sobota, 15 lipca 2017
Widziane z Paryża 158/2017

 

 

Julia Hartwig: "Zawsze powroty. Z dzienników podróży", Warszawa 2005, str. 288
 

Zmarła Julia Hartwig  (ur. 14 sierpnia 1921 r.  w Lublinie, zm. 14 lipca 2017 r. w Gouldsboro w Pensylwanii) – poetka, eseistka i tłumaczka literatury pięknej, autorka pięknych wierszy, esejów i dzienników poświęconych Paryżowi.

18:41, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 lipca 2017
Widziane z Paryża 157/2017

W ten czwartek w godzinach południowych, gdy piszę ten dziennik, odczuwam jednak niewątpliwy niepokój! Wszak do Paryża przybywa prezydent Donald Trump, wszak jutro ma tu mieć miejsce wielka, tradycyjna defilada. A – o ile się nie mylę – dziś wieczór prezydent Macron wraz ze swą tak inteligentną małżonką będą podejmowali prezydenta USA i jego żonę wyrafinowanym, najwyższej klasy obiadem w salonach czy – jak kto woli – salach restauracyjnych wieży Eiffla, owej wieży, która w trakcie ostatnich lat przeżyła już szereg alarmów, często bywała przedmiotem pogróżek terrorystów (Moim skromnym zdaniem, bezpieczniej by było takie przyjęcie urządzić w jakimś mniej eksponowanym miejscu, ale rzecz jasna nie jestem w tej dziedzinie fachowcem). A jutro owa tradycyjna defilada! Oby sfanatyzowani islamscy terroryści „nie pokazali swych zębów: swej szaleńczej i wręcz obłędnej nienawiści.

Jestem przekonany, że dżihadyści chcą i będą próbować dokonywać zamachów także i na czołowe postacie polityczne świata zachodniego. Jasne, że obrona przed gotowym ponieść śmierć za swą wiarę fanatykiem łatwa nie jest. Wszak trudno wykryć szaleńca gotowego samego siebie i tym samym spory okoliczny krąg ludzi wysadzić w powietrze. Jedno chyba pewne! Zagrożenie terrorystyczne wytwarza sytuację zgoła nową. Narzuca konieczność stosowania coraz to nowych i bardziej rozwiniętych środków ostrożności. Wszystko to zapewne musi mieć wpływ na wiele aspektów naszego życia; życia coraz to wyraźniej nacechowanego (jak niewątpliwie uważają niektórzy psycho-socjogowie) pewnym poczuciem obawy przed jednak możliwymi zagraniami, zbrodniami terrorystów… Jednym słowem „idzie groźne nowe”!

Powrót do strony głównej...



13:38, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 156/2017

Przyjezdny z Polski, od wielu lat odwiedzający ze względów rodzinnych od czasu do czasu Paryż, nawiązuje do mego niedawnego dziennika. Stwierdza, że dawniej miał zwyczaj umawiać się tu w porze obiadowej na znakomite flaczki czy na inne smaczne polskie dania w restauracji SPK na 20, rue Legendre. Było tam zawsze miło i pełno; spotykało się rodaków z całego świata”. „Teraz najwyraźniej brak takiego polskiego lokalu, ponoć są jakieś polskie knajpki, ale małe, położone gdzieś na peryferiach miasta, no i nie mogące stanowić żadnego centrum spotkań. W przeciwieństwie do Paryża, w Londynie istnieje aż kilka takich tętniących życiem polskich ośrodków. Jedno pewne. Przydałaby się w Paryżu wielka polska jadłodajnia i punkt spotkań rodaków, centrum polskiej, dotyczącej np. polsko-paryskich pamiątek informacji. Mogłyby się tam też reklamować polskie firmy, mieć dyżury te lub inne polskie organizacje; przydałby się też kiosk z polską prasą”.

Tyle ów czytelnik. Ze swej strony dodam, że nie od dziś uważam, iż przydałby się w Paryżu „polski dom społeczny i handlowy”! Różne polskie organizacje i instytucje miewają trudności lokalowe, skądinąd nie ma tu sklepu np. Wedla i innych słynnych polskich firm. No i rzeczywiście nie ma teraz wielkiej, bardzo polskiej, mogącej być centrum spotkań rodaków jadłodajni. A ona mogłaby stanowić ważny element polskiego życia tutaj.

W mej opinii cały ten problem jest zagadnieniem narodowej i państwowej wagi. Właśnie w tej dziedzinie kolejne polskie rządy w czasie minionych lat nie potrafiły wypracować jakiejś koherentnej i ambitnej koncepcji wzmacniania więzów Polonii z Ojczyzną, zarówno tej starej, jak i tej najnowszej (wszak setki tysięcy rodaków za chlebem czy lepszym zarobkiem wyemigrowało także już w ostatnich dwóch dziesiątkach lat na Zachód!).

Na szczęście – jak słyszę – w Senacie RP znaleźli się mądrzy ludzie dostrzegający wagę dla Polski tego zagadnienia. Dostrzegający ogrom znaczenia problemów naszej wielomilionowej Polonii, która winna być dla polskiej gospodarki, również sztuki, kultury, filmu drogą wiodącą w wielki świat! Którą to Polonię trzeba w dobrze pojętym interesie naszego kraju i państwa utrzymywać przy polskości i przy znajomości naszego języka!

Tyle na dziś na ten tak istotny z narodowego punktu widzenia temat. Kończąc może tylko dodam, że wspaniałym przykładem rzeczywistej inteligentnej łączności z „pobratymcami” z innych krajów jest oczywiście państwo Izraela.

Powrót do strony głównej...

13:35, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 155/2017

Poważny czytelnik z królewskiego niegdyś Kościana pyta mnie o rzucające się dzisiaj w oczy wielkie tytuły francuskich gazet. Z miejsca odpowiadam: dzisiejsze „Le Figaro” na pierwszej stronie przynosi czołowy tytuł głoszący, że prezydent Macron obniży jednak w 2018 roku podatki! Ale na przykład gdy chodzi o dziennik „Le Monde” z datą 11 lipca 2017 roku, to zarówno w pierszostronicowym tytule, jak i na dalszych stronach, uwydatnia on znaczenie faktu, iż dobiega końca bitwa o Mosul, że miasto w końcu zostało wyzwolone przez armię Iraku i jej sojuszników. Co do „Le Figaro”, to ten dziennik – co prawda na stronach szóstej i siódmej – mocno też podkreśla, że islamscy fanatycy ponoszą klęski, zarówno w Iraku jak i w Syrii. Jednak, jak zgodnie zaznaczają de facto wszystkie francuskie środki masowego przekazu, bynajmniej nie oznacza to końca dżihadu. Bez wątpienia, być może bardziej teraz zakonspirowani islamscy fanatycy gotowi ponieść śmierć (zjawisko groźne, być może na poły psychiatryczne!!!), nadal są „wielce groźni”, na pewno coś knują!!!

Z kolei odnotuję, że – jak stwierdza „Le Monde”, też z 11 lipca 2017 roku– powrót chrześcijanina do Mosulu nie jest możliwy. Przed zdobyciem przez dżihadystów w roku 2014 tego miasta, tam w owym – jak niegdyś mawiano, grodzie czterdziestu proroków – żyło około 30 tysięcy wyznawców Chrystusa. Miasto zdobiły starodawne kościoły, które islamiści doszczętnie zniszczyli, wymordowali też oni sporo wiernych, księży i biskupów. Spora część chrześcijan zdołała uciec z Mosulu, spośród nich wielu w szczególności młodych, wybrało emigrację do np. Europy. Pozostali nie chcą do Mosulu wracać, domy ich spalono czy splądrowano, niekiedy w owym rabunku brali udział sąsiedzi, sunnici, w pewnej mierze (??) niekiedy „sympatyzujący” z dżihadystami. Tak, chrześcijanie z jednej strony nie bardzo mają do czego, a z drugiej strony boją się do tego miasta swych przodków wracać. Teraz, po tej krwawej inwazji i po części także w wyniku akcji propagandowej Daech-u, to już nie to samo miasto.

Wiele dla wszystkich prześladowanych chrześcijan Bliskiego Wschodu robi tak nam drogi nasz Suwerenny, Rycerski Zakon Szpitalników, Zwany Maltańskim. Czy nie mógłby on posiadać suwerennych enklaw, gdzie na Bliskim Wschodzie panowałby odpowiednio chroniony spokój, działałyby szpitale, mogli żyć w zgodzie wyznawcy różnych religii? Od pewnego czasu ponoć taka myśl krąży! Wszak zakon nasz jest suwerenny! A na terenie Syrii czy Iraku wiele jest chyba możliwe?

Powrót do strony głównej...

13:31, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 154/2017

Profesor dr hab. Aleksander Woźny, ceniony historyk w skierowanym do mnie e-mailu stwierdza, iż jest rzeczą oczywistą, że historia polskiej emigracji we Francji nie jest jeszcze dostatecznie opracowana. Pisze: „Potrzebne są granty dla sfinansowania badań archiwalnych i studiów, a także wyjazdów naukowych. Bez nakładów na naukę będziemy tylko ‚opowiadać’…”.

Inny czytelnik, „nie życzący sobie, bym podawał jego nazwisko”, jest zdania, że „w ogóle nie opracowano najtrudniejszych lat naszej emigracji politycznej we Francji; roli jednak swego czasu sporej tygodnika „Syrena”, kluczowej wówczas pozycji „ambasady Wolnej Polski” Kajetana Morawskiego i jego radcy, Totusia Parczewskiego. Zapomina się o czołowych działaczach tamtej epoki, takich jak Stanisław Paczyński, redaktor „Syreny”, współtwórca i de facto główny inicjator powstania z dotacji Generała Andersa Domu SPK w Paryżu (20, rue Legendre) – domu mającego piękne sale zebrań i działającą przez długie lata tak pożyteczną jako punkt spotkań dobrą, polską restaurację. Zapomina się też o PPS-owcu Zygmuncie Zarembie, no i o ludziach orientacji narodowej, takich jak: Stanisław Łucki, Aleksander Demidowicz-Demidecki, Kazimierz Żółtowski, Witold Nowosad, Janusz Deryng, no rzecz jasna grający specyficzną rolę minister Jerzy Zdziechowski…”.

