i Xawerego i Virydianny, „Kitusia” Reyówny i jej męża, mego ciotecznego stryjecznego kuzyna, Sewera Morawskiego, itd., itd.

Tak, chodzi o książkę wielce godną uwagi. Świetnie też i nieraz kolorowymi zdjęciami ilustrowaną.

Kończąc wspomnę,że w sferach wiernych tradycjom wielu krajów Europy PRESTIŻ MONTRESORU - tego jednego z rzadkich zachowanych po dziś dzień „żywych nadal ośrodków pięknego bardzo stylu zachowywania się JEST NAPRAWDĘ WIELKI. No i - jak ktoś mądry mawiał - MONTRESOR TO ŻYWE MUZEUM EUROPEJSKIEJ ARYSTOKRACJI”.

*   *   *

Zobacz także:

12:51, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 87/2018

Jako zdecydowany zwolennik mocnej Unii Europejskiej, dodam używając ulubionego określenia mego ojca, „UNII NA FRANCUSKIM SOSIE” - jestem poważnie zaniepokojony obecną sytuacją polityczną w Europie. Już mocno zabolał mnie niewątpliwie Unię osłabiający BREXIT. Absurdem godzącym w jedność Europy, jedność tak konieczną w obliczu czających się za rogiem niebezpieczeństw, wydaje mi się być separatyzm kataloński, wskazujący drogę innym absurdalnym separatyzmom. Niepokoi mnie potęgowanie się nacjonalizmów w Europie. Wedle mych przyjaciół w Niemczech skrajna, nieodpowiedzialna prawica mogła by uzyskać w przyszłych wyborach aż 80 posłów!!!!! To źle pachnie! Ponoć nawet w Szwecji ruchy nacjonalistyczne potęgują swe wpływy…

Jedno pewne, Prezydent Macron ma sto procent racji, wskazując na potrzebę szybkiego wzmocnienia Unii! Ale to wymaga przyjacielskiego dialogu z całą Europą, także i z Polską, Czechami, Węgrami… Także i z Włochami.

Unia musi puścić w ruch jakiś ENERGICZNY jakby PLAN MARSHALLA dla Afryki i Bliskiego Wschodu. Skądinąd, stanowczo należy zahamować nacisk na nią „uchodźców” z owych krajów. No i dodam, także - choć to już nieco inna sprawa - zacieśnić swe więzy z Izraelem. Słuchać rad Izraela.

Nacisk mas uchodźców na nasze europejskiej kraje, oburza i drażni szerokie masy Europejczyków. Wpycha ich siłą rzeczy w objęcia skrajnej prawicy. Zagraża też pojawianiem się w Europie nowych islamskich terrorystów… Jednym słowem i z tego TRZEBA JASNO ZDAĆ SOBIE SPRAWĘ - JEST TO WIATR W ŻAGLE SKRAJNEJ PRAWICY! Tego właśnie do końca nie dostrzegła pani kanclerz MERKEL!

*   *   *

Zobacz także:

12:46, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 86/2018

14 lipca, francuskie święto narodowe. W telewizji oglądałem paryską defiladę. Wspaniała! Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tak, kocham nie od dziś francuską armię. W Jurkowie przed laty wychowywałem się będąc dzieckiem, pod wizerunkami mych przodków, żołnierzy Napoleona: generała Franciszka Morawskiego,wojskowego i poety, generała Dezyderego Chłapowskiego („czupurny Dezyderek”, niegdyś oficer ordynansowy owego cesarza), generała Jana Henryka Dąbrowskiego, szefa Legionów Polskich wchodzących w skład francuskiej armii, generała Turno...

Tak, kocham francuską armię i kocham Francję! Ojciec mój i Józef Czapski wlali w me serce kult francuskiej kultury także i politycznej, nacechowanej szacunkiem wszystkich narodów, duchem tolerancji, kultem autentycznej sprawiedliwości, rozwagi, rozsądku, oraz - i to też wielce istotne - sztuki i literatury!! Obaj: ojciec mój i Józio Czapski niewątpliwie stawiali na EUROPĘ NA FRANCUSKIM SOSIE, opartą na owych powyżej wymienionych wielkich wartościach francuskiej kultury. Wysoko też cenili tak precyzyjny język francuski, walczyli o FRANKOFONIĘ!

Wierny memu ojcu i Józefowi Czapskiemu walczę o FRANKOFONIĘ. Przygotowuję apel po francusku skierowany także do tak licznych Francuzów polskiego pochodzenia, do polonijnych organizacji tu, do między innymi do Wspólnoty Francusko-Polskiej, do Krzysztofa Jussaca, Barbary Miechówki, Romana Czajki - o podjęcie boju o zwiększenie umów o współpracy (jumelages) pomiędzy francuskimi i polskimi miastami, o zwiększenie liczby klas francuskiego w polskich liceach. No i rzecz jasna o rozbudowę przyjacielskiego dialogu politycznego Francja-Polska, dialogu opartego na przyjaźni i chęci wzajemnego zrozumienia się. Projekt takiego mego APELU już rozesłałem wielu osobistościom. Czekam na uwagi i reakcje.

*   *   *

Zobacz także:





12:38, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 lipca 2018
Widziane z Paryża 85/2018

Ojca mego czasem nazywano najbardziej profrancuskim z Polaków. I rzeczywiście, hasłem jego życia była walka o „Europę na francuskim sosie”, to znaczy opartą na pięknych wartościach francuskiej kultury politycznej takich, jak pełne poszanowanie prawa i sprawiedliwości, kult wiedzy i sztuki, poszanowanie wszystkich narodów i duch tolerancji. Cechowały go też: przyjaźń do i podziw Generała de Gaulle’a. Dość podobnie, jak mój ojciec, myśleli jego najbliżsi paryscy przyjaciele: Józio Czapski i Kot Jeleński.

A mnie, choć byłem i jestem stuprocentowym Polakiem, wiernym synem Wielkopolski - ojciec i Józio Czapski do serca wlali kult i miłość Francji. Jej, powiedziałbym, wolnościowej kultury. Jej literatury i sztuki. Tak będąc stuprocentowym Polakiem równocześnie nie od dziś wiodę bój po hasłem: „WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI”.

