wtorek, 25 kwietnia 2017
Widziane z Paryża 96/2017

Tak więc Emmanuel Macron zajął pierwsze miejsce w pierwszej turze francuskich wyborów prezydenckich! Było to do przewidzenia! Na pierwszy rzut oka wydaje się pewne, że w 2. turze, to jest 7 maja br., pokona on Marine Le Pen. Jak zauważa jeden z poważnych obserwatorów, jedyne co mu może grozić, to to, że będąc przekonanymi, iż musi on zwyciężyć, pewna liczba jego zwolenników nie „pofatyguje się iść głosować”. Ja jednak dodam, że ta kampania wyborcza w drugiej turze zapowiada się mimo wszystko dość ciekawie. Marine Le Pen i jej Front Narodowy będą starali się dowieść, że Macron to tylko kontynuator „beznadziejnej w skutkach” polityki prezydenta Hollande’a. Ale Macron, który 6. kwietnia 2016 r. w swym rodzinnym mieście, Amiens, powołał do życia ruch „En Marche” („Naprzód”) zapowiada wielką, mającą jeszcze jako przedmiot debaty odnowę… Jedno jasne. Ów mający 40 lat mąż stanu stawia na nowoczesność. Dobrze wie, że „idzie nowe”!!! Chce przemian, popiera pomysłowość i wynalazczość. Wyraźnie stawia na wielkie inwestycje, zdolne zmodernizować kraj i Europę. Do tego tematu rzecz jasna będę wracał.

Teraz jednak przypomnę, iż dzięki Józefowi Czapskiemu w niektórych polskich środowiskach artystycznych znany jest śp. Jean Collin d’Amiens (1927-1959), młodo zmarły malarz i myśliciel… Jean Collin d’Amiens to swego czasu de facto uczeń Józefa Czapskiego (na 6 miesięcy przed swym zgonem na maladie de Charcot, Jean Collin d’Amiens ożenił się z siostrzenicą J.C., Elżbietą Plater-Zyberg, a następnie po zgonie owego pierwszego męża, Łubieńską). Poza Czapskim twórczość Jeana Collin d’Amiens cenili też ludzie tacy jak: Julien Green, François Mauriac, Daniel Halévy i inni, oraz rzecz jasna, dość liczni w Pikardii i w samym mieście Amiens, kolekcjonerzy dzieł sztuki…

Emmanuel Macron, syn profesora neurologii z Centre Hospitalier Universitaire w Amiens – podobnie jak śp. Jean Collin d’Amiens – wywodzi się ze środowiska tamtejszych lekarzy, oraz – dodam – znawców dzieł sztuki… On czy też jego (Macrona) otoczenie na pewno zna twórczość, dzieło Jeana Collin d’Amiens…

Jeśli kiedyś wydarzy się, że Emmanuel Macron będzie składał wizytę w Polsce, warto będzie mu przypomnieć o Jeanie Collin d’Amiens i o jego polskich powiązaniach, oraz np. w Krakowie pokazać mu dzieła Czapskiego.

Powrót do strony głównej...

09:45, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
Widziane z Paryża 95/2017

Niedziela wyborcza. Wracam z pierwszego śniadania. Tym razem byłem na czarnej kawie i „croissancie” w kawiarni na rogu avenue de Versailles i rue Boileau. Rzecz jasna – rozmowy o wyborach. Rzuca się w oczy znaczny pesymizm. Jakiś niepokój… Wiele budzi obawy: terroryzm, mogący stawać się coraz groźniejszym; strach przed bezrobociem; dość wyczuwalne poczucie, że może dojść do jakiejś związanej z Koreą Północną wojny w Azji, dalej: przekonanie, że Zachód nie bardzo potrafi sobie poradzić z sytuacją na Bliskim Wschodzie i np. w Afganistanie; że kraje arabskie, Egipt czy nawet Algieria, są podminowane przez islamski integryzm, który ostatnio też rozkwita, i nawet zdobył pełnię władzy w Turcji (prezydent i jego rodzina rzekomo pod wpływem „braci muzułmańskich”).

Dwie me sąsiadki w gruncie rzeczy byłyby skłonne głosować – jak mówią – na Marine Le Pen, bo ich zdaniem tylko ona jest zdolna „przepędzić bezczelnych nielegalnych islamskich imigrantów, ale cóż, jej powrót do franka, to zbyt kosztowny pomysł – mógłby mocno ludzi trzasnąć po kieszeni…”.

Powrót do strony głównej...

11:14, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 94/2017

Dziś sobota przedwyborcza. Około 10.00 rano udałem się na kawę i croissanta do mej pobliskiej kafejki przy placu de la Porte de Saint-Cloud. Przysłuchiwałem się rozmowom. Ludzie wyraźnie obawiają się dalszych akcji terrorystów… Pewna elegancka starsza pani podsuwała swym znajomym dzisiejsze Le Figaro, na pierwszej stronie nawiązujące do tego, co zaszło w czwartek na Polach Elizejskich; w wielkim pierwszostronicowym tytule głoszące: "LE TERRORISME FRAPPE A NOUVEAU EN PLEIN PARIS". Owa dama stwierdzała, że „nieco się boi pójść jutro głosować”.

Powrót do strony głównej...

11:10, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 93/2017

Dziś odpowiem na pytania czytelników związane z obecnymi wyborami prezydenckimi we Francji! Ale zacznę może od wyjaśnienia, że nie zawsze się z tezami mych czytelników do końca zgadzam!!! Tak np. wczoraj jeden z czytelników, najwyraźniej człowiek wysoce wykształcony, wyraził tezę w mym odczuciu niezgodną z rzeczywistym stanem rzeczy! Z jego słów zdawało się (?) wynikać, że Czapski jest bardziej znany za granicą niż w Polsce. Faktem dla mnie zaś jest, że np. we Francji byli i są rzeczywiście ludzie wysokiej klasy, wielce ceniący postać i malarstwo Czapskiego! Jednak jest rzeczą oczywistą, że teraz w Polsce Czapski jest niezwykle wysoko ceniony! Wiele w tej dziedzinie już dokonała i nadal dokonuje pani Elżbieta Skoczek. Zwracam się więc do niej z prośbą, by zajęła w tej sprawie stanowisko. Wyjaśniła choć w kilku słowach, jak w Polsce teraz ze znajomością dzieła i popularnością Czapskiego?

Co do obecnych francuskich wyborów prezydenckich, to w pierwszym rzędzie podkreślę, że – jak wiadomo – w ślad za mym ojcem walczę o „Europę na francuskim sosie”, to jest opartą na nacechowanej duchem mądrej tolerancji, otwarciem na wszystkie narody oraz kultem nauki, wielkiej literatury i sztuki, szacunkiem sprawiedliwości itd. – francuskiej kulturze politycznej! By istnieć, ta pomyślana przez Jeana Monneta i Roberta Schumana Europa musi opierać się na owych drogich Francji wolnościowych ideałach. Tak więc Francja jest jakby naturalną bazą ideową Unii Europejskiej; jej rola w Europie jest siłą rzeczy kluczowa… Francuzi w zasadzie to chyba dobrze wiedzą. Ale jednak naszym obowiązkiem jest stale ich w takim przekonaniu umacniać! Marine Le Pen zamyśla Francję wyprowadzić ze strefy euro… Ale zdaniem jej przyjaciół – choć jest wroga euro i „brukselskim urzędom” – jest bardzo świadoma kluczowego znaczenia pozytywnej roli Francji w Europie, w całej Europie, z Rosją włącznie!

A co mych innych refleksji przedwyborczych, to rzuca się w oczy nadal znaczna liczba wahających się… Podobno jedna trzecia Francuzów nie jest jeszcze do końca pewna, na kogo będzie głosować! Jest to niewątpliwie związane (zdaniem niektórych psychosocjologów!) z nurtującym masy poczuciem zagrożenia i z poczuciem, że trudno będzie skończyć z bezrobociem, dalej: iż terroryzm może stawać się coraz groźniejszy (w czwartek wieczór wstrząsnęła Francją akcja terrorystyczna na paryskich prestiżowych Polach Elizejskich – 2 zabitych: policjant i terrorysta, ale ludzie liczą się z możliwością (lada chwila) innych bardziej krwawych akcji!).

Uderza rzeczywiście jedno: szerokie masy „poufnie” zdaje się nurtować nie do końca jasne przekonanie, że władza w każdym razie nie bardzo potrafi z tym i np. także ze stałym napływem setek tysięcy imigrantów, oraz zapewne z bezrobociem i z kryzysem gospodarczym dać sobie rady… Słusznie lub nie, za energiczniejszą w wielu oczach uchodzi pani Le Pen. Ale mimo to chyba choć uzyska dużo głosów, jej zapewne nie wybiorą; jej polityka gospodarcza przeraża – jak już nieraz pisałem – posiadaczy oszczędności, a Francuzi to naród oszczędny!

Powrót do strony głównej...

11:08, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 92/2017

Polski polonista podkreśla, iż „Francuskie wybory prezydenckie to sprawa dużej wagi nie tylko dla Francji, lecz dla całej Europy, w tym – rzecz jasna – też dla Polski. Nadal mocne jest u nas poczucie, że Paryż to stolica kulturalno-artystyczna całej Europy. No i dobrze się pamięta u nas, że w okresie PRL-u wolna Polska myśl mocno rozkwitała w Maisons-Laffitte. No i co więcej, za pośrednictwem Francji wolna Polska mogła promieniować na cały wolny świat… Z Francji szeroko po wielu krajach rozeszły się świadectwa z Rosji oraz myśl i także znajomości sztuki malarskiej Józefa Czapskiego, dziś już w wielu krajach (może jeszcze nie do końca w Polsce?) uznawanego za malarza najwyższej rangi. W oparciu o Paryż, Konstanty Jeleński mógł zapewnić światowy rozgłos pismom Gombrowicza, zaczynając od „Ferdydurke” (Julliard 1958) i następnie od „Pornografii” (Julliard 1962). A dzieło Czesława Miłosza pchnął na szerokie wody dom wydawniczy Gallimard już w roku 1953, itd., itd… (Gwoli dokładności należy odnotować, że nawet we Francji np. „Inny świat” Gustawa Herlinga mimo entuzjastycznej oceny Alberta Camusa ukazał się dopiero w roku 1985). Mocna jest też u nas świadomość, że już w XIX wieku ówczesna Francja, Francja Ludwika Filipa, a później Napoleona III stworzyła ówczesnym polskim emigrantom politycznym, z Mickiewiczem i ks. Adamem Czartoryskim na czele, pole do działania, do walki o sprawę polską… Wówczas to powstała słynna, jedyna w świecie o tym znaczeniu, Biblioteka Polska w Paryżu, którą były słynny polonista, autor wielu książek i opracowań naukowych, przedstawiciel polskiego Ministerstwa Oświecenia Publicznego we Francji, bohater ruchu oporu, b. deportowany do Buchenwaldu, grand officier Legii honorowej profesor dr hab. Zygmunt Lubicz-Zaleski oraz pański ojciec, bliski de Gaulle’owi długoletni ambasador RP, Kajetan Morawski z pomocą innych uratowali, storpedowali zakusy PRL-u zmierzające do przejęcia jej i niewątpliwie powierzenia jej partyjnym propagandystom-aktywistom….”. Koniec cytatu.