Ów czytelnik wyraża też przekonanie, że po roku 1989 historycy polscy, za wyjątkiem kilku, np. profesora Żaryna, najbardziej się interesowali historią „kręgów emigracji nastawionych na dialog z partyjnymi rewizjonistami…”. „Panowała moda na lekceważenie tak zwanych emigracyjnych reakcjonistów, przywiązanych do Polski przedwrześniowej, myślących kategoriami z tamtej epoki”.

Powrót do strony głównej...

13:27, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 153/2017

Najsprawniejsi eksperci świata w dziedzinie politologii ostatnio z ogromną uwagą śledzą, i starają się zrozumieć cele obecnej gry Kim-Dzong-Una, dyktatora Korei Północnej. Samo narzuca się pytanie: Czemu ten władca niewątpliwie bardzo celowo „publicznie manifestuje” postępy swej armii w dziedzinie balistyki rakietowej, np. polecając wystrzały dalekosiężnych, międzykontynentalnych rakiet?

Jedno pewne: Kim-Dzong-Un „pokazuje zęby”, chce, by się z nim liczono. Wykazuje, że trzeba się z nim liczyć!

Jak się na razie zdaje, mądry, wierny starochińskim tradycjom ostrożności, przeciwny wszelkiemu awanturnictwu, odrzucający wszelkie ryzykowne, pachnące jednak w pewnej mierze wojną posunięcia prezydent Chin, Xi Jinping robi co może, by „mocno narwanego, super-ambitnego Kim-Dzong-Una nieco przywołać do porządku”. Ale jak dotąd nie bardzo mu się to udaje. Taki stan rzeczy wyraźnie irytuje prezydenta Trumpa. Stosunki USA-Chiny nie są więc ostatnio najlepsze.

Można spotkać się z opinią, że taki stan rzeczy leży w interesie Rosji. Zbliżenie Chiny-USA jest Rosjanom nie na rękę. Dobrze oni wiedzą, że chińskie społeczeństwo uważa wielkie obszary Wschodu Rosji za naturalną „przestrzeń życiową” dla przeludnionych Chin! A „po cichu” Chińczycy już kolonizują Syberię!

Powrót do strony głównej...

13:25, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 lipca 2017
Widziane z Paryża 152/2017

Wedle pogłosek docierających do mnie z Rzymu, spore wrażenie zrobiło tam złożone w związku z jego dokonaną na polecenie papieża Franciszka „wizytą lustracyjną” w Medjugorie oświadczenie arcybiskupa Henryka Hosera. Ów arcykapłan w czasie konferencji prasowej w tej hercegowińskiej miejscowości ponoć stwierdził: „W dzisiejszym, bardzo niespokojnym świecie, Medjugorje staje się światłem i przesłaniem pokoju (oświadczenie to arcybiskup – co francuscy kapłani z satysfakcją odnotowali – złożył w języku francuskim, tym tradycyjnym języku dyplomacji…

Ogólnie biorąc, jest rzeczą uderzającą, że arcybiskup Hoser, ponoć lubiany i w pełni doceniany przez jakże mądrego papieża Franciszka, chyba bardzo wyraźnie urasta dziś do rangi jednego z najwybitniejszych i najbardziej świadomych czających się „tuż za rogiem przyszłości” ponurych, tak w epoce atomu olbrzymich zagrożeń np. wojenno-terrorystycznych…

Arcybiskup Hoser, nim został pallotyńskim kapłanem, był cenionym już lekarzem… Miał powołanie, został kapłanem mając już bardzo poważny zawód… To też jest wielce godne uwagi… Do tego jest on niewątpliwie – jak to się czasem mawia – „inteligentem z prawdziwego zdarzenia, człowiekiem wysoce i na wysokim poziomie oczytanym. Jego teksty, np. książka „Bóg jest większy” (rozmowa z Królikowskim) są wielce godne uwagi. (Co do dzieła pt. „Bóg jest większy”, to Bogumił Łoziński napisał swego czasu w „Gościu Niedzielnym”: „Momentami miałem wrażenie, że czytam kardynała Ratzingera…”). Od siebie dodam tylko, iż na zakończenie tego dzieła arcybiskup Hoser stwierdza, odpowiadając na pytanie profesora Królikowskiego, że pokora jest jedną z najsilniejszych broni przeciw złemu. Podkreśla: „To postawa wewnętrznej prawdy. Jestem świadom siebie, swoich ograniczeń, swoich grzechów, ale także świadom, że Bóg jest ze mną i w Nim jest moja prawdziwa siła. Wszystkie psalmy o tym mówią, jestem słaby, otoczyły mnie wilki, ale Bóg jest moją ucieczką, tarczą i pieśnią. Bóg jest większy”.

Tyle na dziś o tym tak wybitnym kapłanie naszych czasów i o jego postawach.

Powrót do strony głównej...



17:13, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 151/2017

Kim-Dzong-Un – władca Korei Północnej – z sukcesem rozwija swój pogram dalekosiężnych rakiet, i już dysponuje międzykontynentalnymi pociskami balistycznymi… Fakt ten siłą rzeczy musi w pewnej mierze niepokoić rzeczoznawców odpowiedzialnych za bezpieczeństwo USA… Prezydent Trump wyraźnie chyba liczył na to, iż Chiny „przywołają do porządku” Kim Dzong Una, skłonią go do zaprzestania swych rakietowych eksperymentów… Chiny w tej dziedzinie nic nie osiągnęły… Jak donosi ponoć np. agencja Reutera (?), nie można do końca wykluczać, że USA w takiej sytuacji powrócą do bardziej zdecydowanej „retoryki” np. w dziedzinie handlu międzynarodowego wobec Chin…

Jedno pewne. Jak sprawy dziś stoją, stosunki Chiny-USA zdają się przeżywać pewien kryzys! To zapewne jest na rękę Kim-Dzong-Unowi… Czy grozi jakiś zbrojny konflikt? Ku memu zdumieniu bywają politolodzy, którzy na dłuższą metę tego nie wykluczają (???).

A teraz z trochę innej beczki! Jeden z mych znajomych, częsty bywalec w Chinach, dobrze znający chiński język, jest zdania, że wielu chińskich inteligentów uważa duże słabo zaludnione obszary Wschodniej Rosji za naturalną chińską przestrzeń życiową, za chiński „Lebensraum”!

No i na zakończenie postawię trudne, ale chyba samo narzucające się pytanie! Czy nienawidzący Zachodu dyktator Korei Północnej w tajemnicy nie wesprze np. bronią nuklearną islamskich „dżihadystów”?

Powrót do strony głównej...

17:10, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 150/2017

Jak kilka tygodni temu pisałem, kilka mych sąsiadek w pierwszej chwili chciało w wyborach prezydenckich głosować na Marine Le Pen. Rzecz w tym, że przeraża je spora fala „bezczelnych” uchodźców z Bliskiego Wschodu i z Afryki, zalewająca niektóre z dzielnic Paryża i tych lub innych podparyskich miast i miasteczek! Owe damy chętnie nieco panikowały. Mawiały, że przed wiekami cesarstwo rzymskie runęło pod naporem mas barbarzyńców i że teraz to samo czeka naszą Europę!!!

A jednak w końcu na kandydatkę Frontu Narodowego nie zagłosowały! Front ostro i coraz to wyraźniej domagał się wyjścia Francji ze strefy Euro, nawrót do franka, coś w rodzaju „Frexitu”… A moje sąsiadki – jak wielu Francuzów, „ciułaczki” mające w bankach nieraz względnie spore oszczędności – za nic nie chciały żadnej nowej wymiany pieniądza!! Bały się takiego zagrania! Uważały, że mogłoby ono uderzyć je po kieszeni!!!

Stąd dziś rano jedna z owych sąsiadek z triumfem pokazała mi dzisiejsze „Le Figaro”, które na drugiej stronie w naprawdę wielkim tytule głosi: „Euro: Le revirement spectaculaire du Front National”… Podtytuł precyzuje, że stratedzy tej partii oceniają, że po porażkach wyborczych trzeba pilnie zrezygnować z koncepcji wycofania się ze strefy Euro…

Jak słychać, w ramach Frontu Narodowego trwają na ten temat – ostrożnie mówiąc – „ożywione debaty”!!! Ponoć „wiatr w żaglach” mają teraz zdecydowani przeciwnicy nawrotu do franka i – jeśli to tak można w wielkim uproszczeniu określić – Frexitu… Nie można wykluczać, że wpływy Floriana Philoppot, wiceprezesa do spraw strategii we Froncie Narodowym, nadal (!!!) z uporem walczącego o nawrót do franka zmaleją (???). Na czoło tego Frontu wybiją się ludzie stawiający – jak się zdaje – na współpracę tak przez nich zwanych „zdrowych (?)” sił w Europie, na Europę sojuszników Frontu..

Z ostatniej chwili! Jedna z sąsiadek opowiada mi, że zalew „uchodźców” nieustannie „rozrabiających” w Paryżu koło Porte de la Chapelle dosłownie „terroryzuje” tam mieszkające jej znajome – chciałyby one się wynieść, ale nie mają gdzie! Nie należy przesadzać znaczenia takich reakcji, stanowią one jednak pewien problem.

Powrót do strony głównej...



