poniedziałek, 18 czerwca 2018
Widziane z Paryża 77/2018

Czytelnik pyta: "Co Pański ojciec sądził o katastrofie gibraltarskiej z początku lipca 1943 roku, o tragicznym zgonie Generała Władysława Sikorskiego"? Ojciec mój – wówczas sekretarz generalny (przy ministrze Edwardzie Raczyńskim) w Londynie MSZ-u Rządu RP – podkreślał (już później np. w Paryżu), że jedno pewne: zgon Sikorskiego był bardzo Stalinowi na rękę. Rzecz w tym, że międzynarodowy autorytet Sikorskiego był wielki, do tego był on jakby symbolem międzynarodowej walki z Hitlerem, wydźwięk jego nazwiska był w całym świecie ogromny… Na pewno nie byłby on w stanie zapobiec zagarnięciu Polski przez Stalina. Ale gdyby żył, aliantom byłoby jednak bardziej niezręcznie „puścić go, i tym samym Polskę w trąbę…”. Do tego trzeba pamiętać, że ponoć wówczas w Gibraltarze szefem brytyjskich służb bezpieczeństwa był sowiecki agent Kim Philby, który o wiele później, w styczniu 1963 roku, uciekł do Moskwy, gdzie umarł dopiero w roku 1988… W swej wydanej w 1968 roku książce „My Silent War” nie wyjaśnia on sprawy zabójstwa Sikorskiego. Jednak – dodam od siebie – nie można wykluczać, że z czasem rosyjscy historycy dobiorą się do jego „papierów”, i ogólnie do tajnych danych o Philby’ym (?). Swego czasu Rosjanie jednak ujawnili prawdę o egzekucjach katyńskich; może z czasem – jak wiadomo, rzetelni i wścibscy historycy rosyjscy – odkryją prawdę o śmierci Sikorskiego??? Jak na razie KGB dopuściło historyków ponoć tylko do części „dokumentacji Philby’ego”…

Innym aspektem sprawy jest ponoć to, że Generał Sikorski będąc w czerwcu 1943 roku na Bliskim Wschodzie tam PONOĆ otrzymał (od kogo ?) dokumenty mówiące prawdę o zbrodni katyńskiej, i rzekomo wiózł te dokumenty do Londynu!!! Jak wiadomo, prawda o sprawie katyńskiej była Stalinowi bardzo nie na rękę…, miała godzący w ZSRR wydźwięk polityczny…

Jednym słowem, dla ZSRR „dobrze się złożyło”, że cieszący się tak wielkim autorytetem międzynarodowym Sikorski śmierć poniósł 4 7 1943 w Gibraltarze.

Kończąc, dodam, że zdaniem mych znających obecną Rosję francuskich przyjaciół PĘD KU PRAWDZIE MŁODYCH ROSYJSKICH HISTORYKÓW JEST TERAZ DUŻY. Młodzi rosyjscy badacze dziejów swego kraju chętnie też teraz współpracują z cudzoziemskimi uczonymi… Nie wykluczam więc, iż być może dotrą oni do jakichś radzieckich tajnych naświetleń związanych z Philby’ym i śmiercią generała Sikorskiego. Jedno chyba jasne: nie można jednak całkowicie wykluczać, że w owych archiwach z czasem znajdzie się coś ciekawego na ten temat. Naturalnie, w danej chwili nie dysponujemy danymi zezwalającymi na rzeczywistą ocenę sytuacji. Na razie możemy tylko formułować hipotezy. No i jeszcze jedno. Niewątpliwie w interesie braterstwa Słowian i zbliżenia Polska-Rosja leży, by we wszystkich dramatycznych „sprawach spornych” ujawniać CAŁĄ PRAWDĘ! Wszak ujawnienie prawdy o mordzie katyńskim odegrało w w stosunkach obu naszych narodów rolę wysoce pozytywną. Ja, i zapewne inni Polacy, jesteśmy wdzięczni Rosjanom za ujawnienie tej zbrodni Stalina!!!

*   *   *

Zobacz także:

11:21, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 76/2018

Czytelnik podkreśla, że „oczywiście PRL-owscy MSZ-owcy traktowali per noga dyplomację emigracyjną, i nie dopuścili do tego, aby minister Krzysztof Skubiszewski nadał po upadku tak zwanej Polski Ludowej owym przedstawicielom rządu RP na wychodźstwie w Londynie status dyplomatów honorowych RP”. Rzecz w tym, że w ich oczach szło o przeżytek bez znaczenia przedwojennego reakcyjnego MSZ-u. Już od lat, owych PRL-owców wściekał fakt, iż Watykan przez długie lata, bodaj od roku 1972 (?), tak czy inaczej uznawał ambasadę Kazimierza Papee, a np. Hiszpania do roku 1968 – do zgonu jakże wybitnego Józefa Potockiego – poselstwo (ambasadę – wedle współczesnych określeń) w Madrycie… Ambasadę PRL w Paryżu irytował fakt, iż wielu wybitnych Francuzów przyjmowało ordery od przedstawiciela rządu RP w Londynie, ambasadora Kajetana Morawskiego (ordery „od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa”– pisał komunistyczny dziennik L’HUMANITÉ. Także np. to, że de Gaulle w roku 1963 (??) zaprosił ambasadora Kajetana Morawskiego z żoną na obiad do Pałacu Elizejskiego, i że wiadomość tę podała oficjalna agencja prasowa AFP… Wedle bodajże Palewskiego, de Gaulle’owi chodziło o to, by cała francuska administracja wiedziała, że ceni on Morawskiego…

Czytelnik dodaje, iż pewne polskie sfery lewicowe uważają owych przedwojennych polskich dyplomatów za "dyplomatołków" i reakcjonistów "na 102"… Rzecz jasna – ciągnie ów czytelnik – rzuca się w oczy, że Beck fałszywie oceniał sytuację. Wydarzenia jesieni 1939 roku go zaskoczyły, a to ponieważ Ciano mu powiedział w tajemnicy, że Hitler obiecał Mussoliniemu, że wojny przed kilku laty nie wywoła… Do tego jasne, że Beck – choć sam też był wojskowym – nie dostrzegł ogromu przewagi militarnej Niemiec, zaufał zapewnieniom Rydza, że armia polska potrafi przez pewien czas stawić czoła atakowi niemieckiemu, doczekać na taką czy inną pomoc Zachodu… Do tego Beck, być może błędnie informowany przez ludzi; być może na usługach Sowietów (???), nie przewidział radzieckiego ciosu w nasze plecy. (Ponoć są jakieś podejrzenia w tej dziedzinie?).

Czytelnik zastanawia się: "Czemu tak mądry Piłsudski nasz MSZ powierzył Beckowi"? Wszak byli mądrzejsi kandydaci na to stanowisko, np. Janusz Radziwił czy też Edward Raczyński… To zagadka. Wiadomo też, że Piłsudski mawiał, iż bez niego Polska nie da sobie rady (nikt nie wie, co to godne uwagi powiedzenie Marszałka znaczyło. Nikt nie wie, jak by on – gdyby żył – rozegrał sytuację (?). Czytelnik poleca w tej dziedzinie lekturę „opinii” Wacława Zbyszewskiego…

*   *   *

Zobacz także:

11:19, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 75/2018

ak więc niezadługo w Ambasdzie RP w Paryżu złożony zostanie hołd pamięci naszej AMBASADY WOLNEJ POLSKI. Będą wyświetlone filmy: o mym ojcu, zwanym swgo czasu przez cenionych publicystów „Legendarnym Ambasadorem”, a także „Ambasadorem Atlantydy” czy też „Ambasadorem, który jest instytucją”, oraz o mnie, którego już w tytule swej książki mnie dotyczącej Teresa Masłowska określa mianem „Łącznika z Paryża – weterana Zimnej Wojny”…

Następnie jeden z najlepszych znawców owej epoki, słynny profesor historii UW, Rafał Habielski mówić będzie o rewelacyjnych tajnych raportach Kjetana Morawskiego, które jeszcze w czasie tego roku ma wydać w IPN-ie (o ile się nie mylę, chodzi o raporty za okres od 1943 aż po koniec lat sześćdziesiątych).

Jak wiadomo, Rząd RP w Londynie pierwszy z wszystkich (!!!) uznał już jesienią 1943 roku wówczas rezydujący w Algierze Rząd Wolnej Francji. Tak więc ojciec mój był aż do 31 grudnia 1944 roku – do chwili przybycia już do Paryża Nuncjusza – dziekanem korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy rządzie Francji… Gaulliści mawiali: Morawski był pierwszym z ambasadorów przy naszym rządzie, a pierwszego zawsze się dobrze pamięta…

W lipcu 1944 roku Francja cofnęła uznanie Rządowi RP w Londynie… Uznała Polski Rząd Jedności Narodowej!!! Ci lub inni Gaulliści – przyjaciele mego ojca – namawiali, by oddał się do dyspozycji owego TYMCZASOWEGO RZĄDU JEDNOŚCI NARODOWEJ. Ojciec mój dał im sławną wtedy odpowiedź: WOLĘ BRAĆ PRZYKŁAD Z ZACHOWANIA SIĘ WOLNYCH FRANCUZÓW NIŻ SŁUCHAĆ ICH RAD.

