czwartek, 08 listopada 2018
Widziane z Paryża 116/2018

Czytelnik zapytuje mnie, czemu od kilkunastu dni nie piszę dzienników. Odpowiedź prosta: mam pewne kłopoty ze wzrokiem. Czekam na operację katarakty także na prawym oku (w lewym już tego zabiegu dokonano) i na zapisanie mi nowych okularów. W ciągu 10 tygodni wszystko to ponoć będzie załatwione!!! Na razie dość trudno przychodzi mi pisać.

Nie wykluczam jednak, że jeśli będę uważał za swój pilny obowiązek poruszyć jakiś temat ważny w odczuciu starego speca od np. jakichś, tak czy inaczej ukrywanych spraw, to jednak i teraz dokonam próby napisania dziennika. Od lat uważam za swój obowiązek w razie potrzeby bić na alarm! I tym samym służyć Polsce, także Francji i Europie. Tak całe swe życie ja ogłaszany SZPIONEM i prześladowany niekiedy dość skutecznie (np., lecz nie tylko, CIĘŻKA CHOROBA MEJ ŻONY) przez te czy inne „czerwone” tajne służby reżimu komunistycznego - walczyłem o WOLNĄ POLSKĘ.

Taka już moja cecha, odziedziczona po mym ojcu, który zawsze dbał, bym nie zapominał, że jestem potomkiem Jana Henryka Dąbrowskiego, a także innych generałów służbie Polski oddanych: Morawskiego, Chłapowskiego… I że muszę iść wytyczoną przez nich drogą.

*   *   *

Zobacz także:

16:29, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 listopada 2018
Widziane z Paryża 115/2018

Jak na razie uwagę Polaków, rzecz jasna, absorbują wybory samorządowe, oraz to, czy Zjednoczona Prawica potrafi na szczeblu lokalnym znaleźć sobie, tu i ówdzie tak jej potrzebnych, sojuszników; skądinąd pewni, na ogół nieźle poinformowani obserwatorzy są zdania, że w związku z ewidentną porażką polityczną, może upaść dotychczasowe kierownictwo PSL-u uważane za „mało zręczne”… (?)

Z kolei ponoć 26 maja 2019 roku mają mieć miejsce WYBORY EUROPEJSKIE, mogące się okazać zdaniem niektórych politologów TYM RAZEM SZCZEGÓLNIE WAŻNE. Ważne dlaczego? Z prostego powodu. W całej Europie coraz to wyraźniej narasta poczucie,że obecne kierownictwo Unii Europejskiej nie zdało egzaminu, np. nie potrafiło załatwić sprawy naporu na Europę mas blisko-wschodnich i afrykańskich. Narasta nawet przekonanie,że na dłuższą metę ten nacisk może poważnie zagrażać Europie, trochę podobne ja niegdyś nacisk tak zwanych BARBARZYŃCÓW zniszczył IMPERIUM RZYMSKIE!

Jedno pewne. Chyba jasne, że w wielu krajach naszego kontynentu potęguje się pragnienie zupełnie innego niż obecnie kierownictwa Europy!!! Kierownictwa zdolnego np. ZROBIĆ PORZĄDEK na Bliskim Wschodzie i w Afryce, także metodą jakby nowego Planu Marshalla dla tych regionów…

Tak więc jasne, że w Unii Europejskiej „idzie nowe”, że dotychczasowe kierownictwo tej Unii ma, ostrożnie mówiąc, coraz to więcej przeciwników. Na marginesie tych uwag wskażę na charakterystyczną zapowiedź wycofania się Angeli Merkel. To też niewątpliwy znak końca pewnej epoki!

*   *   *

Zobacz także:

11:08, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 114/2018

Długie lata bolszewickiej władzy, długie lata ponurej PRL niewątpliwie chyba dość jednak mocno zaciążyły na mentalności naszego narodu; Czerwona propaganda szerzyła fałszywy zgoła obraz naszej przeszłości, w tym fałszywy obraz np. tak zwanego naszego XX-lecia Niepodległości oraz okresu okupacji, walki AK i naszego legalnego Rządu RP na wychodźstwie w Londynie.

Te nachodzące obchody stulecia niepodległości winny pozwolić na ostateczne „przełamanie” sfabrykowanego przez sługusów ZSRR karykaturalnego obrazu rzekomo dominowanej przez „jaśniepanów” i obszarników przedwrześniowej Polski. Na marginesie powyższych uwag podkreślę, że niestety pozostała nam jedna bardzo szkodliwa dla Polski cecha lat dwudziestolecia niepodległości. Owa polska - jak mawiał mój Ojciec chcący Polsce służyć ponad podziałami - mocno pachnąca histerią kłótliwość! Owa kłótliwość tak np. obecnie rzucająca się w oczy, kłótliwość, siłą rzeczy „rozgrywana” przez tych czy innych obcych. Kłótliwość w mym odczuciu PIEKIELNE NIEBEZPIECZNA, a to w obliczu niebezpieczeństw jak zawsze „czających się za rogiem”. Wymienię np. obecne próby rosyjskich agentur , agentur tak mocnych we Lwowie - skłócenia Polski z Ukrainą. Na dalszą metę na uwagę zasługuje zarysowująca się jednak pewna tendencja do narastania nacjonalizmu w Niemczech, a to w wyniku dotyczących imigracji błędnych posunięć Kanclerz Angeli Merkel. A chyba jasne, że niemieccy nacjonaliści tak czy inaczej i często bywają skłonni do dialogu i współpracy z ROSJĄ… TYLE, OT TAK OD RĘKI, NA DZIŚ.

*   *   *

Zobacz także:

10:59, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 października 2018
Widziane z Paryża 113/2018

Wczoraj wybory w Polsce. Ja, polski patriota z zagranicy, wyników nie komentuję. Chcę Polsce służyć, jak mawiał mój śp ojciec, PONADPARTYJNIE! Z dawnych lat lubię Lecha Wałęsę - mego ulubionego rozmwcę (sporo telefonicznych wywiadów dla RWE!!). NAJWYŻEJ zaś ceniłem dwie kobiety: Marię z Mackiewiczów Kaczyńską oraz Izabelę z Głowackich Tomaszewską. One dbały o los nas, byłych bojowników emigracji o wolność walczącej!! Nie puszczały nas „w trąbę”, jak to czasem w modzie…

Ale ad rem. Rozmówca pyta, czy IPN uznał mnie za OSOBĘ POKRZYWDZONĄ? Owszem tak, mam stwierdzające to zaświadczenie z 14 kwietnia 2004 r.!! Jest natomiast prawdą, że w roku 2004 kilka tygodni wcześniej mi tego zaświadczenia odmówiono. W połowie (?) roku 1945 w Kościanie podpisałem oświadczenie lojalności Rządowi Tymczasowemu Jedności Narodu. Byłem w OMTUR-ze. Kierownik PPS w Kościanie, AK-owiec Edward Boryczko kazał mi to podpisać i zapoznał mnie z jakimś pracownikiem UB w powiecie, mówiąc o nim: to „nasz człowiek” (w kilka miesięcy później ów „nasz człowiek” zniknął. Poznańskie UB go szukało. Już w Poznaniu przyszedł do mnie na początku roku 1946 roku jakiś młody UB-ek. Powiedział mi, że ów facet z Urzędu w Kościanie to zdrajca. Zaproponował mi współpracę. Stanowczo tego odmówiłem, gdy naciskał - zagroziłem, że poskarżę się Rektorowi Uniwersytetu. Dał mi spokój…

Kościan do połowy 1948 roku był, jak mawia słynny redaktor Jerzy Zielonka „AK-owską Wyspą na Morzu Czerwonym”. AK-owcy którzy w Kościanie do jesieni 1848 rządzili, stawiali najprzód na Mikołajczyka, a później na... Gomułkę!

Wraz z mą matką wyjechałem jesienią 1946 roku do Francji, do mego ojca. Jak podkreśla wybitny polski historyk, daty są tu SUPER WAŻNE. Gdyśmy wyjeżdżali, działał jeszcze Tymczasowy Rząd Jedności Narodu. Ja, nieletni gdy wystawiano ten dokument - jechałem jeszcze na paszporcie matki… Wieźliśmy dla ojca propozycję wysokiego stanowiska w Polsce (od Eugeniusza Kwiatowskiego). Ojciec powiedział nam, że chce na Zachodzie walczyć o WOLNĄ POLSKĘ. Wyraził słuszne, jak się wkrótce okazało, przekonanie, że Kwiatkowski rychło pójdzie w odstawkę!!! Ojciec, podobnie jak bliski mu de Gaulle, właściwie oceniał Stalina...

Rzecz jasna SB w wojnie ze mną, w jej oczach groźnym wrogiem ustroju, robiła co mogła, by mnie w oczach Amerykanów niszczyć!!! W roku 1954 SB zadało znaczący cios w me życie. Byłem studentem Kolegium Wolnej Europy w Strasburgu. Moja praca naukowa o stachanowiźmie w Polsce została wyróżniona. Miałem szansę na stypendium doktoranckie na politologię w USA. Ale nagle powiedziano mi: „nic z tego”: nadszedł do Wolnej Europy donos, że w roku 1945 w Kościanie był Pan „krwawym komunistą” i że jest pan homoseksualistą. Gdy w kilka lat później RWE dało mi etat korespondenta informacyjnego w Paryżu, spytałem co z tym starym donosem. Odpowiedź brzmiała: niech się Pan tym donosem nie zajmuje. To był donos „z tamtej strony” sprawę dobrze znamy...