Na zakończenie ów nauczyciel polonistyki pyta o dwie rzeczy. Po pierwsze: Czy Francuzi zdają sobie sprawę z wielkiego dla całej Europy, szczególnie teraz po Brexicie, znaczenia ich wyborów? Po drugie: Jak ja oceniam całą przedwyborczą atmosferę? Jutro na te pytania (chyba w pewnej mierze chodzi w gruncie rzeczy o jedno pytanie) spróbuję odpowiedzieć!

Powrót do strony głównej...

11:06, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 91/2017

„Na chłopski rozum” nie do końca (?) dostrzegane przez obserwatorów potęgowanie się napięć na odcinku USA - Korea Północna jednak „bardzo źle pachnie!” Rzecz w tym, że władca Korei Północnej nie wydaje się być skłonny do ustępstw (?). Wyraźnie chce, by jego kraj był w pełni uznany za „mocarstwo atomowe”, no i niewątpliwie jest zdecydowany kontynuować „swe próby i testy jądrowe”(?)… Cierpi być może na swoistą manię wielkości??? Czy Chiny zdołają, może także z pomocą Władimira Putina, sytuację rozładować, skłonić do rozsądku Kim Dzong Una – trudno do końca przewidzieć! Choć raczej w tej dziedzinie jestem mimo wszystko umiarkowanym optymistą…

Ale w gruncie rzeczy to wszystko zdaje się oznaczać też coś innego! Otóż staje się chyba ewidentnym, że ci lub inni mogą jednak – choć wymaga to wielkich środków finansowych i wielkiego wysiłku – wyposażyć się w broń typu nuklearnego! Biorąc pod uwagę szaleńcze postawy np. fanatyków dżihadu, można zdać sobie sprawę, czym to teoretycznie może na dłuższą metę pachnąć.

Jak już swego czasu pisałem, nie można do końca wykluczać, że Kim Dzong Un jakimś np. fanatycznym islamistom tak czy inaczej w takich dziedzinach dopomoże” (???).

Jednym słowem idzie GROŹNE NOWE!!! Zaczyna się nowa epoka, niosąca zupełnie nowe zagrożenia.

SZEROKIE MASY ŚWIATA ZACHODNIEGO JAKIMŚ DZIWNYM „GÓRNYM WĘCHEM” COŚ JAKBY WYCZUWAJĄ; CZUJĄ, ŻE NOWE NIEBEZPIECZEŃSTWA BYĆ MOŻE CZAJĄ SIĘ ZA ROGIEM… MOŻNA OBSERWOWAĆ POWOLI, LECZ REGULARNIE POTĘGUJĄCY SIĘ BRAK ZAUFANIA DO TAK ZWANYCH MĘŻÓW STANU, DO SFER POLITYCZNYCH.

Co do nadchodzących francuskich wyborów prezydenckich, to nadal bardzo wielu obywateli waha się. W pewnej mierze wiatr w żaglach ma Marine Le Pen, bo ona „to jednak coś innego, coś mniej ślamazarnego” -jak mawia ma mądra skądinąd znajoma… Ale – jak dodają niektórzy – potrzebny jest energiczny FRONT EUROPEJSKI, A NIE TYLKO NARODOWY.. Do tego słusznie lub nie zaczyna się tu mówić, iż Anglicy zaczynają mieć Brexitu po uszy… (???). Jasne chyba, że chęć wyjścia ze strefy euro; że zapowiedź nawrotu do franka nie przysporzy pani Le Pen głosów.

Powrót do strony głównej...



11:01, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 90/2017

"Le Figaro" – w mym odczuciu zgoła czołowy dziennik w Europie, pismo z reguły ostrożne i w swych osądach wielce wyważone – w pierwszostronicowym tytule daje wyraz przekonaniu, iż na 6 dni przed francuskimi wyborami prezydenckimi NIEPEWNOŚĆ JEST CAŁKOWITA. I tak jest rzeczywiście. Zaskakująco duża liczba wyborców nadal się waha! Marine le Pen w mym odczuciu ma rację, podkreślając wielką wagę tych wyborów. Dodam jednak: wielką wagę dla całej Europy! Rzeczoznawcy nie wykluczają tego, że Pani Marine może zająć pierwsze miejsce w pierwszej turze! Lecz zapewne przegra drugą turę. Jej program wyjścia ze strefy euro i powrotu do franka niepokoi tak licznych we Francji posiadaczy oszczędności! Do tego już mocny jest nawyk solidarności europejskiej; poczucie, że Europa będzie mogła stawić czoła zewnętrznym zagrożeniom tylko wspólnym wysiłkiem, tylko zjednoczona, zdolna do skutecznych wspólnych działań militarnych, do zrobienia porządku na swych obrzeżach… Europejczycy pragną nowego, rzeczywistego ładu w całej Europie. De facto pragną nie Frontu Narodowego („narodowy” myszką trąci), ale FRONTU EUROPEJSKIEGO (takie „podskórne pragnienia” łączą się jednak z niechęcią do obecnych EUROBIUROKRATÓW, z NIECHĘCIĄ DO „BRUKSELI”…

Przed napisaniem tego dziennika zadzwoniłem do jednego z mych przyjaciół, słynnego dziennikarza, na ogół dobrze zorientowanego w nastrojach francuskiego społeczeństwa. Jest on zdania, że w drugiej turze wygra „młody i dynamiczny Macron, człowiek wyraźnie nowoczesny i inteligentny”…

Co do Emmanuela Macron, to – jak już swego czasu zaznaczałem – pochodzi on z Amiens, prowincjonalnego miasta, tak dla nas ludzi wiernych pamięci Józefa Czapskiego związanego z młodo zmarłym wybitnym malarzem i także autorem wielce godnych uwagi tekstów, katolikiem Jeanem Collin d’Amiens (1927-1959)… Józef Czapski niegdyś bardzo wiele dokonał (podobnie zresztą jak np. publicysta z "Le Figaro", Claude Mauriac, a ostatnio krytyk i badacz, Vincent Guillier), aby mocno uwydatnić talent i niezwykłą, dramatyczną w swym „młodym a tragicznym losie” postać i osobowość Jeana Collin d’Amiens (który na 6 miesięcy przed swym zgonem stał się mężem Polki, Elżbiety Plater-Zyberg, siostrzenicy Józefa Czapskiego)…

Ale poniesiony tym tak typowym dla mnie mym zapatrzeniem w przeszłość, MOJĄ FASCYNACJĄ PRZESZŁOŚCIĄ, za daleko odbiegłem od mego tematu, od prezydenckich wyborów we Francji… Teraz więc dodam jednak (!!!) jeszcze jedno! Nad tymi wyborami jak miecz Damoklesa wisi groźba terroryzmu! Tego nie wolno zapominać! Z tym należy się liczyć! Tyle od ręki na dziś!

Powrót do strony głównej...



10:58, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 89/2017

Zaczynając pisać dzisiejszy dziennik, z miejsca patrzę na zegarek! Jest godzina dwunasta trzydzieści!!! Rzecz w tym, że sytuacja może (ale bynajmniej nie musi) szybko ewoluować! Oczywiście mam na myśli możliwe skutki decyzji prezydenta Donalda Trumpa, który zaaprobował plan działań wobec Korei Północnej, a to w związku z postępami programu nuklearnego i rakietowego tego kraju. Jak donosi agencja Reutersa, administracja US koncentruje się na sankcjach gospodarczych… Jednak agencja ta podkreśla także, że USA wysłały w kierunku wybrzeży Korei Północnej lotniskowiec Carl Vinson, kilka niszczycieli oraz krążowników rakietowych… Ale – jak zdaje się – wynika też z depesz tejże agencji, sfery kierownicze USA wskazują, że choć opcja militarna jest aktualna, to „uderzenie wyprzedzające” (?) byłoby wyjściem ostatecznym!

Trudno przewidzieć, jak obecny konflikt „rozegra” Kim Dzong Un – obecny władca Korei Północnej!!! Chyba skądinąd jasne, że Chiny dołożą starań, by uniknąć w owym regionie konfliktu nuklearnego.

Jak już kiedyś pisałem, należy też – i to dość ważne – brać pod uwagę inny aspekt zagadnienia. Korea Północna – chyba rozsądek nakazuje się z tym liczyć – niewątpliwie byłaby w stanie wyposażyć tych lub innych skrajnie islamskich fanatyków i terrorystów w bardzo groźne bronie: nuklearne lub chemiczne… Jasne, co to na nieco dłuższą metę może oznaczać!!

Kilkanaście lat temu wybitny francuski generał, Jeannou Lacaze (1924-2005), zwany „Sfinksem ”, oraz niedawno temu np. w roku 2015 generał Pierre de Villiers – szef sztabu francuskiej armii, wskazywali na to, że terroryzm staje się jedną z czołowych współczesnych form wojny, i że na to trzeba się odpowiednio przygotować; mieć po temu także dostateczne środki budżetowe…

Wedle wieści, jakie docierają do mnie z USA, teraz tam coraz liczniejsi specjaliści dostrzegają potencjalny ogrom zagrożenia terrorystycznego. Konieczność szybkiego podejmowania środków ostrożności, np. wyposażania centrów władzy w pewną liczbę dodatkowych schronów, itd., itd. Jednak eksperci – jak dobrze wiadomo – nie zawsze są w stanie przekonać nawykłych do rutyny, mających – jak twierdzi pewien uczony – nieco za niski iloraz inteligencji i niezdolnych do posługiwania się mózgami elektronowymi POLITYKÓW!!!
We Francji – jak donosi prasa – wybitni eksperci liczą się z pojawieniem się nowych form terroryzmu, np. z pojawieniem się od dawna stosowanej już szeroko w Iraku metody podstawiania w jakimś b. uczęszczanym punkcie samochodu naładowanego materiałem wybuchowym, i o odpowiedniej godzinie zdalne wywołanie eksplozji… A już jakiś czas temu eksperci rosyjscy ostrzegali świat przed możliwością użycia przez dżihadystów broni chemicznych, gazu musztardowego, lecz nie tylko…

Skądinąd wiadomo, że dżihadyści nie od dziś żywo interesują się „problematyką nuklearną”. Jak się zdaje, jakiś czas temu np. planowali oni w Belgii zamach na elektrownię atomową (???). Jedno chyba pewne: wyposażenie się w broń nuklearną musi być „czołowym marzeniem fanatyków spod znaku dżihadu”! Tak więc na pewno na dłuższą metę (?) groźny byłby wzrost ich „sympatii” do Korei Północnej; ich kontakty z tym tak wrogim USA nuklearnym mocarstwem. W zasadzie Korea Północna odrzuca wszelkie religie. Ale nie od dziś to państwo zapewne ma jakieś konszachty ze skrajnymi islamistami, np. w Iraku, (gdzie zresztą przed upadkiem reżymu Saddama ponoć miała miejsce okresowo jakaś współpraca militarna z Koreą Północną (?), zastosowana w okresie wojny iracko-irańskiej; częściowo wznowiona w roku 1999 (???). Tyle od ręki na dziś.

Powrót do strony głównej...



10:55, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 kwietnia 2017
Widziane z Paryża 88/2017

Dociera do mnie pytanie o „relacje między moim ojcem a Giedroyciem i KULTURĄ”.