Ostatnio podjąłem bój o więcej klas języka francuskiego w polskich liceach, oraz o zwiększenie ilości umów o braterskiej współpracy miast i miasteczek francuskich i polskich. Apeluję do mego kościańskiego liceum oraz do - niegdyś królewskiego - miasta KOŚCIAN o odegranie w oparciu o radcę Stanislasa Pierreta z Ambasady Francji w Warszawie - pewnej roli w tej akcji! Kościan, bogaty tradycją oddanych Francji przyjaciół: Generała Dezyderego Chłapowskiego z Turwi i ambasadorów: Alfreda Chłapowskiego z Bonikowa i Kajetana Morawskiego z Jurkowa - jest do odegrania takiej roli wyraźnie powołany!!

Tak - jasne dla mnie, że my Polacy winniśmy walczyć o Frankofonię, o rolę w świecie języka francuskiego, tak jak to podkreślał mój ojciec: ścisłego i w przeciwieństwie do angielskiego - PRECYZYJNEGO!!!

Myślę, że wierni swej narodowej tradycji winniśmy my, Polacy, walczyć o rolę Francji w Europie i świecie!!!! Poprze nas w tej dziedzinie czołowy działacz Frankofonii, niegdyś bliski przyjaciel Jerzego Janowskiego, Joel Broquet. Stawiam w tej dziedzinie między innymi na „Wspólnotę Francusko-Polską”, na Krzysztofa Jussaca, na Barbarę Miechówkę, na Romana Czajkę.

Mam nadzieję, że ze strony francuskiej do tej akcji włącza się np. miasta takie jak np. Lens, gdzie przez lata ukazywał się dziennik „Narodowiec” oraz Amiens, skąd wywodził się młodo zmarły, tak ceniony przez Józia Czapskiego, malarz Jean Colin d’Amiens (patrz: biografia „Jean Colin d’Amiens” pióra Vincent Guilliera; Editions Encrage). Jean Colin d’Amiens był mężem Elżbiety Plater Zyberk - siostrzenicy Czapskiego. Ośmielam się przypuszczać, że dzieła tego, jakże wybitnego zdaniem Czapskiego malarza, winna znać, tak sztuką piękną zainteresowana pani Brigitte Macron - żona obecnego prezydenta Francji, także wywodząca się, tak jak jej mąż i jak Jean Colin, z Amiens!!!)

Kończąc wyrażę nadzieję,że świetna paryska galeria „LE ROI DORE” zainteresuje się Jean Colin d’Amiens.

*   *   *

Zobacz także:

18:49, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 84/2018

We wczorajszym dzienniku pisałem o walce o ”więcej Francji w Polsce i Polski we Francji!” Rzuciłem hasło współpracy polskich i francuskich liceów. Apelowałem do mego dawnego liceum w Kościanie, do jego kierownictwa, do związku absolwentów (do pani Albińskiej), rzecz jasna także do tak mi drogiego wicedyrektora Wojciecha Morawskiego o zatelefonowanie w tej sprawie do sekretariatu radcy Stanislasa Pierreta w Ambasadzie Francji w Warszawie (trzeba się pospieszyć, bo niezadługo opuszcza on Warszawę) o znalezienie dla naszego liceum w Kościanie dobrego partnera we Francji! Takie umowy między polskimi i francuskimi liceami winny się mnożyć. W polskich liceach winny powstawać klasy nauczania francuskiego! Stare, Królewskie Miasto Kościan, miasto z którym tak przez długie lata związani byli wybitni utrwalacze przyjaźni Polska-Francja, np. ambasadorowie: Alfred Chłapowski i Kajetan Morawski, także w pewnym okresie ulubiony oficer ordynansowy Napoleona Dezydery Chłapowski („czupurny Dezyderek”) - samo też winno pod hasłem współpracy - także i gospodarczej - wejść w umowę z jakimś odpowiednim francuskim miastem! Apeluję w tej sprawie do licznych w naszym regionie przyjaciół Francji: do pani Iwony Jęcz, do rodu Kuźmińskich itd., itd.

Rzecz w tym by we Francji znaleźć dynamiczne miasto, skłonne na serio wziąć się za modelową współpracę z Kościanem, za rozbudowę współpracy kulturowej, lecz także i wymiany handlowej i gospodarczej z tym starym polskim, królewskim niegdyś grodem.

Obecność coraz to większej liczby takich sprzężonych z francuskimi miastami polskich miast, to sprawa wielkiej wagi. I dla Polski i dla Francji - i nawet dla Unii - to byłby jednak chyba mały, lecz istoty krok naprzód w budowie zwartej i bezpiecznej Europy.

Takie posunięcia mają szczególną wagę dziś, gdy pewne - jak mi się zdaje – obce siły, nie chcą dopuścić do dalszego jednoczenia się Europy. Gdy być może wspomagają one, tak czy inaczej, Brexit i kto wie, czy nie separatystów katalońskich - być może sprytnie podsycają one ogień europejskich najróżniejszych sporów. W każdym razie ja, stary ekspert, mocno odnoszę czasem takie wrażenie!

*   *   *

Zobacz także:

18:39, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 83/2018

Dziś pragnę ponownie się zająć kluczową w mym pojęciu sprawą! Walką pod hasłem „WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI”!!

Jako pierwszy krok w tej dziedzinie widzę budowanie ścisłej współpracy między pewną liczbą polskich i francuskich liceów. Więcej niż dotychczas polskich liceów winno wyposażyć się w klasy języka francuskiego. Liczę w tej dziedzinie na panią Iwonę Jęcz, na pana Andrzeja Kuźmińskiego, na Wojtka Morawskiego - wicedyrektora mego ukochanego liceum w Kościanie (chętnie uznaję pana Wojtka za mego krewnego - jak to dawniej mawiano, „przyjmuję go do herbu, za krewnego chcę uważać...”).

Misja w Polsce mego przyjaciela Stanislasa Pierreta dobiega końca. Ważne więc, by jak najszybciej zadzwonić do jego sekretariatu we francuskiej ambasadzie w Warszawie, by z miejsca „puścił w ruch” współpracę liceum w Kościanie z jakimś dużym prowincjonalnym liceum we Francji. Liczę że sprawę poprą „Wiadomości Kościańskie” a także Radio Merkury oraz czasem docierający do Paryża znakomity „Głos Wielkopolski”!!

