czwartek, 12 lipca 2018
Widziane z Paryża 85/2018

Ojca mego czasem nazywano najbardziej profrancuskim z Polaków. I rzeczywiście, hasłem jego życia była walka o „Europę na francuskim sosie”, to znaczy opartą na pięknych wartościach francuskiej kultury politycznej takich, jak pełne poszanowanie prawa i sprawiedliwości, kult wiedzy i sztuki, poszanowanie wszystkich narodów i duch tolerancji. Cechowały go też: przyjaźń do i podziw Generała de Gaulle’a. Dość podobnie, jak mój ojciec, myśleli jego najbliżsi paryscy przyjaciele: Józio Czapski i Kot Jeleński.

A mnie, choć byłem i jestem stuprocentowym Polakiem, wiernym synem Wielkopolski - ojciec i Józio Czapski do serca wlali kult i miłość Francji. Jej, powiedziałbym, wolnościowej kultury. Jej literatury i sztuki. Tak będąc stuprocentowym Polakiem równocześnie nie od dziś wiodę bój po hasłem: „WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI”.

Ostatnio podjąłem bój o więcej klas języka francuskiego w polskich liceach, oraz o zwiększenie ilości umów o braterskiej współpracy miast i miasteczek francuskich i polskich. Apeluję do mego kościańskiego liceum oraz do - niegdyś królewskiego - miasta KOŚCIAN o odegranie w oparciu o radcę Stanislasa Pierreta z Ambasady Francji w Warszawie - pewnej roli w tej akcji! Kościan, bogaty tradycją oddanych Francji przyjaciół: Generała Dezyderego Chłapowskiego z Turwi i ambasadorów: Alfreda Chłapowskiego z Bonikowa i Kajetana Morawskiego z Jurkowa - jest do odegrania takiej roli wyraźnie powołany!!

Tak - jasne dla mnie, że my Polacy winniśmy walczyć o Frankofonię, o rolę w świecie języka francuskiego, tak jak to podkreślał mój ojciec: ścisłego i w przeciwieństwie do angielskiego - PRECYZYJNEGO!!!

Myślę, że wierni swej narodowej tradycji winniśmy my, Polacy, walczyć o rolę Francji w Europie i świecie!!!! Poprze nas w tej dziedzinie czołowy działacz Frankofonii, niegdyś bliski przyjaciel Jerzego Janowskiego, Joel Broquet. Stawiam w tej dziedzinie między innymi na „Wspólnotę Francusko-Polską”, na Krzysztofa Jussaca, na Barbarę Miechówkę, na Romana Czajkę.

Mam nadzieję, że ze strony francuskiej do tej akcji włącza się np. miasta takie jak np. Lens, gdzie przez lata ukazywał się dziennik „Narodowiec” oraz Amiens, skąd wywodził się młodo zmarły, tak ceniony przez Józia Czapskiego, malarz Jean Colin d’Amiens (patrz: biografia „Jean Colin d’Amiens” pióra Vincent Guilliera; Editions Encrage). Jean Colin d’Amiens był mężem Elżbiety Plater Zyberk - siostrzenicy Czapskiego. Ośmielam się przypuszczać, że dzieła tego, jakże wybitnego zdaniem Czapskiego malarza, winna znać, tak sztuką piękną zainteresowana pani Brigitte Macron - żona obecnego prezydenta Francji, także wywodząca się, tak jak jej mąż i jak Jean Colin, z Amiens!!!)

Kończąc wyrażę nadzieję,że świetna paryska galeria „LE ROI DORE” zainteresuje się Jean Colin d’Amiens.

*   *   *

Zobacz także:

18:49, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 84/2018

We wczorajszym dzienniku pisałem o walce o ”więcej Francji w Polsce i Polski we Francji!” Rzuciłem hasło współpracy polskich i francuskich liceów. Apelowałem do mego dawnego liceum w Kościanie, do jego kierownictwa, do związku absolwentów (do pani Albińskiej), rzecz jasna także do tak mi drogiego wicedyrektora Wojciecha Morawskiego o zatelefonowanie w tej sprawie do sekretariatu radcy Stanislasa Pierreta w Ambasadzie Francji w Warszawie (trzeba się pospieszyć, bo niezadługo opuszcza on Warszawę) o znalezienie dla naszego liceum w Kościanie dobrego partnera we Francji! Takie umowy między polskimi i francuskimi liceami winny się mnożyć. W polskich liceach winny powstawać klasy nauczania francuskiego! Stare, Królewskie Miasto Kościan, miasto z którym tak przez długie lata związani byli wybitni utrwalacze przyjaźni Polska-Francja, np. ambasadorowie: Alfred Chłapowski i Kajetan Morawski, także w pewnym okresie ulubiony oficer ordynansowy Napoleona Dezydery Chłapowski („czupurny Dezyderek”) - samo też winno pod hasłem współpracy - także i gospodarczej - wejść w umowę z jakimś odpowiednim francuskim miastem! Apeluję w tej sprawie do licznych w naszym regionie przyjaciół Francji: do pani Iwony Jęcz, do rodu Kuźmińskich itd., itd.

Rzecz w tym by we Francji znaleźć dynamiczne miasto, skłonne na serio wziąć się za modelową współpracę z Kościanem, za rozbudowę współpracy kulturowej, lecz także i wymiany handlowej i gospodarczej z tym starym polskim, królewskim niegdyś grodem.

Obecność coraz to większej liczby takich sprzężonych z francuskimi miastami polskich miast, to sprawa wielkiej wagi. I dla Polski i dla Francji - i nawet dla Unii - to byłby jednak chyba mały, lecz istoty krok naprzód w budowie zwartej i bezpiecznej Europy.

Takie posunięcia mają szczególną wagę dziś, gdy pewne - jak mi się zdaje – obce siły, nie chcą dopuścić do dalszego jednoczenia się Europy. Gdy być może wspomagają one, tak czy inaczej, Brexit i kto wie, czy nie separatystów katalońskich - być może sprytnie podsycają one ogień europejskich najróżniejszych sporów. W każdym razie ja, stary ekspert, mocno odnoszę czasem takie wrażenie!

*   *   *

Zobacz także:

18:39, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 83/2018

Dziś pragnę ponownie się zająć kluczową w mym pojęciu sprawą! Walką pod hasłem „WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI”!!

Jako pierwszy krok w tej dziedzinie widzę budowanie ścisłej współpracy między pewną liczbą polskich i francuskich liceów. Więcej niż dotychczas polskich liceów winno wyposażyć się w klasy języka francuskiego. Liczę w tej dziedzinie na panią Iwonę Jęcz, na pana Andrzeja Kuźmińskiego, na Wojtka Morawskiego - wicedyrektora mego ukochanego liceum w Kościanie (chętnie uznaję pana Wojtka za mego krewnego - jak to dawniej mawiano, „przyjmuję go do herbu, za krewnego chcę uważać...”).

Misja w Polsce mego przyjaciela Stanislasa Pierreta dobiega końca. Ważne więc, by jak najszybciej zadzwonić do jego sekretariatu we francuskiej ambasadzie w Warszawie, by z miejsca „puścił w ruch” współpracę liceum w Kościanie z jakimś dużym prowincjonalnym liceum we Francji. Liczę że sprawę poprą „Wiadomości Kościańskie” a także Radio Merkury oraz czasem docierający do Paryża znakomity „Głos Wielkopolski”!!

Ziemia Kościańska - ojczyzna Generała Dezyderego Chłapowskiego (tak cenionego przez Napoleona jego oficera ordynansowego - jak mawiał ów cesarz - „czupurnego Dezyderka”), ambasadorów: Alfreda Chłapowskiego z Bonikowa, który przez lat kilkanaście (1924 - 1936) umacniał przyjaźń polsko-francuską, i Kajetana Morawskiego z Jurkowa – w październiku 1943 roku pierwszego z wszystkich ambasadorów akredytowanych przy rezydującym wtedy w Algierze Rządzie Wolnej Francji, później przez ćwierć wieku ambasadora „wolnej Polski” przy Francji - ambasadora nie uznawanego lecz TOLEROWANEGO, człowieka walczącego o Europę na francuskim sosie, to jest o Europę opartą na pięknych wartościach francuskiej kultury politycznej takich jak kult wiedzy, tolerancyjność, umiejętność prowadzenia rozładowującego napięcie dialogu...

*   *   *

Zobacz także:

18:28, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 82/2018

Odnoszę wrażenie, że coraz to większą ilość ludzi „o niezłym wykształceniu” niepokoi MIECZ DAMOKLESA TERRORYZMU NUKLEARNEGO ZAWIESZONY NAD NASZYMI GŁOWAMI. Wedle uparcie krążących pogłosek, już swego czasu islamscy terroryści planowali w Belgii atak na jedną z elektrowni atomowych tego kraju. Nie jest do końca jasne, dlaczego w końcu do takiego zamachu nie doszło.

O ile wiem, rzeczoznawcy organizacji Greenpeace są zdania, że nie można wykluczać możliwości jakiegoś ataku na tę czy inną siłownie jądrową krajów Zachodu i także . Jasne,że taki atak mógłby być może mieć wysoce groźne skutki. Do ataków na elektrownie atomowe mogą służyć np. drony...

Upadek państwa islamskich skrajnych fanatyków w Syrii i w Iraku niestety skłania wielu zachodnich mężów stanu do BAGATELIZOWANIA TERRORYZMU!! Ponoć jedynie w Rosji w „sferach elitarnych” panuje do dziś mocne przekonanie, że islamscy fanatycy „coś po cichu przygotowują, mogą - poparci przez te czy inne państwa - jeszcze próbować poważnie dobrać się także i Rosjanom za skórę. ”Wódz” Tatarów Krymskich Mustafa Dżemilew jest ponoć zdania, że Putin chce owych Tatarów zastraszyć, zmusić do milczenia, przegonić z Krymu. Ów lider głosi ponoć, że dziś na Krymie gorzej niż za Stalina (dodam tu, że polscy Tatarzy prowadzą dość szeroką akcję charytatywnej pomocy krymskim współbraciom).

Zdaniem specjalistów jednak główne zagrożenie terrorystyczne dla Rosji stanowią nie Tatarzy, lecz inne ludy fanatycznie muzułmańskie federacji rosyjskiej. Owe ludy niewątpliwie są w kontakcie z TAJNYMI GRUPAMI BLISKOWSCHODNICH FANATYKÓW ISLAMU. Być może mają ukrytych sojuszników także i w Turcji.