A jakiś czas temu ktoś rozpowiadał, że pamięta jak jesienią 1948 roku oklaskiwałem w Warszawie zjednoczenie organizacji młodzieżowych PPS-u i PPR-u. A tymczasem w roku 1948 byłem już od kilkunastu miesięcy w Paryżu!!!

Ale o tym dosyć na dziś… Tylko dodam że muszę przyznać, iż wojna SB ze mną, bezustanne STRASZENIE okazała się dość skuteczną. Moja żona ciężko zachorzała a ja - ciężko chory na serce - też jestem „Weteranem Zimnej Wojny”.

*   *   *

Zobacz także:

16:32, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 października 2018
Widziane z Paryża 112/2018

Znajomy wyraża zdziwienie, że pewnych faktów „z pozoru tylko drobnych” nie odnotowuję. Błąd ten więc z miejsca naprawiam. Kilka miesięcy temu w barku (bureau de tabac) na rogu avenue de Versailles jakiś facet nagle mocno rzucił mnie o ścianę mówiąc po polsku: „TY SZPIONIE,TY FASZYSTO, DOSTANIESZ W CZAPĘ” oraz natychmiast zniknął. Chciałem iść ze skargą na policję. Mądra znajoma mi to odradziła, mówiąc, iż w komisariacie czeka się dwie godziny i „cóż oni mogą zrobić poza odnotowaniem wydarzenia”…

Skądinąd dostaję teraz czasem dziwne listy,podpisane nic mi nie mówiącymi nazwiskami. Za czasów PRL w ramach kampanii zastraszania (ponoć metoda nauczona SB przez NKWD) też dostawałem czasem dziwaczne anonimy i telefony z pogróżkami. Zajęty zbieraniem informacji dla Nowaka, nie zajmowałem się tym. Gorzej, że na ulicy zaczepiano moją żonę i jej wygrażano… Biedna, brała to na serio! Jest dziś INWALIDĄ ZIMNEJ WOJNY i ciężko chora!

Obecne dziwne listy, jak pamiętam, zarzucały mi, że cenię Bronka Wildsteina, dowodziły - co stanowi całkowity wymysł i absurd (!!), że na swą korzyść sprzedałem dom SPK w Lille (a tymczasem ja o tej sprzedaży w ogóle nie wiedziałem). Listy te szyderczo przekręcały mój szlachecki przydomek DZIERŻYKRAJ!

Otoczenie mej żony widząc, jak jest przerażona, żądało, bym zmienił pracę. Ale ja chciałem - jako „wywiadowca” RWE - Nowakowi służyć. Pamiętałem, że wiosną 1939 Witold Morawski mówił, że dobra informacja to klucz do wygranej, że sztab Rydza bredził, iż „wystarczy zakopać brony a czołgi niemieckie nie przejadą”!! Pułkownik Witold Dzierżykraj-Morawski, pośmiertnie generał, wpoił mi od dziecka wiarę w znaczenie dobrej informacji…

*   *   *

Zobacz także:

13:00, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 września 2018
Widziane z Paryża 111/2018

Czytelnik stawia trzy pytania. Pierwsze z nich dotyczy tego, czy PRL próbowało mnie ściągnąć do kraju? Tak, gdzieś w drugiej połowie lat pięćdziesiątych, Jerzy Zawieyski, wówczas członek Rady Państwa PRL i wówczas częsty gość w Paryżu (poznałem go za pośrednictwem Józefa Czapskiego) pewnego dnia mi powiedział, że minister Handlu Zagranicznego PRL, sympatyczny Witold Trąmpczyński, niepodziewanie oświadczył mu, że wie, iż on (to jest Zawieyski) mnie w Paryżu czasem widuje. Dodał, że ja jestem jego krewnym (??). Nic o tym nie było mnie wiadomo i do dziś nie wiem, czy to prawda… Że, jeśli wrócę do Polski, weźmie m swego szefa gabinetu czy coś takiego… Wydaje się PRAWDOPODOBNE, że Trąmpczyński miał zgodę, czy nawet polecenie wysunięcia takiej propozycji, którą oczywiście z miejsca odrzuciłem (zapewne szło o zadanie ciosu memu ojcu, którego mocna pozycja we Francji, przyjaźń z de Gaulle’em itd., itd. kierownictwo warszawskie musiała irytować!!!). Innych propozycji tego typu ne pamiętam.

Wyjaśnię też, że Zawieyski swych kontaktów z czołowymi emigrantami nie ukrywał. W owym „popaździernikowym” okresie miał ma nie zgodę Kliszki. Co nie zmienia faktu, że nieraz dowiadywałem się od tak zwanego „Zawieja” sporo ciekawych politycznie informacji, które wtedy jeszcze za pośrednictwem mego poprzednika na na stanowisku korespondenta śledczo-informacyjnego Rozgłośni Polskiej RWE w Paryżu przekazywałem do Monachium…

Drugie pytanie tegoż czytelnika dotyczy tak zwanych „klubów” dla młodzieży z kraju organizowanych w Paryżu przez Związek Polskiej Młodzieży Chrześcijańsko Społecznej, którego od 1955 roku ja, po Janie Kułakowskim, byłem prezesem. Związek wchodził w skład potężnej wówczas Międzynarodówki Młodych Chadeków, kierowanej wtedy kolejno przez dwóch wybitnych, młodych wówczas Polaków: Edwarda Bobrowskiego i następnie Stanisława Gebhardta. Owe „kluby” dla młodych z kraju odwiedzających Paryż to były kolejno dwa różne mieszkania, wynajęte na moje nazwisko. Pieniądze na wynajem lokalu i na inne koszta ze źródeł amerykańskich zdobywał jakże wpływowy wtedy Gebhardt. Mieliśmy zawsze panię do prowadzenia tego lokalu, młodym z kraju dawaliśmy książki, np. wydawnictwa Giedroycia, pisma emigracyjne,herbatę i zakąski. O istnieniu lokalu dowiadywali się owi młodzi jedni od drugich. Akcja trwała lat kilka. Później zastąpiło ją centrum duszpasterstwa młodzieżowego Ojca Placyda Galińskiego OSB, później - o ile się ne mylę - przeora w Tyńcu.

Trzecie pytanie tegoż czytelnika: jak to możliwe, że nikt z naszych władz nie zainteresował się losem Pańskiej żony, która ciężko zachorzała w wyniku zastraszania i „wojny psychologicznej SB”? Odpowiem krótko: niestety szlachetny Janusz Krupski zginął w kwietniu 2010 roku pod Smoleńskiem...

*   *   *

Zobacz także:

18:38, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 110/2018

Czytelnik pyta: jak to się dzieje, że ty, którego żona poważnie zachorzała w wyniku zastraszań przez „CZERWONEGO”, że ty, któremu komunistyczne pomówienia i donosy pozbawiły możliwości zaplanowanych studiów politologicznych w USA, nie nienawidzisz ludzi PRL-owskiego systemu? Im teraz przeszłość wybaczasz?!

Moja odpowiedź prosta! Józef Czapski i mój Ojciec wpoili mi przekonanie, że trzeba godzić polaków. a Jan Nowak też mi mawiał, że ludzi reżimu trzeba przeciągać na naszą stronę, pamiętać, że omamiła ich jednak potężna i czasem zręczna sowiecka akcja propagandowa.

Dodam jeszcze,że Ojciec mój mawiał, że groźną dla kraju polską chorobą jest nasza niesamowita kłótliwość i brak wszelkiej wyrozumiałości. Ojciec w czasie zamachu majowego kierownik MSZ-tu w rządzie Wincentego Witosa, poszedł nieco później na współpracę w służbie Polsce z grupą Prezydenta Ignacego Mościckiego i wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego. Latem 1939 roku wraz z Kwiatkowskim zabiegał o powołanie do życia Rządu Jedności Narodu. Sprawę storpedował Rydz Śmigły.

Ojciec mój wiedział, że Beck i Rydz się łudzą. Na serio wierzą, że Polska jest „silna, zwarta, gotowa”. Naiwnie liczą na natychmiastową ofensywę na linię Zygfryda naszych zachodnich sojuszników. Nie spodziewają się sowieckiego ciosu w nasze plecy itd., itd. Do tego ojciec wiedział, że Rydz to porządny człowiek, ale naiwny dowódca.

Z kolei, w roku 1946 Eugeniusz Kwiatkowski, gdyśmy z matką jechali do Paryża, namawiał nas, by ojca ściągnąć do kraju, bo potrzeba zdolnych i uczciwych ludzi, by Polskę odbudowywać (Kwiatkowski był wtedy ministrem Odbudowy Wybrzeża). Ojciec naciskany w tym samym duchu przez Francuzów, odpowiedział gaullistom, że nie będzie słuchał rad Wolnych Francuzów ale wybierze ich przykład! Nie wrócił, bo wyczuwał, że Stalin, wierzący tylko w metody policyjne, lada chwila zaostrzy kurs… I tak też stało się w drugiej połowie roku 1948, np. Kwiatkowski znalazł się w Krakowie w całkowitej odstawce.