Ziemia Kościańska - ojczyzna Generała Dezyderego Chłapowskiego (tak cenionego przez Napoleona jego oficera ordynansowego - jak mawiał ów cesarz - „czupurnego Dezyderka”), ambasadorów: Alfreda Chłapowskiego z Bonikowa, który przez lat kilkanaście (1924 - 1936) umacniał przyjaźń polsko-francuską, i Kajetana Morawskiego z Jurkowa – w październiku 1943 roku pierwszego z wszystkich ambasadorów akredytowanych przy rezydującym wtedy w Algierze Rządzie Wolnej Francji, później przez ćwierć wieku ambasadora „wolnej Polski” przy Francji - ambasadora nie uznawanego lecz TOLEROWANEGO, człowieka walczącego o Europę na francuskim sosie, to jest o Europę opartą na pięknych wartościach francuskiej kultury politycznej takich jak kult wiedzy, tolerancyjność, umiejętność prowadzenia rozładowującego napięcie dialogu...

*   *   *

Zobacz także:

18:28, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 82/2018

Odnoszę wrażenie, że coraz to większą ilość ludzi „o niezłym wykształceniu” niepokoi MIECZ DAMOKLESA TERRORYZMU NUKLEARNEGO ZAWIESZONY NAD NASZYMI GŁOWAMI. Wedle uparcie krążących pogłosek, już swego czasu islamscy terroryści planowali w Belgii atak na jedną z elektrowni atomowych tego kraju. Nie jest do końca jasne, dlaczego w końcu do takiego zamachu nie doszło.

O ile wiem, rzeczoznawcy organizacji Greenpeace są zdania, że nie można wykluczać możliwości jakiegoś ataku na tę czy inną siłownie jądrową krajów Zachodu i także . Jasne,że taki atak mógłby być może mieć wysoce groźne skutki. Do ataków na elektrownie atomowe mogą służyć np. drony...

Upadek państwa islamskich skrajnych fanatyków w Syrii i w Iraku niestety skłania wielu zachodnich mężów stanu do BAGATELIZOWANIA TERRORYZMU!! Ponoć jedynie w Rosji w „sferach elitarnych” panuje do dziś mocne przekonanie, że islamscy fanatycy „coś po cichu przygotowują, mogą - poparci przez te czy inne państwa - jeszcze próbować poważnie dobrać się także i Rosjanom za skórę. ”Wódz” Tatarów Krymskich Mustafa Dżemilew jest ponoć zdania, że Putin chce owych Tatarów zastraszyć, zmusić do milczenia, przegonić z Krymu. Ów lider głosi ponoć, że dziś na Krymie gorzej niż za Stalina (dodam tu, że polscy Tatarzy prowadzą dość szeroką akcję charytatywnej pomocy krymskim współbraciom).

Zdaniem specjalistów jednak główne zagrożenie terrorystyczne dla Rosji stanowią nie Tatarzy, lecz inne ludy fanatycznie muzułmańskie federacji rosyjskiej. Owe ludy niewątpliwie są w kontakcie z TAJNYMI GRUPAMI BLISKOWSCHODNICH FANATYKÓW ISLAMU. Być może mają ukrytych sojuszników także i w Turcji.

Do tego wiadomo, że mimo upadku ich państwa, konspiracje wywodzące z owego tak zwanego DAECH-u nadal prowadzą propagandę internetową, propagandę odwetu i terroru - jak czasem się to określa i nadal mają jak się zdaje spore środki?…

Co do zagrożenia terroryzmem atomowym, chyba byłoby lekkomyślnie na 100% wykluczać, że służby tych czy innych państw ziejących nienawiścią do Zachodu (i także do Rosji?), mogą tak czy inaczej dopomóc skrajnym islamskim konspiracjom? Dodam,że zapewne rzeczą niepokojącą jest, że czasem na lep propagandy skrajnych islamistów idą też np. islamscy studenci nauk ścisłych!! No i eksperci Greenpeace mają zapewne rację, gdy głoszą jak niebezpieczne mogą się okazać tak trudne, gdy chodzi o ochronę (np. przed dronami) nasze siłownie jądrowe. W tej dziedzinie nie wolno nam zapominać o wypadku, jaki miał miejsce 25 kwietnia 1986 roku w Czarnobylu. Wtedy szło, jak podkreśliłem, o wypadek. Ale przecież takie wydarzenie zapewne można też sprowokować, może np. przy pomocy drona...

*   *   *

Zobacz także:

18:18, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 81/2018

W bardzo różnych środowiskach Paryża pewne zainteresowanie jednak budzi mój projekt „puszczenia w ruch” szerokiej akcji umacniania przyjaźni polsko-francuskiej drogą zacieśnionej współpracy liceów obu tych bratnich krajów.

Tak, idąc śladami mego ojca walczę o rozwój związków Francja-Polska. Jak mawiał mój ojciec, w interesie Polski leży Europa na francuskim sosie, to znaczy oparta na takich cechach jak kult wiedzy i kultury, wyrozumiałość i tolerancja... Nie trzeba też zapominać, że Francja otoczyła swego czasu przyjaźnią i opieką nasze pierwszą i drugą emigrację… Nasza drugą o wolność walczącą emigrację wydatnie wsparły USA, tworząc np KOMITET i RADIO WOLNA EUROPA. Ale rola Francji w nam udzielanym wówczas poparciu też była olbrzymią. Tu mimo nacisków i kalumnii „czerwonego”działała tak wielkiej wagi „Kultura” i Instytut Literacki Jerzego Giedroycia; tu profesor Zygmunt Lubicz-Zaleski ocalił, zwaną mickiewiczowską, Bibliotekę Polską w Paryżu, którą PRL chciała zagarnąć, by ją przemienić w swój ośrodek propagandowy, podczas gdy od XIX wieku była ona ważnym w Paryżu centrum Wolnej Polskiej Myśli. Tu ożywioną działalność rozwijała mego ojca AMBASADA WOLNEJ POLSKI. A de Gaulle swego czasu ojca mego zapewniał, że ustroje komunistyczne muszą runąć, bo ustroje policyjne są na dłuższą metę nie przystosowane do życia...

