wtorek, 14 listopada 2017
Widziane z Paryża 255/2017

Dobra wiadomość. Stosunkowo niedawno temu znakomity wielkopolski dziennikarz i pisarz regionalista (!!) Jerzy Zielonka telefonicznie mnie poinformował, że ma zamiar zaraz po ukończeniu opracowywania i druku czwartego tomu moich dzienników („Dwa brzegi – Zapiski weterana »zimnej wojny«”) wziąć się do pisania swej od dawna zapowiadanej pracy „Kościan – AK-owska wyspa na morzu czerwonym”. Teresa Masłowska w swej świetnej książce o mnie („Łącznik z Paryża”) pisze o Kościanie w roku 1945: starostą powiatowym został tam mecenas Karol Fiszbach (narodowiec), i jakby tego nie było dość, AK-owcy sami stworzyli ówczesne ugrupowania polityczne, pierwszym sekretarzem Komitetu Powiatowego PPR został Stefan Bech, sekretarzem KP PPS Edward Borycki – obaj żołnierze AK. Hasłem ich wówczas było odbudowywać kraj… Miano nadzieję, że Stalin zechce z Polski zrobić jakby jego systemu „okno wystawowe!”!! Wszystkie te nadzieje runęły w połowie roku 1948… Wtedy na całego już w pełni nastąpiła stalinowska noc… Represje objęły wówczas około 150 osób z tego regionu. Wiadomości o tym szybko dotarły do matki i do mnie do Paryża, gdzie od jesieni 1946 roku przebywaliśmy u mego ojca. Przypomnę, że – jak nieraz pisałem – mój ojciec, którego przyjaciele, np. Eugeniusz Kwiatkowski, chcieli w roku 1946 roku ściągnąć do kraju, „by Polskę odbudowywać”, miał dobrego nosa, wyczuwał, czego można się spodziewać po Stalinie (!), ku czemu idzie… Nawet moja matka, która mawiała, że poza Polską nie może żyć, pod koniec 1948 roku dostrzegła, że o powrocie do kraju nie może być mowy…

A teraz z innej beczki… Otóż ostatnio dynamiczna redaktor Magdalena Bykowska-Pignard zainteresowała się owym czwartym tomem mych dzienników i jego promocją w Paryżu. Powiedziałem jej, że co do promocji tomu, winna się porozumieć z redaktorem Jerzym Zielonką.

Powrót do strony głównej...



17:38, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 254/2017

Jak moi czytelnicy wiedzą, nie od dziś wyrażam – w ślad za zmarłym już 12 lat temu b. szefem sztabu francuskiej armii generałem Jeannou Lacaze – przekonanie, że terroryzm to szczególnie niebezpieczna i współczesna forma wojny… Tak więc jestem pod dużym wrażeniem faktu, iż dziś wielki i mym zdaniem świetnie redagowany niedzielny dziennik „Le Journal du Dimanche” na swej stronie pierwszej przynosi wielce rzucające się w oczy stwierdzenie: TERRORYZM I CO ZAGRAŻA FRANCJI. A 6 następnych stron tego pisma przynosi szereg dotyczących tego zagadnienia artykułów, takich jak „Face au djihad made in France”, czy też spory wywiad z Gerardem Collombe’em, francuskim ministrem spraw wewnętrznych. Ów minister daje wyraz przekonaniu, że francuskie władze są teraz lepiej przygotowane do stawienia czoła terroryzmowi niż 2 lata temu!! Tu wyrażę przekonanie, że to jest prawdą, że niewątpliwie władze francuskie dokonały poważnego wysiłku w tej dziedzinie i zapewne wydatnie ulepszyły swe metody stawiania czoła współczesnemu terroryzmowi… Jednak nie można wykluczać groźnej ewolucji terroryzmu. Przybrania przezeń nowych form agresji, np. ataków na elektrownie atomowe… Terroryzm być może stanie się wielką plagą nadchodzących czasów! Ową nową – jak to określa jeden z mych wysoko wykształconych rozmówców – „przewidywalną formą nadchodzącej wojny!”!!! Te lub inne siły czy państwa wrogie Zachodowi mogą z czasem tajemnie tych czy innych terrorystów w supergroźne „środki wybuchowe wyposażyć”… Jednym słowem, zapewne za rogiem czai się dość ponure i niebezpieczne NOWE!!

Powrót do strony głównej...



17:36, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 253/2017

Wczoraj pod wieczór w Ambasadzie RP w Paryżu miało miejsce przyjęcie, na które zgodnie ze starym zwyczajem zaproszono licznych działaczy polonijnych. W trakcie tego tradycyjnego obchodu związanego z przypadającym dopiero na dziś dzień świętem narodowym – Dniem Niepodległości – poznałem obecnego gospodarza domu, czyli owego tak z najnowszą historią Polski związanego Hôtel de Monaco, to znaczy naszego nowego ambasadora RP we Francji, Tomasza Młynarskiego. Z miejsca można wyczuć, iż ów profesor politologii, to prawdziwy znawca polityki europejskiej, także np. podejścia Francji do problemów bezpieczeństwa energetycznego i klimatycznego… Tak, Tomasz Młynarski, człowiek, który – o ile wiem – dogłębnie studiował nauki polityczne nie tylko na UJ-ocie, lecz również w Rennes i w Paryżu, niewątpliwie jest kimś mogącym prowadzić dialog na wysokim poziomie z wybitnymi francuskimi politykami i politologami… Ojciec mój często podkreślał wielkie znaczenie długowiekowej przyjaźni polsko-francuskiej. Był bliski de Gaulle’owi i uważał, że w interesie Polski należy walczyć o Europę na francuskim sosie, to jest opartą na wolnościowych i dogłębnie humanistycznych ideałach francuskiej kultury politycznej… Wyczuwam, że ambasador Młynarski ową przyjaźń naszych dwóch bratnich narodów podtrzyma i umocni!!!