Do tego wiadomo, że mimo upadku ich państwa, konspiracje wywodzące z owego tak zwanego DAECH-u nadal prowadzą propagandę internetową, propagandę odwetu i terroru - jak czasem się to określa i nadal mają jak się zdaje spore środki?…

Co do zagrożenia terroryzmem atomowym, chyba byłoby lekkomyślnie na 100% wykluczać, że służby tych czy innych państw ziejących nienawiścią do Zachodu (i także do Rosji?), mogą tak czy inaczej dopomóc skrajnym islamskim konspiracjom? Dodam,że zapewne rzeczą niepokojącą jest, że czasem na lep propagandy skrajnych islamistów idą też np. islamscy studenci nauk ścisłych!! No i eksperci Greenpeace mają zapewne rację, gdy głoszą jak niebezpieczne mogą się okazać tak trudne, gdy chodzi o ochronę (np. przed dronami) nasze siłownie jądrowe. W tej dziedzinie nie wolno nam zapominać o wypadku, jaki miał miejsce 25 kwietnia 1986 roku w Czarnobylu. Wtedy szło, jak podkreśliłem, o wypadek. Ale przecież takie wydarzenie zapewne można też sprowokować, może np. przy pomocy drona...

*   *   *

Zobacz także:

18:18, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 81/2018

W bardzo różnych środowiskach Paryża pewne zainteresowanie jednak budzi mój projekt „puszczenia w ruch” szerokiej akcji umacniania przyjaźni polsko-francuskiej drogą zacieśnionej współpracy liceów obu tych bratnich krajów.

Tak, idąc śladami mego ojca walczę o rozwój związków Francja-Polska. Jak mawiał mój ojciec, w interesie Polski leży Europa na francuskim sosie, to znaczy oparta na takich cechach jak kult wiedzy i kultury, wyrozumiałość i tolerancja... Nie trzeba też zapominać, że Francja otoczyła swego czasu przyjaźnią i opieką nasze pierwszą i drugą emigrację… Nasza drugą o wolność walczącą emigrację wydatnie wsparły USA, tworząc np KOMITET i RADIO WOLNA EUROPA. Ale rola Francji w nam udzielanym wówczas poparciu też była olbrzymią. Tu mimo nacisków i kalumnii „czerwonego”działała tak wielkiej wagi „Kultura” i Instytut Literacki Jerzego Giedroycia; tu profesor Zygmunt Lubicz-Zaleski ocalił, zwaną mickiewiczowską, Bibliotekę Polską w Paryżu, którą PRL chciała zagarnąć, by ją przemienić w swój ośrodek propagandowy, podczas gdy od XIX wieku była ona ważnym w Paryżu centrum Wolnej Polskiej Myśli. Tu ożywioną działalność rozwijała mego ojca AMBASADA WOLNEJ POLSKI. A de Gaulle swego czasu ojca mego zapewniał, że ustroje komunistyczne muszą runąć, bo ustroje policyjne są na dłuższą metę nie przystosowane do życia...

Jedno tez pewne. Przyjaźń polsko-francuska jest ważnym elementem równowagi europejskiej, jest dziejową koniecznością. Tak więc musimy teraz dokładać wysiłków by ROZŁADOWYWAĆ WSZELKIE NIEPOROZUMIENIA FRANCUSKO-POLSKIE, nieporozumienia sztucznie i przesadnie podsycane! Tak, my Polacy musimy odbudowywać przyjacielski dialog z Francją, rozładowywać wszystkie różnice zdań. Gdzie dwóch się spiera, tam trzeci korzysta!! Jedno pewne: należy z Francją znowu wrócić na drogę przyjacielskiego dialogu. Musimy też w pełnie popierać FRANKOFONIĘ, rozwijać u nas naukę francuskiego. NO I BUDOWAĆ. ROZBUDOWYWAĆ DALEKO POSUNIĘTA WSPÓŁPRACĘ NP. FRANCUSKICH I POLSKICH LICEÓW!

Józef Piłsudski mocno podkreślał: Podczas kryzysu strzeżcie się agentur! A dziś coraz to wyraźniej wyczuwam,że „ktoś” „mąci europejską wodę”, pcha np. do nieporozumień Francja-Polska i tym samym osłabia jedność Europy. Spotkałem się z pytaniem, kto wspierał finansowo angielski BREXIT, kto wspiera separatystów katalońskich, kto w Europie mąci wodę i wspomaga niebezpieczne dla Unii spory?? Być może mamy do czynienia z jakąś antyeuropejską GRĄ. Zapewne tym czy innym zwarta i zgodna EUROPA JEST NIE NA RĘKĘ!!

Jedno chyba pewne! Winniśmy przezwyciężać nieuniknione rzecz jasna spory; nie zezwolić, by narastały wewnątrzeuropejskie ostre niechęci… W naszym wspólnym ogólnoeuropejskim interesie stawiajmy na ogólnounijny dialog. Nie dajmy się skłócić. Nasze kłótnie, nasza nieumiejętność budowania przyjacielskiego dialogu z innym krajami Unii - służy tylko tejże UNII WROGOM I KONKURENTOM!

Kończąc dodam, że warto, by cały ten, jednak groźny na dłuższa metę dla Unii, problem przemyśleli francuscy działacze europejscy. Np. dawni przyjaciele Jerzego Jankowskiego, działacze i ruchów Wspólnota Francusko-Polska, oraz La Federation. Liczę, że ludzie tacy jak Joel BROQUET, Christophe JUSSAC, Barbara MIECHÓWKA, Roman CZAJKA oraz ich wpływowych przyjaciół, na jakiś poświęcony tej sprawie uniwersytet letni.



*   *   *

Zobacz także:

18:09, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 80/2018

Kilka ech spotkania w Ambasadzie RP w Paryżu z profesorem Rafałem Habielskim - spotkania dotyczącego mających (wreszcie!) chyba już za kilka miesięcy ukazać się, wspólnym nakładem MSZ-tu i IPN-, tajnych raportów mego ojca - Kajetana Dzierżykraj- Morawskiego, („Kademora”) - ambasadora legalnego Rządu RP w Londynie przy Francji od października 1943 do końca lat sześćdziesiątych (po cofnięciu przez Francję uznania w lipcu 1945 roku legalnemu rządowi RP w Londynie ambasadora „TOLEROWANEGO lecz nie uznawanego oficjalnie).

Te raporty rzucają nowe, niekiedy wręcz rewelacyjne światło, na dzieje drugiej polskiej wielkiej emigracji politycznej we Francji. Jak dotąd pewne, uważające się za postępowe czynniki, skutecznie hamowały publikacje tych tak autentycznych dokumentów, uwydatniających wiele kluczowych aspektów walki o wolność Polski prowadzonej przez - czasem celowo i niesłusznie lekceważona przez ludzi PRL-owskiego chowu - DYPLOMACJĘ EMIGRACYJNĄ. Dodam,że wagę tych raportów w pełni doceniał Jerzy Giedroyc.

W czasie owego spotkania w Ambasadzie RP wyświetlono także dwa filmy laureata wielu nagród Piotra Morawskiego... Film o mym ojcu i film o mnie – inwalidzie „zimnej wojny”.

Jeden w uczestników owego spotkania w Ambasadzie RP w Paryżu, krajowy intelektualista jest zdania, że jest ogromnej wagi - by obecnie nawiązywać do tradycji Kademora, tego przeciwnika Becka i zwolennika mocnych związków Polska-Francja, oraz - jak mawiał - „Europy na francuskim sosie”; by polepszać obecnie nienajlepsze stosunki polsko-francuskie.

Inny rozmówca jest zdania, że niestety cofa się w Polsce znajomość języka francuskiego, a przecież - jak mawiał Kajetan Morawski - Polacy winni być ściśle z Francją związani, walczyć o „ową Europę na francuskim sosie”, opartą o wielkie wartości francuskiej, tolerancyjnej i wolnościowej kultury politycznej...

W pełni popieram ten punkt widzenia! Ostatnio Stowarzyszenie Absolwentów Liceum w Kościanie nadało mi zaszczytny tytuł swego członka honorowego. Pozwalam sobie zaapelować do tego Liceum o zawarcie przez nie umowy o współpracy z jakimś francuskim dużym Liceum. Radzę by zwróciło się np. do Ambasady Francuskiej w Warszawie o znalezienie francuskiego Liceum skłonnego do podjęcia takiej AMBITNEJ „MODELOWEJ” współpracy!

Skądinąd wzywam też Joela Broqueta do poinformowania organizmów FRANKOFONII o mym planie podjęcia takiej obejmującej wiele polskich i francuskich LICEÓW AKCJI - pod hasłem „WIĘCEJ FRANCJI W POLSCE I POLSKI WE FRANCJI”. Liczę w tej dziedzinie na La Communaute Franco-Polonaise, na Prezesa Jussaca, na panią profesor Barbarę Miechówkę, na prezesa Romana Czajkę… Tak, musimy w tej dziedzinie dokonać prawdziwego przełomu! TO SPRAWA OLBRZYMIEJ WAGI DLA POLSKI I DLA CAŁEJ EUROPY.

*   *   *

Zobacz także:

17:58, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 czerwca 2018
Widziane z Paryża 79/2018

25 czerwca 2018 roku w przepięknych salonach Ambasady RP w Paryżu odbyło się spotkanie dotyczące mego ojca, przez ćwierć wieku ambasadora polskich władz na wychodźstwie w Londynie - przy Francji! Najpierw, w październiku 1943 roku pierwszego z wszystkich z ambasadorów akredytowanych przy przy rządzie Wolnej Francji, wówczas jeszcze przebywającym w Algierze. Później po cofnięciu przez Francję uznania władzom RP rezydującym w Londynie, nieuznawanego lecz tolerowanego ambasadora Wolnej Polski w Paryżu. Spotkanie dotyczyło też mnie - inwalidy wojny i zimnej wojny, b. korespondenta INFORMACYJNEGO („szpiona”, jak mawiali PRL-owcy) RWE! Zaprezentowano opatrzone francuskimi podtytułami filmy o mym ojcu i o mnie (dzieła świetnego reżysera Piotra Morawskiego, laureata wielu nagród…).

Spotkaniu przewodniczył minister pełnomocny RP w Paryżu, Tomasz Majchrowski. A całe spotkanie świetnie zorganizował attache prasowy ambasady, Michał Dobosz.

O przygotowywanych przez niego do druku (w IPN) tajnych raportach Kajetana Morawskiego zdających sprawę z życia i działań polskiej emigracji politycznej, raportach dla władz RP w Londynie - ciekawie mówił słynny prof. dr hab. Rafał Habielski - profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, uchodzący za jednego z najlepszych w Polsce znawców polskiej historii najnowszej, autor prac naprawdę dużej wagi. Wskazał on na znaczenie tych wielce obiektywnych (niekiedy rewelacyjnych) tajnych raportów Ambasadora Morawskiego… W czasie tego spotkania Anna z Dzierżykraj-Morawskich admirałowa Mesnetowa odczytała piękny list kondolencyjny, jaki po śmierci mego ojca napisała do mnie Generałowa de Gaulle (Generał de Gaulle wówczas już nie żył).