Ojcu Francja zachowała ad personam status dyplomatyczny. Stał się oficjalnie nie uznawanym, lecz tolerowanym „Ambasadorem Wolnej Polski”… Załatwiał rodakom dziesiątki spraw. Bronił wraz z np. profesorem Lubicz-Zaleskim niezależności zwanej mickiewiczowską Biblioteki Polskiej w Paryżu, którą PRL chciał zawładnąć… Założył dla zasłużonych starych rodaków Dom Spokojnej Starości w Lailly-en-Val. Godził skłócone polskie organizacje, walczył o stypendia dla polskich studentów i naukowców. Nadawał zasłużonym rodakom i pomagającym nam Francuzom ordery… Francuska prasa komunistyczna na swych pierwszych stronach wymyślała mu od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa…

Chory, przeniósł się do Lailly-en-Val pod koniec lat sześćdziesiątych. Zastąpili go kolejno trzej już nie ambasadorowie, lecz delegaci Rządu: Władyslaw hr. Poniński, Xawery hr. Rey. i Jerzy Ursyn-Niemcewicz…

Swego czasu Minister Skubiszewski obiecywał mi, że MSZ już wolnej Polski otoczy opieką pamięć o dyplomacji emigracyjnej, nada byłym dyplomatom emigracyjnym status dyplomatów honorowych. Sprawa upadła, a to – jak to swego czasu mówił mi mój św. pamięci kuzyn ambasador Ludwik Dembiński – pod naciskiem eks-PRL-owskich dyplomatów, głoszących, że „emigracyjna dyplomacja to dyplomacja Atlantydy, bez śladu znaczenia”… Przed laty o potrzebie uznania zasług dyplomacji emigracyjnej wspominałem pani prezydentowej Marii z Mackiewiczów-KACZYŃSKIEJ i Izabeli z Głowackich Tomaszewskiej – a to w czasie ich wizyty w Lailly-en-Val w listopadzie 2006… W kilka lat później pani Izabela powiedziała mi, że „sprawa na dobrej drodze”… Ale – jak dobrze wiemy – szlachetne damy, pani Maria Kaczyńska i Pani Tomaszewska, śmierć poniosły 10 kwietnia 2010!!!

Kilka miesięcy temu wspominałem o tej sprawie jednemu z najwybitniejszych polskich senatorów, profesorowi ŻARYNOWI. Mowa też była o problemie uczczenia tych Francuzów, którzy wspierali polską emigrację polityczną… W czasie spotkania w Ambasadzie RP mam zamiar wystąpić w imieniu tradycji naszej Ambasady Wolnej Polski o uczczenie pamięci Generała de Gaulle’a, Gastona Palewskiego, André Malraux, Roberta Schumana, Jeana Laloya z francuskiego MSZ-u, Roberta Rocheforta, który pomógł nam zdobyć u Wysokiego Komisarza dla Uchodźców w ONZ-ecie fundusze na zakup domu polskiego w Lailly, Marcela Rudloffa, swego czasu prezydenta regionu Alzacja, który z inicjatywy swego współpracownika, jakże w tej sprawie zasłużonego Jean-Luca Schaffhausera, organizował w Strasburgu naprawdę imponujące, kolosalne spotkania walczących o demokrację działaczy z krajów tak zwanej Innej Europy, dalej: federalistów André Voisina i Joëla Broqueta, i innych im podobnych.

*   *   *

Zobacz także:

11:17, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 czerwca 2018
Widziane z Paryża 74/2018

Chyba niewątpliwie w szeregu krajów Europy powoli, ale dość regularnie , potęguje się poczucie, iż sfery rządzące szeregu państw naszego kontynentu oraz brukselskie kierownictwo Unii Europejskiej nie są w stanie dać sobie rady z takimi zjawiskami jak wdzieranie się do krajów Unii sporej ilości imigrantów z Afryki czy z Bliskiego Wschodu oraz jak potencjalne ogromne zagrożenie terroryzmem islamskim, terroryzmem mogącym rzecz chyba jasna użyć z czasem szczególnie groźnych broni, być może (??) nawet jądrowych czy też np chemicznych?...

W jakim stopniu ów„niepokój społeczny” znajdzie już wyraz w nachodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego - trudno przewidzieć! Jedno pewne - poczucie zagrożenia, pewna tęsknota za rządami silnej ręki w szeregu krajów narasta. Coraz to więcej ludzi marzy o - i to BARDZO GODNE PODKREŚLENIA - o bardziej sprawnej niż dotychczas Unii Europejskiej, zdolnej na serio bronić przed inwazją elementów islamskich granic naszego kontynentu. Zrobić porządek na Bliskim Wschodzie, puścić w ruch jakby nowy plan Marshalla dla Afryki.

Jest rzeczą oczywistą, że samorzutnie coraz to wyraźniej rodzi coś jakby ogólnoeuropejskiego sojuszu ruchów politycznych stawiających na silną władzę, na obronę przed „zalewem Islamskim” granic naszego kontynentu,ruchów marzących też o nowej bardziej sprawnej niż dotychczas polityce ekonomicznej i monetarnej. Błędem jest widzieć w obecnej ewolucji nastrojów tylko nawrót do nacjonalizmu. W gruncie rzeczy chodzi o zjawisko dużo szersze i niełatwe do zdefiniowania, lecz niewątpliwie mające w sobie elementy NACJONALIZMU EUROPEJSKIEGO oraz poczucie, ŻE TRZEBA BRONIĆ PRZED ZALEWEM OBCYCH NASZEJ CYWILIZACJI EUROPEJSKIEJ.

Jak się dowiaduję od mieszkających od lat w pewnym zalanym przez tak zwanych „uchodźców islamskich” północno-francuskim miasteczku polskich inteligentów - mają oni od kilku lat wrażenie., że okres obecny przypomina czasy końca Cesarstwa Rzymskiego, „do którego masowo wdzierali się barbarzyńcy”!

Powoli, tu i ówdzie zaczyna się MARZYĆ o jakby jakiejś międzynarodówce stronnictw stawiających na rządy SILNEJ RĘKI i także na OBRONĘ GRANIC EUROPY ITD., ITD. WSZYSTKO TO NA RAZIE MAŁO JASNE. JEDNO PEWNE. TAKA TENDENCJA STAJE SIĘ CORAZ WYRAŹNIEJSZA I SZYBKO WZRASTA.

*   *   *

Zobacz także:

16:09, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 73/2018

Wyjątek ze znakomitego tekstu Waldemara Maszendy, o ile wiem b. pułkownika UOP-u, który zamieściłem ostatnio - zainteresował dwóch mych czytelników! Ów wyjątek brzmiał: „rodziny pracowników RWE były szykanowane i zastraszane przez bezpiekę a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami”. (z miejsca tu wyjaśnię, ze rzecz jasna SB szczególną wojnę prowadziło tylko z niektórymi pracownikami RWE i z ich rodzinami. W pierwszym rzędzie z jakże ważnym Janem Nowakiem, lecz np. także ze mną, zwykłym korespondentem informacyjnym, uważanym za szkodliwego „szpiona”.

Raz jeszcze sprecyzuje, iż ów ważny tekst Waldemara Maszendy pt. „MÓWILI W WOLNEJ” ukazał w „GAZECIE OBYWATELSKIEJ” Kornela Morawieckiego we Wrocławiu- Nr 159.2, 15 lutego 2018 roku.

Z kolei odpowiem na inne pytanie. Tym razem pytanie czytelnika z Warszawy. Jak skończyła się sprawa KOŚCIAŃSKIEJ, AK-OWSKIEJ „WYSPY NA MORZU CZERWONYM”? Ja już wówczas byłem w Paryżu. Sprawę znam ze świetnej książki Teresy Masłowskiej pt.: „Łącznik z Paryża. Rzecz o weteranie Zimnej Wojny”. Redaktor Masłowska pisze o roku 1948: W Kościanie „atmosfera zagęszczała się wokół pierwszych władz samorządowych (...) Starosta Fischbach” (przypomnę - ponoć narodowiec) „wcześniej wyniósł się do Poznania. Pierwszy sekretarz Komitetu Powiatowego PPR-u Bech wyrzucony z pracy znalazł wsparcie u ks. proboszcza Tomasza Sworwskiego, u którego dorabiał długo przy malowaniu i odnawianiu dzieł sztuki w kościele farnym. AK-owcy: Ignacy Minta z PPR oraz Edward Boryczko z PPS przenieśli się na Ziemie Odzyskane, gdzie nikt ich nie znał. Szacuje się, że ówczesne represje objęły150 osób z tego rejonu. Tak przestała istnieć akowska wyspa na Morzu Czerwonym” Koniec cytatu.

Może dodam tylko jedno. Myślę, że trzeba jasno zdać sobie sprawę z tego, że w Polsce okres Tymczasowego Rządu Jedności Narodu (1945-1946) stanowił epokę zgoła inną od tego, co następnie zaszło. Później w roku 1947 i do połowy r 1948 jeszcze sporo osób łudziło się, że „jakoś to będzie”. Dorota Kłuszyńska uważała, że Stalin chce, aby Polska była „oknem wystawowym bloku socjalistycznego”, oknem na Zachód. Dopiero w połowie roku 1948 Stalin wprowadził w Polsce spotęgowany terror. Do Paryża wówczas dawano nam znać z kraju: „za Boga nie wracajcie, zaczęły się straszne czasy”.

Wyrzucono z miejsca z pracy przedwojennych fachowców, np. Eugeniusza Kwiatkowskiego, który tak znakomicie odbudowywał Wybrzeże. (Kwiatkowski znalazł się bez odpowiedniego zajęcia i w trudnej materialnie sytuacji w Krakowie. Hilary Minc, który potrzebował do pracy nad gospodarką kraju przedwojennych fachowców - musiał na rozkaz Stalina ich przepędzić, wylać z posad, niektórym spośród nich zrobiono procesy, itd., itd.).

Zaczęła się bowiem cała fala procesów, cała fala krwawego terroru. Posłuszny Stalinowi „na 102” Bolesław Bierut całkowicie oparł się na UB-ecji. Tolerował jej zbrodnie, tortury i niezliczone wyroki śmierci!

A my w Paryżu (my, to jest matka i ja, przekonaliśmy się się, że Ojciec mój miał rację, głosząc: Stalin to nie polityk,ale maniakalny zwolennik terroru… Tyle na dziś.