Kończąc na dziś, dodam tylko, że na owym przyjęciu poznałem też panią ambasadorową Młynarską. Powiem tylko, że to ktoś z miejsca przyjacielski i – jeśli wolno to tak sformułować – z miejsca mi bliski!

Powrót do strony głównej...



17:34, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 252/2017

Rozmówca stwierdza: „Jest Pan jednym z rzadkich żyjących świadków nastrojów, jakie w polskim rządzie panowały w roku 1939. Czy jest prawdą, iż minister Beck był wtedy przekonany, iż wojna nie wybuchnie przed 1941 rokiem?”. Z miejsca zaznaczę od podkreślenia: cóż ze mnie za świadek?! Wszak wówczas miałem tylko 10 lat. Co do daty możliwego ataku Hitlera na nas, ojciec mój w swej książce „Wspólna droga z Rogerem Raczyńskim” pisał: „hr. Ciano działając w dobrej wierze poinformował bowiem z zastrzeżeniem poufności min. Becka o powziętym przez Hitlera wobec Mussoliniego zobowiązaniu, iż nie rozpęta wojny światowej przed 1941 rokiem. Wtedy nie zdawano sobie sprawy nawet w zachodnich demokracjach, a tym bardziej w Rzymie, do jakiego stopnia obietnice czynione przez dyktatora III Rzeszy są zawodne”. Tyle w odpowiedzi czytelnikowi na to jego pytanie… Drugie jego zapytanie dotyczy tego, czemu Rydz-Śmigły oraz Beck najwyraźniej i wielce naiwnie nie dostrzegali tego, że armia III Rzeszy tak błyskawicznie przełamie opór WP oraz że ZSRR z miejsca „uderzy nas w plecy”…

Jedno wiem, Rydz i jego najbliżsi współpracownicy obsesyjnie walczyli z tak zwanym DEFETYZMEM. No i wyraźnie łudzili się co do mocy naszej armii, jej możliwości stawienia czoła niemieckim dywizjom czołgowym. Jak się zdaje, co do możliwości radzieckiego ciosu w nasze plecy tego niebezpieczeństwa ponoć nie dostrzegł w porę nasz ambasador w Moskwie Wacław Grzybowski. Do tego minister Beck podobno uważał jakiekolwiek dogadanie się Hitlera ze Stalinem za wykluczone…

Powrót do strony głównej...



17:32, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 251/2017

Wczoraj Pani Halina Zasacka, tak żywo interesująca się naszą najnowszą historią, podarowała mi trzy bardzo godne uwagi publikacje naszego znakomitego Instytutu Pamięci Narodowej!! Chodzi o teksty o Rotmistrzu Witoldzie Pileckim, Oo Jerzym Giedroyciu i o opracowanie „Operacja antypolska 1937-1938”… Ta ostatnia broszura zrobiła na mnie szczególnie mocne wrażenie. Rzecz w tym, że wiedza o naszych rodakach – tak licznie zgładzonych w ZSRR na mocy rozkazu nr 00485 szefa NKWD Nikołaja Jeżowa z 11 sierpnia 1937 roku – jest znikoma, a przecież, jak się ocenia, w ramach tej tak zwanej „Operacji Polska” zginęło co najmniej 111 tysięcy Polaków, a wedle innych „szacunkowych obliczeń”, to ludobójstwo polaków było zamordowaniem 200 tysięcy osób (???).

Jedno dla mnie oczywiste. Decyzja naszego IPN-u, dotycząca pełnego przestudiowania owej kierowanej przez Jeżowa tak czasem zwanej „Operacji Polska” ma ogromne znaczenie. Na przykład samo narzuca się pytanie, które dotyczy sympatyków komunizmu, członków lub nie, komunistycznej partii Polski. Wszak chyba musieli oni wiedzieć, iż w ZSRR dokonuje się ludobójstwa tysięcy Polaków!!! Tego ukryć – w szczególności przed osobami wówczas odwiedzającymi ZSRR czy też nawet tylko żywo interesującymi się tym krajem – chyba łatwo nie było! No i warto też odnotować, iż Stalin najwyraźniej równocześnie, czy nawet nieco wcześniej niż Hitler, wszedł na drogę masowego ludobójstwa! Sprawa istotna! Nieraz spotykam się z opinią, że Stalin to mimo wszystko to nie taki sam zbrodniarz jak Hitler… Moja reakcja na taką tezę jest prosta: szło o dwóch zwolenników stosowania krwawego terroru, o dwie osoby bez skrupułów, wielce dynamiczne, lecz pozbawione zmysłu politycznego. Hitler doprowadził do całkowitego upadku swej III Rzeszy. Stalin zbudował system oparty jedynie na policji – system, który z czasem runął, bo runąć musiał, bo był zarówno ekonomicznie jak i politycznie nonsensem, bo nie mógł wyjść naprzeciw pragnieniom szerokich mas.

Tyle na dziś.

Powrót do strony głównej...



17:31, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 250/2017

Wczoraj spotkała mnie wielka radość. Od Waldemara Piaseckiego otrzymałem specjalną przesyłką 2 pierwsze tomy jego – śmiało to piszę – arcydzieła: książki pt. „Jan Karski – jedno życie”.