Na zakończenie ja zabrałem głos. Po pierwsze, by podziękować ambasadzie RP w Paryżu za zorganizowanie tego spotkania, dotyczącego tak znienawidzonej niegdyś przez PRL, a obecnie mało cenionej przez wrogie pewnym polskim „przedwrześniowym tradycjom” kręgi polityczne AMBASADZIE WOLNEJ POLSKI. Złożyłem hołd pamięci mego ojca i owej ambasady Wolnej Polski współpracowników, np. radcy Tadeuszowi Parczewskiemu oraz mego ojca kolejnym następcom, to jest Władysławowi hr. Ponińskiemu, Xaweremu hr. Reyowi i Jerzemu Ursyn Niemcewiczowi - już nie ambasadorom Wolnej Polski lecz Delegatom Legalnego Rządu RP. Podkreśliłem, że spośród współpracowników tej dyplomacji Wolnej Polski w Paryżu żyją jeszcze tylko dwie osoby: Virydianna z hr. Raczyńskich hr. Reyowa no i ja.

Następnie złożyłem me podziękowania Zarządowi Dzieła Św. Kazimierza w Paryżu oraz tego zarządu Prezesowi hr ORŁOWSKIEMU oraz, rzecz jasna KIERUJĄCYM tym Zakładem ZAKONNICOM (za przyjęcie mnie, INWALIDY WOJNY I ZIMNEJ WOJNY do tego Domu Opieki). Tak, złożyłem hołd szlachetnym i tak sprawnym w swej opiece nad starcami owym Polskim Siostrom SZARYTKOM, prawdziwym Polkom w najlepszym tego słowa znaczeniu. Dodam, że na owo spotkanie mnie, nieco chorego, przywiozły dwie siostry szarytki: Regina i Katarzyna!

Czując się jakby spadkobiercą tradycji owej ambasady Wolnej Polski, złożyłem hołd Francji i Francuzom, którzy w naszym boju o Wolną Polskę nam pomagali: Generałowi de Gaulle, Jeanowi Laloyowi z Quai d’Orsay, Gastonowi Palewskiemu, Andre Voisinowi, Robertowi Schumanowi, Robertowi Rochefortowi, Jean-Lukowi Schaffhauserowi, jakże zasłużonemu Joelowi Broquetowi i innym...

Kończąc złożyłem jeszcze najwyższy hold pamięci pani prezydentowej Marii z Mackiewiczów Kaczyńskiej oraz jej współpracownicy dyrektor Izabelli z Głowackich Tomaszewskiej. Obie te wysoce patriotyczne damy w przeciwieństwie do wielu innych (!!) wysoko ceniły i otaczały opieką nas, bojowników walczącej z komuną POLSKIEJ EMIGRACJI POLITYCZNEJ. Tyle na dziś! Czekam na uwagi o tym spotkaniu. I na jego echa...

*   *   *

Zobacz także:

18:06, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 78/2018

Czytelnik pyta: „Jak wynika z książki Teresy Masłowskiej pt.: »Łącznik z Paryża. Rzecz o weteranie zimnej wojny« (Leszno 2009) zaczynał Pan swą pracę w RWE od pisania raportów o sytuacji w kraju, najpierw jako współpracownik Zygmunta Michałowskiego, później już samodzielnie jako etatowy korespondent.

Pańskie raporty wysoko cenili zarówno Jan Nowak jak i szef działu polskiego tak zwanej ewaluacji w RWE Kazimierz Zamorski. No i choć później miał Pan inne zadania w RWE (rozmowy telefoniczne z krajem, słynne wywiady telefoniczne z Wałęsą i innymi), jak wynika z tekstów Zamorskiego, długo Pan kontynuował pisanie owych tajnych raportów. Jak wiadomo praca korespondentów informacyjnych RWE szczególnie władze PRL irytowała. Skąd Pan miał takie nieraz ponoć rewelacyjne informacje o sporach w partii, o walce frakcji?"

Moja odpowiedź prosta. Ci lub inni wpływowi działacze (dziś wymienię tylko dwóch: Konstantego Łubieńskiego i Jerzego Zawieyskiego), chcący w ten sposób pozytywnie oddziaływać na sytuację w PRL i będąc PEWNI mej dyskrecji, dostarczali mi sporo cennych informacji. I z reguły z zastrzeżeniem zachowania najwyższej tajemnicy co do źródła owych rewelacji. Ci lub inni partyjni nawet członkowie KC czy Biura Politycznego w ramach tak zwanej walki frakcyjnej podrzucali Nowakowi - i także mnie - wielkiej wagi dane. Jednemu z nich musiałem przysiąc, że nigdy nawet po jego zgonie nie ujawnię, że mnie informował. Po roku 1968 wiele bezcennych informacji dostarczyły nam ofiary czystek moczarowskich, np. wielkiej wagi były oceny i informacje, jakie przekazał nam wysoce inteligentny ambasador Birecki. Z Monachium na długą rozmowę z nim przejechali Jan Nowak i Tadeusz Żenczykowski. Rozmowa miała miejsce w wielkim paryskim hotelu. Ja ją protokółowałem – później już w naszym biurze do północy na maszynie ją spisywałem, by ów tekst o ósmej rano móc dać Nowakowi i Żenczykowskiemu,którzy przedpołudniowym samolotem wracali do Monachium.

Birecki w tej rozmowie między innymi ostrzegał nas, że SB ma w Rozgłośni Polskiej agenta ( jak się później okazało, chodziło o Andrzeja Czechowicza. Niestety RWE nie wykorzystało tej informacji. W porę nie wykryto Czechowicza, który widocznie mądrze umiał się „kamuflować”.

Z oczywistych powodów KORESPONDENCI INFORMACYJNI RWE byli wrogiem numer jeden SB, które ponoć dostawało nagany z Biura Politycznego, za to, iż partyjne tajemnice, echa walk różnych np. frakcji,dane o porażkach gospodarczych PR, i o różnych wewnątrzpartyjnych aferach przeciekają do RWE i via RWE do społeczeństwa (w pewnym okresie Nowak podejrzewał, że nienawidzący Gierka Moczar, będąc szefem Najwyższej Izby Kontroli pewne rewelacje o nadużyciach „gierkowców” nam podrzucał…). SB starało się rożnymi metodami „niszczyć” co najlepszych spośród naszych korespondentów informacyjnych. W pewnym okresie najlepszym spośród nas był nasz ówczesny korespondent informacyjny w Berlinie Zachodnim, późniejszy dyrektor Rozgłośni Polskiej RWE. SB zmontowało z pomocą NRD jakąś bliżej mi nieznaną „aferę obyczajową” … Miejscowe władze amerykańskie zażądały usunięcia Michałowskiego. Nowak, wysoko Zygmunta M. ceniąc, wybronił go. Ale musiał przenieść go do Paryża. Ja widocznie uważany przez SB też za „niebezpiecznego wroga” straciłem możliwość uzyskania stypendium doktoranckiego Komitetu Wolnej Europy na studia politologiczne w USA. Jak już nieraz pisałem, w kilka lat później, gdy RWE powierzyło mi wymagające pełnego zaufania stanowisko KORESPONDENTA INFORMACYJNEGO w Paryżu, zapytałem pewnego „personalnego”Amerykanina z RWE , jak to możliwe, przecież kilka lat wcześniej nie dano mi stypendium, w wyniku donosu, że jestem homoseksualistą i że w roku 1945 byłem w Kościanie (mając 15 lat !) groźnym komunistą… Ów Amerykanin powiedział mi wówczas, żebym się tą sprawą nie zajmował, gdyż to był zapewne donos „Z TAMTEJ STRONY”. Później w Paryżu przez lata odbierałem telefony z pogróżkami., anonimy itd. Równocześnie, jak pisze np płk Waldemar Maszenda, „rodziny (niektórych) pracowników RWE były szykanowane i zastraszane przez Bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami.

Tyle na dziś!

*   *   *

Zobacz także:

17:51, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 czerwca 2018
Widziane z Paryża 77/2018

Czytelnik pyta: "Co Pański ojciec sądził o katastrofie gibraltarskiej z początku lipca 1943 roku, o tragicznym zgonie Generała Władysława Sikorskiego"? Ojciec mój – wówczas sekretarz generalny (przy ministrze Edwardzie Raczyńskim) w Londynie MSZ-u Rządu RP – podkreślał (już później np. w Paryżu), że jedno pewne: zgon Sikorskiego był bardzo Stalinowi na rękę. Rzecz w tym, że międzynarodowy autorytet Sikorskiego był wielki, do tego był on jakby symbolem międzynarodowej walki z Hitlerem, wydźwięk jego nazwiska był w całym świecie ogromny… Na pewno nie byłby on w stanie zapobiec zagarnięciu Polski przez Stalina. Ale gdyby żył, aliantom byłoby jednak bardziej niezręcznie „puścić go, i tym samym Polskę w trąbę…”. Do tego trzeba pamiętać, że ponoć wówczas w Gibraltarze szefem brytyjskich służb bezpieczeństwa był sowiecki agent Kim Philby, który o wiele później, w styczniu 1963 roku, uciekł do Moskwy, gdzie umarł dopiero w roku 1988… W swej wydanej w 1968 roku książce „My Silent War” nie wyjaśnia on sprawy zabójstwa Sikorskiego. Jednak – dodam od siebie – nie można wykluczać, że z czasem rosyjscy historycy dobiorą się do jego „papierów”, i ogólnie do tajnych danych o Philby’ym (?). Swego czasu Rosjanie jednak ujawnili prawdę o egzekucjach katyńskich; może z czasem – jak wiadomo, rzetelni i wścibscy historycy rosyjscy – odkryją prawdę o śmierci Sikorskiego??? Jak na razie KGB dopuściło historyków ponoć tylko do części „dokumentacji Philby’ego”…

Innym aspektem sprawy jest ponoć to, że Generał Sikorski będąc w czerwcu 1943 roku na Bliskim Wschodzie tam PONOĆ otrzymał (od kogo ?) dokumenty mówiące prawdę o zbrodni katyńskiej, i rzekomo wiózł te dokumenty do Londynu!!! Jak wiadomo, prawda o sprawie katyńskiej była Stalinowi bardzo nie na rękę…, miała godzący w ZSRR wydźwięk polityczny…

Jednym słowem, dla ZSRR „dobrze się złożyło”, że cieszący się tak wielkim autorytetem międzynarodowym Sikorski śmierć poniósł 4 7 1943 w Gibraltarze.

