poniedziałek, 11 grudnia 2017
Widziane z Paryża 274/2017

Reakcje czytelników bywają błyskawiczne! W związku z mym wczorajszym dziennikiem (dziennik 2 12), jakaś czytelniczka pyta: "Czy ONI nadal Pana prześladują"? Jedno wiem: jakiś czas temu w „mej ulubionej” kawiarni przy avenue de Versailles. Paryż 16-ty, jakiś facet nagle mocno mnie pchnął, mówiąc po polsku: TY FASZYSTO. Co miałem zrobić? Nie zareagowałem!!

Ktoś oburza się, iż zabiegałem o status weterana zimnej wojny! Może nie wie, że UB-eckie zastraszanie rozbiło (!!!) mi rodzinę (separacja ode mnie i choroba żony)… Ale na te tematy więcej pisać nie będę. Może tylko dodam, że tutejszy świetny lekarz uznał mnie za inwalidę. Ktoś (?) pisze też: "Przykro czytać, że windujecie na piedestał niejakiego Wildsteina". Zarzuca mi też ktoś (?), że sprzedałem DOM SPK w Lille, podczas gdy sprawy nie znam, nikt mnie nie pytał o zdanie…

Ktoś przysłał mi moje zdjęcie w kuli maltańskiej z napisem: "Jestem świętym na 100 % , jestem braciszkiem, uśmiech mam cacy… Czy może być lepiej? Nie patrzę prosto w oczy, ale to przecież jest „mądrość”. Rozwiązuję rebus: IPN BU 01753-171 – kto to jest? Na pewno go rozwiążę, Boruch W. z pewnością mi pomoże".

Wahałem się, czy tę sprawę poruszyć. Nie chciałbym zaszkodzić autorowi tych anonimów!!!… Ale cóż – jak uczył mnie mój przyjaciel, dyrektor i nauczyciel gdy szło o pracę informacyjną i przeciąganie ludzi na nasza stronę, Jan NOWAK – "Ujawniać fakty, to Twój święty dziennikarski obowiązek". (Informacje o mej współpracy z „Kościanem – AK-owską Wyspą na Morzu Czerwonym” – książka słynnego REGIONALISTY, JERZEGO ZIELONKI pod takim tytułem ma się za jakiś czas ukazać – można znaleźć w znakomitej pracy Teresy MASŁOWSKIEJ o mnie pt. ŁĄCZNIK Z PARYŻA. RZECZ O WETERANIE ZIMNEJ WOJNY…). Owe sprawy kościańskie – miałem wówczas 15 lat – na wskroś zna też tak ceniony historyk, dr hab. profesor Waldemar Handke!

Ostatnia sprawa: w odpowiedzi na pytanie, precyzuję, że już od lat – od 14 kwietnia 2004 roku – IPN uznał mnie za osobę pokrzywdzoną.

Tyle na dziś. Patrz też wczorajszy dziennik – jak to wynika ponoć z UB-eckiego donosu – nie stałem się współpracownikiem Jamesa Burnhama i doktorem politologii…

Powrót do strony głównej...

13:41, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 273/2017

Rozmówca pyta: "Czy nienawidzi Pan SB-eków, którzy swą ulubioną bronią, pogróżkami, anonimami i insynuacjami tak zaciążyli na Pańskim (ciężka choroba serca) i Pana Żony życiu (u żony – zaburzenia nerwowe???)"?

Moja odpowiedź prosta! Na sto procent wszystko wszystkim wybaczam. Propaganda „czerwonego” była jednak nieźle robiona. Mogła wielu omamić! SB-ecy myśleli, nieraz na serio, że służą Polsce! Na początku, po roku 1990, konieczne było grzebanie się w nocnikach historii. Do tego jestem kawalerem tak szlachetnego Zakonu Maltańskiego (od roku 1977), i wychowankiem tak związanego z mą rodziną Zakonu Jezuitów!!! WIEM ŚWIETNIE, ŻE CHRYSTUS NAKAZAŁ NAM PRZEBACZAĆ!!!

Z kolei tenże rozmówca stawia drugie pytanie: "A jaki jest Pana stosunek do ludzi, który oczerniali Pana w reżymowej prasie, np. do MARKA PIWOWSKIEGO"?!

W pełni wybaczam im!!! Co do Piwowskiego, to wysoko trzeba cenić jego talent reżysera i scenarzysty. Zapraszam go publicznie na PRZYJACIELSKIE spotkanie ze mną.

Co do donosów SB, to jednak zaciążyły one na mym losie!!! W roku szkolnym 1953-1954 byłem w Strasburgu studentem KOLEGIUM WOLNEJ EUROPY. Napisałem pracę naukową o stachanowszczyźnie w Polsce. Uniwersytet Strasburski – Wyższa Szkoła Nauk Europejskich ją wyróżniła. Nasi Amerykanie zamierzali mnie skierować do USA na studia politologiczne (do Jamesa Burnhama), ale po kilku tygodniach „sprawa upadła”. Do Kolegium Wolnej Europy nadszedł donos, że w 1945 roku byłem w Kościanie groźnym komunistą (miałem w Kościanie wówczas 15 lat !!!), i że jestem HOMOSEKSUALISTĄ! W kilka lat później, gdy WE (Wolna Europa – przyp. Red.) brała mnie do stałej pracy, spytałem angażującego mnie Amerykanina: "Jak to możliwe, wszak uprzednio mieliście ów donos na mnie"?!!! Amerykanin odpowiedział: 'Sprawę znamy na skroś. To był donos inspirowany przez UB. Ale proszę tego tematu nie poruszać – pewne śledztwa są jeszcze w toku".

JEDNO PEWNE: TEN DONOS SPOWODOWAŁ, ŻE NIE ZOSTAŁEM DOKTOREM – WYKŁADOWCĄ POLITOLOGII!!! A WIĘC POWAŻNIE ZACIĄŻYŁ NA MYM LOSIE!

Powrót do strony głównej...



13:38, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 272/2017

Rozmówca pyta: "Jakie były Twej Matki i Twoje, piętnastolatka, postawy polityczne w roku 1945"?

Sprawa prosta. Matka moja nie mogła oczywiście przeboleć śmierci w powstaniu mej siostry Magdy, poległej gdy niosła – będąc wówczas jego łączniczką – jakiś rozkaz (?) dla Radosława, szefa KEDYW-u (poprzednio była w wywiadzie AK, jeździła w tajnych misjach do Niemiec…). Śmierć Magdy i – jak mawiała ma matka – "całego jej pokolenia", zaowocowała hasłem RATOWAĆ BYT BIOLOGICZNY NARODU… (Pamiętam już w późniejszych latach czterdziestych paryską rozmowę mej matki z generałem Borem Komorowskim, będącym tu w Paryżu z wizytą, wówczas premierem rządu „londyńskiego” RP. Matka pytała: "Jak mogliście do powstania dopuścić"? Generał Bór na to: "Ależ Marysiu, młodzież pchała się do walki"! Matka moja na to: "Co z Was za dowódcy, by ulegać pchającej się do walki młodzieży"?!!! – Tyle tylko, jak przez mgłę (!!!), z tej rozmowy sobie przypominam!