Profesor Elie Wiesel (1928-2016), były więzień hitlerowskich obozów koncentracyjnych, po wojnie najwyższej klasy filozof, autor wielu książek – swego czasu napisał: „Jan Karski, heroiczna postać polskiego podziemia, emisariusz ludzkiej waleczności, przynosi zaszczyt tym, którzy… honorują jego batalię o wolność i prawdę o Nim chcą utrwalić. Służy temu ta książka, napisana z pasją i sercem przez Jego najbliższego przyjaciela Waldemara Piaseckiego. Trudno o kogoś, kto znałby Jana lepiej”…

Tak więc biorę się teraz do czytania tej – jak już przeglądając ją z miejsca dostrzegłem – „rewelacyjnej książki”… Długie to zadanie, np. tom drugi liczy dobrze powyżej tysiąca stron!!! Cieszy mnie fakt, iż w dziele tym, jak widzę w indeksie nazwisk, mowa jest o naprawdę czołowych postaciach, takich jak np. uważany przeze mnie za człowieka będącego jednym z najmądrzejszych i najwybitniejszych przywódców naszej emigracji politycznej Edwardzie Raczyńskim… Jednym słowem, to dzieło Waldemara Piaseckiego najwyraźniej jest ważnym wkładem w naszą najnowszą historię Polski! W związku z tym niewątpliwym faktem, z radością dowiaduję się z notatki na stronie 2. drugiego tomu, iż ukazanie się owej książki pt. „Jan Karski – jedno życie” współfinansuje Senat RP! Tak, odpowiedni dział naszego Senatu sprawnie działa, mądrze z patriotycznego punktu widzenia udziela swego wsparcia!

Powrót do strony głównej...

17:23, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 249/2017

Wczoraj wspominałem w tym dzienniku o – o ile to tak można określić – „modzie na terroryzm” oraz o tym, że już kilkanaście lat temu, francuski generał Jeannou Lacaze był ponoć zdania, że terroryzm to nadchodząca forma wojny! Teraz nawiążę do raportu grupy niezależnych ekspertów, z którego wynika, iż wielkie elektrownie, wielkie centrale nuklearne, np. te we Francji i w Belgii, są mieczem Damoklesa zawieszonym nad naszymi głowami. Ów raport na zamówienie Greenpeace-France przygotowała grupa wysokiej klasy specjalistów kilku różnych narodowości… Jednym słowem, katastrofa w powiększonym stylu tego, co miało miejsce w Czarnobylu w 1986 roku, jest możliwa. Zapewne może ją spowodować także jakaś przez ekspertów przygotowana akcja terrorystyczna. Wszak nie można wykluczać, że np. dżihadyści mogą mieć w swych szeregach ludzi znających się na siłowniach jądrowych, czasem może nawet byłych pracowników takich zakładów.

Specjaliści są podobno zdania, że nie można wykluczać, iż terroryści mogą także przygotować siejące zamęt, niesamowicie groźne pod różnymi względami cyberataki… Należy z zadowoleniem podkreślić, że w Polsce władze teraz już dobrze rozumieją ogrom problemu cyber-bezpieczeństwa, jego potęgujące się znaczenie…

Bardzo to istotne! Wchodzimy w nową epokę, i rodzą się, czy też już się narodziły, zupełnie nowe problemy. Uważam, że przesadna jest teza: „czołgi do lamusa”, jednak przyznaję, że pojawiły się teraz zgoła inne niż jakiś czas temu „wojenne zagrożenia…”. Nadeszło „nowe”!!

Powrót do strony głównej...



17:20, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 248/2017

Seria ataków terrorystycznych kontynuuje, np. w USA. Tak więc wczoraj w Teksasie, w małej miejscowości o nazwie Suhterland Springs, śmierć ponoć poniosło w miejscowym kościółku baptystów w czasie nabożeństwa co najmniej 27 osób, a powyżej 24 osoby odniosły rany. Napastnik, gdy próbował zbiec, poniósł śmierć od kul policji. W chwili gdy piszę te słowa, de facto nic o nim i o motywacji jego zbrodni nie wiadomo.

Jedno pewne. Terroryzm coraz to bardziej jest teraz w modzie. Niewątpliwie zmarły już w roku 2006. Jeannou Lacaze, generał broni, w latach 1981-1986 szef sztabu (generalnego) francuskiej armii, zwany Sfinksem, nie mylił się zapowiadając, że terroryzm jest w trakcie stawania się mogącą okazać się z czasem NIESAMOWICIE GROŹNĄ FORMĄ WOJNY. Czy sztaby naszych armii to w porę dostrzegą??

Mowa też jest ponoć, w kręgu poważnych rzeczoznawców, np. o tak zwanych atomowych bombach walizkowych…

Eksperci niekiedy bywają przekonani, że terroryści islamscy, i nie tylko islamscy, z czasem wejdą na drogę terroryzmu o naprawdę groźnym wymiarze… Nie można wykluczać, iż „po cichu” poprą ich – owych np. dżihadystów – te lub inne wrogo do Zachodu nastawione państwa… Jak wiadomo, niektóre spośród tych same mają broń atomową czy też mają wielkie środki pieniężne pozwalające „podkupić ” takich czy innych ekspertów”.

A co na to rządy krajów Zachodu??? Dla nich – jak się zdaje – najważniejsze, by nie siać „przedwczesnej rzekomo” paniki. Paniki mogącej zacząć mieć polityczne skutki, faworyzować różne fronty „silnej ręki”. Jedno chyba pewne: szerokie masy zaczyna nurtować niepokój, który rodzi się z obawy przed przewidywalnym i naprawdę groźnym terroryzmem przyszłości, no i z niepokoju, jaki budzi zalewająca Europę fala „uchodźców” z Bliskiego Wschodu i z Afryki!

Powrót do strony głównej...