*   *   *

Zobacz także:

16:04, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 72/2018

Dziś odnotuję tylko,że dr hab profesor Aleksander Woźny, wybitny spec w dziedzinie historii wywiadów i wojskowości napisał mi: „Znalazłem w raporcie płk. Witolda Morawskiego z 1929 roku tekst świadczący, że miał on dobre rozpoznanie w dziedzinie niemieckich poglądów operacyjnych na wypadek przyszłej wojny. Pułkownik Morawski dowodził: Działania wojenne rozpocznie lotnictwo gotowe od pierwszej godziny,które zniszczy lotnictwo przeciwnika… Po zniszczeniu lotnictwa przystąpi do niszczenia centr wytwórczości kraju nieprzyjacielskiego, węzłów komunikacji, ośrodków mobilizacyjnych”.

Pamiętam że wuj Witold Morawski w 1939 roku odwiedzał mego ojca u nas w Warszawie na Zimorowicza 4, wracając z powiedzeń w sztabie RYDZA (na które przyjeżdżał ze Lwowa) stwierdzał. że nie wie, czy się śmiać czy płakać. Rydz i jego oficerowie zupełnie nie doceniali zagrożenia, jakie stanowiły niemieckie dywizje czołgowe. Natomiast podkreślali operatywność naszej kawalerii! Nie chcieli uznać,że niemieckie czołgi mogą w ciągu tygodnia zagrozić Warszawie!

Z ostatniej chwili. Czytelnik pyta mnie o artykuł b. pułkownika UOP-u Waldemara Maszendy pt.: „MÓWILI W WOLNEJ”, z którego wyjątki przytoczyłem wczoraj. Potwierdzam, że świetny tekst ten ukazał się w „GAZECIE OBYWATELSKIEJ” Kornela MORAWIECKIEGO nr 159. 2 /15 lutego 2018. Tyle na dziś.

*   *   *

Zobacz także:

15:54, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 71/2018

Czytelnik pyta: „Dlaczego powstał film o mnie pt. WETERAN ZIMNEJ WOJNY i czy IPN przyznał mi zaświadczenie osoby pokrzywdzonej…?” Zacznę od drugiego pytania. Otóż już 14 kwietnia 2004 roku IPN wydał mi ZAŚWIADCZENIE NR 719 04, że jestem „osobą pokrzywdzoną” w rozumieniu ustawy!!! SB prowadziło szczególnie ostrą walkę ze mną, bo byłem korespondentem informacyjnym RWE… To jest od przyjezdnych z kraju do Francji, i z innych źródeł zdobywałem informacje o tym, co się naprawdę w PRL-u dzieje. Prasa reżymowa zwała mnie mianem SZPIONA. Zarówno Jan Nowak jak i Kazimierz Zamorski, szef polskiego wydziału w departamencie analiz i ocen informacji RWE, jak wynika z ich pism, wysoko cenili mą pracę korespondenta informacyjnego – zdobywałem ważne i prawdziwe informacje.

W numerze z 15 lutego 2018 roku „Gazety Obywatelskiej” Kornela Morawieckiego Waldemar Maszenda, b. pułkownik UOP-u w świetnym artykule o RWE pisze między innymi: „Rodziny (dodam od siebie, NIEKTÓRYCH) pracowników RWE były szykanowane przez bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami…”.

Z kolei zajmę się ostatnim pytaniem tego czytelnika. Chce on wiedzieć, dlaczego moje nazwisko pojawia się na słynnej liście Wildsteina. Sprawę tę wyjaśniłem jakiś czas temu w Warszawie w czasie zebrania w IPN-ie, w czasie konferencji prasowej z udziałem mego przyjaciela Bronisława WILDSTEINA, kawalera Orderu Orła Białego. Chodzi o me postawy polityczne wieku 15. i 16. lat (1945 i 1946). Sprawę tę rzeczowo opisuje znakomita książka Teresy Masłowskiej o mnie pt. „Łącznik z Paryża. Rzecz o Weteranie Zimnej Wojny” – wydawca Instytut im. Generała Stefana „Grota” Roweckiego w Lesznie… Rzecz w tym, że w roku 1945 i 1946 Kościan – jak to określa historyk regionalista, słynny Jerzy Zielonka – stanowił AK-owską Wyspę na Morzu Czerwonym. Partiami i miastem rządzili „zakamuflowani” byli AK-owcy – Stefan Bech do jesieni roku 1947 kierował PPR-em, Edward Boryczko w roku 1945 kierował PPS-em, starostą powiatowym był mecenas Karol Fiszbach (z przekonań narodowiec), itd., itd.

Do tekstu Teresy Masłowskiej mogę dodać tylko jedno. Kierownik PPS-u w Kościanie, b. AK-owiec Edward Boryczko latem 1945 przedstawił mi jakiegoś pracownika powiatowego UB – mówiąc: To, nasz człowiek, godny zaufania, pomaga nam w sporach z grupą tych, którzy atakują nas także za tolerowanie ciebie, »potomka obszarników, syna emigranta politycznego«, itd., itd.”.Kilka miesięcy później, już w Poznaniu, zgłosił się do mnie jakiś młody UB-ek, by mi powiedzieć, że ów (polecony mi przez Boryczkę) pracownik powiatowego SB w Kościanie to zdrajca, i że MSW go szuka…. Jednym słowem, tajemnicza sprawa!! Mam nadzieję, że z czasem – dzięki badaniom mych przyjaciół w archiwach UB – coś się więcej o niej dowiem (??). Jedno pewne: owemu młodemu SB-kowi w Poznaniu odmówiłem wszelkich dalszych kontaktów z nim, i dość niezadługo potem, na paszporcie matki (do chwili wydania paszportu byłem jeszcze nieletni), wyjechałem do Paryża.

*   *   *

Zobacz także:

15:50, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 70/2018

Czytelnik pyta, skąd RWE miało tyle zakulisowych informacji o tym, co się w PRL i w PZPR działo. Moja odpowiedź prosta. Znam tę sprawę „od podszewki”. Wszak byłem korespodentem informacyjnym („szpionem” – jak głosili PRL-owcy) RWE… Przed laty w Monachium w czasie kursu dla korespondentów informacyjnych RWE, stary brytyjski dziennikarz, swego czasu przedstawiciel jakiegoś angielskiego pisma w hitlerowskim Berlinie, powiedział nam: „Najciekawsze informacje otrzymywałem nie od opozycji, lecz od skłóconych frakcji NSDAP. Stwierdzenie to było wysoce godne uwagi! I nam najciekawsze informacje przekazywały skłócone frakcje PZPR-u. Jedni partyjni nadawali na drugich… Tą drogą wiele z PRL wyciekało. Miałem tajnych informatorów bliżej mi nieznanych, którzy podrzucali mi nieraz rewelacyjne informacje. W Monachium specjalne biuro analiz i studiów (szef polskiego działu: Kazimierz Zamorski) analizowało wartość, wiarygodność takich informacji…

Rzecz jasna, miałem też szereg dobrze mi znanych informatorów rodaków, którzy Paryż odwiedzali. Specjalna procedura miała na celu ochronę (jeśli były one nam znane) źródeł informacji… Owa ochrona źródeł była sprawą wielkiej wagi i działała sprawnie… O ile wiem, mimo np. sprawy Czechowicza, nie było w tej dziedzinie wpadek…

Cenionym informatorem Jana Nowaka był przedstawiciel na Zachodzie katolickiej grupy lubelskiej "Spotkań", Piotr Jegliński. Dostarczał on Nowakowi i RWE (w pewnym okresie za moim pośrednictwem) wiele czasem wręcz rewelacyjnych materiałów z PRL. Czekał on na mnie o z góry ustalonej godzinie w konfesjonale klasztoru, w którym mieszkał w Paryżu (raz na takie spotkanie zabrałem będącego właśnie w Paryżu Dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE, Zygmunta Michałowskiego, który wysoko cenił dostarczane prze Jeglińskiego informacje…).

Jednym słowem, pracę mą musiała otaczać ścisła tajemnica. Gdy powierzano mi wymagające wielkiej „poufności” stanowisko korespondenta informacyjnego w Paryżu, zapytałem: „Jak to możliwe, że mi powierzacie taką poufną funkcję, wszak swego czasu nie dostałem stypendium doktoranckiego na studia politologiczne w USA, bo do biur „Wolnej Europy” dotarł donos, że w roku 1945 (mając piętnaście, a następnie szesnaście lat) byłem w Kościanie „krwawym reżimowcem”, oraz że jestem homoseksualistą…” Nowak i jakiś Amerykanin powiedzieli mi, że to był donos zapewne „Z TAMTEJ STRONY”, i że „nie mam się tą sprawą zajmować”. Mam o niej zapomnieć i na ten temat milczeć. Trzymałem się długo tej wskazówki! Dopiero kilka lat temu sprawę ujawniłem, o owym donosie w mym dzienniku wspomniałem.

Jedno na zakończenie chcę mocno podkreślić! Zakulisowe informacje z PRL i z PZPR niewątpliwie leżały u podstaw ogromnej popularności RWE w Polsce!

Tyle na dziś… Może tylko dodam, że owe stałe przecieki o walkach frakcyjnych w PZPR-ze, rewelacje na temat tych czy innych afer i nadużyć, itd., itd. – wszystko to siłą rzeczy nasze społeczeństwo niezwykle interesowało. Rzecz jasna my – korespondenci informacyjni – byliśmy przedmiotem szczególnie ostrych ataków ze strony SB, któremu Biuro Polityczne wyrzucało, że tyle tajemnic wycieka z PRL-u!