Kończąc, dodam, że zdaniem mych znających obecną Rosję francuskich przyjaciół PĘD KU PRAWDZIE MŁODYCH ROSYJSKICH HISTORYKÓW JEST TERAZ DUŻY. Młodzi rosyjscy badacze dziejów swego kraju chętnie też teraz współpracują z cudzoziemskimi uczonymi… Nie wykluczam więc, iż być może dotrą oni do jakichś radzieckich tajnych naświetleń związanych z Philby’ym i śmiercią generała Sikorskiego. Jedno chyba jasne: nie można jednak całkowicie wykluczać, że w owych archiwach z czasem znajdzie się coś ciekawego na ten temat. Naturalnie, w danej chwili nie dysponujemy danymi zezwalającymi na rzeczywistą ocenę sytuacji. Na razie możemy tylko formułować hipotezy. No i jeszcze jedno. Niewątpliwie w interesie braterstwa Słowian i zbliżenia Polska-Rosja leży, by we wszystkich dramatycznych „sprawach spornych” ujawniać CAŁĄ PRAWDĘ! Wszak ujawnienie prawdy o mordzie katyńskim odegrało w w stosunkach obu naszych narodów rolę wysoce pozytywną. Ja, i zapewne inni Polacy, jesteśmy wdzięczni Rosjanom za ujawnienie tej zbrodni Stalina!!!

*   *   *

Zobacz także:

11:21, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 76/2018

Czytelnik podkreśla, że „oczywiście PRL-owscy MSZ-owcy traktowali per noga dyplomację emigracyjną, i nie dopuścili do tego, aby minister Krzysztof Skubiszewski nadał po upadku tak zwanej Polski Ludowej owym przedstawicielom rządu RP na wychodźstwie w Londynie status dyplomatów honorowych RP”. Rzecz w tym, że w ich oczach szło o przeżytek bez znaczenia przedwojennego reakcyjnego MSZ-u. Już od lat, owych PRL-owców wściekał fakt, iż Watykan przez długie lata, bodaj od roku 1972 (?), tak czy inaczej uznawał ambasadę Kazimierza Papee, a np. Hiszpania do roku 1968 – do zgonu jakże wybitnego Józefa Potockiego – poselstwo (ambasadę – wedle współczesnych określeń) w Madrycie… Ambasadę PRL w Paryżu irytował fakt, iż wielu wybitnych Francuzów przyjmowało ordery od przedstawiciela rządu RP w Londynie, ambasadora Kajetana Morawskiego (ordery „od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa”– pisał komunistyczny dziennik L’HUMANITÉ. Także np. to, że de Gaulle w roku 1963 (??) zaprosił ambasadora Kajetana Morawskiego z żoną na obiad do Pałacu Elizejskiego, i że wiadomość tę podała oficjalna agencja prasowa AFP… Wedle bodajże Palewskiego, de Gaulle’owi chodziło o to, by cała francuska administracja wiedziała, że ceni on Morawskiego…

Czytelnik dodaje, iż pewne polskie sfery lewicowe uważają owych przedwojennych polskich dyplomatów za "dyplomatołków" i reakcjonistów "na 102"… Rzecz jasna – ciągnie ów czytelnik – rzuca się w oczy, że Beck fałszywie oceniał sytuację. Wydarzenia jesieni 1939 roku go zaskoczyły, a to ponieważ Ciano mu powiedział w tajemnicy, że Hitler obiecał Mussoliniemu, że wojny przed kilku laty nie wywoła… Do tego jasne, że Beck – choć sam też był wojskowym – nie dostrzegł ogromu przewagi militarnej Niemiec, zaufał zapewnieniom Rydza, że armia polska potrafi przez pewien czas stawić czoła atakowi niemieckiemu, doczekać na taką czy inną pomoc Zachodu… Do tego Beck, być może błędnie informowany przez ludzi; być może na usługach Sowietów (???), nie przewidział radzieckiego ciosu w nasze plecy. (Ponoć są jakieś podejrzenia w tej dziedzinie?).

Czytelnik zastanawia się: "Czemu tak mądry Piłsudski nasz MSZ powierzył Beckowi"? Wszak byli mądrzejsi kandydaci na to stanowisko, np. Janusz Radziwił czy też Edward Raczyński… To zagadka. Wiadomo też, że Piłsudski mawiał, iż bez niego Polska nie da sobie rady (nikt nie wie, co to godne uwagi powiedzenie Marszałka znaczyło. Nikt nie wie, jak by on – gdyby żył – rozegrał sytuację (?). Czytelnik poleca w tej dziedzinie lekturę „opinii” Wacława Zbyszewskiego…

*   *   *

Zobacz także:

11:19, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 75/2018

ak więc niezadługo w Ambasdzie RP w Paryżu złożony zostanie hołd pamięci naszej AMBASADY WOLNEJ POLSKI. Będą wyświetlone filmy: o mym ojcu, zwanym swgo czasu przez cenionych publicystów „Legendarnym Ambasadorem”, a także „Ambasadorem Atlantydy” czy też „Ambasadorem, który jest instytucją”, oraz o mnie, którego już w tytule swej książki mnie dotyczącej Teresa Masłowska określa mianem „Łącznika z Paryża – weterana Zimnej Wojny”…

Następnie jeden z najlepszych znawców owej epoki, słynny profesor historii UW, Rafał Habielski mówić będzie o rewelacyjnych tajnych raportach Kjetana Morawskiego, które jeszcze w czasie tego roku ma wydać w IPN-ie (o ile się nie mylę, chodzi o raporty za okres od 1943 aż po koniec lat sześćdziesiątych).

Jak wiadomo, Rząd RP w Londynie pierwszy z wszystkich (!!!) uznał już jesienią 1943 roku wówczas rezydujący w Algierze Rząd Wolnej Francji. Tak więc ojciec mój był aż do 31 grudnia 1944 roku – do chwili przybycia już do Paryża Nuncjusza – dziekanem korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy rządzie Francji… Gaulliści mawiali: Morawski był pierwszym z ambasadorów przy naszym rządzie, a pierwszego zawsze się dobrze pamięta…

W lipcu 1944 roku Francja cofnęła uznanie Rządowi RP w Londynie… Uznała Polski Rząd Jedności Narodowej!!! Ci lub inni Gaulliści – przyjaciele mego ojca – namawiali, by oddał się do dyspozycji owego TYMCZASOWEGO RZĄDU JEDNOŚCI NARODOWEJ. Ojciec mój dał im sławną wtedy odpowiedź: WOLĘ BRAĆ PRZYKŁAD Z ZACHOWANIA SIĘ WOLNYCH FRANCUZÓW NIŻ SŁUCHAĆ ICH RAD.

Ojcu Francja zachowała ad personam status dyplomatyczny. Stał się oficjalnie nie uznawanym, lecz tolerowanym „Ambasadorem Wolnej Polski”… Załatwiał rodakom dziesiątki spraw. Bronił wraz z np. profesorem Lubicz-Zaleskim niezależności zwanej mickiewiczowską Biblioteki Polskiej w Paryżu, którą PRL chciał zawładnąć… Założył dla zasłużonych starych rodaków Dom Spokojnej Starości w Lailly-en-Val. Godził skłócone polskie organizacje, walczył o stypendia dla polskich studentów i naukowców. Nadawał zasłużonym rodakom i pomagającym nam Francuzom ordery… Francuska prasa komunistyczna na swych pierwszych stronach wymyślała mu od polskich zdrajców i bandytów spod znaku Andersa…

Chory, przeniósł się do Lailly-en-Val pod koniec lat sześćdziesiątych. Zastąpili go kolejno trzej już nie ambasadorowie, lecz delegaci Rządu: Władyslaw hr. Poniński, Xawery hr. Rey. i Jerzy Ursyn-Niemcewicz…

Swego czasu Minister Skubiszewski obiecywał mi, że MSZ już wolnej Polski otoczy opieką pamięć o dyplomacji emigracyjnej, nada byłym dyplomatom emigracyjnym status dyplomatów honorowych. Sprawa upadła, a to – jak to swego czasu mówił mi mój św. pamięci kuzyn ambasador Ludwik Dembiński – pod naciskiem eks-PRL-owskich dyplomatów, głoszących, że „emigracyjna dyplomacja to dyplomacja Atlantydy, bez śladu znaczenia”… Przed laty o potrzebie uznania zasług dyplomacji emigracyjnej wspominałem pani prezydentowej Marii z Mackiewiczów-KACZYŃSKIEJ i Izabeli z Głowackich Tomaszewskiej – a to w czasie ich wizyty w Lailly-en-Val w listopadzie 2006… W kilka lat później pani Izabela powiedziała mi, że „sprawa na dobrej drodze”… Ale – jak dobrze wiemy – szlachetne damy, pani Maria Kaczyńska i Pani Tomaszewska, śmierć poniosły 10 kwietnia 2010!!!

Kilka miesięcy temu wspominałem o tej sprawie jednemu z najwybitniejszych polskich senatorów, profesorowi ŻARYNOWI. Mowa też była o problemie uczczenia tych Francuzów, którzy wspierali polską emigrację polityczną… W czasie spotkania w Ambasadzie RP mam zamiar wystąpić w imieniu tradycji naszej Ambasady Wolnej Polski o uczczenie pamięci Generała de Gaulle’a, Gastona Palewskiego, André Malraux, Roberta Schumana, Jeana Laloya z francuskiego MSZ-u, Roberta Rocheforta, który pomógł nam zdobyć u Wysokiego Komisarza dla Uchodźców w ONZ-ecie fundusze na zakup domu polskiego w Lailly, Marcela Rudloffa, swego czasu prezydenta regionu Alzacja, który z inicjatywy swego współpracownika, jakże w tej sprawie zasłużonego Jean-Luca Schaffhausera, organizował w Strasburgu naprawdę imponujące, kolosalne spotkania walczących o demokrację działaczy z krajów tak zwanej Innej Europy, dalej: federalistów André Voisina i Joëla Broqueta, i innych im podobnych.

*   *   *

Zobacz także:

11:17, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 czerwca 2018
Widziane z Paryża 74/2018

Chyba niewątpliwie w szeregu krajów Europy powoli, ale dość regularnie , potęguje się poczucie, iż sfery rządzące szeregu państw naszego kontynentu oraz brukselskie kierownictwo Unii Europejskiej nie są w stanie dać sobie rady z takimi zjawiskami jak wdzieranie się do krajów Unii sporej ilości imigrantów z Afryki czy z Bliskiego Wschodu oraz jak potencjalne ogromne zagrożenie terroryzmem islamskim, terroryzmem mogącym rzecz chyba jasna użyć z czasem szczególnie groźnych broni, być może (??) nawet jądrowych czy też np chemicznych?...