Sprawa ta wiąże się ze skomplikowanym problemem stosunku Giedroycia do tak zwanych polskich sił emigracyjno-kierowniczych rezydujących wówczas w Londynie. Odsyłam w tej dziedzinie do dotyczących tego tematu opracowań naukowych, np. do świetnej pracy Marka Żebrowskiego pt. „Kultura w emigracyjnej debacie politycznej 1947-1956” (Wydawca: Towarzystwo Opieki nad Archiwum Instytutu Literackiego w Paryżu, Warszawa 2007). Na marginesie dorzucę, że w mym odczuciu – w odczuciu „naocznego świadka” – Marek Żebrowski (patrz też jego książka „Jerzy Giedroyc – Życie przed Kulturą”) jest wręcz znakomitym znawcą „całokształtu” historycznej postaci pana Jerzego! Długie pobyty Żebrowskiego w Maisons-Laffite; zaufanie, jakim go darzył tak zwany „młody książę”, to znaczy Henryk Giedroyc – człowiek o dużej inteligencji, trzymający się w cieniu, lecz znakomicie zorientowany w linii postępowania i postawach swego brata – wszystko to pozwoliło Żebrowskiemu znać cały ów temat, powiedziałbym, nawet od podszewki…

Tak więc nie wdając się w chronologiczną i opartą na tekstach analizie problemu, odpowiem na pytanie dotyczące stosunków mego ojca z Giedroyciem – jeśli to tak można określić – WYSOCE SUMARYCZNIE!!!

Mój ojciec rzecz jasna żartem mawiał, że pan Jerzy jest „na 102” wierny staremu sanacyjnemu hasłu „ZRÓB PAN COŚ, KUP PAN COŚ”. To powiedzonko irytowało pana Jerzego, który z kolei głosił, że Kademor (Kajetan Dzierżykraj-Morawski) z uporem trzyma się starej tezy polskich konserwatystów, że WSZELKA AKCJA BYŁABY PRZEDWCZESNA.

Pan Jerzy m.in. uważał, że trzeba np. rozbudowywać dialog z partyjnymi rewizjonistami w Polsce (i w innych krajach „Bloku”). Ojciec mój zaś był zdania, że trzeba czekać na moment, gdy absurdalny – jak podkreślał, czysto policyjny – reżym komunistyczny runie, a to nie dając sobie rady z problemami gospodarczymi. Ojciec mawiał, że Stalin wykończył wszelką marksistowską debatę w całym bloku, że stworzył system oparty tylko na strachu, i że – jak wykazały wypadki na Węgrzech – następcy Stalina też nie chcą iść na żadną ewolucję i grę polityczną; nadal stawiają tylko na „policyjny porządek, co na dłuższą metę nie może się utrzymać, wiedzie m.in. ku katastrofie ekonomicznej; zamyka drogę wszelkiej ewolucji i naprawie systemu”. Ojciec raczej pokpiwał sobie z wszelkiego dialogu z tak zwanymi „rewizjonistami”. Ojciec – jak mawiał w ślad za de Gaulle’em – był zdania, że tego systemu nie da się zreformować; iż prędzej czy później musi on „zbankrutować” i nagle z trzaskiem runie, całkowicie zniknie… Ojciec był zdania, że należy dbać o to, by nasz naród pozostał wierny swym polsko-katolickim tradycjom i postawom, no i czekać na niewątpliwie nadchodzący moment upadku czerwonego sklerotycznego imperium.

Co do zespołu KULTURY, to ojciec mój niezwykle wysoko cenił inteligencję i osobowość Józia Czapskiego oraz Kota Jeleńskiego. Obu ich często widywał!!! Niezwykłą wagę przywiązywał do malarstwa Czapskiego; widział w nim światowej klasy czołowego malarza naszych czasów! Pamiętam jak w roku 1958 (?) piorunujące wrażenie zrobiła na ojcu wystawa Czapskiego w paryskiej galerii Benezit. Ale niezwykle wysoko cenił mój ojciec też inteligencję polityczną Czapskiego, jego spojrzenie na świat i na wydarzenia. Ojciec mawiał: Giedroyc ma stale to nowe, genialne pomysły, Józio natomiast dobrze rozumie to, co w świecie zachodzi i jak wielcy tego świata rozumują”… Co do Kota Jeleńskiego, to ojciec podziwiał jego tak świetnie dobraną Antologię Poezji Polskiej. Widział w Czapskim i Jeleńskim najwyższej klasy ludzi wszechświata, światowej klasy super inteligentów… Uważał, że jeśli Giedroyc zdołał tak wiele dokonać, stworzyć KULTURĘ i Instytut Wydawniczy, to tylko dzięki radom i wpływom Czapskiego. Był zdania, że twórczy rozmach Giedoycia dosłownie zafascynował dwóch wybitnych ludzi: przed wojną Rogera Raczyńskiego, później Józia Czapskiego. To odegrało w życiu Giedroycia kluczową rolę!

Dialog mego ojca z Jerzym Giedroyciem był trudny… Giedroycia irytowało „kunktatorstwo” Kajetana Morawskiego. Ojciec zaś widział w Panu Jerzym zwolennika przedwczesnych czasem akcji. W ostrym konflikcie z Giedroyciem był związany z mym ojcem i z Andersem zespół tygodnika „Syrena” – ludzie tacy jak Stanisław Paczyński, Ryszard Wraga i inni. Istotne jednak, że ojciec potępiał ekscesy "Syreny", np. idiotyczne donosy Wragi godzące w Czesława Miłosza.

Ojciec w pełni popierał akcje Komitetu Wolnej Europy: kupowania „na pniu” "Kultury" i wydawnictw Giedroycia, i ich darmowego rozdawania przyjezdnym z kraju. Ostro (!!!) też zaprzeczył donosom środowiska "Syreny", które w pewnym momencie sugerowało „pewnym kręgom amerykańskim”, że Giedroyc chce „dogadać się z Gomułką i przejść na tamtą stronę” (ponoć jako pośrednika padało nazwisko konsula Wychowańca /???/). Ojciec mój ostro też zaprzeczał tezie, że SB „spenetrowało” zespół "Kultury" (sprawa jednak nie całkiem jasna; dziś krążą POGŁOSKI, że jakaś pani, już nieżyjąca, dość jednak inteligentna pracowniczka "Kultury" miała kontakty z SB pod pseudonimem Tulon (???), ale ja nic bliższego jak dotąd na ten temat nie wiem.

Co do pana Jerzego, to pod wpływem Andrzeja Dobosza żywo interesował się on złożonymi w zwanej mickiewiczowską Bibliotece Polskiej Paryża zbiorami pisanych przez ćwierć wieku 2 razy w tygodniu (dyktowanych Żanecie Zabiełło, później Tadeuszowi Parczewskiemu, Edwardowi Borowskiemu lub mnie) tajnych raportów mego ojca dla polskiego kierownictwa politycznego w Londynie – przez szereg lat dla Egzekutywy Zjednoczenia Narodowego. Jerzy Giedroyc był zdania, że te tajne raporty stanowią naprawdę ważny „pedant” do archiwów KULTURY, że należy je pilnie opublikować… Do tego nie doszło. W pewnym momencie przed laty ponoć ktoś w Warszawie powiedział: Nie będziemy robić reklamy temu reakcjoniście i (???) nacjonaliście (???)”. Teraz te setki raportów zamierza wydać w IPN-ie świetny polski historyk czasów najnowszych, słynny prof. dr hab. Rafał Habielski. Będzie to rewelacja rzucająca nowe światło na wiele aspektów dziejów emigracji, zapewne także na wiele spraw tak czy inaczej związanych z „Kulturą”.

Powrót do strony głównej...

12:20, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 87/2017

Gdy w tę środę, 12 kwietnia piszę ten dziennik, odczuwam spory niepokój spowodowany szybkim narastaniem napięć między władcą Korei Północnej, Kim Dzong Unem a Prezydentem USA, Donaldem Trumpem… Nie od dziś wywiad Republiki Korei Południowej ostrzega, że Kim Dzong Un „ma ciągoty zamachowe”… Co prawda, wedle ostrzeżeń tegoż wywiadu, szło w pierwszym rzędzie o plany zamachów wymierzonych we władze, armię, a nawet supermarkety Korei Południowej… Jednak jest oczywiste, że terrorystyczne ciągoty Kim Dzong Una może mogłyby go skłonić (tym bardziej że ma wielkie międzynarodowe kontakty) do cichego dogadania się z tymi lub innymi islamskimi dżihadystami. To byłoby w jego stylu.

Skądinąd jasne, że im bardziej potęguje się konflikt Kim Dzong Un – Donald Trump, tym bardziej wrogie USA, i ogólnie Zachodowi, sfanatyzowane klany islamskich dżihadystów muszą widzieć w Korei Północnej swego naturalnego sojusznika. I będą siłą rzeczy zabiegać o nawiązanie czy rozbudowę – oczywiście „konspiracyjnych” – z nią kontaktów i cichej współpracy (???). Wszak Korea Północna ma broń atomową. A broń atomowa to niewątpliwie szczyt marzeń terrorystów. Do tego hakerzy z Korei Północnej zapewne mogliby odpowiednio doszkolić tych lub innych terrorystów, tak aby np. potrafili oni dokonać cyberataku na wielką skalę. Jak wiele hakerzy potrafią, w USA (już od listopada 2014) wiadomo w związku z atakiem „hakerskim” na wytwórnię filmową Sony Pictures – atakiem, który wymusił odwołanie wyświetlania komedii „The Interview” (komedia filmowa Setha Rogena o zamachu na przywódcę Korei Północnej; Pjongjang uznał film za obraźliwy)… Film wycofano, bo kina ponoć bały się (??) go wyświetlać, co zresztą rzekomo oburzyło prezydenta Obamę… Ale sprawy tej bliżej nie znam…

Dodam, że od niedawna wiadomo, że północnokoreańscy hakerzy „dysponują potencjałem do naprawdę groźnych działań w cyberprzestrzeni, i że stanowią tym samym w tej dziedzinie kolosalne potencjalne niebezpieczeństwo… Sprawy tej rzecz jasna nie wolno lekceważyć… Pewne zagrania mogłyby być może wywołać np. niesamowity zamęt w finansach świata (???). Do tego, ale to już tylko szczegół, rzekomo w owym kraju mogłyby być wytwarzane perfekcyjne fałszywe banknoty (???).

Tyle na dziś, od ręki – w oparciu o napływające informacje i pogłoski.

Powrót do strony głównej...



12:14, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 86/2017

Dopiero wczoraj dotarł do mnie numer z 12 marca 2017 roku poczytnego, dobrze i ciekawie redagowanego tygodnika „Angora” – numer zawierający wywiad ze mną, przeprowadzony przez tak pozytywnie swego czasu ocenianego przez Jerzego Giedroycia redaktora Leszka Turkiewicza. W tekście tym ja, między innymi, mocno podkreślam, iż należy dla kraju lepiej wykorzystywać fakt, iż kilkanaście milionów rodaków żyje za granicą… Trzeba owych rodaków mądrze zachęcać do inwestowania w kraju, oraz do rozbudowywania stosunków gospodarczych między ich obecnymi krajami zamieszkania a Polską, dalej, np. zachęcać ich do nabywania w owych krajach tych czy innych polskich towarów, np. żywnościowych, lecz OCZYWIŚCIIE nie tylko… Wiele można się w tej dziedzinie nauczyć od Żydów: wszak żydowska diaspora w świecie stanowi dla państwa izraelskiego, i także dla jego życia gospodarczego, tak duży atut!!!