W roku 1945 wiele osób ucieszył powrót Mikołajczyka i powstanie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej… Trzeba wiedzieć, że sporo osób wtedy „uznawało” ten rząd za naprawdę polski!

Ja wraz z matką, mym kuzynem Jasiem Kicińskim, który chciał prowadzić walkę zbrojną z komuną (było i sporo takich). wylądowaliśmy” w powiecie kościańskim. Ja dokładnie w liceum w Kościanie… Jak to określa słynny regionalista redaktor Jerzy Zielonka, KOŚCIAN BYŁ WÓWCZAS (do połowy roku 1948) AK-OWSKĄ WYSPĄ NA MORZU CZERWONYM!!! Starostą powiatowym został Karol Fischbach (orientacji narodowej); pierwszym sekretarzem KP PPR, Stefan Bech, b. AK-owiec; sekretarzem powiatowym PPS, Edward Boryczko, także b. AK-owiec. (Patrz rewelacyjna książka jakże wybitnej Teresy Masłowskiej o mnie, pt. "Łącznik z Paryża. Rzecz o weteranie „zimnej wojny”").

Rzecz jasna wówczas zabiegaliśmy o powrót do kraju mego ojca. Jak przez mgłę pamiętam długie rozmowy na ten temat mej matki z Henrykową Strasburgerową, będącą przejazdem w Poznaniu żoną „warszawskiego” ambasadora Polski w Londynie. Ojcu w kraju wysokie stanowisko w urzędzie odbudowy wybrzeża proponował np. jego przedwojenny szef Eugeniusz Kwiatkowski… Ale ojciec uważał, że Stalin lada chwila zaciśnie pasa, spotęguje terror… I – jak się okazało w połowie roku 1948 – ojciec miał całkowitą rację, rozumiał krwawą mentalność i metodę stałego zwiększania „zamordyzmu” stosowaną przez Stalina. Gdy 4 bodaj listopada 1946 roku zjawiłem się z moją Matką w Paryżu, powiedziałem ojcu: "Skończę we Francji studia, i wracam do Polski". Ojciec odpowiadał: "Zrobisz, co zechcesz, ale boję się, że do tego czasu w Polsce wzmocni się stalinowski terror". I cóż, stało się to, co ojciec mądrze przewidział!!! Mawiał: "STALIN TO NIE POLITYK, ON WIERZY TYLKO W TERROR!"

W połowie 1948 roku zaczęły do mej matki i do mnie napływać przesłania z Polski – od rodziny, ale także od ludzi bliskich władzy, np. od ministra Michała Kaczorowskiego czy od Doroty Kłuszyńskiej: "Nie wracać" Matka moja dostała depresji. Mówiła, że nie może żyć poza Polską. Ja przyznałem, iż to mój ojciec miał rację. Opieka intelektualna Józefa Czapskiego pozwoliła mi zwalczyć tęsknotę za – niestety ujętą w więzy terroru stalinowskiego – Polską. Czapski pomógł poznać i pokochać tak Polsce przyjazną Francję!!

Nieco wcześniej w Paryżu nas jeszcze zdążyła odwiedzić ma ukochana ciotka Julia z Lubomirskich Tadeuszowa Morawska. Przyjechała zabiegać o jakieś majątki, jakie miała w Egipcie. Ale w czasie jej pobytu tutaj, w Egipcie wybuchła rewolucja, i nic z majątków…

Pewien rozmówca pyta, jakie prawo pobytu miałem wtedy we Francji. Otóż przez sympatię dla ojca, „najbardziej profrancuskiego z ambasadorów”, francuski MSZ aż do pełnoletności (okres czterech lat) wydał mi kartę dyplomatyczną!!!

Powrót do strony głównej...



13:33, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 271/2017

Śpieszę powiadomić moich czytelników, że w najbliszych dniach mogą pojawić się przerwy w moich dziennikach (podróże). Dbam o to, by pisać co dzień, narzucam sobie w tej dziedzinie „żelazną dyscyplinę”… Już od ładnych kilku lat dzień w dzień prowadzę ten dzienniki! Żałuję, iż nie zrobiłem tego o wiele, wiele wcześniej. Co prawda gdy byłem – jak to „czerwoni” określali – „szpionem” Radia Wolna Europa, musiałem BARDZO uważać, co zapisuję. Wszak rzecz jasna podstawową zasadą mej pracy było chronić mych informatorów – tych, którzy dostaczali mi informacji o tym, co się w PRL-u naprawdę dzieje, np. o walkach frakcyjnych i kłótniach w PZPR (mój szef Jan Nowak wysoko cenił te właśnie infornacje, i to także wtedy, gdy rezydował już w USA).

Tak więc gdybym już wtedy pisał ten dziennik, musiałbym wiele pomijać… Takie były czasy. Wiedzieliśmy, że czerwoni starają się nas szpiegować. Tylko dzięki pomocy całej grupy przyjaciół mogłem, bardzo dyskretnie, spotykać przyjezdnych z Polski. Na przykład czasem spotykałem w Centre du Dialogue paryskich księży Pallotynów ludzi bardzo godnych uwagi,, ważnych Polaków z kraju.. Wiedzieliśmy znakomicie, że „czerwony” robi, co może, by nas i nasze kontakty rozszyfrowywać. A ja nieraz właśnie dyskretnie u Pallotynów, w ich sporym paryskim Domu widywałem tych lub innych ludzi z kraju – czy to w prywatnym mieszkanku księdza Floriana Kniotka, czy w biurze redaktor wydawnictw pallotyńskich, uczynnej Danuty Szumskiej. Raz, gdy prowadziłem Jana Nowaka-Jeziorańskiego na poufne spotkanie do Domu Pallotynów, jakiś facet o polskim wyglądzie sfotografował nas. Ale nie mógł za nami wejść do domu, a dom liczył kilkadziesiąt pokoi.

Cały ten okres CIĘŻKICH NAPIĘĆ odbił się na mym zdrowiu – choroba serca – i jeszcze bardziej na zdrowiu psychicznym mej żony. IPN uznał mnie za osobę pokrzywdzoną!!!

Powrót do strony głównej...



13:28, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 270/2017

Dziś, w ślad za postawami mego ojca Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego, przed laty w naszym MSZ-ecie nazywanego KADEMOREM, chcę raz jeszcze zaapelować do polskich, zajmujących się tą sprawą czynników – o powiększenie nauczaniania języka francuskiego w polskich szkołach średnich… Mam nadzieję, iż apel ten poprą działacze naszej tak licznej i tak dynamicznej Polonii francuskiej… Nie będę ich tu wymieniał! I tak zarzuca mi się, że mam skłonność do cytowania za wielu nazwisk!