W jakim stopniu ów„niepokój społeczny” znajdzie już wyraz w nachodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego - trudno przewidzieć! Jedno pewne - poczucie zagrożenia, pewna tęsknota za rządami silnej ręki w szeregu krajów narasta. Coraz to więcej ludzi marzy o - i to BARDZO GODNE PODKREŚLENIA - o bardziej sprawnej niż dotychczas Unii Europejskiej, zdolnej na serio bronić przed inwazją elementów islamskich granic naszego kontynentu. Zrobić porządek na Bliskim Wschodzie, puścić w ruch jakby nowy plan Marshalla dla Afryki.

Jest rzeczą oczywistą, że samorzutnie coraz to wyraźniej rodzi coś jakby ogólnoeuropejskiego sojuszu ruchów politycznych stawiających na silną władzę, na obronę przed „zalewem Islamskim” granic naszego kontynentu,ruchów marzących też o nowej bardziej sprawnej niż dotychczas polityce ekonomicznej i monetarnej. Błędem jest widzieć w obecnej ewolucji nastrojów tylko nawrót do nacjonalizmu. W gruncie rzeczy chodzi o zjawisko dużo szersze i niełatwe do zdefiniowania, lecz niewątpliwie mające w sobie elementy NACJONALIZMU EUROPEJSKIEGO oraz poczucie, ŻE TRZEBA BRONIĆ PRZED ZALEWEM OBCYCH NASZEJ CYWILIZACJI EUROPEJSKIEJ.

Jak się dowiaduję od mieszkających od lat w pewnym zalanym przez tak zwanych „uchodźców islamskich” północno-francuskim miasteczku polskich inteligentów - mają oni od kilku lat wrażenie., że okres obecny przypomina czasy końca Cesarstwa Rzymskiego, „do którego masowo wdzierali się barbarzyńcy”!

Powoli, tu i ówdzie zaczyna się MARZYĆ o jakby jakiejś międzynarodówce stronnictw stawiających na rządy SILNEJ RĘKI i także na OBRONĘ GRANIC EUROPY ITD., ITD. WSZYSTKO TO NA RAZIE MAŁO JASNE. JEDNO PEWNE. TAKA TENDENCJA STAJE SIĘ CORAZ WYRAŹNIEJSZA I SZYBKO WZRASTA.

*   *   *

Zobacz także:

16:09, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 73/2018

Wyjątek ze znakomitego tekstu Waldemara Maszendy, o ile wiem b. pułkownika UOP-u, który zamieściłem ostatnio - zainteresował dwóch mych czytelników! Ów wyjątek brzmiał: „rodziny pracowników RWE były szykanowane i zastraszane przez bezpiekę a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami”. (z miejsca tu wyjaśnię, ze rzecz jasna SB szczególną wojnę prowadziło tylko z niektórymi pracownikami RWE i z ich rodzinami. W pierwszym rzędzie z jakże ważnym Janem Nowakiem, lecz np. także ze mną, zwykłym korespondentem informacyjnym, uważanym za szkodliwego „szpiona”.

Raz jeszcze sprecyzuje, iż ów ważny tekst Waldemara Maszendy pt. „MÓWILI W WOLNEJ” ukazał w „GAZECIE OBYWATELSKIEJ” Kornela Morawieckiego we Wrocławiu- Nr 159.2, 15 lutego 2018 roku.

Z kolei odpowiem na inne pytanie. Tym razem pytanie czytelnika z Warszawy. Jak skończyła się sprawa KOŚCIAŃSKIEJ, AK-OWSKIEJ „WYSPY NA MORZU CZERWONYM”? Ja już wówczas byłem w Paryżu. Sprawę znam ze świetnej książki Teresy Masłowskiej pt.: „Łącznik z Paryża. Rzecz o weteranie Zimnej Wojny”. Redaktor Masłowska pisze o roku 1948: W Kościanie „atmosfera zagęszczała się wokół pierwszych władz samorządowych (...) Starosta Fischbach” (przypomnę - ponoć narodowiec) „wcześniej wyniósł się do Poznania. Pierwszy sekretarz Komitetu Powiatowego PPR-u Bech wyrzucony z pracy znalazł wsparcie u ks. proboszcza Tomasza Sworwskiego, u którego dorabiał długo przy malowaniu i odnawianiu dzieł sztuki w kościele farnym. AK-owcy: Ignacy Minta z PPR oraz Edward Boryczko z PPS przenieśli się na Ziemie Odzyskane, gdzie nikt ich nie znał. Szacuje się, że ówczesne represje objęły150 osób z tego rejonu. Tak przestała istnieć akowska wyspa na Morzu Czerwonym” Koniec cytatu.

Może dodam tylko jedno. Myślę, że trzeba jasno zdać sobie sprawę z tego, że w Polsce okres Tymczasowego Rządu Jedności Narodu (1945-1946) stanowił epokę zgoła inną od tego, co następnie zaszło. Później w roku 1947 i do połowy r 1948 jeszcze sporo osób łudziło się, że „jakoś to będzie”. Dorota Kłuszyńska uważała, że Stalin chce, aby Polska była „oknem wystawowym bloku socjalistycznego”, oknem na Zachód. Dopiero w połowie roku 1948 Stalin wprowadził w Polsce spotęgowany terror. Do Paryża wówczas dawano nam znać z kraju: „za Boga nie wracajcie, zaczęły się straszne czasy”.

Wyrzucono z miejsca z pracy przedwojennych fachowców, np. Eugeniusza Kwiatkowskiego, który tak znakomicie odbudowywał Wybrzeże. (Kwiatkowski znalazł się bez odpowiedniego zajęcia i w trudnej materialnie sytuacji w Krakowie. Hilary Minc, który potrzebował do pracy nad gospodarką kraju przedwojennych fachowców - musiał na rozkaz Stalina ich przepędzić, wylać z posad, niektórym spośród nich zrobiono procesy, itd., itd.).

Zaczęła się bowiem cała fala procesów, cała fala krwawego terroru. Posłuszny Stalinowi „na 102” Bolesław Bierut całkowicie oparł się na UB-ecji. Tolerował jej zbrodnie, tortury i niezliczone wyroki śmierci!

A my w Paryżu (my, to jest matka i ja, przekonaliśmy się się, że Ojciec mój miał rację, głosząc: Stalin to nie polityk,ale maniakalny zwolennik terroru… Tyle na dziś.

*   *   *

Zobacz także:

16:04, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 72/2018

Dziś odnotuję tylko,że dr hab profesor Aleksander Woźny, wybitny spec w dziedzinie historii wywiadów i wojskowości napisał mi: „Znalazłem w raporcie płk. Witolda Morawskiego z 1929 roku tekst świadczący, że miał on dobre rozpoznanie w dziedzinie niemieckich poglądów operacyjnych na wypadek przyszłej wojny. Pułkownik Morawski dowodził: Działania wojenne rozpocznie lotnictwo gotowe od pierwszej godziny,które zniszczy lotnictwo przeciwnika… Po zniszczeniu lotnictwa przystąpi do niszczenia centr wytwórczości kraju nieprzyjacielskiego, węzłów komunikacji, ośrodków mobilizacyjnych”.

Pamiętam że wuj Witold Morawski w 1939 roku odwiedzał mego ojca u nas w Warszawie na Zimorowicza 4, wracając z powiedzeń w sztabie RYDZA (na które przyjeżdżał ze Lwowa) stwierdzał. że nie wie, czy się śmiać czy płakać. Rydz i jego oficerowie zupełnie nie doceniali zagrożenia, jakie stanowiły niemieckie dywizje czołgowe. Natomiast podkreślali operatywność naszej kawalerii! Nie chcieli uznać,że niemieckie czołgi mogą w ciągu tygodnia zagrozić Warszawie!

Z ostatniej chwili. Czytelnik pyta mnie o artykuł b. pułkownika UOP-u Waldemara Maszendy pt.: „MÓWILI W WOLNEJ”, z którego wyjątki przytoczyłem wczoraj. Potwierdzam, że świetny tekst ten ukazał się w „GAZECIE OBYWATELSKIEJ” Kornela MORAWIECKIEGO nr 159. 2 /15 lutego 2018. Tyle na dziś.

*   *   *

Zobacz także:

15:54, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 71/2018

Czytelnik pyta: „Dlaczego powstał film o mnie pt. WETERAN ZIMNEJ WOJNY i czy IPN przyznał mi zaświadczenie osoby pokrzywdzonej…?” Zacznę od drugiego pytania. Otóż już 14 kwietnia 2004 roku IPN wydał mi ZAŚWIADCZENIE NR 719 04, że jestem „osobą pokrzywdzoną” w rozumieniu ustawy!!! SB prowadziło szczególnie ostrą walkę ze mną, bo byłem korespondentem informacyjnym RWE… To jest od przyjezdnych z kraju do Francji, i z innych źródeł zdobywałem informacje o tym, co się naprawdę w PRL-u dzieje. Prasa reżymowa zwała mnie mianem SZPIONA. Zarówno Jan Nowak jak i Kazimierz Zamorski, szef polskiego wydziału w departamencie analiz i ocen informacji RWE, jak wynika z ich pism, wysoko cenili mą pracę korespondenta informacyjnego – zdobywałem ważne i prawdziwe informacje.

W numerze z 15 lutego 2018 roku „Gazety Obywatelskiej” Kornela Morawieckiego Waldemar Maszenda, b. pułkownik UOP-u w świetnym artykule o RWE pisze między innymi: „Rodziny (dodam od siebie, NIEKTÓRYCH) pracowników RWE były szykanowane przez bezpiekę, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to ciężkimi schorzeniami…”.

Z kolei zajmę się ostatnim pytaniem tego czytelnika. Chce on wiedzieć, dlaczego moje nazwisko pojawia się na słynnej liście Wildsteina. Sprawę tę wyjaśniłem jakiś czas temu w Warszawie w czasie zebrania w IPN-ie, w czasie konferencji prasowej z udziałem mego przyjaciela Bronisława WILDSTEINA, kawalera Orderu Orła Białego. Chodzi o me postawy polityczne wieku 15. i 16. lat (1945 i 1946). Sprawę tę rzeczowo opisuje znakomita książka Teresy Masłowskiej o mnie pt. „Łącznik z Paryża. Rzecz o Weteranie Zimnej Wojny” – wydawca Instytut im. Generała Stefana „Grota” Roweckiego w Lesznie… Rzecz w tym, że w roku 1945 i 1946 Kościan – jak to określa historyk regionalista, słynny Jerzy Zielonka – stanowił AK-owską Wyspę na Morzu Czerwonym. Partiami i miastem rządzili „zakamuflowani” byli AK-owcy – Stefan Bech do jesieni roku 1947 kierował PPR-em, Edward Boryczko w roku 1945 kierował PPS-em, starostą powiatowym był mecenas Karol Fiszbach (z przekonań narodowiec), itd., itd.