*   *   *

Zobacz także:

15:46, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 69/2018

Czytelnik pyta o me postawy polityczne w latach 1945 i 1946, i czy to prawda, że moja matka i ja chcieliśmy mego ojca skłonić do powrotu z Francji do kraju…

Tak, rzeczywiście marzyliśmy o powrocie ojca do Polski. Przedwojenny szef ojca, Eugeniusz Kwiatkowski, był wówczas ministrem (?) odbudowy Wybrzeża. Inny z ojca przyjaciół, profesor Michał Kaczorowski, ministrem odbudowy kraju… Oni obaj byli zdania, że ojciec – dobry fachowiec-administrator – przydałby się w pracy dla ojczyzny! Jednak gdyśmy w listopadzie 1946 przybyli do ojca, do Paryża, z miejsca oświadczył on nam, że nie chce wracać; że jego zadaniem jest na emigracji walczyć o Wolną Polskę. Dodał, że „Stalin to nie polityk, lecz zwolennik policyjnego terroru”; i że „nie wierzy, by Kwiatkowski i mu podobni mogli długo utrzymać się na swych stanowiskach”! I miał rację: już w połowie 1948 roku nastąpiły ostre czystki. Na przykład Kwiatkowski poszedł w całkowitą odstawkę, zabroniono mu nawet mieszkać na Wybrzeżu – bez posady wylądował w Krakowie…

A do nas – do matki i do mnie – zaczęły z kraju dochodzić ostrzeżenia: „Za Boga nie wracajcie! Przyszły straszne czasy!”.

W mym ukochanym Kościanie – dotąd (jak to określa słynny historyk regionalista, Jerzy ZIELONKA) „AK-OWSKIEJ WYSPIE NA MORZU CZERWONYM – „też nastąpiła ostra czystka”. Pierwszy sekretarz Komitetu Powiatowego PPR, były AK-owiec Stefan BECH, z trzaskiem wyleciał z tego stanowiska, znalazł się bez pracy. Ówczesne represje objęły 150 osób z tego regionu (???).

Kościańscy AK-owcy, ci z PPS i z PPR-u w owym okresie (rok 1947 i połowa 1948 roku) stawiali na tak zwaną narodową orientację w partii, to znaczy na Gomułkę… No i już od roku 1945 szukali dialogu z tradycyjnie mocnymi w Wielkopolsce endekami, uważając ich za skłonnych do rozsądnego dialogu z Rosją. U podstaw postaw owych kościańskich AK-owcow leżała świadomość dramatu POWSTANIA WARSZAWSKIEGO, hasło „nigdy więcej powstań, dosyć strat!”. Mowa była o „pracy pozytywnej”!!! Nie dostrzegali oni jednak, że wielkimi krokami nadchodzi KRWAWY STALINIZM!!

Ojciec mój natomiast z miejsca wyczuwał, ku czemu iść musi. Dobrze orientował się w mentalności Stalina… Miał nosa. Podziwiałem jego zdolność przewidywania. Ojciec żywił prawdziwy kult de Gaulle’a. Uważał go za najmądrzejszego z przywódców Zachodu. Podobnie jak de Gaulle, uważał, że system sowiecki upadnie, bo nie można na dłuższą metę rządzić w oparciu tylko o policję. Ale podobnie jak i de Gaulle wyczuwał, że ów upadek zajmie sporo czasu…

W paryskich dyskusjach z ojcem zastanawiałem się nad wagą – jeśli to tak można określić – „orientacji narodowej” w Związku Walki Młodych i w PZPR. Ojciec był zdania, że stalinowska policja szybko sobie da radę z tymi „nacjonalistycznymi ciągotami”… Uważał, że tylko muszący prędzej czy później nadejść kryzys gospodarczy rozwali owe czysto policyjne, z natury rzeczy ekonomicznie nieudolne, ustroje. I ojciec mój, który w tej dziedzinie w pełni podzielał opinie de Gaulle’a, miał rację… Ów nieunikniony rozpad ustrojów komunistycznych zajął pół wieku!!!

Co do mych postaw w latach 1945 – listopad 1946 (wyjazd do Paryża jeszcze na paszporcie matki – w momencie wydawania paszportu byłem jeszcze nieletni) i co do specyficznej sytuacji kościańskiej, polecam świetną książkę – mym zdaniem naprawdę bacznej i mądrej dziennikarki, Teresy MASŁOWSKIEJ – pt. ŁĄCZNIK Z PARYŻA. RZECZ O WETERANIE ZIMNEJ WOJNY… (Wydawca Instytut Im. Generała Stefana „GROTA” ROWECKIEGO, LESZNO).

Kończąc, dodam, że ów okres kościański – byłem uczniem Liceum Kościańskiego (matura: styczeń 1946) – spowodował, że do dziś czuję się „na 102” Kościaniakiem. Naprawdę kocham to miasto, w mych oczach nacechowane specyficznym rozsądkiem i wielką inteligencją oraz godnym uwagi poziomem intelektualnym (patrz np. kościańska prasa – np. znakomite, żywo redagowane „Wiadomości Kościańskie”)!

*   *   *

Zobacz także:

15:44, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 68/2018

Czytelnik z Brukseli nawiązuje do mego dziennika, w którym wyrażam przekonanie, że współczesny świat zachodni nie bierze dostatecznie pod uwagę faktu, iż terroryzm, w tym także terroryzm nuklearny to „miecz Damoklesa” wiszący nad naszą przyszłością… Ów czytelnik jest zdania, „że w podświadomości szerokich mas krajów takich jak np. Belgia i Francja czy Włochy oraz Niemcy obawy stale się potęgują, co może znaleźć prędzej czy później wyraz w wynikach wyborów parlamentarnych”. Obawy te mogą jednym słowem być może w polityce przynieść sporo nowego.

Czytelnik pyta mnie, jak ja oceniam „wymiar zagrożenia terrorystycznego”. Moja odpowiedź prosta. Po pierwsze, wszystkie przewidywania w tej dziedzinie mogą z natury rzeczy okazać się zawodne. Wszak trudno przewidzieć, co mogą np. „wykombinować” skrajnie islamscy terroryści. Wszak zamach w USA z 11 września 2001 roku był całkowitym zaskoczeniem! Po drugie, wśród skrajnych islamistów może się znaleźć „samotny wilk” o dużej wiedzy technicznej, zdolny „skonstruować taką czy inną” groźną np. bombę… Wszak wśród skrajnych islamistów zapewne bywają nie tylko „prymitywni nożownicy”, lecz także np. studenci nauk ścisłych… Po trzecie, nie można do końca wykluczać, iż skrajnie islamscy spiskowcy, posiadający co najmniej kilka tajnych, nienawidzących Zachodu organizacji, kierowanych czasem przez ludzi zdolnych posługiwać się „terroryzmem najwyższej klasy, zaplanować godzące Zachód naprawdę groźne ciosy”. A to tym bardziej, że nie można całkowicie wykluczać, że te czy inne wrogie Zachodowi państwa mogą tajemnie i po cichu tak czy inaczej skrajnych islamskich terrorystów wspierać i w te lub inne groźne bronie wyposażać. Z wszystkim tym łączy się potęgowanie się napięć między Izraelem a Iranem. Jak ci lub inni uwydatniają, problem ten jest jednak wysoce niebezpieczny. Pilne, by znaleźć z niego jakieś wyjście. Ale trudno w tej dziedzinie cokolwiek przewidzieć…

Jedno pewne: Polska, tak z przyczyn historycznych z narodem żydowskim – powiedziałbym – organicznie związana (a to mimo sporów i nieporozumień, w tym tych niedawnych, nie bardzo wiadomo przez kogo i w jakim celu rozdmuchanych), WINNA MOBILIZOWAĆ CAŁĄ UNIĘ EUROPEJSKĄ POD HASŁEM OPIEKI NAD IZRAELEM. DODAM, ŻE W MYM POJĘCIU IZRAEL WINIEN STAĆ SIĘ JEJ CZŁONKIEM!!!

Kończąc, powrócę do pytania owego czytelnika z Brukseli, i raz jeszcze mocno PODKREŚLĘ, ŻE MOGĄCE SIĘ POTĘGOWAĆ ZAGROŻENIE TERRORYSTYCZNE TO BARDZO REALNA GROŹBA O NIEOBLICZALNYCH SKUTKACH… (SKUTKACH TAKŻE I POLITYCZNO-WYBORCZYCH…).

*   *   *

Zobacz także:

15:42, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 maja 2018
Widziane z Paryża 67/2018

Odnoszę wrażenie, że współczesny świat zachodni nie bierze dostatecznie pod uwagę faktu, że terroryzm w tym także terroryzm nuklearny - to szczególnie groźna nowoczesna forma wojny! A przecież nie można całkowicie wykluczać użycia przez np. fanatyków islamskich tych lub innych współczesnych szczególnie groźnych środków rażenia. Jasne chyba, że należy brać pod uwagę np atak wyposażonych w drony terrorystów na tę lub inną siłownię jądrową? Spotkałem się też z teorią (której prawdopodobieństwa nie jestem w stanie ocenić) iż dobrze w odpowiednich dziedzinach wykształcony „samotny wilk terroryzmu” może być w stanie sfabrykować taką lub inną „broń atomową”.

W mym pojęciu jasne chyba, że mocarstwa Zachodu winny jednak się z takim zagrożeniem liczyć, umieszczać swe „organy kierownicze” w budynkach mających cechy schronów. Jak słyszę, „na terenie Rosji już od kilku lat powstało kilkadziesiąt nowych podziemnych bunkrów, które w razie potrzeby maja pełnić rolę centrów dowodzenia”. W USA też, jak się zdaje, nadal stale wzrasta liczba „schronów-bunkrów” i to zarówno militarnych czy państwowych, jak i prywatnych, nieraz na zamówienie milionerów pięknie urządzonych, wyposażonych w np. hydroponiczne ogrody. Warto też wiedzieć, że ogromne podziemne przeciwatomowe bunkry przeciwatomowe istnieją od czasów „zimnej wojny” w Pekinie. Od wczesnych lat osiemdziesiątych XX wieku, owe bunkry są podzielone na małe mieszkania. Mieszka tam teraz około miliona osób, tak więc owe schrony nie stoją puste, są wykorzystywane...