Ojciec czuł pismo nosem. Wiedział, jak ponurym zwolennikiem policyjnego terroru jest Stalin. Ale przed swą śmiercią w Paryżu a później w Domu Spokojnej Starości w Lailly-en-Val mawiał, że system komunistyczny musi runąć (tak też uważał de Gaulle). Ojciec mawiał, że po upadku „komuny” mym zadaniem będzie godzić Polaków jednych z drugimi, godzić wytrwałych niepodległościowców w tymi, co w dobrej wierze poszli (by Polskę rozwijać np. gospodarczo) na kompromis z „czerwonym”… Przypominał, jak po roku 1918 trudno było pogodzić Polaków o różnych w przeszłości orientacjach. Wspominal np. o do dziś nie wyjaśnionej sprawie zniknięcia generała Zagórskiego. Ojciec wspominał też o losach Generała Tadeusza Rozwadowskiego, jego zdaniem najzdolniejszego z naszych generałów…

Jedno pewne. Ojciec mój stawiał na godzenie Polaków w służbie Polsce!!

Jestem wierny rym jego wskazaniom. Nie mam pretensji do ludzi z SB, którzy tak uparcie ze mną walczyli. Tak, jest prawdą, że 1954 roku donos do Kolegium Wolnej Europy pozbawił mnie możliwości studiów politologicznych w USA, ów kłamliwy donos, że w roku 1945 byłem w Kościanie (mając 15 lat!) groźnym zwolennikiem czerwonego reżimu i że jestem homoseksualistą - poważnie zaciążył na mym życiu. W kilka lat później dając mi etat korespondenta informacyjno-śledczego Radia Wolna Europa; powiedziano mi, że JUŻ ODKRYTO, ŻE TO BYŁ DONOS Z „TAMTEJ STRONY”, ale, bym tej sprawy nigdy nie poruszał… Później przez lata starano się mnie falą anonimowych listów i innych pogróżek mnie i mą żonę zastraszyć. Moja ukochana żona ciężko zachorzała w wyniku różnorakich pogróżkowych działań. Ale to była wojna zwana „zimną wojną”. Do mych dawnych „napastników” nie mam pretensji - działali na rozkaz i zapewne w dobrej wierze. UWIODŁA ICH „CZERWONA PROPAGANDA”. Wydawało im się, że Polsce służą! Ale teraz JUŻ ZGOŁA INNE CZASY - TRZEBA POLAKÓW JEDNOCZYĆ I GODZIĆ W SŁUŻBIE UKOCHANEJ OJCZYŹNIE!

*   *   *

Zobacz także:

18:29, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 109/2018

Nawiązując do mego wczorajszego dziennika, chcę wyjaśnić mym czytelnikom, że mnie, korespondentowi informacyjno-śledczemu RWE, nie wolno było, ze względu na bezpieczeństwo źródeł informacji - prowadzić dziennika na piśmie… A teraz ma pamięć, niegdyś świetna, nawala. Wszak 20 września 2018 roku wchodzę w dziewięćdziesiąty rok życia!!

Dzienniki piszę więc dopiero od kilkunastu lat. Od kiedy dokładnie - wie redagujący je obecnie wybitny politolog, Mariusz Kubik, autor znakomitej pracy naukowej o Juliuszu Mieroszewskim (przez pierwsze kilka miesięcy ten mój dziennik redagowała Renata Głowacka, polonistka, niegdyś korektor „Kultury” Jerzego Giedroycia). Cztery tomy tych dzienników ukazały się już w druku przy współpracy i staraniem Jerzego Zielonki i Teresy Masłowskiej, a nakładem Instytutu Im. Generała „Grota” Roweckiego w Lesznie.

Wiele materiałów dotyczących mej przeszłości, wiele cennych dokumentów zawiera znakomita książka Teresy Masłowskiej o mnie (niestety już wyczerpana) pod tytułem „ŁĄCZNIK Z PARYŻA. RZECZ O WETERANIE ZIMNEJ WOJNY”. Po tym wyjaśnieniu wracam do mego wczorajszego tematu, by podkreślić, że ważnym momentem w mej pracy dla RWE był też koniec lat osiemdziesiątych. Mój ówczesny dyrektor, świetny specjalista - radiowiec Marek Łatyński, zlecił mi prowadzenie - co wówczas stało się możliwe - wywiadów telefonicznych z ludźmi w kraju. Łatyński mawiał: ty masz dobry kontakt z ludźmi,umiesz gadać, choć gadasz nieco jak u cioci na imieninach, no i wiesz o co daną osobę pytać. Rozmów takich przeprowadziłem kilkaset. W czasie jednej z takich rozmów ze mną SB wtargnęło do mieszkania Jacka Kuronia i go na 48 godzin aresztowało. Bardzo ceniłem sobie te moje, dość liczne telefoniczne rozmowy dla RWE z mym przyjacielem Lechem Wałęsą… W mym mieszkaniu długo wisiał afisz z jego portretem narysowanym przez Jacka Fedorowicza (rysunek znany w PRL pod nazwą „Portret nieznanego mężczyzny z wąsami”).

Łatyński w swej książce o RWE pisze: Maciej potrafił rozmawiać z ludźmi z najróżniejszych parafii, z osobami skromnymi i osobistościami ważnymi albo za takie się mającymi (…) Morawski rozmawiał przez telefon jak przy kawiarnianym stoliku con amore. A to, że nagminnie zaczynał rozmowę od słów: jaka to radość Pana (czy Panią) słyszeć, to było głupstwo. Wycinaliśmy je bez litości”... Tyle z książki dyrektora Łatyńskiego. Na tym na dziś kończę.

*   *   *

Zobacz także:

18:16, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 108/2018

Czytelnik zarzuca mi, że „w niedawnych dziennikach nie dokończyłem dziejów mej pracy w RWE”. Choć w gruncie rzeczy chodzi o fakty, które od lat już nieraz poruszałem, to owemu czytelnikowi odpowiem! Cieszy mnie bowiem zawsze zainteresowanie mymi losami i mą walką o Wolną Polskę! Otóż po zmianach zaszłych w RFE w roku chyba 1971 zlikwidowano niezależną służbę zdobywania, np. od przyjezdnych z krajów „Wschodu” - zatajanych przez czerwone reżimy informacji. Jak mi się zdaje, właśnie wtedy zamknięto ową specjalną prasową służbę informacyjną przy RFE News Departement (ale na pewno całą tę sprawę lepiej ode mnie zna mój dawny szef i zaufany przyjaciel, dyrektor Lechosław Gawlikowski, wysoce zasłużony naukowy znawca historii RWE. Jedno wiem: gdy przeniesiono mnie na etat Rozgłośni Polskiej RWE, Jan Nowak-Jeziorański z miejsca posiedział: nadal ma pan zdobywać zatajane przez reżim informacje - to dla naszego radia kluczowe, to - jak wykazują ankiety, szczególnie interesuje słuchaczy w Polsce! A ma pan dobre kontakty i umie zdobywać czy kupować ważne j z PRL… Dodam, że gdy Nowak opuścił Monachium i po pewnym czasie zamieszkał w Waszyngtonie, na polecenie Zygmunta Michałowskiego (wydane, jak Zygmunt mi powiedział, za zgodą kierownictwa RFE), mu (to jest Nowakowi) posyłałem kopie mych tajnych raportów o stanie rzeczy w PRL. Nowak zapewniał mnie, że te raporty budzą zainteresowanie na wysokim szczeblu władz USA.

Ze swej strony Nowak czasem „podrzucał mi” tych lub innych informatorów. Tak więc np. przez kilka lat przepisywałem „dla Monachium i dla Nowaka” rewelacyjne nieraz materiały dostarczane mi przez Piotra Jeglińskiego (Nowak w listach do mnie określał go mianem: „ten młody człowiek”).

SB-cja niewątpliwie wiedziała, że przesyłam do Monachium nieraz wielkiej wagi dane np. o walkach frakcyjnych w PZPR., itd., itd. Stąd próby zastraszania mnie i – niestety – także mojej żony… Były też próby kupienia mnie. Już nie bardzo pamiętam kiedy, ale gdzieś w latach osiemdziesiątych pewien wybitny pisarz i działacz katolicki, pracujący - jak mymi kanałami wiedziałem „na dwie strony”, namawiał mnie, bym rzucił RWE i objął redakcję naczelną pewnego wydawanego (krótko) na Zachodzie tygodnika mającego (co za bzdurny i naiwny pomysł!) konkurować z paryską „Kulturą”. Ów proponujący mi to facet obiecywał mi jakąś wysoką pensję… Naturalnie wyśmiałem tę dziwną propozycję! Do końca takiego zagrania, takiej gadki nie rozumiałem?… Może to tylko jakaś próba, a może dowcip. Choć spece mi swego czasu mówili, że jednak trzeba sprawę brać na serio. TYLE NA DZIŚ!

