środa, 09 maja 2018
Widziane z Paryża 61/2018

Falę oburzenia wywołała tu wypowiedź prezydenta  USA Donalda Trumpa, z której wynikało, że gdyby we Francji obywatele mogli posiadać i nosić przy sobie broń palną, terrorystyczne ataki z 13 listopada 2015 roku (sala koncertowa Bataclan i inne) spowodowałyby mniej zabitych. Francuski MSZ wskazał na niedopuszczalny charakter takich oświadczeń Trumpa, i zażądał traktowania z szacunkiem pamięci zabitych. Podobnie zareagowało bardzo wielu Francuzów, w tym wielu francuskich czołowych mężów stanu. Ale zdarzają się też zgoła inne opinie. Pewien nasz znajomy, tutejszy Polak, mieszkaniec małego podparyskiego miasteczka, zalanego – jak mówi – przez stale wzrastającą liczbę imigrantów z Bliskiego Wschodu czy z Afryki. Nie ukrywa, że „chętnie – gdyby to tu było łatwo dostępne i dozwolone, miałby rewolwer…”. Opowiada, że pewnego dnia około północy, jacyś młodzi imigranci napadli jego znajomego Polaka, by mu zabrać portfel… Ponieważ stawiał opór, zabili go. Jak następnego dnia powiedziała policja, zapewne szło o bandę narkomanów.

Jedno pewne. Francuzów wysoce niepokoi to wszystko to… Rzecz godna uwagi, wedle sondażu poważnego i cenionego za swą rzetelność IFOP-u, sondażu dość niedawnego (styczeń 2018 r.), aż 71 % Francuzów w wieku 25-34 lata uważa, że „tempo imigracji jest zbyt wysokie”. (Gdy chodzi o ogół Francuzów, to około 64 % obywateli jest tegoż zdania). Nie ma dokładnych danych dotyczących podparyskich miast i miasteczek, ale jasne, że tam wysoki procent Francuzów „ma imigrantów po uszy”. Wiadomo też, iż pewne podparyskie okolice masowo opuszczają szczególnie znienawidzeni przez skrajnych islamistów Żydzi. Jak do mnie dochodzi ze sfer polsko-żydowskich, w tych czy innych miasteczkach podparyskich młodzież żydowska – gdyby prawo na to tu pozwalało – być może wyposażyłaby się w rewolwery.

Wedle poważnych obserwatorów, mniej więcej od roku 2015 w szeregu krajów Europy (np. w Niemczech, Szwecji, Austrii, itd., itd.) wyraźnie się potęguje NIEPOKÓJ SPOŁECZNY, spowodowany stale wzrastającym napływem tak zwanych „uchodźców: z Bliskiego Wschodu i z Afryki”. Zdaniem niektórych politologów, siłą rzeczy musi rozwinąć się ogólnoeuropejski ruch OBRONY NASZEGO KONTYNENTU I JEGO TRADYCYJNEGO „WIZERUNKU SPOŁECZNEGO”, partie głoszące: EUROPA DLA EUROPEJCZKÓW!!!



*   *   *

Zobacz także:

16:58, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 60/2018

Z zadowoleniem odnotowuję, iż w wielu krajach Unii Europejskiej potęguje się teraz świadomość pilnej potrzeby zacieśnienia unijnej współpracy militarnej. Istniejący już od pewnego czasu EUROKORPUS (pierwotnie Francja i Niemcy, następnie także: Belgia, Hiszpania i Luksemburg), mogący móc wchodzić do akcji w sytuacjach kryzysowych, i ponoć także zdolny do akcji humanitarnych, choć znajduje się poza strukturami Unii Europejskiej, zdaniem Andrzeja Ciupińskiego, eksperta do spraw bezpieczeństwa międzynarodowego, „jest traktowany jako laboratorium, w którym testowane są możliwości organizacyjne ewentualnych przyszłych struktur militarno-unijnych”.

