czwartek, 13 września 2018
Widziane z Paryża 107/2018

W odpowiedzi na pytanie potwierdzam, że w roku 1965 zostałem zaangażowany na etatowego korespondenta RWE w Paryżu nie przez Rozgłośnię Polską Radia Wolna Europa lecz przez specjalną służbę informacyjną przy Departamencie NEWS RFE. Wówczas korespondenci informacyjni, czy jak czasem mawiano - śledczy naszego Radia, nie zależeli od Dyrekcji Rozgłośni Narodowych. Pierwszym korespondentem informacyjnym bezpośrednio zależnym od dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE, to jest od Jana Nowaka-Jeziorańskiego, był Zygmunt Michałowski. Był w połowie lat pięćdziesiątych polskim korespondentem śledczym RWE w Berlinie. W wyniku jakiejś intrygi na podłożu obyczajowym zmontowanej przez PRL-owską SB dyrektor News Departament RFE wyrzucił go z pracy. Wtedy Nowak, który niezwykle wysoko cenił nadsyłane przez super inteligentnego Michałowskiego, wziął go na etat Rozgłośni i mianował go korespondentem informacyjnym w Paryżu (był to okres KLUCZOWY; nadchodził „PAŹDZIERNIK 56”… Dodam, że nieco później ktoś b. ważny przekazał nam informację, że to radziecka szczegółowa instrukcja KGB radziła, jak montować intrygi obyczajowe, by starać się niszczyć z oczach Zachodu szczególnie groźnych wrogów czerwonych reżimów).

Michałowski z Paryża po kilku latach został przeniesiony do Monachium. Po odejściu Nowaka i na jego wniosek został Dyrektorem Rozgłośni Polskiej RWE. Znakomicie pełnił tak wówczas politycznie ważną funkcję… Już po odejściu na emeryturę ciężko zachorował nerwowo. Lata UB-eckiego zastraszania, jak stwierdzali wielcy psychiatrzy, w końcu odbiły się na jego zdrowiu. Ale po pewnym czasie nastąpiło częściowe uzdrowienie. Życie dokończył w mieszkaniu niegdyś jego matki, w Krakowie.

Zarówno Nowak jak i Michałowski byli zdania, że praca korespondentów śledczych czy informacyjnych jest dla naszego Radia kluczową. Wszak Polacy w pierwszym rzędzie interesowali się tym, co reżim PRL przed nimi ukrywał…

Do tego tematu jeszcze wrócę.

*   *   *

Zobacz także:

10:53, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 106/2018

Dotarło do mnie nieco ironiczne pytanie wybitnego b. pracownika Rozgłośni Polskiej RWE w latach chyba już prawie końcowych RWE: czemu podaję się za weterana „zimnej wojny”. Wszak pracując ładnych kilka lat w Monachium ów ceniony komentator żadnego „Ubeckiego zagrożenia” nie wyczuwał!!

Moja odpowiedź prosta! Gdy w połowie lat pięćdziesiątych zaczynałem współpracować z Zygmuntem Michałowskim - polsko-paryskim korespondentem informacyjnym RWE, oraz następnie gdy w roku 1965 stałem się etatowym korespondentem informacyjnym (lub jak kto woli, „śledczym”) - były to inne niż nieco później czasy.

Na korespondenta informacyjnego zaangażowała mnie nie Rozgłośnia Polska RWE, lecz osobny organizm informacyjny o nazwie FREE EUROPE INFORMATION SERVICE”. Z czasem ten organizm przestał istnieć. Wcielono mnie administracyjnie wprost do Rozgłośni Polskiej. Na polecenie Nowaka nadal zabiegałem o ukrywane przez Biuro Polityczne PZPR „informacje z Polski”. Szło o pracę trudną. Musiałem zdobywać, nieraz kupować zakulisowe informacje z PRL; wystrzegać się prowokatorów, co do których miałem ponoć „świetnego nosa”. Prasa PRL-u określała mnie mianem „SZPIONA”. Zdobywałem wiele cennych, czasem rewelacyjnych informacji. Wysoko cenili mnie dyrektorzy: Jan Nowak a następnie Zygmunt Michałowski - no i cenił mą pracę wytrawny „Dwójkarz”, szef tak zwanej polskiej ewaluacji nadchodzących z Polski, poufnych informacji, Kazimierz Zamorski, który skądinąd pisał do mnie już 1997 roku, że pracuje nad książką (nie zdążył przed śmiercią jej skończyć??) o jego zdaniem wysoce pozytywnej roli CIA w życiu Radio Free Europe, „jakiej politycy ulegający nastrojom młodej lewicy bezwstydnie się wyrzekli” (a w jednej ze swych książek Zamorski z oburzeniem pisze, że jeden z amerykańskich dyrektorów RWE kazał w pewnym momencie spalić tysiące raportów korespondentów śledczych RWE, mówiąc, że to materiał szpiegowski.

Odpowiedni radiowi spece, także nieraz walczący z penetracją PRL-owskich i innych „CZERWONYCH SŁUŻB” FRANCUSCY EKSPERCI NIERAZ MNIE OSTRZEGALI. Mój kolega Tadeusz Parczewski padł ofiarą jakiegoś tam dziwnego, zapewne trochę pomylonego prowokatora, który po roku paryskiej jakiejś tam współpracy z Parczewskim nagle wrócił do Polski i nas oszkalował w PRL-owskiej prasie. Parczewski zaś za nieostrożność (?) wyleciał z pracy w RWE.

No i raz jeszcze przypomnę, że we wrocławskiej „Gazecie Obywatelskiej” 15 lutego 2018 roku wybitny b. pułkownik UOP-u Waldemar Maszenda pisał o tym, że żony niektórych pracowników RWE były zastraszane przez bezpiekę a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka opłaciły to CIĘŻKIMI SCHORZENIAMI”!!

Tyle na dziś o tym tak obszernym temacie. Może tylko dodam, że biorąc pod uwagę stan mej żony i ze względu na mój wiek (89 lat) i ciężką chorobę serca spowodowaną zapewne SB-eckim zastraszaniem - marzyłbym o tym, by Rząd RP uznał ją (mą żonę) za ofiarę prześladowań - za „weterana zimnej wojny”. Podkreślam, że jestem z nią oficjalnie i sądowo odseparowany. Dla siebie nie staram się już o nic! Ale chodzi mi o nią, o jej przyszłość!

Jak widzę, ofiary działań PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa nikogo już nie obchodzą! Swego czasu w oparciu o opinię mego kardiologa, szlachetnego dr. Zbigniewa Jankowskiego robiłem pewne starania w ZUS-ie, a to w związku z moją - zapewne spowodowaną zastraszaniem SB-eckim - ciężką chorobą serca - dano mi odpowiedź odmowną!

Teraz, mocno to podkreślam, nic dla siebie nie chcę - staram się jedynie o uznanie za osobę sterroryzowaną przez SB-ecję mojej odseparowanej ode mnie żony…

Jeszcze tylko dodam, że jedynym człowiekiem, który mi obiecał w tej dziedzinie poparcie, jest znawca dziejów Rozgłośni Polskiej RWE, mój były dyrektor, dbały o dzieje i o los nas - byłych pracowników Rozgłośni Polskiej - szlachetny Lechosław Gawlikowski!

Tyle na dziś.

*   *   *

Zobacz także:

10:41, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 105/2018

Jako były dziennikarz informacyjny RWE w Paryżu w pełni solidaryzuję się z komunikatem Oddziału Warszawskiego SDP dotyczącym próby podpalenia mieszkania dziennikarza informacyjnego Krzysztofa M. Kaźmierczaka, który stara się wyjaśnić okoliczności śmierci innego poznańskiego dziennikarza śledczego Jarosławy Ziętary. Sprawy nie znam. Ale uderza mnie to, że dziennikarze śledczy nadal bywają brutalnie ATAKOWANI...

Jak wiadomo, w czasie PRL ja sam i moja rodzina padała ofiarą anonimowych pogróżek, napaści, najrozmaitszych prób zastraszania, oszczerstw, kalumnii itd., itd. Jak też dobrze wiadomo np. moja rumuńska koleżanka, słynna Monica Lovinescu została w Paryżu ciężko pobita przez nieznanych sprawców. Bułgarski publicysta Markow został zamordowany w Londynie tak zwanym „bułgarskim parasolem”, a mój bułgarski kolega Kostow tylko prawie że cudem został uratowany od ukłucia tymże parasolem. Wszystko to jednak siłą rzeczy wytwarzało klimat grozy. Jak we wrocławskiej „Gazecie Obywatelskiej” pisał ceniony ekspert, Waldemar Maszenda, b. pułkownik UOP-u ( w artykule „MÓWILI W WOLNEJ”) rodziny (niektórych) pracowników RWE padały ofiarą zastraszania przez UB „a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to CIĘŻKIMI SCHORZENIAMI…!!!”

