niedziela, 17 września 2017
Widziane z Paryża 203/2017

W związku z tym, iż oba moje komputery są „w remoncie”, nie mogę obszerniej odpowiedzieć na pytania o spotkanie w dniu 27 września br. w Ambasadzie RP w Paryżu, dotyczące ambasadora Wolnej Polski, Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego, i mających pod redakcją słynnego profesora Rafała Habielskiego ukazać się nakładem IPN-u, tajnych raportów tegoż mego ojca! Owe raporty dają ciekawy obraz walki, jaką nasi emigranci polityczni wiedli w tym tak trudnym okresie… Raporty te uwydatniają niezłomne postawy emigracji i ich organizacji o wolność polski walczących. Rzecz jasna, zapowiedź mającego rychło nastąpić ukazania się owych raportów żywo interesuje rodziny i potomków nieugiętych emigracyjnych działaczy tamtej epoki!!!

Tak więc teraz nareszcie hołd zostanie złożony owej tak patriotycznej walce naszej „niezłomnej’ emigracji politycznej we Francji.

Powrót do strony głównej...



10:18, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 202/2017

Jak się dowiaduję, 27 września 2017 roku, ponoć o godzinie 18.30, w Ambasadzie RP w Paryżu ma odbyć się wieczór poświęcony tej tak znienawidzonej przez PRL, przez wszystkich komunistów, także i np. francuskich (którzy na łamach dziennika „L’Humanité” nazywali nas „polskimi zdrajcami i bandytami spod znaku Andersa”) – „Ambasadzie Wolnej Polski” mego ojca Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego, przed laty w naszym MSZ-cie nazywanego Kademorem.

Słynny historyk, profesor Rafał Habielski, uczony tak zasłużony gdy chodzi o dochodzenie do prawdy historycznej i o walkę z PRL-owskim zakłamywaniem naszych dziejów, przedstawi mające się niebawem ukazać pod jego redakcją i nakładem IPN-u tajne raporty, które dwa razy w tygodniu Kademor przez lat wiele wysyłał do legalnych władz RP na wychodźstwie w Londynie. Raporty te dają obraz życia i np. walki polskiej tak dynamicznej emigracji politycznej we Francji z agenturami i fellow trawelersami PRL-u! Raporty rzucają na wiele spraw i afer nowe światło. Naprawdę sporo wnoszą nowego. Są świadectwem trudnego boju i trudnych losów wielu emigrantów. ukazują, jak wielu Francuzów, w tym także pewna liczba wybitnych mężów stanu i dyplomatów, itd., robiło co mogło, by polskiej emigracji politycznej pomagać, rozumiało jej postawy, jej upartą walkę o „wolną Polskę”.

Po wystąpieniu słynnego profesora Habielskiego, będą wyświetlone dwa filmy: film o mym ojcu Kademorze oraz także film o mnie – „weteranie zimnej wojny”, eks-korespondencie informacyjnym RWE, oraz dyplomacie Wolnej Polski (byłem współpracownikiem dwóch kolejnych następców mego ojca, delegata rządu RP, Ksawerego Reya oraz Jerzego Ursyna-Niemcewicza).

Tyle na dziś – komputer mi dziwacznie nawala!

Powrót do strony głównej...



10:15, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 201/2017

Zacznę dziś od mocnego podkreślenia, że wielką radość sprawiła mi informacja przed chwilą znaleziona w paryskim tygodniku „Głos Katolicki”! Otóż ona: „W Naroczy na Białorusi powstanie tablica pamiątkowa ku czci śp. Marii Kaczyńskiej. Żona śp. prezydenta RP pochodzi z tej miejscowości”. Otóż niezwykle wysoko ceniłem Marię z Mackiewiczów Kaczyńską, oraz – pozwolę sobie dodać – jej najbliższą współpracownicę Izabelę Jolantę z Głowackich Tomaszewską (obie poniosły 10 kwietnia 2010 roku śmierć w owej ponurej katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem).

Pani Maria, przy pomocy jakże sprawnej Pani Izabeli, wiele czasu poświęcała na podtrzymywanie dialogu z „naszymi za granicą”, między innymi na opiekę nad naszymi byłymi emigrantami politycznymi!!! Na przykład – lecz rzecz jasna nie tylko – sporo uwagi poświęcały one słynnemu Polskiemu Domowi Spokojnej Starości w Lailly-en-Val. Domowi założonemu w roku 1957 przez tak zwaną „Ambasadę Wolnej Polski”, i skupione wokół tej ambasady wówczas potężne, niepodległościowe organizacje, a to przy poparciu francuskiego wówczas dyplomaty Roberta Rocheforta.

Pani Maria Kaczyńska wraz z Izabelą Tomaszewską dom w Lailly nawet odwiedziły. Pani Prezydentowa rozmawiała m.in. z ówczesną domu pensjonariuszką, słynną powieściopisarką Zofią Romanowicz. Pani Kaczyńska złożyła też kwiaty na grobie (na miejscowym cmentarzu) Kademora (Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego – b. kierownika MSZ-u w obalonym zamachem majowym rządzie Witosa, a później przez ćwierć wieku „Ambasadora Wolnej Polski” we Francji).

Jedno pewne. Obie te Panie cechowała autentyczna znajomość historii Polski, kult tej historii, i dla tej historii autentyczny szacunek!!! To – po spustoszeniach, jakie próbował robić tak oczerniający nasze dzieje zakłamany PRL – niestety rzadkie!!!

Do sprawy tej jeszcze wrócę, ale dziś tylko podkreślę mocno, że zarówno mój ojciec, który mawiał: W interesie Polski musimy walczyć o „Europę na francuskim sosie”, to jest opartą na pięknych i szlachetnych ideałach francuskiej kultury politycznej głoszących dla wszystkich równość, wolność i braterstwo…

A zbliżone tezy formułował Józef Czapski, tak Francję kochający, wielbiący jej tak szlachetne – także wobec nas emigrantów – postawy, jej sztukę i literaturę, wreszcie wysoce zainteresowany także i francuską, tak na szeroki świat otwartą prowincją, w tym np. miastem Amiens, z którego się wywodził Czapskiego uczeń, a później mąż jego siostrzenicy Elżbiety Plater-Zyberg, młodo zmarły (ur. 1927, zm. 1961), wybitnie zdolny malarz i chwilami literat Jean Colin d’Amiens (jak wiemy, z Amiens wywodzi się też obecny prezydent Francji, jakże otwarty na sztukę i literaturę Emmanuel Macron. Rzecz jasna Emmanuel Macron (urodzony w roku 1977) nie mógł znać Jeana Colin. Ale wysoce kulturalne jego i jego małżonki rodziny, pewno o Jeanie Colin d’Amiens i o jego postaci i twórczości wiele wiedzą. Liczę na genialną Elę Skoczek, że to wybada; ten „pomost” między naszymi krajami – między Polską a przepięknym Amiens – umocni. Jedno pewne. Jedno dobrze pamiętam: Czapski naprawdę cenił Jeana Colin d’Amiens, to był dlań ktoś ważny i bliski.

Powrót do strony głównej...



10:10, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 200/2017

Czytelnik pyta: „Ostatnio używał Pan terminu „Europejski Ruch Narodowy”! Co to właściwie znaczy? To chyba bezsens!?”

Być może rzeczywiście sprawy do końca nie wyjaśniłem! Otóż wydaje mi się, że pod naciskiem poczucia, że nasz kontynent zaczynają dosłownie i – jeśli to tak można określić – „na siłę” zalewać de facto niekontrolowane, ogrome fale uchodźców zza Morza Śródziemnego, niekiedy w gruncie rzeczy pełne do nas Europejczyków pretensji, wyznające na ogół islam, i nawet po cichu „darzące szacunkiem terroryzm i dżihadystów” – w szerokich masach tych czy innych narodów naszego kontynentu, narasta świadomość, że cała Europa winna przed tą z roku na rok potęgującą się inwazją się bronić, potrafić na serio zamknąć swe granice, wyposażyć się w silne rządy, i w silne kierownictwo całej Unii Europejskiej. Rodzi się już od lat kilku jakiś jakby (?) ogólnoeuropejski nacjonalizm! Jedna z mych sąsiadek, której córka mieszka w małym podparyskim miasteczku, nie ma ochoty tej córki, zięcia i wnuków „odwiedzać na kolację” (wszak w dzień wszyscy w pracy). Boi się. Uliczki pod wieczór są tam pełne jakichś agresywnych wiadomych „chuliganów”… Czasami zięć odwozi ją autem do Paryża. Ale to nie może stanowić rozwiązania na stałe. Zięć rano wstaje do pracy, do tego gdy po odwiezieniu teściowej wraca, zawsze, nawet przed swym domkiem, ryzykuje utarczkę z bezczelnymi chuliganami!