Jedno mym zdaniem pewne. Obecny rozwój sytuacji międzynarodowej, nadal dość groźne problemy Bliskiego Wschodu i Afryki, nadal siejący tu i ówdzie ponury zamęt terroryzm, itd., itd. – wszystko to stwarza ewidentną konieczność posiadania przez Unię Europejską własnej siły szybkiej interwencji militarnej czy humanitarnej. Siły zawsze gotowej do natychmiastowej akcji.

Na marginesie tych uwag raz jeszcze wspomnę, iż już przed laty słynny były kondotier Rafał Gan-Ganowicz (mój przez lat kilka współpracownik w RWE, zaangażowany – za rekomendacją Piotra Jeglińskiego – przez dyrektora Najdera) wysuwał projekt OCHOTNICZEJ LEGII EUROPEJSKIEJ jednostki, na wzór słynnej francuskiej Legii Cudzoziemskiej… Ów projekt z miejsca zainteresował pewną liczbę młodych POLAKÓW!!!

*   *   *

Zobacz także:



16:56, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 59/2018

W odpowiedzi na pytanie telefoniczne jednego z czytelników, informuję, że względu na mój zmienny stan zdrowia: 1). teraz czasem mniej regularnie będę pisywał moje dzienniki(!), 2). potwierdzam, że w zasadzie (o ile stan mego zdrowia na to wówczas pozwoli) mam zamiar udać się we wrześniu 2018 roku do mego ukochanego miasta Kościana, którego mam wielki zaszczyt być obywatelem honorowym, a to w związku z mymi 89-tymi urodzinami (!), przypadającymi na 20 września 2018 roku (lata szybko idą!!!). Do Kościana mam zamiar udać się via Warszawa, autobusikiem mego krewnego, wraz z kilku osobami i np z dwoma filmowcami; a zatrzymać się w pięknym Głuchowie: pałacowe pokoje, atmosfera jak za dawnych lat mego dzieciństwa, gdy tam bywałem u wujostwa Żółtowskich – wuj, Marceli Żółtowski, był szwagrem mej matki, zginął on zamordowany przez bolszewików w Katyniu wiosną 1940).

Dziś, gdy chodzi o aktualne sprawy, odnotuję tylko, nawiązując do mego dziennika z 2. maja br., że zdaniem poważnych ekspertów, w związku z wyraźnym potęgowaniem się – jeśli to tak można określić – MODY NA TERRORYZM islamski czy też inny, także chcący uderzać w Zachód i w jego sojuszników, niewątpliwie narasta potrzeba wzmożonego chronienia np. zachodnich czy prozachodnich siedzib rządów, parlamentów, takich czy innych centrów dowodzenia, także i armiami… Zdaniem niektórych rzeczoznawców, powoli wchodzimy w epokę konieczności dysponowania gmachami mogącymi stanowić schrony, także antyatomowe. (Do tego tematu jeszcze powrócę).

*   *   *

Zobacz także:



16:55, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 maja 2018
Widziane z Paryża 58/2018

 W Paryżu, w dniu pierwszym maja po południu, w okolicy dworca Austerlitz doszło do zamieszek. Zamaskowani napastnicy, ubrani na czarno i w kominiarkach, wykorzystali pierwszomajowe pochody robotników i pracowników, by siać zamęt; by wywołać zamieszki, spalić kilka aut, zaatakować między innymi lokal restauracji Mc Donald’s i salon wystawowy Renault… Owych napastników wedle obliczeń policji było około 1200, ponoć należą oni do skrajnie lewicowej i anarchizującej, tajemniczej organizacji… Siły policyjne użyły naprzeciw tym agresorom gazów łzawiących i armatek wodnych. Napastnicy zaś ciskali w policjantów kamieniami i koktajlami Mołotowa. Niektórzy z nich rzekomo wymachiwali czerwonymi chorągiewkami…, 200. owych „czerwonych chuliganów” policja zaaresztowała. Nie jest chyba do końca jasne, z jaką tajną, rewolucyjną organizacją mamy do czynienia – wspomina się dość mętnie o nieznanej bliżej grupie o nazwie – jak się zdaje – Black Blocs, czy coś w tym rodzaju… Owa grupa wydaje się być dobrze zorganizowana, najwidoczniej umie szybko zmobilizować sporą liczbę „bojowników”… Nie wiadomo, kto nią kieruje i kto za nią stoi…