*   *   *

Zobacz także:



10:20, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 września 2018
Widziane z Paryża 104/2018

Jak mi donosi jeden z mych czytelników w Opolu, szczególnie uroczyście obchodzono tam 79. rocznicę początku II wojny światowej. Ponoć pani wicewojewoda Wioletta Porowska, świetnie przemawiając, mocno zaznaczyła: „Historia jest najlepszą nauczycielką: niech młode pokolenia zapamiętają: nigdy więcej wojny”!

Owo hasło: „Nigdy więcej wojny” ze szczególną energią głosi rzymska Wspólnota Sant Egidio oraz np. Zakon Franciszkanów!

Zapewne pewien niepokój w sferze bojowników o utrzymanie pokoju budzi to, że teraz, we wrześniu, Rosja chce przeprowadzić największe manewry wojskowe od czterdziestu lat, manewry z udziałem 300 000 żołnierzy. Jak słychać, projekt ten wywołuje zaniepokojenie na Ukrainie...

Niezależny waszyngtoński Instytut Studiów nad Wojną wydaje się być zdania, że rosyjskie wojska są zdolne i gotowe do szybkiej interwencji na Ukrainie… Zapewne w pewnej mierze zagrożone są też państwa bałtyckie. Tam rosyjskie tajne służby coraz to mocniej „penetrują” miejscowe, wysoce niezadowolone z obecnej sytuacji mniejszości rosyjskie – a być może nawet zbroją te mniejszości…

Jednym słowem, WSZYSTKO TO „ŹLE PACHNIE”!!!

*   *   *

Zobacz także:



10:41, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
piątek, 31 sierpnia 2018
Widziane z Paryża 103/2018

Swego czasu śp minister Janusz Krupski, kierownik Urzędu dla Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych zapewniał mnie, iż powstanie coś w rodzaju statusu „inwalidów Zimnej Wojny”, ofiar działań represyjnych PRL!

Mnie, przez ćwierć wieku korespondenta informacyjnego RWE, starającego się zdobywać, czasem kupować, informacje starannie przez PRL ukrywane; mnie, jednego z czołowych informatorów Jana Nowaka; mnie, nazywanego przez czerwoną prasę szpionem - odpowiednie służby PRL trzymały pod nieustannym obstrzałem (pogróżki, anonimy, dziwne telefony podsyłanie ewidentnych agentów SB, wytwarzanie atmosfery zagrożenia). Być może w związku z tym, kto wie, ciężko zachorowałem na serce. A jak np. pisał we wrocławskim piśmie b. pułkownik UOP-u Waldemar Maszenda, w artykule pt. „Mówili w Wolnej”, żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka - Jeziorańskiego były zastraszane przez SB i przypłaciły to ciężkimi schorzeniami… (wyjaśnię, że owe kampanie zastraszania godziły tylko w kilku szczególnie dla PRL groźnych pracowników RWE i w ich małżonki).

Mam nadzieję, że obecny, jak słyszę sprawny Szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk, związany z moją dawną dzielnicą Warszawy, z Ochotą, sprawę tę wyjaśni?

Apeluję o oparcie w tej sprawie również do jakże wybitnych profesorów historii: Jana Żaryna i Rafała Habielskiego. Zwracam się do nich obu i do ministra spraw zagranicznych RP Jacka Czaputowicza - także w innej sprawie. Jak już nieraz pisałem przed laty Minister Skubiszewski obiecywał mi nadanie specjalnego statusu np. dyplomatów honorowych nam, byłym działaczom dyplomacji emigracyjnej. Jednak wówczas „czerwoni z MSZ-tu” sprawę storpedowali (wyjaśniam, że będąc korespondentem RWE byłem równocześnie współpracownikiem kolejnych następców mego ojca, np. Xawerego Reya i Jerzego Ursyn-Niemcewicza. Będąc akredytowanym we Francji korespondentem RWE sam delegatem rządu być nie mogłem. Ale byłem oficjalnym radcą kilku kolejnych delegatur - wydawano odpowiednie legitymacje - spełniałem wiele misji jak, np. świadczy o tym moja korespondencja z Premierem Kazimierzem Sabbatem (obecnie we Francji żyje jeszcze dwóch b. emigracyjnych „dyplomatów”: Virydianna z Raczyńskich Reyowa i ja).

Cieszę się, że teraz wreszcie po latach staraniem dr hab. profesora Rafała Habielskiego ukażą się wspólnym nakładem IPN-u i MSZ rewelacyjne tajne raporty mego ojca, przez ćwierć wieku ambasadora Wolnej Polski w Paryżu.

Byłem wiernym przyjacielem szlachetnych pań: Marii z Mackiewiczów Kaczyńskiej oraz Izabeli z Głowackich Tomaszewskiej! Tragiczna ich śmierć była dla mnie też niesamowitym ciosem. Bardzo mi tych tak szlachetnych i wybitnych pań brak. Gdyby one żyły, na pewno sprawy dziś przeze mnie poruszane były by załatwione od lat!

*   *   *

Zobacz także:


10:16, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 sierpnia 2018
Widziane z Paryża 102/2018

W związku z mym wczorajszym dziennikiem spieszę sprecyzować, że bynajmniej nie potępiam w czambuł wszystkich byłych dyplomatów PRL. Wiem, że wielu z nich w ówczesnej trudnej sytuacji starało się na serio służyć polskiej racji stanu. Jednak jest rzeczą oczywistą, że dla dyplomatów PRL nasza emigracyjna dyplomacja stanowiła konkurencję! Fakty, że pewna liczba Francuzów przyjmowała ordery od mego ojca, oficjalnie nie uznawanego przez Francję „ambasadora Wolnej Polski”, że mój ojciec bywał zapraszany przez de Gaulle’a i innych czołowych francuskich mężów stanu - wszystko to musiało działać na nerwy dyplomacji PRL. Z inspiracji PRL-owów francuska prasa komunistyczna, np. dziennik „L’Humanité” określał nas mianem „POLSKICH ZDRAJCÓW I BANDYTÓW SPOD ZNAKU ANDERSA”.

Tak, wielu PRL-owskich dyplomatów nienawidziło nas, przedstawicieli wolnej Polski! A po wyzwoleniu, po roku 1989, eks-PRLowski MSZ nadal był nastawiony niechętnie do naszej EMIGRACYJNEJ DYPLOMACJI, negował jej znaczenie, nie chciał by brano ją na serio. To sedno sprawy.

Cieszę się więc bardzo, że teraz nareszcie MSZ i IPN dostrzegają znaczenie naszych emigracyjnych dyplomatów, ogromną wartość historyczną jej tajnych raportów! Jestem wdzięczny profesorom Habielskiemu i Żarynowi za zainteresowanie się tą sprawą!

*   *   *

Zobacz także:

17:03, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 101/2018

Z radością dowiaduję się od jakże wybitnego historyka dr hab. Profesora Rafała Habielskiego, że wreszcie teraz IPN w ściślej współpracy z naszym obecnym, jakże patriotycznym MSZ-tem, teraz kierowanym przez wysoce sprawnego Jacka Czaputowicza - podejmuje działania mające na celu publikacje raportów czołowych przedstawicieli dyplomacji legalnych władz RP na wychodźstwie w Londynie, owej tak znienawidzonej przez PRL i po dziś dzień także przez PRL-u spadkobierców dyplomacji emigracyjnej.

Chodzi o raporty mego ojca Kajetana Morawskiego, także o te Józefa Potockiego - przedstawiciela Wolnej Polski w Madrycie i całego zespołu, którego de facto szefem był Edward Raczyński - były kierownik MSZ-tu w emigracyjnym rządzie generała Władysława Sikorskiego, postać najwyższej rangi o wielkim rozumie i kolosalnych stosunkach.

Swego czasu, zaraz po upadku komuny, Minister Krzysztof Skubiszewski zapewniał mnie, że zajmie się sprawą uczczenia dyplomacji emigracyjnej, nada nam status dyplomatów honorowych RP. Nic z tego nie wyszło!!! Wpływy eks-PRL-owców były wtedy za wielkie.

Tak więc dopiero teraz ukażą się, wspólnym nakładem MSZ-tu i IPN-u wręcz historycznie rewelacyjne tajne raporty mego ojca, przedstawiciela Wolnej Polski we Francji. Raporty opracowane przez prof. dr hab. Rafała Habielskiego.