17:08, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 149/2017

Dziś rano spotkała mnie naprawdę wielka radość. Poczta przyniosła mi list Jerzego Baehra, Prezydenta Związku Polskich Kawalerów Maltańskich. W piśmie tym Jego Ekscelencja Prezydent ZPKM składa mi gratulacje z okazji zbliżającej się 40. rocznicy mego wstąpienia do Zakonu Maltańskiego. Tak, w dniu 6-tego lipca AD 1967 stałem się kawalerem honoru i dewocji… Była to data wielce w mym życiu ważna. Dogłębnie stałem się członkiem naszej jakże braterskiej maltańskiej Rodziny, rodziny skupionej pod wytyczną Tuitio Fidei Et Obsequium Pauperum!!! Wiem, mocno czuję, iż stanowimy jedną wielką maltańską rodzinę w służbie Wierze i Drugim. Jestem szczególnie otwarty na działania nasze np. w Syrii i w Libanie, na problemy opieki nad np. także chrześcijanami owych obszarów. Mój zięć to potomek beatyfikowanych bohaterów, którzy woleli dać się ściąć niż przejść na islam; moje wnuczki są obrządku melchickiego… Bywam w słynnym paryskim Kościele melchickim nieopodal Katedry Notre Dame – przepięknym starodawnym Kościele Św. Juliana Biednego.

A teraz z kolei odnotuję, że z Rzymu docierają mnie wieści, z których zdaje się wynikać, że nasz obecny Papież Franciszek żywo interesuje się naszym „rycerskim i szpitalniczym Zakonem”, „chce otoczyć go swą szczególną opieką”… Rzecz w tym, że „kłębiące się na horyzoncie zawieruchy, terroryzm, lecz nie tylko on; te czy inne wskazywane przez najwyższej klasy politologów – takich jak np., lecz nie tylko, Graham Allison z Harvard – wojenne zagrożenia, np. na odcinku stosunków Chiny-USA i USA a Korea Północna, która mimo ostrzeżeń Trumpa nadal prowadzi swe kolosalne próby balistyczne; a także w zgoła innym regionie pewność siebie i dziwne zagrania emiratu Kataru – wszystko to, jak ponoć mawia się w Rzymie, może na dłuższą metę nieść w sobie bardzo poważne niebezpieczeństwa… (Ponoć nie można też całkowicie  wykluczać, że ten czy ów „ktoś” podrzuci islamskim terrorystom np. broń typu atomowego!).

Jednym słowem chyba ważne, by nasz Szpitalniczy i Rycerski Zakon był gotów nieść pomoc w każdej sytuacji! Dlatego winna się spotęgować jego tradycyjna rola i jego obecne znaczenie!!! jak się zdaje, jesteśmy już na takiej drodze!

Powrót do strony głównej...



17:03, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 148/2017

Z docierających do mnie jednak dość licznych reakcji wyciągam wniosek, iż wielu członków tej tak ogromnej Polonii rancuskiej jest przekonanych, że pod kierownictwem jakże dynamicznego prezydenta Macrona i premiera Edouarda Philippe’a, Francja wchodzi na drogę wielkiej odnowy, staje się także liderem usprawnienia i wlania nowego ducha w Unię Europejską!!!

W takiej sytuacji, Polonia francuska musi włożyć wielki wysiłek w zacieśnianie i umacnianie przyjaźni tych dwóch naszych bratnich narodów.

Myślę także, że dziś istotne, by nawiązać do postaw mego ojca, Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego – niegdyś w naszym tak drogim mi MSZ-cie zwanego Kademorem – który był przez ćwierć wieku cenionym przez Generała de Gaulle’a ambasadorem Wolnej Polski we Francji i który w interesie swej ojczyzny walczył o „Europę na francuskim sosie”, to jest opartą na przepięknych wartościach wielkiej francuskiej kultury politycznej, takich jak szacunek dla wszystkich nacji, autentyczny duch sprawiedliwości i tolerancji, kult prawa, wiedzy i jej postępu, literatury i sztuki…

Uważam, za wielce istotne, by dziś nawiązać do postaw Kademora i jego Ambasady Wolnej Polski. A to tym bardziej, że staraniem słynnego polskiego historyka, dra hab. profesora Rafała Habielskiego, mają niezadługo ukazać się w druku rewelacyjne tajne raporty wysyłane z Paryża przez Kademora dwa razy w tygodniu do władz RP na wychodźstwie w Londynie. Rzucą one nowe światło na walkę polskiej emigracji politycznej! Tak, niewątpliwie należy teraz nawiązać do tej tradycji „ambasady wolnej Polski”…, wziąć ją za wzór, a nie… – jak to było do niedawna w modzie – pamiętać tylko o przedstawicielstwach PRL-u!!!

A teraz zgoła co innego… Dopiero przed chwilą dowiedziałem się, że – jak się zdaje – w niedzielę 2 lipca zmarł w Kanadzie mój cioteczno-stryjeczny brat, Roger Morawski, urodzony 15 kwietnia 1929 roku w Poznaniu – Kawaler Honoru i Dewocji od 1966 roku naszego Zakonu zwanego „Maltańskim”, były senior director of Aircraft Maintenance w Air Canada, a później, już na emeryturze, doradca International UNP Holdings inwestujących w Polsce… Dodam, że w życiu naszego Zakonu Roger odegrał pożyteczną rolę…

Powrót do strony głównej...

17:00, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 147/2017

W związku w mym dziennikiem z 1 lipca, inny stary paryżanin śpieszy dorzucić kilka nazwisk polskich działaczy, którzy już od 1946 roku wiedli we Francji odważny, a wtedy jeszcze tak trudny bój z panoszącą się wówczas na francuskiej ziemi komuną, i ówczesną rzekomo naszą, w rzeczywistości „na 102” czerwoną pseudo-ambasadą Polski… Jak ów rozmówca zaznacza, czołową postacią w tym boju był rzecz jasna Aleksander Kawałkowski (1899 Warszawa - 1965 Genewa), dyplomata, w okresie okupacji Francji przez nazistów Komendant wielkiej Polskiej Organizacji Walki o Niepodległość „POWN”, po wyzwoleniu pierwszy radca i minister pełnomocny przybyłej do Paryża z Algieru ambasady RP, kierowanej przez tak już bliskiego de Gaulle’owi „Kademora”, czyli Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego… Po wojnie Kawałkowski uzyskał – będąc świetnym organizatorem – stanowisko dyrektora administracyjnego w jakiejś wielkiej firmie jednego z Rotschildów, pisywał też wzbudzające wielkie zainteresowanie artykuły w paryskiej „Kulturze”. W jego mieszkaniu przy 10, rue de Laos – 75015 spotykali się czołowi polscy emigranci, i przychodzili tam też wybitni Francuzi, koledzy Kawałkowskiego z ruchu oporu!!

Gdy z kolei szło o najnowsze dzieje Polski, przedmiot już wtedy tak gwałtownych sporów i debat, to znaczną, choć przez wielu ostro kontestowaną rolę, odgrywał tu rzecz jasna Władysław Pobóg-Malinowski (1899 Archangielsk – 1962 Genewa) i jego „Najnowsza Historia Polityczna Polski”.

Godnym uwago ośrodkiem spotkań polskich byłych ziemian był wówczas też salom „maltańczyka” i słynnego genealoga Szymona Konarskiego, żartobliwie nazywanego „wyrocznią” czy też „papieżem” – bywało tam moc osób, np. radca Władysław Houwald, Leon Kostecki, Józefostwo Chrzanowscy…

Gdy chodzi o walkę z wywiadem ambasady PRL, to prowadził ją (ponoć zręcznie i skutecznie) działacz ruchu narodowego, Tadeusz Heinrich, mieszkający przy 8, rue St Benoit…

Francuską i polską arystokrację często gościła Zofia Jordan przy 18, rue Marbeuf – 75008 Paris. A najwyższe sfery „gaullistowskie” bywały i tam się spotykały z dobranym gronem Polaków u hr. Anny de Gonaut-Biron, Polki wdowy po francuskim dyplomacie, przed okupacją Francji przez nazistów prezeską tu Ligi Polek, następnie wielce zasłużoną uczestniczką ruchu oporu i byłym więźniem nazistowskich obozów koncentracyjnych. Jej piękne mieszkanie przy 26, rue Fabert, przy i z widokiem na Esplanadę Inwalidów…; jej słynna w Paryżu doborowa polska kuchnia (świetna, stara polska kucharka), znający wielu lokaj, bodajże Hiszpan – wszystko to nadawało dodatkowego uroku owym salonom, gdzie toczyły się nieraz ciekawe i ważne rozmowy, dotyczące rzecz jasna także spraw polskich!

Tyle uwag uzupełniających to, co na podstawie danych innego starego paryskiego Polaka odnotowałem w dzienniku  dwa dni temu.

Z ostatniej chwili: zgoła inny, trzeci z rzędu rozmówca podkreśla, że młodzi polscy naukowcy winni opracować dzieje niedawno minionych lat życia „tej tak ogromnej Polonii francuskiej, jej wielkiego dziennika „Narodowca” (40 tysięcy nakładu?). i jej czołowych działaczy, takich jak np. Edward Papalski, Janusz Deryng, Leszek Talko, Krzysztof Jussac”… Na takie dictum odpowiem tylko, że to na pewno świetny temat do pracy doktorskiej. Dodam, że – o ile wiem – sporo się już w podobnych dziedzinach „robi i pisze”.

Kończąc, może tylko dodam, że właśnie teraz – gdy młody, pełen twórczego dynamizmu prezydent Macron bardzo wyraźnie wprowadza Francję na drogę przemian zdolnych zapewnić jej nowy rozwój i pozwolić jej odegrać pozytywną, zgoła kluczową rolę w Unii Europejskiej – idąca w setki tysięcy Polonia francuska winna się uaktywnić w umacnianiu starej przyjaźni Polska-Francja, polsko-francuskiego braterstwa i wzajemnego pełnego zrozumienia!

Powrót do strony głównej...

16:55, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 146/2017

Dżihadyści coraz to wyraźniej ponoszą klęski w Iraku i w Syrii! W takiej sytuacji – zdaje mi się – nie można wykluczać, że świetne zakonspirowany klan czy klany skrajnych islamistów, ziejących niesamowitą wprost nienawiścią do całego świata zachodniego, mogą pokazać, że nadal są potęgą, a także, by podtrzymać swój prestiż, podjąć jakieś działania terrorystyczne na wielką skalę, coś w rodzaju spotęgowanego zamachu na modlę tego, który miał miejsce 11 września 2001 w USA…

Wszak dżihadyści mają ponoć ukrytych, a niekiedy wielce bogatych i potężnych sojuszników marzących o nawrocie do wieków wielkości bojowego islamu!