*   *   *

Zobacz także:

18:06, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 września 2018
Widziane z Paryża 107/2018

W odpowiedzi na pytanie potwierdzam, że w roku 1965 zostałem zaangażowany na etatowego korespondenta RWE w Paryżu nie przez Rozgłośnię Polską Radia Wolna Europa lecz przez specjalną służbę informacyjną przy Departamencie NEWS RFE. Wówczas korespondenci informacyjni, czy jak czasem mawiano - śledczy naszego Radia, nie zależeli od Dyrekcji Rozgłośni Narodowych. Pierwszym korespondentem informacyjnym bezpośrednio zależnym od dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE, to jest od Jana Nowaka-Jeziorańskiego, był Zygmunt Michałowski. Był w połowie lat pięćdziesiątych polskim korespondentem śledczym RWE w Berlinie. W wyniku jakiejś intrygi na podłożu obyczajowym zmontowanej przez PRL-owską SB dyrektor News Departament RFE wyrzucił go z pracy. Wtedy Nowak, który niezwykle wysoko cenił nadsyłane przez super inteligentnego Michałowskiego, wziął go na etat Rozgłośni i mianował go korespondentem informacyjnym w Paryżu (był to okres KLUCZOWY; nadchodził „PAŹDZIERNIK 56”… Dodam, że nieco później ktoś b. ważny przekazał nam informację, że to radziecka szczegółowa instrukcja KGB radziła, jak montować intrygi obyczajowe, by starać się niszczyć z oczach Zachodu szczególnie groźnych wrogów czerwonych reżimów).

Michałowski z Paryża po kilku latach został przeniesiony do Monachium. Po odejściu Nowaka i na jego wniosek został Dyrektorem Rozgłośni Polskiej RWE. Znakomicie pełnił tak wówczas politycznie ważną funkcję… Już po odejściu na emeryturę ciężko zachorował nerwowo. Lata UB-eckiego zastraszania, jak stwierdzali wielcy psychiatrzy, w końcu odbiły się na jego zdrowiu. Ale po pewnym czasie nastąpiło częściowe uzdrowienie. Życie dokończył w mieszkaniu niegdyś jego matki, w Krakowie.

Zarówno Nowak jak i Michałowski byli zdania, że praca korespondentów śledczych czy informacyjnych jest dla naszego Radia kluczową. Wszak Polacy w pierwszym rzędzie interesowali się tym, co reżim PRL przed nimi ukrywał…

Do tego tematu jeszcze wrócę.

*   *   *

Zobacz także:

10:53, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 106/2018

Dotarło do mnie nieco ironiczne pytanie wybitnego b. pracownika Rozgłośni Polskiej RWE w latach chyba już prawie końcowych RWE: czemu podaję się za weterana „zimnej wojny”. Wszak pracując ładnych kilka lat w Monachium ów ceniony komentator żadnego „Ubeckiego zagrożenia” nie wyczuwał!!

Moja odpowiedź prosta! Gdy w połowie lat pięćdziesiątych zaczynałem współpracować z Zygmuntem Michałowskim - polsko-paryskim korespondentem informacyjnym RWE, oraz następnie gdy w roku 1965 stałem się etatowym korespondentem informacyjnym (lub jak kto woli, „śledczym”) - były to inne niż nieco później czasy.

Na korespondenta informacyjnego zaangażowała mnie nie Rozgłośnia Polska RWE, lecz osobny organizm informacyjny o nazwie FREE EUROPE INFORMATION SERVICE”. Z czasem ten organizm przestał istnieć. Wcielono mnie administracyjnie wprost do Rozgłośni Polskiej. Na polecenie Nowaka nadal zabiegałem o ukrywane przez Biuro Polityczne PZPR „informacje z Polski”. Szło o pracę trudną. Musiałem zdobywać, nieraz kupować zakulisowe informacje z PRL; wystrzegać się prowokatorów, co do których miałem ponoć „świetnego nosa”. Prasa PRL-u określała mnie mianem „SZPIONA”. Zdobywałem wiele cennych, czasem rewelacyjnych informacji. Wysoko cenili mnie dyrektorzy: Jan Nowak a następnie Zygmunt Michałowski - no i cenił mą pracę wytrawny „Dwójkarz”, szef tak zwanej polskiej ewaluacji nadchodzących z Polski, poufnych informacji, Kazimierz Zamorski, który skądinąd pisał do mnie już 1997 roku, że pracuje nad książką (nie zdążył przed śmiercią jej skończyć??) o jego zdaniem wysoce pozytywnej roli CIA w życiu Radio Free Europe, „jakiej politycy ulegający nastrojom młodej lewicy bezwstydnie się wyrzekli” (a w jednej ze swych książek Zamorski z oburzeniem pisze, że jeden z amerykańskich dyrektorów RWE kazał w pewnym momencie spalić tysiące raportów korespondentów śledczych RWE, mówiąc, że to materiał szpiegowski.

Odpowiedni radiowi spece, także nieraz walczący z penetracją PRL-owskich i innych „CZERWONYCH SŁUŻB” FRANCUSCY EKSPERCI NIERAZ MNIE OSTRZEGALI. Mój kolega Tadeusz Parczewski padł ofiarą jakiegoś tam dziwnego, zapewne trochę pomylonego prowokatora, który po roku paryskiej jakiejś tam współpracy z Parczewskim nagle wrócił do Polski i nas oszkalował w PRL-owskiej prasie. Parczewski zaś za nieostrożność (?) wyleciał z pracy w RWE.

No i raz jeszcze przypomnę, że we wrocławskiej „Gazecie Obywatelskiej” 15 lutego 2018 roku wybitny b. pułkownik UOP-u Waldemar Maszenda pisał o tym, że żony niektórych pracowników RWE były zastraszane przez bezpiekę a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka opłaciły to CIĘŻKIMI SCHORZENIAMI”!!

Tyle na dziś o tym tak obszernym temacie. Może tylko dodam, że biorąc pod uwagę stan mej żony i ze względu na mój wiek (89 lat) i ciężką chorobę serca spowodowaną zapewne SB-eckim zastraszaniem - marzyłbym o tym, by Rząd RP uznał ją (mą żonę) za ofiarę prześladowań - za „weterana zimnej wojny”. Podkreślam, że jestem z nią oficjalnie i sądowo odseparowany. Dla siebie nie staram się już o nic! Ale chodzi mi o nią, o jej przyszłość!

Jak widzę, ofiary działań PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa nikogo już nie obchodzą! Swego czasu w oparciu o opinię mego kardiologa, szlachetnego dr. Zbigniewa Jankowskiego robiłem pewne starania w ZUS-ie, a to w związku z moją - zapewne spowodowaną zastraszaniem SB-eckim - ciężką chorobą serca - dano mi odpowiedź odmowną!

Teraz, mocno to podkreślam, nic dla siebie nie chcę - staram się jedynie o uznanie za osobę sterroryzowaną przez SB-ecję mojej odseparowanej ode mnie żony…

Jeszcze tylko dodam, że jedynym człowiekiem, który mi obiecał w tej dziedzinie poparcie, jest znawca dziejów Rozgłośni Polskiej RWE, mój były dyrektor, dbały o dzieje i o los nas - byłych pracowników Rozgłośni Polskiej - szlachetny Lechosław Gawlikowski!

Tyle na dziś.

*   *   *

Zobacz także:

10:41, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 105/2018

Jako były dziennikarz informacyjny RWE w Paryżu w pełni solidaryzuję się z komunikatem Oddziału Warszawskiego SDP dotyczącym próby podpalenia mieszkania dziennikarza informacyjnego Krzysztofa M. Kaźmierczaka, który stara się wyjaśnić okoliczności śmierci innego poznańskiego dziennikarza śledczego Jarosławy Ziętary. Sprawy nie znam. Ale uderza mnie to, że dziennikarze śledczy nadal bywają brutalnie ATAKOWANI...

Jak wiadomo, w czasie PRL ja sam i moja rodzina padała ofiarą anonimowych pogróżek, napaści, najrozmaitszych prób zastraszania, oszczerstw, kalumnii itd., itd. Jak też dobrze wiadomo np. moja rumuńska koleżanka, słynna Monica Lovinescu została w Paryżu ciężko pobita przez nieznanych sprawców. Bułgarski publicysta Markow został zamordowany w Londynie tak zwanym „bułgarskim parasolem”, a mój bułgarski kolega Kostow tylko prawie że cudem został uratowany od ukłucia tymże parasolem. Wszystko to jednak siłą rzeczy wytwarzało klimat grozy. Jak we wrocławskiej „Gazecie Obywatelskiej” pisał ceniony ekspert, Waldemar Maszenda, b. pułkownik UOP-u ( w artykule „MÓWILI W WOLNEJ”) rodziny (niektórych) pracowników RWE padały ofiarą zastraszania przez UB „a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to CIĘŻKIMI SCHORZENIAMI…!!!”