Co do byłych dyplomatów emigracyjnych w Paryżu, żyją jeszcze dwie osoby: 1) Virydianna z Raczyńskich Xawerowa Reyowa, wdowa po drugim z rzędu następcy mego ojca - już tylko delegacie legalnego rządu RP a nie ambasadorze RP w Paryżu, Xawerym Reyu, oraz następnie współpracownica ostatniego delegata Rządu RP w Paryżu Jerzego Ursyn-Niemcewicza. 2) Ja!

Po śmierci Xawerego Rey premier Kazimierz Sabbat nalegał, bym delegatem rządu został ja. Musiałem odmówić ze względu na mą pracę w RWE. Zgodziłem się tylko być radcą prasowym owej delegatury. I Virydiannie Rey i mnie, delegat Rządu Jerzy Ursyn Niemcewicz wystawił specjalne legitymacje służbowe. Gdy idzie o mnie, to już poprzednio spełniałem pewne misje dyplomatyczne dla ówczesnego Prezesa Rady Ministrów, Kazimierza Sabbata!

Przed laty przez pewien czas liczyłem, że Krzysztof Skubiszewski tak czy inaczej spełni swą zapowiedź i znajdzie specjalny status honorowy dla nas, emigracyjnych dyplomatów. Ale wpływy nas nienawidzących PRL-owców okazały się za mocne! Dopiero teraz nadszedł czas wielkiej odmiany!

*   *   *

Zobacz także:

16:56, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 100/2018

Znajomy pyta mnie: skąd bierze się Twój nieco dziś zaskakujący „kult” Lecha Wałęsy? W twym dawnym mieszkaniu na rue Grossetti wisiał afisz z portretem pana Lecha. A w rozmowach nie ukrywasz sympatii dla tego człowieka!

Odpowiedź ma jest prosta. Afisz z portretem pana Lecha swego czasu u mnie zawiesił Mariusz Kubik. Odwiedzający mnie Francuzi cieszyli się na widok portretu tego człowieka, który - jak mawiał jeden z mych francuskich sąsiadów - jest światowym symbolem walki z totalitaryzmem, walki o wolność i demokrację!A co do mnie, to swego czasu z ramienia Radia Wolna Europa nieraz dzwoniłem do Pana Lecha do Gdańska. Chętnie udzielał mi długich, bardzo godnych uwagi wywiadów o wówczas bieżącej sytuacji. A później, już w Paryżu, gdzie na dużej sali podpisywał dziennikarzom swą książkę dopiero co wydaną - Wałęsa nagle publicznie oświadczył, że i on chce kogoś poprosić o autograf. Chce bym ja, Maciej Morawski, jego wielokrotny rozmówca telefoniczny, też z mej strony dał mu swój autograf. Był tam też obecny mój (znakomity) dyrektor RWE Marek Łatyński. Ten, o ile dobrze pamiętam (ostatnio ma pamięć czasem „robi mi kawały”) nie tracąc głowy z miejsca mi powiedział: napisz coś miłego na kartce papieru. I tak też zrobiłem! Incydent dość zdumiewający opisało w specjalnych depeszach, które poszły na cały świat, kilka wielkich agencji prasowych. Sensacja nie lada! RWE zachwycone!!

Zawsze ten sam znajomy z kolei pyta: Jak oceniasz chyba niewątpliwą współpracę Wałęsy z UB przed laty? Moja odpowiedź i w tym wypadku prosta! Jak sobie dobrze przypominam, mój przyjaciel, opiekun, nauczyciel i Dyrektor Jan Nowak-Jeziorański uważał za jedno z mych zadań, zadań korespondenta polityczno-informacyjnego RWE, przeciąganie wybitnych ludzi PRL na naszą stronę. Umiał wybaczać im przeszłe postawy, czyny i wypowiedzi! Ostro się spierał na ten temat z Leopoldem Tyrmandem, przeciwnym wszelkiej (?) współpracy z byłymi komunistami, z niegdyś fanatycznymi „eks-czerwonymi”, itd., itd. Jak pamiętam, Nowak nieraz powoływał się na przykład świętego Pawła, który, nim oddał naszemu Kościołowi tak zasadnicze usługi, który, nim się nawrócił – był, jak to kiedyś Jan Nowak określił - żydowskiej religii fanatycznym, tępiącym chrześcijan „funkcjonariuszem”! Tak, Nowak nieraz do przykładu świętego Pawła nawiązywał!

Jeden z wysoce inteligentnych francuskich Polski przyjaciół mocno podkreśla, że wyraźnie przesadne ataki na Wałęsę są zapewne inspirowane przez wrogie Polakom czynniki i obce służby! „Komuś” zależy, by zaprzeczać ogromnym Polski historycznym zasługom w walce z totalitaryzmem, w walce o wolność i demokrację dla całej, tak zwanej „innej” Europy. Przesadne zarzuty godzące w lidera „Solidarności” wywołują mętlik w głowach, w pewnej mierze muszą podrywać światowy kult owego polskiego boju!

*   *   *

Zobacz także:

16:40, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 99/2018

Jak się dowiaduję z kilku stron,w kołach działaczy polonijnych, zarówno we Francji, jak i w niektórych innych krajów Europy Zachodniej prestiżem cieszy się teraz Biuro Polonijne Kancelarii Senatu RP, otwarte na dialog z Polakami z zagranicy, na ich propozycje i sugestie. W kręgach polonijnych bardzo dobrze widziany jest też obecny Marszałek Senatu RP Stanisław Karczewski, wybitny chirurg (specjalizacja chirurgia ogólna). Jest on, tradycjami swego zasłużonego od kilku wieków rodu, związany z powiatem grójeckim i - jak słychać - jest zdecydowanym obrońcą katolickiej rodziny i jej wartości. Fakt, iż Marszałek Karczewski jest cenionym lekarzem, też niewątpliwie robi na Polonii dobre wrażenie (w kręgach polonijnych, np. Francji, tutejsi polscy lekarze cieszą się wielką sympatią, grają znaczną rolę. Służą rodakom pomocą medyczną - wymienię choćby we Francji wybitnego kardiologa, dr. Henryka Zbigniewa Jankowskiego, który długo ofiarną opieką otaczał śp. Henryka Giedroycia; który od lat także leczy mnie, „weterana zimnej wojny”; który ofiarnie niesie pomoc medyczną tak licznym rodakom!).

Tak, jest rzeczą oczywistą, że obecny Senat RP, jego Marszałek, Senackie Biuro Polonijne, oraz cały szereg senatorów teraz wiele robi, by umacniać więzi ojczyzny z naszymi z zagranicy, co przecież z narodowego punktu widzenia jest tak istotne!! Odnotuję, że niezwykle mnie cieszy rozwój nauczania we Francji języka polskiego (np. me wnuczki tu urodzone z ojca cudzoziemca, uczą się tu polskiego, już znają nasz język!)

Nie mogę wyliczać tu wszystkich zasłużonych na polu współpracy z Polonią senatorów. Wspomnę więc tylko jednego spośród nich niezwykle wybitnego profesora dr hab. Jana Żaryna, speca gdy chodzi o najnowsze dzieje polskiego Kościoła Katolickiego i o historię polskiego ruchu narodowego, oraz speca w dziedzinie walki o prawdziwy obraz dziejów naszej emigracji politycznej, tej po roku 1945.; obraz przez kręgi wrogie tak zwanej „przedwrześniowej Polsce” celowo przeinaczany! Pewne, że profesor Żaryn wiele dokonał, by pokazać prawdziwy obraz naszych najnowszych dziejów! No i pewne, ze jego rola w Senacie ma wielką wagę, że dobrze służy sprawie polskiej!

*   *   *

Zobacz także:



16:31, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 sierpnia 2018
Widziane z Paryża 98/2018

Dr Hab. Profesor Aleksander Woźny, wysoko ceniony historyk naszej wojskowości odpowiada na me pytanie dotyczące generała Berlinga i jego roli we wrześniu 1944 roku oraz całej owego Generała postawy. Profesor Woźny przyznaje, że ocena tego dowódcy nie jest sprawą prostą: „każdy element dziejów Berlinga zasługuję na osobny wykład”. Jednym słowem spojrzenie nań jest skomplikowane tak jak skomplikowaną jest cała nasza najnowsza wojenna i powojenna historia. Generał Berling został pozbawiony dowodzenia dywizją. Powód? Forsowanie Wisły na pomoc Warszawie? Ale cała ta akcja nie mogła by się odbyć bez zezwolenia generała Rokossowskiego (syn warszawskiego robotnika zwolniony z łagru z wybitym okiem - Stalin kazał wstawić mu szklane oko). Rokossowski z kolei nie mógł w ówczesnym radzieckim systemie działać bez zgody Stalina! Jak wiemy, generał Berling „prowadził tych polskich żołnierzy, którzy nie zdążyli trafić do Andersa”. Od śmierci w Katyniu Berling uratował się dzięki swym lewicowym poglądom… Generałowie Berling i Rokossowski na pewno z bólem patrzyli na walczącą i płonącą Warszawę. Stalin krwawo „sprawdził” dywizję Berlinga pod Lenino… (12-13 października 1943 roku: atak przez bagno na umocnioną, okopaną niemiecką pozycję: JATKA!!!!) We wrześniu 1944 Stalin zapewne uważał: jak Polacy chcą,niech atakują. Przecież batalion nie zdobędzie miasta. A nikt nie będzie mógł powiedzieć,że Stalin nie chciał pomóc!!! Długo za komunistycznej władzy nad Polską o Berlingu,jego akcjach i żołnierzach mało się pisało, choć bywały odważne wyjątki… Za Gomułki też żołnierze Berlinga też zdawali się nie zasługiwać na pamięć Wówczas przesadnie oceniano rolę Armii Ludowej… Tyle w skrócie o poglądach profesora Woźnego na ten wielce godny uwagi temat.