Światowa Polonia być może winna mieć swych takim lub innym systemem wybieranych przedstawicieli np. w Senacie RP. Przedstawicieli zdolnych być prawdziwym „pomostem: między krajem a Polonią, zdolnych przedstawiać polskim władzom postulaty Polonii, podtrzymywać stały dialog mający na celu ożywianie wymiany myśli z masami polonijnymi, umacnianie patriotycznych postaw naszych z zagranicy”. Rzecz w tym, by rodziły się „inicjatywy zbliżeniowe”; by umacniano także u młodych, urodzonych już poza krajem, poczucie ich związku z Polską; świadomość, że ten związek wiele pozytywnego może wnieść w ich życie!!! Ja dbam o to, by me wnuczki, mające ojca obcokrajowca, uczyły się po polsku. Jedna z nich regularnie już bywa w Polsce na obozach letnich czy zimowo-narciarskich, druga jest polską harcerką tu…(Rola naszego harcerstwa za granicą nie od dziś jest z patriotycznego punktu widzenia NAPRAWDĘ wielka!!! Ważne, by w wielu krajach prowadziły działalność zwarte, przyjacielskie, także w razie potrzeby samopomocowe polskie bratnie zespoły…, i aby łączność tych ludzi z krajem była coraz to większa… Kluczową rolę w tym wszystkim rzecz jasna odgrywają tak patriotyczne i dynamiczne polskie parafie na obczyźnie…

Ważne też, by podtrzymywać pamięć o wszak zakończonej dopiero 18 lat temu walce o wolność ujarzmionego w wyniku układów jałtańskich kraju. Walce tu wiedzionej przez polską emigrację polityczną… Dobrze wiedzieć, że bój ten wiodła np. w Paryżu „Ambasada Wolnej Polski” mego ojca, podczas gdy placówki dyplomatyczne PRL-u pełniły siłą rzeczy jednak rolę służebną wobec ZSRR, były oczywiście i „z natury rzeczy pod czujną służb radzieckich kontrolą”. Mój przyjaciel, b. ambasador PRL-u w Paryżu, Stanisław Gajewski, w roku 1990 opowiadał mi, że będąc tu ambasadorem stale ścierał się z pseudodyplomatami z SB. Raz jeden z nich zgłosił się doń dopiero po miesiącu pobytu w Paryżu. Gajewski zapytał: Czemu się Pan u mnie dopiero teraz melduje; co właściwie Pan tu robi? Facet po chamsku mu odpowiedział: Co ja tu robię, to g… was obchodzi!!! Gajewski powiedział mi też, że w suterynach (???) Ambasady ci „cisi panowie” mieli swe lokale, do których ów ambasador nie miał wstępu… Dodał, że ci SB-cy zgrywający dyplomatów sprawiali mu niesamowite kłopoty; robili między innymi jakieś pachnące kryminałem ciemne operacje finansowe. Skarżył się na nich Kliszce, ale bez żadnego rezultatu…

A inny PRL-owski ambasador opowiadał mi, że pod osłoną paszportu dyplomatycznego PRL-u woził z Warszawy do Paryża walizki z pieniędzmi dla Francuskiej Partii Komunistycznej, która w zamian finansowała także i w prasie niekomunistycznej np. idące po linii Moskwy wypowiedzi w sprawie Katynia, a także takie lub inne ATAKI na polskich emigrantów politycznych, itd., itd.

NA MARGINESIE TYCH UWAG ZAUWAŻĘ, ŻE W MYM POJĘCIU, ANTYPATRIOTYCZNYM FAKTEM ŚWIADCZĄCYM O NIEMĄDRYCH I BARDZO SZKODLIWYCH WPŁYWACH POST-PRLOWSKICH KLIK JEST TO, ŻE OBECNY POLSKI MSZ NIE OTACZA PIETYZMEM EMIGRACYJNEJ DYPLOMACJI; że placówki Polski, wszak teraz wolnej, nie dokładają wysiłków, by składać należny hołd pamięci o tej przez długie lata o wolność kraju walczącej, autentycznie polskiej, niepodległościowej służbie dyplomatycznej. Sprawa tylko z pozoru błaha… Wszak figurujący w oficjalnych spisach rzekomi ambasadorowie POLSKI np. we Francji w latach po cofnięciu uznania legalnemu RZĄDOWI RP, de facto byli tylko aparatczykami kontrolowanej przez Moskwę sztucznej struktury. W żadnym wypadku nie mogą ONI być uznani za reprezentantów Wolnej Polski. Że bywali wśród nich dobrzy Polacy i przyzwoici ludzie, to zgoła inny problem. Po prostu państwo, które ich desygnowało nie było rzecz oczywista wolnym polskim państwem, lecz sztucznym pojałtańskim tworem… APELUJĘ DO POLSKICH POLITYKÓW I DO POLSKICH HISTORYKÓW O „PRZEANALIZOWANIE SPRAWY; O WYWOŁANIE DEBATY JEJ DOTYCZĄCEJ”.

Powrót do strony głównej...



12:12, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 85/2017

Wyniki nadchodzących wyborów prezydenckich we Francji to nadal wielka niewiadoma!!! Jak na razie do góry dość wyraźnie idzie w sondażach kandydat lewicy, wysoce inteligentny Jean-Luc Mélenchon. Jednak wedle wyników tych sondaży, zajmuje on w pierwszej turze wyborów prezydenckich CZWARTE miejsce, za energiczną Marine Le Pen!!! Drugie miejsce stale wedle obecnych sondaży zajmuje Emmanuel Macron (powiedzmy dla uproszczenia de facto „wysoce kulturalny lewicujący centrysta”), a trzecie miejsce kandydat „republikanów”, czyli „umiarkowanej prawicy” – były premier za prezydentury Sarkozy’ego, Franciszek Fillon. Rzecz ciekawa, że – jak się zdaje – ów Fillon nagle nieco zaczyna iść do góry w sondażach… Jak wiadomo, „ktoś” – jeśli to tak określić – wysunął ostre oskarżenia pod jego adresem. Ponoć swego czasu z państwowych pieniędzy pod pretekstem, że ona pracuje „służbowo” dla niego – opłacał swoją żonę, dawał też państwowe zamówienia jakichś opracowań swym dzieciom (jeszcze wówczas na studiach), dalej, np. przyjmował od jakiegoś biznesmena (???) piekielnie drogie, szyte na miarę, ubrania, itd., itd. Ale – jak mówi jedna z mych sąsiadek, niegdyś pracowniczka wielkiego banku – „w pierwszej chwili byłam tym zaszokowana, ale po namyśle uznałam, że wszystko to gdy chodzi o byłego premiera to jednak „śmiesznawy” drobiazg. No i dodaje, iż zmieniła zdanie, będzie jednak głosować na Fillona, któremu ktoś „uparcie szyje buty…”.

Fillon twierdzi, że go w opinii niszczy jakiś „czarny gabinet” (???), który może zdaniem wielu „jeszcze coś nowego wymyślić”… Ale Fillon liczy, iż jego zwolennicy, że Francuzi, gdy połapią się, że toczy się przeciw niemu jakaś ciemna gra (???), to jednak w końcu jego (!!!) wybiorą (???).

Ja nie mam w tej sprawie jasnej opinii… Z własnego i mych przyjaciół i byłych szefów RWE doświadczenia wiem, że ci lub inni mogą posługiwać się zręcznie zmontowanymi kalumniami. Że przed laty np. „blokowe” komunistyczne służby dość jednak chytrze robić to umiały…

Jedno mnie ucieszyło. Fakt, ze wczoraj w Strasburgu Fillon jasno chyba wezwał Francuzów, by byli dumni ze swej narodowości i ze wspaniałej (od siebie mocno podkreślę, tak otwartej na świat, nacechowanej duchem mądrej tolerancji, kultem wiedzy i sztuki) francuskiej kultury. Co charakterystyczne, przed spotkaniem, Fillona zaatakował jakiś młody człowiek w koszuli z napisem studenci za Fillonem (!!!), i gdy Fillon wchodził na trybunę, wysypał nań całą paczkę białej mąki. Fillon spokojnie na tę jeszcze jedna „agresję” zareagował. Powiedział, iż ma nadzieję, że ta mąka przynajmniej była francuską… Ale jednak dodał, iż pada ofiarą wręcz niesamowitej zawziętości… Ten argument ponoć na niektórych zrobił wrażenie, „zastanowili się nad nim”. Ale jeden z mych przyjaciół, będący gorącym zwolennikiem Fillona, przypomniał mi przy tej okazji stare francuskie powiedzenie: rzucajcie kalumnie, rzucajcie, zawsze coś z tego rzucania pozostanie… CALMNIEZ, CALMNIEZ, IL EN RESTERA TOUJOURS QUELQUE CHOSE! Od siebie dodam: ŚWIĘTA PRAWDA! TYLE NA DZIŚ, OT TAK, BARDZO SWOBODNIE…

Powrót do strony głównej...



12:08, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 84/2017

Jak moi czytelnicy dobrze wiedzą, mym hasłem jest: „Więcej Francji w Polsce i Polski we Francji”!!! Idąc drogą wytyczoną przez mego ojca, który przez z górą ćwierć wieku był „ambasadorem wolnej Polski” we Francji (październik 1943 – koniec 1969 roku), walczę też o „Europę na francuskim sosie”, to jest opartą na pięknych wartościach francuskiej kultury politycznej: nacechowanej „szacunkiem wszystkich narodów, duchem mądrej tolerancji, kultem wolności, wiedzy, postępu i sztuki…” Do dziś czuję się byłym współpracownikiem tzw. „Ambasady Wolnej Polski”. (Minister Krzysztof Skubiszewski bardzo się tradycjami tej naszej „Wolnej Polskiej Dyplomacji” interesował, chciał, byśmy my – jej dawni członkowie – byli honorowymi współpracownikami placówek dyplomatycznych wyzwolonej z oków komunizmu Wolnej już RP. Jednak „wiadome, czerwone siły” tę koncepcję storpedowały). Pozwalam sobie apelować do mego drogiego przyjaciela Bronka Wildsteina, by kiedyś przy jakieś okazji sprawę tę zechciał zbadać i ją poruszył.

Tak, ja – zdaniem wybitnych kardiologów weteran zimnej wojny, zwany niegdyś przez ludzi czerwonego reżimu szpionem, człowiek, którego żona ciężko zachorzała w wyniku zastraszania przez UB, nikogo nie chcę za przeszłość rozliczać… Ale jednak walczę o ujawnienie prawdy o naszym ciężkim boju…, o naszej specyficznej roli KORESPONDENTÓW INFORMACYJNYCH RWE!!!