Tyle o tym tak groźnym temacie na dziś. Kończąc dodam tylko, że obawy przed nowymi, bardzo groźnymi wyczynami terrorystów niewątpliwie są obecne w świadomości wielu, jednak poważnych, zachodnich „politologów i rzeczoznawców”. Dostrzegają oni,że terroryzm to nowa forma zagrożenia i wojny. Stawia to niewątpliwie chyba przed armiami nowe zadania. Być może epoka wojen czołgowych dobiega końca!

*   *   *

Zobacz także:

12:27, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 66/2018

Od Michała Dobosza, jakże sprawnego attaché prasowego Ambasady RP w Paryżu, dowiaduję się że w 25 czerwca ma się w owej, tak zasłużonej polskiej placówce dyplomatycznej, odbyć duże polsko-francuskie spotkanie. Mają być wyświetlane dwa filmy Piotra Morawskiego, laureata wielu nagród, obecnie - o ile wiem - reżysera firmy filmowej Mirka Chojeckiego. Pierwszy z tych filmów dotyczy mego ojca, b. kierownika MSZ w obalonym przez zamach majowy rządzie Wincentego Witosa, a o wiele później pierwszego z ambasadorów akredytowanych przy rządzie Wolnej Francji rezydującym wówczas w Algierze (lata: 1943 – i połowa 1944). Rząd RP na Wychodźstwie w Londynie jako pierwszy oficjalnie uznał władze Wolnej Francji – wówczas jeszcze władzami tymi kierowali dwaj generałowie: de Gaulle i Giraud. Mój ojciec, wówczas w Algierze siłą rzeczy był dziekanem korpusu dyplomatycznego. De Gaulle ojca wysoko cenił i lubił, przez długie lata dawał tego liczne dowody.

Gdy Francja przestała uznawać nasz Rząd w Londynie, ojciec pozostał w Paryżu jako – jak to określano - nieoficjalny przedstawiciel „wolnej Polski”. De Gaulle polecił zachować mu status dyplomatyczny at personam... Owa jakby „Ambasada Bis” uznawana za właściwe przedstawicielstwo prawdziwej Polski przez sporo francuskich i tutejszych polskich organizacji, np. przez wówczas potężne wpływami i liczbą członków SPK. Ta nasza ambasada nadawała też np. ważnym i zasłużonym Francuzom ordery. Wściekało to dyplomatów PRL i francuskich komunistów, którzy na łamach swych gazet pisali o nas: „Polscy zdrajcy i bandyci spod znaku Andersa...” Tak, warszawski MSZ, nasza dyplomacja emigracyjna „wściekała”. Po odzyskaniu niepodległości minister Skubiszewski chciał w pełni uznać zasługi „emigracyjnej dyplomacji”, mówiło się o statusie honorowych współpracowników naszych placówek dyplomatycznych, dla jej przedstawicieli. Ale w latach dziewięćdziesiątych PRL-owcy dyplomaci sprawę STORPEDOWALI (ponoć to zagranie ma być lada dzień rozszyfrowane ?? Są ponoć jakiejś sprawy ślady?...).

W czasie owego wieczoru ma też być pokazany film o mnie, uważanym za „szpiona” przez PRL, korespondencie informacyjnym RWE w Paryżu, centrum napływu informacji z PRL, informacji nieraz mi podrzucanych by zniszczyć konkurenta przez skłócone frakcje PZPR-u. W wyniku PRL-owskiej walki ze mną, prób zastraszania dobrze opracowanymi sowieckim metodami, ja i moja żona to dziś „weterani zimnej wojny”...

Ważnym elementem tego rewelacyjnego spotkania w Ambasadzie w dniu 25 czerwca br. ma być krótka lecz dosadna wypowiedź słynnego profesora Rafała Habielskiego o przezeń opracowanych tajnych raportach dyplomatycznych mego ojca. Zapewne z lat 1943 -1968?...

Chcę w czasie tego, tak ważnego, spotkania złożyć (dosłownie w kilku słowach) hołd pamięci kilku Francuzów, zaczynając od de Gaulle’a, Gastona Palewskiego, Jeana Laloya, Roberta Rocheforta, którzy tak nas - WOLNYCH POLAKÓW / LES POLONAIS LIBRES” w naszej walce wspomagali!

*   *   *

Zobacz także:

12:21, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 65/2018

Dom św. Kazimierza w Paryżu, gdzie od niedawna mieszkam, został założony w 1846 roku przez polskich emigrantów „z inicjatywy księżnej Anny z Sapiehów Adamowej Czartoryskiej. Placówka ta mogła znaleźć się pod obecnym jej paryskim adresem „dzięki wsparciu hr Ksawery Grocholskiej. Nad wejściem do jej budynku znajduje się herb Grocholskich Syrokomla”. W Domu tym mieszkał i tu zmarł w roku 1883 Cyprian Kamil Norwid. Od początku Domem i jego pensjonariuszami zajmują się siostry zakonne z Polski, zwane szarytkami. Jestem pod kolosalnym wrażeniem życzliwości i sprawności owych zakonnic!

Od dłuższego już czasu znakomitym prezesem tego dzieła im. św Kazimierza jest jakże sprawny Andrzej hr Orłowski. Dzięki jego staraniom i mądrym, dobrze przemyślanym posunięciom oraz dzięki pomocy hojnych donatorów Hubertostwa hr d’Ornano - Dom jest już teraz bardzo właściwie odnowiony, pięknie wyremontowany!

Co do mnie to dobrze czuję się wśród swoich, pod opieką szlachetnych sióstr. Raz na tydzień odwiedza mnie moja ukochana córka Natalia. Jemy razem w pobliskiej restauracyjce kolację. mnie sporo innym osób, np. Virydianna z hr Raczyńskich Reyowa. Dalej: pani redaktor Renata Głowacka., Maka Chrzanowska, prezes Roman Czajka. Także francuski wybitny dziennikarz i działacz Joel Broquet... i inni!

Był też u mnie ksiądz Marian Falenczyk SAC, Pallotyn, zwany opiekunem młodzieży świata, kapłan, który w Arcueil pod Paryżem założył wielki Międzynarodowy Dom Studencki Imienia Jana Pawła II! Ks. Falenczyk, to nie tylko świetny, pełen inicjatywy organizator, lecz również wysokiej klasy naukowiec, autor dużej wagi książki pt.: „Koncepcja wolności według Jana Pawła II jako odpowiedź na współczesny kryzys wolności” (wydawca: Opolska Biblioteka Teologiczna). Jak kończąc tę swą pracę podkreśla Ks. Falenczyk: „Gra toczy się o wielką stawkę, a chodzi w niej o człowieka i jego wolność”.

Kończąc pozwolę sobie przypomnieć,że nie od dziś jestem bliski polskich księży Pallotynów. Przed laty do ich paryskiego Centre du Dialogue wprowadzili mnie ludzie naprawdę mi drodzy: śp. Ksiądz Florian Kniotek oraz pani redaktor Danuta Szumska. Wysoko tez ceniłem np śp. superiora Zenona Modzelewskiego. No a za chyba najwybitniejszego i najrozsądniejszego biskupa nie od dziś uważam księdza Henryka Hosera, w mym odczuciu jedną z naprawdę czołowych postaci współczesnego katolicyzmu!

Tyle na dziś!

*   *   *

Zobacz także:



12:03, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 64/2018

Gdy piszę te słowa, tutejsze rozgłośnie radiowe poświęcają wiele uwagi faktowi, iż w sobotę wieczorem urodzony w Czeczenii w roku 1997 bojownik Państwa Islamskiego, nim zginął zastrzelony przez policję, nożem zaatakował i zranił w centrum Paryża pięć osób (jedną śmiertelnie).

Wedle słów jakże wybitnego prezydenta Emmanuela Macrona, „Francja ponownie zapłaciła drogą cenę”, ale „nigdy nie podda się wrogom wolności”…
Jednym słowem, islamscy fanatycy nadal „są w akcji”. Mimo klęski Państwa Islamskiego, „wojna trwa”…

Poważni specjaliści nie wykluczają, że z czasem wśród islamskich fanatyków mogą się znaleźć np. studenci nauk ścisłych czy też inni ludzie zdolni sfabrykować naprawdę bardzo groźne bronie (???). Nie można też do końca wykluczać możliwości, że tajemniczy KTOŚ im groźne bronie podrzuci. (Jestem ciekaw wiedzieć, co o tym całym ewentualnym niebezpieczeństwie myślą nasi świetni spece, naukowcy tacy jak np. dr hab. Aleksander Woźny /??/). Wydaje mi się, iż Polacy w takich dziedzinach mają dobrego nosa, przeżyli wiele różnych trudnych okresów…, mają więc dobre wyczucie zagrożeń…

*   *   *

Zobacz także:





11:47, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 63/2018

Ze sfery chrześcijan Bliskiego Wschodu dochodzą mnie echa podkreślające wielkie zasługi pokładane w owym regionie przez nasz suwerenny i rycerski zakon szpitalników, zwany Zakonem Maltańskim. Wielkie zasługi pokładają tam tak charytatywnie i opiekuńczo aktywne nasze zakonne asocjacje: libańska, francuska i inne. Nasi „Maltańczycy” umieją znaleźć tam właściwy styl postępowania, dogadywać się z godnymi szacunku muzułmanami, znajdować z nimi właściwy język. W tym dialogu dużą rolę grać może właśnie w tej dziedzinie szczególnie sprawny obrządek melchicki, mający 7 diecezji w Libanie, 4 w Syrii, po jednej w Meksyku, Australii, Brazylii i w USA, oraz pojedyncze parafie w kilku krajach, np. bardzo aktywną parafię w Paryżu (starodawny, przepiękny Kościół św. Juliana Biednego, w którym chrzczone były me wnuczki – mój zięć jest melchitą i kawalerem rycerskiego zakonu Patriarchy tego obrządku). Ów Patriarcha rozwija bardzo sprawnie działalność ekumeniczną. Podkreśla on też arabski charakter katolickich obrządków owego regionu, i na tej bazie prowadzi dialog z pewnymi kręgami islamu.