Dodam, że wedle Aleksandra Woźnego na temat gry radzieckiej w owym okresie ważną jest książka Nikołaja Iwanowa, który zbadał dostępne akta rosyjskie. (Nikołaj Iwanow, ur 1948 w Brześciu, rosyjski dysydent,doktór habilitowany, profesor historii Polski, związany z Uniwersytetem Opolskim… Przez 15 lat pracował w radiostacji RWE/RL, między innymi też w sekcjach białoruskiej i kaukaskiej…).

Kończąc odnotuję, że pewien młody polski historyk, „nie życzący sobie, bym ujawniał jego nazwisko” jest zdania po pierwsze, że archiwa rosyjskie muszą zawierać jeszcze sporo dotyczących Powstania Warszawskiego danych, oraz po drugie działań całej tak wrogiej Berlingowi kliki Bolesława Bieruta, Hilarego Minca i Jakuba Bermana,kliki popieranej przez Wandę Wasilewską! Dowodzi on też, że po odzyskaniu niepodległości w roku 1989 historycy powiązani czy wywodzący się z owej kliki długo, prawie że do ostatnich lat „manipulowali” historią Polski celem wybielania owej „partyjnej góry”. Ogólnie biorąc celem wybielania środowisk wywodzących się z Polskiej Partii Komunistycznej…

Ów młody naukowiec jest zdania, że środowiska wywodzące się z KPP nadal stanowią w Polsce zamknięty a wpływowy klan. Podkreśla, iż mimo rozwiązania KPP przez Moskwę w dniu 15 maja 1938, mimo radzieckich czystek i prześladowań klany wywodzące się KPP cały czas prowadziły i do dziś prowadzą „swoistą grę polityczną”, oraz np. fałszują (?) najnowszą historię Polski. Podtrzymują mit o reakcyjności wielu Polaków i w szczególności byłej polskiej, „nastawionej na polski Londyn, rozkochanej w Polsce przedwrześniowej - emigracji politycznej”.

*   *   *

Zobacz także:

16:33, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 97/2018

Niewątpliwie pewną przeszkodą dla planów Stalina opanowania Polski był generał Władysław Sikorski. A to dlatego, że cieszył się w opinii publicznej świata zachodniego ogromnym autorytetem, był - jak mawiano - ŻYWYM, SYMBOLEM POLSKIEJ WALKI O WOLNOŚĆ. Był popularny np. w USA. Gdyby żył, trudnej by było Rooseveltowi i jego niekiedy chyba dość wyraźnie „proradzieckim” doradcom „puścić w trąbę” legalny i demokratyczny rząd RP w Londynie. Wielu poważnych historyków ZSRR i jej WYWIADU uważa, że zapewne na rozkaz Stalina zamach na samolot Sikorskiego zorganizował ówczesny szef brytyjskiego wywiadu w Gibraltarze, i jak się później okazało agent radziecki - Kim Philby! (może poważni rosyjscy historycy mający dostęp do archiwów Philby’ego mogliby tę sprawę zbadać. Wszak dla przyjaźni rosyjsko-polskiej ważne, by obecna Rosja wyraźnie odcięła się od ZBRODNI STALINA. Pierwszym wysoce pozytywnym krokiem na tej drodze było już ujawnienie prawdy o mordzie polskich f w Katyniu).

Należy też do końca udowodnić, że Stalin i jego wywiad pchał latem 1944 roku do powstania w Warszawie. Pamiętam,że już połowie lipca 1944 mówiono mi, iż Wanda Wasilewska przez radio wzywa Polaków do natychmiastowej walki zbrojnej (??)… Słyszałem wówczas też, że w kręgu drugiego oddziału AK (kręgu bliskim mej rodziny) są poważne osoby, będące zdania, że „z powstaniem nie należy się śpieszyć, że powstanie AK-owskie nie będzie mogło liczyć na pomoc Stalina, może ono osłabić opór wobec sowieckich planów…

A w obliczu tego co zaszło jasne, że Stalin nie chciał udzielić AK-owskiemu powstaniu znaczącej pomocy, stawiał na całkowite zniszczenie Warszawy tak związanej z rządem RP na wychodźstwie w Londynie.

Sprawą, która wymaga mym zdaniem dodatkowego przeanalizowania przez poważnych fachowców wojskowości, takich jak np. profesor Aleksander Woźny, jest być może jeszcze nie do końca wyjaśniony problem zachowania się generała Zygmunta Berlinga, odwołanego 30 września 1944 roku osobistym rozkazem Stalina ze stanowiska dowódcy 1 Armii Wojska Polskiego… Narzuca się pytanie, czy naprawdę do końca zostały krytycznie przeanalizowane wspomnienia Berlinga z tego okresu. Czy zajęto się zbadaniem tego, czy istnieją jakieś nieopublikowane zapiski Berlinga i jego otoczenia, co DOKŁADNIE WIEDZĄ NP. JEGO DZIECI… Uderza mnie, że oceny motywów działań Berlinga we wrześniu 1944 roku są NIESAMOWICIE RÓŻNE. Patrząc na sprawę z punktu widzenia tego, co wiemy o wielkich ambicjach BERLINGA - także i o jego planach wysoce oryginalnych politycznie, o jego sporach z grupą Wandy Wasilewskiej i Bolesława Bieruta, o jego marzeniach o kierowaniu w oparciu o jego Armię Ludową Polską - można przypuszczać, że ów generał jednak na serio zamyślał pomóc powstaniu i dzięki temu wziąć je pod swą własną kontrolę?...

Jedno pewne: „sprawa Berlinga” nie jest wyjaśniona do końca. Ciekawym jest problem poparcia, jakiego pewne sfery radzieckie udzielały Berlingowi „znienawidzonemu przez kierownictwo polskich komunistów, przez grupę Bieruta, Jakuba Bermana i Hilarego Minca…” Wydaje się być pewnym, że Berling wysuwał swoistą koncepcję Polski rządzonej przez jego wojsko a nie przez kompartię?… To też godne uwagi. Może wysoko fachowi historycy rosyjscy mogliby dotrzeć do jakichś archiwów ZSRR zawierających dotyczące postaw Berlinga stare sprawozdania?...

*   *   *

Zobacz także:

16:25, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 96/2018

Nawiązując do mych ostatnich dzienników przypominam sobie teraz jeszcze, że przed laty, w czasie mych paryskich rozmów z nimi o powstaniu warszawskim, dyplomaci Republiki Federalnej Niemiec, ludzie ze sfery niemieckiej szlachty starej i „dość wysoko postawionej”, formułowali także jeszcze dwa spostrzeżenia czy uwagi.

Po pierwsze, że w czasie drugiej wojny światowej Joachim von Ribbentrop - niemiecki minister spraw zagranicznych i cały Ausvertiges Amt trzeciej Rzeszy (posiadający wysokiej klasy analityków i fachowców), jakby nie liczył się, był spychany na boczny tor przez np. Goebbelsa, „nie miał nic do do gadania”. A Ribbentrop nie śmiał podsuwać Hitlerowi swoich i swego Urzędu ocen sytuacji i „propozycji podjęcia prowadzenia jakiejś gry dyplomatycznej” (sąd w Norymberdze skazał Ribbentropa na śmierć za całokształt jego działalności m.in. za jego działania na rzecz deportacji Żydów z krajów od Rzeszy uzależnionych do obozów koncentracyjnych - i po prostu za całą jego „przewrotną i agresywną” politykę zagraniczną…”).