Poniesiony polemicznym temperamentem nieco się oddaliłem od tematu, który dziś pragnę poruszyć! Otóż robię co mogę, by zacieśniać więzy Francja-Polska. Zabiegam o obecność języka francuskiego w mej ojczyźnie! Chcę, by coraz to więcej polskich miast i miasteczek zawierało umowy o współpracy z francuskimi ich odpowiednikami. Uważam, że do boju o Frankofonię należy ZMOBILIZOWAĆ cały francuski naród, w tym rzecz jasna gminy, miasta i miasteczka prowincjonalne!!! Apeluję do kandydatów w obecnych wyborach prezydenckich we Francji, aby jasno wypowiadali się na temat frankofonii!!
Marzę o tym, by me ukochane miasto Kościan nawiązało – rzeczywiście aktywną, mogącą służyć za model – współpracę z jakimś miastem Francji. Współpracę szkolną (licea, wymiana obozów młodzieżowych), no i także gospodarczą (francuskie inwestycje, np. w Kościanie, kościańskie towary w sklepach jakiegoś francuskiego miasta, stała wymiana doświadczeń gospodarczych, permanentny kontakt „językowo - kulturalny”)… Apeluję do burmistrza Michała Jurgi, do rady miasta Kościan, do Rady Powiatu i jej przewodniczącego Pawła Buksalewicza, do red. Teresy Masłowskiej i do redaktora Jerzego Zielonki, do profesor Iwony Jęcz – o nawiązanie kontaktu w tej sprawie z mym przyjacielem, radcą Stanisławem Pierretem z Ambasady Francji w Warszawie!!! Liczę też, iż słynna stadnina w Racocie i jej dyrektor, tak wybitny i sprawny Andrzej Jęcz zechce także wejść w kontakt z jakąś (???) słynną francuską stadniną! Liczę wreszcie, że szkoła średnia imienia ambasadora Kajetana Morawskiego w Krzywiniu też tak czy inaczej do tych działań się włączy. Jak stale podkreślam, ziemia kościańska ma szczególnie mocne związki z Francją. Mam na myśli np. mego prapradziada Generała Dezyderego Chłapowskiego (ów tak niegdyś zwany „czupurny Dezyderek” był ponoć ulubieńcem Napoleona), dalej ambasadora Alfreda Chłapowskiego z Bonikowa, który w latach 1924 -1936 świetnie Polskę w Paryżu reprezentował, i wreszcie mego ojca!

Tak, marzeniem mym jest, by Kościan stał się owym przykładowym ośrodkiem współpracy polsko-francuskiej! Na marginesie tych uwag, zwracam się do prezesa Romana Czajki, by zbadał, które z podparyskich miast można skłonić do współpracy z Kościanem…, do objęcia swą opieką tego polskiego miasta o – jak już napisałem – związkach z Francją, z ludźmi, którzy tak o zbliżenie obu naszych narodów zabiegali. Tyle na dziś!!

Powrót do strony głównej...

12:06, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 kwietnia 2017
Widziane z Paryża 83/2017

Jak słusznie podkreśla kilku cieszących się mym zaufaniem tutejszych poważnych politologów, nie sposób w tej chwili na serio przewidzieć, kto zostanie wybrany prezydentem Francji… Nastroje mas – jak wykazują sondaże – są jeszcze dość chwiejne. Sporo osób nie do końca wie, na kogo będą ostatecznie głosować.

Tu pozwolę sobie na małą dygresję! W roku 1954, po napisaniu ponoć niezłej pracy o stachanowizmie w Polsce (Instytut Wyższych Studiów Europejskich Uniwersytetu w Strasburgu), miałem de facto obiecane stypendium „doktoranckie” w USA. Sprawa upadła. Ktoś Komitetowi Wolnej Europy podrzucił fałszywy donos, że w Kościanie w roku 1945 (mając 15 lat!) byłem groźnym komunistą i że jestem homoseksualistą. W kilka lat później „Wolna Europa” zaproponowała mi, znając me „wyczucie politologiczne” (?), współpracę… Zdziwiłem się i przypomniałem o tym uprzednim donosie! Szef biura FEC powiedział mi dwie rzeczy: primo, że epoka senatora Josepha Mc Carthy’ego i jego „polowania na czarownice” dobiegła końca; secundo: że donos na mnie zapewne pochodził „z tamtej strony”, i że nie mam się tym zajmować. Jedno pewne. Ów donos zmienił mój los. Miast naukowcem stałem się dziennikarzem!!! Także – jeśli to tak można określić – „politologiem”, badaczem ukrytych aspektów sytuacji np. w PZPR-ze, ale me oceny trafiały do RWE, biura analiz przy RWE, oraz zawsze bezpośrednio do Nowaka, który mawiał: „Maciej ma wyjątkowego nosa”!!

Ale ad rem! Jak już zaznaczyłem, z tymi francuskimi wyborami jeszcze do końca nic nie wiadomo!!! Co więcej, nawet ja nie jestem w stanie przewidzieć, co przed tymi wyborami może jednak jeszcze zajść – we Francji czy w świecie. Trudno z góry ocenić, jak wyborcy zareagowaliby np. na jakiś ogromny i krwawy wyczyn islamskich terrorystów (???).

Ale, jak teraz sprawy stoją, to wielkie szanse zwycięstwa zdaje się na razie mieć urodzony 21 grudnia 1977 w Amiens, Emmanuel Macron, syn tamtejszego lekarza, profesora neurologii. A matka Emmanuela to też lekarka. Jednym słowem, miejscowe środowisko „na 102” medyczne. Miasto Amiens jest jakby pomostem między tym mającym rzekomo spore szanse (powiedziałbym w uproszczeniu „po jakiemuś centrowym”) kandydatem na prezydenta Francji a pewną polską tradycją; Józefem Czapskim, który tak Francję dobrze znał, cenił i kochał (!!!), który przez urodzonego tam swego przyjaciela, Jeana Colina tyle o Amiens wiedział. Może tam nawet bywał? W sferze intelektualnej Amiens, za osobę b. wybitną uchodzi Brigitte Trogneux, żona Emmanuela Macrona, starsza od niego o 20 lat, profesor licealny języka francuskiego „mająca autentyczną pasję frankofonii, literatury, malarstwa, teatru… Wywodzi się ona z wysoce kulturalnej, słynnej rodziny fabrykantów m.in. czekolady. Chodzi o krąg o wysokiej kulturze, bacznym i otwartym spojrzeniu.

Polacy w Picardii tradycyjnie byli lubiani i popularni! Co prawda ostatnio sporą decepcję spowodowało tam to, że ostatnio amerykański producent sprzętu gospodarstwa domowego Whirlpool przeniósł swą fabrykę z Amiens do Łodzi... Tyle na dziś (tylko z pozoru nieco chaotycznie).

Powrót do strony głównej...

14:42, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 82/2017

W związku z tym, że skarżę się, iż kandydaci w nadchodzących francuskich wyborach prezydenckich za mało uwagi poświęcają promieniowaniu na świat francuskiej kultury, Ludwik Lewin (w mym pojęciu jeden z najbaczniejszych polskich dziennikarzy) sygnalizuje mi, że Benoît Hamon, kandydat francuskiej partii socjalistycznej wysuwa koncepcje zbudowania wspaniałego „pałacu promieniowania frankofonii” i najwyraźniej przywiązuje ogromną wagę do problemu roli w świecie autentycznej francuskiej myśli – myśli tak otwartej na innych, nacechowanej duchem mądrej tolerancji, szacunkiem dla wiedzy i sztuk, i dobrze pojętym humanizmem… Do tego – jak nieraz podkreślał mój ojciec, stary dyplomata, który siłą rzeczy miał tyle do czynienia z międzynarodowymi umowami, notami oraz traktatami – francuski winien być oficjalnym językiem urzędowym Europy i świata, bo np. od angielskiego jest om o wiele bardziej precyzyjny!

Jak już pisałem, nie ja jeden teraz, po Brexicie, uważam, że francuski winien być znowu czołowym językiem urzędowym Unii Europejskiej! I o to my Polacy winniśmy zabiegać. Dodam, że tę opinię dotyczącą kluczowej roli języka francuskiego podziela szereg Czechów, Rosjan, Rumunów, itd., itd. Liczę (!!), że na ten temat wypowiedzą się działacze Wspólnoty Francusko-Polskiej, np. Krzysztof Jussac de Junien, Barbara Miechówka, Marek Wyrwa. A być może nasz wierny przyjaciel i bojownik o frankofonię, Joel Broquet, uzyska też idące tą samą drogą opinie Rosjan, Czechów, Bułgarów, itd., itd.

Tak, uważam, że my Polacy i ogólnie: wschodnio i centralno-Europejczycy powinniśmy z zapałem i rozmachem walczyć o frankofonię! Józef Czapski nieraz – jak mi kiedyś powiedział – w rozmowach z Andre Malraux uwydatniał wagę wolnościowej francuskiej kultury i wyjątkowe także dla nas, wówczas polskich emigrantów politycznych, znaczenie szeroko pojętej frankofonii.

Powrót do strony głównej...

14:36, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 81/2017

Jak się dowiaduję, dziś odbywa się w Warszawie, w Centrum Prasowym PAP-u, konferencja Instytutu Myśli Roberta Schumana. W związku z tym grupa ekspertów przygotowała deklarację, która zakłada, zgodnie z najgłębszym przekonaniem Roberta Schumana, powrót do chrześcijańskich korzeni, w tym do idei jedności, solidarności i różnorodności, które legły u podstaw budowy pierwszych instytucji wspólnotowych, oraz zapewniły jeden z najdłużej trwających okresów pokoju i prosperity w Europie… Jak aktualna jest myśl Roberta Schumana, pokazuje jego cytat z lat 50-tych: „Moja idea nie polega na tym, aby połączyć kraje w celu stworzenia superpaństwa, nasze kraje europejskie są historyczną rzeczywistością. Z psychologicznego punktu widzenia byłoby to niemożliwe i nierozsądne aby się ich pozbyć. Ich różnorodność jest rzeczą dobrą i nie ma sensu, aby ją usuwać lub dokonywać zrównywania lub unifikacji”.

Będąc przez lata prezesem Polskiego Zjednoczenia Młodzieży Chrześcijańsko-Społecznej (sekcja polska Międzynarodówki Młodych Chrześcijańskich-Demokratów), w tym współorganizatorem przy boku Stanisława Gebhardta i w oparciu o związanego z Robertem Schumanem Jezuitę Ojca Huvenne’a i o stowarzyszenie o nazwie "Conference Olivaint" na Wyspie Port Cros (Lazurowe Wybrzeże) obozów letnich z udziałem młodzieży z polskich KIK-ów - przez lata w tych akcjach byłem w kontakcie z Robertem Schumanem, także za pośrednictwem Roberta Rocheforta. Schuman utrzymywał też za pośrednictwem Rocheforta stały kontakt z mym ojcem – ambasadorem w Paryżu Wolnej Polski (dzięki poparciu Roberta Schumana i Roberta Rocheforta, ojciec mój uzyskał od wysokiego komisarza ONZ-u do spraw uchodźców fundusze na założenie Polskiego Domu Spokojnej Starości w Lailly-en-Val koło Orleanu). W pełni popieram podjęte w Warszawie inicjatywy związane z kultem Roberta Schumana i jego myślą…

Mój ojciec w ramach Ruchu Europejskiego walczył o „Europę na francuskim sosie”. Z uporem głosił, że Europa winna być oparta „francuskiej kulturze, o tak wielkim otwarciu na świat, o tak wielkim szacunku dla „drugich”, i o mądrej tolerancji, rozwadze, bardzo autentycznym kulcie wiedzy i sztuki! Ojciec mój żywił prawdziwy kult języka francuskiego – nośnika tej tak wspaniałej i tak szlachetnej kultury. Uważał też, w oparciu o swe długoletnie doświadczenie dyplomatyczne, iż język francuski, tak „logiczny i ścisły”, pozwala lepiej niż angielski redagować umowy i traktaty… (Uważam to samo! Liczę, że teraz w związku w Brexitem język francuski znowu stanie się pierwszym językiem Unii!).