Tak, uważam, że zarówno tutejsza Polonia, podobnie jak wielu Polaków w naszym kraju, winna się włączyć do boju o FRANKOFONIĘ!! Śp. Leszek Talko twierdził, że w XVIII wieku ukazywało się w Polsce kilka czasopism w języku francuskim (!), który był wówczas tak modny w naszych ówczesnych elitach. A Kademor z uporem podkreślał, że francuski, język wysoce precyzyjny, winien grać czołową rolę w aktach i w urzędach Unii Europejskiej, która – dodawał – winna być oparta na przepięknych, wolnościowych, głoszących SZACUNEK DRUGICH wartościach francuskiej kultury politycznej!!

Za lat kilka przypadać będzie data przybycia do Francji z Westfalii wielkiej rzeszy polskich robotników, którzy odegrali znaczną rolę w obudowie tego kraju (oczywiście Francji, poważnie podniszczonej po pierwszej wojnie światowej). W roku 1922 Franciszek Kwiatkowski, w ślad za swymi czytelnikami z Westfalii, przeniósł do Lens swój dziennik NARODOWIEC – przez kilkadziesiąt lat organ (po roku 1939 zwanej „starą”) polskiej emigracji! (Czasem tam pisywałem, wysoko ceniłem obu redaktorów KWIATKOWSKICH – ojca i syna!!).

Jednym słowem, chyba niewątpliwie zapowiada się wiele polsko-francuskich obchodów!!!

Ale za jakiś czas do tego tematu, do problemu tak mocnych i bliskich więzów polsko-francuskich, a także do problemu tradycyjnie specyficznej roli języka francuskiego w Polsce, do naszego stosunku do frankofonii – w tym dzienniku znowu nawiążę… Józej Czapski wlał w me serce kult Macela Prousta i pewnej liczby innych francuskich pisarzy… Mój ojciec zaś wskazywał mi na wagę myśli i postaw de Gaulle’a… A znam też wybitnych (!) Francuzów, naprawdę wysoko ceniących wkład Polonii w życie Francji…

Powrót do strony głównej...



13:26, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 269/2017

Rozmówca stawia mi ex abrupto zaskakujące pytanie. Pyta: "Jest Pan jednym z rzadkich, jeszcze żyjących, „bliskich świadków” (!) powstawania miesięcznika "Kultura". Kto Pana zdaniem był w powołaniu do życia takiego pisma ważniejszy: Józef Czapski czy Jerzy Giedroyc"? Moja odpowiedź prosta i krótka: to wspólne dzieło! Powiedziałbym: koniecznymi do tego byli oni obaj. Jerzy Giedroyc widział ogrom zapotrzebowania na śmiało myślące, otwarte na szeroki świat i nową sytuację, mogące też interesować Ukraińców, Litwinów, Czechów, itd., itd., a także mogące czasem trafiać w tłumaczeniu wybranych tekstów do myślicieli świata zachodniego NOWOCZEŚNIE MYŚLĄCE POLSKIE PISMO. Do tego Giedroyc miał przedwojenne doświadczenie redakcyjne… Lecz miał z tamtego okresu, przed wrześniem 1939 roku, oraz z okresu spędzonego po wrześniu 1939, w Rumunii sporo wrogów… Czapski, który wagę koncepcji dotyczącej nowego pisma z miejsca pojął, był niezwykle ceniony jako malarz i myśliciel. Miał pozycję i kontakty, wielkie stosunki w kręgach nie tylko polskich. Umiał znaleźć na założenie pisma pieniądze z różnych źródeł… Cenili go generał Anders i Stefan Zamoyski, a także co lub inni polsko-żydowscy bogacze, amerykański politolog James Burnham, francuscy pisarze: François Mauriac czy André Malraux… No i cały szereg innych bogatych i wpływowych osób… Jednym słowem, jak byłem tego świadkiem, "Kultura" mogła się zrodzić tylko dzięki bardzo bratniej – powiedziałbym – współpracy Jerzego Giedroycia i Józefa Czapskiego. Tyle na dziś, ale rzecz jasna sprawę jeszcze przemyślę.

Powrót do strony głównej...

13:23, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 268/2017

W związku z pytaniem czytelnika, potwierdzam, że gdy z matką wyjeżdżałem jesienią 1946 roku do Paryża, mając od kilku tygodni 17 lat, przyjaciel naszej rodziny, Tadeusz Chromecki (przed wojną kierownik referatu rekrutacji w biurze personalnym MSZ-u, w czasie okupacji szef sekcji spraw zagranicznych w delegaturze Rządu RP, zaraz po wojnie kierownik Działu Zachodniego w MSZ-ecie „władzy ludowej”) powiedział mi: Skończ studia w Paryżu, wróć do Polski, dam ci posadę w MSZ-ecie. Później, już w roku 1947 (?), Chromecki odwiedził w Paryżu (dokładnie w Chaville pod Paryżem) mego ojca i mnie, i przy mym ojcu ową mnie dotyczącą obietnicę powtórzył… Ojciec mój mu odpowiedział: "Tadeuszu, jesteś naiwny. Nie znasz mentalności i metod Stalina"!! No i rzeczywiście ojciec mój miał rację: po jakimś czasie Chromeckiego wylano z warszawskiego MSZ-tu. Został bez środków do życia, nieco później aresztowano go w ramach słynnego procesu biskupa Czesława Kaczmarka. W roku 1953 skazano Tadeusza Chromeckiego na 12 lat więzienia… Zwolniono go – ciężko w wyniku tortur chorego – po jesieni (!) 1956… Zmarł w lutym 1957 (wedle jednej z wersji, popełnił samobójstwo…).

Jeszcze latem 1956 roku, Eugeniusz Kwiatkowski zabrał mnie z Poznania do siebie swym specjalnym rządowym wagonem kolejowym na dni kilka na Wybrzeże. Wiedział, że mam jechać do Francji, do mego ojca – jego byłego współpracownika. Polecił mi namawiać ojca na powrót do kraju. Mówił, że ma dlań posadę. Naturalnie w Paryżu natychmiast przekazałem ojcu taką propozycję jego byłego szefa. Ojciec powiedział: "Kwiatkowski łudzi się. Prędzej czy później Stalin nakażę ostrą czystkę". I rzeczywiście, wkrótce później Stalin nakazał czystkę. Kwiatkowski wylądował przymusowo w Krakowie, de facto bez środków do życia.

A w połowie roku 1948, do nas do Paryża zaczęły napływać listy od osób, które uprzednio zajmowały całkowicie inne stanowisko: "Na Boga, nie wracajcie. Nadszedł okres ponurego terroru"… Matka moja, która mawiała, że poza Polską żyć nie może, ciężko zachorowała nerwowo!

Powrót do strony głównej...



13:20, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 267/2017

W Egipcie, w północnej części Synaju, miał miejsce wielce krwawy zamach terorystyczny. Śmierć poniosło ponoć okołotrzystu osób (?). Szło o wiernych opuszczających meczet po piątkowych modlitwach. Nieznani sprawcy najprzód spowodowali wybuch bomby czy bomb, później otworzyli z broni maszynowej ogień na wychodzących z meczetu wiernych… Francja wzięła bardzo na serio ten akt terroru. Wyłączono tej nocy na znak solidarności z ofiarami ataku oświetlenie symbolu Paryża, wieży Eiffla!