*   *   *

Zobacz także:



10:20, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 września 2018
Widziane z Paryża 104/2018

Jak mi donosi jeden z mych czytelników w Opolu, szczególnie uroczyście obchodzono tam 79. rocznicę początku II wojny światowej. Ponoć pani wicewojewoda Wioletta Porowska, świetnie przemawiając, mocno zaznaczyła: „Historia jest najlepszą nauczycielką: niech młode pokolenia zapamiętają: nigdy więcej wojny”!

Owo hasło: „Nigdy więcej wojny” ze szczególną energią głosi rzymska Wspólnota Sant Egidio oraz np. Zakon Franciszkanów!

Zapewne pewien niepokój w sferze bojowników o utrzymanie pokoju budzi to, że teraz, we wrześniu, Rosja chce przeprowadzić największe manewry wojskowe od czterdziestu lat, manewry z udziałem 300 000 żołnierzy. Jak słychać, projekt ten wywołuje zaniepokojenie na Ukrainie...

Niezależny waszyngtoński Instytut Studiów nad Wojną wydaje się być zdania, że rosyjskie wojska są zdolne i gotowe do szybkiej interwencji na Ukrainie… Zapewne w pewnej mierze zagrożone są też państwa bałtyckie. Tam rosyjskie tajne służby coraz to mocniej „penetrują” miejscowe, wysoce niezadowolone z obecnej sytuacji mniejszości rosyjskie – a być może nawet zbroją te mniejszości…

Jednym słowem, WSZYSTKO TO „ŹLE PACHNIE”!!!

*   *   *

Zobacz także:



10:41, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
piątek, 31 sierpnia 2018
Widziane z Paryża 103/2018

Swego czasu śp minister Janusz Krupski, kierownik Urzędu dla Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych zapewniał mnie, iż powstanie coś w rodzaju statusu „inwalidów Zimnej Wojny”, ofiar działań represyjnych PRL!

Mnie, przez ćwierć wieku korespondenta informacyjnego RWE, starającego się zdobywać, czasem kupować, informacje starannie przez PRL ukrywane; mnie, jednego z czołowych informatorów Jana Nowaka; mnie, nazywanego przez czerwoną prasę szpionem - odpowiednie służby PRL trzymały pod nieustannym obstrzałem (pogróżki, anonimy, dziwne telefony podsyłanie ewidentnych agentów SB, wytwarzanie atmosfery zagrożenia). Być może w związku z tym, kto wie, ciężko zachorowałem na serce. A jak np. pisał we wrocławskim piśmie b. pułkownik UOP-u Waldemar Maszenda, w artykule pt. „Mówili w Wolnej”, żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka - Jeziorańskiego były zastraszane przez SB i przypłaciły to ciężkimi schorzeniami… (wyjaśnię, że owe kampanie zastraszania godziły tylko w kilku szczególnie dla PRL groźnych pracowników RWE i w ich małżonki).

Mam nadzieję, że obecny, jak słyszę sprawny Szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk, związany z moją dawną dzielnicą Warszawy, z Ochotą, sprawę tę wyjaśni?

Apeluję o oparcie w tej sprawie również do jakże wybitnych profesorów historii: Jana Żaryna i Rafała Habielskiego. Zwracam się do nich obu i do ministra spraw zagranicznych RP Jacka Czaputowicza - także w innej sprawie. Jak już nieraz pisałem przed laty Minister Skubiszewski obiecywał mi nadanie specjalnego statusu np. dyplomatów honorowych nam, byłym działaczom dyplomacji emigracyjnej. Jednak wówczas „czerwoni z MSZ-tu” sprawę storpedowali (wyjaśniam, że będąc korespondentem RWE byłem równocześnie współpracownikiem kolejnych następców mego ojca, np. Xawerego Reya i Jerzego Ursyn-Niemcewicza. Będąc akredytowanym we Francji korespondentem RWE sam delegatem rządu być nie mogłem. Ale byłem oficjalnym radcą kilku kolejnych delegatur - wydawano odpowiednie legitymacje - spełniałem wiele misji jak, np. świadczy o tym moja korespondencja z Premierem Kazimierzem Sabbatem (obecnie we Francji żyje jeszcze dwóch b. emigracyjnych „dyplomatów”: Virydianna z Raczyńskich Reyowa i ja).

Cieszę się, że teraz wreszcie po latach staraniem dr hab. profesora Rafała Habielskiego ukażą się wspólnym nakładem IPN-u i MSZ rewelacyjne tajne raporty mego ojca, przez ćwierć wieku ambasadora Wolnej Polski w Paryżu.

Byłem wiernym przyjacielem szlachetnych pań: Marii z Mackiewiczów Kaczyńskiej oraz Izabeli z Głowackich Tomaszewskiej! Tragiczna ich śmierć była dla mnie też niesamowitym ciosem. Bardzo mi tych tak szlachetnych i wybitnych pań brak. Gdyby one żyły, na pewno sprawy dziś przeze mnie poruszane były by załatwione od lat!

*   *   *

Zobacz także:


10:16, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 sierpnia 2018
Widziane z Paryża 102/2018

W związku z mym wczorajszym dziennikiem spieszę sprecyzować, że bynajmniej nie potępiam w czambuł wszystkich byłych dyplomatów PRL. Wiem, że wielu z nich w ówczesnej trudnej sytuacji starało się na serio służyć polskiej racji stanu. Jednak jest rzeczą oczywistą, że dla dyplomatów PRL nasza emigracyjna dyplomacja stanowiła konkurencję! Fakty, że pewna liczba Francuzów przyjmowała ordery od mego ojca, oficjalnie nie uznawanego przez Francję „ambasadora Wolnej Polski”, że mój ojciec bywał zapraszany przez de Gaulle’a i innych czołowych francuskich mężów stanu - wszystko to musiało działać na nerwy dyplomacji PRL. Z inspiracji PRL-owów francuska prasa komunistyczna, np. dziennik „L’Humanité” określał nas mianem „POLSKICH ZDRAJCÓW I BANDYTÓW SPOD ZNAKU ANDERSA”.

Tak, wielu PRL-owskich dyplomatów nienawidziło nas, przedstawicieli wolnej Polski! A po wyzwoleniu, po roku 1989, eks-PRLowski MSZ nadal był nastawiony niechętnie do naszej EMIGRACYJNEJ DYPLOMACJI, negował jej znaczenie, nie chciał by brano ją na serio. To sedno sprawy.

Cieszę się więc bardzo, że teraz nareszcie MSZ i IPN dostrzegają znaczenie naszych emigracyjnych dyplomatów, ogromną wartość historyczną jej tajnych raportów! Jestem wdzięczny profesorom Habielskiemu i Żarynowi za zainteresowanie się tą sprawą!

*   *   *

Zobacz także:

17:03, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 101/2018

Z radością dowiaduję się od jakże wybitnego historyka dr hab. Profesora Rafała Habielskiego, że wreszcie teraz IPN w ściślej współpracy z naszym obecnym, jakże patriotycznym MSZ-tem, teraz kierowanym przez wysoce sprawnego Jacka Czaputowicza - podejmuje działania mające na celu publikacje raportów czołowych przedstawicieli dyplomacji legalnych władz RP na wychodźstwie w Londynie, owej tak znienawidzonej przez PRL i po dziś dzień także przez PRL-u spadkobierców dyplomacji emigracyjnej.

Chodzi o raporty mego ojca Kajetana Morawskiego, także o te Józefa Potockiego - przedstawiciela Wolnej Polski w Madrycie i całego zespołu, którego de facto szefem był Edward Raczyński - były kierownik MSZ-tu w emigracyjnym rządzie generała Władysława Sikorskiego, postać najwyższej rangi o wielkim rozumie i kolosalnych stosunkach.

Swego czasu, zaraz po upadku komuny, Minister Krzysztof Skubiszewski zapewniał mnie, że zajmie się sprawą uczczenia dyplomacji emigracyjnej, nada nam status dyplomatów honorowych RP. Nic z tego nie wyszło!!! Wpływy eks-PRL-owców były wtedy za wielkie.

Tak więc dopiero teraz ukażą się, wspólnym nakładem MSZ-tu i IPN-u wręcz historycznie rewelacyjne tajne raporty mego ojca, przedstawiciela Wolnej Polski we Francji. Raporty opracowane przez prof. dr hab. Rafała Habielskiego.

Co do byłych dyplomatów emigracyjnych w Paryżu, żyją jeszcze dwie osoby: 1) Virydianna z Raczyńskich Xawerowa Reyowa, wdowa po drugim z rzędu następcy mego ojca - już tylko delegacie legalnego rządu RP a nie ambasadorze RP w Paryżu, Xawerym Reyu, oraz następnie współpracownica ostatniego delegata Rządu RP w Paryżu Jerzego Ursyn-Niemcewicza. 2) Ja!

Po śmierci Xawerego Rey premier Kazimierz Sabbat nalegał, bym delegatem rządu został ja. Musiałem odmówić ze względu na mą pracę w RWE. Zgodziłem się tylko być radcą prasowym owej delegatury. I Virydiannie Rey i mnie, delegat Rządu Jerzy Ursyn Niemcewicz wystawił specjalne legitymacje służbowe. Gdy idzie o mnie, to już poprzednio spełniałem pewne misje dyplomatyczne dla ówczesnego Prezesa Rady Ministrów, Kazimierza Sabbata!