Tak, nie można do końca wykluczać, że terroryzm – ta obecna, szczególnie „perfidna” forma wojny – znowu groźnie czyha za rogiem (???). Poważny prawicowy francuski tygodnik „Valeurs Actuelles” z 29 czerwca 2017 roku już na swej tytułowej stronie wielkimi literami jasno uwydatnia fakt, że dziś we Francji żyje około 15 tysięcy „zradykalizowanych” skrajnych islamistów… Jak dość wyraźnie wynika z zawartych w tym numerze owego tak poważnego pisma artykułów, chodzi o fanatyków, na serio gotowych do „czynu terrorystycznego”… Od siebie dodam, że ta szerząca się teraz w 21-szym wieku fanatyzacją na podłożu „histeryczno-religijnym”, to zjawisko wysoce zastanawiające z naukowo-psychologicznego punktu widzenia; to – powiedziałbym – skomplikowany wyraz jakiejś frustracji, nienawiści społecznej, poczucia potrzeby zemsty za jakieś wyimaginowane krzywdy (?). Moim zdaniem wszystko to, cały ten fanatyzm połączony z podejmowaniem ogromnego ryzyka własnej śmierci, owa wiara w pośmiertne obietnice owej tak dziwacznie interpretowanej religii, stanowi groźne jednak i dotąd w pełni niedostrzegane zjawisko „chorobowo-psychiatryczne (?)”…

Ale nie wolno nam też całkowicie lekceważyć innego aspektu. Te czy inne klany w stylu Al Kaidy, jak już podkreślałem, być może mogą próbować powtórzyć w spotęgowanej formie zamach, jaki miał miejsce 11 września 2011 roku w USA! Te grupy, zapewne mające duże pieniądze i mogące mieć ukrytych, też nienawidzących np. w szczególności USA, sojuszników zdolnych dysponować bronią, także i np. atomową, nie mówiąc już o mistrzowskich, świetnie wyszkolonych super-hackerach…

No i skądinąd ponoć nawet (???) obecnie w Turcji wysoko postawione wpływy mają bracia muzułmańscy, którzy po cichu marzą o przywróceniu dawnych wpływów Imperium Osmańskiego…

Kończąc, pozwolę sobie raz jeszcze sformułować opinię, że cały ten problem terroryzmu rzecz jasna wymaga dogłębnej analizy naukowej, psychologicznej, socjopsychologicznej i filozoficznej...

Powrót do strony głównej...

16:50, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 145/2017

Wczoraj w jednej z sal słynnego Domu Akademickiego im. Jana Pawła II w Arcueil pod Paryżem odbyło się doroczne walne Zgromadzenie Polskiego Funduszu Humanitarnego we Francji, organizacji będącej właścicielem i mającej w swej pieczy Polski Dom Spokojnej Starości w Lailly-en-Val…

Zebraniu przewodniczył jakże wybitny Marek Szypulski, doktor nauk humanistycznych UKSW, były długoletni Dyrektor tegoż polskiego Domu Spokojnej Starości, obecnie od lat kilku Prezes PFH. Z odczytanego na zebraniu raportu eksperta od rachunkowości oraz ze sprawozdania obecnej dyrektor Domu – młodej, pięknej Madame Isabelle Regnault, dyplomowanej specjalistki w kierowaniu zakładami opieki socjalnej i medyczno-socjalnej – jasno wynikało, że ten nasz Dom obecnie „dobrze stoi”, jest fachowo administrowany. No i ze sprawozdania tej Pani Dyrektor bardzo jasno też można było wyczuć, że Dom zapewnia bardzo staranną opiekę, także i zdrowotną, swym pensjonariuszom (lekarz i pielęgniarze oraz pielęgniarki)… Tego lata na staż – jak co roku latem – przybędzie do Domu grupa studentek pielęgniarstwa z Krakowa (jedna po drugiej dwie grupy po sześć studentek).

Na to ważne spotkanie do Arcueil zawiózł mnie prezes Roman Czajka, zasłużony działacz tutejszej Polonii. Udał się on ofiarnie na owo późno-popołudniowe walne zebranie do Arcueil – choć następnego ranka, już o trzeciej  rano musiał jechać na lotnisko – by udać się do Bułgarii, gdzie ze swą małżonką leciał na tydzień nadmorskich wakacji! Roman Czajka, od niedawna członek PFH, podobnie jak Marek Szypulski i ja, zabiega o pełne i trwałe podtrzymanie polskiego charakteru owego Domu w Lailly, tego sanktuarium naszej drugiej wielkiej emigracji politycznej! Wszak w Domu tym ostatnie lata swego życia spędzili, obok admirała Unruga i dwóch generałów WP, mego ojca – długoletniego ambasadora Wolnej Polski we Francji, tak cenionego przez de Gaulle’a; obok dyplomatów RP, takich jak np. Żaneta Zabiełło i radca Parczewski; dziennikarzy, jak Tadeusz Piotrowski, czy też słynnego, jakże bojowego redaktora naczelnego nieugiętej Syreny, także czołowego przywódcy tak wówczas zwanych paryskich „niezłomnych”: dr praw Stanisław Paczyński, polscy arystokraci tacy jak „Pucek” Potocki, Zofia z ks. Radziwiłłów Pawłowa Zdziechowska, artysta malarz Heraliusz ks. Lubomirski; obok cenionych postaci takich jak: pisarka Zofia Romanowicz i jej mąż, zasłużony księgarz; jak słynny genealog Szymon Konarski, a także wielu innych i emigracyjnych zasłużonych w walce z komuną polskich uchodźców politycznych, aktywnych członków SPK, polskiego związku inwalidów, emigracyjnych stronnictw politycznych… Dodam jeszcze, że ów Dom często odwiedzały niegdyś zgoła czołowe (!!!) postacie emigracji, z samym Edwardem Raczyńskim na czele! Także Józef Czapski, który ze swą siostrą Marynią spędzał tam kilkakrotnie po kilka tygodni latem; dalej: minister Aleksander Demidowicz Demidecki ze Stronnictwa Narodowego, i liczni, też bardzo wybitni inni. Po roku 1990. dom z reguły odwiedzali ambasadorowie już wolnej Polski. Także w domu składały wizytę zgoła czołowe osobistości niepodległej RP, na przykład jakże szlachetna, tak nam (to jest Markowi Szypulskiemu i mnie) bliska Maria z Mackiewiczów Kaczyńska, której towarzyszyła też nam wielce droga dyrektor Izabela z Głowackich Tomaszewska.

Rzecz jasna liczę na rychłą wizytę w Lailly nowego ambasadora RP, tu wybitnego profesora UJ-otu, Tomasza Młynarskiego…

Z prezesem Czajką chcielibyśmy zaplanować wycieczkę do Lailly polskich Senatorów i naszej telewizji – marzymy o tym, by zbudować tak czy inaczej stałą więź między Polską a Lailly. Ojciec mój – zawsze dogłębnie przekonany, że komuna lada chwila musi runąć – już przed laty mawiał, że gdy Polska odzyska niepodległość, dom w Lailly stanie się cennym miejscem wypoczynku dla elity polskich starców (???). i ośrodkiem dialogu z Francją...

Powrót do strony głównej...

16:48, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 144/2017

W mym wczorajszym dzienniku nawiązałem do tego, że Minister Józef Beck w roku 1939. odrzucał możliwość sowieckiego ciosu w nasze plecy… Apelowałem też do wielkiego specjalisty od tych zagadnień, dra hab. profesora Aleksandra Woźnego o jego opinię w tej sprawie. Ów wybitny naukowiec z miejsca przysłał mi następującą odpowiedź:

„Na temat elementów historycznych, o których Pan wspomina pisałem już wielokrotnie. Teraz dodam tylko, że informacje wywiadu zachodniego dotyczące możliwości zawarcia tajnego sojuszu niemiecko-sowieckiego zostały zlekceważone… A informacja Francuzów na ten temat przyszła 23 8 1939 (mamy depeszę), czyli była spóźniona!!! Zresztą nasi do końca nie wierzyli w agresję ze Wschodu, gdyż „ciężki rzut wywiadu” ulokowali 12 km od granicy sowieckiej!!!!!! Czyli kompromitacja!!!”. (Koniec cytatu).

A pewien czytelnik pyta: „Jak to możliwe, że Rydz i jego sztab nie dostrzegli tego, że dywizje pancerne Hitlera błyskawicznie naszą armię rozbiją???”.

Odpowiem, że w pewnej mierze polskie dowództwo „usprawiedliwia” fakt, że w maju 1940. ówczesny francuski wódz naczelny, generał Maurice Gamelin też dał się zaskoczyć – mimo polskich doświadczeń z września 1939, nie docenił możliwości niemieckich dywizji czołgowych, w wyniku czego poniósł klęskę, (wówczas we Francji jedynie de Gaulle dobrze rozumiał kolosalną rolę dywizji pancernych). Już wczoraj nawiązałem do książki M. Pruszyńskiego pt. „Migawki Wspomnień”. Dziś odnotuję, że bardzo godnymi uwagi są też refleksje Misia Pruszyńskiego o klęsce wrześniowej. Dowodzi on między innymi, że wówczas bez większego trudu mogliśmy w ciągu kilku lat wyprodukować 3000 działek przeciwpancernych potrzebnych, by każdy pluton piechoty wyposażyć w jedno…”. Tak uzbrojone wojsko zniszczyłoby wiele czołgów niemieckich i nie dopuściło, by te bezkarnie posuwały się w głąb kraju!”. Do tego Mieczysław Pruszyński stwierdza, że nasze dowództwo nie wyszkoliło wojska do walki z czołgami…

Pruszyński dowodzi też, że istnienie do 1939 roku w naszej 38. pułków kawalerii było oczywistym absurdem, dowodem niekompetencji dowództwa naszej armii. Pruszyński pisze: „Byli w wojsku polskim dowódcy na właściwym poziomie, w szczególności generał Rozwadowski, który jako członek Ścisłej Rady Wojennej już w 1923 (!) roku domagał się zmotoryzowania naszej kawalerii, między innymi nawet wyliczając, że utrzymanie czołgów mniej by kosztowało niż utrzymanie koni”…

Gdy chodzi o mego ojca, to był on zdania, że w MSZ-cie Becka, latem 1939 tylko dwaj wysoce inteligentni nasi dyplomaci jasno widzieli, ku czemu idzie. Byli nimi Mirosław Arciszewski oraz wysoce zdolny, umiejący przewidywać Józef Potocki (później przez szereg lat ambasador w Madrycie naszego emigracyjnego rządu; jego oceny światowej sytuacji wysoko cenili np. Hiszpanie, z generałem Franco włącznie, oraz prezydent USA John Fitzgerald Kennedy, który chętnie z Józefem Potockim prowadził ciekawe rozmowy…).