Należy przypuszczać, że tego ataku dokonali dżihadyści. Ich obecna taktyka to sianie krwawego zamętu. Prowadzą oni bowiem teraz grę mającą na celu sianie postrachu, podrywanie zaufania społecznego do np. właśnie Egiptu i ogólnie do wrogich im państw. Wyraźnie stawiają na takie czy inne formy terroryzmu… Nie można logicznie myśląc chyba (??) całkowicie wykluczać, że szukają dialogu z tak „antyzachodnią” Koreą Północną, posiadającą broń atomową… Nie od dziś poważni eksperci zachodni obawiają się, że dżihadyści mogą w taki lub inny sposób wyposażyć w te czy inne bardzo groźne bronie i środki wybuchowe!!! Sprawę tę zapewne dokładnie przeanalizowali np. (świetni) eksperci Pentagonu…

Powrót do strony głównej...



13:18, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 266/2017

Wielki, na ogół świetnie zorientowany dziennik "Le Figaro", przynosi dziś dość krótką, lecz mym zdaniem b. ważną wadomość! Jej tytuł brzmi: "PARIS ET VARSOVIE SE RAPPROCHENT" ("Paryż i Warszawa zbliżają się do siebie!"). Francuski dziennik podkreśla to, że po okresie pewnych napięć, wczoraj, w czwartek, Prezydent Macron i pani premier Beata Szydło stwierdzli, że chcą przezwyciężyć dotychczasowe nieporozumienia, i znaleźć kompromisy – i to mimo pewnych różnic zdań. Prezydent Macron między innymi wspomniał o obawach, jakie powoduje projekt reformy w Polsce wymiaru sprawiedliwości; stwierdził, że ta sprawa budzi troski.

Jest rzeczą oczywistą, że to obecne zbliżenie się Francji i Polski sprawia mi wielką radość. Wszak jestem na 102 wierny wytycznym mego ojca, który z uporem walczył o „Europę na francuskim sosie”; którego już niegdyś minister Beck uważał za zbyt związanego z Francją. A ja, od lat będąc dziennikarzem, popieram myśl o czołowej roli Francji w Unii Europejskiej, i staram sie umacniać przyjaźń obu naszych narodów… Wywołuje to wrogość do mnie ludzi nielubiących Francji, a przecież – choć na ogół starannie ukryci – bywają i tacy… Ale takie czy inne ataki nie są i nie będą w stanie zmienić mego stanowiska. Hasłem mego życia było, jest i będzie zbliżenie polsko-francuskie i bój o ową Europę głoszącą braterskie, przepojone kultem wiedzy i sztuki wytyczne szlachetnej francuskiej kultury politycznej.

Na marginesie tego odcinka mego dziennika położę nacisk na wagę tego, by w możliwie jak najwięjszej ilości polskich szkół średnich nauczano także francuskiego! Mam nadzieję, że świetna ambasada Francji w Polsce; że tak wybitni ludzie jak tak inteligentny ambasador Francji w Warszawie, Pierre Levy oraz jego radca kulturalny, tak od lat Polakom bliski, prowadzący niegdyś na ich rzecz szeroką akcję stypendialną, Stanislas Pierret, zdołają spotęgować ową obecność francuskiego u nas. W mym pojęciu, francuski winien być też głównym językiem urzędowym Unii Europejskiej. Ów język, tak precyzyjny, pozwala redagować ścisłe, dokładne, z miejsca niebudzące wątpliwości dokumenty prawne. Język angielski tych cech nie ma!

Powrót do strony głównej...



13:16, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 265/2017

Właśnie dziś dotarł do mnie listopadowy numer poważnego, wielce niezależnego i niewątpliwie prawicowego francuskiego miesięcznika „POLITIQUE Magazine”. Już w tytule pismo stwierdza: LE MONDE DANS TOUS SES ETATS, czyli przetłumaczyłbym: „świat w zamęcie”!

Dyrektor tego miesięcznika, wysoce inteligenty Hubert de Cremiers, w artykule pod tytułem Ale dokąd on idzie? krytykuje linię polityczną prezydenta Macrona, którego ja osobiście tak wysoko cenię. Cremiers potępia – jak to określa – super proeuropejskie wypowiedzi Macrona; obawia się (jeśli go dobrze zrozumiałem), że Macron nie będzie dość energicznie bronił w Unii Europejskiej interesów Francji.
Ten numer „POLITIQUE Magazine” analizuje też problem Katalonii. Przynosi zdjęcie króla Hiszpanów, „stanowiącego symbol jedności Hiszpanii…”.

A w swym artykule pt. „Na Wschodzie idzie nowe”, profesor Olivier Pichon na łamach tegoż „Politique Magazine” daje jasno do zrozumienia: „Le populisme a bon dos”, czyli że ostro się teraz krytykuje populizm, podczas gdy europejska biurokracja, jej tchórzostwo i NIEUDOLNOŚĆ wywołały w szeregu krajach ostre reakcje szerokich mas – reakcje, które „szukają drogi po temu, aby wyrażać się w wyborach.”… Tekst profesora Pichon zdobią zdjęcia Czecha Andrzeja Babisa, Austriaka Sebastiana Kurca oraz pani premier Beaty Szydło, która – jak pod jej fotografią napisano – „DEFEND LA POLOGNE ETERNELE (broni interesów wieczystej Polski”). Tyle w wielkim skrócie o tym numerze „POLITIQUE magazine…”.

Powrót do strony głównej...



13:14, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 listopada 2017
Widziane z Paryża 264/2017

W odpowiedzi na pytania czytelnika, śpieszę potwierdzić, że w ramach Biblioteki Grota (wydawca Instytut imienia generała Stefana „Grota” Roweckiego w Lesznie), i staraniem redaktora Jerzego Zielonki oraz redaktor Teresy Masłowskiej, autorki śwetnej książeczki o mnie: „Łącznik z Paryża – Rzecz o weteranie Zimnej Wojny”, ma ukazać się w najbliższych dniach czwarty tom mych dzienników pt. „DWA BRZEGI”… (aluzja do książki mego ojca, nagrodzonej przez londyńskie „Wiadomości” Mieczysława Grydzewskiego pt. „TAMTEN BRZEG”).

A teraz dziwna bardzo informacja! Przypomniały mi się czasy UB-eckich pogróżek, anonimowych listów, dziwnych telefonów – wszystkiego tego, co tak zaciążyło wówczas na zdrowiu mej żony. Odebrałem przed chwilą dziwny telefon! Ktoś pyta: Czy mój głos poznajesz? Zgodnie z prawdą mówię: Absolutnie nie. Na to: Jak to, nie poznajesz Morawskiej??? Ja pytam: Ale kto mówi? W odpowiedzi padają jakieś nieznane mi żeńskie imiona (chyba Małgosia /???/, w mym wieku /!!!/ szybko się zapomina…). Stawiam raz jeszcze pytanie: Kto dokładnie mówi!!?? Tajemnicza rozmówczyni odwiesza nagle telefon!!! Co to wszystko znaczy?