Jedno tez pewne. Przyjaźń polsko-francuska jest ważnym elementem równowagi europejskiej, jest dziejową koniecznością. Tak więc musimy teraz dokładać wysiłków by ROZŁADOWYWAĆ WSZELKIE NIEPOROZUMIENIA FRANCUSKO-POLSKIE, nieporozumienia sztucznie i przesadnie podsycane! Tak, my Polacy musimy odbudowywać przyjacielski dialog z Francją, rozładowywać wszystkie różnice zdań. Gdzie dwóch się spiera, tam trzeci korzysta!! Jedno pewne: należy z Francją znowu wrócić na drogę przyjacielskiego dialogu. Musimy też w pełnie popierać FRANKOFONIĘ, rozwijać u nas naukę francuskiego. NO I BUDOWAĆ. ROZBUDOWYWAĆ DALEKO POSUNIĘTA WSPÓŁPRACĘ NP. FRANCUSKICH I POLSKICH LICEÓW!

Józef Piłsudski mocno podkreślał: Podczas kryzysu strzeżcie się agentur! A dziś coraz to wyraźniej wyczuwam,że „ktoś” „mąci europejską wodę”, pcha np. do nieporozumień Francja-Polska i tym samym osłabia jedność Europy. Spotkałem się z pytaniem, kto wspierał finansowo angielski BREXIT, kto wspiera separatystów katalońskich, kto w Europie mąci wodę i wspomaga niebezpieczne dla Unii spory?? Być może mamy do czynienia z jakąś antyeuropejską GRĄ. Zapewne tym czy innym zwarta i zgodna EUROPA JEST NIE NA RĘKĘ!!

Jedno chyba pewne! Winniśmy przezwyciężać nieuniknione rzecz jasna spory; nie zezwolić, by narastały wewnątrzeuropejskie ostre niechęci… W naszym wspólnym ogólnoeuropejskim interesie stawiajmy na ogólnounijny dialog. Nie dajmy się skłócić. Nasze kłótnie, nasza nieumiejętność budowania przyjacielskiego dialogu z innym krajami Unii - służy tylko tejże UNII WROGOM I KONKURENTOM!

Kończąc dodam, że warto, by cały ten, jednak groźny na dłuższa metę dla Unii, problem przemyśleli francuscy działacze europejscy. Np. dawni przyjaciele Jerzego Jankowskiego, działacze i ruchów Wspólnota Francusko-Polska, oraz La Federation. Liczę, że ludzie tacy jak Joel BROQUET, Christophe JUSSAC, Barbara MIECHÓWKA, Roman CZAJKA oraz ich wpływowych przyjaciół, na jakiś poświęcony tej sprawie uniwersytet letni.



*   *   *

Zobacz także:

18:09, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 80/2018

Kilka ech spotkania w Ambasadzie RP w Paryżu z profesorem Rafałem Habielskim - spotkania dotyczącego mających (wreszcie!) chyba już za kilka miesięcy ukazać się, wspólnym nakładem MSZ-tu i IPN-, tajnych raportów mego ojca - Kajetana Dzierżykraj- Morawskiego, („Kademora”) - ambasadora legalnego Rządu RP w Londynie przy Francji od października 1943 do końca lat sześćdziesiątych (po cofnięciu przez Francję uznania w lipcu 1945 roku legalnemu rządowi RP w Londynie ambasadora „TOLEROWANEGO lecz nie uznawanego oficjalnie).

Te raporty rzucają nowe, niekiedy wręcz rewelacyjne światło, na dzieje drugiej polskiej wielkiej emigracji politycznej we Francji. Jak dotąd pewne, uważające się za postępowe czynniki, skutecznie hamowały publikacje tych tak autentycznych dokumentów, uwydatniających wiele kluczowych aspektów walki o wolność Polski prowadzonej przez - czasem celowo i niesłusznie lekceważona przez ludzi PRL-owskiego chowu - DYPLOMACJĘ EMIGRACYJNĄ. Dodam,że wagę tych raportów w pełni doceniał Jerzy Giedroyc.

W czasie owego spotkania w Ambasadzie RP wyświetlono także dwa filmy laureata wielu nagród Piotra Morawskiego... Film o mym ojcu i film o mnie – inwalidzie „zimnej wojny”.

Jeden w uczestników owego spotkania w Ambasadzie RP w Paryżu, krajowy intelektualista jest zdania, że jest ogromnej wagi - by obecnie nawiązywać do tradycji Kademora, tego przeciwnika Becka i zwolennika mocnych związków Polska-Francja, oraz - jak mawiał - „Europy na francuskim sosie”; by polepszać obecnie nienajlepsze stosunki polsko-francuskie.

Inny rozmówca jest zdania, że niestety cofa się w Polsce znajomość języka francuskiego, a przecież - jak mawiał Kajetan Morawski - Polacy winni być ściśle z Francją związani, walczyć o „ową Europę na francuskim sosie”, opartą o wielkie wartości francuskiej, tolerancyjnej i wolnościowej kultury politycznej...

W pełni popieram ten punkt widzenia! Ostatnio Stowarzyszenie Absolwentów Liceum w Kościanie nadało mi zaszczytny tytuł swego członka honorowego. Pozwalam sobie zaapelować do tego Liceum o zawarcie przez nie umowy o współpracy z jakimś francuskim dużym Liceum. Radzę by zwróciło się np. do Ambasady Francuskiej w Warszawie o znalezienie francuskiego Liceum skłonnego do podjęcia takiej AMBITNEJ „MODELOWEJ” współpracy!

Skądinąd wzywam też Joela Broqueta do poinformowania organizmów FRANKOFONII o mym planie podjęcia takiej obejmującej wiele polskich i francuskich LICEÓW AKCJI - pod hasłem „WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI”. Liczę w tej dziedzinie na La Communaute Franco-Polonaise, na Prezesa Jussaca, na panią profesor Barbarę Miechówkę, na prezesa Romana Czajkę… Tak, musimy w tej dziedzinie dokonać prawdziwego przełomu! TO SPRAWA OLBRZYMIEJ WAGI DLA POLSKI I DLA CAŁEJ EUROPY.

*   *   *

Zobacz także:

17:58, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 czerwca 2018
Widziane z Paryża 79/2018

25 czerwca 2018 roku w przepięknych salonach Ambasady RP w Paryżu odbyło się spotkanie dotyczące mego ojca, przez ćwierć wieku ambasadora polskich władz na wychodźstwie w Londynie - przy Francji! Najpierw, w październiku 1943 roku pierwszego z wszystkich z ambasadorów akredytowanych przy przy rządzie Wolnej Francji, wówczas jeszcze przebywającym w Algierze. Później po cofnięciu przez Francję uznania władzom RP rezydującym w Londynie, nieuznawanego lecz tolerowanego ambasadora Wolnej Polski w Paryżu. Spotkanie dotyczyło też mnie - inwalidy wojny i zimnej wojny, b. korespondenta INFORMACYJNEGO („szpiona”, jak mawiali PRL-owcy) RWE! Zaprezentowano opatrzone francuskimi podtytułami filmy o mym ojcu i o mnie (dzieła świetnego reżysera Piotra Morawskiego, laureata wielu nagród…).