Co do zdumiewającego optymizmu, który latem 1939 dominował w naszym MSZ-cie, to – jak się zdaje – rzecz m.in. brała się stąd, że włoski minister spraw zagranicznych Ciano „działając w dobrej wierze, poinformował ministra Becka, z zastrzeżeniem poufności, o powziętym przez Hitlera wobec Mussoliniego zobowiązaniu, iż nie rozpęta wojny przed rokiem 1941. Wtedy nie zdawano sobie sprawy nawet w zachodnich demokracjach, a tym bardziej w Rzymie, do jakiego stopnia obietnice czynione przez dyktatora Trzeciej Rzeszy są zawodne…”.

Co do naszych wojskowych, to – jak sobie przypominam – wedle mego ojca tylko nieliczni spośród nich, np. generał Franciszek Wład (d-ca 14. Dywizji Piechoty w Poznaniu), i np. pułkownik Witold Morawski nie ukrywali w rozmowach w 4 oczy nieuchronności naszej klęski, ogromu przewagi Niemiec… Skandalem był fakt, że stary generał broni, Leon Berbecki dostał od Rydza – dosłownie opanowanego manią idiotycznej walki z defetyzmem – ostrą naganę, gdy na publicznym zebraniu w Poznaniu wygłosił przemówienie, „które w świetle późniejszych wydarzeń okazało się w pełni uzasadnione: Przewidywał on, że wojna ogarnie nieumundurowanych obywateli w tym samym stopniu, co żołnierzy; nawoływał do budowania zapór przeciwczołgowych na każdym szlaku wiodącym do Niemiec…”. Niestety – jak wiem z kilku źródeł – dość liczni inni nasi generałowie opowiadali niesamowite bzdury o tym, że zagonami kawalerii wtargną do Niemiec…, zagrożą Berlinowi…

Kończąc, dodam tylko jeszcze jedno. Wedle mego ojca, Ignacy Mościcki o wiele lepiej niż Beck i Rydz orientował się w ówczesnej sytuacji, w pewnej chwili próbował powierzyć stanowisko ministra spraw zagranicznych o wiele mądrzejszemu i lepiej zorientowanemu w sytuacji od Becka Januszowi księciu Radziwiłłowi. Ale Mościcki nie miał siły przebicia. Z różnych przyczyn, może też osobistych (???) jakby bał się Rydza i Becka.

Powrót do strony głównej...

16:43, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 143/2017

„Ziuk” (tak jak w okresie mego dzieciństwa czasem mawiali ci lub inni jego przyjaciele), czyli de facto Marszałek Józef Piłsudski, ponoć nieraz mocno wyrażał pesymistyczne przekonanie: „Oni beze mnie nie dadzą sobie rady”!

Mieczysław Pruszyński, w swej książce „Migawki wspomnień” (Rosner i Wspólnicy, Warszawa 2002) na stronie 93 pisze: „Rozmawiając zimą 1924-1925 z płk Januszem Głuchowskim, Piłsudski powiedział: „Wy tej Polski nie utrzymacie. Ta burza, która nadciąga jest zbyt wielka. Obecna Polska jest zdolna do życia tylko w jakimś szczęśliwym okresie dziejów… Ja przegrałem swoje życie. Nie udało mi się powołać do życia dużego związku federalnego, z którym świat musiałby się liczyć… A na stronie 108 tejże książki Pruszyński stwierdza, że generałowie Piłsudskiego byli wierni, ale mierni. Na wiosnę 1934 roku Piłsudski ubolewał wobec premiera Jędrzejewicza i ministra Becka: „Ach, co moi generałowie? Co oni zrobią z Polską po mojej śmierci? Chcą wojny z Niemcami, i to nawet ci głupi, niedouczeni i leniwi generałowe. Nic nie rozumieją”. Koniec cytatu (!!!), który przytaczam DOSŁOWNIE!!!

Poufnym zdaniem mego ojca, Piłsudski nieco przeceniał inteligencję Józefa Becka, który – choć był dobrze wykształconym militarnie oficerem artylerii konnej (!!!), jak to ponoć później też potwierdzał np. wiceminister Jan Szembek – na serio brał zapewnienia Rydza i jego sztabu o bojowej gotowości naszych sił zbrojnych, o tym, że co najmniej przez sporo miesięcy, aż do ofensywy naszych sojuszników na Froncie Zachodnim, nasi stawią jednak czoła hitlerowskiemu atakowi na Polskę. Do tego – jak mi niegdyś mówili płk Stanisław Gano i kapitan Ryszard Wraga – Minister BECK „do ostatniej chwili odrzucał informację o tajnej umowie Ribbentrop-Mołotow; o planowanym sowieckim uderzeniu w nasze plecy (sprawę tę o niebo lepiej zna niż ja słynny historyk wywiadu i wojskowości, dr hab. profesor Aleksander Woźny…).

Jednym słowem, fakty potwierdziły zapowiedzi Piłsudskiego – oni nie dali sobie rady, nie dostrzegli w pełni słabości naszej armii, naiwnej nieudolności rydza i jego sztabu.

Wedle pogłosek, których ja nie potrafię sprawdzić (!!!), w Rumunii Beck nie ukrywał w rozmowach swego żalu do Rydza; mawiał, że gdyby zdawał sobie sprawę, że niemieckie czołgi dosłownie w 12 dni naszą armię rozwalą, grałby uprzednio zupełnie inaczej, stawiając na zwłokę… Ciekawe teorie na ten właśnie temat formułował już na emigracji Wacław Zbyszewski. Nie mam jednak jego książki (chyba wydanej przez Polską Fundację Kulturalną w Londynie, gdzie o tym mowa ???). Nie pamiętam też dokładnie jego, Wacia, paryskich wypowiedzi tego dotyczących…

A co do mnie, to mocno uważam, że naiwność i po prostu pewna głupota, połączona często z nieuzasadnioną pewnością siebie tak licznych mężów stanu (aby znaleźć tego potwierdzenie, wystarczy postudiować historię wielu państw…), jest niestety zjawiskiem dość nagminnym (!!!).

Powrót do strony głównej...



16:39, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 142/2017

Czytelnik stwierdza: „Jak wynika z tekstów Jana Nowaka i Kazimierza Zamorskiego, zawsze więcej niż inni wiedziałeś czy wyczuwałeś. Miałeś dobrego nosa, umiałeś zdobywać informacje, zapowiadać to, co zajść naprawdę miało! A śp. Dorota Mycielska, osoba wielkiej inteligencji, twierdziła, że tak czy inaczej przewidziałeś to, co zaszło w USA 11 września 2001 roku. Stąd pytanie: Jak to naprawdę jest z tym chyba jednak czającym się za rogiem zagrożeniem terrorystycznym. Czy terroryzm to naprawdę współczesna forma wojny? Puść w ruch Twój „prywatny mózg elektronowy”; powiedz, co Twym zdaniem trzeba robić; czy skrajni islamiści mogą np. zdobyć bronie chemiczne czy atomowe, lub dokonać cyberataku na wielką skalę!!!”

Moja odpowiedź niełatwa!!! Sianie paniki byłoby szkodliwym! Jednak jasne, że zgodnie z tym, co już ponoć kilkanaście lat temu stwierdzał francuski słynny generał Jeannou Lacaze, zwany Sfinksem: terroryzm to nadchodząca forma wojny. Od siebie dodam, forma wysoce zaskakująca i w epoce groźby cyberataków czy ataków chemicznych lub nuklearnych na dłuższą metę niesamowicie niebezpieczna.

Na razie mamy do czynienia z terroryzmem – jak to się określa – domowego wyrobu… Nie powinien on jednak odwracać naszej uwagi od tego, że skrajnie sfanatyzowani islamiści mogą przygotowywać poważniejsze akcje, coś w rodzaju spotęgowanej operacji z września 2001 roku.