Po drugie: moi rozmówcy byli zdania,że cała sprawa powstania warszawskiego potoczyła by się zgoła inaczej, gdyby udała tak zwana OPERACJA WALKIRIA, próba zabicia Hitlera dokonana 20 lipca 1944 roku przez pułkownika Clausa von Stauffenberga, oraz cała ówczesna - niestety nieudana - próba zamachu stanu.

Trudno się bawić się w przewidywania. Jedno pewne: wydany w dziesięć dni później idiotyczny z niemieckiego punktu widzenia rozkaz Hitlera zniszczenia Warszawy i wymordowania jej mieszkańców na pewno nie był w stylu mądrego arystokraty i katolika, jakim był Claus von Stauffenberg i nie był też w stylu kręgu jego przyjaciół. To jedno, co dziś można powiedzieć, nie wdając się w - zawsze wątpliwe - gdybanie „CO BY BYŁO GDYBY”… (pewni obserwatorzy bywali zdania, że Stauffenberg z miejsca by szukał jakiejś drogi ku dialogowi z Zachodem).

*   *   *

Zobacz także:

16:15, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 95/2018

Rozmówca nawiązuje do treści mego wczorajszego dziennika. I radzi, bym przeczytał wspomnienia Adama hr. Ronikiera, przez dłuższy okres w czasie okupacji prezesa Rady Głównej Opiekuńczej (wydawca: Wydawnictwo Literackie 2013). Ów rozmówca jest zdania, że z tych pamiętników jasno wynika, iż w wyższych sferach niemieckich bywali w szczególności po roku 1943 ludzie skłonni do „jakieś formy kompromisu z Polakami”. (???)


Skądinąd ów rozmówca zwraca mi uwagę na fakt,że to, iż w otoczeniu Hitlera byli agenci sowieccy, podsuwający mu myśli idące po linii dążeń Stalina (np. rozkaz całkowitego zniszczenia Warszawy) jest jednak dość mało prawdopodobne - wszak nieco wcześniej niepodziewany atak na ZSRR całkowicie Stalina zaskoczył. Moja odpowiedź prosta: relata refero, powtarzam przypuszczenia, które pewni Niemcy przed 60 laty w poufnej rozmowie mi przekazali! - zastrzegając, iż tylko chodzi o ich, niczym nie udowodniony, domysł. Inna rzecz, że na zdrowy rozum nie można wykluczać, że w 1944 roku pewni naziści mogli (?) już zdawać sobie sprawę z tego, że Hitler wiedzie Rzeszę ku niesamowitej klęsce. Ci cyniczni naziści mogli już wówczas szukać ratunku w ZSRR. Mówiono mi, że ponoć później pewna liczba nazistów poszła (?) na żołd NRD. Ale rzecz OCZYWISTA wszystko to jest bardzo mało jasne!!!

Przyznaję, że chodzi o serię dość mętnych i jednak mało prawdopodobnych domysłów… Jednak, na zdrowy rozum, chyba pewne, że gdyby Niemcy wycofali się z Warszawy i tylko militarnie blokowali jej obrzeża, gdyby w stolicy Polski mogli np. wylądować na Polu Mokotowskim przedstawiciele polskich, legalnych władz z Londynu - zachodni alianci i ZSRR mieli by - ostrożnie mówiąc TRUDNY PROBLEM… RZECZ JASNA IDZIE O NIEPOWAŻNE!! MYŚLENIE Z GATUNKU „CO BY BYŁO, GDYBY”…

Kończąc dodam: trzeba jednak uważnie przeanalizować, co o postawie Niemców pisze ADAM HR. RONIKIER… Niestety, tej książki jeszcze nie mam!

*   *   *

Zobacz także:



16:09, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 94/2018

Dziś 74. rocznica dnia wybuchu powstania warszawskiego. Oglądam ze wzruszeniem dotyczące tej tak ważnej dla naszego narodu daty programy (na ogół świetne) w TVP INFO.

Gdy chodzi o mnie, to wówczas, w wyniku zbiegu okoliczności, znalazłem się zablokowany wraz z mym ciotecznym bratem Jasiem Kicińskim, który właśnie co dopiero co wrócił z akcji partyzanckiej na Kielecczyźnie, i wraz z kilku innymi AK-owcami, w naszym domu przy Zimorowicza 4 (Spółdzielnia Mieszkaniowa Filtrowa). Nie mogliśmy udać się do części miasta opanowanej przez powstańców. Niemcy obstrzałem blokowali cała naszą część dzielnicy Warszawy, naszą część Ochoty. No i szybko pojawili się u nas żołnierze osławionej Brygady Bronisława Kamińskiego (Brygady Rona - Rosjanie na służbie SS). Wtargnęli oni do domów. Wypędzili nas do piwnic, gdzie odbywały się dantejskie sceny. Pijani żołdacy gwałcili nawet między innymi ranne dziewczyny (swego czasu moja ukochana kuzynka Dorota z Morawskich Mycielska spisywała relacje świadków owych ponurych wydarzeń). Później pognano nas na Zieleniak… Tam też żołdacy Rony okrutnie nas traktowali…

W międzyczasie, 6 sierpnia 1944 roku poległa na Woli moja starsza siostra Magda, łączniczka płk. „Radosława”, młoda zdolna poetka… M.in. autorka świetnego wiersza. Oto jego wyjątek: „JA TEN SAM ZAWSZE PIELGRZYM NIE POZNANY - PRAWNUK POLSKIEJ LEGENDY NA SZLAKU ZAWIŁYM - TAKA JEST MOJA MŁODOŚĆ DALEKA LEGENDA - I MĘKA ROZPOSTARTA NA WIETRZE JAK SZTANDAR”.

Rzecz jasna, gdy po wojnie znalazłem się w Paryżu, toczyły się też tu ożywione dyskusje dotyczące powstania warszawskiego. Dyskusje wyrażające różne i dobrze znane tezy. Ale rzecz jasna ogólnie otaczano najwyższym szacunkiem bohaterstwo powstańców. Mniej znane echa dotarły do mnie w rozmowach w latach pięćdziesiątych z dwoma czy trzema dyplomatami demokratycznych już Niemiec. Ci ludzie wspominali mi, iż wedle ich przekonania (o nie rozpowiadanie, którego prosili mnie oni, bo szło tylko o ich przypuszczenia) spece niemieckiego Auswärtiges Amt dobrze wiedzieli, że nakaz Hitlera zniszczenia Warszawy i wymordowania jej mieszkańców był z niemieckiego punktu widzenia ABSURDEM. Wspominali oni też, że pewni ludzie z ABWEHRY CANARISA uważali, że Hitlera inspirowali zapewne ukryci w jego otoczeniu agenci Stalina (???).

*   *   *

Zobacz także:

16:01, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 93/2018

Jeden z mych czytelników oburza się na to, że w mym dzienniku „zbagatelizowałem”tak zwaną aferę Aleksandra Benalii, sprawę pobicia jednego z uczestników sporej antyrządowej manifestacji. Na takie dictum przytoczę przypadkowo zasłyszaną opinie sklepikarza z 13. dzielnicy Paryża. Otóż ów kupiec, którego sklepową witrynę już jakiś czas temu rozbili chuligani-manifestanci, jest zdania, że Benalia wykazał się charakterem i poczuciem obowiązku unieszkodliwiając manifestanta -rozrabiacza, jednego z tych co rozwalają sklepy, rzucają kamieniami czy butelkami (czasem butelkami z benzyną) w policjantów!!! A pewna już, dobrze starsza, dama, też pochwala „męską postawę” Benalii, jest zdania, że na ogół chuligani sieją strach; nawet młodzi mężczyźni się ich boją. Owa dama kiedyś została napadnięta, jak mi mówi, przez młodego Araba, który wyrwał jej torebkę… Obecni przy tej scenie panowie ograniczyli się do dzwonienia po czasie na policję. Sami nie interweniowali mówiąc później, że owi chuligani mają noże! Że trzeba z nimi uważać!

Od siebie dodam, że cały szum w prasie w związku z ową pierwszomajową „aferą” Benalii, ujawnił wiele danych dotyczących głównego „ochroniarza” prezydenta! Jest to wysoce niewskazane - być może niebezpieczne. Myślę, że ZAGROŻENIE TERRORYSTYCZNE trzeba jednak brać BARDZO NA SERIO!

*   *   *

Zobacz także:



15:53, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 lipca 2018
Widziane z Paryża 92/2018

Dziś tylko krótko odnotuję, że zaskakuje mnie waga jaką zdaje się przybierać we Francji tak zwana afera Aleksandra Benalii - 26 letniego „ochroniarza” (szefa ochrony) prezydenta Macrona. Rzecz w tym, iż Benalia 1 maja udał się jako obserwator w kasku policyjnym na manifestację protestu przeciwko obecnej linii politycznej prezydenta i w pewnym momencie zdenerwowany agresywnym zachowaniem się manifestantów nieco pobił jednego z nich. Dodam od siebie: no cóż, poniósł go temperament! Ktoś tę scenę pobicia ponoć sfilmował na wideo. Prasa rozpętała burzę. I ta burza nadal się potęguje!