Spotkaniu przewodniczył minister pełnomocny RP w Paryżu, Tomasz Majchrowski. A całe spotkanie świetnie zorganizował attache prasowy ambasady, Michał Dobosz.

O przygotowywanych przez niego do druku (w IPN) tajnych raportach Kajetana Morawskiego zdających sprawę z życia i działań polskiej emigracji politycznej, raportach dla władz RP w Londynie - ciekawie mówił słynny prof. dr hab. Rafał Habielski - profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, uchodzący za jednego z najlepszych w Polsce znawców polskiej historii najnowszej, autor prac naprawdę dużej wagi. Wskazał on na znaczenie tych wielce obiektywnych (niekiedy rewelacyjnych) tajnych raportów Ambasadora Morawskiego… W czasie tego spotkania Anna z Dzierżykraj-Morawskich admirałowa Mesnetowa odczytała piękny list kondolencyjny, jaki po śmierci mego ojca napisała do mnie Generałowa de Gaulle (Generał de Gaulle wówczas już nie żył).

Na zakończenie ja zabrałem głos. Po pierwsze, by podziękować ambasadzie RP w Paryżu za zorganizowanie tego spotkania, dotyczącego tak znienawidzonej niegdyś przez PRL, a obecnie mało cenionej przez wrogie pewnym polskim „przedwrześniowym tradycjom” kręgi polityczne AMBASADZIE WOLNEJ POLSKI. Złożyłem hołd pamięci mego ojca i owej ambasady Wolnej Polski współpracowników, np. radcy Tadeuszowi Parczewskiemu oraz mego ojca kolejnym następcom, to jest Władysławowi hr. Ponińskiemu, Xaweremu hr. Reyowi i Jerzemu Ursyn Niemcewiczowi - już nie ambasadorom Wolnej Polski lecz Delegatom Legalnego Rządu RP. Podkreśliłem, że spośród współpracowników tej dyplomacji Wolnej Polski w Paryżu żyją jeszcze tylko dwie osoby: Virydianna z hr. Raczyńskich hr. Reyowa no i ja.

Następnie złożyłem me podziękowania Zarządowi Dzieła Św. Kazimierza w Paryżu oraz tego zarządu Prezesowi hr ORŁOWSKIEMU oraz, rzecz jasna KIERUJĄCYM tym Zakładem ZAKONNICOM (za przyjęcie mnie, INWALIDY WOJNY I ZIMNEJ WOJNY do tego Domu Opieki). Tak, złożyłem hołd szlachetnym i tak sprawnym w swej opiece nad starcami owym Polskim Siostrom SZARYTKOM, prawdziwym Polkom w najlepszym tego słowa znaczeniu. Dodam, że na owo spotkanie mnie, nieco chorego, przywiozły dwie siostry szarytki: Regina i Katarzyna!

Czując się jakby spadkobiercą tradycji owej ambasady Wolnej Polski, złożyłem hołd Francji i Francuzom, którzy w naszym boju o Wolną Polskę nam pomagali: Generałowi de Gaulle, Jeanowi Laloyowi z Quai d’Orsay, Gastonowi Palewskiemu, Andre Voisinowi, Robertowi Schumanowi, Robertowi Rochefortowi, Jean-Lukowi Schaffhauserowi, jakże zasłużonemu Joelowi Broquetowi i innym...

Kończąc złożyłem jeszcze najwyższy hold pamięci pani prezydentowej Marii z Mackiewiczów Kaczyńskiej oraz jej współpracownicy dyrektor Izabelli z Głowackich Tomaszewskiej. Obie te wysoce patriotyczne damy w przeciwieństwie do wielu innych (!!) wysoko ceniły i otaczały opieką nas, bojowników walczącej z komuną POLSKIEJ EMIGRACJI POLITYCZNEJ. Tyle na dziś! Czekam na uwagi o tym spotkaniu. I na jego echa...

*   *   *

Zobacz także:

18:06, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 78/2018

Czytelnik pyta: „Jak wynika z książki Teresy Masłowskiej pt.: »Łącznik z Paryża. Rzecz o weteranie zimnej wojny« (Leszno 2009) zaczynał Pan swą pracę w RWE od pisania raportów o sytuacji w kraju, najpierw jako współpracownik Zygmunta Michałowskiego, później już samodzielnie jako etatowy korespondent.

Pańskie raporty wysoko cenili zarówno Jan Nowak jak i szef działu polskiego tak zwanej ewaluacji w RWE Kazimierz Zamorski. No i choć później miał Pan inne zadania w RWE (rozmowy telefoniczne z krajem, słynne wywiady telefoniczne z Wałęsą i innymi), jak wynika z tekstów Zamorskiego, długo Pan kontynuował pisanie owych tajnych raportów. Jak wiadomo praca korespondentów informacyjnych RWE szczególnie władze PRL irytowała. Skąd Pan miał takie nieraz ponoć rewelacyjne informacje o sporach w partii, o walce frakcji?"

Moja odpowiedź prosta. Ci lub inni wpływowi działacze (dziś wymienię tylko dwóch: Konstantego Łubieńskiego i Jerzego Zawieyskiego), chcący w ten sposób pozytywnie oddziaływać na sytuację w PRL i będąc PEWNI mej dyskrecji, dostarczali mi sporo cennych informacji. I z reguły z zastrzeżeniem zachowania najwyższej tajemnicy co do źródła owych rewelacji. Ci lub inni partyjni nawet członkowie KC czy Biura Politycznego w ramach tak zwanej walki frakcyjnej podrzucali Nowakowi - i także mnie - wielkiej wagi dane. Jednemu z nich musiałem przysiąc, że nigdy nawet po jego zgonie nie ujawnię, że mnie informował. Po roku 1968 wiele bezcennych informacji dostarczyły nam ofiary czystek moczarowskich, np. wielkiej wagi były oceny i informacje, jakie przekazał nam wysoce inteligentny ambasador Birecki. Z Monachium na długą rozmowę z nim przejechali Jan Nowak i Tadeusz Żenczykowski. Rozmowa miała miejsce w wielkim paryskim hotelu. Ja ją protokółowałem – później już w naszym biurze do północy na maszynie ją spisywałem, by ów tekst o ósmej rano móc dać Nowakowi i Żenczykowskiemu,którzy przedpołudniowym samolotem wracali do Monachium.