Do tekstu Teresy Masłowskiej mogę dodać tylko jedno. Kierownik PPS-u w Kościanie, b. AK-owiec Edward Boryczko latem 1945 przedstawił mi jakiegoś pracownika powiatowego UB – mówiąc: To, nasz człowiek, godny zaufania, pomaga nam w sporach z grupą tych, którzy atakują nas także za tolerowanie ciebie, »potomka obszarników, syna emigranta politycznego«, itd., itd.”.Kilka miesięcy później, już w Poznaniu, zgłosił się do mnie jakiś młody UB-ek, by mi powiedzieć, że ów (polecony mi przez Boryczkę) pracownik powiatowego SB w Kościanie to zdrajca, i że MSW go szuka…. Jednym słowem, tajemnicza sprawa!! Mam nadzieję, że z czasem – dzięki badaniom mych przyjaciół w archiwach UB – coś się więcej o niej dowiem (??). Jedno pewne: owemu młodemu SB-kowi w Poznaniu odmówiłem wszelkich dalszych kontaktów z nim, i dość niezadługo potem, na paszporcie matki (do chwili wydania paszportu byłem jeszcze nieletni), wyjechałem do Paryża.

*   *   *

Zobacz także:

15:50, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 70/2018

Czytelnik pyta, skąd RWE miało tyle zakulisowych informacji o tym, co się w PRL i w PZPR działo. Moja odpowiedź prosta. Znam tę sprawę „od podszewki”. Wszak byłem korespodentem informacyjnym („szpionem” – jak głosili PRL-owcy) RWE… Przed laty w Monachium w czasie kursu dla korespondentów informacyjnych RWE, stary brytyjski dziennikarz, swego czasu przedstawiciel jakiegoś angielskiego pisma w hitlerowskim Berlinie, powiedział nam: „Najciekawsze informacje otrzymywałem nie od opozycji, lecz od skłóconych frakcji NSDAP. Stwierdzenie to było wysoce godne uwagi! I nam najciekawsze informacje przekazywały skłócone frakcje PZPR-u. Jedni partyjni nadawali na drugich… Tą drogą wiele z PRL wyciekało. Miałem tajnych informatorów bliżej mi nieznanych, którzy podrzucali mi nieraz rewelacyjne informacje. W Monachium specjalne biuro analiz i studiów (szef polskiego działu: Kazimierz Zamorski) analizowało wartość, wiarygodność takich informacji…

Rzecz jasna, miałem też szereg dobrze mi znanych informatorów rodaków, którzy Paryż odwiedzali. Specjalna procedura miała na celu ochronę (jeśli były one nam znane) źródeł informacji… Owa ochrona źródeł była sprawą wielkiej wagi i działała sprawnie… O ile wiem, mimo np. sprawy Czechowicza, nie było w tej dziedzinie wpadek…

Cenionym informatorem Jana Nowaka był przedstawiciel na Zachodzie katolickiej grupy lubelskiej "Spotkań", Piotr Jegliński. Dostarczał on Nowakowi i RWE (w pewnym okresie za moim pośrednictwem) wiele czasem wręcz rewelacyjnych materiałów z PRL. Czekał on na mnie o z góry ustalonej godzinie w konfesjonale klasztoru, w którym mieszkał w Paryżu (raz na takie spotkanie zabrałem będącego właśnie w Paryżu Dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE, Zygmunta Michałowskiego, który wysoko cenił dostarczane prze Jeglińskiego informacje…).

Jednym słowem, pracę mą musiała otaczać ścisła tajemnica. Gdy powierzano mi wymagające wielkiej „poufności” stanowisko korespondenta informacyjnego w Paryżu, zapytałem: „Jak to możliwe, że mi powierzacie taką poufną funkcję, wszak swego czasu nie dostałem stypendium doktoranckiego na studia politologiczne w USA, bo do biur „Wolnej Europy” dotarł donos, że w roku 1945 (mając piętnaście, a następnie szesnaście lat) byłem w Kościanie „krwawym reżimowcem”, oraz że jestem homoseksualistą…” Nowak i jakiś Amerykanin powiedzieli mi, że to był donos zapewne „Z TAMTEJ STRONY”, i że „nie mam się tą sprawą zajmować”. Mam o niej zapomnieć i na ten temat milczeć. Trzymałem się długo tej wskazówki! Dopiero kilka lat temu sprawę ujawniłem, o owym donosie w mym dzienniku wspomniałem.

Jedno na zakończenie chcę mocno podkreślić! Zakulisowe informacje z PRL i z PZPR niewątpliwie leżały u podstaw ogromnej popularności RWE w Polsce!

Tyle na dziś… Może tylko dodam, że owe stałe przecieki o walkach frakcyjnych w PZPR-ze, rewelacje na temat tych czy innych afer i nadużyć, itd., itd. – wszystko to siłą rzeczy nasze społeczeństwo niezwykle interesowało. Rzecz jasna my – korespondenci informacyjni – byliśmy przedmiotem szczególnie ostrych ataków ze strony SB, któremu Biuro Polityczne wyrzucało, że tyle tajemnic wycieka z PRL-u!

*   *   *

Zobacz także:

15:46, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 69/2018

Czytelnik pyta o me postawy polityczne w latach 1945 i 1946, i czy to prawda, że moja matka i ja chcieliśmy mego ojca skłonić do powrotu z Francji do kraju…

Tak, rzeczywiście marzyliśmy o powrocie ojca do Polski. Przedwojenny szef ojca, Eugeniusz Kwiatkowski, był wówczas ministrem (?) odbudowy Wybrzeża. Inny z ojca przyjaciół, profesor Michał Kaczorowski, ministrem odbudowy kraju… Oni obaj byli zdania, że ojciec – dobry fachowiec-administrator – przydałby się w pracy dla ojczyzny! Jednak gdyśmy w listopadzie 1946 przybyli do ojca, do Paryża, z miejsca oświadczył on nam, że nie chce wracać; że jego zadaniem jest na emigracji walczyć o Wolną Polskę. Dodał, że „Stalin to nie polityk, lecz zwolennik policyjnego terroru”; i że „nie wierzy, by Kwiatkowski i mu podobni mogli długo utrzymać się na swych stanowiskach”! I miał rację: już w połowie 1948 roku nastąpiły ostre czystki. Na przykład Kwiatkowski poszedł w całkowitą odstawkę, zabroniono mu nawet mieszkać na Wybrzeżu – bez posady wylądował w Krakowie…

A do nas – do matki i do mnie – zaczęły z kraju dochodzić ostrzeżenia: „Za Boga nie wracajcie! Przyszły straszne czasy!”.

W mym ukochanym Kościanie – dotąd (jak to określa słynny historyk regionalista, Jerzy ZIELONKA) „AK-OWSKIEJ WYSPIE NA MORZU CZERWONYM – „też nastąpiła ostra czystka”. Pierwszy sekretarz Komitetu Powiatowego PPR, były AK-owiec Stefan BECH, z trzaskiem wyleciał z tego stanowiska, znalazł się bez pracy. Ówczesne represje objęły 150 osób z tego regionu (???).

Kościańscy AK-owcy, ci z PPS i z PPR-u w owym okresie (rok 1947 i połowa 1948 roku) stawiali na tak zwaną narodową orientację w partii, to znaczy na Gomułkę… No i już od roku 1945 szukali dialogu z tradycyjnie mocnymi w Wielkopolsce endekami, uważając ich za skłonnych do rozsądnego dialogu z Rosją. U podstaw postaw owych kościańskich AK-owcow leżała świadomość dramatu POWSTANIA WARSZAWSKIEGO, hasło „nigdy więcej powstań, dosyć strat!”. Mowa była o „pracy pozytywnej”!!! Nie dostrzegali oni jednak, że wielkimi krokami nadchodzi KRWAWY STALINIZM!!

Ojciec mój natomiast z miejsca wyczuwał, ku czemu iść musi. Dobrze orientował się w mentalności Stalina… Miał nosa. Podziwiałem jego zdolność przewidywania. Ojciec żywił prawdziwy kult de Gaulle’a. Uważał go za najmądrzejszego z przywódców Zachodu. Podobnie jak de Gaulle, uważał, że system sowiecki upadnie, bo nie można na dłuższą metę rządzić w oparciu tylko o policję. Ale podobnie jak i de Gaulle wyczuwał, że ów upadek zajmie sporo czasu…

W paryskich dyskusjach z ojcem zastanawiałem się nad wagą – jeśli to tak można określić – „orientacji narodowej” w Związku Walki Młodych i w PZPR. Ojciec był zdania, że stalinowska policja szybko sobie da radę z tymi „nacjonalistycznymi ciągotami”… Uważał, że tylko muszący prędzej czy później nadejść kryzys gospodarczy rozwali owe czysto policyjne, z natury rzeczy ekonomicznie nieudolne, ustroje. I ojciec mój, który w tej dziedzinie w pełni podzielał opinie de Gaulle’a, miał rację… Ów nieunikniony rozpad ustrojów komunistycznych zajął pół wieku!!!

Co do mych postaw w latach 1945 – listopad 1946 (wyjazd do Paryża jeszcze na paszporcie matki – w momencie wydawania paszportu byłem jeszcze nieletni) i co do specyficznej sytuacji kościańskiej, polecam świetną książkę – mym zdaniem naprawdę bacznej i mądrej dziennikarki, Teresy MASŁOWSKIEJ – pt. ŁĄCZNIK Z PARYŻA. RZECZ O WETERANIE ZIMNEJ WOJNY… (Wydawca Instytut Im. Generała Stefana „GROTA” ROWECKIEGO, LESZNO).

Kończąc, dodam, że ów okres kościański – byłem uczniem Liceum Kościańskiego (matura: styczeń 1946) – spowodował, że do dziś czuję się „na 102” Kościaniakiem. Naprawdę kocham to miasto, w mych oczach nacechowane specyficznym rozsądkiem i wielką inteligencją oraz godnym uwagi poziomem intelektualnym (patrz np. kościańska prasa – np. znakomite, żywo redagowane „Wiadomości Kościańskie”)!

*   *   *

Zobacz także:

15:44, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 68/2018

Czytelnik z Brukseli nawiązuje do mego dziennika, w którym wyrażam przekonanie, że współczesny świat zachodni nie bierze dostatecznie pod uwagę faktu, iż terroryzm, w tym także terroryzm nuklearny to „miecz Damoklesa” wiszący nad naszą przyszłością… Ów czytelnik jest zdania, „że w podświadomości szerokich mas krajów takich jak np. Belgia i Francja czy Włochy oraz Niemcy obawy stale się potęgują, co może znaleźć prędzej czy później wyraz w wynikach wyborów parlamentarnych”. Obawy te mogą jednym słowem być może w polityce przynieść sporo nowego.