Tak więc ludzie tu we Francji, ale i w szeregu innych krajów, zaczynają marzyć o rządach silnej ręki. Z poczucia wspólnego zagrożenia owym zalewem zza Morza Śródziemnego rodzi się pragnienie Europy silnej i sprawnej, zdolnej strzec swych granic, zrobić porządek np. na Bliskim Wschodzie, zorganizować jakiś Plan Marshalla, by ludzie np. właśnie z Bliskiego Wschodu czy z Afryki mieli pracę we własnych krajach, „przestali wdzierać się na siłę do nas”… Tak, wisi w powietrzu zjawisko nowe: patriotyzm europejski, pragnienie Europy silnej i sprawnie rządzonej, zdolnej też się unowocześniać, podejmować wielkie roboty (np., lecz – rzecz oczywista nie tylko – koleje o szybkości 1000 km na godzinę (Hyperloop Elona Muska)…

Tak z najwyższą uwagą odnotowuję rodzenie się patriotyzmu europejskiego i marzeń o rządach silnej ręki.

Powrót do strony głównej...



10:06, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 199/2017

Polski inteligent, który sporo po Europie podróżuje, w sierpniu br. po raz pierwszy po dziesięciu latach Paryż odwiedził. Uderzył go w szeregu dzielnicach tego miasta „rzucający się w oczy proces „zalewu” pewnych ulic przez Czarnych i przez Arabów”. Stwierdził: „To niesamowite, ta ilość ludzi z Bliskiego Wschodu i Afryki; mają oni własne sklepy i restauracje”. Rok temu był u rodziny w jednym z miast Północnej Francji – tam to samo, tłum, zapewne nielegalnych uchodźców zza Morza Śródziemnego. „Robią co chcą”, są bezczelni i agresywni, nagminnie pracują „na czarno”! Polacy, czy raczej Francuzi polskiego pochodzenia (nieraz już trzecia generacja, ale jednak czasem zdarza się, że nieźle mówią po polsku), mają tam tego po uszy. Stąd często nasi tam głosują na Front Narodowy. Wściekają ich gadki o polskich hydraulikach itd. zabierających rzekomo chleb francuskim rzemieślnikom! Wszak z Polakami nie ma problemów, asymilują się błyskawicznie! Kochają Francję! A tamci „uchodźcy islamscy” to „zgoła inny świat”, pełen pretensji i rewindykacji, ponoć przekonany, że „Europa im się należy. Niektórzy spośród nich zdają się wierzyć, że z czasem islam Europę zaleje; że bogata Europa to ich naturalny Lebensraum. Jest chyba jasne, że pewna liczba islamistów – czy tu osiadłych od dawna, czy z tej obecnej nowej fali „uchodźców” – tak czy inaczej popiera terrorystów, po cichu się terroryzmem jakby szczyci?”

Tyle o tej ciekawej rozmowie!

Rozmówca, rok temu będąc na północy Francji – jak już odnotowałem – zauważył, że sporo naszych na Północy Francji nagle popiera Front Narodowy!!! Sporo podróżuje – jest zdania, że w wielu krajach Europy ostatnio potęguje się poczucie zagrożenia przez wdzierające się na siłę rzekomych uchodźców islamskich. Jest zdania, że jeśli ten zalew będzie trwał, w szeregu państw naszego kontynentu wzrosną na sile partie skrajne, jakiś ogólnoeuropejski Front Narodowy (?). Europejczycy marzą o „porządku”, o sprawnej, silnej władzy, zdolnej np. szczelnie zamknąć Europy granice. Z poczucia wspólnego zagrożenia zalewem przez jakże od nas innych wyznawców islamu, przez ludzi niechcących się z Europejczykami zasymilować, tak od nas różnych, tak swoiście agresywnych!

Powrót do strony głównej...



10:01, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 198/2017

W podparyskim miasteczku Villejuif francuskie policyjne służby walki z terroryzmem odkryły lokal niewątpliwie będący laboratorium fabrykacji groźnych materiałów wybuchowych, np. TATP-u. Aresztowano kilka osób mających – jak się zdaje – powiązania z ruchami dżihadowskimi! Sprawa, w chwili gdy piszę te słowa, nie jest do końca jasna. Śledztwo w toku… Jednak jedno teraz rzuca się w oczy! Dżihadyści zmieniają metody walki. Zalecają teraz swym zwolennikom używanie materiałów wybuchowych, fabrykowanie potężnych bomb, mogących dokonać dużych zniszczeń. Należy też pamiętać, że teraz w szeregach fanatyków owej „świętej wojny”, owego „dżhadu” mogą znajdować się studenci wyższych szkół technicznych, obrotni młodzi ludzie, mający dostęp do podręczników i dzieł dotyczących materiałów wybuchowych najwyższej klasy czy nawet broni atomowej. A do tego – jak się zdaje – dżihadystom, finansowanym być może przez tych czy innych nienawidzących Zachodu np. „emirów”, może nie brakować pieniędzy. A kupić – jak wiadomo – można bardzo wiele!

Wchodzimy więc w nową, groźniejszą fazę wojny z terroryryzmem. Jednym słowem myślę, że pora, by kierownicze urzędy umieszczać w schronach, budować wiele schronów! Wielcy tego świata nieraz nie dostrzegają zagrożeń! Pamiętam, jak ojciec mi opowiadał, że latem 1939 roku na spotkaniu na Zamku, u mądrego, lecz mało energicznego prezydenta Mościckiego, Rydz-Śmigły wściekał się i nazywał defetystą starego generała broni Leona Berbeckiego, który ponoć był zdania, że niemieckie dywizje czołgowe w tydzień rozwalą polską armię, do wojny czołgowej nieprzygotowaną, niemającą dostatecznej ilości dział przeciwpancernych.

Wracając do naszych czasów, to zaznaczę też, że chyba nie można do końca wykluczać, że „ktoś” (kto to może przewidzieć?), np. Kim Dzong Un, zapewne mógłby swym przyjaciołom „dżihadystom” po cichu dostarczyć niezwykle groźnych broni, czy też ich w tej dziedzinie „przeszkolić”!

Jednym słowem być może idzie „groźne nowe”?...

Powrót do strony głównej...



09:57, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 197/2017

Czytelnik pyta: „Dlaczego pana – człowieka zgody narodowej, przeciwnika tak zwanej OSTREJ LINII Tyrmanda (pełne rozliczanie ludzi, którzy źle zachowali się przed „Październikiem”, a później dopiero gdy stawało się coraz jaśniejszym, że komunizm się wali, przechodzili na naszą stronę) – „czerwone” służby anty-dywersji politycznej i dość liczni we Francji czynni sympatycy PRL-u tak atakowali, zastraszali także pańską żonę, doprowadzili ją do rozstroju nerwowego, tak że w pewnym momencie zaczęła uważać, że pan nie jest sobą, że bolszewicy pana podmienili, owe wypracowane przez radzieckie służby walki psychologicznej z tak zwaną dywersją polityczną, cała ich tak zwana szara propaganda, systemy zastraszania, to dziś rzeczy znane? Ale dlaczego te tak perfidne i ostre ataki właśnie na pana?”

Moja odpowiedź prosta. Jak Nowak mocno podkreślał, byłem dobrym korespondentem INFORMACYJNYM, czyli – jak głosili komuniści – „szpionem RWE”. Miałem sieć znakomitych informatorów, którzy Francję dość często odwiedzali. Moi informatorzy dobrze wiedzieli, że nigdy ich nie „sypnę”, że umiem chronić me źródła informacji!!! To sprawa wielkiej wagi!