We Francji jest np. dobrze znany i ceniony jeden z czołowych syryjskich biskupów melchickich, Jego Ekscelencja Nicolas Antiba…, który – jeśli dobrze go zrozumiałem – uważa, że państwa Zachodu nieraz fałszywie oceniają sytuację w Syrii, mówiąc o rzekomym istnieniu „UMIARKOWANYCH REBELIANTÓW”.

Arcybiskup Antiba jest niewątpliwie przyjacielem rodziny mej córki, i ogólnie Polaków. O ile pamięć mnie nie myli, przed laty kierując w Paryżu melchicką parafią św. Juliana Biednego bywał na zebraniach w słynnej, zwanej mickiewiczowską, Bibliotece Polskiej w Paryżu… Myślę, że warto, by ktoś go do Polski zaprosił, tak aby mógł ON umocnić mający starodawne tradycje kontakt między naszym krajem a Syrią, Libanem itd.

Kończąc, zaznaczę raz jeszcze, iż prestiż naszego Zakonu na Bliskim Wschodzie jest olbrzymi. To sprawa i dla ZPKM wielkiej wagi… Wiem, że ten nasz Związek wiele dokonał na Ukrainie… Ważne jednak – w oparciu o nasze tradycje, np. o fakt, że Liban stosunkowo długo uznawał nasz Rząd na Wychodźstwie w Londynie – , że wysoce popularnym tam (w Libanie) był jeden z naszych czołowych emigracyjnych dyplomatów, Zygmunt Zawadowski (b. poseł w Syrii i w Libanie, a w latach 1976-1978 minister spraw zagranicznych Rządu RP w Londynie). Istotne też, że – jak doniosła jakiś czas temu agencja PAP – wedle szeika Mohammada Awad Murheba „Polska dziś bardziej niż inne kraje pomaga uchodźcom w Libanie”!! Dodam od siebie: "stara przyjaźń nie rdzewieje"!!

*   *   *

Zobacz także:


11:43, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 62/2018

Jak podkreślają francuskie środki masowego przekazu, w 24 godziny po wypowiedzeniu przez prezydenta USA Donalda Trumpa porozumienia atomowego z Teheranem, Iran i Izrael przeprowadziły wzajemny obstrzał w pobliżu Wzgórz Golan!!! Jak stwierdzają Izraelczycy, kraj ich jedynie odpowiedział na atak (!!), ostrzeliwując pozycje irańskich strażników rewolucji, biorących udział w syryjskiej wojnie domowej po stronie Baszszara al-Assada.

Ze swej strony prezydent Francji Emmanuel Macron najwyraźniej chyba robi, co może, by w oparciu o Unię Europejską, w tym – jak tu się pisze – w pierwszym rzędzie o Niemcy, ale – co godne uwagi – w oparciu o Anglię, by tak czy inaczej uratować to już wyżej wymienione porozumienie atomowe z roku 2015 z Iranem…

Jedno rzuca się w oczy. Na Bliskim Wschodzie potęgują się napięcia, niewątpliwie chyba zagrażające też IZRAELOWI!!! CHCĘ TU MOCNO POKREŚLIĆ, ŻE MY POLACY – TAK DŁUGOWIEKOWĄ TRADYCJĄ Z ŻYDAMI (TAKŻE I NASZĄ KULTURĄ, W KTÓREJ BUDOWANIU BRALI UDZIAŁ WYBITNI LUDZIE POCHODZENIA ŻYDOWSKIEGO)—–) BARDZO ZWIĄZANI – WINNIŚMY MOCNO IZRAEL POPIERAĆ I GO BRONIĆ.

*   *   *

Zobacz także:





11:41, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 maja 2018
Widziane z Paryża 61/2018

Falę oburzenia wywołała tu wypowiedź prezydenta  USA Donalda Trumpa, z której wynikało, że gdyby we Francji obywatele mogli posiadać i nosić przy sobie broń palną, terrorystyczne ataki z 13 listopada 2015 roku (sala koncertowa Bataclan i inne) spowodowałyby mniej zabitych. Francuski MSZ wskazał na niedopuszczalny charakter takich oświadczeń Trumpa, i zażądał traktowania z szacunkiem pamięci zabitych. Podobnie zareagowało bardzo wielu Francuzów, w tym wielu francuskich czołowych mężów stanu. Ale zdarzają się też zgoła inne opinie. Pewien nasz znajomy, tutejszy Polak, mieszkaniec małego podparyskiego miasteczka, zalanego – jak mówi – przez stale wzrastającą liczbę imigrantów z Bliskiego Wschodu czy z Afryki. Nie ukrywa, że „chętnie – gdyby to tu było łatwo dostępne i dozwolone, miałby rewolwer…”. Opowiada, że pewnego dnia około północy, jacyś młodzi imigranci napadli jego znajomego Polaka, by mu zabrać portfel… Ponieważ stawiał opór, zabili go. Jak następnego dnia powiedziała policja, zapewne szło o bandę narkomanów.

Jedno pewne. Francuzów wysoce niepokoi to wszystko to… Rzecz godna uwagi, wedle sondażu poważnego i cenionego za swą rzetelność IFOP-u, sondażu dość niedawnego (styczeń 2018 r.), aż 71 % Francuzów w wieku 25-34 lata uważa, że „tempo imigracji jest zbyt wysokie”. (Gdy chodzi o ogół Francuzów, to około 64 % obywateli jest tegoż zdania). Nie ma dokładnych danych dotyczących podparyskich miast i miasteczek, ale jasne, że tam wysoki procent Francuzów „ma imigrantów po uszy”. Wiadomo też, iż pewne podparyskie okolice masowo opuszczają szczególnie znienawidzeni przez skrajnych islamistów Żydzi. Jak do mnie dochodzi ze sfer polsko-żydowskich, w tych czy innych miasteczkach podparyskich młodzież żydowska – gdyby prawo na to tu pozwalało – być może wyposażyłaby się w rewolwery.

Wedle poważnych obserwatorów, mniej więcej od roku 2015 w szeregu krajów Europy (np. w Niemczech, Szwecji, Austrii, itd., itd.) wyraźnie się potęguje NIEPOKÓJ SPOŁECZNY, spowodowany stale wzrastającym napływem tak zwanych „uchodźców: z Bliskiego Wschodu i z Afryki”. Zdaniem niektórych politologów, siłą rzeczy musi rozwinąć się ogólnoeuropejski ruch OBRONY NASZEGO KONTYNENTU I JEGO TRADYCYJNEGO „WIZERUNKU SPOŁECZNEGO”, partie głoszące: EUROPA DLA EUROPEJCZKÓW!!!



*   *   *

Zobacz także:

16:58, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 60/2018

Z zadowoleniem odnotowuję, iż w wielu krajach Unii Europejskiej potęguje się teraz świadomość pilnej potrzeby zacieśnienia unijnej współpracy militarnej. Istniejący już od pewnego czasu EUROKORPUS (pierwotnie Francja i Niemcy, następnie także: Belgia, Hiszpania i Luksemburg), mogący móc wchodzić do akcji w sytuacjach kryzysowych, i ponoć także zdolny do akcji humanitarnych, choć znajduje się poza strukturami Unii Europejskiej, zdaniem Andrzeja Ciupińskiego, eksperta do spraw bezpieczeństwa międzynarodowego, „jest traktowany jako laboratorium, w którym testowane są możliwości organizacyjne ewentualnych przyszłych struktur militarno-unijnych”.

Jedno mym zdaniem pewne. Obecny rozwój sytuacji międzynarodowej, nadal dość groźne problemy Bliskiego Wschodu i Afryki, nadal siejący tu i ówdzie ponury zamęt terroryzm, itd., itd. – wszystko to stwarza ewidentną konieczność posiadania przez Unię Europejską własnej siły szybkiej interwencji militarnej czy humanitarnej. Siły zawsze gotowej do natychmiastowej akcji.

Na marginesie tych uwag raz jeszcze wspomnę, iż już przed laty słynny były kondotier Rafał Gan-Ganowicz (mój przez lat kilka współpracownik w RWE, zaangażowany – za rekomendacją Piotra Jeglińskiego – przez dyrektora Najdera) wysuwał projekt OCHOTNICZEJ LEGII EUROPEJSKIEJ jednostki, na wzór słynnej francuskiej Legii Cudzoziemskiej… Ów projekt z miejsca zainteresował pewną liczbę młodych POLAKÓW!!!

*   *   *

Zobacz także:



16:56, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 59/2018

W odpowiedzi na pytanie telefoniczne jednego z czytelników, informuję, że względu na mój zmienny stan zdrowia: 1). teraz czasem mniej regularnie będę pisywał moje dzienniki(!), 2). potwierdzam, że w zasadzie (o ile stan mego zdrowia na to wówczas pozwoli) mam zamiar udać się we wrześniu 2018 roku do mego ukochanego miasta Kościana, którego mam wielki zaszczyt być obywatelem honorowym, a to w związku z mymi 89-tymi urodzinami (!), przypadającymi na 20 września 2018 roku (lata szybko idą!!!). Do Kościana mam zamiar udać się via Warszawa, autobusikiem mego krewnego, wraz z kilku osobami i np z dwoma filmowcami; a zatrzymać się w pięknym Głuchowie: pałacowe pokoje, atmosfera jak za dawnych lat mego dzieciństwa, gdy tam bywałem u wujostwa Żółtowskich – wuj, Marceli Żółtowski, był szwagrem mej matki, zginął on zamordowany przez bolszewików w Katyniu wiosną 1940).