Czytelnik pyta mnie, jak ja oceniam „wymiar zagrożenia terrorystycznego”. Moja odpowiedź prosta. Po pierwsze, wszystkie przewidywania w tej dziedzinie mogą z natury rzeczy okazać się zawodne. Wszak trudno przewidzieć, co mogą np. „wykombinować” skrajnie islamscy terroryści. Wszak zamach w USA z 11 września 2001 roku był całkowitym zaskoczeniem! Po drugie, wśród skrajnych islamistów może się znaleźć „samotny wilk” o dużej wiedzy technicznej, zdolny „skonstruować taką czy inną” groźną np. bombę… Wszak wśród skrajnych islamistów zapewne bywają nie tylko „prymitywni nożownicy”, lecz także np. studenci nauk ścisłych… Po trzecie, nie można do końca wykluczać, iż skrajnie islamscy spiskowcy, posiadający co najmniej kilka tajnych, nienawidzących Zachodu organizacji, kierowanych czasem przez ludzi zdolnych posługiwać się „terroryzmem najwyższej klasy, zaplanować godzące Zachód naprawdę groźne ciosy”. A to tym bardziej, że nie można całkowicie wykluczać, że te czy inne wrogie Zachodowi państwa mogą tajemnie i po cichu tak czy inaczej skrajnych islamskich terrorystów wspierać i w te lub inne groźne bronie wyposażać. Z wszystkim tym łączy się potęgowanie się napięć między Izraelem a Iranem. Jak ci lub inni uwydatniają, problem ten jest jednak wysoce niebezpieczny. Pilne, by znaleźć z niego jakieś wyjście. Ale trudno w tej dziedzinie cokolwiek przewidzieć…

Jedno pewne: Polska, tak z przyczyn historycznych z narodem żydowskim – powiedziałbym – organicznie związana (a to mimo sporów i nieporozumień, w tym tych niedawnych, nie bardzo wiadomo przez kogo i w jakim celu rozdmuchanych), WINNA MOBILIZOWAĆ CAŁĄ UNIĘ EUROPEJSKĄ POD HASŁEM OPIEKI NAD IZRAELEM. DODAM, ŻE W MYM POJĘCIU IZRAEL WINIEN STAĆ SIĘ JEJ CZŁONKIEM!!!

Kończąc, powrócę do pytania owego czytelnika z Brukseli, i raz jeszcze mocno PODKREŚLĘ, ŻE MOGĄCE SIĘ POTĘGOWAĆ ZAGROŻENIE TERRORYSTYCZNE TO BARDZO REALNA GROŹBA O NIEOBLICZALNYCH SKUTKACH… (SKUTKACH TAKŻE I POLITYCZNO-WYBORCZYCH…).

*   *   *

Zobacz także:

15:42, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 maja 2018
Widziane z Paryża 67/2018

Odnoszę wrażenie, że współczesny świat zachodni nie bierze dostatecznie pod uwagę faktu, że terroryzm w tym także terroryzm nuklearny - to szczególnie groźna nowoczesna forma wojny! A przecież nie można całkowicie wykluczać użycia przez np. fanatyków islamskich tych lub innych współczesnych szczególnie groźnych środków rażenia. Jasne chyba, że należy brać pod uwagę np atak wyposażonych w drony terrorystów na tę lub inną siłownię jądrową? Spotkałem się też z teorią (której prawdopodobieństwa nie jestem w stanie ocenić) iż dobrze w odpowiednich dziedzinach wykształcony „samotny wilk terroryzmu” może być w stanie sfabrykować taką lub inną „broń atomową”.

W mym pojęciu jasne chyba, że mocarstwa Zachodu winny jednak się z takim zagrożeniem liczyć, umieszczać swe „organy kierownicze” w budynkach mających cechy schronów. Jak słyszę, „na terenie Rosji już od kilku lat powstało kilkadziesiąt nowych podziemnych bunkrów, które w razie potrzeby maja pełnić rolę centrów dowodzenia”. W USA też, jak się zdaje, nadal stale wzrasta liczba „schronów-bunkrów” i to zarówno militarnych czy państwowych, jak i prywatnych, nieraz na zamówienie milionerów pięknie urządzonych, wyposażonych w np. hydroponiczne ogrody. Warto też wiedzieć, że ogromne podziemne przeciwatomowe bunkry przeciwatomowe istnieją od czasów „zimnej wojny” w Pekinie. Od wczesnych lat osiemdziesiątych XX wieku, owe bunkry są podzielone na małe mieszkania. Mieszka tam teraz około miliona osób, tak więc owe schrony nie stoją puste, są wykorzystywane...

Tyle o tym tak groźnym temacie na dziś. Kończąc dodam tylko, że obawy przed nowymi, bardzo groźnymi wyczynami terrorystów niewątpliwie są obecne w świadomości wielu, jednak poważnych, zachodnich „politologów i rzeczoznawców”. Dostrzegają oni,że terroryzm to nowa forma zagrożenia i wojny. Stawia to niewątpliwie chyba przed armiami nowe zadania. Być może epoka wojen czołgowych dobiega końca!

*   *   *

Zobacz także:

12:27, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 66/2018

Od Michała Dobosza, jakże sprawnego attaché prasowego Ambasady RP w Paryżu, dowiaduję się że w 25 czerwca ma się w owej, tak zasłużonej polskiej placówce dyplomatycznej, odbyć duże polsko-francuskie spotkanie. Mają być wyświetlane dwa filmy Piotra Morawskiego, laureata wielu nagród, obecnie - o ile wiem - reżysera firmy filmowej Mirka Chojeckiego. Pierwszy z tych filmów dotyczy mego ojca, b. kierownika MSZ w obalonym przez zamach majowy rządzie Wincentego Witosa, a o wiele później pierwszego z ambasadorów akredytowanych przy rządzie Wolnej Francji rezydującym wówczas w Algierze (lata: 1943 – i połowa 1944). Rząd RP na Wychodźstwie w Londynie jako pierwszy oficjalnie uznał władze Wolnej Francji – wówczas jeszcze władzami tymi kierowali dwaj generałowie: de Gaulle i Giraud. Mój ojciec, wówczas w Algierze siłą rzeczy był dziekanem korpusu dyplomatycznego. De Gaulle ojca wysoko cenił i lubił, przez długie lata dawał tego liczne dowody.

Gdy Francja przestała uznawać nasz Rząd w Londynie, ojciec pozostał w Paryżu jako – jak to określano - nieoficjalny przedstawiciel „wolnej Polski”. De Gaulle polecił zachować mu status dyplomatyczny at personam... Owa jakby „Ambasada Bis” uznawana za właściwe przedstawicielstwo prawdziwej Polski przez sporo francuskich i tutejszych polskich organizacji, np. przez wówczas potężne wpływami i liczbą członków SPK. Ta nasza ambasada nadawała też np. ważnym i zasłużonym Francuzom ordery. Wściekało to dyplomatów PRL i francuskich komunistów, którzy na łamach swych gazet pisali o nas: „Polscy zdrajcy i bandyci spod znaku Andersa...” Tak, warszawski MSZ, nasza dyplomacja emigracyjna „wściekała”. Po odzyskaniu niepodległości minister Skubiszewski chciał w pełni uznać zasługi „emigracyjnej dyplomacji”, mówiło się o statusie honorowych współpracowników naszych placówek dyplomatycznych, dla jej przedstawicieli. Ale w latach dziewięćdziesiątych PRL-owcy dyplomaci sprawę STORPEDOWALI (ponoć to zagranie ma być lada dzień rozszyfrowane ?? Są ponoć jakiejś sprawy ślady?...).

W czasie owego wieczoru ma też być pokazany film o mnie, uważanym za „szpiona” przez PRL, korespondencie informacyjnym RWE w Paryżu, centrum napływu informacji z PRL, informacji nieraz mi podrzucanych by zniszczyć konkurenta przez skłócone frakcje PZPR-u. W wyniku PRL-owskiej walki ze mną, prób zastraszania dobrze opracowanymi sowieckim metodami, ja i moja żona to dziś „weterani zimnej wojny”...

Ważnym elementem tego rewelacyjnego spotkania w Ambasadzie w dniu 25 czerwca br. ma być krótka lecz dosadna wypowiedź słynnego profesora Rafała Habielskiego o przezeń opracowanych tajnych raportach dyplomatycznych mego ojca. Zapewne z lat 1943 -1968?...

Chcę w czasie tego, tak ważnego, spotkania złożyć (dosłownie w kilku słowach) hołd pamięci kilku Francuzów, zaczynając od de Gaulle’a, Gastona Palewskiego, Jeana Laloya, Roberta Rocheforta, którzy tak nas - WOLNYCH POLAKÓW / LES POLONAIS LIBRES” w naszej walce wspomagali!

*   *   *

Zobacz także:

12:21, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 65/2018

Dom św. Kazimierza w Paryżu, gdzie od niedawna mieszkam, został założony w 1846 roku przez polskich emigrantów „z inicjatywy księżnej Anny z Sapiehów Adamowej Czartoryskiej. Placówka ta mogła znaleźć się pod obecnym jej paryskim adresem „dzięki wsparciu hr Ksawery Grocholskiej. Nad wejściem do jej budynku znajduje się herb Grocholskich Syrokomla”. W Domu tym mieszkał i tu zmarł w roku 1883 Cyprian Kamil Norwid. Od początku Domem i jego pensjonariuszami zajmują się siostry zakonne z Polski, zwane szarytkami. Jestem pod kolosalnym wrażeniem życzliwości i sprawności owych zakonnic!

Od dłuższego już czasu znakomitym prezesem tego dzieła im. św Kazimierza jest jakże sprawny Andrzej hr Orłowski. Dzięki jego staraniom i mądrym, dobrze przemyślanym posunięciom oraz dzięki pomocy hojnych donatorów Hubertostwa hr d’Ornano - Dom jest już teraz bardzo właściwie odnowiony, pięknie wyremontowany!

Co do mnie to dobrze czuję się wśród swoich, pod opieką szlachetnych sióstr. Raz na tydzień odwiedza mnie moja ukochana córka Natalia. Jemy razem w pobliskiej restauracyjce kolację. mnie sporo innym osób, np. Virydianna z hr Raczyńskich Reyowa. Dalej: pani redaktor Renata Głowacka., Maka Chrzanowska, prezes Roman Czajka. Także francuski wybitny dziennikarz i działacz Joel Broquet... i inni!