Przed laty przez pewien czas liczyłem, że Krzysztof Skubiszewski tak czy inaczej spełni swą zapowiedź i znajdzie specjalny status honorowy dla nas, emigracyjnych dyplomatów. Ale wpływy nas nienawidzących PRL-owców okazały się za mocne! Dopiero teraz nadszedł czas wielkiej odmiany!

*   *   *

Zobacz także:

16:56, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 100/2018

Znajomy pyta mnie: skąd bierze się Twój nieco dziś zaskakujący „kult” Lecha Wałęsy? W twym dawnym mieszkaniu na rue Grossetti wisiał afisz z portretem pana Lecha. A w rozmowach nie ukrywasz sympatii dla tego człowieka!

Odpowiedź ma jest prosta. Afisz z portretem pana Lecha swego czasu u mnie zawiesił Mariusz Kubik. Odwiedzający mnie Francuzi cieszyli się na widok portretu tego człowieka, który - jak mawiał jeden z mych francuskich sąsiadów - jest światowym symbolem walki z totalitaryzmem, walki o wolność i demokrację!A co do mnie, to swego czasu z ramienia Radia Wolna Europa nieraz dzwoniłem do Pana Lecha do Gdańska. Chętnie udzielał mi długich, bardzo godnych uwagi wywiadów o wówczas bieżącej sytuacji. A później, już w Paryżu, gdzie na dużej sali podpisywał dziennikarzom swą książkę dopiero co wydaną - Wałęsa nagle publicznie oświadczył, że i on chce kogoś poprosić o autograf. Chce bym ja, Maciej Morawski, jego wielokrotny rozmówca telefoniczny, też z mej strony dał mu swój autograf. Był tam też obecny mój (znakomity) dyrektor RWE Marek Łatyński. Ten, o ile dobrze pamiętam (ostatnio ma pamięć czasem „robi mi kawały”) nie tracąc głowy z miejsca mi powiedział: napisz coś miłego na kartce papieru. I tak też zrobiłem! Incydent dość zdumiewający opisało w specjalnych depeszach, które poszły na cały świat, kilka wielkich agencji prasowych. Sensacja nie lada! RWE zachwycone!!

Zawsze ten sam znajomy z kolei pyta: Jak oceniasz chyba niewątpliwą współpracę Wałęsy z UB przed laty? Moja odpowiedź i w tym wypadku prosta! Jak sobie dobrze przypominam, mój przyjaciel, opiekun, nauczyciel i Dyrektor Jan Nowak-Jeziorański uważał za jedno z mych zadań, zadań korespondenta polityczno-informacyjnego RWE, przeciąganie wybitnych ludzi PRL na naszą stronę. Umiał wybaczać im przeszłe postawy, czyny i wypowiedzi! Ostro się spierał na ten temat z Leopoldem Tyrmandem, przeciwnym wszelkiej (?) współpracy z byłymi komunistami, z niegdyś fanatycznymi „eks-czerwonymi”, itd., itd. Jak pamiętam, Nowak nieraz powoływał się na przykład świętego Pawła, który, nim oddał naszemu Kościołowi tak zasadnicze usługi, który, nim się nawrócił – był, jak to kiedyś Jan Nowak określił - żydowskiej religii fanatycznym, tępiącym chrześcijan „funkcjonariuszem”! Tak, Nowak nieraz do przykładu świętego Pawła nawiązywał!

Jeden z wysoce inteligentnych francuskich Polski przyjaciół mocno podkreśla, że wyraźnie przesadne ataki na Wałęsę są zapewne inspirowane przez wrogie Polakom czynniki i obce służby! „Komuś” zależy, by zaprzeczać ogromnym Polski historycznym zasługom w walce z totalitaryzmem, w walce o wolność i demokrację dla całej, tak zwanej „innej” Europy. Przesadne zarzuty godzące w lidera „Solidarności” wywołują mętlik w głowach, w pewnej mierze muszą podrywać światowy kult owego polskiego boju!

*   *   *

Zobacz także:

16:40, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 99/2018

Jak się dowiaduję z kilku stron,w kołach działaczy polonijnych, zarówno we Francji, jak i w niektórych innych krajów Europy Zachodniej prestiżem cieszy się teraz Biuro Polonijne Kancelarii Senatu RP, otwarte na dialog z Polakami z zagranicy, na ich propozycje i sugestie. W kręgach polonijnych bardzo dobrze widziany jest też obecny Marszałek Senatu RP Stanisław Karczewski, wybitny chirurg (specjalizacja chirurgia ogólna). Jest on, tradycjami swego zasłużonego od kilku wieków rodu, związany z powiatem grójeckim i - jak słychać - jest zdecydowanym obrońcą katolickiej rodziny i jej wartości. Fakt, iż Marszałek Karczewski jest cenionym lekarzem, też niewątpliwie robi na Polonii dobre wrażenie (w kręgach polonijnych, np. Francji, tutejsi polscy lekarze cieszą się wielką sympatią, grają znaczną rolę. Służą rodakom pomocą medyczną - wymienię choćby we Francji wybitnego kardiologa, dr. Henryka Zbigniewa Jankowskiego, który długo ofiarną opieką otaczał śp. Henryka Giedroycia; który od lat także leczy mnie, „weterana zimnej wojny”; który ofiarnie niesie pomoc medyczną tak licznym rodakom!).

Tak, jest rzeczą oczywistą, że obecny Senat RP, jego Marszałek, Senackie Biuro Polonijne, oraz cały szereg senatorów teraz wiele robi, by umacniać więzi ojczyzny z naszymi z zagranicy, co przecież z narodowego punktu widzenia jest tak istotne!! Odnotuję, że niezwykle mnie cieszy rozwój nauczania we Francji języka polskiego (np. me wnuczki tu urodzone z ojca cudzoziemca, uczą się tu polskiego, już znają nasz język!)

Nie mogę wyliczać tu wszystkich zasłużonych na polu współpracy z Polonią senatorów. Wspomnę więc tylko jednego spośród nich niezwykle wybitnego profesora dr hab. Jana Żaryna, speca gdy chodzi o najnowsze dzieje polskiego Kościoła Katolickiego i o historię polskiego ruchu narodowego, oraz speca w dziedzinie walki o prawdziwy obraz dziejów naszej emigracji politycznej, tej po roku 1945.; obraz przez kręgi wrogie tak zwanej „przedwrześniowej Polsce” celowo przeinaczany! Pewne, że profesor Żaryn wiele dokonał, by pokazać prawdziwy obraz naszych najnowszych dziejów! No i pewne, ze jego rola w Senacie ma wielką wagę, że dobrze służy sprawie polskiej!

*   *   *

Zobacz także:



16:31, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 sierpnia 2018
Widziane z Paryża 98/2018

Dr Hab. Profesor Aleksander Woźny, wysoko ceniony historyk naszej wojskowości odpowiada na me pytanie dotyczące generała Berlinga i jego roli we wrześniu 1944 roku oraz całej owego Generała postawy. Profesor Woźny przyznaje, że ocena tego dowódcy nie jest sprawą prostą: „każdy element dziejów Berlinga zasługuję na osobny wykład”. Jednym słowem spojrzenie nań jest skomplikowane tak jak skomplikowaną jest cała nasza najnowsza wojenna i powojenna historia. Generał Berling został pozbawiony dowodzenia dywizją. Powód? Forsowanie Wisły na pomoc Warszawie? Ale cała ta akcja nie mogła by się odbyć bez zezwolenia generała Rokossowskiego (syn warszawskiego robotnika zwolniony z łagru z wybitym okiem - Stalin kazał wstawić mu szklane oko). Rokossowski z kolei nie mógł w ówczesnym radzieckim systemie działać bez zgody Stalina! Jak wiemy, generał Berling „prowadził tych polskich żołnierzy, którzy nie zdążyli trafić do Andersa”. Od śmierci w Katyniu Berling uratował się dzięki swym lewicowym poglądom… Generałowie Berling i Rokossowski na pewno z bólem patrzyli na walczącą i płonącą Warszawę. Stalin krwawo „sprawdził” dywizję Berlinga pod Lenino… (12-13 października 1943 roku: atak przez bagno na umocnioną, okopaną niemiecką pozycję: JATKA!!!!) We wrześniu 1944 Stalin zapewne uważał: jak Polacy chcą,niech atakują. Przecież batalion nie zdobędzie miasta. A nikt nie będzie mógł powiedzieć,że Stalin nie chciał pomóc!!! Długo za komunistycznej władzy nad Polską o Berlingu,jego akcjach i żołnierzach mało się pisało, choć bywały odważne wyjątki… Za Gomułki też żołnierze Berlinga też zdawali się nie zasługiwać na pamięć Wówczas przesadnie oceniano rolę Armii Ludowej… Tyle w skrócie o poglądach profesora Woźnego na ten wielce godny uwagi temat.