Zdaniem niektórych politologów nie można do końca wykluczać, że na dłuższą metę cały problem takich, na razie tylko – jeśli to tak można nazwać – CHULIGAŃSKICH WYCZYNÓW stanie się jednak wysoce niebezpieczny… Na przykład w Afganistanie, lecz rzecz jasna nie tylko tam, nadal mają miejsce krwawe akcje zwolenników państwa islamskiego… Jasne chyba, że nie można do końca wykluczać, iż ci lub inni TERRORYŚCI ziejący nienawiścią do krajów Zachodu wyposażą się – lub ktoś (?), jakieś wrogie Zachodowi państwo ich wyposaży – w szczególnie groźne bronie, np. nawet atomowe. Ostatnio coraz to większa liczba ekspertów USA zdaje się nie końca wykluczać to, że Korea Północna może sponsorować terroryzm… Ale należy z miejsca zaznaczyć, że zapewne zaniepokojony postawami prezydenta Trumpa Kim Dzong Un, władca owego kraju, zapowiedział wstrzymanie północnokoreańskich „prób nuklearnych”…

Bardzo zauważono tu też, iż wysokie osobistości państwa irańskiego wysuwają pogróżki „zniszczenia” Izraela. A to w związku z ostrzeliwaniem przez armię izraelską baz militarnych państwa syryjskiego, baz, w których przebywali irańscy doradcy armii syryjskiej… A premier Izraela ostatnio dał jasno do zrozumienia, że wie na pewno, iż Iran chce wyposażyć się w broń atomową. JEDNO PEWNE: ROKROCZNIE POTĘGUJE SIĘ MOŻLIWOŚĆ UŻYCIA PRZEZ TYCH CZY INNYCH – DODAM TAKŻE, PRZEZ TYCH CZY INNYCH TAK CZY INACZEJ WSPOMOŻONYCH TERRORYSTÓW – BRONI NUKLEARNEJ CZY INNYCH ŚRODKÓW SIEJĄCEJ POSTRACH AGRESJI…



*   *   *

Zobacz także:

17:53, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 57/2018

Wczoraj moja wysoce inteligentna cioteczna siostra telefonicznie doniosła mi z Warszawy, że właśnie czyta i jest pod wrażeniem „wielce godnej uwagi książki mego ojca, pt. "Wczoraj – opowieści o dwudziestoleciu niepodległości" (Polska Fundacja Kulturalna Londyn 1967 – chodzi o szereg relacji nagranych niegdyś dla Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa).

To „sprawozdanie naocznego świadka, między innymi postaw naszych władz”, jest utrzymane w wysoce oględnym tonie. Mój ojciec – zawodowy dyplomata – w swych pismach i publicznych wypowiedziach był zawsze wysoce umiarkowany. Jak mawiał Józef Czapski, ostrzej swe oceny formułował „w cztery oczy”. Tak więc we „Wczoraj” nie stawia on „kropek nad i, nie pisze, – jak mawiał w bardzo prywatnych rozmowach ludziom zaufanym – że trzymający ster państwa w roku 1939 Rydz i Beck na serio wierzyli, że jesteśmy silni, zwarci, gotowi; że nikt nam nie zrobi nic…, nie dostrzegali faktu, że czołgi Hitlera rozbiją wręcz błyskawicznie naszą armię, no i że Stalin po kilkunastu dniach uderzy w nasze plecy… (W czasie poufnych rozmów w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych przy 174, rue de l’Université – Paris 7e, w naszej niestety zapomnianej i przez „czerwonych” oczernianej i do dziś celowo lekceważonej „ambasadzie Wolnej Polski” – ojciec nie ukrywał zdziwienia, że polscy historycy nie do końca dostrzegają „Rydza i Beckowe” zgoła błędne oceny sytuacji, ich obsesyjną ostrą walkę z „pesymizmem i defetyzmem”). A to podczas gdy ludzie tacy jak np. Cat-Mackiewicz, ks. Janusz Radziwiłł, ks. Zdzisław Lubomirski; a z dyplomatów np. Józef Potocki, później: ambasador Wolnej Polski w Madrycie, człowiek następnie wysoko ceniony przez np. prezydenta Kennedy’ego… – „czuli pismo nosem, podejrzewali, „ku czemu idzie”… (Podobne obawy podzielał ponoć prezydent Mościcki – całkowicie ulegał on jednak Rydzowi i Beckowi…