Dziś, gdy chodzi o aktualne sprawy, odnotuję tylko, nawiązując do mego dziennika z 2. maja br., że zdaniem poważnych ekspertów, w związku z wyraźnym potęgowaniem się – jeśli to tak można określić – MODY NA TERRORYZM islamski czy też inny, także chcący uderzać w Zachód i w jego sojuszników, niewątpliwie narasta potrzeba wzmożonego chronienia np. zachodnich czy prozachodnich siedzib rządów, parlamentów, takich czy innych centrów dowodzenia, także i armiami… Zdaniem niektórych rzeczoznawców, powoli wchodzimy w epokę konieczności dysponowania gmachami mogącymi stanowić schrony, także antyatomowe. (Do tego tematu jeszcze powrócę).

*   *   *

Zobacz także:



16:55, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 maja 2018
Widziane z Paryża 58/2018

 W Paryżu, w dniu pierwszym maja po południu, w okolicy dworca Austerlitz doszło do zamieszek. Zamaskowani napastnicy, ubrani na czarno i w kominiarkach, wykorzystali pierwszomajowe pochody robotników i pracowników, by siać zamęt; by wywołać zamieszki, spalić kilka aut, zaatakować między innymi lokal restauracji Mc Donald’s i salon wystawowy Renault… Owych napastników wedle obliczeń policji było około 1200, ponoć należą oni do skrajnie lewicowej i anarchizującej, tajemniczej organizacji… Siły policyjne użyły naprzeciw tym agresorom gazów łzawiących i armatek wodnych. Napastnicy zaś ciskali w policjantów kamieniami i koktajlami Mołotowa. Niektórzy z nich rzekomo wymachiwali czerwonymi chorągiewkami…, 200. owych „czerwonych chuliganów” policja zaaresztowała. Nie jest chyba do końca jasne, z jaką tajną, rewolucyjną organizacją mamy do czynienia – wspomina się dość mętnie o nieznanej bliżej grupie o nazwie – jak się zdaje – Black Blocs, czy coś w tym rodzaju… Owa grupa wydaje się być dobrze zorganizowana, najwidoczniej umie szybko zmobilizować sporą liczbę „bojowników”… Nie wiadomo, kto nią kieruje i kto za nią stoi…

Zdaniem niektórych politologów nie można do końca wykluczać, że na dłuższą metę cały problem takich, na razie tylko – jeśli to tak można nazwać – CHULIGAŃSKICH WYCZYNÓW stanie się jednak wysoce niebezpieczny… Na przykład w Afganistanie, lecz rzecz jasna nie tylko tam, nadal mają miejsce krwawe akcje zwolenników państwa islamskiego… Jasne chyba, że nie można do końca wykluczać, iż ci lub inni TERRORYŚCI ziejący nienawiścią do krajów Zachodu wyposażą się – lub ktoś (?), jakieś wrogie Zachodowi państwo ich wyposaży – w szczególnie groźne bronie, np. nawet atomowe. Ostatnio coraz to większa liczba ekspertów USA zdaje się nie końca wykluczać to, że Korea Północna może sponsorować terroryzm… Ale należy z miejsca zaznaczyć, że zapewne zaniepokojony postawami prezydenta Trumpa Kim Dzong Un, władca owego kraju, zapowiedział wstrzymanie północnokoreańskich „prób nuklearnych”…

Bardzo zauważono tu też, iż wysokie osobistości państwa irańskiego wysuwają pogróżki „zniszczenia” Izraela. A to w związku z ostrzeliwaniem przez armię izraelską baz militarnych państwa syryjskiego, baz, w których przebywali irańscy doradcy armii syryjskiej… A premier Izraela ostatnio dał jasno do zrozumienia, że wie na pewno, iż Iran chce wyposażyć się w broń atomową. JEDNO PEWNE: ROKROCZNIE POTĘGUJE SIĘ MOŻLIWOŚĆ UŻYCIA PRZEZ TYCH CZY INNYCH – DODAM TAKŻE, PRZEZ TYCH CZY INNYCH TAK CZY INACZEJ WSPOMOŻONYCH TERRORYSTÓW – BRONI NUKLEARNEJ CZY INNYCH ŚRODKÓW SIEJĄCEJ POSTRACH AGRESJI…



*   *   *

Zobacz także:

17:53, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 57/2018

Wczoraj moja wysoce inteligentna cioteczna siostra telefonicznie doniosła mi z Warszawy, że właśnie czyta i jest pod wrażeniem „wielce godnej uwagi książki mego ojca, pt. "Wczoraj – opowieści o dwudziestoleciu niepodległości" (Polska Fundacja Kulturalna Londyn 1967 – chodzi o szereg relacji nagranych niegdyś dla Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa).

To „sprawozdanie naocznego świadka, między innymi postaw naszych władz”, jest utrzymane w wysoce oględnym tonie. Mój ojciec – zawodowy dyplomata – w swych pismach i publicznych wypowiedziach był zawsze wysoce umiarkowany. Jak mawiał Józef Czapski, ostrzej swe oceny formułował „w cztery oczy”. Tak więc we „Wczoraj” nie stawia on „kropek nad i, nie pisze, – jak mawiał w bardzo prywatnych rozmowach ludziom zaufanym – że trzymający ster państwa w roku 1939 Rydz i Beck na serio wierzyli, że jesteśmy silni, zwarci, gotowi; że nikt nam nie zrobi nic…, nie dostrzegali faktu, że czołgi Hitlera rozbiją wręcz błyskawicznie naszą armię, no i że Stalin po kilkunastu dniach uderzy w nasze plecy… (W czasie poufnych rozmów w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych przy 174, rue de l’Université – Paris 7e, w naszej niestety zapomnianej i przez „czerwonych” oczernianej i do dziś celowo lekceważonej „ambasadzie Wolnej Polski” – ojciec nie ukrywał zdziwienia, że polscy historycy nie do końca dostrzegają „Rydza i Beckowe” zgoła błędne oceny sytuacji, ich obsesyjną ostrą walkę z „pesymizmem i defetyzmem”). A to podczas gdy ludzie tacy jak np. Cat-Mackiewicz, ks. Janusz Radziwiłł, ks. Zdzisław Lubomirski; a z dyplomatów np. Józef Potocki, później: ambasador Wolnej Polski w Madrycie, człowiek następnie wysoko ceniony przez np. prezydenta Kennedy’ego… – „czuli pismo nosem, podejrzewali, „ku czemu idzie”… (Podobne obawy podzielał ponoć prezydent Mościcki – całkowicie ulegał on jednak Rydzowi i Beckowi…

*   *   *

Zobacz także:

17:51, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 56/2018

Dobrze zorientowany w postawach polskiego społeczeństwa rozmówca podkreśla wielki prestiż Związku Polskich Kawalerów Maltańskich. Często ocenia się pozytywie nie tylko ogrom akcji charytatywnej i szpitalniczej ZPKM, jego obozy, i inne działania, lecz także cechujący go „swoisty nastrój”, „nastrój autentycznie katolicki, nawiązujący do postaw rycerskich, braterskich, stawiających na tak niestety rzadką w Polsce umiejętność dialogu ponad podziałami oraz tak niegdyś zwane dobre wychowanie, styl – w najszlachetniejszym tego słowa znaczeniu, oparty na niezłomnej uprzejmości”!!!

Przed laty, za czasów śp. baliwa hr. Emeryka Augusta Hutten-Czapskiego – przewodniczącego PZKM (1947?-1975), przez pewien krótki czas kanclerza całego Zakonu Maltańskiego w oparciu o liczną wówczas polską emigrację polityczną – ZPKM miał członków i prowadził działalność w kilku krajach Zachodu: we Włoszech, we Francji, lecz nie tylko… Po upadku w Polsce komunistycznego reżimu, od początku lat dziewięćdziesiątych, ZPKM szybko – jak stwierdza mój rozmówca – stał się tam bardzo aktywny! (Dodam tu marginesowo, że śp. Emeryka Czapskiego jego krewni dowcipnie nazywali „hrabia, minister, pułkownik”). Mając dostęp do najwyższych sfer Zachodu, sam Emeryk Czapski wielu ważnych ludzi w owych krajach znał – ZPKM bardzo polskiej walczącej o wolność emigracji pomagał, skutecznie interweniował np. o pomoc dla tych czy innych…).

A teraz SEDNO SPRAWY. Naród polski jest obecnie rozsiany po świecie. Ważne, BY WYBITNI PRZEDSTAWICIELE NASZEJ POLONII STAWALI SIĘ NASZEGO ZAKONU CZŁONKAMI, i w oparciu o Związki KM tych czy innych krajów, czy to otaczali opieką Polonię i jej INSTYTUCJE DOBROCZYNNE, czy też, by popierali takie czy inne działania ZPKM. Myślę, że brak na Zachodzie wybitnych Polaków, którzy by się do tego nadawali!!!

*   *   *

Zobacz także:

17:49, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 55/2018

W jednym z mych ostatnich dzienników wspominałem, iż wedle pogłosek – podkreślam, pogłosek sprzed dziesiątków lat – Niemcy wypuścili z początkiem 1943 roku z więzienia Księcia Zdzisława Lubomirskiego (w owym więzieniu, na Pawiaku, wiele ucierpiał, co stało się przyczyną jego śmieci w Małej Wsi 31 lipca 1943 roku) na interwencję marszałka Finlandii, Carla Gustafa Mannerheima.