Powrót do strony głównej...



10:45, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 263/2017

Wielki paryski dziennik "Le Figaro" przyniósł wczoraj duży artykuł Laury Mandeville, mocno podkreślający, że społeczeństwo polskie jest podzielone gdy chodzi o ocenę pochodu, jaki polska „skrajna prawica” zorganizowała 11 listopada. W owym tekście tej znakomitej dziennikarki – swego czasu korespondentki w Rosji, znającej język rosyjski, ale także i polski – poruszany jest pojawiający się u nas problem skrajnych postaw i ksenofobii…

Jak zwraca mi na to uwagę pewien Francuz często Polskę odwiedzający i w naszych sprawach nieźle zorientowany, pani Mandeville bardzo słusznie przywiązuje sporą wagę do tego, że prezydent Andrzej Duda mocno stwierdził, że nie ma w Polsce miejsca na ksenofobię, antysemityzm i patologiczny nacjonalizm. Równocześnie Duda też bardzo słusznie skrytykował tych obserwatorów, którzy określali wszystkich uczestników pochodu mianem „nazistów”…

Ze swej strony pewna prawniczka francuska, która często Polskę odwiedza i „bywa na wydziałach prawa polskich uniwersytetów” jest zdania, że na polskich uczelniach prestiż prezydenta Dudy bardzo wzrósł: określa się go tam teraz jako kogoś bardzo zrównoważonego i „zachodniego” w swych ocenach i postawach… Mówi się o nim jako o kimś dalekim od wszelkiej histerii i przesad… Ta sama francuska prawniczka wyraża przekonanie, że Duda uchodzi za męża stanu wysoce rozsądnego w sferach kierowniczych wielu krajów Europy…!!!

Powrót do strony głównej...



10:43, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 262/2017

Uważny czytelnik mych dzienników pyta mnie: "Ale przecież miał Pan dwie siostry: Magdę oraz Barbarę, nazwaną tak na chrzcie, bo pochodzicie od tej Basi z naszego hymnu narodowego: „Mówił ojciec do swej Basi cały zapłakany, słuchaj Basiu, oto nasi, nasi biją w tarabany.”"

Zgadza się. Ma starsza siostra Barbara, urodzona 30 czerwca 1921 roku w Poznaniu, na początku wojny opuściła kraj ze swym bratem Hieronimem. Było to możliwe dzięki pomocy Włochów, włoskim wizom… Dołączyła do ojca. Później ukończyła studia wyższe w Oxfordzie… W dniu 10 lutego 1946 roku wyszła w Paryżu za mąż za swego kuzyna Włodzimierza Ledóchowskiego, bratanka generała Jezuitów oraz np. Matki Urszuli Ledóchowskiej, wyniesionej jako święta na ołtarze. Barbara i Włodzimierz Ledóchowscy mieszkali z dwoma synami przez długie lata w RPA… Jednak na starość oboje wrócili do ojczyzny. Oboje zmarli w Polsce, Barbara z Morawskich Ledóchowska w Afryce Południowej prowadziła przy boku biskupa Desmonda Tutu energiczną i odważną walkę o równouprawnienie ras.

Tyle w odpowiedzi na pytanie czytelnika dotyczące starszej z mych sióstr…

Powrót do strony głównej...



10:41, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 261/2017

W związku z rozmowami dotyczącymi rewelacyjnej książki Waldemara Piaseckiego pt. „Jan Karski – Jedno życie”, dociera do mnie pytanie dotyczące mej siostry Magdy (która Karskiemu udzielała pewnych inormacji i rad gdy miał on na podrobionych papierach w czasie wojny jechać przez Berlin do Paryża…).

Otóż ma siostra, Maria Magdalena, urodzona 20 sierpnia 1922 roku w Jurkowie, w czasie wojny należała do podziemnej organizacji Konfederacja Narodu i była żołnierzem w uderzeniowym batalionie kadrowym… Początkująca poetka współpracowała z pismem „Sztuka i Naród”… Władając biegle językami francuskim i niemieckim wykonywała dla wywiadu AK trudne zadania (jeździła, na fałszywych oczywiście, papierach francuskiej folksdojczki, także i do Berlina…). Mogła więc Karskiemu przekazać cenne informacje dotyczące przejazdu przez, i może nawet noclegu, w Berlinie.

Magda poległa w powstaniu 6. sierpnia 1944 roku. Była wtedy łączniczką płk. "Radosława". Pośmiertnie odznaczono ją Krzyżem Walecznych!

A oto wyjątek z jednego z jej wierszy:

Żegnaj… Odchodzę – głos woła tajemny jak czary
Które w noc świętojańską rusałki wyśniły
Ja ten sam zawsze pielgrzym, pielgrzym nie poznany
Prawnuk polskiej legendy, na szlaku zawiłym
Taka jest moja młodość. Daleka legenda
O mękę rozpostarta na wietrze jak sztandar.

Powrót do strony głównej...

10:39, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 260/2017

Dziś tylko kilka zdań, by mych czytelników poinformować o naprawdę wielkim i tak pozytywnym z naszego narodowego punktu widzenia znaczeniu książki Waldemara PIASECKIEGO pt. „JAN KARSKI – Jedno życie”… Jak słyszę, wpływowe kręgi żydowskie (!) też się tą pracą, tym kolosalnym, jednak chwilami rewelacyjnym dziełem Piaseckiego, żywo interesują!… To istotne! Wszak ważną jest przyjaźń żydowsko-polska. Przezwyciężenie starych zatargów obu naszych – choćby ze względu na długą „kohabitację”, i z tej kohabitacji zrodzone więzy, tak jednak bliskich sobie narodów!!!

Z wielką niecierpliwością czekam na trzeci tom dzieła Waldemara Piaseckiego! Na tom pt. Manhattan (1945-2000). Dzięki jakże sprawnej bibliotekarce z paryskiej, zwanej niekiedy „mickiewiczowską” Biblioteki Polskiej w Paryżu – dzięki pani Magdalenie GŁÓDEK – wiem już, iż (ku mej radości!) mowa tam będzie między innymi też o kontaktach Jana Karskiego: z mym ojcem, ambasadorem RP w Paryżu, i także z mą siostrą Magdą Morawską, swego czasu żołnierzem wywiadu AK odwiedzającym Berlin (mogła ona przekazać Karskiemu cenne informacje o Berlinie w czasie wojny. Karski na fałszywych papierach miał jechać przez Berlin do Francji).

Kończąc dodam, że ta książka Waldemara PIASECKIEGO, także niewątpliwie WAŻNA gdy chodzi o Polonie wielu krajów – siłą rzeczy będące w stałym dialogu z Żydami – współfinansowana jest przez zawsze sprawny i dobrze zorientowany SENAT RP!

Powrót do strony głównej...