Dodam, że wedle Aleksandra Woźnego na temat gry radzieckiej w owym okresie ważną jest książka Nikołaja Iwanowa, który zbadał dostępne akta rosyjskie. (Nikołaj Iwanow, ur 1948 w Brześciu, rosyjski dysydent,doktór habilitowany, profesor historii Polski, związany z Uniwersytetem Opolskim… Przez 15 lat pracował w radiostacji RWE/RL, między innymi też w sekcjach białoruskiej i kaukaskiej…).

Kończąc odnotuję, że pewien młody polski historyk, „nie życzący sobie, bym ujawniał jego nazwisko” jest zdania po pierwsze, że archiwa rosyjskie muszą zawierać jeszcze sporo dotyczących Powstania Warszawskiego danych, oraz po drugie działań całej tak wrogiej Berlingowi kliki Bolesława Bieruta, Hilarego Minca i Jakuba Bermana,kliki popieranej przez Wandę Wasilewską! Dowodzi on też, że po odzyskaniu niepodległości w roku 1989 historycy powiązani czy wywodzący się z owej kliki długo, prawie że do ostatnich lat „manipulowali” historią Polski celem wybielania owej „partyjnej góry”. Ogólnie biorąc celem wybielania środowisk wywodzących się z Polskiej Partii Komunistycznej…

Ów młody naukowiec jest zdania, że środowiska wywodzące się z KPP nadal stanowią w Polsce zamknięty a wpływowy klan. Podkreśla, iż mimo rozwiązania KPP przez Moskwę w dniu 15 maja 1938, mimo radzieckich czystek i prześladowań klany wywodzące się KPP cały czas prowadziły i do dziś prowadzą „swoistą grę polityczną”, oraz np. fałszują (?) najnowszą historię Polski. Podtrzymują mit o reakcyjności wielu Polaków i w szczególności byłej polskiej, „nastawionej na polski Londyn, rozkochanej w Polsce przedwrześniowej - emigracji politycznej”.

*   *   *

Zobacz także:

16:33, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 97/2018

Niewątpliwie pewną przeszkodą dla planów Stalina opanowania Polski był generał Władysław Sikorski. A to dlatego, że cieszył się w opinii publicznej świata zachodniego ogromnym autorytetem, był - jak mawiano - ŻYWYM, SYMBOLEM POLSKIEJ WALKI O WOLNOŚĆ. Był popularny np. w USA. Gdyby żył, trudnej by było Rooseveltowi i jego niekiedy chyba dość wyraźnie „proradzieckim” doradcom „puścić w trąbę” legalny i demokratyczny rząd RP w Londynie. Wielu poważnych historyków ZSRR i jej WYWIADU uważa, że zapewne na rozkaz Stalina zamach na samolot Sikorskiego zorganizował ówczesny szef brytyjskiego wywiadu w Gibraltarze, i jak się później okazało agent radziecki - Kim Philby! (może poważni rosyjscy historycy mający dostęp do archiwów Philby’ego mogliby tę sprawę zbadać. Wszak dla przyjaźni rosyjsko-polskiej ważne, by obecna Rosja wyraźnie odcięła się od ZBRODNI STALINA. Pierwszym wysoce pozytywnym krokiem na tej drodze było już ujawnienie prawdy o mordzie polskich f w Katyniu).

Należy też do końca udowodnić, że Stalin i jego wywiad pchał latem 1944 roku do powstania w Warszawie. Pamiętam,że już połowie lipca 1944 mówiono mi, iż Wanda Wasilewska przez radio wzywa Polaków do natychmiastowej walki zbrojnej (??)… Słyszałem wówczas też, że w kręgu drugiego oddziału AK (kręgu bliskim mej rodziny) są poważne osoby, będące zdania, że „z powstaniem nie należy się śpieszyć, że powstanie AK-owskie nie będzie mogło liczyć na pomoc Stalina, może ono osłabić opór wobec sowieckich planów…

A w obliczu tego co zaszło jasne, że Stalin nie chciał udzielić AK-owskiemu powstaniu znaczącej pomocy, stawiał na całkowite zniszczenie Warszawy tak związanej z rządem RP na wychodźstwie w Londynie.

Sprawą, która wymaga mym zdaniem dodatkowego przeanalizowania przez poważnych fachowców wojskowości, takich jak np. profesor Aleksander Woźny, jest być może jeszcze nie do końca wyjaśniony problem zachowania się generała Zygmunta Berlinga, odwołanego 30 września 1944 roku osobistym rozkazem Stalina ze stanowiska dowódcy 1 Armii Wojska Polskiego… Narzuca się pytanie, czy naprawdę do końca zostały krytycznie przeanalizowane wspomnienia Berlinga z tego okresu. Czy zajęto się zbadaniem tego, czy istnieją jakieś nieopublikowane zapiski Berlinga i jego otoczenia, co DOKŁADNIE WIEDZĄ NP. JEGO DZIECI… Uderza mnie, że oceny motywów działań Berlinga we wrześniu 1944 roku są NIESAMOWICIE RÓŻNE. Patrząc na sprawę z punktu widzenia tego, co wiemy o wielkich ambicjach BERLINGA - także i o jego planach wysoce oryginalnych politycznie, o jego sporach z grupą Wandy Wasilewskiej i Bolesława Bieruta, o jego marzeniach o kierowaniu w oparciu o jego Armię Ludową Polską - można przypuszczać, że ów generał jednak na serio zamyślał pomóc powstaniu i dzięki temu wziąć je pod swą własną kontrolę?...

Jedno pewne: „sprawa Berlinga” nie jest wyjaśniona do końca. Ciekawym jest problem poparcia, jakiego pewne sfery radzieckie udzielały Berlingowi „znienawidzonemu przez kierownictwo polskich komunistów, przez grupę Bieruta, Jakuba Bermana i Hilarego Minca…” Wydaje się być pewnym, że Berling wysuwał swoistą koncepcję Polski rządzonej przez jego wojsko a nie przez kompartię?… To też godne uwagi. Może wysoko fachowi historycy rosyjscy mogliby dotrzeć do jakichś archiwów ZSRR zawierających dotyczące postaw Berlinga stare sprawozdania?...

*   *   *

Zobacz także:

16:25, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 96/2018

Nawiązując do mych ostatnich dzienników przypominam sobie teraz jeszcze, że przed laty, w czasie mych paryskich rozmów z nimi o powstaniu warszawskim, dyplomaci Republiki Federalnej Niemiec, ludzie ze sfery niemieckiej szlachty starej i „dość wysoko postawionej”, formułowali także jeszcze dwa spostrzeżenia czy uwagi.

Po pierwsze, że w czasie drugiej wojny światowej Joachim von Ribbentrop - niemiecki minister spraw zagranicznych i cały Ausvertiges Amt trzeciej Rzeszy (posiadający wysokiej klasy analityków i fachowców), jakby nie liczył się, był spychany na boczny tor przez np. Goebbelsa, „nie miał nic do do gadania”. A Ribbentrop nie śmiał podsuwać Hitlerowi swoich i swego Urzędu ocen sytuacji i „propozycji podjęcia prowadzenia jakiejś gry dyplomatycznej” (sąd w Norymberdze skazał Ribbentropa na śmierć za całokształt jego działalności m.in. za jego działania na rzecz deportacji Żydów z krajów od Rzeszy uzależnionych do obozów koncentracyjnych - i po prostu za całą jego „przewrotną i agresywną” politykę zagraniczną…”).

Po drugie: moi rozmówcy byli zdania,że cała sprawa powstania warszawskiego potoczyła by się zgoła inaczej, gdyby udała tak zwana OPERACJA WALKIRIA, próba zabicia Hitlera dokonana 20 lipca 1944 roku przez pułkownika Clausa von Stauffenberga, oraz cała ówczesna - niestety nieudana - próba zamachu stanu.

Trudno się bawić się w przewidywania. Jedno pewne: wydany w dziesięć dni później idiotyczny z niemieckiego punktu widzenia rozkaz Hitlera zniszczenia Warszawy i wymordowania jej mieszkańców na pewno nie był w stylu mądrego arystokraty i katolika, jakim był Claus von Stauffenberg i nie był też w stylu kręgu jego przyjaciół. To jedno, co dziś można powiedzieć, nie wdając się w - zawsze wątpliwe - gdybanie „CO BY BYŁO GDYBY”… (pewni obserwatorzy bywali zdania, że Stauffenberg z miejsca by szukał jakiejś drogi ku dialogowi z Zachodem).

*   *   *

Zobacz także:

16:15, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 95/2018

Rozmówca nawiązuje do treści mego wczorajszego dziennika. I radzi, bym przeczytał wspomnienia Adama hr. Ronikiera, przez dłuższy okres w czasie okupacji prezesa Rady Głównej Opiekuńczej (wydawca: Wydawnictwo Literackie 2013). Ów rozmówca jest zdania, że z tych pamiętników jasno wynika, iż w wyższych sferach niemieckich bywali w szczególności po roku 1943 ludzie skłonni do „jakieś formy kompromisu z Polakami”. (???)