Birecki w tej rozmowie między innymi ostrzegał nas, że SB ma w Rozgłośni Polskiej agenta ( jak się później okazało, chodziło o Andrzeja Czechowicza. Niestety RWE nie wykorzystało tej informacji. W porę nie wykryto Czechowicza, który widocznie mądrze umiał się „kamuflować”.

Z oczywistych powodów KORESPONDENCI INFORMACYJNI RWE byli wrogiem numer jeden SB, które ponoć dostawało nagany z Biura Politycznego, za to, iż partyjne tajemnice, echa walk różnych np. frakcji,dane o porażkach gospodarczych PR, i o różnych wewnątrzpartyjnych aferach przeciekają do RWE i via RWE do społeczeństwa (w pewnym okresie Nowak podejrzewał, że nienawidzący Gierka Moczar, będąc szefem Najwyższej Izby Kontroli pewne rewelacje o nadużyciach „gierkowców” nam podrzucał…). SB starało się rożnymi metodami „niszczyć” co najlepszych spośród naszych korespondentów informacyjnych. W pewnym okresie najlepszym spośród nas był nasz ówczesny korespondent informacyjny w Berlinie Zachodnim, późniejszy dyrektor Rozgłośni Polskiej RWE. SB zmontowało z pomocą NRD jakąś bliżej mi nieznaną „aferę obyczajową” … Miejscowe władze amerykańskie zażądały usunięcia Michałowskiego. Nowak, wysoko Zygmunta M. ceniąc, wybronił go. Ale musiał przenieść go do Paryża. Ja widocznie uważany przez SB też za „niebezpiecznego wroga” straciłem możliwość uzyskania stypendium doktoranckiego Komitetu Wolnej Europy na studia politologiczne w USA. Jak już nieraz pisałem, w kilka lat później, gdy RWE powierzyło mi wymagające pełnego zaufania stanowisko KORESPONDENTA INFORMACYJNEGO w Paryżu, zapytałem pewnego „personalnego”Amerykanina z RWE , jak to możliwe, przecież kilka lat wcześniej nie dano mi stypendium, w wyniku donosu, że jestem homoseksualistą i że w roku 1945 byłem w Kościanie (mając 15 lat !) groźnym komunistą… Ów Amerykanin powiedział mi wówczas, żebym się tą sprawą nie zajmował, gdyż to był zapewne donos „Z TAMTEJ STRONY”. Później w Paryżu przez lata odbierałem telefony z pogróżkami., anonimy itd. Równocześnie, jak pisze np płk Waldemar Maszenda, „rodziny (niektórych) pracowników RWE były szykanowane i zastraszane przez Bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami.

Tyle na dziś!

*   *   *

Zobacz także:

17:51, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 czerwca 2018
Widziane z Paryża 77/2018

Czytelnik pyta: "Co Pański ojciec sądził o katastrofie gibraltarskiej z początku lipca 1943 roku, o tragicznym zgonie Generała Władysława Sikorskiego"? Ojciec mój – wówczas sekretarz generalny (przy ministrze Edwardzie Raczyńskim) w Londynie MSZ-u Rządu RP – podkreślał (już później np. w Paryżu), że jedno pewne: zgon Sikorskiego był bardzo Stalinowi na rękę. Rzecz w tym, że międzynarodowy autorytet Sikorskiego był wielki, do tego był on jakby symbolem międzynarodowej walki z Hitlerem, wydźwięk jego nazwiska był w całym świecie ogromny… Na pewno nie byłby on w stanie zapobiec zagarnięciu Polski przez Stalina. Ale gdyby żył, aliantom byłoby jednak bardziej niezręcznie „puścić go, i tym samym Polskę w trąbę…”. Do tego trzeba pamiętać, że ponoć wówczas w Gibraltarze szefem brytyjskich służb bezpieczeństwa był sowiecki agent Kim Philby, który o wiele później, w styczniu 1963 roku, uciekł do Moskwy, gdzie umarł dopiero w roku 1988… W swej wydanej w 1968 roku książce „My Silent War” nie wyjaśnia on sprawy zabójstwa Sikorskiego. Jednak – dodam od siebie – nie można wykluczać, że z czasem rosyjscy historycy dobiorą się do jego „papierów”, i ogólnie do tajnych danych o Philby’ym (?). Swego czasu Rosjanie jednak ujawnili prawdę o egzekucjach katyńskich; może z czasem – jak wiadomo, rzetelni i wścibscy historycy rosyjscy – odkryją prawdę o śmierci Sikorskiego??? Jak na razie KGB dopuściło historyków ponoć tylko do części „dokumentacji Philby’ego”…

Innym aspektem sprawy jest ponoć to, że Generał Sikorski będąc w czerwcu 1943 roku na Bliskim Wschodzie tam PONOĆ otrzymał (od kogo ?) dokumenty mówiące prawdę o zbrodni katyńskiej, i rzekomo wiózł te dokumenty do Londynu!!! Jak wiadomo, prawda o sprawie katyńskiej była Stalinowi bardzo nie na rękę…, miała godzący w ZSRR wydźwięk polityczny…

Jednym słowem, dla ZSRR „dobrze się złożyło”, że cieszący się tak wielkim autorytetem międzynarodowym Sikorski śmierć poniósł 4 7 1943 w Gibraltarze.