17:18, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 247/2017

Rozmówczyni pyta mnie, czy Józef Czapski „znał osobiście Generała de Gaulle’a”. Odpowiedź moja jest prosta. Nie wiem!! O ile pamięć mnie nie myli, Jerzy Giedroyc mawiał, iż de Gaulle był zawsze gotów przyjąć na rozmowę „trzech Wolnych Polaków” – generała Andersa, ambasadora Morawskiego i Józefa Czapskiego. Wiem, iż Anders – gdy tu na kilka dni Paryż odwiedzał – niekiedy bywał u de Gaulle’a; Andersowi – jak mi się zdaje – w tych wizytach czasem towarzyszył jeden z jego adiutantów (Eugeniusz Lubomirski lub Ludwik Łubieński) albo pułkownik Marian Czarnecki, prezes SPK Francja. U de Gaulle’a też bywał mój ojciec Kajetan Morawski (np. duży lunch w Pałacu Elizejskim 18 grudnia 1963 roku – moja matka też tego dnia tam była). Czy Czapski u de Gaulle’a bywał i w jakim okresie, nie wiem… Być może de Gaulle znał tylko pisma Czapskiego, np. – jak to we Francji określano – jego wysoce autentyczne świadectwa z Rosji stalinowskiej.

Jedno wiem: J. Cz. był w stałym kontakcie z dwoma czołowymi gaullistami: z Gastonem Palewskim i z ministrem kultury André Malraux. Z tymi osobistościami J. Cz. załatwiał wiele spraw.

Powrót do strony głównej...

17:16, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 246/2017

Wczoraj w ramach dalszego ciągu paryskiej części Festiwalu Józefa Czapskiego, pani Ela Skoczek zorganizowała w palotyńskim Centrum Dialogu w Paryżu 7-mym dotyczącą tego malarza i myśliciela debatę, w czasie której wyświetlano też zdjęcia jego obrazów i puszczano wyjątki filmu o nim. Głos zabrało kilkanaście osób. Ja mówiłem o jakże mocnym związku Czapskiego z Francją i jej kulturą, o – jeśli to tak można określić – jego kulcie np. dzieł Marcela Prousta. O jego przyjacielskich kontaktach z Danielem Halévym, André Malraux, Julienem Greene'em, z François’em Mauriakiem. Ale chyba najciekawsze w tej debacie były dotyczące dialogu Czapskiego z całym tym parysko-palotyńskim ośrodkiem i np. z księdzem Józefem Sadzikiem wypowiedzi księdza Tadeusza Tomasińskiego. Ksiądz ten ma 94 lata. Z niecierpliwością oczekujemy na mające się za jakiś czas ukazać jego wspomnienia, które między innymi wiele wniosą w dzieje polskiego Paryża od lat pięćdziesiątych po dziś dzień, też rzecz jasna w dzieje tego tak aktywnego tutejszego palotyńskiego ośrodka!!!

Co do tej wczorajszej debaty, to podkreślę, iż była – powiedziałbym – bardzo otwarta i szczera, nacechowana autentyzmem wspomnień. A dzięki Eli Skoczek, która naprawdę potrafi pchnąć taką dyskusję na właściwy, godny uwagi tor…

Powrót do strony głównej...



17:14, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 245/2017

Wczoraj, to jest 2 listopada, udałem się z prezesem Romanem Czajką, jego świetnym samochodem, do Domu Kultury w Maisons-Laffitte. W godzinach popołudniowych miało tam miejsce spotkanie wchodzące w skład obecnego festiwalu Józefa Czapskiego. Zebrało się tam około dwudziestu osób, z dynamicznym kierownikiem owej festiwalowej imprezy, Elą Skoczek na czele! Szło o to, by wybrane osobistości zapoznać z długoletnim życiem Józefa Czapskiego w owym domu, do którego powstania się on dzięki swym wielkim stosunkom swego czasu przyczynił.

Gości powitał i kierownik Instytutu Literackiego „Kultura”, Wojciech Sikora, który przedstawił zebranym obecną, jakże ożywioną, działalność tej posiadającej tak dużej wagi archiwa instytucji.

Następnie Leszek Czarnecki, od 31 lat pracownik – najprzód Kultury, a później wyłonionego z niej obecnego ośrodka – w sposób wysoce interesujący i barwny mówił o domu i o życiu oraz pracy w dużej mierze malarskiej Czapskiego tam…

Powrót do strony głównej...



17:12, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 244/2017

W związku z mym wczorajszym dziennikiem, precyzuję, iż artykuł Henry’ego Chapiera pt. „Czapski: Le destin exemplaire du plus grand peintre polonais” ukazał się w „Le Quotidien De Paris” w dniu 15 czerwca 1975 roku.

Henry Chapier, słynny dziennikarz paryskiej prasy i telewizji, syn francuskiego adwokata międzynarodowego, urodził się w Bukareszcie. W roku 1948 musiał Rumunię opuścić – władze komunistyczne wyrzuciły z Rumunii obywateli krajów Zachodu, w tym francuskich… We Francji Henry kończy studia humanistyczne. Rozpoczyna karierę dziennikarską, na łamach tygodnika „L’Express”… Następnie – o ile pamięć mnie nie myli – jest po pewnym czasie kolejno dyrektorem literacko-artystycznym dzienników „Combat” i następnie „Le Quotidien de Paris”… We francuskiej telewizji prowadzi słynną audycję „Sur le divan” – rozmowy telewizyjne jakby psychoanalityczne ze znanymi osobistościami… Staje się niezwykle znany… Obecnie, już na częściowej emeryturze, jest szefem mieszczącego się w Paryżu tak aktywnego swymi wysokiej klasy wystawami Europejskiego Domu Fotografii… Tyle na dziś o autorze tego tak ważnego – gdy chodzi o międzynarodowy rozgłos Czapskiego – artykułu… (Kot Jeleński kiedyś w swej rozmowie ze mną określił ów tekst Chapiera mianem przełomowego, gdy chodzi o pozycję Czapskiego w wielu francuskich i szwajcarskich kręgach zainteresowanych malarstwem).