10:36, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 259/2017

Dziś z miejsca odnotuję, nawiązując do mego dziennika z 15 listopada, że ważne w mym odczuciu wydarzenie, WERNISAŻ WYSTAWY PRAC KRZYSZTOFA JUNGA, odbędzie się w słynnej, zwanej „mickiewiczowską” BIBLIOTECE POLSKIEJ na Wyspie Św. Ludwika w Paryżu, we wtorek 21 listopada o godzinie 19-tej! Ta wystawa – jak we wstępie do swej książki pt. „KRZYSZTOF JUNG – Peintures et dessins” podkreśla WOJCIECH KARPIŃSKI – ma na celu przedstawienie obu aspektów dzieła tego artysty, który był pejzażystą i portrecistą. Na mnie wielkie wrażenie zrobiły np. dwa jego portrety Józefa Czapskiego (1987 rok). A Gustaw Herling i Zbigniew Herbert „nadali Krzysztofowi Jungowi tytuł” MALARZA DRZEW!

Z kolei w związku z uwagami i pytaniami jednego z czytelników, nawiążę do mego wczorajszego dziennika. Tak, zgadzam się z opinią, że „Ambasada Wolnej Polski” (patrz mój wczorajszy dziennik) do niedawna była przez niektórych naszych historyków jakby częściowo ignorowana, czy też jej rola była czasem tylko „pomniejszana”… Powody po temu proste i natury politycznej!! Ambasada Wolnej Polski była rzecz jasna jakby dalszym ciągiem drugiej RP, i tym samym irytowała wpływowe kręgi polityczne wywodzące się z jednak b. lewicowego rewizjonizmu. Jak słusznie chyba zauważa jeden z mych znajomych: duże wpływy mają, i w szczególności mieli, zwolennicy demokratycznej naprawy PRL-u, będący równocześnie niechętni wszelkim próbom nawiązywania do, czy uwydatniania, osiągnięć drugiej RP… Dopiero od niedawna to się zmieniło. Spojrzenie na przeszłość Polski stało się bardziej obiektywne. Młodzi polscy historycy unikają potępiania w czambuł – jak mawiał „czerwony” – pańskiej Polski i np. jej dyplomatów. Zawiał, Bogu dzięki, nowy, bardziej "obiektywny wiatr"…

Profesor dr hab. Rafał Habielski, wybitny znawca najnowszej historii Polski, przejrzał w Bibliotece Polskiej w Paryżu kopie tajnych raportów, jakie mój ojciec przez chyba ćwierć wieku wysyłał z Paryża do władz RP w Londynie. Te bardzo godne uwagi naświetlające życie i działania naszej emigracji politycznej teksty mają niezadługo ukazać się w druku! Rzucą one nowe światło na dzieje i walkę polskiej emigracji politycznej we Francji!!!

Powrót do strony głównej...



10:35, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 258/2017

Jeśli „zdrowie i lekarze mi na to pozwolą”, udam się na początku grudnia 2017 do Warszawy. Rzecz w tym, iż ma się tam odbyć pierwszy pokaz dwóch filmów, chyba historycznie jednak ważnych. Chodzi o film pt. "AMBASADOR ATLANTYDY" (o mym ojcu, przez ćwierć wieku ambasadorze legalnych władz RP w Londynie przy Francji – realizacja studia filmowego Kalejdoskop) oraz o film o mnie pt. "PARYSKI KORESPONDENT" – realizator: firma Media Kontakt. Ale może ważniejszym od tycH filmów będzie odczyt słynnego historyka, profesora Rafała Habielskiego, o przez niego odnalezionych i opracowanych tajnych raportach mego ojca dla władz RP rezydujących w Londynie. Raporty te ujawniają wielką aktywność „Ambasady Wolnej Polski” – aktywność dotąd jakby niedostrzeganą do końca… Całe owo spotkanie ma mieć miejsce 7 grudnia o godzinie 18.00 w „WINOSFERZE” przy Chłodnej 31…

Odnotuję, że mam nadzieję, iż w styczniu 2018 ambasador Tomasz Młynarski zorganizuje podobne spotkanie w naszej ambasadzie RP w Paryżu, rzecz jasna spotkanie z udziałem słynnego profesora Habielskiego. Ambasador Młynarski, wysokiej klasy spec w dziedzinie polityki międzynarodowej, niewątpliwie może być zainteresowany trudną grą polityczną owej „Ambasady Wolnej Polski” mego ojca…

Powrót do strony głównej...



10:33, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 257/2017

Wczoraj listonosz przyniósł mi przesyłkę z Warszawy, która sprawiła mi sporą radość. Wojciech Karpiński przysłał swą książkę pt. "Krzysztof Jung – peintures et dessins", za co mu serdecznie dziękuję! Wydawca: Biblioteka Polska Paryż i Towarzystwo Historyczno-Literackie we Francji. Teksty polskie na francuski przełożył Erik Veaux. Okazję do tej – powiedziałbym – bardzo potrzebnej publikacji (wszak trzeba światu dać poznać twórczość Junga, zmarłego w roku 1998) dała budząca tu zainteresowanie wystawa prac tego artysty w Bibliotece Polskiej w Paryżu (22 11 – 22 12 2017).

W swym słowie wstępnym do owej książki Wojciech Karpiński wyraża wdzięczność Kazimierzowi Lubicz-Zaleskiemu – prezesowi THLP i dyrektorowi Biblioteki za zorganizowanie owej wystawy prac Junga. Nie mogę tu przytaczać wszystkich podziękowań Karpińskiego… Wspomnę może tylko, że podkreśla on wielkie kompetencje komisarza wystawy, świetnego szefa działu kolekcji artystycznych owej Biblioteki, Anny Czarnockiej. Rzecz jasna nie będę tu omawiał wszystkich zawartych w tej książce ilustracji. Podkreślę tylko, że wielkie wrażenie zrobiły na mnie np. 2 zdjęcia z portretów Józefa Czapskiego (oba rok 1987). Dodam może, że między innymi wysoko cenię tam zawarte portrety Adama Zagajewskiego, Zbigniewa Herberta, Czesława Miłosza i Witolda Gombrowicza oraz autoportrety Krzysztofa Junga!

Na tym dziś kończę. Biorę się do uważnego czytania owej książki. Może na zakończenie tylko odnotuję, że Józef Czapski i Kot Jeleński wysoko cenili Wojciecha Karpińskiego – niewątpliwie widzieli w nim jednego z najwybitniejszych polskich intelektualistów swego czasu…

Powrót do strony głównej...



10:31, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 256/2017

Dziś już w wielkim tytule swej strony pierwszej dziennik "Le Figaro" donosi, że Europa chce się „wyemancypować” od USA… Pismo podkreśla, że szef unijnej dyplomacji, Federica Mogherini, wczoraj dała do zrozumienia, iż ów dzień, ów poniedziałek 13-ego listopada 2017, jest dniem historycznym w dziejach obrony Europy! 21 państw Unii Europejskiej podpisało dokument dotyczący zacieśnionej europejskiej współpracy militarnej!!! Tekst nie dotyczy stworzenia Armii Europejskiej ani przejęcia kompetencji NATO. Jest natomiast pierwszym krokiem na drodze do wyposażania armii europejskich w ujednolicony sprzęt, no i ogólnie zacieśniania europejskiej współpracy militarnej, także niewątpliwie gdy chodzi o walkę z terroryzmem – tym zagrożeniem, które moim zdaniem będzie wydatnie się potęgować! Kto wie, być może z czasem terroryści będą dysponować np. bronią atomową!?