Mannerheim dobrze znał Polskę i Polaków, będąc niegdyś oficerem carskiej kawalerii, o ile wiem, kilkakrotnie stacjonował w naszym kraju, przed wybuchem pierwszej wielkiej wojny i dowodził stacjonującym w Warszawie Lejb-Gwardyjskim pułkiem ułanów carskich, a następnie samodzielną brygadą kawalerii carskiej gwardii… Mannerheim, Fin i przeciwnik wszelkich prób przymusowej rusyfikacji, był bardzo popularny w Warszawie. Ponoć bywał wówczas częstym gościem Klubu Myśliwskiego (dawniej ulica Erywańska, dziś Kredytowa 7) oraz Wyścigów Konnych i imprez towarzyskich z nimi związanych. Plotka sprzed dziesiątków lat głosi, że Mannerheim kochał się w pięknej Marii z Branickich Zdzisławowej Lubomirskiej, i że bywał częstym gościem w pięknym Pałacu Lubomirskich na Frascati… (O ile wiem, finlandzcy historycy się teraz tą sprawą bardzo interesują – są w kontakcie z prawnikami (Morawskimi) Księcia Zdzisława…

Tyle o tym na dziś!



*   *   *

Zobacz także:

17:47, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 54/2018

Pani Magdalena Jastrzębska z Dąbrowy Górniczej, która jest w trakcie pisania biografii Zdzisława Lubomirskiego, tak ogólnie zwanego Księcia Regenta, to znaczy w 1918 jednego z trzech regentów, którzy jednomyślnie jesienią tegoż roku władzę przekazali Piłsudskiemu, pyta mnie o me wspomnienia dotyczące tej tak wybitnej postaci, o księcia Zdzisława, którego spotykałem w Małej Wsi, gdzie bywałem, a nawet część okresu wojny spędziłem u mych stryjostwa (mój stryj Tadeusz był mężem Julii, córki księcia Zdzisława)…

Znalazłem się z matką mą w Małej Wsi chyba 3-go (??) września 1939. Był tam wówczas także książę Zdzisław. Pamiętam jego „bolesny pesymizm”. Mówił: Silni, Zwarci, Gotowi to ponura bzdura”. Uważał, że Polska „runie na długo”. Irytował go optymizm tych, co wówczas jeszcze na kilkanaście dni Polską rządzili. W gruncie rzeczy wyraźnie uważał tezę piosenki: "NIKT NAM NIE ZROBI NIC, BO Z NAMI NASZ DZIELNY WÓDZ MARSZAŁEK ŚMIGLY RYDZ" za „ponurą  bzdurę”. Mawiał: „Idą straszne czasy!”.

Książę Regent w czasie okupacji też bywał w Małej Wsi. Przysłał tam także swą byłą koleżankę z Senatu RP, Dorotę Kłuszyńską z PPS, z pochodzenia Żydówkę. Ukrywano ją w pałacu w Małej Wsi pod fałszywym nazwiskiem przez cały dalszy przebieg wojny… W razie jej wykrycia przez Gestapo, wszyscy mieszkańcy pałacu mogli być rozstrzelani! A córkę księcia Zdzisława, ciocię Julcię, bardzo drażnił fakt, że pani Dorota, ponoć krewna Róży Luksemburg (??) starała się propagować socjalizm wśród tamtejszej młodzieży. Wśród np. właśnie synów Tadeusza i Julii z Lubomirskich. Także mnie „skłaniała do PPS-u”. Skutek: po „wyzwoleniu” w roku1945 wstąpiłem do OM TUR-u… (Po wojnie pani Dorota przez pewien czas łudziła się, że Stalin w celach propagandowych nada Polsce względnie ludzki status… Ale jesienią 1948 przysłała mej matce i mnie już do Paryża posłanie, by „za Boga nie wracać do kraju, bo sprawy potoczyły się innym torem niż ten, którego się spodziewała…”.

Księcia Zdzisława pamiętam też z okresu, gdy po wyjściu z Pawiaka (ponoć wypuszczono go (???) na interwencję jego przyjaciela sprzed 1914 roku, finlandzkiego Marszałka Mannerheima) – już ciężko w wyniku swego pobytu w więzieniu chory – znalazł się w Małej Wsi i tam zmarł. Pamiętam jego wielki – jak na wojenne warunki (tłum gości) – pogrzeb…

Niektórzy moi czytelnicy uparcie domagają się starych anegdot. O księciu regencie znam jedną. Zapewne fałszywą… Brzmi ona: na posiedzenie Rady Regencyjnej przychodzi książę Zdzisław i mówi do Kardynała Kakowskiego (także regenta): „Dostałem ściśle tajny list od cesarza Austrii. W najwyższym sekrecie zapoznam Kardynała z jego treścią”. Na to Kakowski: „Już wszystko wiem!”. Zdumiony książę Zdzisław pyta: „Jak to możliwe?”. Kakowski odpowiada: Mamy tego samego pedicura”. (Inna też być może fałszywa anegdota głosi, że gdy Kardynała Kakowskiego mianowano regentem, „kościelny warszawskiej katedry” miał rzekomo powiedzieć księciu Zdzisławowi: Taka wysoka funkcja, to za wiele na głowę eminencji Kakowskiego…”.

*   *   *

Zobacz także:

17:46, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 53/2018

Dociera do mnie pytanie, dlaczego nastąpiła przerwa w mym dzienniku. Czy przerwałem pisanie mych codziennych uwag i obserwacji? Odpowiedź prosta! Przeniosłem się. Moje komputery wymagają zainstalowania ich na nowo, dostosowania do nowej sytuacji. Zajmie to nieco czasu…

Tak, zbliżam się ukończenia 89. roku życia (owe 89. urodziny obchodzić będę 20 września 2018 roku, mam nadzieję będąc z krótką wizytą w mym ukochanym mieście Kościanie, którego mam zaszczyt być obywatelem honorowym). Ale za wiedzą mego kardiologa, szlachetnego dra Zbigniewa Jankowskiego, na stałe teraz zamieszkałem – ja, weteran wojny i tak zwanej „zimnej wojny”, dziennikarz informacyjny niegdyś wraz ze swą rodziną (ciężka choroba mej żony) niszczony jako szpion przez służby i prasę „czerwonego” – w Zakładzie św. Kazimierza polskich sióstr szarytek, pod niezwykle miłą opieką owych tak sprawnych w pielęgniarstwie zakonnic i ich polskich znakomitych współpracownic. Atmosfera wielce – w najlepszym tego słowa znaczeniu – prawdziwie i serdecznie polska!!!

Ten Dom, położony w pięknym, starannie utrzymanym ogrodzie, jest obok słynnej Biblioteki Polskiej na Wyspie Św. Ludwika w Paryżu – cytuję Księdza Syskiego, niegdyś domu tego kapelana – „jedyną instytucją polską we Francji, która wyrosła na Emigracji Politycznej po upadku powstania listopadowego i przetrwała po dziś dzień”. (Dodam tu, że nasza druga wielka emigracja, że ambasada Wolnej Polski i przy mym ojcu skupione organizacje emigracyjne w drugiej połowie lat pięćdziesiątych 20-tego wieku powołały do życia słynny Polski Dom Spokojnej Starości w Lailly-en-Val koło Orleanu).

Ów Dom Św. Kazimierza obecnie położony w Paryżu 13-tym stworzyła w połowie XIX-tego wieku Szarytka Siostra Teofila Mikułowska. Pierwotnie był to sierociniec i Dom dla Starców. Ostatnie lata swego życia spędziło tam wielu zasłużonych emigrantów, np. słynny Cyprian Norwid, zmarły tam w maju 1883 (urodzony w 1828 roku, syn Jana, Kawalera Maltańskiego, sam – choć nie jest to pewne (??) – być może też Kawaler Maltański???). Jak napisał Ks. Syski: „W Domu Św. Kazimierza stworzył Norwid swe rzeczy najgłębsze, najpełniejsze. Tu powstała Assunta, poemat przedziwny o miłości chrześcijańskiej… Tu powstała też Kleopatra…” itd., itd.

Ów Dom Św. Kazimierza zrodził się i rozwinął w oparciu o dary wielkich, historycznych rodów, takich jak książęta Czartoryscy i Poniatowscy, jak hr. Grocholscy i hr. d’Ornano oraz inne rody i wielkie postacie, takie jak np. Ignacy Jan Paderewski (ten np. dał na potrzeby Zakładu w maju 1933 roku w tak zwanym salonie Herkulesa w Pałacu w Wersalu koncert dla elit Francji. Ten koncert przyniósł Zakładowi znaczną jak na owe czasy sumę 47 tysięcy franków, co częściowo Zakładowi przyzwoliło się wyposażyć w nową salę, nazwaną salą Paderewskiego…

Obecnie Dom gości kilkanaście bardzo starych i chorych osób, głównie Francuzek, dzięki czemu może opiekować się np. pewną liczbą polskich studentów, no i tanio gościć przyjezdnych z Polski.

W obecnym stanie rzeczy, gdy tak liczne rzesze rodaków pracują za granicą, tradycyjna waga tegoż Domu, i zwanej mickiewiczowską Biblioteki Polskiej w Paryżu oraz Domu w Lailly, ma wielkie i pozytywne, wielce narodowo-symboliczne znaczenie. Ważne więc, by te ośrodki opieką otaczali Prezydenci RP i ich małżonki (swego czasu Domem w Lailly opiekowała się śp. jakże szlachetna Pani Prezydentowa Maria Kaczyńska!!). Dla Polaków z Francji istnienie od lat takich ośrodków ma – powiedziałbym – właśnie Z NARODOWEGO I UCZUCIOWEGO PUNKTU WIDZENIA niewątpliwe znaczenie…



*   *   *

Zobacz także:

17:44, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 127
Archiwum

© Maciej Morawski
Paryż - Warszawa 2007-2018
All rights reserved

Administracja serwisu:

Mariusz Kubik

Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

Stowarzyszenie RWE im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego / www.wolnaeuropa.pl



Materiały - zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki, zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).