*   *   *

Zobacz także:

17:51, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 56/2018

Dobrze zorientowany w postawach polskiego społeczeństwa rozmówca podkreśla wielki prestiż Związku Polskich Kawalerów Maltańskich. Często ocenia się pozytywie nie tylko ogrom akcji charytatywnej i szpitalniczej ZPKM, jego obozy, i inne działania, lecz także cechujący go „swoisty nastrój”, „nastrój autentycznie katolicki, nawiązujący do postaw rycerskich, braterskich, stawiających na tak niestety rzadką w Polsce umiejętność dialogu ponad podziałami oraz tak niegdyś zwane dobre wychowanie, styl – w najszlachetniejszym tego słowa znaczeniu, oparty na niezłomnej uprzejmości”!!!

Przed laty, za czasów śp. baliwa hr. Emeryka Augusta Hutten-Czapskiego – przewodniczącego PZKM (1947?-1975), przez pewien krótki czas kanclerza całego Zakonu Maltańskiego w oparciu o liczną wówczas polską emigrację polityczną – ZPKM miał członków i prowadził działalność w kilku krajach Zachodu: we Włoszech, we Francji, lecz nie tylko… Po upadku w Polsce komunistycznego reżimu, od początku lat dziewięćdziesiątych, ZPKM szybko – jak stwierdza mój rozmówca – stał się tam bardzo aktywny! (Dodam tu marginesowo, że śp. Emeryka Czapskiego jego krewni dowcipnie nazywali „hrabia, minister, pułkownik”). Mając dostęp do najwyższych sfer Zachodu, sam Emeryk Czapski wielu ważnych ludzi w owych krajach znał – ZPKM bardzo polskiej walczącej o wolność emigracji pomagał, skutecznie interweniował np. o pomoc dla tych czy innych…).

A teraz SEDNO SPRAWY. Naród polski jest obecnie rozsiany po świecie. Ważne, BY WYBITNI PRZEDSTAWICIELE NASZEJ POLONII STAWALI SIĘ NASZEGO ZAKONU CZŁONKAMI, i w oparciu o Związki KM tych czy innych krajów, czy to otaczali opieką Polonię i jej INSTYTUCJE DOBROCZYNNE, czy też, by popierali takie czy inne działania ZPKM. Myślę, że brak na Zachodzie wybitnych Polaków, którzy by się do tego nadawali!!!

*   *   *

Zobacz także:

17:49, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 55/2018

W jednym z mych ostatnich dzienników wspominałem, iż wedle pogłosek – podkreślam, pogłosek sprzed dziesiątków lat – Niemcy wypuścili z początkiem 1943 roku z więzienia Księcia Zdzisława Lubomirskiego (w owym więzieniu, na Pawiaku, wiele ucierpiał, co stało się przyczyną jego śmieci w Małej Wsi 31 lipca 1943 roku) na interwencję marszałka Finlandii, Carla Gustafa Mannerheima.