Tak, wierny rodzinnym i starym, bardzo polskim tradycjom, z uporem walczę o frankofonię. Zabiegam już od długich lat o dużą (!!!) obecność języka francuskiego w polskich np. Liceach. Jestem w kontakcie z kilku tymi, co w Polsce nauczają francuskiego… Np. z dynamiczną panią Iwoną Jęcz. Cieszy mnie to, że droga mi od dzieciństwa gmina Krzywiń dzięki p. Kuźmińskiemu podtrzymuje kontakt z francuską gminą departamentu Calvados. Nie tracę nadziei, że z czasem me ukochane miasto Kościan zawrze jakąś umowę o energicznej, obopólnie korzystnej współpracy z jakimś miastem Francji! Wszak z kościańskiego wywodziło się tylu ludzi bliskich Francji, np. Dezydery Chłapowski z Turwi, oficer ordynansowy Napoleona, „czupurny Dezyderek”, później za udział w bitwie pod Ratyzboną mianowany baronem cesarstwa, wreszcie w roku 1831 (?) Generał WP (Powstanie Listopadowe); dalej: ambasador Alfred Chłapowski z Bonikowa, czy wreszcie mój ojciec, bliski de Gaulle’owi, przez ćwierć wieku "ambasador Wolnej Polski" we Francji.

W Polsce dwóch czołowych francuskich dyplomatów walczy teraz o „spotęgowanie tam obecności frankofonii. Mam na myśli jakże wybitnego, wysoce inteligentnego Ambasadora Pierre’a Lévy’ego oraz od lat wiernego przyjaciela Polski i Polaków, też bardzo wybitnego Stanislasa Pierreta. Moim zdaniem miasto Kościan mogłoby, powołując się na mnie, zwrócić się do Pierreta! Rzecz w tym, by nawiązać kontakty szkolne (liceum) oraz może gospodarcze…

Kończąc przypomnę, że we Francji wielkimi krokami zbliżają się wybory prezydenckie. Oburza mnie, i także kilku innych Polaków stąd i z Polski (!!!), iż kandydaci na prezydenta za mało uwagi poświęcają frankofonii oraz roli Francji i jej myśli oraz kultury i języka w Europie i w świecie!

Apeluję do Polskiego Towarzystwa Historyczno-Literackiego, do jego prezesa, prof. Kazimiera Lubicz-Zaleskiego, cieszącego się tu olbrzymim autorytetem uczonego, o mocne podkreślenie w obliczu nadchodzących wyborów problemu frankofonii. O to samo apeluję do Wspólnoty Francusko-Polskiej.

Powrót do strony głównej...

14:28, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 kwietnia 2017
Widziane z Paryża 80/2017

Wczoraj wieczorem długi, bardzo godny uwagi telefon czytelnika z Kanady!!! Dziś np. też bardzo długa reakcja, tym razem e-mailem na mój wczorajszy dziennik. Z miejsca precyzuje, że zamieszczony przez „Le Figaro” z 31 marca tekst pt. „LES MENACES DU TERRORISME TECHNOLOGIQUE” (bombe sale, attaque chimique, kamikadze nosiciele zakaźnej choroby…) – to tylko sprawozdawczy opis najnowszego raportu francuskiego Sekretariatu Generalnego do Spraw Obrony i Bezpieczeństwa Narodowego, raportu dotyczącego niebezpieczeństw, jakie mogą w nadchodzących latach Francji zagrażać. Jak zdaje się wynikać z wypowiedzi kierownika tego urzędu, tego Sekretariatu Generalnego, pana Louisa Gautiera, tekst ten ma na celu uświadomienie sferze decydentów pewnych „kryjących się za rogiem zagrożeń strategicznych”, dotąd przez nich nie do końca (!!!) dostrzeganych.

W związku z mymi ostatnimi dziennikami, pewien polski naukowiec - informatyk (chyba wolący nie precyzować zbyt dokładnie swych funkcji na uczelni i „nie chcący się wdawać w idiotyczne polskie polemiki”) spieszy jednak: wyrazić przekonanie, iż jestem – jak się zdaje – jednym z dość rzadkich polskich publicystów, dostrzegającym ogrom współczesnych ewolucji i to, „ku czemu idzie”. Jest on też zdania: „Nasi nie od dziś, poza małymi wyjątkami, wręcz obsesyjnie myślą kategoriami przeszłości, nie są w stanie pojąć ogromu niebezpieczeństwa, jakie może przynieść bliska przyszłość”… Jest w kontakcie z naukowcami np. z Silicon Valley. „Jasno widzą oni coraz to nowe (!!!) niebezpieczeństwa”. Podobnie jak „liczni inni uczeni, są dalecy od lekceważenia współczesnych możliwości terroryzmu”, równocześnie jednak dostrzegają to, że postępy zapowiadające się w medycynie, w manipulacji genetycznej roślin, ludzi i zwierząt, wreszcie np. w robotyce, niosą niewyobrażalne przemiany. Rodzi się teraz zupełnie inny NOWY ŚWIAT.

Zapytany o mój stosunek do terroryzmu stwierdza, że dobrze robię „bijąc na alarm”. Ale dodaje, iż sprawa nie jest prosta. Jasne, że trzeba ostrzegać i zachęcać do wprowadzania w życie środków ostrożności. Ale z drugiej strony, trzeba jak ognia wystrzegać się „siania paniki”… I tak jasne, że społeczeństwa wielu krajów, jakimś „górnym węchem” wyczuwają ogrom zagrożenia (uderza np., że ci lub inni ludzie „prości” dostrzegają groźbę terroryzmu nuklearnego; np. ni stąd, ni zowąd pytają, czy np. siłownie jądrowe mogłyby paść ofiarą ataku, albo czy cyberatak mógłby pozbawić nas prądu???).

Tak więc jest zdania, że trzeba ostrzegać, ale umieć ostrzegać "pedagogicznie", uczyć z góry, póki nie za późno, jak na te lub inne zagrożenie odpowiednio reagować... Jak w każdej sytuacji zachować ład i porządek.

Kończąc, kpi sobie ze swych polskich znajomych, „wysokiej klasy polskich inteligentów”, którzy ostatnio na jakimś obiedzie twierdzili, że „te dzikusy – islamscy fanatycy są zdolni posługiwać się tylko rozpędzonym samochodem lub rewolwerami czy siekierą…”. Podkreśla, ze wśród dżihadystów bywają ponoć sfanatyzowani studenci np. informatyki, no i poza tym nie można wykluczać, że terrorystom ktoś może za pieniądze lub z innego powodu dopomóc.

No i jeszcze jedno. Ów informatyk z naciskiem uwydatnia – jak mówi – parafiańszczyznę polskich „mało godnych uwagi histerycznych rozrób politycznych”…

Tyle na dziś. Jeśli na pewne bardzo ciekawe (!!!) długie e-maile nie odpowiedziałem do końca, bardzo przepraszam. Ale teksty te, rzecz jasna, WEZMĘ POD UWAGĘ, ROZWAŻĘ.

Powrót do strony głównej...



12:58, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 79/2017

Dziennik „Le Figaro” z 1 kwietnia poświęca wiele uwagi narastaniu napięć między USA a Koreą Północną! Coraz to nowe i coraz to potężniejsze „próby jądrowe” przeprowadzane przez północnokoreańską armię niepokoją prezydenta Donalda Trumpa. Trudno w tej chwili ocenić, jaka będzie dalsza reakcja USA na taki „rozwój sytuacji”.

Kim Dzong Un, urodzony w roku 1984, obecny absolutny władca Korei Północnej, człowiek znający świat, bo wychowany w najlepszych szwajcarskich szkołach, jak wiele na to wskazuje, mieć może bardzo różnorakie międzynarodowe kontakty, i nawet mógłby – czego jednak nie wykluczałbym całkowicie (!!!) – tak czy inaczej dopomóc np. islamskim fanatykom, tym czy innym zwolennikom dżihadu, w zaopatrzenie się np. w bronie typu nuklearnego. Rzecz jasna nie chodzi o oparte na jakimś dowodzie stwierdzenie, ale o ponoć modną teraz hipotezę – powiedziałbym – „mogącą chyba samą się narzucać”.

Samo narzucać się może także pytanie, jak aktywna jest obecnie w Polsce Ambasada Północnokoreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, mieszcząca się w Warszawie przy ul. Bobrowieckiej 1a. Wiadomo, że w Polsce np. w roku 2015 pracowało około 480. „poddanych” Kim Dzong-Una. Pensja ich – jak wynika z informacji, jakie można znaleźć w Internecie – wynosiła coś około 300 zł miesięcznie (???). Ponoć „czeska opinia publiczna zmusiła czeski rząd, by zabronił zatrudniania robotników z komunistycznej Korei”. Także Rumunia i Bułgaria zrezygnowały podobno z tego wyzysku. Do tego owi koreańscy pracownicy część swych zarobków muszą oddawać komunistycznemu reżimowi! Ponoć już jakiś czas temu Adam Kozieł z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka skwitował cały ten proceder stwierdzeniem: „bezwstydna chciwość”. Jedno chyba pewne: Korea Północna „jest dość aktywnie nadal obecna w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ma tam zapewne kontakty zarówno z dawnymi komunistami, jak i z przedsiębiorstwami budowlanymi zatrudniającymi (tanich) koreańskich robotników.

W stolicy Korei Północnej, w Pjongjangu, studiuje pewna liczba cudzoziemskich studentów różnych narodowości, np. na prestiżowym ponoć Uniwersytecie Kim II-Sunga. Uczelnie Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej bywają szeroko reklamowane w internecie w różnych językach, np. po polsku (spójrz np.: JAK DOSTAĆ SIĘ NA ELITARNY UNIWERSYTET KIM IL-SUNGA W KOREI PÓŁNOCNEJ)…

Ogólnie biorąc, trzeba dobrze zrozumieć, iż Korea Północna – państwo wyposażone w broń atomową (od niedawna już jednak bardzo wysokiej klasy), do tego ziejące nienawiścią do USA i do całego Zachodu i zachodniego „sposobu myślenia” – teraz siłą rzeczy musi „przyciągać” terrorystów spod znaku np. Daech-u itd. Tyle na dziś o tym tak godnym uwagi, a jeszcze słabo dostrzeganym zjawisku.

Powrót do strony głównej...