Ze swej strony Kazimierz Zamorski, szef działu ewaluacji nadsyłanych przez korespondentów Rozgłośni Polskiej RWE tajnych informacji, w swej książce „Pod Anteną Radia Wolna Europa”, na temat właśnie tych materiałów pisze: „A już rekord wytrwałości – jakości i ilości – osiągał Maciej Morawski”…

Gwoli dokładności odnotuję też, że przez lat kilka, wielkiej wagi informacji dostarczał mi w Paryżu Piotr Jegliński, przedstawiciel tu krajowego, katolickiego ruchu Spotkania. Potajemnie go spotykałem w kościele paryskiego klasztoru, w którym mieszkał. Czekał na mnie w konfesjonale. Z kraju tajne informacje — np. mikrofilmy zaszyte fachowo w okładki książek – przesyłał mi Janusz Krupski. SB ponoć w pewnym okresie, „zwąchawszy pismo nosem”, planowało otruć Jeglińskiego. Skądinąd SB nie wykluczało rzekomo koncepcji zlikwidowania także mnie (?). Jedno pewne – starano się mnie i moją żonę zastraszyć! I gdy idzie o moją żonę, to się im udało! A co do mej „wyrozumiałości”, to w ślad za Janem Nowakiem odpowiem wersetem z Ewangelii: „Większa w niebie radość z jednego nawróconego, niż z dziesięciu sprawiedliwych! Stale w ślad za tym mym Dyrektorem, przyjacielem i opiekunem stwierdzałem, że „zamykanie drogi odwrotu wybitnym jednostkom, które zmieniają poglądy, przechodzą na naszą stronę, byłoby największą przysługą oddaną przeciwnikowi! Tak, zawsze stawiałem i stawiam na pełne rodaków pojednanie, na przebaczenie!!

Wybaczam rzecz jasna też ludziom służb, które ze mną walkę prowadziły, są tym samym u podstaw rozstroju nerwowego mej żony. Tak zwana „zimna wojna” była jednak prawdziwą wojną! A Jan Nowak, mający dostęp do wielu informacji, już w Warszawie na kilka lat przed swą śmiercią mawiał mi: „Jasne, że członków biura politycznego PZPR-u do szału złości doprowadzał fakt, że tyle informacji, np. o ich sporach, trafia na falę RWE! SB-ecy dostawali po palcach za taki stan rzeczy, oczywiście więc kombinowali, jak by „szpionów” RWE zniszczyć!

A co do mej rodziny, to pewna spowinowacona ze mną dama uważa, że będąc ojcem rodziny i widząc stan nerwów mej żony, winienem był zmienić pracę. Odpowiadam jej: Zgodnie z rodową tradycją, wybrałem drogę walki o niepodległość. Do tego ta moja praca zdobywania informacji o tym, co się naprawdę w PRL-u (i jej sferach kierowniczych) dzieje, było moją patriotyczną pasją, jakby moim w służbie ojczyźnie powołaniem! No i do dziś, na łamach tych moich dzienników, staram się Polsce i Polakom służyć, w oparciu o me doświadczenie i me ciekawe kontakty, informować. A ludzie wiele mi mówią, bo dobrze wiedzą, że nigdy nie zdradzam mych „źródeł”, mych informatorów”!

Powrót do strony głównej...



09:55, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 196/2017

Wielki dziennik „Le Figaro” dziś w dużym tytule na swej stronie spraw międzynarodowych stwierdza, iz dyktator Korei Północnej Kim Dzong Un „fait perdre la face a Xi Jinping”, czyli – dodam od siebie – de facto publicznie obraża obecnego prezydenta Chin, godzi w jego prestiż. Tak, mimo apelów i rad Jinpinga, Korea Północna przeprowadziła w ubiegłą niedzielę udany test bomby – jak się zdaje – wodorowej! Każdy, kto dogłębnie zna chiński sposób myślenia, a także tak zwaną „chińską filozofię czynu i chiński kult prestiżu, najwyższej władzy”, wie, że władcy Chin, w danym wypadku prezydentowi Jinpingowi „nie wolno tracić twarzy, i tym samym swego autorytetu!

Jasne chyba także, że i Putin oraz jego eksperci biorą całą tę sprawę na poważnie. Jak się zdaje, Moskwę niepokoją też możliwe reakcje Trumpa na tę sprawę; fakt, że Biały Dom ponoć nie wyklucza na wypadek dalszych prowokacji Kim Dzong Una użycia przez USA broni atomowych (???). Putin jest wedle „Le Figaro” zdania, że zaangażowanie się w historię militarną byłoby nonsensem i mogłoby doprowadzić do katastrofy planetarnej….(„Le Figaro”, 6 września, strona 4).

Co do mnie, to podejrzewam, że w sferach kierowniczych Korei Północnej może jednak są ludzie zdający sobie sprawę z tego, że Kim Dżong Un to niebezpieczny, narwany megaloman. Ale jasne, że niełatwo takiego dyktatora obalić!

Z innej beczki. W związku z jednym z mych niedawnych dzienników dotyczących terroryzmu nuklearnego, wierny czytelnik stwierdza, iż już przed laty czytał chyba w „Le Monde” (?) „wypowiedź jakiegoś profesora, który był zdania, że jakiś jego zdolny student IV roku, dysponując tysiącem dolarów mógłby sfabrykować bombkę nuklearną!”

Powrót do strony głównej...

09:52, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 195/2017

Rozmówca nawiązuje do mających się ponoć w dniu 27 września – z inicjatyw Mirka Chojeckiego i słynnego historyka dra hab. profesora Rafała Habielskiego w Ambasadzie RP w Paryżu – nareszcie odbyć obchodów ku czci tzw. „Ambasady Wolnej Polski” Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego, zwanego Kademorem. Stwierdza, że jak dotąd wychwalano tylko ambasady PRL-u (?), o nich dobrze pamiętano!

Rozmówca zarzuca mi, że wymieniając skupionych wokół Ambasady Wolnej Polski działaczy niepodległościowych zapomniałem czołowej postaci, jaką był Aleksander Kawałkowski, w czasie okupacji niemieckiej szef Polskiej Organizacji Walki o Niepodległość we Francji (POWN), tajny delegat tu Rządu na Wychodźstwie, później przy pierwszy radca naszej ambasady i minister pełnomocny, a po cofnięciu uznania naszemu Rządowi – od pewnego momentu szef działu administracyjnego w potężnej firmie La Compagnie Financière Edmunda Rothschilda! Kawałkowski był też wówczas prezesem Komitetu Lokalnego Biblioteki Polskiej w Paryżu, oraz stał się obywatelem francuskim i szybko zdobył mocną pozycję w ruchu gaullistowskim, w kierownictwie działu międzynarodowego tegoż ruchu. Jego artykuły ukazujące się w prestiżowej „Revue de la Politique Etrangere” budziły ponoć zainteresowanie nawet de Gaulle’a! Wyrażał on wiarę, że nakreślony w Jałcie absurdalny podział Europy prędzej czy później upadnie, i że Francja wówczas odegra kluczową rolę w budowie nowej Europy!

Kawałkowski do swego nagłego zgonu, czyli do 19 czerwca 1965, współpracował z Ambasadą Wolnej Polski, wielu rodakom pomagał, no i podtrzymywał ich wiarę w to, że – jak mawiał – lada chwila Polska znowu stanie się Polską.

Tyle o Kawałkowskim. Ogólnie biorąc, ów czytelnik, ów wybitny rozmówca mocno zaznacza, ze wokół owej paryskiej „Ambasady Wolnej Polski” skupiało się wielu ludzi wybitnych, sporo autentycznych polskich niepodległościowców wysokiej klasy. Do bliskich przyjaciół mego ojca zaliczał się też w pierwszym rzędzie Józef Czapski – bez wahania można to powiedzieć – najbardziej wpływowy z polaków w ówczesnej Francji, wysoko przez wielu czołowych francuzów ceniony (takich jak np. Malraux, Mauriac, Gaston Palewski, Jean Laloy, Daniel Halevy (ponoć nawet sam Generał de Gaulle miał świetną opinię o Czapskim!).

W owej ambasadzie Wolnej Polski bywali potajemnie liczni przyjezdni z Polski, tacy jak pani profesor Skarga; jak profesorowie Skubiszewscy, jak Krzysztof Morawski i inni kierownicy KIK-ów, posłowie z Koła „ZNAK”, liczni polscy literaci…

Jedno pewne!! Cały ów krąg owej „Ambasady Wolnej Polski” to na ogół ludzie o wiele wybitniejsi od tutejszych przedstawicieli PRL-u. Na przykład trzej ostatni delegaci legalnego naszego rządu Francji: Władysław Poniński, Ksawery Rey, i bohater Powstania Warszawskiego, a później WiN-u, Jerzy Ursyn-Niemcewicz, mieli o wiele większą klasę od wysłanników PRL-u.