Jak dotąd Macron się w tej sprawie nie wypowiedział. Co ja świetnie rozumiem:prezydent ma ważniejsze sprawy, niż ten w gruncie rzeczy drobny incydent, niewłaściwy wyczyn podnieconego młodego (!) ochroniarza! W poniedziałek, 23 lipca, we francuskim Zgromadzeniu Narodowym odbędzie się publiczne przesłuchanie francuskiego Ministra Spraw Wewnętrznych, dotyczące tej sprawy w mym pojęciu nadmiernie i celowo rozdmuchanej. I chyba jednak dość drugorzędnej?

Jestem pesymistą. Z niepokojem patrzę w przyszłość. Przeraża mnie bałagan na Bliskim Wschodzie, także niezdolność krajów Afryki do zapewniania temu kontynentowi o szybko wzrastającej liczbie mieszkańców rozwoju gospodarczego, dalej: nacisk rzekomych uchodźców, de facto imigrantów ekonomicznych na Europę. Niepokojący jest też spowodowany także i tym naciskiem pewien niewątpliwy jednak pęd ku nacjonalizmowi w wielu krajach Unii (np. co jest chyba dość niepokojące, w Niemczech - zdaniem niektórych specjalistów skrajna prawica chyba zaczyna tam mieć „wiatr w żaglach”!). To są ważne problemy: INCYDENT SPOWODOWANY PRZEZ ZDENERWOWANEGO MŁODEGO OCHRONIARZA TO JEDNAK CHYBA SPRAWA MAŁEJ WAGI.

*   *   *

Zobacz także:

13:24, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 91/2018

W wielu krajach Europy „po cichu” w społeczeństwach narasta niepokój, poczucie zagrożenia! Coraz to więcej ludzi patrzy z niepokojem w przyszłość! Nie wygasają obawy dotyczące skrajnie islamskiego terroryzmu, ci lub inni nie wykluczają nawet terroryzmu nuklearnego. Panuje przekonanie, że wśród osiadłych czy osiadających w naszych, w tych czy innych krajach wyznawców islamu, bywają ludzie „gotowi do czynu”, tworzący co prawda niewielkie, ale mimo to niebezpieczne grupy skrajnie islamskich konspiratorów, mogące być może prędzej czy później dokonać naprawdę groźnych akcji terrorystycznych...

Jeden z mych rozmówców wskazuje na analogie historyczne. Dowodzi, że XX wiek jest dowodem na to, że ci co rządzili Europą, nic nie byli w stanie przewidzieć, nie dostrzegali w porę czających się za rogiem przyszłości niebezpieczeństw - także nieraz nieodpowiedzialnych ewolucji nastrojów tzw. szerokich mas, np. lecz nie tylko, Niemiec. Ów rozmówca jest zdania, że i dzisiaj sfery rządzące Europą nie dostrzegają (współczesnych) zagrożeń, nie są w stanie zbudować nowej, ekonomicznie, politycznie i militarnej zdolnej nas obronić przed „presjami z zewnątrz” i np. także naciskiem tak zwanych uchodźców – Unii!

Ze swej strony dodam: jedno pewne. Narasta w naszych narodach niewątpliwy chyba niepokój, niejasny strach przed jutrem, świadomość jakiegoś NIE DO KOŃCA OKREŚLONEGO ZAGROŻENIA...

*   *   *

Zobacz także:

13:19, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 90/2018

Dwie wysoce godne uwagi refleksje mych czytelników! Profesor dr hab. Aleksander Woźny, wybitny historyk wojskowości, wojen i znawca zapowiadających się zagrożeń i konfliktów, pisze mi: „Problem imigracji i skutków naporu imigracyjnego na Europę nieraz Pan już analizował. Historia osądzi rządzących surowo za to, co dzieje się np. na linii Afryka Pónocna – Europa. Bez wsparcia dla Afryki nikt tego procesu nie zatrzyma, zarabiać nadal będą przemytnicy ludzi…

Inny czytelnik mego dziennika jest zdania, że jasno dostrzegam lekkomyślność tych, co Europą rzadzą. Nie są oni i zapewne nie będą w stanie zahamować zalewania Europy przez potężny napór ludzi z Afryki i z Bliskiego Wschodu. Ów czytelnik przypomina, że przed setkami lat Cesarstwo Rzymskie runęło pod naciskiem ”barbarzyńców”. Trzeba nie tracić nadziei, że w Europie w końcu znajdą się ludzie, którzy zrozumieją, że trzeba pilnie zrobić porządek w Afryce i na Bliskim Wschodzie - pchnąć te regiony na drogę samodzielnego rozwoju.

Grubo dziś płacimy za niedawne złudzenia dotyczące arabskiej wiosny. Rządzący nami naiwniacy nie dostrzegli do czego ona prowadzi. Upadek systemów na pewno niedoskonałych, ale trzymających np. Libię w ryzach miał i ma katastrofalne dla nas skutki. Między innymi wydatnie się spotęgował fanatyzm islamski, który - nie trzeba się łudzić - nadal zagraża nam terrorem, kto wie, czy z czasem nie nuklearnym… Nie łudźmy się - nawet np. potężna Turcja wpadła w ręce zwolenników braci muzułmańskich.

W dalszym ciągu swej wypowiedzi rozmówca jasno wyraża przekonanie, że wszystko to jednak wysoce niepokoi masy Europejczyków. Musi wywoływać w naszych krajach takie lub inne ewolucje polityczne, modę na jednak niezbyt poważne ruchy narodowe…

Zdaniem rozmówcy właściwe wyjście z tej „podbramkowej sytuacji to mocna Unia Europejska zdolna śmiało i mądrze działać, być sprężystą, zdolną do skutecznej polityki - także i afrykańskiej, nie mówiąc już o koniecznym uzdrowieniu naszego europejskiego życia gospodarczego, do podjęcia wielkich robót unowocześniających nasze unijne infrastruktury (np. pilne, potrzebne nam są super szybkie pociągi z prędkością 500 km na godzinę - nie możemy także i w tej dziedzinie pozostać daleko w tyle za USA, Japonią czy także Chinami.

Tyle o owych - dziś dość charakterystycznych - opiniach mych dwóch czytelników…

*   *   *

Zobacz także:

13:15, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 89/2018

Dociera do mnie pytanie o poufne opinie mego ojca o tym co zaszło jesienią 1939 roku. O rolę ambasadora Francji Leona Noela w przemianach, jakie wówczas nastąpiły we władzach RP. Tak, mój ojciec był wówczas wraz z Jerzym Giedroyciem doradcą naszego ambasadora w Bukareszcie Rogera Raczyńskiego. Ów ambasador odegrał w owych przemianach znaczną rolę. Skądinąd mój ojciec miał dobre stosunki z Leonem Noelem.

O owych przemianach, o objęciu urzędu premiera przez generała Sikorskiego i prezydentury przez Władysława Raczkiewicza (z dniem 30 września 1939 r.) ojciec w swych książkach wiele pisał. Rzecz jasna, ojciec człowiek pełen umiaru i wyrozumiałości w swych pisemnych wypowiedziach unikał sformułowań zbyt drastycznych. Nie stawiał „kropek nad i”. Np. nie uwydatniał ogromu krytyk godzących w Rydza Śmigłego i w jego - jak się okazało - niemądry sztab. „Prywatnie” jednak mi mawiał, że nawet byli członkowie rządu Sławoja-Składkowskiego już w Rumunii mieli - jak wszyscy Polacy - niesamowicie za złe ekipie Rydza jej uprzedni tak naiwny - jak się okazało – optymizm: owo przedwojenne hasło „NIKT NAM NIE ZROBI NIC”; wręcz idiotyczną, jak się okazało, walkę z tak zwanym defetyzmem, niedocenianie mocy hitlerowskich wojsk czołgowych. Tezę, że zdołamy przez ładnych kilka miesięcy,do chwili nadejścia takiej lub innej pomocy z Zachodu stawić Niemcom czoło. W rozmowach ze mną ojciec nie ukrywał, że nie do końca rozumie, jak to możliwe, że Rydz był aż tak naiwny, i że - co gorsza - jego naiwnemu optymizmowi ufał minister Beck!