Powrót do strony głównej...



17:10, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 243/2017

Czytelnik pyta: „Czy rzeczywiście francuskie sfery intelektualne, literackie i artystyczne itd. wysoko ceniły osobowość, postawy oraz malarstwo Czapskiego?” Co do malarstwa J. Cz., to polecam bogato ilustrowane dzieło Murielle Werner-Gagnebin „CZAPSKI LA MAIN ET L’ESPACE” (édition l’Age d’Homme 1974, Lausanne). Nie będę tu przytaczał wielu dotyczących malarstwa Czapskiego artykułów prasowych. Wspomnę tylko tu, bo swego czasu narobił nieco szumu artykuł słynnego wówczas człowieka prasy i telewizji, dyrektora od spraw kultury i sztuki „Le Quotidien De Paris”, dziennika na wysokim poziomie intelektualnym… Tytuł tej wypowiedzi na łamach „Le Quotidien” „sam mówi za siebie”: „CZAPSKI, LE DESTIN EXEMPLAIRE DU PLUS GRAND PEINTRE POLONAIS”!!!

Co do czołówki francuskiego świata literacko-intelektualnego, to wysoko Czapskiego cenili pisarze tacy jak François Mauriac (jeśli pamięć nie myli (?), na łamach „Le Figaro” napisał on kiedyś, że każdy Francuz winien przeczytać dotyczące ZSRR świadectwa Czapskiego) i np. André Malraux… Przyjaźnili się też z Czapskim francuscy mężowie stanu, np. Gaston Palewski; dalej: dyplomaci, np. Jean Laloy. Czapski miał też stały kontakt z francuską młodzieżą artystyczną (np. Jean Colin d‘Amiens), i z tą o zainteresowaniach politycznych (np. wnukowie Daniela Halévy’ego…).

Powrót do strony głównej...

17:05, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 242/2017

Trwa to, sporej wagi dla polskich i nawet w pewnej mierze dla francuskich sfer literackich i artystycznych, wydarzenie – z rozmachem zorganizowany przez Elę Skoczek Festiwal Józefa Czapskiego. W czwartek, 2 listopada na cmentarzu w Le Mesnil-le-Roi, a następnie w Maisons-Laffitte będą miały miejsce wzruszające obchody ku czci Józefa Czapskiego, i – siłą rzeczy – innych mieszkańców tego Domu, z Jerzym Giedroyciem na czele…. W ten sposób zacznie się francuska część Festiwalu.

Co ważne, to fakt, że Józef Czapski naprawdę kochał to miasto, tak malownicze i tak jedyne w swym rodzaju. Miasto konia i hodowców koni, częściowo otoczone lasami, pełne zieleni. No i nacechowane nie tylko owym specyficznym kultem konia, ale też kultem różnych gałęzi sztuki. Rada Miejska Maisons-Laffitte tradycyjnie od dawna z reguły robi co może, by uwydatniać ową specyfikę tego miasta o tak dużym poczuciu swej specyfiki.

Józef Czapski – jak kiedyś przed laty powiedział – czuł się do Maisons-Laffitte „dobrze dopasowany”! Uważam, że tak na wskroś francuskie w swej oryginalności miasto winno jedną ze swych ulic nazwać „rue Joseph Czapski! Maisons-Laffitte winno pamiętać, że z polska mówiąc „Lafit jest w Polsce w wielu kręgach świetnie znany…; że odegrał znaczną rolę, dobrze odnotowaną w polskiej historii; że swego czasu tam mieszkało i działało szereg wybitnych Polaków: Czapski, Giedroyc, Miłosz, Herling-Grudziński i inni.

Powrót do strony głównej...



17:01, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 241/2017

Czytelnik pyta, czy jest prawdą, iż Józef Czapski wybierał się wiosną 1985 roku do Polski? Moja odpowiedź prosta. Sprawy nie znam do końca. Jak przez mgłę pamiętam, że Joanna Wierusz-Kowalska, która opiekowała się Czapskim, często go odwiedzała, kiedyś poufnie pytała mnie, co myślę o wystawie Czapskiego w Polsce, oraz o jego wizycie w kraju.

Trzeba pamiętać, że Czapski miał wówczas około dziewięćdziesięciu lat. Marzył o spotkaniu z rodziną w kraju. Bardzo źle już widział. Pretekstem jego podróży na trzy miesiące do kraju miał być pobyt i leczenie w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach. Sprawy paszportowe (Czapski był uchodźcą politycznym) można było zapewne jakoś załatwić dzięki pomocy szlachetnego i bardzo wybitnego francuskiego dyplomaty Jeana Laloya (bliski przyjaciel Czapskiego). Rzecz w tym, że J.C. nie chciał brać paszportu PRL-u… Ale sprawa upadła. Takiej męczącej wyprawie przeciwni byli tutejsi lekarze. Wiem jeszcze jedno. Kierownictwo słynnego Domu dla Niewidomych myśl o takiej trzymiesięcznej wizycie bardzo popierało (w domu tym – jak kiedyś powiedziała ciotka Zula Morawska – panował rodzaj swoistego kultu tego wielkiego malarza, człowieka tak wielkiej kultury, kultu wpojonego przez Antoniego Marylskiego (1894-1973) – bliskiego przyjaciela J.Cz.)…

Powrót do strony głównej...