Był też u mnie ksiądz Marian Falenczyk SAC, Pallotyn, zwany opiekunem młodzieży świata, kapłan, który w Arcueil pod Paryżem założył wielki Międzynarodowy Dom Studencki Imienia Jana Pawła II! Ks. Falenczyk, to nie tylko świetny, pełen inicjatywy organizator, lecz również wysokiej klasy naukowiec, autor dużej wagi książki pt.: „Koncepcja wolności według Jana Pawła II jako odpowiedź na współczesny kryzys wolności” (wydawca: Opolska Biblioteka Teologiczna). Jak kończąc tę swą pracę podkreśla Ks. Falenczyk: „Gra toczy się o wielką stawkę, a chodzi w niej o człowieka i jego wolność”.

Kończąc pozwolę sobie przypomnieć,że nie od dziś jestem bliski polskich księży Pallotynów. Przed laty do ich paryskiego Centre du Dialogue wprowadzili mnie ludzie naprawdę mi drodzy: śp. Ksiądz Florian Kniotek oraz pani redaktor Danuta Szumska. Wysoko tez ceniłem np śp. superiora Zenona Modzelewskiego. No a za chyba najwybitniejszego i najrozsądniejszego biskupa nie od dziś uważam księdza Henryka Hosera, w mym odczuciu jedną z naprawdę czołowych postaci współczesnego katolicyzmu!

Tyle na dziś!

*   *   *

Zobacz także:



12:03, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 64/2018

Gdy piszę te słowa, tutejsze rozgłośnie radiowe poświęcają wiele uwagi faktowi, iż w sobotę wieczorem urodzony w Czeczenii w roku 1997 bojownik Państwa Islamskiego, nim zginął zastrzelony przez policję, nożem zaatakował i zranił w centrum Paryża pięć osób (jedną śmiertelnie).

Wedle słów jakże wybitnego prezydenta Emmanuela Macrona, „Francja ponownie zapłaciła drogą cenę”, ale „nigdy nie podda się wrogom wolności”…
Jednym słowem, islamscy fanatycy nadal „są w akcji”. Mimo klęski Państwa Islamskiego, „wojna trwa”…

Poważni specjaliści nie wykluczają, że z czasem wśród islamskich fanatyków mogą się znaleźć np. studenci nauk ścisłych czy też inni ludzie zdolni sfabrykować naprawdę bardzo groźne bronie (???). Nie można też do końca wykluczać możliwości, że tajemniczy KTOŚ im groźne bronie podrzuci. (Jestem ciekaw wiedzieć, co o tym całym ewentualnym niebezpieczeństwie myślą nasi świetni spece, naukowcy tacy jak np. dr hab. Aleksander Woźny /??/). Wydaje mi się, iż Polacy w takich dziedzinach mają dobrego nosa, przeżyli wiele różnych trudnych okresów…, mają więc dobre wyczucie zagrożeń…

*   *   *

Zobacz także:





11:47, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 63/2018

Ze sfery chrześcijan Bliskiego Wschodu dochodzą mnie echa podkreślające wielkie zasługi pokładane w owym regionie przez nasz suwerenny i rycerski zakon szpitalników, zwany Zakonem Maltańskim. Wielkie zasługi pokładają tam tak charytatywnie i opiekuńczo aktywne nasze zakonne asocjacje: libańska, francuska i inne. Nasi „Maltańczycy” umieją znaleźć tam właściwy styl postępowania, dogadywać się z godnymi szacunku muzułmanami, znajdować z nimi właściwy język. W tym dialogu dużą rolę grać może właśnie w tej dziedzinie szczególnie sprawny obrządek melchicki, mający 7 diecezji w Libanie, 4 w Syrii, po jednej w Meksyku, Australii, Brazylii i w USA, oraz pojedyncze parafie w kilku krajach, np. bardzo aktywną parafię w Paryżu (starodawny, przepiękny Kościół św. Juliana Biednego, w którym chrzczone były me wnuczki – mój zięć jest melchitą i kawalerem rycerskiego zakonu Patriarchy tego obrządku). Ów Patriarcha rozwija bardzo sprawnie działalność ekumeniczną. Podkreśla on też arabski charakter katolickich obrządków owego regionu, i na tej bazie prowadzi dialog z pewnymi kręgami islamu.

We Francji jest np. dobrze znany i ceniony jeden z czołowych syryjskich biskupów melchickich, Jego Ekscelencja Nicolas Antiba…, który – jeśli dobrze go zrozumiałem – uważa, że państwa Zachodu nieraz fałszywie oceniają sytuację w Syrii, mówiąc o rzekomym istnieniu „UMIARKOWANYCH REBELIANTÓW”.

Arcybiskup Antiba jest niewątpliwie przyjacielem rodziny mej córki, i ogólnie Polaków. O ile pamięć mnie nie myli, przed laty kierując w Paryżu melchicką parafią św. Juliana Biednego bywał na zebraniach w słynnej, zwanej mickiewiczowską, Bibliotece Polskiej w Paryżu… Myślę, że warto, by ktoś go do Polski zaprosił, tak aby mógł ON umocnić mający starodawne tradycje kontakt między naszym krajem a Syrią, Libanem itd.

Kończąc, zaznaczę raz jeszcze, iż prestiż naszego Zakonu na Bliskim Wschodzie jest olbrzymi. To sprawa i dla ZPKM wielkiej wagi… Wiem, że ten nasz Związek wiele dokonał na Ukrainie… Ważne jednak – w oparciu o nasze tradycje, np. o fakt, że Liban stosunkowo długo uznawał nasz Rząd na Wychodźstwie w Londynie – , że wysoce popularnym tam (w Libanie) był jeden z naszych czołowych emigracyjnych dyplomatów, Zygmunt Zawadowski (b. poseł w Syrii i w Libanie, a w latach 1976-1978 minister spraw zagranicznych Rządu RP w Londynie). Istotne też, że – jak doniosła jakiś czas temu agencja PAP – wedle szeika Mohammada Awad Murheba „Polska dziś bardziej niż inne kraje pomaga uchodźcom w Libanie”!! Dodam od siebie: "stara przyjaźń nie rdzewieje"!!

*   *   *

Zobacz także:


11:43, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 62/2018

Jak podkreślają francuskie środki masowego przekazu, w 24 godziny po wypowiedzeniu przez prezydenta USA Donalda Trumpa porozumienia atomowego z Teheranem, Iran i Izrael przeprowadziły wzajemny obstrzał w pobliżu Wzgórz Golan!!! Jak stwierdzają Izraelczycy, kraj ich jedynie odpowiedział na atak (!!), ostrzeliwując pozycje irańskich strażników rewolucji, biorących udział w syryjskiej wojnie domowej po stronie Baszszara al-Assada.

Ze swej strony prezydent Francji Emmanuel Macron najwyraźniej chyba robi, co może, by w oparciu o Unię Europejską, w tym – jak tu się pisze – w pierwszym rzędzie o Niemcy, ale – co godne uwagi – w oparciu o Anglię, by tak czy inaczej uratować to już wyżej wymienione porozumienie atomowe z roku 2015 z Iranem…

Jedno rzuca się w oczy. Na Bliskim Wschodzie potęgują się napięcia, niewątpliwie chyba zagrażające też IZRAELOWI!!! CHCĘ TU MOCNO POKREŚLIĆ, ŻE MY POLACY – TAK DŁUGOWIEKOWĄ TRADYCJĄ Z ŻYDAMI (TAKŻE I NASZĄ KULTURĄ, W KTÓREJ BUDOWANIU BRALI UDZIAŁ WYBITNI LUDZIE POCHODZENIA ŻYDOWSKIEGO)—–) BARDZO ZWIĄZANI – WINNIŚMY MOCNO IZRAEL POPIERAĆ I GO BRONIĆ.

*   *   *

Zobacz także:





11:41, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 maja 2018
Widziane z Paryża 61/2018

Falę oburzenia wywołała tu wypowiedź prezydenta  USA Donalda Trumpa, z której wynikało, że gdyby we Francji obywatele mogli posiadać i nosić przy sobie broń palną, terrorystyczne ataki z 13 listopada 2015 roku (sala koncertowa Bataclan i inne) spowodowałyby mniej zabitych. Francuski MSZ wskazał na niedopuszczalny charakter takich oświadczeń Trumpa, i zażądał traktowania z szacunkiem pamięci zabitych. Podobnie zareagowało bardzo wielu Francuzów, w tym wielu francuskich czołowych mężów stanu. Ale zdarzają się też zgoła inne opinie. Pewien nasz znajomy, tutejszy Polak, mieszkaniec małego podparyskiego miasteczka, zalanego – jak mówi – przez stale wzrastającą liczbę imigrantów z Bliskiego Wschodu czy z Afryki. Nie ukrywa, że „chętnie – gdyby to tu było łatwo dostępne i dozwolone, miałby rewolwer…”. Opowiada, że pewnego dnia około północy, jacyś młodzi imigranci napadli jego znajomego Polaka, by mu zabrać portfel… Ponieważ stawiał opór, zabili go. Jak następnego dnia powiedziała policja, zapewne szło o bandę narkomanów.

Jedno pewne. Francuzów wysoce niepokoi to wszystko to… Rzecz godna uwagi, wedle sondażu poważnego i cenionego za swą rzetelność IFOP-u, sondażu dość niedawnego (styczeń 2018 r.), aż 71 % Francuzów w wieku 25-34 lata uważa, że „tempo imigracji jest zbyt wysokie”. (Gdy chodzi o ogół Francuzów, to około 64 % obywateli jest tegoż zdania). Nie ma dokładnych danych dotyczących podparyskich miast i miasteczek, ale jasne, że tam wysoki procent Francuzów „ma imigrantów po uszy”. Wiadomo też, iż pewne podparyskie okolice masowo opuszczają szczególnie znienawidzeni przez skrajnych islamistów Żydzi. Jak do mnie dochodzi ze sfer polsko-żydowskich, w tych czy innych miasteczkach podparyskich młodzież żydowska – gdyby prawo na to tu pozwalało – być może wyposażyłaby się w rewolwery.

Wedle poważnych obserwatorów, mniej więcej od roku 2015 w szeregu krajów Europy (np. w Niemczech, Szwecji, Austrii, itd., itd.) wyraźnie się potęguje NIEPOKÓJ SPOŁECZNY, spowodowany stale wzrastającym napływem tak zwanych „uchodźców: z Bliskiego Wschodu i z Afryki”. Zdaniem niektórych politologów, siłą rzeczy musi rozwinąć się ogólnoeuropejski ruch OBRONY NASZEGO KONTYNENTU I JEGO TRADYCYJNEGO „WIZERUNKU SPOŁECZNEGO”, partie głoszące: EUROPA DLA EUROPEJCZKÓW!!!



*   *   *

Zobacz także:

16:58, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum

© Maciej Morawski
Paryż - Warszawa 2007-2018
All rights reserved

Administracja serwisu:

Mariusz Kubik

Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

Stowarzyszenie RWE im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego / www.wolnaeuropa.pl



Materiały - zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki, zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).