Mannerheim dobrze znał Polskę i Polaków, będąc niegdyś oficerem carskiej kawalerii, o ile wiem, kilkakrotnie stacjonował w naszym kraju, przed wybuchem pierwszej wielkiej wojny i dowodził stacjonującym w Warszawie Lejb-Gwardyjskim pułkiem ułanów carskich, a następnie samodzielną brygadą kawalerii carskiej gwardii… Mannerheim, Fin i przeciwnik wszelkich prób przymusowej rusyfikacji, był bardzo popularny w Warszawie. Ponoć bywał wówczas częstym gościem Klubu Myśliwskiego (dawniej ulica Erywańska, dziś Kredytowa 7) oraz Wyścigów Konnych i imprez towarzyskich z nimi związanych. Plotka sprzed dziesiątków lat głosi, że Mannerheim kochał się w pięknej Marii z Branickich Zdzisławowej Lubomirskiej, i że bywał częstym gościem w pięknym Pałacu Lubomirskich na Frascati… (O ile wiem, finlandzcy historycy się teraz tą sprawą bardzo interesują – są w kontakcie z prawnikami (Morawskimi) Księcia Zdzisława…

Tyle o tym na dziś!



*   *   *

Zobacz także:

17:47, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 54/2018

Pani Magdalena Jastrzębska z Dąbrowy Górniczej, która jest w trakcie pisania biografii Zdzisława Lubomirskiego, tak ogólnie zwanego Księcia Regenta, to znaczy w 1918 jednego z trzech regentów, którzy jednomyślnie jesienią tegoż roku władzę przekazali Piłsudskiemu, pyta mnie o me wspomnienia dotyczące tej tak wybitnej postaci, o księcia Zdzisława, którego spotykałem w Małej Wsi, gdzie bywałem, a nawet część okresu wojny spędziłem u mych stryjostwa (mój stryj Tadeusz był mężem Julii, córki księcia Zdzisława)…

Znalazłem się z matką mą w Małej Wsi chyba 3-go (??) września 1939. Był tam wówczas także książę Zdzisław. Pamiętam jego „bolesny pesymizm”. Mówił: Silni, Zwarci, Gotowi to ponura bzdura”. Uważał, że Polska „runie na długo”. Irytował go optymizm tych, co wówczas jeszcze na kilkanaście dni Polską rządzili. W gruncie rzeczy wyraźnie uważał tezę piosenki: "NIKT NAM NIE ZROBI NIC, BO Z NAMI NASZ DZIELNY WÓDZ MARSZAŁEK ŚMIGLY RYDZ" za „ponurą  bzdurę”. Mawiał: „Idą straszne czasy!”.

Książę Regent w czasie okupacji też bywał w Małej Wsi. Przysłał tam także swą byłą koleżankę z Senatu RP, Dorotę Kłuszyńską z PPS, z pochodzenia Żydówkę. Ukrywano ją w pałacu w Małej Wsi pod fałszywym nazwiskiem przez cały dalszy przebieg wojny… W razie jej wykrycia przez Gestapo, wszyscy mieszkańcy pałacu mogli być rozstrzelani! A córkę księcia Zdzisława, ciocię Julcię, bardzo drażnił fakt, że pani Dorota, ponoć krewna Róży Luksemburg (??) starała się propagować socjalizm wśród tamtejszej młodzieży. Wśród np. właśnie synów Tadeusza i Julii z Lubomirskich. Także mnie „skłaniała do PPS-u”. Skutek: po „wyzwoleniu” w roku1945 wstąpiłem do OM TUR-u… (Po wojnie pani Dorota przez pewien czas łudziła się, że Stalin w celach propagandowych nada Polsce względnie ludzki status… Ale jesienią 1948 przysłała mej matce i mnie już do Paryża posłanie, by „za Boga nie wracać do kraju, bo sprawy potoczyły się innym torem niż ten, którego się spodziewała…”.