Jedno z pytań mego rozmówcy dotyczy ambasadora RP we Francji (od 20 lipca 1936 do 7 listopada 1939 r.), Łukasiewicza. Otóż, jak pamiętam z tego, co ojciec mój mawiał, wynikało, że Juliusz Łukasiewicz był tylko na 100% zaufanym Becka i Rydza, w ślad za nimi z uporem głosił naiwną tezę o mocarstwowości Polski, nie rozumiał Francuzów i nie umiał zręcznie z nimi gadać. Miał niewątpliwie w Paryżu pozycję o wiele gorszą od swego poprzednika, Alfreda Chłapowskiego, no i nie bardzo wiedział, że Francja nie jest w stanie podjąć natychmiast ofensywy na Niemcy, po to „by ulżyć Polsce...

Ojciec mój mawiał, że nie rozumie, dlaczego mądry Piłsudski „zostawił” kierownictwo polskiej polityki zagranicznej w rękach niezbyt mądrego Becka, a dowództwo naszej armii w rękach generałów, których sam określał jako „wiernych, ale miernych”… Rydz był człowiekiem wysoce „przyzwoitym”, lecz militarnie nadawał się nie na Naczelnego Wodza, lecz na dowódcę straży granicznej… Piłsudski ponoć mawiał: Beze mnie oni dadzą sobie oni rady… I miał, jak się okazało, sto procent racji!

Trzeba też bardzo jasno i do końca zdać sobie sprawę z faktu, że ogrom naszej błyskawicznej klęski niesamowicie nasze społeczeństwo zaskoczył. Wszak brało ono na serio zapewnienia władz, że nikt nam nie zrobi nic!

Co do Leona Noela, to niewątpliwie ów ambasador w przeciwieństwie do Rydza i Becka, świetnie się orientował w fakcie, że dywizje pancerne Hitlera armię polską w ciągu kilku dni rozbiją. Uważał stwierdzenie „SILNI, ZWARCI, GOTOWI” za absurd. Noel niewątpliwie przewidywał też cios sowiecki w polskie plecy. Pod koniec września 1939 wyraźnie popierał Sikorskiego. Chciał pełnej odmiany władz RP.

*   *   *

Zobacz także:

13:06, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 88/2018

Przed chwilą dostałem cenny podarek od jakże mi drogiej Virydianny z hr Raczyńskich hr Xawerowej Reyowej, córki b. Prezydenta RP na wychodźstwie, Edwarda hr Raczyńskiego (który był – obok Józefa Czapskiego, Jana Nowaka, Józefa hr Potockiego, Kota Jeleńskiego, Jerzego Giedroycia i kilku innych - czołową i naprawdę wysoce inteligentną postacią naszej drugiej wielkiej emigracji politycznej). Ten podareek to nowa książka o (od połowy XIX wieku „polskim”) zamku w Turenii, w Motresorze. Chodzi o książkę po francusku pt.: „MONTRESOR. UNE VIE DE CHATEAU” pióra Laurence Bulle (wydawca: La Geste, wiosna 2018 r.). Pani Bulle, znana i super dokładna pisarka nakreśla bogato i znakomicie ilustrowany obraz dziejów Montresoru, tego zamku oraz miejscowości oficjalnie uznanej za jedną z najpiękniejszych we Francji.


Szczególnie mnie zachwycają piękne, kolorowe zdjęcia obecnego „wnętrza” tegoż zamku i np zdobiących go obrazów. Między innymi ową książkę zdobią też „genealogiczne” zdjęcia rodu Reyów Branickich i Reyów, tych dziedziczących po Branickich, a pochodzących od słynnego Mikolaja Reja z Nagłowic („Polacy nie gęsi, też swój język mają”). Ileż pięknych zdjęć portretowych osób tak mi drogich: Marynci z hr Potockich i Stasia hr Reya, Virydianny i Xawerego i Virydianny, „Kitusia” Reyówny i jej męża, mego ciotecznego stryjecznego kuzyna, Sewera Morawskiego, itd., itd.

Tak, chodzi o książkę wielce godną uwagi. Świetnie też i nieraz kolorowymi zdjęciami ilustrowaną.

Kończąc wspomnę,że w sferach wiernych tradycjom wielu krajów Europy PRESTIŻ MONTRESORU - tego jednego z rzadkich zachowanych po dziś dzień „żywych nadal ośrodków pięknego bardzo stylu zachowywania się JEST NAPRAWDĘ WIELKI. No i - jak ktoś mądry mawiał - MONTRESOR TO ŻYWE MUZEUM EUROPEJSKIEJ ARYSTOKRACJI”.

*   *   *

Zobacz także:

12:51, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 87/2018

Jako zdecydowany zwolennik mocnej Unii Europejskiej, dodam używając ulubionego określenia mego ojca, „UNII NA FRANCUSKIM SOSIE” - jestem poważnie zaniepokojony obecną sytuacją polityczną w Europie. Już mocno zabolał mnie niewątpliwie Unię osłabiający BREXIT. Absurdem godzącym w jedność Europy, jedność tak konieczną w obliczu czających się za rogiem niebezpieczeństw, wydaje mi się być separatyzm kataloński, wskazujący drogę innym absurdalnym separatyzmom. Niepokoi mnie potęgowanie się nacjonalizmów w Europie. Wedle mych przyjaciół w Niemczech skrajna, nieodpowiedzialna prawica mogła by uzyskać w przyszłych wyborach aż 80 posłów!!!!! To źle pachnie! Ponoć nawet w Szwecji ruchy nacjonalistyczne potęgują swe wpływy…

Jedno pewne, Prezydent Macron ma sto procent racji, wskazując na potrzebę szybkiego wzmocnienia Unii! Ale to wymaga przyjacielskiego dialogu z całą Europą, także i z Polską, Czechami, Węgrami… Także i z Włochami.

Unia musi puścić w ruch jakiś ENERGICZNY jakby PLAN MARSHALLA dla Afryki i Bliskiego Wschodu. Skądinąd, stanowczo należy zahamować nacisk na nią „uchodźców” z owych krajów. No i dodam, także - choć to już nieco inna sprawa - zacieśnić swe więzy z Izraelem. Słuchać rad Izraela.

Nacisk mas uchodźców na nasze europejskiej kraje, oburza i drażni szerokie masy Europejczyków. Wpycha ich siłą rzeczy w objęcia skrajnej prawicy. Zagraża też pojawianiem się w Europie nowych islamskich terrorystów… Jednym słowem i z tego TRZEBA JASNO ZDAĆ SOBIE SPRAWĘ - JEST TO WIATR W ŻAGLE SKRAJNEJ PRAWICY! Tego właśnie do końca nie dostrzegła pani kanclerz MERKEL!

*   *   *

Zobacz także:

12:46, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 86/2018

14 lipca, francuskie święto narodowe. W telewizji oglądałem paryską defiladę. Wspaniała! Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tak, kocham nie od dziś francuską armię. W Jurkowie przed laty wychowywałem się będąc dzieckiem, pod wizerunkami mych przodków, żołnierzy Napoleona: generała Franciszka Morawskiego,wojskowego i poety, generała Dezyderego Chłapowskiego („czupurny Dezyderek”, niegdyś oficer ordynansowy owego cesarza), generała Jana Henryka Dąbrowskiego, szefa Legionów Polskich wchodzących w skład francuskiej armii, generała Turno...

Tak, kocham francuską armię i kocham Francję! Ojciec mój i Józef Czapski wlali w me serce kult francuskiej kultury także i politycznej, nacechowanej szacunkiem wszystkich narodów, duchem tolerancji, kultem autentycznej sprawiedliwości, rozwagi, rozsądku, oraz - i to też wielce istotne - sztuki i literatury!! Obaj: ojciec mój i Józio Czapski niewątpliwie stawiali na EUROPĘ NA FRANCUSKIM SOSIE, opartą na owych powyżej wymienionych wielkich wartościach francuskiej kultury. Wysoko też cenili tak precyzyjny język francuski, walczyli o FRANKOFONIĘ!

Wierny memu ojcu i Józefowi Czapskiemu walczę o FRANKOFONIĘ. Przygotowuję apel po francusku skierowany także do tak licznych Francuzów polskiego pochodzenia, do polonijnych organizacji tu, do między innymi do Wspólnoty Francusko-Polskiej, do Krzysztofa Jussaca, Barbary Miechówki, Romana Czajki - o podjęcie boju o zwiększenie umów o współpracy (jumelages) pomiędzy francuskimi i polskimi miastami, o zwiększenie liczby klas francuskiego w polskich liceach. No i rzecz jasna o rozbudowę przyjacielskiego dialogu politycznego Francja-Polska, dialogu opartego na przyjaźni i chęci wzajemnego zrozumienia się. Projekt takiego mego APELU już rozesłałem wielu osobistościom. Czekam na uwagi i reakcje.