12:51, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 78/2017

Zawsze niesamowicie czujny redaktor Ludwik Lewin – paryski korespondent znakomitej agencji PAP – z miejsca przesłał wielki artykuł, jak przed laty mawiano „francuskiej Prawdy”, to jest dziennika „Le Figaro” (z 31 marca 2017 r.) : artykuł o ogromie zagrożenia, jakie stanowić mogą: terroryzm technologiczny, „brudne bomby”, ataki chemiczne, wreszcie np. niosący groźne zarazy celowo nimi skażeni kamikadze… Bynajmniej nie chodzi o jakąś niepoważną fantazję dziennikarską, lecz o „asercje” zawarte w raporcie Francuskiego Sekretariatu Generalnego Obrony i Bezpieczeństwa Narodowego, raporcie dotyczącym niebezpieczeństw, jakie mogą już przed rokiem 2030 czyhać na Francję…

Jak Ludwik Lewin najwyraźniej dobrze pamięta, nie od dziś (!!!) podkreślam możliwość pojawienia się takich niesamowicie groźnych agresji mogących dosłownie wstrząsnąć całym naszym życiem… Wspomnę też, że pewien „wysoko postawiony facet”, i zresztą nie tylko on, bo także inni ludzie o najwyraźniej niskim ilorazie inteligencji i ZDOLNOŚCI PRZEWIDYWANIA, kpili sobie z mych obaw, mawiali „to strachy na lachy”…

Już przed laty śp. ojciec mój tylko półżartem głosił: „Niestety wielcy tego świata umieją tylko jedno – dopchać się do władzy, ale o tym, by patrzyli dalej i wyżej, już nie ma mowy"…

Dorzucę może tylko, że zdaniem poważnych psychosocjologów dość sporo tak zwanych zwykłych, czy – jak kto woli „szarych” – obywateli podświadomie wyczuwa pismo nosem, zdaje sobie sprawę z ogromu czających się za rogiem zagrożeń. Zjawisko to, coraz wyraźniej w świecie Zachodnim dostrzegalne, może z czasem mieć skutki „wielce polityczne”, a jak uczy nas doświadczenie z XX wieku, być może, ostrożnie mówiąc, niekoniecznie najlepsze, a w każdym razie nieobliczalne.

Co w takiej sytuacji trzeba robić? Trudne pytanie. Jedno jasne! Trzeba być gotowym nawet na najgorsze. Zaplanować z góry właściwą reakcję oraz właściwą ripostę. Z góry społeczeństwa nauczyć, jak właściwie na każdy przewidywalny atak, bez ulegania panice, reagować! Jednym słowem, z jednej strony nie należy szerzyć przedwczesnej i być może bezpodstawnej paniki, a z drugiej jednak strony, nie wolno „chować głowy w piasek”… Czy i do jakiego stopnia trzeba wyposażyć się w schrony, wymaga poważnego przemyślenia i analiz, w oparciu także i o mózgi elektronowe.

Zakończę ten dziennik tylko troszkę z innej beczki. Pytałem kiedyś ojca, jak to było możliwe, że pod koniec lat trzydziestych ubiegłego stulecia w Polsce ludzie z wysokim ilorazem inteligencji, a zapewne bywali i tacy, nie dostrzegali, że na wypadek wojny Wehrmacht Hitlera wręcz błyskawicznie naszą Armię pokona. Ojciec mawiał: „bo ludzie Rydza zresztą w najlepszej wierze walczyli z defetyzmem, no i mieli Berezę”… A o ile dobrze pamiętam, słynny spec od dziejów naszego wywiadu, dr hab. profesor Aleksander Woźny kiedyś pisał, iż na krótko przed 1 września 1939 roku odwołano za „czarnowidztwo” (???) jednego z szefów naszej „Dwójki”!!

Powrót do strony głównej...

12:43, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 77/2017

Tak więc w związku z obecną francuską kampanią prezydencką, podjąłem bój o „frankofonię”. Będąc od sześćdziesięciu lat korespondentem polskim w Paryżu – jestem oburzony tym, że, o ile mi wiadomo, kandydaci na prezydenta Francji nie zapowiadają wzmożonej walki o obecność w świecie języka francuskiego – nośnika kultury głoszącej otwarcie na i szacunek wszystkich narodów; kult sztuki i wiedzy, ducha rozwagi i tolerancji… Jak słusznie podkreślał Jerzy Jankowski – założyciel „Wspólnoty Francusko-Polskiej” (obrona interesów socjalnych, moralnych i politycznych polonii francuskiej), redaktor czasopisma „Polska w Europie”, Polacy we własnym interesie i w interesie wszystkich narodów winni się mobilizować w propagowaniu w świecie języka francuskiego, będącego nośnikiem tak otwartej na innych, dogłębnie szlachetnej francuskiej kultury!!!

Apeluję więc do władz „Wspólnoty Francusko-Polskiej, do Krzysztofa Jussaca, do prof. Języka francuskiego Barbary Miechówki, profesora Marka Wyrwy i innych - o zainteresowanie się tym tematem! Także pragnę „uczulić” na ten problem tutejsze polskie towarzystwo literackie, mające w swej pieczy słynną zwaną mickiewiczowską Bibliotekę Polską na Wyspie Św. Ludwika w Paryżu. Ową Bibliotekę którą przed laty Francja i francuski parlament uchroniły przed zakusami totalitarnego reżimu PRL…

A teraz pewna kluczowa w mym pojęciu uwaga. W związku w Brexitem uważam, że teraz nadszedł właściwy moment, by ZWIĘKSZYĆ ROLĘ JĘZYKA FRANCUSKIEGO W INSTYTUCJACH UNII EUROPEJSKIEJ!! A to tym bardziej, że – jak podkreślał mój ojciec, tak doświadczony i długoletni dyplomata i negocjator (niegdyś jeszcze w Lidze Narodów) – JĘZYK FRANCUSKI, TAK PRECYZYJNY, POZWALA REDAGOWAĆ TEKSTY BARDZO ŚCISŁE, NIEBUDZĄCE WĄTPLIWOŚCI W ICH PÓŹNIEJSZEJ INTERPRETACJI.

Pozwalam sobie więc także apelować do władz RP o pełne docenienie wielkiego, też politycznego, znaczenia frankofonii, francuskiej kultury i języka. Tak, należy zwiększać ilość klas francuskiego w naszych liceach (mam nadzieję, że „Wspólnota Polsko-Francuska wypowie się w tej sprawie via Ambasada RP w Paryżu i skieruje pismo do rządu prześwietnej RP!).

Powrót do strony głównej...



12:38, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 76/2017

Paryska agencja prasowa Agence de Communication Interregionale de Presse z okazji nadchodzących francuskich wyborów prezydenckich zwróciła się do mnie – długoletniego polskiego korespondenta w Paryżu, „weterana zimnej wojny”, bojownika o wolność i demokrację dla całej Europy, w tym rzecz jasna dla Polski – o wywiad.

Z miejsca na marginesie obecnej francuskiej kampanii prezydenckiej dałem mocno wyraz jednemu!!! Dogłębnie mnie oburza fakt, że – o ile się nie mylę (???) – kandydaci w swych wypowiedziach nie uwydatniają tak w mym pojęciu kluczowego problemu, problemu boju o FRANKOFONIĘ!!! Wzywam więc ich, by w interesie Francji, Europy i CAŁEGO ŚWIATA jasno wskazali, co zamierzają zrobić na rzecz FRANKOFONII! Sprawa najwyższej wagi, bo język francuski niesie w sobie najwyższej klasy kulturę, nacechowaną otwarciem na wszystkie narody świata, ogromnym szacunkiem dla wiedzy i dla sztuki oraz postawą szlachetnej TOLERANCJI.

W oparciu o Wspólnotę Francusko-Polską, idąc drogami wytyczonymi przez tej Wspólnoty założyciela, Jerzego Jankowskiego, oraz przez mego ojca Kajetana Morawskiego, pierwszego ze wszystkich ambasadorów akredytowanych przy Rządzie Wolnej Francji (Algier, październik 1943), później przez ćwierć wieku ambasadora w Paryżu „Wolnej Polski” (lada chwila mają się ukazać w opracowaniu słynnego historyka, profesora Rafała Habielskiego rewelacyjne tajne raporty, jakie mój ojciec przesyłał naszym władzom na wychodźstwie w Londynie), człowieka cenionego przez Generała de Gaulle’a, (po śmierci mego ojca, Generałowa Yvonne de Gaulle napisała mi: „Generał de Gaulle bardzo cenił ambasadora Morawskiego i żywił doń szczerą sympatię…”), a także idąc śladami mego praprapradziada generała Jana Henryka Dąbrowskiego, szefa Legionów Polskich, które walczyły u boku Napoleona, ZABIEGAM O FRANKOFONIĘ, O MOŻLIWIE JAK NAJSZERSZĄ OBECNOŚĆ JĘZYKA FRANCUSKIEGO I TYM SAMYM FRANCUSKIEJ KULTURY W CAŁYM ŚWIECIE, W CAŁEJ EUROPIE I RZECZ JASNA W POLSCE. Cieszę się, iż w Polsce pod opieką ambasadora Pierre’a Levy i pod kierownictwem dynamicznego radcy Stanislasa Pierreta tak sprawnie działają francuskie instytuty!!!

Tak, w mym pojęciu BÓJ O KULTURĘ ZWIĄZANĄ Z FRANKOFONIĄ TO PROBLEM WIELKIEJ WAGI DLA CAŁEJ LUDZKOŚCI…

Jedno jeszcze pragnę mocno podkreślić! Jako korespondent informacyjny Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, przez lata wiodłem ciężki bój zdobywania informacji o tym, co się za tak zakłamanym „frontem czy zasłoną reżimowej propagandy naprawdę w Polsce działo”. Jak się dowiaduję, ponoć czołowego w pewnym okresie mego dostarczyciela zakulisowych informacji z PRL-u Piotra Jeglińskiego, SB planowało otruć… Mnie i, co gorsza, mą żonę, która w wyniku tego ciężko zachorzała i nadal cierpi na zdrowiu, starano się zniszczyć metodą zastraszania itd. Braterskiej pomocy i czujnej opiece francuskich służb, ja i moi koledzy z RWE, także innych narodowości, na pewno wiele zawdzięczamy. Może jeszcze tylko dodam, że wedle bardzo wybitnych lekarzy, np. kardiologów, moja ciężka choroba serca, to spadek po tamtych czasach wojny, zwanej „zimną”.

Powrót do strony głównej...



12:32, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 75/2017

Samo narzuca się pytanie, czy islamscy fanatycy, tajne grupy prowadzące „dżihad” – w ich pojęciu „świętą wojnę” – w obliczu klęsk, jakie ponoszą w Syrii i w Iraku, nie zechcą się „wykazać” jakąś akcją terrorystyczną w wielkim stylu, spotęgowaną powtórką tego, co zaszło w USA 11 września 2001 roku. Taki „pokaz” zbrodniczej umiejętności zapewne w oczach owych „grup fanatycznych spiskowców” miałby znaczenie psychologiczno-propagandowe, przeciwdziałałby poczuciu, iż islamscy fanatycy wojnę przegrywają, że są „na wykończeniu”.

Tak więc chyba niewątpliwie nie wolno nam całkowicie wykluczać jakiegoś spektakularnego i krwawego zagrania na duża skalę… Rzecz jasna, nie można do końca być pewnym, że coś takiego nastąpi… Jednak strzeżonego Pan Bóg strzeże! Można przypuszczać, że kryzys na rynku paliw, malejące zyski ze sprzedaży ropy naftowej, oraz wynikające stąd pociągnięcia oszczędnościowe np. w Arabii Saudyjskiej i w arabskich emiratach, w pewnej mierze destabilizują te państwa, umacniają tam grupy po cichu popierające „dżihadystów różnych maści”, prądy wrogie USA i rzecz jasna także Rosji, wrogie w szczególności Trumpowi i Putinowi… Nie można chyba do końca wykluczać możliwości, że „ktoś” (owe arabskie tajne grupy czy też jakieś inne „siły czy państwa”, czujące się zagrożone przez USA) dżihadystów wspomoże i w groźne środki wyposaży.