16:59, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 240/2017

W związku z mym wczorajszym dziennikiem, czytelnik pyta: „Dlaczego te lub inne bardzo patriotyczne i naszemu krajowi zasłużone rody przyjmowały tytuły od mocarstw, które Polskę między siebie podzieliły”? Nie jestem historykiem! Historykom pozostawiam odpowiedź na to zapytanie! Mogę powiedzieć jedno: Czapscy, podobnie jak szereg im podobnych rodów, nieraz dawali bardzo mocne dowody swej polskości. Choć zaborcze monarchie nadawały im tytuły, byli – i to swym zachowaniem udowadniali – stuprocentowymi Polakami, ludźmi polskiej kultury i języka oraz, co wysoce istotne, religii katolickiej, mieli w swym rodzie kapłanów i nawet biskupów…

Ale, co chyba najważniejsze, to fakt, że nie ukrywali swej polskości, jasno i mocno stwierdzali, że są Polakami, że tym się szczycą!!!

Powrót do strony głównej...



16:54, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 239/2017

Czytelnik pyta o dwie rzeczy: 1) Czy Józef Czapski był hrabią? 2) Skąd ten przydomek Hutten? Otóż część rodu Czapskich w XVIII-tym wieku przybrała przydomek Hutten, a to powołując się na swe rzekome pochodzenie od nadreńskiego rodu von Huttenów, którego gałąź miała osiedlić się w Polsce w XIV-tym wieku, przyjmując nazwisko Czapski, niejako będące tłumaczeniem niemieckiego słowa „Hut”. Cała ta teza była snobistycznym absurdem. Nazwisko Czapski pochodzi od pomorskich wsi Czaple czy też Czapelki!!

Co do hrabiostwa, to Czapscy magnacki ród pierwszej RP (13 ! senatorów) uzyskali w latach 1804 i 1861 w Królestwie Pruskim, a w latach 1895 i 1900 w carskiej Rosji – dziedziczne tytuły hrabiowskie. Józio z ubawieniem w latach pięćdziesiątych opowiadał mi, że kiedyś w Waszyngtonie bodajże James Burnham, mając zamiar przedstawić go jakiemuś senatorowi USA, wstępnie owemu dygnitarzowi szeptał: „Czapski is really a count”!!!

A Stefan Kisielewski kiedyś zażartował: „To wasze Maisons-Laffitte to niczym przedwojenny warszawski elegancki salon – stary książę (Jerzy Giedroyc) i młody książę (jego brat Henryk), hr. Czapski i jego siostra Marynia, moi krakowscy krewni…, itd., itd.”

Powrót do strony głównej...



16:52, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 238/2017

Tak więc w nadchodzącym tygodniu ma mieć miejsce francuska część Festiwalu Józefa Czapskiego. Chodzi o festiwal, który zaczął już tam odbywać się i nadal trwa w Polsce. Organizatorem całokształtu owego festiwalu jest Ela Skoczek, osoba o wysokiej wiedzy o sztuce, i o olbrzymich i kluczowych, także i w danym wypadku, kontaktach, do tego sprawny organizator…

Dziś pragnę w tym mym dzienniku położyć nacisk na mym zdaniem kluczowej wagi, a nie zawsze dostatecznie uwidaczniany, aspekt osobowości Józefa Czapskiego… Otóż Czapski, a także Kot Jeleński oraz mój ojciec, to ludzie dogłębnie profrancuscy, to wielbiciele Francji, jej myśli i wolnościowych postaw, jej literatury. Ogólnie znaną jest owa wręcz niesamowita znajomość twórczości Marcela Prousta, która – jak dobrze wiemy (!) – cechowała Czapskiego… Wiąże się to częściowo z faktem, iż Józio był od lat przyjacielem słynnego Daniela Halévy, bliskiego kolegi Marcela P. jeszcze z paryskiego Liceum Condorcet… (nie mogę się tu powstrzymać od przytoczenia znanych szeroko słów Józia o Prouście: „Czytając Prousta, poprzez jego bohaterów poznajemy w sobie własne kłamstwa i własną małość”…).

Naprawdę uważam, że Czapski, że Józef Hutten-Czapski herbu Leliwa może być określony mianem jednego z najbardziej godnych uwagi, najbardziej oddanych, przekonanych o jej unikalnej wielkości, admiratorów Francji!!! I ważne, by Francja o tym wiedziała! Tak jak swego czasu wiedzieli to General de Gaulle, André Malraux, Gaston Palewski i ten wierny Wolnych Polaków przyjaciel, Jean Laloy oraz też tak nam oddany Robert Rochefort.

Kończąc przypomnę tylko, że Czapski był mocno przywiązany do Maisons-Laffitte, cenił to – jak mawiał – unikalne, nacechowane kultem koni, i po swojemu swojskie i miłe oraz „stylowo” arystokratyczne miasto lasów i stajni…

Powrót do strony głównej...

16:48, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 237/2017

Przyjezdny z kraju, rodak, w połowie – jak mówi – pochodzenia żydowskiego, jest pod wielkim wrażeniem rozmowy ze swym 100% żydowskim, tutejszym kuzynem. Rzecz w tym, że kuzyn – choć mu tu nieźle idzie – planuje przenieść się do Izraela. Uważa, iż „chodzące pod Paryżem do żydowskiej szkoły dzieci mogą być zagrożone”… Drażnią go też często spotykane napisy, takie jak „precz z Żydami” czy też „niech żyje Daech”, itd., itd. Jest zdania, że terroryści spod znaku dżihadu mogą każdej chwili jeszcze groźniej niż dotychczas „pokazać zęby…”.