Dobrze pamiętam, jak przed laty, wiosną 1939, do naszego mieszkania w Warszawie na Zimorowicza 4 (przed wojną ojciec mój wynajmował tam pierwsze piętro) przychodził z zebrań w sztabie głównym Rydza wuj Witold Dzierżykraj-Morawski, były nasz attaché militaire w Berlinie, i mawiał: „Nie wiem, czy mam śmiać się czy płakać, pułkownik Jaklicz niemieckie czołgi wyraźnie lekceważy….”. Skądinąd następca wuja Witolda, też bardzo niegłupi pułkownik Antoni Szymański, nasz ostatni attaché militaire w Berlinie, również mnożył raporty, z których bardzo jasno wynikało, że niemieckie dywizje czołgowe „w try migi rozwalaną naszą w 90% konną armię, do tego nie wiadomo dlaczego pozbawioną sprawnej i obrotnej, lekkiej artylerii przeciwczołgowej…”. A wydział wschodni naszej Dwójki spodziewał się – co tak ponoć (!)  złościło Becka – że Stalin uderzy w nasze plecy…

W całym sztabie głównym dominował – jak stwierdzał wuj Witold – de facto szkodliwy, bo osłabiający czujność nastrój walki z defetyzmem. Wskazywano na potrzebę karania defetystów i „panikarzy”…

Co dziś „knują” tajne rzecz jasna grupy „dżihadystów islamskich”, jednak dość trudno do końca przewidzieć… Ostatnio zachodzą obawy, że te grupy mogą otrzymywać od tych czy innych emirów, „posiadaczy petrodolarów” duże pieniądze (???). A pieniądz to nerw wojny terrorystycznej…

Czytelnik – jak zaznaczyłem na wstępie tego raportu, przepraszam, dziennika – pyta, co radzę robić (???). Odpowiedź sama się narzuca: zbudować choć pewną liczbę schronów, przygotować realistyczne plany działań na wypadek każdego z możliwych rodzajów ataku, pilnie chronić całokształt cyber-systemów, skutecznie osłaniać (przed atakiem, np. przy użyciu dronów przez terrorystów wyposażonych w takie czy  i n n e  bomby) wszelkie siłownie jądrowe w Belgii, Francji, itd., na serio sprawdzać lojalność personelu tych siłowni, puścić w oparciu o Niemcy, całą Unię, USA i Rosję jakby Plan Marshalla dla Afryki i Bliskiego Wschodu, i tym samym zatrzymać olbrzymią falę ludzi, w tym pewnej liczby dżihadystów czy kandydatów na dżihadystów, która korzystając z wyraźnej bezsiły rządów krajów zachodu – zachód może w ciągu najbliższych lat zalać i politycznie rozsadzić (ktoś mawia, że wystarczy Afrykę zelektryfikować, a problem sam zniknie (???).

No i jedno, co oczywiście wielce istotne to to, by odpowiednimi metodami naukowymi próbować przypuszczalnie ocenić wymiar i tempo potęgowania się ryzyka… Ale na tym naprawdę się nie znam, jestem o wiele za stary, z innej epoki, nie wszystko co nowe jestem w stanie zrozumieć „na 102”!!! Tylko tego czy owego mogę próbować (!!!) i na tak zwany chłopski rozum się domyślać...

Powrót do strony głównej...

16:33, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 czerwca 2017
Widziane z Paryża 141/2017

Zbliża się data ogromnej wagi w mym życiu!! 6 lipca bieżącego roku minie 40 lat od dnia, w którym spotkał mnie radosny zaszczyt – przyjęto mnie w szeregi Suwerennego Rycerskiego Zakonu Szpitalników Świętego Jana Jerozolimskiego, Zwanego Rodyjskim I Maltańskim, stałem się kawalerem honoru i dewocji tegoż tak szlachetnego i zasłużonego, unitarnego w swej rycersko-braterskiej postawie Zakonu!!! Do kandydowania doń skłonili mnie: ojca mego przyjaciel, Emeryk August Hutten-Czapski (1897-1979), genealog Szymon Konarski (1894-1981), no i Ks. Infułat Witold Kiedrowski (1912-2012) – Zakonu Maltańskiego paryski znakomity i NAPRAWDĘ „bardzo czynny”) kapelan; do tego honorowy generał brygady WP…

Z największą radością stałem się w owym roku AD 1977 członkiem tej naszej zakonnej, szpitalniczej oraz – co mocno podkreślam – naprawdę braterskiej wspólnoty, otoczonej wówczas baczną opieką naszych dwóch tutaj tak życiowo mądrych, zawsze czujnych kapelanów (właśnie infułata Witolda Kiedrowskiego i ks. Leona Brzeziny OMI). Organizowali oni co roku całoniedzielne spotkania u sióstr Nazaretanek w ich dużym Domu przy 49, rue de Vaugirard, 75006 Paris (piękna kaplica i – pozwolę sobie dodać – znakomita (!!!) kuchnia……). Tak, celowo bardzo mocno to zaznaczam, pod opieką naszych dwóch wybitnych kapelanów stanowiliśmy jakby dogłębnie zwartą zakonną rodzinę.

Ja wraz z Władyslawem hr. Tarnowskim I Jurkiem Baranowskim, pułkownikiem honorowym WP, byliśmy czynnymi działaczami Polskiego Funduszu Humanitarnego we Francji, Funduszu będącego właścicielem i gospodarzem słynnego Polskiego Domu Spokojnej Starości w Lailly-en-Val koło Orleanu… (Przez szereg lat W. Tarnowski był znakomitym prezesem owego Funduszu… Ja po jego wycofaniu się na emeryturę też pełniłem tę jednak trudną (problemy z personelem, nieuniknione konflikty, itd., itd.) funkcję przez kilka lat. Pełnym poświęcęnia i wysoce sprawnym skarbnikiem Funduszu był konfrater pułkownik Jerzy Baranowski!!!!

Tak więc w owych latach ów Dom (powołany do życia przez mego Ojca i jego „Ambasadę Wolnej Polski” oraz skupionych wokół niej wybitnych emigracyjnych działaczy, takich jak: Stanisław Paczyński, piłsudczyk, Stanisław Łucki ze Stronnictwa Narodowego, a także prezes polskich inwalidów wojennych, major Tomasz Jełowicki; dalej: Gustaw Tysowski, płk Marian Czarnecki, prezes SPK, radca Tadeusz Parczewski…). Był kierowany przez działaczy Związku Polskich Kawalerów Maltańskich!!! (Obecnie prezesem owego mającego w swej pieczy ów ośrodek Polskiego Funduszu Humanitarnego jest były, naprawdę świetny, długoletni dyrektor domu, Marek Szypulski… Może on zechce z czasem, i by podtrzymać pewną tradycję, kandydować na Kawalera Łaski Magistralnej (???). Tak, winniśmy zadbać, by ZPKM zachował wpływ na Dom, może przejął jego własność, może w oparciu o Rzym ułatwił np. jego otwarcie na starych chrześcijan z Syrii, Libanu czy Iraku (??). Jedno pewne, idzie o polski Dom o wokacji międzynarodowej, do tego dzięki konfratrowi Marcinowi Libickiemu objęty od 11 grudnia 2008 roku wysokim protektoratem Parlamentu Europejskiego… Problem: od lat już kilku dom de facto stracił swój międzynarodowy i polski charakter i stał się lokalnym francuskim, prowincjonalnym domem dla starców!!! Trwa pewna co prawda współpraca ze słynnym Domem Helclów w Krakowie, rokrocznie latem na staże do domu przyjeżdżają studentki krakowskiej Wyższej Szkoły Pielęgniarstwa. Do niedawna miały tam miejsce grupowe wizyty artystyczne studentów Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, staże imienia częstego gościa Domu, Józia Czapskiego. Może Ela Skoczek mogłaby te tradycje odnowić i podjąć odpowiednie starania w Brukseli???

Trzeba rzecz jasna rzecz omówić uprzednio z Prezesem Szypulskim… (???). Liczę skądinąd na pomoc Parlamentu i Unii Europejskiej w goszczeniu np. starych uchodźców (np. melchitów) z Bliskiego Wschodu, mogących znaleźć schronienie (???) w Lailly-en-Val…

Jedno dla mnie jasne: Związek Polskich Kawalerów Maltańskich w oparciu o Rzym i o Brukselę, zapewne mógłby się przyczynić się do przywrócenia Lailly, temu domowi ufundowanemu przez Wysoki Komisariat ONZ-etu do Spraw Uchodźców jego charakteru polsko-międzynarodowego, przyjmując tam np. także – co ponoć w Polsce czasem trudne, np. zasłużonych starców z Ukrainy (???). Myślę, że do takich akcji warto by wciągnąć tak obytego w wielkim świecie Konfratra Marcina Libickiego!

Powrót do strony głównej...

17:24, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 140/2017

Nadal odpowiadam na ciąg dalszy przedwczorajszej serii pytań, chociaż de facto idzie o sprawy już nieraz wyjaśniane na łamach tego mego dziennika!!!

Tak więc do Francji (daty są bardzo ważne!!!) przybyłem z mą matką, i jeszcze na jej wydanym w sierpniu 1946 roku (???) paszporcie, około 3 (?) listopada 1946 roku. Mowa była o tym, że po studiach w Paryżu wrócę wraz z matką do Polski. Naczelnik wydziału zachodniego w warszawskim MSZ-cie, bliski przyjaciel mojej rodziny – Tadeusz Chromecki zapewniał, że po studiach we Francji dostanę posadę w MSZ-cie. To samo powtarzał gdy w roku 1947 odwiedzał mych rodziców w Chaville pod Paryżem… Podobno zachowało się w archiwach MSZ-tu sprawozdanie z tej wizyty naczelnika Chromeckiego u nas w Chaville. Tak, matka i ja do połowy roku 1948 myśleliśmy o powrocie do kraju!!! Ale jesienią 1948 nadeszły „tajne” listy z kraju, np. od ministra Michała Kaczorowskiego i od innych – by za Boga nie wracać, że jest fatalnie!!! Tadeusz Chromecki z trzaskiem wyleciał z MZS-tu, a później został aresztowany w ramach sprawy biskupa Czesława Kaczmarka; skazano go na 12 lat więzienia. Po odzyskaniu wolności, ponoć (???) 22 2 1957 popełnił on samobójstwo (???).