*   *   *

Zobacz także:





12:38, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 lipca 2018
Widziane z Paryża 85/2018

Ojca mego czasem nazywano najbardziej profrancuskim z Polaków. I rzeczywiście, hasłem jego życia była walka o „Europę na francuskim sosie”, to znaczy opartą na pięknych wartościach francuskiej kultury politycznej takich, jak pełne poszanowanie prawa i sprawiedliwości, kult wiedzy i sztuki, poszanowanie wszystkich narodów i duch tolerancji. Cechowały go też: przyjaźń do i podziw Generała de Gaulle’a. Dość podobnie, jak mój ojciec, myśleli jego najbliżsi paryscy przyjaciele: Józio Czapski i Kot Jeleński.

A mnie, choć byłem i jestem stuprocentowym Polakiem, wiernym synem Wielkopolski - ojciec i Józio Czapski do serca wlali kult i miłość Francji. Jej, powiedziałbym, wolnościowej kultury. Jej literatury i sztuki. Tak będąc stuprocentowym Polakiem równocześnie nie od dziś wiodę bój po hasłem: „WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI”.

Ostatnio podjąłem bój o więcej klas języka francuskiego w polskich liceach, oraz o zwiększenie ilości umów o braterskiej współpracy miast i miasteczek francuskich i polskich. Apeluję do mego kościańskiego liceum oraz do - niegdyś królewskiego - miasta KOŚCIAN o odegranie w oparciu o radcę Stanislasa Pierreta z Ambasady Francji w Warszawie - pewnej roli w tej akcji! Kościan, bogaty tradycją oddanych Francji przyjaciół: Generała Dezyderego Chłapowskiego z Turwi i ambasadorów: Alfreda Chłapowskiego z Bonikowa i Kajetana Morawskiego z Jurkowa - jest do odegrania takiej roli wyraźnie powołany!!

Tak - jasne dla mnie, że my Polacy winniśmy walczyć o Frankofonię, o rolę w świecie języka francuskiego, tak jak to podkreślał mój ojciec: ścisłego i w przeciwieństwie do angielskiego - PRECYZYJNEGO!!!

Myślę, że wierni swej narodowej tradycji winniśmy my, Polacy, walczyć o rolę Francji w Europie i świecie!!!! Poprze nas w tej dziedzinie czołowy działacz Frankofonii, niegdyś bliski przyjaciel Jerzego Janowskiego, Joel Broquet. Stawiam w tej dziedzinie między innymi na „Wspólnotę Francusko-Polską”, na Krzysztofa Jussaca, na Barbarę Miechówkę, na Romana Czajkę.

Mam nadzieję, że ze strony francuskiej do tej akcji włącza się np. miasta takie jak np. Lens, gdzie przez lata ukazywał się dziennik „Narodowiec” oraz Amiens, skąd wywodził się młodo zmarły, tak ceniony przez Józia Czapskiego, malarz Jean Colin d’Amiens (patrz: biografia „Jean Colin d’Amiens” pióra Vincent Guilliera; Editions Encrage). Jean Colin d’Amiens był mężem Elżbiety Plater Zyberk - siostrzenicy Czapskiego. Ośmielam się przypuszczać, że dzieła tego, jakże wybitnego zdaniem Czapskiego malarza, winna znać, tak sztuką piękną zainteresowana pani Brigitte Macron - żona obecnego prezydenta Francji, także wywodząca się, tak jak jej mąż i jak Jean Colin, z Amiens!!!)

Kończąc wyrażę nadzieję,że świetna paryska galeria „LE ROI DORE” zainteresuje się Jean Colin d’Amiens.

*   *   *

Zobacz także:

18:49, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 84/2018

We wczorajszym dzienniku pisałem o walce o ”więcej Francji w Polsce i Polski we Francji!” Rzuciłem hasło współpracy polskich i francuskich liceów. Apelowałem do mego dawnego liceum w Kościanie, do jego kierownictwa, do związku absolwentów (do pani Albińskiej), rzecz jasna także do tak mi drogiego wicedyrektora Wojciecha Morawskiego o zatelefonowanie w tej sprawie do sekretariatu radcy Stanislasa Pierreta w Ambasadzie Francji w Warszawie (trzeba się pospieszyć, bo niezadługo opuszcza on Warszawę) o znalezienie dla naszego liceum w Kościanie dobrego partnera we Francji! Takie umowy między polskimi i francuskimi liceami winny się mnożyć. W polskich liceach winny powstawać klasy nauczania francuskiego! Stare, Królewskie Miasto Kościan, miasto z którym tak przez długie lata związani byli wybitni utrwalacze przyjaźni Polska-Francja, np. ambasadorowie: Alfred Chłapowski i Kajetan Morawski, także w pewnym okresie ulubiony oficer ordynansowy Napoleona Dezydery Chłapowski („czupurny Dezyderek”) - samo też winno pod hasłem współpracy - także i gospodarczej - wejść w umowę z jakimś odpowiednim francuskim miastem! Apeluję w tej sprawie do licznych w naszym regionie przyjaciół Francji: do pani Iwony Jęcz, do rodu Kuźmińskich itd., itd.

Rzecz w tym by we Francji znaleźć dynamiczne miasto, skłonne na serio wziąć się za modelową współpracę z Kościanem, za rozbudowę współpracy kulturowej, lecz także i wymiany handlowej i gospodarczej z tym starym polskim, królewskim niegdyś grodem.

Obecność coraz to większej liczby takich sprzężonych z francuskimi miastami polskich miast, to sprawa wielkiej wagi. I dla Polski i dla Francji - i nawet dla Unii - to byłby jednak chyba mały, lecz istoty krok naprzód w budowie zwartej i bezpiecznej Europy.

Takie posunięcia mają szczególną wagę dziś, gdy pewne - jak mi się zdaje – obce siły, nie chcą dopuścić do dalszego jednoczenia się Europy. Gdy być może wspomagają one, tak czy inaczej, Brexit i kto wie, czy nie separatystów katalońskich - być może sprytnie podsycają one ogień europejskich najróżniejszych sporów. W każdym razie ja, stary ekspert, mocno odnoszę czasem takie wrażenie!

*   *   *

Zobacz także:

18:39, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 83/2018

Dziś pragnę ponownie się zająć kluczową w mym pojęciu sprawą! Walką pod hasłem „WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI”!!

Jako pierwszy krok w tej dziedzinie widzę budowanie ścisłej współpracy między pewną liczbą polskich i francuskich liceów. Więcej niż dotychczas polskich liceów winno wyposażyć się w klasy języka francuskiego. Liczę w tej dziedzinie na panią Iwonę Jęcz, na pana Andrzeja Kuźmińskiego, na Wojtka Morawskiego - wicedyrektora mego ukochanego liceum w Kościanie (chętnie uznaję pana Wojtka za mego krewnego - jak to dawniej mawiano, „przyjmuję go do herbu, za krewnego chcę uważać...”).

Misja w Polsce mego przyjaciela Stanislasa Pierreta dobiega końca. Ważne więc, by jak najszybciej zadzwonić do jego sekretariatu we francuskiej ambasadzie w Warszawie, by z miejsca „puścił w ruch” współpracę liceum w Kościanie z jakimś dużym prowincjonalnym liceum we Francji. Liczę że sprawę poprą „Wiadomości Kościańskie” a także Radio Merkury oraz czasem docierający do Paryża znakomity „Głos Wielkopolski”!!

Ziemia Kościańska - ojczyzna Generała Dezyderego Chłapowskiego (tak cenionego przez Napoleona jego oficera ordynansowego - jak mawiał ów cesarz - „czupurnego Dezyderka”), ambasadorów: Alfreda Chłapowskiego z Bonikowa, który przez lat kilkanaście (1924 - 1936) umacniał przyjaźń polsko-francuską, i Kajetana Morawskiego z Jurkowa – w październiku 1943 roku pierwszego z wszystkich ambasadorów akredytowanych przy rezydującym wtedy w Algierze Rządzie Wolnej Francji, później przez ćwierć wieku ambasadora „wolnej Polski” przy Francji - ambasadora nie uznawanego lecz TOLEROWANEGO, człowieka walczącego o Europę na francuskim sosie, to jest o Europę opartą na pięknych wartościach francuskiej kultury politycznej takich jak kult wiedzy, tolerancyjność, umiejętność prowadzenia rozładowującego napięcie dialogu...

*   *   *

Zobacz także:

18:28, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum

© Maciej Morawski
Paryż - Warszawa 2007-2018
All rights reserved

Administracja serwisu:

Mariusz Kubik

Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

Stowarzyszenie RWE im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego / www.wolnaeuropa.pl



Materiały - zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki, zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).