A ze swej strony mój rozmówca sam jest pod sporym wrażeniem dużego artykułu we wczorajszym „Le Figaro”. Artykułu pod jakże wymownym tytułem: „Ces juifs apeures qui demenagent pour fuire l’antisemitisme!!! Tekst ten mocno uwydatnia fakt, że ze względu na szerzący się agresywny antysemityzm już kilkadziesiąt tysięcy Żydów opuściło niektóre okolice czy dzielnice Paryża. Jak mówi pewien jeszcze inny rodak, uczestnik owej rozmowy: „są tu ulice, gdzie z miejsca biją tych, co chodzą w jarmułkach”.

Powrót do strony głównej...



16:44, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 236/2017

Przed chwilą pocztą (jak niegdyś w Jurkowie mawialiśmy: „listowy”) przyniósł mi list od władz mego ukochanego miasta Kościana! Panowie Ruszkiewicz i Jurga zapraszali mnie na spotkanie Komitetu Organizacyjnego mających mieć miejsce w roku 2018 obchodów stulecia honorowego obywatela tego miasta, wysokiej moim zdaniem klasy pisarza, śp. Adama Tomaszewskiego. Nie ma żadnego znaczenia, iż owo zaproszenie na dzień 16 października dotarło dopiero dziś, i tak bym na owo spotkanie nie mógł pojechać!

Ale chcę teraz mocno uwydatnić, iż Adam Tomaszewski – autor między innymi trzech wspomnieniowych opowieści o Kościanie XX-lecia niepodległości – to naprawdę pierwszoplanowy i bardzo polski kronikarz. Ważne chyba, by nasi naukowcy-poloniści w pełni docenili Adama Tomaszewskiego obraz Kościana, Wielkopolski i ogólnie Polaków. Tak ważne chyba, by spece z UAM do końca dostrzegli fantastycznie autentyczny Tomaszewskiego wizerunek „naszych stron” i „naszych ludzi”.

Teraz z kolei zaznaczę, że w mym odczuciu Kościan to miasto zgoła wyjątkowe. Pamiętam, że w latach 1945-1946 był on AK-owską wyspą na Morzu Czerwonym. Rządzili nim prowadzący skomplikowaną grę polityczną byli AK-owcy, np. Stefan Bech… Dopiero jesienią 1948 roku UB-ecja dobrała im się do skóry. Starosta Fiszbach (zatajona orientacja narodowa) na swe szczęście o wiele wcześniej przeniósł się do Poznania, ale Stefan Bech, ukryty b. AK-owiec, sekretarz komitetu PPR, został wyrzucony z pracy, brutalnie (???) potraktowany. Na szczęście dlań, księża – wiedząc, że się zna na sztuce – zlecili mu, o ile wiem, pracę odnawiania obrazów w kościele Farnym… Kończąc dodam tylko, że od lat czekam na książkę słynnego Jerzego Zielonki pt. „Kościan. AK-owska wyspa na morzu czerwonym”…

Powrót do strony głównej...



16:41, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 235/2017

Nawiązuję w związku z pytaniami do mego wczorajszego dziennika! W pełni potwierdzam, że Józef Czapski był wysoko ceniony przez ówczesne (te z jego epoki) najwyższe elity intelektualne Francji… Do grona jego najbliższych przyjaciół zaliczali się: Daniel Halevy (tak lubiący i ceniący Marcela Prousta, naprawdę czołowy francuski myśliciel), wielu członków rodziny Halevich, a także rzecz jasna André Malraux, następnie: Julien Green, Francois Mauriac, Henri Chapier i inni (słyszałem też, iż Czapskiego wysoko cenił generał Charles de Gaulle).

W najwyższe sfery intelektualnych ówczesnej Francji był też wprowadzony Kot Jeleński, ale – powiedziałbym – na nieco innej zasadzie… Czapski był wysokiej klasy dla owych sfer autorytetem moralnym. Jeleński „rzeczoznawcą kręgu tak zwanej „Innej Europy”, tym, co wiele tam dostrzegał…”.

Uważam, że „Kultura” Jerzego Giedroycia mogła znaleźć swe miejsce we Francji, tu rozkwitnąć tylko w oparciu o ogrom przyjaźni, uznania i zaufania, jakimi Józef Czapski darzył Jerzego Giedroycia i jego koncepcje (pamiętam, że Józef Czapski bywał zapraszany na lancze przez Andre Malraux, by z nim pewne problemy znienawidzonego przez PRL miesięcznika „Kultura” omawiać…).

Tyle na dziś na ten (kluczowy) temat!

Powrót do strony głównej...

16:36, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 234/2017

Dość wiele szumu robi tu sprawa projektu zmian w dyrektywie Unii Europejskiej, dotyczącej tak zwanych pracowników delegowanych. Sprawa dla Polski dość istotna. W ramach tej dotychczasowej dyrektywy już wysłaliśmy w czasie ostatnich lat do pracy w krajach Unii sporo setek tysięcy osób. W tym obecnym systemie wysokość składek, które trafiają do naszego ZUS-u wynosi ładne kilkaset milionów złotych miesięcznie. Do nas trafia też podatek dochodowy owych „delegowanych pracowników”. Jasne chyba, że taki stan rzeczy daje – biorąc pod uwagę panujące tu bezrobocie – francuskim władzom na nerwy!!!

Całe zagadnienie owych „delegowanych pracowników” robi tu więc jednak sporo „złej krwi”!!