Kończąc, dodam, że zdaniem mych znających obecną Rosję francuskich przyjaciół PĘD KU PRAWDZIE MŁODYCH ROSYJSKICH HISTORYKÓW JEST TERAZ DUŻY. Młodzi rosyjscy badacze dziejów swego kraju chętnie też teraz współpracują z cudzoziemskimi uczonymi… Nie wykluczam więc, iż być może dotrą oni do jakichś radzieckich tajnych naświetleń związanych z Philby’ym i śmiercią generała Sikorskiego. Jedno chyba jasne: nie można jednak całkowicie wykluczać, że w owych archiwach z czasem znajdzie się coś ciekawego na ten temat. Naturalnie, w danej chwili nie dysponujemy danymi zezwalającymi na rzeczywistą ocenę sytuacji. Na razie możemy tylko formułować hipotezy. No i jeszcze jedno. Niewątpliwie w interesie braterstwa Słowian i zbliżenia Polska-Rosja leży, by we wszystkich dramatycznych „sprawach spornych” ujawniać CAŁĄ PRAWDĘ! Wszak ujawnienie prawdy o mordzie katyńskim odegrało w w stosunkach obu naszych narodów rolę wysoce pozytywną. Ja, i zapewne inni Polacy, jesteśmy wdzięczni Rosjanom za ujawnienie tej zbrodni Stalina!!!

*   *   *

Zobacz także:

11:21, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 76/2018

Czytelnik podkreśla, że „oczywiście PRL-owscy MSZ-owcy traktowali per noga dyplomację emigracyjną, i nie dopuścili do tego, aby minister Krzysztof Skubiszewski nadał po upadku tak zwanej Polski Ludowej owym przedstawicielom rządu RP na wychodźstwie w Londynie status dyplomatów honorowych RP”. Rzecz w tym, że w ich oczach szło o przeżytek bez znaczenia przedwojennego reakcyjnego MSZ-u. Już od lat, owych PRL-owców wściekał fakt, iż Watykan przez długie lata, bodaj od roku 1972 (?), tak czy inaczej uznawał ambasadę Kazimierza Papee, a np. Hiszpania do roku 1968 – do zgonu jakże wybitnego Józefa Potockiego – poselstwo (ambasadę – wedle współczesnych określeń) w Madrycie… Ambasadę PRL w Paryżu irytował fakt, iż wielu wybitnych Francuzów przyjmowało ordery od przedstawiciela rządu RP w Londynie, ambasadora Kajetana Morawskiego (ordery „od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa”– pisał komunistyczny dziennik L’HUMANITÉ. Także np. to, że de Gaulle w roku 1963 (??) zaprosił ambasadora Kajetana Morawskiego z żoną na obiad do Pałacu Elizejskiego, i że wiadomość tę podała oficjalna agencja prasowa AFP… Wedle bodajże Palewskiego, de Gaulle’owi chodziło o to, by cała francuska administracja wiedziała, że ceni on Morawskiego…

Czytelnik dodaje, iż pewne polskie sfery lewicowe uważają owych przedwojennych polskich dyplomatów za "dyplomatołków" i reakcjonistów "na 102"… Rzecz jasna – ciągnie ów czytelnik – rzuca się w oczy, że Beck fałszywie oceniał sytuację. Wydarzenia jesieni 1939 roku go zaskoczyły, a to ponieważ Ciano mu powiedział w tajemnicy, że Hitler obiecał Mussoliniemu, że wojny przed kilku laty nie wywoła… Do tego jasne, że Beck – choć sam też był wojskowym – nie dostrzegł ogromu przewagi militarnej Niemiec, zaufał zapewnieniom Rydza, że armia polska potrafi przez pewien czas stawić czoła atakowi niemieckiemu, doczekać na taką czy inną pomoc Zachodu… Do tego Beck, być może błędnie informowany przez ludzi; być może na usługach Sowietów (???), nie przewidział radzieckiego ciosu w nasze plecy. (Ponoć są jakieś podejrzenia w tej dziedzinie?).

Czytelnik zastanawia się: "Czemu tak mądry Piłsudski nasz MSZ powierzył Beckowi"? Wszak byli mądrzejsi kandydaci na to stanowisko, np. Janusz Radziwił czy też Edward Raczyński… To zagadka. Wiadomo też, że Piłsudski mawiał, iż bez niego Polska nie da sobie rady (nikt nie wie, co to godne uwagi powiedzenie Marszałka znaczyło. Nikt nie wie, jak by on – gdyby żył – rozegrał sytuację (?). Czytelnik poleca w tej dziedzinie lekturę „opinii” Wacława Zbyszewskiego…

*   *   *

Zobacz także:

11:19, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 75/2018

ak więc niezadługo w Ambasdzie RP w Paryżu złożony zostanie hołd pamięci naszej AMBASADY WOLNEJ POLSKI. Będą wyświetlone filmy: o mym ojcu, zwanym swgo czasu przez cenionych publicystów „Legendarnym Ambasadorem”, a także „Ambasadorem Atlantydy” czy też „Ambasadorem, który jest instytucją”, oraz o mnie, którego już w tytule swej książki mnie dotyczącej Teresa Masłowska określa mianem „Łącznika z Paryża – weterana Zimnej Wojny”…

Następnie jeden z najlepszych znawców owej epoki, słynny profesor historii UW, Rafał Habielski mówić będzie o rewelacyjnych tajnych raportach Kjetana Morawskiego, które jeszcze w czasie tego roku ma wydać w IPN-ie (o ile się nie mylę, chodzi o raporty za okres od 1943 aż po koniec lat sześćdziesiątych).

Jak wiadomo, Rząd RP w Londynie pierwszy z wszystkich (!!!) uznał już jesienią 1943 roku wówczas rezydujący w Algierze Rząd Wolnej Francji. Tak więc ojciec mój był aż do 31 grudnia 1944 roku – do chwili przybycia już do Paryża Nuncjusza – dziekanem korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy rządzie Francji… Gaulliści mawiali: Morawski był pierwszym z ambasadorów przy naszym rządzie, a pierwszego zawsze się dobrze pamięta…

W lipcu 1944 roku Francja cofnęła uznanie Rządowi RP w Londynie… Uznała Polski Rząd Jedności Narodowej!!! Ci lub inni Gaulliści – przyjaciele mego ojca – namawiali, by oddał się do dyspozycji owego TYMCZASOWEGO RZĄDU JEDNOŚCI NARODOWEJ. Ojciec mój dał im sławną wtedy odpowiedź: WOLĘ BRAĆ PRZYKŁAD Z ZACHOWANIA SIĘ WOLNYCH FRANCUZÓW NIŻ SŁUCHAĆ ICH RAD.