Księcia Zdzisława pamiętam też z okresu, gdy po wyjściu z Pawiaka (ponoć wypuszczono go (???) na interwencję jego przyjaciela sprzed 1914 roku, finlandzkiego Marszałka Mannerheima) – już ciężko w wyniku swego pobytu w więzieniu chory – znalazł się w Małej Wsi i tam zmarł. Pamiętam jego wielki – jak na wojenne warunki (tłum gości) – pogrzeb…

Niektórzy moi czytelnicy uparcie domagają się starych anegdot. O księciu regencie znam jedną. Zapewne fałszywą… Brzmi ona: na posiedzenie Rady Regencyjnej przychodzi książę Zdzisław i mówi do Kardynała Kakowskiego (także regenta): „Dostałem ściśle tajny list od cesarza Austrii. W najwyższym sekrecie zapoznam Kardynała z jego treścią”. Na to Kakowski: „Już wszystko wiem!”. Zdumiony książę Zdzisław pyta: „Jak to możliwe?”. Kakowski odpowiada: Mamy tego samego pedicura”. (Inna też być może fałszywa anegdota głosi, że gdy Kardynała Kakowskiego mianowano regentem, „kościelny warszawskiej katedry” miał rzekomo powiedzieć księciu Zdzisławowi: Taka wysoka funkcja, to za wiele na głowę eminencji Kakowskiego…”.

*   *   *

Zobacz także:

17:46, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 53/2018

Dociera do mnie pytanie, dlaczego nastąpiła przerwa w mym dzienniku. Czy przerwałem pisanie mych codziennych uwag i obserwacji? Odpowiedź prosta! Przeniosłem się. Moje komputery wymagają zainstalowania ich na nowo, dostosowania do nowej sytuacji. Zajmie to nieco czasu…

Tak, zbliżam się ukończenia 89. roku życia (owe 89. urodziny obchodzić będę 20 września 2018 roku, mam nadzieję będąc z krótką wizytą w mym ukochanym mieście Kościanie, którego mam zaszczyt być obywatelem honorowym). Ale za wiedzą mego kardiologa, szlachetnego dra Zbigniewa Jankowskiego, na stałe teraz zamieszkałem – ja, weteran wojny i tak zwanej „zimnej wojny”, dziennikarz informacyjny niegdyś wraz ze swą rodziną (ciężka choroba mej żony) niszczony jako szpion przez służby i prasę „czerwonego” – w Zakładzie św. Kazimierza polskich sióstr szarytek, pod niezwykle miłą opieką owych tak sprawnych w pielęgniarstwie zakonnic i ich polskich znakomitych współpracownic. Atmosfera wielce – w najlepszym tego słowa znaczeniu – prawdziwie i serdecznie polska!!!

Ten Dom, położony w pięknym, starannie utrzymanym ogrodzie, jest obok słynnej Biblioteki Polskiej na Wyspie Św. Ludwika w Paryżu – cytuję Księdza Syskiego, niegdyś domu tego kapelana – „jedyną instytucją polską we Francji, która wyrosła na Emigracji Politycznej po upadku powstania listopadowego i przetrwała po dziś dzień”. (Dodam tu, że nasza druga wielka emigracja, że ambasada Wolnej Polski i przy mym ojcu skupione organizacje emigracyjne w drugiej połowie lat pięćdziesiątych 20-tego wieku powołały do życia słynny Polski Dom Spokojnej Starości w Lailly-en-Val koło Orleanu).

Ów Dom Św. Kazimierza obecnie położony w Paryżu 13-tym stworzyła w połowie XIX-tego wieku Szarytka Siostra Teofila Mikułowska. Pierwotnie był to sierociniec i Dom dla Starców. Ostatnie lata swego życia spędziło tam wielu zasłużonych emigrantów, np. słynny Cyprian Norwid, zmarły tam w maju 1883 (urodzony w 1828 roku, syn Jana, Kawalera Maltańskiego, sam – choć nie jest to pewne (??) – być może też Kawaler Maltański???). Jak napisał Ks. Syski: „W Domu Św. Kazimierza stworzył Norwid swe rzeczy najgłębsze, najpełniejsze. Tu powstała Assunta, poemat przedziwny o miłości chrześcijańskiej… Tu powstała też Kleopatra…” itd., itd.