Kończąc, ten czytelnik mocno podkreśla, że nie ma zamiaru wdawać się w obelgi ani polemiki, ale świetnie wie, że PRL miał tu sporo np. robiących z nią np. interesa przyjaciół… Po upadku „komuny” szybko i zręcznie zmienili oni front, twierdząc, że zawsze z „czerwonym” walczyli, co jest wierutnym kłamstwem! Tym ludziom emigracja autentycznie o wolność walcząca była i jest solą w oku! A „Ambasady Wolnej Polski” już szczególnie nienawidzili i nienawidzą, powody po temu chyba jasne… Czytelnik zakańcza stwierdzeniem: byli kolaboranci nie znoszą byłych autentycznych bojowników o niepodległość!

Kończę rozmowę przyznając, że prawdę należy rzecz jasna ujawniać, lecz równocześnie apelując o pełne pogodzenie wszystkich Polaków, o pełną narodową wyrozumiałość, o zaprzestanie potępieńczych, tak w gruncie rzeczy dla polski szkodliwych rozrób… Rozrób nasz kraj osłabiających!

Powrót do strony głównej...



09:47, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 194/2017

Ostatnio Korea Północna podała do publicznej wiadomości, że przeprowadziła zakończony sukcesem test bomby wodorowej. A wedle informacji instytutów badań kilku krajów, rzeczywiście doszło w Korei Północnej do płytkiego lecz silnego trzęsienia ziemi, mogącego być wywołanym przez kolejne „eksperymentowanie” przez reżym Kim Dzong Una jakiejś potężnej bomby.

Przypominam też, że – jak już jakiś czas temu pisałem – chyba nie można też do końca wykluczać, że Kim Dzong Un, ziejący nienawiścią do Zachodu, prędzej czy później wesprze potajemnie islamskich terrorystów, dostarczy im broni nuklearnych.

Jedno pewne, niezależnie od tego, co zajdzie w najbliższym czasie (mam nadzieję, że tak rozważne i tak potężne w owym regionie Chiny tak czy inaczej ujmą w ryzy rozsądku Kim Dzong Una), należy pilnie budować schrony przeciwatomowe! Jak kiedyś powiedział pewien profesor: zagrożenie atomowe dziś wisi w powietrzu! Każdy terrorysta o dostatecznej formacji naukowej może małym stosunkowo kosztem taką czy inną „bombkę” nuklearną sfabrykować, czy też właśnie ją lub jej podstawowe elementy od kogoś uzyskać?! A jak mawia pewien myśliciel: ludzie, którzy rządzą światem, często chowają głowę w piasek i boją się o tym – jednak coraz to realniejszym potencjalnym zagrożeniu – nawet myśleć.

Powrót do strony głównej...



09:39, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 września 2017
Widziane z Paryża 193/2017

 Wedle mych na ogół znakomicie poinformowanych rzymskich przyjaciół, papież Franciszek w najbliższym czasie dokona nowych, wielkiej wagi posunięć i zapewne podejmie szereg wysoce wyważonych, jednak reformatorskich, decyzji… Klucz do tego, czego ów tak mądry Ojciec Święty dokona, ponoć znaleźć można w mającej się ukazać 6 września bieżącego roku książce „Polityka i społeczeństwo” (nie wiem jeszcze dokładnie, jaki będzie polski tytuł tego dzieła…). Chodzi o dwanaście długich, wielkiej wagi, bardzo szczerych i mocnych w swym wydźwięku rozmów czy – jak kto woli – debat, które z tym Ojcem Świętym przeprowadził Dominique Wolton, francuski naukowiec, socjolog, jeden z dyrektorów badań w Centre National de la Recherche Scientifique.

Wolton w wywiadzie udzielonym „Le Figaro” stwierdza, że jest pod wielkim wrażeniem mocy wiary papieża Franciszka, jego radości życia, jasności jego postrzegania. Ze słów Woltona, ze słów tego tak czujnego naukowca, jasno wynika (co już wiedziałem z innych kół), że papież Franciszek – niezwykle inteligentny – jest daleki od wszelkiej naiwności, nie pada ofiarą złudzeń, dobrze wie, co naprawdę zachodzi, umie myśleć odważnie i niezależnie, no i naprawdę chce w świecie (i w Kościele) dokonać wiele dobrego. „Le Figaro” z 1 września na stronie ósmej w dużym tytule uwydatnia, że papież Franciszek „reafirme sa volonte reformatrice”!

Jak na razie papież Franciszek 6 września ma udać się do Kolumbii w celu dopomożenia w konsolidacji pokoju wewnętrznego w tym tak trudnym kraju. Rzecz jasna, podróż papieża tam musi budzić niepokój! Wszak jasne, że na papieża Franciszka czyhają wrogie mu „mafie”, zapewne różnoracy, np. Islamscy, terroryści.

Ale wierzę, że papież Franciszek szczęśliwie wróci do Rzymu i w oparciu o swych przyjaciół, takich jak np. arcybiskup Henryk Hoser, wiele dla Kościoła dokona, (mówię o arcybiskupie Hoserze, bo ten naprawdę BARDZO WIELE ostatnio dokonał w Medjugorje, i ponoć stwiedził, że w dzisiejszym bardzo niespokojnym świecie Medjugorie staje się światłem i przesłaniem pokoju!!!).

Kończąc, mocno podkreślę, bo to sprawa też wielkiej wagi, że niedawna wizyta kardynała Parolina, sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej w Moskwie przebiegła w bardzo pozytywnej atmosferze; na pewno miała wielkie znaczenie na drodze ku zacieśnieniu dialogu i współpracy katolicyzmu i prawosławia!

Kończąc wyrażę mocne przekonanie: szybko nadchodzi wielce pozytywne nowe, papież Franciszek dokonuje wiele dobrego! Jest człowiekiem czynu!

Powrót do strony głównej...

16:49, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 192/2017

Z miejsca trzy reakcje na mój wczorajszy dziennik! Wdowa po jednym z następców mego ojca, jednym z delegatów w Paryżu Rządu RP na wychodźstwie w Londynie (owi delegaci już nie używali – jak to miało miejsce w wypadku mego ojca – nazwy „ambasador Wolnej Polski”, używali miana delegatów) wyraża radość z faktu, że teraz, że 27 września ma być w ambasadzie RP nareszcie złożony hołd pamięci owej „ambasady Wolnej Polski” i jej długoletniej walki.

Czytelnik z Paryża ze swej strony uważa za „jednocześnie bardzo symptomatyczne i wielce oburzające to, że dotąd, choć Polska jest już NIEPODLEGŁA od ćwierć wieku, ambasada RP nie nawiązała do tradycji Kajetana Morawskiego i jego „ambasady Wolnej Polski”. Jest zdania, że faktycznie ambasada RP i do niedawna cały MSZ żył w tradycjach bardzo PRL-owskich!! Jakimś dziwnym trafem w zapomnienie poszli: przez 25 lat Ambasador Wolnej Polski we Francji, Kajetan Morawski, i inni – skupieni wokół jego ambasady NIEPODLEGŁOŚCIOWCY – ludzie tacy jak w pierwszym rzędzie słynny profesor Zygmunt Lubicz-Zaleski, były więzień Buchenwaldu, pisarz, tłumacz, krytyk, czołowa postać Polonii Francuskiej walczącej z czerwonym; człowiek, który potrafił nie dopuścić do zagarnięcia przez PRL zwanej mickiewiczowską Biblioteki Polskiej w Paryżu. Poszły w zapomnienie także inne niegdyś tak tu na froncie walki z komuną czołowe postacie: radca ambasady Wolnej Polski Tadeusz Parczewski, redaktor bojowego tygodnika „Syrena” dr Stanisław Paczyński, dalej: wybitny działacz Stronnictwa Narodowego Stanisław Łucki, a także narodowiec minister Aleksander Demidowicz-Demidecki, świetny mówca Witold Nowosad, oraz wybitny PPS-owiec Zygmunt Zaremba, itd.