Co należy robić w tej sytuacji? Być na wszystko gotowym, no i trzeba przygotować naszą opinię publiczną, wpoić jej przekonanie, że z każdą formą terroryzmu damy sobie w końcu radę, że w żadnym wypadku nie należy – cokolwiek by zaszło – wpadać w histerię, podejmować nierozważne np. politycznie decyzje pod wpływem paniki…

Nie oznacza to, bym potępiał ten wybór, wręcz przeciwnie, ale jak się zdaje, zwycięstwo wyborcze Donalda Trumpa być może ściśle się wiąże z mocnym w masach USA poczuciem, iż ich wielkiemu krajowi jednak zagraża terroryzm, np. nuklearny.

Powrót do strony głównej...

12:16, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 74/2017

Przyjezdny z Warszawy nawiązuje do mego niedawnego dziennika. Stwierdza, że rzeczywiście „polski Londyn” bardziej „tętni życiem” od „polskiego Paryża”… Narzeka na brak w Paryżu czegoś w stylu londyńskiego POSK-u – jakiegoś polskiego ośrodka społeczno-kulturalnego, wyposażonego w restaurację o przystępnych cenach. Brak też w Paryżu polskiego punktu informacji turystycznej, biorącej pod uwagę także to, co we Francji może być dla Polaka szczególnie (ze względu na te czy inne polskie powiązania) interesujące… Trudno np. dowiedzieć się, jak się jedzie do i co można zwiedzić w polskim zamku w Montrésor … Trudno (?) też znaleźć na paryskim cmentarzu Père Lachaise grób Szopena, oraz na cmentarzu Montmartre polskie kaplice grobowe. Brak też jakiejś mapy wskazującej, jak dojechać na podparyski cmentarz w Mesnil-le-Roi, gdzie znajdują się groby Józefa Czapskiego i Jerzego Giedroycia.

Ów przyjezdny z Warszawy pyta również o sklepy oferujące w Paryżu polskie specjały i produkty… Ponieważ rozmowa toczy się w 16-tej dzielnicy Paryża, polecam mu SYRENKĘ przy 108, rue Michel Ange.

Powrót do strony głównej...



10:01, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 73/2017

Ceniony polski reżyser filmowy, laureat szeregu poważnych nagrań dokumentalnych, np. „Tajnych taśm SB” (Grand Prix – Międzynarodowe Dni filmu dokumentalnego, Lublin 2013) czy też „Amerykanina W PRL-u” (nagroda główna „Złoty Nurt”, Kielce 2009), za przenikliwy opis wizyty Roberta Kennedy’ego w PRL-u, odkrywczo pokazujący zderzenie dwóch światów, jest w trakcie wykańczania – dla ponoć najlepszej polskiej firmy filmowej – filmu o mnie, jak mnie określali PRL-owcy: „szpionie RWE”. Tak, ma praca w RWE najprzód jako freelancer Zygmunta Michałowskiego, a później jako etatowy korespondent informacyjny RWE (1965-1992) polegała na zdobywaniu informacji o tym, co się naprawdę w Polsce dzieje. Na przykład 25 II 1979, Jan Nowak-Jeziorański pisał do mnie z Waszyngtonu: „Chcę, by Pan wiedział, że kilka Pana raportów dotyczących wzmocnienia ruchu frakcyjnego wewnątrz partii miało dla mnie ostatnio wielkie znaczenie w rozmowach z Karlem Schmidtem, XY z departamentu stanu oraz ze Zbigniewem Brzezińskim, w związku z projektem zaproszenia tu na jesień Gierka…”. A na przykład poprzednio, 15 sierpnia 1976 roku Jan Nowak pisał do mnie, że otrzymał od Zygmunta Michałowskiego stos ostatnich raportów. J.N. precyzuje: „Olbrzymią większość stanowią raporty od Pana, a materiały od „młodego człowieka” (Piotra Jeglińskiego) są największymi rodzynkami programu. List Andrzejewskiego poszedł kilka dni temu, a o Kuroniu słuchałem wczoraj”. Koniec cytatu…

Jak wynika z powyższego, Jegliński i ja graliśmy kluczową rolę w dostarczaniu RWE tajnych informacji z PRL-u… Nic więc dziwnego, że SB i inne „czerwone służby specjalne” planowały zabicie Jeglińskiego, no i bezustannie starały się mnie i niestety także mą żonę zastraszać, terroryzować metodą pogróżek, kolportowania z uporem godzących we mnie oszczerstw, nasyłania prowokatorów… Ja miałem dobrego nosa: wyczuwałem, kto może być nasłanym, ale np. mój szlachetny kolega Totuś Parczewski, też korespondent informacyjny RWE, zawierzył jakiemuś przybyłemu z Polski człowiekowi i powierzył mu pewne zadania (zdaje się dystrybucję książek wydawanych po polsku na Zachodzie przy jednym z PRL). Niestety ów facet po roku „prysnął” do PRL-u, a nas obsmarował w reżymowej prasie… Totusia za nieostrożność usunięto z RWE. Został dyrektorem Polskiego Domu Spokojnej Starości w Lailly-en-Val.

Jak już pisałem w tym blogu 19 grudnia 2011 roku, jacyś dziwni ludzie ostentacyjnie chodzili za moją ukochaną żoną i córeczką. Najwyraźniej szło o zastraszenie. Zawsze świetnie zorientowany Piotr Jegliński mnożył ostrzeżenia. W biurze RWE-RS atmosfera bywała napięta. W pewnym momencie „nieznani sprawcy” pobili przed jej paryskim domem mą rumuńską koleżankę - literata Monikę Lovinesco. A w Londynie we wrześniu 1978 roku zamordowano „bułgarskim parasolem” naszego freelancera, dramaturga, powieściopisarza i „dysydenta” Georgiego Markowa. A w Paryżu ofiarą próby (na szczęście nieudanej) zlikwidowania „bułgarskim parasolem” padł nasz bułgarski korespondent, Władimir Kostov. W lutym 1981 roku na siedzibę naszego Radia w Monachium z polecenia rumuńskiego Securitate słynny terrorysta Carlos, czy też raczej jego ludzie, dokonali zamachu, powodując eksplozję ładunku materiałów wybuchowych pod jednym ze skrzydeł radiowego budynku - kilkunastu pracowników RWE odniosło rany. Uparta pogłoska głosiła też, że owa Securitate ma metodę, by wywoływać u wrogów komunizmu jakąś błyskawiczną chorobę nowotworową (???). Jednym słowem, nie brakło alarmów i napięć, nieraz przesadzonych. Dodam, że Piotra Jeglińskiego podobno rzeczywiście zamierzano otruć! Jego niedawna b. ciężka choroba niewątpliwie była tak czy inaczej „skutkiem” tej przeszłości, była z tą przeszłością ściśle związana i nią spowodowana. Wyciekanie z Polski tajnych informacji, np. o sporach w kierownictwie partii, wściekało kierownictwo PZPR-u, które w takiej sytuacji zarzucało SB nieudolność. Stąd ta np. tak zacięta wojna z Jeglińskim i ze mną.

A moja ciężka choroba serca zdaniem wybitnych: kardiologa i kardiochirurga – ma swą przyczynę również w napięciach z przeszłości.

Ale, co najbardziej dla mnie bolesne i tragiczne, to to, że ciężko zachorzała moja żona. Do dziś jej stan zdrowia jest fatalny. To wręcz DRAMATYCZNIE zaciążyło nad mym i mej córki życiem… Tyle na dziś o tym dramacie!

Powrót do strony głównej...



09:57, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 72/2017

W ten czwartek „Le Figaro” w wielkim, pierwszostronicowym tytule stwierdza: „Le terrorisme islamiste rappe au coeur de Londres”. Podtytuł podkreśla, że atak na moście Westminster przyniósł śmierć czterech osób, a około czterdziestu osób (w tym troje francuskich licealistów) odniosło rany. Napastnik poniósł śmierć. A na wewnętrznych stronach, już w tytule jednego z artykułów "Le Figaro", ta – jak niegdyś pół żartem, a pół na serio mawiano – francuska „Prawda” głosi, że Londyn z kolei padł ofiarą tak zwanego terroryzmu „low cost”. Pismo jasno przypomina, że już 22 września 2014 roku ówczesny główny propagandysta DAECH-u wyraźnie wezwał „rozsianych po świecie” zwolenników fanatyzmu islamskiego do stosowania terroru wszelkimi możliwymi środkami, do zabijania obywateli państw walczącej z DAECH-em koalicji.

Jak na razie, owe „indywidualne” akty terroru nie wywołały żadnego ogromnego kataklizmu. Ale trzeba pamiętać, że wśród zwerbowanych np. drogą internetową fanatyków skrajnego i krwawego islamu mogą się znaleźć też np. studenci czy uczniowie technicznych szkół średnich, ludzie zdolni np. sfabrykować (?) „dynamit” czy inne groźne środki wybuchowe, czy np. bronie chemiczne, gazy bojowe, itd. (???).

Można też podejrzewać, że DAECH i jego służby specjalne, czy jacyś inni dżihadyści skądinąd przygotowują jakąś „wzmożoną powtórkę” akcji przeprowadzonej w USA 11 września 2001 roku! Skrajni islamiści zapewne (??) mieć mogą takich lub innych „antyzachodnich” ukrytych sojuszników, dzięki którym – kto wie – być może zdołają się wyposażyć w szczególnie groźne bronie, nawet, czego jednak NIE NALEŻY CAŁKOWICIE WYKLUCZAĆ, w broń nuklearną. Jakiś czas temu wykryto, że dżihadyści w Belgii – jak się zdaje – starannie śledzili i obserwowali szefa programu nuklearnego owego państwa (??). Zrodziło się podejrzenie, że planowali „zamach” na jedną z elektrowni nuklearnych tego kraju (?). Rzeczoznawcy podkreślają skądinąd, że nawet tylko tak zwana „brudna bomba” (o wiele łatwiejsza do uzyskania niż bomba atomowa) może zapewne spowodować skażenie dzielnicy dużego miasta. „Brudna bomba” rozsiewa materiały radioaktywne. Spowodowane przez nią „szkody” zależeć będą od rodzaju materiałów radioaktywnych, jakie będzie ona zawierać.

Poprzedni prezydent USA, Barack Obama, był bardzo świadom zagrożenia, jakie mogłaby stanowić broń atomowa czy też nawet tylko „brudne bomby” w rękach dżihadystów. A prezydenta Donalda Trumpa chyba na pewno niepokoi fakt, że wroga Zachodowi Korea Północna stale kontynuuje swe zbrojenia nuklearne.

Nie można chyba do końca wykluczać, że może mieć czy z czasem mieć różne kontakty np. z terrorystami.

Powrót do strony głównej...

09:49, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 116
© Maciej Morawski
Paryż
2007-2017

* * *

WYDAWCA SERWISU:

© Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego / www.wolnaeuropa.pl

ADMINISTRATOR SERWISU:

Mariusz Kubik / Stowarzyszenie RWE

Treść niniejszego bloga jest wyrazem prywatnych poglądów autora, nie będących stanowiskiem i opiniami wydawcy oraz administratora serwisu.