Skądinąd ów rozmówca zwraca mi uwagę na fakt,że to, iż w otoczeniu Hitlera byli agenci sowieccy, podsuwający mu myśli idące po linii dążeń Stalina (np. rozkaz całkowitego zniszczenia Warszawy) jest jednak dość mało prawdopodobne - wszak nieco wcześniej niepodziewany atak na ZSRR całkowicie Stalina zaskoczył. Moja odpowiedź prosta: relata refero, powtarzam przypuszczenia, które pewni Niemcy przed 60 laty w poufnej rozmowie mi przekazali! - zastrzegając, iż tylko chodzi o ich, niczym nie udowodniony, domysł. Inna rzecz, że na zdrowy rozum nie można wykluczać, że w 1944 roku pewni naziści mogli (?) już zdawać sobie sprawę z tego, że Hitler wiedzie Rzeszę ku niesamowitej klęsce. Ci cyniczni naziści mogli już wówczas szukać ratunku w ZSRR. Mówiono mi, że ponoć później pewna liczba nazistów poszła (?) na żołd NRD. Ale rzecz OCZYWISTA wszystko to jest bardzo mało jasne!!!

Przyznaję, że chodzi o serię dość mętnych i jednak mało prawdopodobnych domysłów… Jednak, na zdrowy rozum, chyba pewne, że gdyby Niemcy wycofali się z Warszawy i tylko militarnie blokowali jej obrzeża, gdyby w stolicy Polski mogli np. wylądować na Polu Mokotowskim przedstawiciele polskich, legalnych władz z Londynu - zachodni alianci i ZSRR mieli by - ostrożnie mówiąc TRUDNY PROBLEM… RZECZ JASNA IDZIE O NIEPOWAŻNE!! MYŚLENIE Z GATUNKU „CO BY BYŁO, GDYBY”…

Kończąc dodam: trzeba jednak uważnie przeanalizować, co o postawie Niemców pisze ADAM HR. RONIKIER… Niestety, tej książki jeszcze nie mam!

*   *   *

Zobacz także:



16:09, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 94/2018

Dziś 74. rocznica dnia wybuchu powstania warszawskiego. Oglądam ze wzruszeniem dotyczące tej tak ważnej dla naszego narodu daty programy (na ogół świetne) w TVP INFO.

Gdy chodzi o mnie, to wówczas, w wyniku zbiegu okoliczności, znalazłem się zablokowany wraz z mym ciotecznym bratem Jasiem Kicińskim, który właśnie co dopiero co wrócił z akcji partyzanckiej na Kielecczyźnie, i wraz z kilku innymi AK-owcami, w naszym domu przy Zimorowicza 4 (Spółdzielnia Mieszkaniowa Filtrowa). Nie mogliśmy udać się do części miasta opanowanej przez powstańców. Niemcy obstrzałem blokowali cała naszą część dzielnicy Warszawy, naszą część Ochoty. No i szybko pojawili się u nas żołnierze osławionej Brygady Bronisława Kamińskiego (Brygady Rona - Rosjanie na służbie SS). Wtargnęli oni do domów. Wypędzili nas do piwnic, gdzie odbywały się dantejskie sceny. Pijani żołdacy gwałcili nawet między innymi ranne dziewczyny (swego czasu moja ukochana kuzynka Dorota z Morawskich Mycielska spisywała relacje świadków owych ponurych wydarzeń). Później pognano nas na Zieleniak… Tam też żołdacy Rony okrutnie nas traktowali…

W międzyczasie, 6 sierpnia 1944 roku poległa na Woli moja starsza siostra Magda, łączniczka płk. „Radosława”, młoda zdolna poetka… M.in. autorka świetnego wiersza. Oto jego wyjątek: „JA TEN SAM ZAWSZE PIELGRZYM NIE POZNANY - PRAWNUK POLSKIEJ LEGENDY NA SZLAKU ZAWIŁYM - TAKA JEST MOJA MŁODOŚĆ DALEKA LEGENDA - I MĘKA ROZPOSTARTA NA WIETRZE JAK SZTANDAR”.

Rzecz jasna, gdy po wojnie znalazłem się w Paryżu, toczyły się też tu ożywione dyskusje dotyczące powstania warszawskiego. Dyskusje wyrażające różne i dobrze znane tezy. Ale rzecz jasna ogólnie otaczano najwyższym szacunkiem bohaterstwo powstańców. Mniej znane echa dotarły do mnie w rozmowach w latach pięćdziesiątych z dwoma czy trzema dyplomatami demokratycznych już Niemiec. Ci ludzie wspominali mi, iż wedle ich przekonania (o nie rozpowiadanie, którego prosili mnie oni, bo szło tylko o ich przypuszczenia) spece niemieckiego Auswärtiges Amt dobrze wiedzieli, że nakaz Hitlera zniszczenia Warszawy i wymordowania jej mieszkańców był z niemieckiego punktu widzenia ABSURDEM. Wspominali oni też, że pewni ludzie z ABWEHRY CANARISA uważali, że Hitlera inspirowali zapewne ukryci w jego otoczeniu agenci Stalina (???).

*   *   *

Zobacz także:

16:01, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 93/2018

Jeden z mych czytelników oburza się na to, że w mym dzienniku „zbagatelizowałem”tak zwaną aferę Aleksandra Benalii, sprawę pobicia jednego z uczestników sporej antyrządowej manifestacji. Na takie dictum przytoczę przypadkowo zasłyszaną opinie sklepikarza z 13. dzielnicy Paryża. Otóż ów kupiec, którego sklepową witrynę już jakiś czas temu rozbili chuligani-manifestanci, jest zdania, że Benalia wykazał się charakterem i poczuciem obowiązku unieszkodliwiając manifestanta -rozrabiacza, jednego z tych co rozwalają sklepy, rzucają kamieniami czy butelkami (czasem butelkami z benzyną) w policjantów!!! A pewna już, dobrze starsza, dama, też pochwala „męską postawę” Benalii, jest zdania, że na ogół chuligani sieją strach; nawet młodzi mężczyźni się ich boją. Owa dama kiedyś została napadnięta, jak mi mówi, przez młodego Araba, który wyrwał jej torebkę… Obecni przy tej scenie panowie ograniczyli się do dzwonienia po czasie na policję. Sami nie interweniowali mówiąc później, że owi chuligani mają noże! Że trzeba z nimi uważać!

Od siebie dodam, że cały szum w prasie w związku z ową pierwszomajową „aferą” Benalii, ujawnił wiele danych dotyczących głównego „ochroniarza” prezydenta! Jest to wysoce niewskazane - być może niebezpieczne. Myślę, że ZAGROŻENIE TERRORYSTYCZNE trzeba jednak brać BARDZO NA SERIO!

*   *   *

Zobacz także:



15:53, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 lipca 2018
Widziane z Paryża 92/2018

Dziś tylko krótko odnotuję, że zaskakuje mnie waga jaką zdaje się przybierać we Francji tak zwana afera Aleksandra Benalii - 26 letniego „ochroniarza” (szefa ochrony) prezydenta Macrona. Rzecz w tym, iż Benalia 1 maja udał się jako obserwator w kasku policyjnym na manifestację protestu przeciwko obecnej linii politycznej prezydenta i w pewnym momencie zdenerwowany agresywnym zachowaniem się manifestantów nieco pobił jednego z nich. Dodam od siebie: no cóż, poniósł go temperament! Ktoś tę scenę pobicia ponoć sfilmował na wideo. Prasa rozpętała burzę. I ta burza nadal się potęguje!

Jak dotąd Macron się w tej sprawie nie wypowiedział. Co ja świetnie rozumiem:prezydent ma ważniejsze sprawy, niż ten w gruncie rzeczy drobny incydent, niewłaściwy wyczyn podnieconego młodego (!) ochroniarza! W poniedziałek, 23 lipca, we francuskim Zgromadzeniu Narodowym odbędzie się publiczne przesłuchanie francuskiego Ministra Spraw Wewnętrznych, dotyczące tej sprawy w mym pojęciu nadmiernie i celowo rozdmuchanej. I chyba jednak dość drugorzędnej?

Jestem pesymistą. Z niepokojem patrzę w przyszłość. Przeraża mnie bałagan na Bliskim Wschodzie, także niezdolność krajów Afryki do zapewniania temu kontynentowi o szybko wzrastającej liczbie mieszkańców rozwoju gospodarczego, dalej: nacisk rzekomych uchodźców, de facto imigrantów ekonomicznych na Europę. Niepokojący jest też spowodowany także i tym naciskiem pewien niewątpliwy jednak pęd ku nacjonalizmowi w wielu krajach Unii (np. co jest chyba dość niepokojące, w Niemczech - zdaniem niektórych specjalistów skrajna prawica chyba zaczyna tam mieć „wiatr w żaglach”!). To są ważne problemy: INCYDENT SPOWODOWANY PRZEZ ZDENERWOWANEGO MŁODEGO OCHRONIARZA TO JEDNAK CHYBA SPRAWA MAŁEJ WAGI.

*   *   *

Zobacz także:

13:24, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum

© Maciej Morawski
Paryż - Warszawa 2007-2018
All rights reserved

Administracja serwisu:

Mariusz Kubik

Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

Stowarzyszenie RWE im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego / www.wolnaeuropa.pl



Materiały - zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki, zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).