Całkowicie zapomina się też, że przez kilka lat trwała (w okresie gdy w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych obawiano się nagłego ataku sowieckiego na Europę Zachodnią) akcja doszkalania – staże itd. przez Armię Francuską oficerów rezerwy polskich sił zbrojnych na Zachodzie; akcją tą kierował pułkownik Marian Czarnecki, prezes SPK Francja, osobisty przedstawiciel tutaj Generała Andersa, a także redaktor w paryskim biurze RWE. W owym okresie wiadomo też było, że na wypadek inwazji Francji przez wojska ZSRR i tak zwanego bloku socjalistycznego Ambasador Kajetan Morawski ma gotowy plan ewakuacji pewnej liczby czołowych emigrantów politycznych do Anglii czy do USA.

Trzeci z kolei czytelnik mego wczorajszego dziennika stwierdza: „Nie łudź się. Rzecz w tym, że pewne parysko-polskie kliki, szybko w roku 1989 przemalowane na NIEPODŁEGŁOŚCIOWCÓW, nienawidziły ową waszą Ambasadę Wolnej Polski i do dziś znaczenie tej ambasady po cichu NEGUJĄ…

Tyle o owych błyskawicznych reakcjach na wczorajszy dziennik.

Powrót do strony głównej...

16:45, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 191/2017

Czytelnik, stary paryżanin, wyraża radość z tego, iż ponoć 27 września br. w Ambasadzie RP w Paryżu zostanie złożony hołd ambasadzie Wolnej Polski Kajetana Morawskiego, jego następców – delegatów Rządu RP Władysława Ponińskiego, Ksawerego Reya i ostatniego spośród nich, Jerzego Ursyna-Niemcewicza, oraz że zostaną wyświetlone filmy słynnej firmy Mirosława Chojeckiego o Kajetanie i o Macieju Morawskich… Wreszcie – co najważniejsze – że zgoła czołowy polski historyk, profesor dr hab. Rafał Habielski, przedstawi mające pod jego kierownictwem ukazać się nakładem IPN tajne raporty dyplomatyczne ambasadora Morawskiego (1946-1966).

Czytelnik nie chce wdawać się w „chamskie, polskie polemiki”, ale jednak mocno stwierdza, że to, iż owe rewelacyjne, rzucające ciekawe światło na walkę emigracji autentycznie niepodległościowej z PRL-em raporty ukazują się dopiero teraz, to wynik intryg postpezetpeerowskich klanów, które do niedawna dominowały polski MSZ! Wywieszano portrety, czczono ambasadorów PRL-u. Negowano znaczenie emigracyjnej dyplomacji, jej wpływ na masy polonijne, poparcie, jakim cieszyła się we Francji, np. jej dialog z de Gaulle’em i z innymi wysokiej rangi Francuzami… Także fakt, że wtedy potężna prasa komunistyczna, czy de facto komunistyczna, pisała o niej „Polscy zdrajcy i bandyci spod znaku Andersa”, a pewne polonijne klany, mocno to teraz ukrywające, ale niegdyś tak czy inaczej dialogujące z PRL i jej tu placówkami w gruncie rzeczy do dziś są zdania, że Maciej Morawski to „zapluty karzeł reakcji”…

Tyle z rozmowy z owym mych tekstów czytelnikiem. Rozmowy, której nie będę komentował, choć wyczuwam, że obserwacje i opinie tego czytelnika zawierają sporo prawdy.

Powrót do strony głównej...

16:43, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 września 2017
Widziane z Paryża 190/2017

Stan mego zdrowia nadal nie jest najlepszy! Mimo tego będę teraz od czasu do czasu zmuszał się do pisania dzienników, do odsłaniania – jak to niegdyś robiłem na falach RWE – RZECZYWISTOŚCI, do – w razie potrzeby – BICIA NA ALARM!! Mój przyjaciel, nauczyciel i dyrektor Jan Nowak-Jeziorański mocno wskazywał, jak wielkie znaczenie ma dziennikarstwo INFORMACYJNE! Po prostu „stanowi ono klucz do stawienia czoła złu!!!”. Tak, by móc walczyć o lepsze jutro, trzeba na serio zdawać sobie sprawę ze zręcznie MASKOWANYCH ZAGROŻEŃ. Cała walka z komuną była w gruncie rzeczy walką z czerwonym zakłamaniem, walką o rzetelne ujawnianie prawd ukrywanych przez tak dobrze wyszkolony komunistyczny aparat zakłamywania!!

Dlatego i dziś tak ważne, gdy wielkie środki masowego przekazu POTRAFIĄ UJAWNIAĆ PEWNE, NIE DOŚĆ WIDOCZNE ZAGROŻENIA!

Zawsze czujny, swego czasu tak nam polskim emigrantom politycznym przychylny wielki dziennik „Le Figaro”, dziś – w dniu 31 sierpnia 2017 – w wielkim tytule swej strony pierwszej wskazuje, że w pewnej liczbie szkół ma miejsce stale postępująca naprzód islamizacja młodzieży (rzecz jasna chodzi o jakże tu już liczną młodzież wywodzącą się z wiadomej, od siebie dodam, stale się potęgującej imigracji…). „Le Figaro” podkreśla, że były dyrektor szkoły średniej położonej w północnej dzielnicy Marsylii, Bernard Ravet w wielkiej wagi książce stawia kropki nad i nie waha się wskazywać na ogrom zagrożenia… Rzecz w tym, że – jak uwydatnia „Le Figaro” – ma miejsce szybka radykalizacja coraz to młodszych uczniów, którzy wpadają pod wpływ akcji propagandowej Daech-u, są przez siatki Daech-u werbowani. Stawiam pytanie, czy z czasem bomby nie będą fabrykowane w szkolnych klasach czy laboratoriach??

Problem – przyznaję – wyjątkowo trudny. Ale dobrze, że „Le Figaro” śmiało to zjawisko, jednak mym zdaniem potencjalnie niezwykle groźne – odsłania i uwydatnia!!! To dobrze pojęta, wysoce godna pochwały praca dziennikarska!

Powrót do strony głównej...



16:46, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 189/2017

Nagła choroba, jakaś letnia grypa (?), spowodowała przerwę w mej pracy! Przez kilka dni nie byłem w stanie pisać mych dzienników. Zmęczenie chorobowe znowu po latach pojawiło się u mnie, wszak niegdyś będącego pod nienawistnym obstrzałem wiadomych sił weterana – jak to się często określa – „zimnej wojny”. Ale powoli wracam do formy i do mej pracy obserwatora tego, co zachodzi, i… zajść może. Dziś tylko odnotuję, że wedle mądrego czytelnika ja jeden z pierwszych wskazałem, jak wiele zamętu w świecie narobi Kim Dzong Un, ten wyposażony w broń nuklearną megaloman, i – jak wyraźnie chyba widać – ryzykant i zwolennik niebezpiecznej gry. Od pewnego czasu uważam też, że nie można całkowicie wykluczać, że Kim Dzong Un tak czy inaczej „dozbroi” islamskich dżihadystów. To chyba leżałoby w pewnej logice wszechświatowej walki???

Czy mądre, wielce rozsądne Chiny zdołają tego rodzaju ryzykownym zagraniom swego jednak chyba mocno narwanego „przyjaciela” zapobiec??? Jedno jasne, całe to godzące w światowy ład zagrożenie jest nieprzewidywalnie groźne. A niestety mało kto to dostrzega… Tak samo jak mało kto dostrzega, że ten czy inny odłam islamskiego terroryzmu – przez tych czy innych poważnie wsparty finansowo oraz wyposażony w te czy inne bronie, np. nuklearne – może wydostać się z epoki prymitywnego rozjeżdżania dziesiątków ludzi rozpędzonymi samochodami oraz na serio siać w tym czy innym państwie naprawdę daleko idący zamęt… Trudno przewidzieć, co, gdzie i kiedy może nastąpić… Ale chyba jasne, że terroryści mogą wyszkolić się technicznie, wyposażyć się w nowe środki agresji. Dokonać spektakularnych akcji. W naszych czasach kilku nieźle wyszkolonych techników może sporo złego dokonać! Trzeba także rzecz jasna np. pilnie strzec elektrowni nuklearnych.

Powrót do strony głównej...