W mym pojęciu Polska potrafi sprawę zręcznie rozegrać, i podtrzymać w pełni długowieczną przyjaźń polsko-francuską. Mój ojciec – tak ceniony przez de Gaulle’a, pierwszy z ambasadorów akredytowanych przy rządzie Wolnej Francji (Algier, 14 października 1944 roku), następnie przez ćwierć wieku ambasador w Paryżu Wolnej Polski – mawiał: „Walczyłem i walczę w interesie Polski o »Europę na francuskim sosie«, to znaczy opartą na wolnościowych wartościach francuskiej kultury politycznej”…

Do tego trzeba dobrze pamiętać, że Polonia francuska to jedna z najstarszych społeczności o polskich korzeniach w Europie. Stanowi ona ponad milion osób, ma stosunkowo duże znaczenie i wpływy. Liczyła ona i liczy w swych szeregach ludzi wybitnych, takich jak np. wielki malarz i myśliciel, dziś już tak słynny Józef Czapski, związany i z Amiens – miastem prezydenta Emmanuela Macrona (Czapski był długoletnim opiekunem młodo zmarłego (1927-1959) malarza Jeana Colin d’Amiens, który pod koniec życia ożenił się z Elżbietą Plater-Zyberg, siostrzenicą Józefa Czapskiego.

Powrót do strony głównej...

16:33, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 października 2017
Widziane z Paryża 232/2017

Można przypuszczać, że Marine Le Pen teraz zdaje sobie sprawę z tego, że wysuwana przez nią koncepcja powrotu do franka, wyjścia ze strefy euro kosztowała ją, oraz także kandydatów na posłów Frontu Narodowego, sporo głosów. Bardzo zauważono też, że ostatnio Front Narodowy opuścił jego „numer dwa”, Florian Philippot, ponoć szczególnie żarliwy zwolennik powrotu do franka, do własnej, „niezależnej” waluty… Jedno pewne - Marine Le Pen najwyraźniej bardzo ostrożnie wypowiada się teraz na te „walutowe” tematy.

Ogólnie biorąc coraz to wyraźniej można teraz w różnych krajach Europy wyczuć nowe prądy!! Rzecz w tym, że „napór” na nasz kontynent kolosalnych mas „uchodźców” z Bliskiego Wschodu i z Afryki tu i ówdzie budzi znaczny niepokój, tym większy, że społeczeństwa są zdania, że obecne rządy krajów naszego kontynentu nie są w stanie tej fali zahamować… Stąd pojawiające się tu i ówdzie nadzieje na Europejski Front…

Powrót do strony głównej...



16:40, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 231/2017

Bilans sobotniego (14 października 2017 r.) podwójnego zamachu w Mogadiszu, stolicy Somalii, zapewne przekracza już liczbę trzystu zabitych? Szczególną uwagę winna budzić metoda dokonania tej krwawej zbrodni – zdalnie spowodowana eksplozja dwóch samochodów „pułapek”, naładowanych jakimś materiałem wybuchowym… Taka metoda rzecz jasna może też być prędzej czy później użyta także przez innych sfanatyzowanych islamskich terrorystów. A to tym bardziej, że – jak się zdaje – np. do tych czy innych państw Europy teraz wracają z Syrii czy z Iraku pochodzący np. z Anglii czy z Francji lub Belgii i Niemiec byli żołnierze Daech, zapewne ludzie przez dżihadystów w terroryzmie, używaniu czy nawet fabrykowaniu materiałów wybuchowych, może nawet także w „cyberatakach”, doszkoleni…

Rzeczą godną uwagi jest to, że islamscy terroryści działający ostatnio w okolicach Barcelony między innymi próbowali fabrykować tam materiały wybuchowe.

Jedno chyba pewne. Samo narzuca się owo kluczowe pytanie! Czy naprawdę taki terror oparty na zdalnie spowodowanych eksplozjach naładowanych materiałem wybuchowym samochodów, ta metoda zastosowana przed tygodniem w Mogadiszu, może stanowić jednak potencjalnie znaczne zagrożenie także i dla naszych miast?...

Powrót do strony głównej...



16:39, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 230/2017

Niedawno na łamach tego mojego dziennika nawiązałem do sprawy swego czasu tak szczególnie licznych i (zgrupowanych w kilku organizacjach, takich jak np. SPK) tak zwanych „niezłomnych”, to znaczy polskich emigrantów politycznych „na całego” walczących z narzuconym Polsce przez Stalina reżymem… Ci „niezłomni” – choć ich stosunek do „polskich władz rezydujących w Londynie” bywał różny – współpracowali z tzw. „Ambasadą Wolnej Polski” w Paryżu, to znaczy z mym ojcem i z jego ludźmi, takimi jak np. radca Tadeusz Parczewski.

Pamiętam wielkie „wiece” w olbrzymiej sali paryskiego Le Cercle Militaire (francuscy wojskowi zawsze gdy tylko mogli popierali „wolnych Polaków” i ojca mego „Ambasadę”.) Gwoli dokładności zaznaczę, że te spotkania, np. z okazji jednego z naszych świąt narodowych, organizowało nasze SPK.

Już przed kilku dniami do tego, że owym naszym „niezłomnym” należy złożyć hołd nawiązała w rozmowie telefonicznej ze mną doktór nauk humanistycznych Anna Łucka, wdowa po czołowym właśnie „niezłomnym”, Stanisławie Łuckim.

A dziś pewien mi osobiście nieznany – jak mówi o sobie, od sześćdziesięciu lat obserwator „polsko-paryskiej sceny” – wyraża przekonanie, że „są tu wpływowe polsko-paryskie kręgi, niechętne owym byłym „niezłomnym”. Ich „kult” ludzie ci złośliwie uważają za „modną” dziś w pewnych „politycznych kręgach” fanaberię czy „przygrywkę rozliczeniowo-polityczną…”.

Powrót do strony głównej...

16:37, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10