Do nas, do Paryża dotarły jesienią 1948 też ponure wiadomości, że UB „wzięło się za grupę ukrytych AK-owców”, którzy do owego czasu rządzili w Kościanie. A Feliks Widy-Wirski, były już wówczas wojewoda poznański, niegdyś szef Zrywu Narodowego też z czasem poszedł na 3 lata do więzienia. Był on zwolennikiem dialogu „władzy ludowej” z endekami, itd., itd…

Potwierdzam też, iż przybywając w listopadzie 1946 do ojca do Paryża, przekazaliśmy mu propozycję od jego byłego szefa i bliskiego przyjaciela, b. wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego – wówczas Delegata Rządu dla Odbudowy Wybrzeża… Propozycję, by ojciec wrócił do Polski; by na odpowiednim stanowisku kraj odbudowywać… Ojciec mój z miejsca nam powiedział: Kwiatkowski się łudzi, lada chwila ten cały polski NEP się skończy; STALIN TO NIE POLITYK, ALE POLICYJNIE MYŚLĄCY PSYCHOPATA… Ojciec rzecz jasna miał całkowitą rację… Gdzieś w roku 1948 Kwiatkowski wyleciał ze stanowiska Delegata Rządu, zabroniono mu mieszkać na Wybrzeżu, osiedlono go przymusowo w Krakowie…

Inne pytanie dotyczy sytuacji politycznej w latach 1945-48 w Kościanie. Odpowiem, że sprawę lepiej niż ja znają panowie Jerzy Zielonka (który od lat zapowiada książkę pt. „Kościan – akowska wyspa na morzu czerwonym”) oraz tak cenieni naukowcy: profesor Waldemar Handke i Rafał Kościański.

Ja wiem tylko, że AK-owiec Edward Boryczko, sekretarz PPS w Kościanie miał „swego człowieka” w powiatowym UB (kogoś, który później uciekł za granicę (???))… Wiem też, że toczyła się jakaś gra polityczna. Na zjeździe KW PPR w Poznaniu, usiłowano w pewnym momencie wprowadzić do KW PPR (???) Stefana Becha z Kościana, wybrano, lecz „Warszawa” wyboru nie zatwierdziła…

A brat mego ojca, Jan Morawski zapisał się do PPR-u, mówiąc, że trzeba popierać Gomułkę, i rządzącą partię opanować. Ale w końcu wuja Jasia z partii wygoniono jako element klasowo obcy!!! Ja też miałem wówczas, via znajomi mej Mamy, pracujący w Ministerstwie Ziem Odzyskanych dobrą opinię o Gomułce. Stawiałem na współpracę OM TUR ze Związkiem Walki Młodych, lecz także z młodzieżą PSL Mikołajczyka. Ostatnie pytanie dotyczy daty (!!!) podpisania przeze mnie oświadczenia wierności tymczasowemu Rządowi Jedności Narodowej. Otóż dokładnej daty nie pamiętam!! Szło o lato lub jesień 1945!!! O owej sprawie pisała w swej książce pt. „Łącznik z Paryża. Rzecz o weteranie zimnej wojny” Teresa Masłowska. Stwierdza ona, iż na prośbę Edwarda Boryczki z PPS Maciej podpisał owo oświadczenie wierności ówczesnemu rządowi… Szło o to, by chronić chłopca, bo przeciwnicy rządzących ówcześnie w powiecie AK-owców zarzucali im tolerowanie – jak mawiali – młodego obszarnika, przedstawiciela zdegenerowanej szlachty. Sprawa oświadczenia wywołała pewną konsternację w kierownictwie OM TUR w Warszawie; protestowała pedagog i działaczka harcerska, Kazimiera Świętochowska, wszak szło o 15-letniego licealistę…

Tyle na dziś. Spraw wiele, ale wypadało jednak dać odpowiedź na serię pytań.

Powrót do strony głównej...

17:13, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 139/2017

Spieszę odpowiedzieć na kilka, nieraz bardzo ciekawych i „fachowych” pytań.

Rzecz jasna nie przyrównuję się do Jerzego Giedroycia!?? Jeśli „partyjny beton” zamierzał starą bolszewicką metodą zatruć Giedroycia, to aby zniszczyć „Kulturę”. W wypadku moim szło o przecięcie dopływu z kraju do RWE wielkiej wagi informacji… A Jeglińskiego zapewne chciano zlikwidować z dwóch przyczyn: jako informatora RWE oraz Watykanu, a także jako wpływowego katolickiego działacza (na uwagę tu zasługuje SB-ecka próba cichego zamordowania (pod koniec stycznia 1983) Janusza Krupskiego. Rzecz w tym, że w MSW działali dość liczni partyjni „betoniarze”, ponoć powiązani z najbardziej tajemnymi służbami Honeckera!!! Chcieli oni, by Jaruzelskiego zastąpił Tadeusz Grabski, wybitny i groźny konspirator, cieszący się zaufaniem tych czy innych elementów (???), także i radzieckiego sztabu… (W owych czasach uważałem, np. w momencie dramatu Popiełuszki, późną jesienią 1984 – zimą 1985, że zamach na Jaruzelskiego i Kiszczaka, połączony z pałacową rewolucją na szczytach PZPR-u za możliwy!!! Zapewne nie dopuściły doń pewne (!!!) służby radzieckie…, wrogie „awanturnictwu” i w związku z chorobą Czernienki już „kontrolowane” przez Gorbaczowa.

Inne pytanie dotyczy moich informatorów. Jak mocno uwydatniłem, ogromnej wagi tajne informacje dostarczał mi Piotr Jegliński!!! Inne pochodziły z różnych mych osobistych źródeł. Niekiedy pewne dane otrzymywałem od osób wysoko postawionych w PRL-u. Raz musiałem dać słowo honoru, że nigdy, nawet po śmieci informatora, nie ujawnię jego nazwiska!!! (Szło o osobę bojącą się oskarżenia o nielojalność i dwulicowość). Byli też tacy, co to pewne partyjne tajne materiały sprzedawali za pieniądze (agent double, dollars et roubles). Ale na szczęście mam dobrego nosa, zaraz wyczuwałem informacje „sfingowane”. Co mogę dziś już ujawnić, to to, że moc bezcennych informacji dostarczali mi: Andrzej Micewski, Kostek Łubieński, Ryszard Reiff, no i w pewnym okresie Jerzy Zawieyski… Mojemu stryjecznemu bratu, Kazimierzowi Morawskiemu, zabroniono się ze mną widywać, ale np. właśnie via Reiff, a także raz via jego syn Piotr, no i via inni krewni, np. Krzysztof Morawski (który sam wiele wiedział np. o sytuacji wewnątrz Koła Poselskiego „Znak”) docierały i do mnie informacje i opinie owego Adzia Morawskiego.

Co do spisku „betonu partyjnego” – spisku wymierzonego w Jaruzelskiego, to docierały do mnie też anonimowo, do dziś nie wiem od kogo (!!!), wyraźnie poważne dane…

Jedno z kolejnych pytań dotyczy tego, czy PRL starał się mnie skaptować (???). Owszem, takie próby bywały!!! Pod koniec lat pięćdziesiątych np. Zawieyski w swym paryskim hoteliku „Hotel du Senat” powiedział mi: dwa dni temu w Warszawie Witold Trąmpczyński polecił mi Tobie przekazać, że ma zgodę najwyższych czynników, by Ciebie zamianować – jeśli wrócisz do Polski i staniesz po stronie władzy – swym szefem gabinetu (Trąmpczyński był wówczas ministrem handlu zagranicznego PRL). Trąmpczyński dodał, że jest moim krewnym (???)). Rzecz jasna, poleciłem Zawieyskiemu podziękować Trąmpczyńskiemu za troskę o mój los, ale mocno podkreśliłem, że wybrałem czynną walkę o wolność Polski!

Tyle na razie. Na dalsze pytania z tej serii odpowiem nieco później.

Powrót do strony głównej...



17:07, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 138/2017

Czytelnik pyta, czy prawdą jest iż SB planowało otrucie Jerzego Giedroycia, Piotra Jeglińskiego i mnie, oraz czy prawdą jest, że teraz odkryto, że dwie kobiety z kręgu paryskiej „Kultury” były na służbie MSW PRL-u?

Moja odpowiedź prosta: docierają do mnie takie pogłoski, ale nic bliższego na te tematy nie wiem!! Ośmielam się pytać o to wszystko mych przyjaciół – polskich historyków. Wszak sprawa – powiem – ważna i poważna!

Nie wykluczam, że pewne czynniki SB przygotowywały na własną rękę takie śmiercionośne akcje (?). Ale – jak wiem z bardzo pewnych źródeł – Jaruzelski (podobnie jak poprzednio Gomułka i Gierek) zakazywali stosowania metod skrytobójczych! Co do SB, to jasne, że tej służbie – podobnie jak i całemu partyjnemu „betonowi” – „nie brakło chęci, by zlikwidować Giedroycia, i tym samym „Kulturę”, oraz zatrzymać wyciek z PRL-u tajnych informacji: wszak Jegliński był najlepszym tajnym informatorem RWE. A ja też byłem w oczach SB niebezpiecznym „szpionem” (np. w liście z 25 lutego 1979 roku Jan Nowak-Jeziorański pisał do mnie z Waszyngtonu: „Drogi, kochany panie Maćku, chcę, żeby pan wiedział, że kilka pańskich raportów dotyczących wzmocnienia ruchu frakcyjnego wewnątrz partii miało dla mnie ostatnio ogromne znaczenie w rozmowach z Karlem Schmidtem, z XY z Departamentu Stanu oraz ze Zbigniewem Brzezińskim – w związku z projektem zaproszenia tu na jesień Gierka. Rzecz jest na razie w zawieszeniu, dopóki się nie wyjaśni sprawa wizyty papieża w Polsce. To oczywiście tylko do pana wyłącznej wiadomości”… (Koniec cytatu)

Jasne, że kierownictwo PZPR-u „dawało po palcach SB, mówiąc, że za dużo z PRL-u wycieka”. Tow. Tadeusz Grabski ponoć mawiał: 10 000 wrogów zabitych – 10 lat spokoju… Do byłych pracowników SB nie mam pretensji. Dobrze wiem, że „zimna wojna” była prawdziwą wojną. Teraz inne czasy – trzeba starać się przezwyciężać stare podziały… Co do mnie, to uważano mnie za „super szpiona”. Różnymi metodami starano się mnie tu we Francji „niszczyć”; mą rodzinę zastraszać. Odbiło się to ma zdrowiu mej żony!!! I moim!!! Żona ma jest niewątpliwie inwalidką owej wojny, zwanej zimną!!! Tak samo inwalidą jest Piotr Jegliński. Ale różni ex-oportuniści to negują; jasne, że taka konstatacja im nie na rękę!!!