16:32, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 188/2017

Nadal, i to – jak stwierdzam – w pełni trwa sezon wakacyjny! Tak więc dziś ograniczę się do odnotowania, że w swym najnowszym numerze paryski „Głos Katolicki”, redagowany przez wysoce kulturalnego dziennikarza, jakim jest szlachetny Paweł Osikowski, przynosi artykuł tak zasłużonej na polu polonijnym Agaty Judyckiej!!! Tytuł tego tak godnego uwagi artykułu: Polonijna przyszłość – paryskie sympozjum Edwarda Papalskiego (spotkanie to obyło się na początku czerwca bieżącego roku w słynnej, zwanej mickiewiczowską, Bibliotece Polskiej w Paryżu. Mój stan zdrowia nie pozwolił mi się tam udać, wszak uważany przez „czerwonego” za „groźnego szpiona”, podobnie jak moja żona, jestem ciężko schorowany .

Kończąc, zaznaczę tylko jedno: ja i mój przed laty szef, słynny międzynarodowy działacz chadecki, Stanisław Gebhardt już 60 lat temu uważaliśmy Edwarda Papalskiego za wysoce rozważnego i zapewne pełnego świetnych pomysłów, oraz – w naszym mocnym odczuciu – najwybitniejszego przedstawiciela Polonii francuskiej! Jak wiemy, dziś szczególnie ważne, by bardzo mocno uwydatniać wielce pozytywny wkład Polonii w życie Francji – nasze autentycznie nacechowane kultem Francji postawy!!

Powrót do strony głównej...



16:29, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 187/2017

Dziś odnotuję tylko, że w piśmie o nazwie „Point de Vue”, poświęcającym wiele uwagi rodzinom panującym czy arystokratycznym – piśmie jednak trafiającym do bardzo różnych sfer, bo przecież STANOWIĄCYM BARWNĄ CIEKAWOSTKĘ – ukazał się w tę środę aż na 5. stronach bogato ilustrowany artykuł pod tytułem „Lee Radziwiłł, księżniczka szczęśliwych dni! Podtytuł stwierdza, że na wzór swej starszej siostry Jacky – przyszłej pierwszej damy USA – Caroline Lee Bouvier była wychowywana w perspektywie dokonania „pięknego – jak się wówczas mówiło – małżeństwa”. No i stała się księżną Radziwiłł i – (cytuję) „jedną z najbardziej dystyngowanych Dam tak zwanego wschodniego wybrzeża USA”.

W związku z tym artykułem w środowym „Point de Vue” odnotuję jeszcze tylko dwie rzeczy. Artykuł przynosi też krótką notatkę o historii rodu książąt Radziwiłłów. Po drugie, już dwóch paryskich Polaków dzwoniło, aby ten tekst mi ZASYGNALIZOWAĆ…

No i może jeszcze jedno. Głównym tematem tegoż „Point de Vue”jest 20-ta rocznica śmierci Księżnej Diany! Tyle na dziś od tak, od ręki.

Powrót do strony głównej...



16:26, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 sierpnia 2017
Widziane z Paryża 186/2017

Jak – powiedziałbym - „z pewnym naciskiem” podkreśla to jednak sporo francuskich środków masowego przekazu, prezydent Macron udaje się teraz właśnie do Austrii,  następnie Bułgarii, wreszcie do Rumunii. Ponoć przewodnim tematem tego „Macron Tour” ma być problem tak zwanych  pracowników delegowanych, czyli po prostu mówiąc między nami obrona francuskiego rynku pracy, walka z bezrobociem francuzów, walka z konkurencją tańszej zagranicznej, europejskiej, siły roboczej. Wielki dziennik „Le Figaro” już na pierwszej stronie w czołowym tytule głosi, że Macron ponownie podejmuje w tej sprawie ofensywę. A na swej stronie trzeciej „Le Figaro” nawiązuje do awantur sprzed kilku lat o obecność we Francji polskich hydraulików.

Podkreśla się tu że, jak na razie Prezydent Macron pominął jak się zdaje w planach swych rozmów na ten TRUDNY temat Węgry, Polskę i zapewne Czechy i Słowację?????

Dziś rano w me kawiarni na Porte de St Cloud pewna sympatyczna rodaczka, obywatelka francuska od 40 lat, do tego entuzjastyczna zwolenniczka prezydenta Macrona (mówi o nim: „To jeden z tych mądrych Francuzów z Amiens, to świetny element, poważniejszy od Paryżan, do tego mąż kobiety wielkiej kultury i klasy”) z „Le Figaro” w ręku, mnie zaczepiła i oświadczyła mi: „Znowu się nas czepiają o polskich hydraulików! A siostra pisze mi z Warszawy że brak tam dobrych hydraulików”!

Jest ona zdania, że Polacy we Francji to „świetny i bardzo pożyteczny element, i to już bardzo dawna. Wszak po pierwszej wojnie światowej Polacy odbudowali północną Francję! Wie, że i teraz Polacy chętnie osiadają we Francji np w ramach łączenia rodzin... Zupełnie (!!) nie zna sprawy tak zwanych pracowników delegowanych, ale jest dogłębnie przekonana, że już w niedługim czasie ci tak zwani uchodźcy z Bliskiego  Wschodu i Afryki Francję DOSŁOWNIE ZALEJĄ, i do tego to element „na 102” obcy, islamski i agresywny, to ONI STANOWIĄ GROŹBĘ a nie Polacy którzy wręcz błyskawicznie się we Francji asymilują!”

Rozmówczyni zakończyła swą wypowiedź stwierdzeniem, że - jak jej wiadomo - szczególne zasługi w jakze ważnym problemie zacieśnia więzów między Polonią z krajem pokłada Senat RP.

Kończąc już od siebie dodam tylko, że o ile wiem, na najwyższy szacunek zasługuje obecny Marszałek Senatu - lekarz chirurg, człowiek wysokiej kultury związany z dzieciństwa mi bliską ziemią grójecką, tak ceniony w „w kręgu polskich lekarzy kraju i świata: uważany za najwyższej klasy obrońcę pięknych naszych narodowych tradycji!

Powrót do strony głównej...

12:14, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 185/2017

Wielki, wysoce poważny dziennik paryski „Le Figaro” (od którego przez lat wiele zaczynał swą poranną lekturę np. w swym biurze Ambasady Wolnej Polski przy 174, rue de l’Universite mój ojciec) - przynosi na swej stronie ósmej rzucający się w oczy dosadnością swego sformułowania tytuł - dotyczący zaczynającej się właśnie strategicznej podróży kardynała Pietro Parolina, watykańskiego Sekretarza Stanu, w Watykanie drugiej osoby po Ojcu Świętym do Moskwy!!! A to by przygotować wizytę papieża Franciszka. Te lub inne francuskie środki masowego przekazu, w tym np. poważny katolicki dziennik „La Croix” nie ukrywają, iż możliwa wizyta papieża tam - budzi w Moskwie zapewne w tych czy innych kręgach „pewne zakłopotanie”.

Gdy chodzi o mnie, to świetnie pamiętam, że w lutym 2016 roku w salonie prezydenckim lotniska w Hawanie na Kubie papież Franciszek i patriarcha Cyryl jak wówczas nam powiedziano bardzo szczerze i bez półsłówek ze sobą rozmawiali, Cyryl nie ukrywał ponoć, że rozmowa była pełna ważnej treści!

Wedle moich nieraz jednak dobrze poinformowanych przyjaciół papież ceni patriarchę Cyryla i - co niezwykle istotne - jest pod wrażeniem pozytywnego stosunku Putina do chrześcijańskich religii i do rodziny, rodzinnych wartości...

Tak, wizyta w Moskwie zapewne mogłaby spektakularnie pchnąć wiele ważnych spraw na nowy tor, np. skończyć z brakiem naprawdę skutecznej opieki nad pozbawionymi swych starożytnych świątyń, nieraz mordowanymi, wyganianymi ze swych domostw melchitami, maronitami i wiernymi wszystkich obrządków Bliskiego Wschodu.

Zarówno szlachetny papież Franciszek, jak i patriarcha Cyryl, dostrzegają ogrom skandalu, jaki oczywiście stanowi to, że jak dotąd nie umieliśmy przyjść z naprawdę skuteczną pomocą naszym prześladowanym współwyznawcom, naszym braciom w Chrystusie.

Kończąc tylko ośmielę się dodać, że nie od dziś wierny swej długowiekowej rycerskiej tradycji nasz zakon już ostatnio sporo na Bliskim Wschodzie dokonał! Jestem pewien, iż gdyby ONZ albo ktoś inny (np. Zakon Maltański) w odpowiednie środki wyposażył powstać by mogły odpowiednio chronione eksterytorialne, np. szpitale.