Ojcu Francja zachowała ad personam status dyplomatyczny. Stał się oficjalnie nie uznawanym, lecz tolerowanym „Ambasadorem Wolnej Polski”… Załatwiał rodakom dziesiątki spraw. Bronił wraz z np. profesorem Lubicz-Zaleskim niezależności zwanej mickiewiczowską Biblioteki Polskiej w Paryżu, którą PRL chciał zawładnąć… Założył dla zasłużonych starych rodaków Dom Spokojnej Starości w Lailly-en-Val. Godził skłócone polskie organizacje, walczył o stypendia dla polskich studentów i naukowców. Nadawał zasłużonym rodakom i pomagającym nam Francuzom ordery… Francuska prasa komunistyczna na swych pierwszych stronach wymyślała mu od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa…

Chory, przeniósł się do Lailly-en-Val pod koniec lat sześćdziesiątych. Zastąpili go kolejno trzej już nie ambasadorowie, lecz delegaci Rządu: Władyslaw hr. Poniński, Xawery hr. Rey. i Jerzy Ursyn-Niemcewicz…

Swego czasu Minister Skubiszewski obiecywał mi, że MSZ już wolnej Polski otoczy opieką pamięć o dyplomacji emigracyjnej, nada byłym dyplomatom emigracyjnym status dyplomatów honorowych. Sprawa upadła, a to – jak to swego czasu mówił mi mój św. pamięci kuzyn ambasador Ludwik Dembiński – pod naciskiem eks-PRL-owskich dyplomatów, głoszących, że „emigracyjna dyplomacja to dyplomacja Atlantydy, bez śladu znaczenia”… Przed laty o potrzebie uznania zasług dyplomacji emigracyjnej wspominałem pani prezydentowej Marii z Mackiewiczów-KACZYŃSKIEJ i Izabeli z Głowackich Tomaszewskiej – a to w czasie ich wizyty w Lailly-en-Val w listopadzie 2006… W kilka lat później pani Izabela powiedziała mi, że „sprawa na dobrej drodze”… Ale – jak dobrze wiemy – szlachetne damy, pani Maria Kaczyńska i Pani Tomaszewska, śmierć poniosły 10 kwietnia 2010!!!

Kilka miesięcy temu wspominałem o tej sprawie jednemu z najwybitniejszych polskich senatorów, profesorowi ŻARYNOWI. Mowa też była o problemie uczczenia tych Francuzów, którzy wspierali polską emigrację polityczną… W czasie spotkania w Ambasadzie RP mam zamiar wystąpić w imieniu tradycji naszej Ambasady Wolnej Polski o uczczenie pamięci Generała de Gaulle’a, Gastona Palewskiego, André Malraux, Roberta Schumana, Jeana Laloya z francuskiego MSZ-u, Roberta Rocheforta, który pomógł nam zdobyć u Wysokiego Komisarza dla Uchodźców w ONZ-ecie fundusze na zakup domu polskiego w Lailly, Marcela Rudloffa, swego czasu prezydenta regionu Alzacja, który z inicjatywy swego współpracownika, jakże w tej sprawie zasłużonego Jean-Luca Schaffhausera, organizował w Strasburgu naprawdę imponujące, kolosalne spotkania walczących o demokrację działaczy z krajów tak zwanej Innej Europy, dalej: federalistów André Voisina i Joëla Broqueta, i innych im podobnych.

*   *   *

Zobacz także:

11:17, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 czerwca 2018
Widziane z Paryża 74/2018

Chyba niewątpliwie w szeregu krajów Europy powoli, ale dość regularnie , potęguje się poczucie, iż sfery rządzące szeregu państw naszego kontynentu oraz brukselskie kierownictwo Unii Europejskiej nie są w stanie dać sobie rady z takimi zjawiskami jak wdzieranie się do krajów Unii sporej ilości imigrantów z Afryki czy z Bliskiego Wschodu oraz jak potencjalne ogromne zagrożenie terroryzmem islamskim, terroryzmem mogącym rzecz chyba jasna użyć z czasem szczególnie groźnych broni, być może (??) nawet jądrowych czy też np chemicznych?...

W jakim stopniu ów„niepokój społeczny” znajdzie już wyraz w nachodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego - trudno przewidzieć! Jedno pewne - poczucie zagrożenia, pewna tęsknota za rządami silnej ręki w szeregu krajów narasta. Coraz to więcej ludzi marzy o - i to BARDZO GODNE PODKREŚLENIA - o bardziej sprawnej niż dotychczas Unii Europejskiej, zdolnej na serio bronić przed inwazją elementów islamskich granic naszego kontynentu. Zrobić porządek na Bliskim Wschodzie, puścić w ruch jakby nowy plan Marshalla dla Afryki.

Jest rzeczą oczywistą, że samorzutnie coraz to wyraźniej rodzi coś jakby ogólnoeuropejskiego sojuszu ruchów politycznych stawiających na silną władzę, na obronę przed „zalewem Islamskim” granic naszego kontynentu,ruchów marzących też o nowej bardziej sprawnej niż dotychczas polityce ekonomicznej i monetarnej. Błędem jest widzieć w obecnej ewolucji nastrojów tylko nawrót do nacjonalizmu. W gruncie rzeczy chodzi o zjawisko dużo szersze i niełatwe do zdefiniowania, lecz niewątpliwie mające w sobie elementy NACJONALIZMU EUROPEJSKIEGO oraz poczucie, ŻE TRZEBA BRONIĆ PRZED ZALEWEM OBCYCH NASZEJ CYWILIZACJI EUROPEJSKIEJ.

Jak się dowiaduję od mieszkających od lat w pewnym zalanym przez tak zwanych „uchodźców islamskich” północno-francuskim miasteczku polskich inteligentów - mają oni od kilku lat wrażenie., że okres obecny przypomina czasy końca Cesarstwa Rzymskiego, „do którego masowo wdzierali się barbarzyńcy”!

Powoli, tu i ówdzie zaczyna się MARZYĆ o jakby jakiejś międzynarodówce stronnictw stawiających na rządy SILNEJ RĘKI i także na OBRONĘ GRANIC EUROPY ITD., ITD. WSZYSTKO TO NA RAZIE MAŁO JASNE. JEDNO PEWNE. TAKA TENDENCJA STAJE SIĘ CORAZ WYRAŹNIEJSZA I SZYBKO WZRASTA.

*   *   *

Zobacz także:

16:09, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 127
Archiwum

© Maciej Morawski
Paryż - Warszawa 2007-2018
All rights reserved

Administracja serwisu:

Mariusz Kubik

Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

Stowarzyszenie RWE im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego / www.wolnaeuropa.pl



Materiały - zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki, zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).