Należy z najwyższym zadowoleniem podkreślić, iż wśród 21. państw, które ten tekst podpisały, znalazła się też Polska. Zaprzecza to z uporem lansowanym tezom o rzekomej „antyeuropejskości” obecnego naszego rządu!!!

Kończąc przypomnę tylko, iż przed laty mój kolega z RWE, b. kondotier Rafał Gan-Ganowicz, lansował pomysł EUROPEJSKIEJ OCHOTNICZEJ LEGII SZYBKIEJ INTERWENCJI – czegoś na wzór słynnej i znakomitej w akcji francuskiej Legii Cudzoziemskiej. Gan-Ganowicz słusznie przewidywał, że Unia Europejska może mieć na taką siłę szybkiej interwencji częste zapotrzebowanie…

Powrót do strony głównej...



10:28, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 listopada 2017
Widziane z Paryża 255/2017

Dobra wiadomość. Stosunkowo niedawno temu znakomity wielkopolski dziennikarz i pisarz regionalista (!!) Jerzy Zielonka telefonicznie mnie poinformował, że ma zamiar zaraz po ukończeniu opracowywania i druku czwartego tomu moich dzienników („Dwa brzegi – Zapiski weterana »zimnej wojny«”) wziąć się do pisania swej od dawna zapowiadanej pracy „Kościan – AK-owska wyspa na morzu czerwonym”. Teresa Masłowska w swej świetnej książce o mnie („Łącznik z Paryża”) pisze o Kościanie w roku 1945: starostą powiatowym został tam mecenas Karol Fiszbach (narodowiec), i jakby tego nie było dość, AK-owcy sami stworzyli ówczesne ugrupowania polityczne, pierwszym sekretarzem Komitetu Powiatowego PPR został Stefan Bech, sekretarzem KP PPS Edward Borycki – obaj żołnierze AK. Hasłem ich wówczas było odbudowywać kraj… Miano nadzieję, że Stalin zechce z Polski zrobić jakby jego systemu „okno wystawowe!”!! Wszystkie te nadzieje runęły w połowie roku 1948… Wtedy na całego już w pełni nastąpiła stalinowska noc… Represje objęły wówczas około 150 osób z tego regionu. Wiadomości o tym szybko dotarły do matki i do mnie do Paryża, gdzie od jesieni 1946 roku przebywaliśmy u mego ojca. Przypomnę, że – jak nieraz pisałem – mój ojciec, którego przyjaciele, np. Eugeniusz Kwiatkowski, chcieli w roku 1946 roku ściągnąć do kraju, „by Polskę odbudowywać”, miał dobrego nosa, wyczuwał, czego można się spodziewać po Stalinie (!), ku czemu idzie… Nawet moja matka, która mawiała, że poza Polską nie może żyć, pod koniec 1948 roku dostrzegła, że o powrocie do kraju nie może być mowy…

A teraz z innej beczki… Otóż ostatnio dynamiczna redaktor Magdalena Bykowska-Pignard zainteresowała się owym czwartym tomem mych dzienników i jego promocją w Paryżu. Powiedziałem jej, że co do promocji tomu, winna się porozumieć z redaktorem Jerzym Zielonką.

Powrót do strony głównej...



17:38, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 254/2017

Jak moi czytelnicy wiedzą, nie od dziś wyrażam – w ślad za zmarłym już 12 lat temu b. szefem sztabu francuskiej armii generałem Jeannou Lacaze – przekonanie, że terroryzm to szczególnie niebezpieczna i współczesna forma wojny… Tak więc jestem pod dużym wrażeniem faktu, iż dziś wielki i mym zdaniem świetnie redagowany niedzielny dziennik „Le Journal du Dimanche” na swej stronie pierwszej przynosi wielce rzucające się w oczy stwierdzenie: TERRORYZM I CO ZAGRAŻA FRANCJI. A 6 następnych stron tego pisma przynosi szereg dotyczących tego zagadnienia artykułów, takich jak „Face au djihad made in France”, czy też spory wywiad z Gerardem Collombe’em, francuskim ministrem spraw wewnętrznych. Ów minister daje wyraz przekonaniu, że francuskie władze są teraz lepiej przygotowane do stawienia czoła terroryzmowi niż 2 lata temu!! Tu wyrażę przekonanie, że to jest prawdą, że niewątpliwie władze francuskie dokonały poważnego wysiłku w tej dziedzinie i zapewne wydatnie ulepszyły swe metody stawiania czoła współczesnemu terroryzmowi… Jednak nie można wykluczać groźnej ewolucji terroryzmu. Przybrania przezeń nowych form agresji, np. ataków na elektrownie atomowe… Terroryzm być może stanie się wielką plagą nadchodzących czasów! Ową nową – jak to określa jeden z mych wysoko wykształconych rozmówców – „przewidywalną formą nadchodzącej wojny!”!!! Te lub inne siły czy państwa wrogie Zachodowi mogą z czasem tajemnie tych czy innych terrorystów w supergroźne „środki wybuchowe wyposażyć”… Jednym słowem, zapewne za rogiem czai się dość ponure i niebezpieczne NOWE!!

Powrót do strony głównej...



17:36, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 253/2017

Wczoraj pod wieczór w Ambasadzie RP w Paryżu miało miejsce przyjęcie, na które zgodnie ze starym zwyczajem zaproszono licznych działaczy polonijnych. W trakcie tego tradycyjnego obchodu związanego z przypadającym dopiero na dziś dzień świętem narodowym – Dniem Niepodległości – poznałem obecnego gospodarza domu, czyli owego tak z najnowszą historią Polski związanego Hôtel de Monaco, to znaczy naszego nowego ambasadora RP we Francji, Tomasza Młynarskiego. Z miejsca można wyczuć, iż ów profesor politologii, to prawdziwy znawca polityki europejskiej, także np. podejścia Francji do problemów bezpieczeństwa energetycznego i klimatycznego… Tak, Tomasz Młynarski, człowiek, który – o ile wiem – dogłębnie studiował nauki polityczne nie tylko na UJ-ocie, lecz również w Rennes i w Paryżu, niewątpliwie jest kimś mogącym prowadzić dialog na wysokim poziomie z wybitnymi francuskimi politykami i politologami… Ojciec mój często podkreślał wielkie znaczenie długowiekowej przyjaźni polsko-francuskiej. Był bliski de Gaulle’owi i uważał, że w interesie Polski należy walczyć o Europę na francuskim sosie, to jest opartą na wolnościowych i dogłębnie humanistycznych ideałach francuskiej kultury politycznej… Wyczuwam, że ambasador Młynarski ową przyjaźń naszych dwóch bratnich narodów podtrzyma i umocni!!!