Powrót do strony głównej...



12:06, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 184/2017

Poważne, paryskie pismo niedzielne „Le Journal du Dimanche” dziś rano przynosi wiadomość wielkiej wagi! Otóż kardynał Pietro Parolin, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej ma już jutro udać sie do Moskwy by „budować nowe mosty między Kościołem Katolickim a Prawosławiem”. Ale, jak dowodzi Aleksandra Saviana, związana ze słynną paryską szkołą Sciences Po, w swej wypowiedzi na łamach tego - często świetnie zorientowanego - pisma, Kardynał Parolin w rozmowach z Władimirem Putinem ma próbować przygotować wizytę Ojca Swietego, papieża Franciszka w Rosji. Rzecz oczywista, chodzi o zagadnienienie delikatne i najwyższej wagi! Aleksandra Saviana formułuje hipotezę, że kontekst geopolityczny sprzyja takiej wizycie i takiej rozmowie. Wszak Watykan i Moskwę zbliża teraz wspólna troska o tak brutalnie przez dżihadystów wyniszczanych, mordowanych a niekiedy nawet krzyżowanych chrześcijan Bliskiego Wschodu!!

Z pochodzenia Wenecjanin, wierny najlepszym weneckim tradycjom umiaru i rozwagi, do tego cieszący się pełnym zaufaniem papieża Franciszka - kardynał Parolin, który ma spotkać się z Putinem już w nachodzącą środę, na pewno jest kimś szczególnie powołanym do ”zacieśniania ekumenicznej współpracy - i także do zapewnienia wspólnym wysiłkiem bezpieczeństwa chrześcijanom jeszcze obecnym na Bliskim Wschodzie”... Trzeba pamiętać, że ci chrześcijanie (co najmniej kilka różnych obrządków: maronici, melchici itd., itd.) są tam obecni nieraz już id czasów apostolskich!! Gdyby obecnie dżihadystom udało się owych wyznawców Chrystusa z tych czy innych tamtejszych krajów - wymordować czy całkowicie wypłoszyć - byłoby to dowodem na to, że my Chrześcijanie świata nie umiemy naszym współwyznawcom pomóc, nie potrafimy wykazać się solidarnością z nimi, de facto „puszczamy ich w trąbę!”

Na szczęście z jednej strony nasz papież Franciszek, a z drugiej strony - jak z kilku źródeł się potwierdza - Kościół Prawosławny i sam, ponoć „bardzo wierzący”?? prezydent Putin chcą w końcu teraz otoczyć owych Blisko-Wchodnich Chrześcijan rzeczywistą opieką.

Kończąc dodam,że tak już zasłużony i tak swymi rycerskimi tradycjami z Bliskim Wschodem związany Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana Jerozolimskiego, Zwany Maltańskim - powinien pod egidą Stolicy Apostolskiej (nadal) otaczać opieką Chrześcijan np. Syrii czy Iraku, mieć tam także swe suwerenne szpitale, może też szkoły, małe miasteczka chronione przez rycerską straż Maltańską!

Tyle tych marzeń na dziś.

Powrót do strony głównej...

11:57, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 183/2017

Jest rzeczą oczywista, że - jeśli miał rację dawny szef sztabu francuskiej armii, zmarły już 2005 roku generał broni Jeannou Lacaze zwany „Sfinksem” - i rzeczywiście terroryzm stanie się współczesną formą wojny, to wiele problemów dotyczących bezpieczeństwa oraz rzecz jasna także wojskowości trzeba przemyśleć całkowicie od nowa!

Rzecz w tym, że nie można wykluczać, iż lada chwila, czy za jakiś czas, terroryści zakupią, tak czy inaczej wyposażą się, czy jakiś „ktoś” ich wyposaży w te lub inne wysoce groźne bronie, w gazy bojowe, czy np. w bomby nuklearne (zresztą ponoć zdaniem rzeczoznawców nie można do końca wykluczać, że np. sfanatyzowani islamscy studenci mogliby sami jakąś tego typu „bombkę” sfabrykować?...).

Takie ewentualne zagrożenie chyba winno jednak być bardzo na serio „przeanalizowane”, tak czy inaczej brane pod uwagę. Zapewne jasne również, że taka nowa sytuacja stawia przed armiami zupełnie nowe zadania). Nie wątpię, że wyposażony w ekspertów o wysokim ilorazie inteligencji (sztaby USA nie od dziś słusznie przywiązują wagę do tegoż ilorazu) Pentagon problem ten już fachowo „wycenił”. Czy jednak zdołał Trumpa do końca przekonać, że np trzeba pilnie budować całą serię schronów, odpowiednio chronić te czy inne „kierownicze urzędy i ośrodki władzy”?? Trump już od dawna głosi, iż terroryzm islamski to największe zagrożenie dla Ameryki, widzi konieczność zahamowania imigracji z Bliskiego Wschodu, do tego stawia na powołanie do życia centrum zwalczania ekstremizmu. No i przywołał już w czerwcu br. Katar do porządku. Wezwał ten emirat do wstrzymania się od finansowania ugrupowań zaangażowanych w terroryzm. Czy jednak Trump bierze w pełni pod uwagę zagrożenie, jakie mógłby stanowić terroryzm nuklearny?

Jedno chyba pewne! W USA problem ten jest jednak bardziej brany na serio niż w wielu krajach Europy! Europejscy mężowie stanu, jak uczy nas historia, nie od dziś nie bardzo potrafią patrzeć wyżej i dalej (umiał to robić Charles de Gaulle). Teraz jednak zdaje się w Europie dominować „myślenie dość jednak rutyniarskie”, słabo dostrzegające, co czai się za rogiem...

Powrót do strony głównej...

11:48, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 sierpnia 2017
Widziane z Paryża 182/2017

Zamachy terrorystyczne w Barcelonie i w Cambrils świadczą o jednym! Wojna z fanatykami spod znaku dżihadu trwa! Nadzieje na to, że klęska państwa islamskiego w Syrii i w Iraku położy kres krwawym wyczynom terrorystów w krajach Zachodu, okazały się złudne. Niewątpliwie terrorystyczna konspiracja islamska nadal jest zdolna do śmiercionośnych akcji! Nadal „żyje i z nami walczy”!

Rzecz jasna, specjalistów niepokoi pewien chyba dość ewidentny aspekt zagadnienia. Na razie mamy do czynienia z terroryzmem – powiedziałbym – wielce krwawym, ale jednak wyraźnie „prymitywnym”… A przecież jak np. wykazało to, co zaszło w Nowym Jorku 11 września 2001, te lub inne odłamy fanatycznych islamistów (wtedy szło o Al-Kaidę) są zdolne do działań na „dużą skalę”… Skądinąd w szeregach takich czy innych grup „terrorystycznego islamu” mogą znaleźć się np. studenci nauk ścisłych, ci lub inni ludzie zdolni sfabrykować groźne bomby, może nawet tak zwane „brudne bomby”… W oczy się rzuca – powiedziałbym – zaskakujący „prymitywizm” dotąd stosowanych przez większość terrorystów metod agresji. Nie można chyba wykluczać, iż to właśnie może się zmienić (??). Jak się wydaje, te lub inne grupy fanatycznych islamistów mogą dysponować „dużymi pieniędzmi”, i także znaleźć sobie jakichś sojuszników! Chyba nie można do końca wykluczać tego, że nawet te czy inne państwa wesprą tych lub innych dżihadystów, wyposażą ich w szczególnie groźne bronie, może nawet nuklearne?

Już kilkanaście lat temu zmarły w roku 2005 dawny szef sztabu francuskiej armii, generał broni Jeannou Lacaze, zwany „Sfinksem”, nie ukrywał przekonania, że terroryzm stanowi „nową i wielce niepokojącą formę” współczesnej wojny, i swoiście ponoć uwydatniał rolę w tym trudnym boju inteligentnej analizy sytuacji oraz „przemyślnego wywiadu”.

Powrót do strony głównej...