Drugie pytanie co do agentek SB w Domu „Kultury”, to – jak mi powiedziano – sprawa wielce poważna. W jednym z tych dwóch wypadków szło o osobę wybitnie inteligentną, świetnie wprowadzoną, która po przejściu na emeryturę nagle i chyba dość tajemniczo umarła?...

Powrót do strony głównej...

16:58, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 137/2017

Wierny czytelnik, polski historyk, z miejsca reaguje na błąd w mym wczorajszym dzienniku, pisząc: „Naszym niedouczonym publicystom nieustannie zdarzają się pomyłki. Ty ich na ogół unikasz! Ale wczoraj rąbnąłeś niesamowite głupstwo, pisząc o Twym przodku, Dezyderym Chłapowskim (1788-1879, syn Stanisława Chłapowskiego – starosty kościańskiego, generał, działacz gospodarczy, prekursor pracy organicznej). Niemądrze odnotowałeś, iż Napoleon (którego ów Dezik był od roku 1808 oficerem ordynansowym) nazywał go „Czupurnym Dezyderkiem”, a tymczasem w rzeczywistości tak nazywali go koledzy i rodzina! Nie wiem, czy wiesz, że za bohaterski udział w bitwie pod Ratyzboną Napoleon nadał mu tytuł Barona Cesarstwa… Tytuł ten podobno w zasadzie już niestety wygasł! Ale może z pomocą polsko-francuskiego adwokata któryś z Chłapowskich mógłby spróbować go odzyskać! Tytuły wyrażają jednak pewien kult tradycji” (Koniec cytatu).

List ten przypomniał mi, że swego czasu wysuwałem koncepcję, by Wielki Mistrz Zakonu Maltańskiego, będąc suwerennym monarchą, nadawał tytuły bardzo hojnym donatorom na nasze dobre cele!!! Wszak jeszcze kilkadziesiąt lat temu Ojciec Święty nadawał hojnym donatorom na kościelne i dobroczynne cele tytuły najczęściej hrabiowskie! Krążyło w Polsce na ten temat nieco dowcipów… Na przykład jakiegoś hojnego na szpitale sióstr zakonnych bogatego polskiego szlachcica nauczono, co ma powiedzieć, gdy Ojciec Święty go przyjmie, by w Watykanie nadać mu tytuł. Miał więc Papieża powitać, następnie stwierdzić, że ma dowody tego swego tak hojnego daru na chorych, i na zakończenie krótkiej audiencji stwierdzić: Non sum dignus!!! Co to wedle dowcipu dało w praktyce! Szlachciura ręce Papieża ucałował, mówiąc Bondziorno Santa Papa. Ojciec Święty stwierdził: Non sum femina!!! Na to bogaty szlachciura, zgodnie z tym, czego go nauczono, powiedział: Documenta habeo. Na to Papież odrzekł: Asinus. Szlachciura zakończył zdaniem: Non sum dignus… A wedle innej anegdoty, pewien bogacz posłał do Rzymu z darem i po tytuł swego głównego administratora. Gdy ten wrócił z Watykanu, bogaty go pyta: „Wszystko w porządku?” Administrator odpowiedział: oczywiście, ale to taniej niż myślałem, a więc sam sobie też tytuł kupiłem…

Tyle na dziś, celowo w innej niż dzień w dzień tonacji.

Powrót do strony głównej...



16:52, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 czerwca 2017
Widziane z Paryża 136/2017

Dziś o 9.00 rano obudziła mnie znajoma dama (długo spałem, bo do późnego wieczora słuchałem Radia France Info). Powiedziała mi: „Miał Pan rację, trzeba było pójść głosować, ja zleniłam się, do szkoły z biurem wyborczym od nas trochę daleko. A z „Le Figaro” wynikało que c’est dans le sac, że sprawa w worku, że Macron wygra”! Znajomi, tak samo rozumując, pojechali na weekend do Paris Plage. A teraz awanturnicy z opozycji już chcą gwałtownie manifestować…, wrzeszczą, że 57 % (?) Francuzów nie głosowało, że nowy parlament jest mało reprezentatywny…

Jedno pewne. „En Marche” Macrona ma samodzielnie absolutną większość w Parlamencie. Macron będzie mógł przeprowadzić konieczne reformy, jednym słowem: „idzie nowe”! I to w całej Unii Europejskiej.

Macron dziś jest nadzieją, czołową postacią Unii. Wraz z panią Merkel będzie mógł pchnąć Unię Europejską na tor unowocześnienia swych infrastruktur, koniecznych inwestycji (np. koniecznym jest w naszych czasach superszybkie „nowoczesne na serio” kolejnictwo), na tor rozwoju i pełnego zatrudnienia!

Apeluję do wszystkich obywateli francuskich polskiego pochodzenia o pełne poparcie dla obecnego prezydenta! Stawiam na pełną polsko-francuską współpracę w budowie nowej, sprawniejszej niż dotychczas Unii Europejskiej.

Powrót do strony głównej...

19:11, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 135/2017

W niedzielę – druga tura francuskich wyborów parlamentarnych. Środki masowego przekazu zapowiadają kolosalne zwycięstwo ruchu „En Marche”, ruchu prezydenta Macrona. Czołowy dziennik Francji, słynne w całym świecie „Le Figaro” w piewszostronicowym, wielkim tytule stwierdza: „Face a Macron droite et gauche tentent de survivre”… („…Prawica i lewica próbują przeżyć”).

Gdy idzie o mnie, to apeluję do wszystkich obywateli francuskich pochodzenia polskiego o masowe głosowanie na ruch „En Marche”… Myślę, że Macron to dziś czołowy mąż stanu zachodniego… Mąż stanu zdolny pchnąć całą Europę na nowy tor, tor unowocześnienia się, wielkich inwestycji, kompletnej modernizacji europejskich infrastruktur (ja marzę np. o superszybkim kolejnictwie typu Hyperloop).

Z miejsca zaznaczę, że znowu przywołuję do porządku moje sąsiadki. Żądam, by poszły głosować, choć gadają one: nie warto się fatygować i stać w ogonku, wszak i tak wygramy!

Powrót do strony głównej...



19:05, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 134/2017

Wierny czytelnik pyta: „Skąd się bierze rzucające się w oczy Pańskie kolosalne przywiązanie do Zakonu Maltańskiego”? Odpowiedź prosta. Wiele moralnemu wsparciu tego Zakonu zawdzięczam! Na przykład w momencie, gdy moja ukochana żona – w wyniku nagonek na mnie z czasów PRL - ciężko zachorowała (w szczegóły nie wchodzę), Ksiądz Infułat Witold Kiedrowski, kapelan Zakonu oraz ci lub inni konfratrzy z PZKM (np. Konfrater Jurek Baranowski) pozwolili mi, choć to ja w wyniku „napięć i zastraszania przez jawną czy ukrytą komunę” też sam ciężko zachorowałem na serce (ciężka ! operacja) dojść do równowagi psychicznej (gwoli sprawiedliwości odnotuję, że w tym tak trudnym okresie bardzo pomogło córce i mnie również kilka innych szlachetnych osób: Wirydianna Rey, Anna i Jean Mesne…).

Tak, Zakon Maltański od dawna przynosił i przynosi mnie – „weteranowi zimnej wojny” wielkiej wagi wsparcie moralne.

Ostatnio odbył się w Warszawie Zjazd PZKN! Konfrater, profesor UJ-otu, Rafał Górski (którego żona, szlachetna Anna, w ślad za swym szlachetnym ojcem, śp. Janem Sawą otacza mnie – weterana opieką) nadesłał, nie wiedząc, jak Zakon kocham, specjalnie dla mnie napisane sprawozdanie! Oto ono:

Drogi Wuju,

Obiecane sprawozdanie z Konwentu.

Przyjęliśmy szereg nowych członków, m.in. Henryka Grocholskiego i naszego znajomego sprzed lat, Łukasza Szumowskiego, który jest profesorem medycyny i wiceministrem nauki.

Sprawozdanie szpitalnika było imponujące: Szpital w Barczewie (niestety wciąż lekko deficytowy), Ośrodek dla dzieci niepełnosprawnych w Krakowie, projekty społeczne w Katowicach, wreszcie załatwiona sprawa Aldony (z tym, że okazało się, że w tej okolicy jest wielu seniorów potrzebujących pomocy, więc nowe inicjatywy są nakierowane na nich), obozy dla niepełnosprawnych, mała Malta, zabezpieczenie sanitarne Dni Młodzieży. To wszystko są wielkie dzieła. Ponadto Polska zaczęła być nie tylko „importerem” pomocy, ale przede wszystkim jej „eksporterem”: przede wszystkim na Ukrainę, ale też karetka po Dniach Młodzieży została ofiarowana na Cypr, do małej wspólnoty chrześcijańskiej wśród tureckiej większości.

Następnie były wybory: prezydentem został Jerzy Baehr, Wuja krajan z Poznania, wiceprezydentami: Jacek Tarnowski (syn dotychczasowego prezydenta), niestety drugiego nazwiska zapomniałem, do Zarządu weszli: ponownie X. Konarski (kanclerz), Piotr Rozwadowski tym razem będzie skarbnikiem, po Tomaszu Zdziebkowskim, który nie mógł kandydować na 3. kadencję, ale został członkiem komisji rewizyjnej, oraz dwu nowych: Marcin Świerad i Stanisław Rybicki. Zarząd składa się głównie z biznesmenów, ale chyba tak musi być, bo trzeba się bardzo dobrze znać na finansach i zarządzaniu, żeby kierować tak zakrojoną pracą.

Rafał

Powrót do strony głównej...

19:01, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
© Maciej Morawski
Paryż
2007-2017

* * *

WYDAWCA SERWISU:

© Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego / www.wolnaeuropa.pl

ADMINISTRATOR SERWISU:

Mariusz Kubik / Stowarzyszenie RWE

Treść niniejszego bloga jest wyrazem prywatnych poglądów autora, nie będących stanowiskiem i opiniami wydawcy oraz administratora serwisu.