Kończąc na dziś, dodam tylko, że na owym przyjęciu poznałem też panią ambasadorową Młynarską. Powiem tylko, że to ktoś z miejsca przyjacielski i – jeśli wolno to tak sformułować – z miejsca mi bliski!

Powrót do strony głównej...



17:34, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 252/2017

Rozmówca stwierdza: „Jest Pan jednym z rzadkich żyjących świadków nastrojów, jakie w polskim rządzie panowały w roku 1939. Czy jest prawdą, iż minister Beck był wtedy przekonany, iż wojna nie wybuchnie przed 1941 rokiem?”. Z miejsca zaznaczę od podkreślenia: cóż ze mnie za świadek?! Wszak wówczas miałem tylko 10 lat. Co do daty możliwego ataku Hitlera na nas, ojciec mój w swej książce „Wspólna droga z Rogerem Raczyńskim” pisał: „hr. Ciano działając w dobrej wierze poinformował bowiem z zastrzeżeniem poufności min. Becka o powziętym przez Hitlera wobec Mussoliniego zobowiązaniu, iż nie rozpęta wojny światowej przed 1941 rokiem. Wtedy nie zdawano sobie sprawy nawet w zachodnich demokracjach, a tym bardziej w Rzymie, do jakiego stopnia obietnice czynione przez dyktatora III Rzeszy są zawodne”. Tyle w odpowiedzi czytelnikowi na to jego pytanie… Drugie jego zapytanie dotyczy tego, czemu Rydz-Śmigły oraz Beck najwyraźniej i wielce naiwnie nie dostrzegali tego, że armia III Rzeszy tak błyskawicznie przełamie opór WP oraz że ZSRR z miejsca „uderzy nas w plecy”…

Jedno wiem, Rydz i jego najbliżsi współpracownicy obsesyjnie walczyli z tak zwanym DEFETYZMEM. No i wyraźnie łudzili się co do mocy naszej armii, jej możliwości stawienia czoła niemieckim dywizjom czołgowym. Jak się zdaje, co do możliwości radzieckiego ciosu w nasze plecy tego niebezpieczeństwa ponoć nie dostrzegł w porę nasz ambasador w Moskwie Wacław Grzybowski. Do tego minister Beck podobno uważał jakiekolwiek dogadanie się Hitlera ze Stalinem za wykluczone…

Powrót do strony głównej...



17:32, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 251/2017

Wczoraj Pani Halina Zasacka, tak żywo interesująca się naszą najnowszą historią, podarowała mi trzy bardzo godne uwagi publikacje naszego znakomitego Instytutu Pamięci Narodowej!! Chodzi o teksty o Rotmistrzu Witoldzie Pileckim, Oo Jerzym Giedroyciu i o opracowanie „Operacja antypolska 1937-1938”… Ta ostatnia broszura zrobiła na mnie szczególnie mocne wrażenie. Rzecz w tym, że wiedza o naszych rodakach – tak licznie zgładzonych w ZSRR na mocy rozkazu nr 00485 szefa NKWD Nikołaja Jeżowa z 11 sierpnia 1937 roku – jest znikoma, a przecież, jak się ocenia, w ramach tej tak zwanej „Operacji Polska” zginęło co najmniej 111 tysięcy Polaków, a wedle innych „szacunkowych obliczeń”, to ludobójstwo polaków było zamordowaniem 200 tysięcy osób (???).

Jedno dla mnie oczywiste. Decyzja naszego IPN-u, dotycząca pełnego przestudiowania owej kierowanej przez Jeżowa tak czasem zwanej „Operacji Polska” ma ogromne znaczenie. Na przykład samo narzuca się pytanie, które dotyczy sympatyków komunizmu, członków lub nie, komunistycznej partii Polski. Wszak chyba musieli oni wiedzieć, iż w ZSRR dokonuje się ludobójstwa tysięcy Polaków!!! Tego ukryć – w szczególności przed osobami wówczas odwiedzającymi ZSRR czy też nawet tylko żywo interesującymi się tym krajem – chyba łatwo nie było! No i warto też odnotować, iż Stalin najwyraźniej równocześnie, czy nawet nieco wcześniej niż Hitler, wszedł na drogę masowego ludobójstwa! Sprawa istotna! Nieraz spotykam się z opinią, że Stalin to mimo wszystko to nie taki sam zbrodniarz jak Hitler… Moja reakcja na taką tezę jest prosta: szło o dwóch zwolenników stosowania krwawego terroru, o dwie osoby bez skrupułów, wielce dynamiczne, lecz pozbawione zmysłu politycznego. Hitler doprowadził do całkowitego upadku swej III Rzeszy. Stalin zbudował system oparty jedynie na policji – system, który z czasem runął, bo runąć musiał, bo był zarówno ekonomicznie jak i politycznie nonsensem, bo nie mógł wyjść naprzeciw pragnieniom szerokich mas.

Tyle na dziś.

Powrót do strony głównej...



17:31, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 250/2017

Wczoraj spotkała mnie wielka radość. Od Waldemara Piaseckiego otrzymałem specjalną przesyłką 2 pierwsze tomy jego – śmiało to piszę – arcydzieła: książki pt. „Jan Karski – jedno życie”.


Profesor Elie Wiesel (1928-2016), były więzień hitlerowskich obozów koncentracyjnych, po wojnie najwyższej klasy filozof, autor wielu książek – swego czasu napisał: „Jan Karski, heroiczna postać polskiego podziemia, emisariusz ludzkiej waleczności, przynosi zaszczyt tym, którzy… honorują jego batalię o wolność i prawdę o Nim chcą utrwalić. Służy temu ta książka, napisana z pasją i sercem przez Jego najbliższego przyjaciela Waldemara Piaseckiego. Trudno o kogoś, kto znałby Jana lepiej”…

Tak więc biorę się teraz do czytania tej – jak już przeglądając ją z miejsca dostrzegłem – „rewelacyjnej książki”… Długie to zadanie, np. tom drugi liczy dobrze powyżej tysiąca stron!!! Cieszy mnie fakt, iż w dziele tym, jak widzę w indeksie nazwisk, mowa jest o naprawdę czołowych postaciach, takich jak np. uważany przeze mnie za człowieka będącego jednym z najmądrzejszych i najwybitniejszych przywódców naszej emigracji politycznej Edwardzie Raczyńskim… Jednym słowem, to dzieło Waldemara Piaseckiego najwyraźniej jest ważnym wkładem w naszą najnowszą historię Polski! W związku z tym niewątpliwym faktem, z radością dowiaduję się z notatki na stronie 2. drugiego tomu, iż ukazanie się owej książki pt. „Jan Karski – jedno życie” współfinansuje Senat RP! Tak, odpowiedni dział naszego Senatu sprawnie działa, mądrze z patriotycznego punktu widzenia udziela swego wsparcia!

Powrót do strony głównej...

17:23, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 123