16:54, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 181/2017

Francuski pracownik naukowy polskiego pochodzenia, i – jak zaznacza – „futurolog”, którego przez przypadek poznałem – wraca z Polski!! Jak mówi, wraca pod bardzo dziwnym wrażeniem… Uderzają go dwa pozornie sprzeczne zjawiska… Z jednej strony niektórzy polscy młodzi naukowcy chętnie odwiedzają Silicon Valley, a specjaliści z Centrum Badań Kosmicznych PAN-u nie od dziś współpracują z bardzo propolskim Elonem Muskiem, obecnie „czołowym i wręcz genialnym nowatorem w USA, obywatelem Stanów Zjednoczonych pochodzącym z Pretorii, z Republiki Południowoafrykańskiej”… Jednak wręcz niesamowicie komplikują tę współpracę jakieś przepisy USA, zabraniające angażowania do pewnych tego rodzaju badań osób niemających jeszcze obywatelstwa USA…

Jedno pewne, poważni ludzie nauki w Polsce w pełni biorą oceny i koncepcje Muska pod uwagę, interesują się np. ponoć – zdaniem wielkich ekspertów być może jednak możliwym do zrealizowania – jego planem kolonizacji Marsa…

Polscy naukowy przecież bardzo na serio trzymają rękę na pulsie zupełnie niewątpliwie nadchodzących najróżniejszych ogromnych przemian, postępów wiedzy i odkryć!

Ale rzeczą jednak nieco zastanawiającą jest wywołujący w świecie zdumienie fakt, iż ogólnie biorąc polska inteligencja jest zaabsorbowana po uszy w jakichś rozgrywkach i sporach czysto politycznych, i że „można odnieść wrażenie, że nie ma ona pojęcia o tym, iż świat błyskawicznie się zmienia; że postępy współczesnej nauki są wręcz zdumiewające, że naprawdę „idzie nowe”… „W Warszawie najwyraźniej XX wiek się nie skończył”. Rzuca się w oczy, że taki stan rzeczy niepokoi w szczególności młodych polskich naukowców, ale i ogólnie polską, jednak „na 102” internetową młodzież. Pewien młody Polak, który odwiedzał Silicon Valley, ponoć głosi, że Andrzej Duda winien do Polski zaprosić swego rówieśnika Elona Muska, a to np. w związku z planami zainstalowania pociągu hyperloop na linii Warszawa-Wrocław (mowa jest o pokonaniu tej odległości w ciągu 38 minut). Musk – umysł niezwykle twórczy i od młodości przyjaciel Polaków – zapewne mógłby też doradzić ogromną modernizację Polski, nie mówiąc już o tym, że ponoć są już polscy kandydaci na „kolonistów na Marsie”??).

Tyle o tej bardzo przypadkowej rozmowie!

Powrót do strony głównej...



16:50, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 180/2017

Ciekawa rozmowa z inteligentną sąsiadką, 70-letnią Francuzką. Już kiedyś o pewnej rozmowie z nią wspominałem; wtedy mówiła, że – choć ma po temu ochotę – nie zagłosuje na Marine Le Pen, a to ponieważ Front Narodowy „nagle chce wyprowadzić Francję ze strefy euro, wrócić do franka, a takie posunięcie mogło zagrażać jej oszczędnościom!”. Teraz głosi ona, że potrzebny jest (!!!) ogólnoeuropejski Front Narodowy. Niektóre dzielnice Paryża, sporo podparyskich miasteczek, to – jak mówi – już Azja czy Afryka. Jej córka z mężem i dwojgiem dzieci chce w takim miasteczku swój domek sprzedać. Chce mimo kolosalnych kosztów przenieść się do jakiejś innej dzielnicy. Kluczową rolę gra tu sprawa szkoły (!!!), „zdominowanej” przez dzieci czarne czy arabskie. Moja rozmówczyni ma krewnych w Belgii – mówi: Tam ten sam problem.

Pytam ją o Prezydenta Macrona, na którego w końcu głosowała. Mówi: To inteligentny i energiczny człowiek, ale z tym „permanentnym” napływem pseudo-uchodźców nie da sobie rady. Potrzebna jest jakaś potężna wspólna reakcja całej Europy na ten problem! Wszak nasza europejska tożsamość jest zagrożona!

Tyle z wypowiedzi tej damy! Dodam, że – jak się dowiaduję – owo poczucie zagrożenia naszej europejskiej tożsamości szybko narasta w wielu krajach, np. we Włoszech i w Niemczech… (Czy, i do jakiego stopnia Polacy ten problem dostrzegają, nie bardzo wiem…?). Jedno jednak rzuca mi się w oczy: w całym szeregu krajów Unii Europejskiej zaczyna się potęgować poczucie owego zagrożenia. Pragnienie podjęcia ratujących Europę przed – jak to się już mówi – „zalewem” energicznych posunięć… Marzenia o sprawnych, energicznych rządach, zdolnych zahamować „najazd” „uchodźców” na nasz kontynent, „uchodźców” tworzących zwarte islamskie i często jednak agresywne grupy. Jednym słowem marzenia o nowej Europie, też sprawnej ekonomicznie, zdolnej także „zrobić porządek” na Bliskim Wschodzie i w Afryce. No i zrealizować jakiś nowy Plan Marshalla dla owych regionów, coraz to bardziej przeludnionych.

Pytam studenta z Polski, czy u nas młodzi rozumieją całą tę problematykę, te troski Europy. Jest zdania, że ci co mądrzejsi nasi studenci jasno widzą wagę tego, co dziś zachodzi. Czują konieczność innej, naprawdę sprawnej i mocnej Europy czynu… Sam jest przekonany, iż w Europie „idzie nowe”, że wszystko się zmienia; że lada chwila niedołężnych biurokratów zastąpią „ludzie z rozmachem”.

Zapytany o polskie spory, nieco enigmatycznie stwierdza: my dobrze wiemy, że jak nie do końca wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze… Odmawia dalszych precyzji.

Zapytany o prezydenta Dudę mówi tylko: To nowoczesny i rozsądny facet, a młodzi Polacy mają po uszy kłótliwych histeryków.

Tyle na dziś.

Powrót do strony głównej...



16:47, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 179/2017

Dziś – zgodnie z tym, co wczoraj zapowiedziałem – zajmę się jeszcze jednym pytaniem, zawsze tego samego czytelnika, na którego 2 pytania już w poniedziałek dałem odpowiedzi.

Otóż z kolei pyta on, czemu rząd RP na wychodźstwie w Londynie nie przygotował się lepiej na cofnięcie mu uznania i dotacji finansowych – czemu nie zabezpieczył, jak to zrobiły 3 kraje bałtyckie: Litwa, Łotwa i Estonia, swych zasobów złota; a gdy chodzi o Mikołajczyka, to czemu idąc na ugodę w Moskwie latem 1945 nie zażądał on gwarancji wolnych wyborów pod kontrolą międzynarodową???

Na oba te pytania nie jestem w stanie rzeczowo odpowiedzieć. Jedno – jak przez mgłę – przypominam sobie: ponoć wtedy np. gdy szło o ratowanie dla legalnego Rządu „wielu rzeczy”, np. floty, zupełną bezradność i „pewną panikę” wykazał Jan Kwapiński – wicepremier, szef ministerstwa skarbu, żeglugi, itd., itd… Premier Arciszewski rzecz jasna nie mógł mieć o sprawach finansowych pojęcia… Ufał Kwapińskiemu, który „ponoć w panice zablokował kilka mądrych inicjatyw (np. sprawa floty)”. Co do polskiego złota, to ponoć nie spróbowano póki był po temu czas go zabezpieczyć, ale ogólnie biorąc, szansę na uratowanie go na cel walki o wolność Polski były z różnych przyczyn nikłe?...

Co do Mikołajczyka w Moskwie, to chyba jednak nie wiadomo, co mu naprawdę tam tego lata obiecano. Jedno pewne: bardzo ułatwił aliantom wyrzucenie legalnego, sojuszniczego rządu RP – jak wówczas mawiano – dosłownie na bruk… Nie musiał przecież wówczas ulec naciskom Anglosasów – winien zapewne był domagać się przynajmniej gwarancji wyborów pod rzeczywistą kontrolą międzynarodową.

Jedno chcę mocno pokreślić: gdyby w roku 1945 żył jeszcze generał Sikorski, sprawy niewątpliwie chyba miałyby nieco jednak inny przebieg! Trudno powiedzieć jaki, ale na pewno nieco różny przebieg. Sikorski w całym świecie liczył się. Miał – jeśli można to tak określić – mocny wydźwięk!

Powrót do strony głównej...

16:41, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9