Ów Dom Św. Kazimierza zrodził się i rozwinął w oparciu o dary wielkich, historycznych rodów, takich jak książęta Czartoryscy i Poniatowscy, jak hr. Grocholscy i hr. d’Ornano oraz inne rody i wielkie postacie, takie jak np. Ignacy Jan Paderewski (ten np. dał na potrzeby Zakładu w maju 1933 roku w tak zwanym salonie Herkulesa w Pałacu w Wersalu koncert dla elit Francji. Ten koncert przyniósł Zakładowi znaczną jak na owe czasy sumę 47 tysięcy franków, co częściowo Zakładowi przyzwoliło się wyposażyć w nową salę, nazwaną salą Paderewskiego…

Obecnie Dom gości kilkanaście bardzo starych i chorych osób, głównie Francuzek, dzięki czemu może opiekować się np. pewną liczbą polskich studentów, no i tanio gościć przyjezdnych z Polski.

W obecnym stanie rzeczy, gdy tak liczne rzesze rodaków pracują za granicą, tradycyjna waga tegoż Domu, i zwanej mickiewiczowską Biblioteki Polskiej w Paryżu oraz Domu w Lailly, ma wielkie i pozytywne, wielce narodowo-symboliczne znaczenie. Ważne więc, by te ośrodki opieką otaczali Prezydenci RP i ich małżonki (swego czasu Domem w Lailly opiekowała się śp. jakże szlachetna Pani Prezydentowa Maria Kaczyńska!!). Dla Polaków z Francji istnienie od lat takich ośrodków ma – powiedziałbym – właśnie Z NARODOWEGO I UCZUCIOWEGO PUNKTU WIDZENIA niewątpliwe znaczenie…



*   *   *

Zobacz także:

17:44, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 52/2018

Czytelnik nawiązuje do tego, że Józef Czapski ponoć mawiał, że ojciec mój, Kajetan Morawski, w cztery oczy wyrażał bardziej dosadne poglądy – np. na temat naszej najnowszej historii – niż na piśmie czy w przemówieniach. Czytelnik pyta mnie, jak to z tym było naprawdę. Odpowiedź moja prosta. Oceny ojciec wyrażał zawsze te same, lecz będąc „na 102” dyplomatą, w publicznych wypowiedziach i na piśmie formułował je oględniej i ostrożnie… Co do roku 1939, to w prywatnej rozmowie np. ze mną, wykładał kawę na ławę; dowodził, iż Rydz Śmigły, człowiek z gruntu przyzwoity, niestety jednak nie nadawał się na naczelnego wodza. Na serio uwierzył, że jesteśmy SILNI, ZWARCI, GOTOWI. Zapewniał, że nasza armia może przez kilka miesięcy stawiać czoła niemieckiej agresji; doczekać się momentu, w którym nasi alianci zaatakują III Rzeszę. A sztab Rydza naiwnie podzielał jego opinię. Do tego ów sztab prowadził ostrą walkę z defetyzmem; karał tych, którzy głosili, że armia Hitlera nasze siły pokona w ciągu kilkunastu dni. Tak, sztab Rydza nie dopuszczał do rzeczowej debaty na te tematy… Cat Mackiewicz za wskazywanie na naszą słabość trafił do Berezy… Niestety Józef Beck brał zapewniania Rydza i jego sztabu na serio, a to – choć sam będąc wojskowym – winien był wiedzieć, że Rydz się łudzi. Co więcej, Beck uważał, że wojna zaraz nie wybuchnie (poufnie wiedział od hr. Ciano, iż Hitler obiecał Mussoliniemu, że poczeka do chwili, gdy Włochy będą militarnie gotowe)!!! Co więcej, Beck, będąc źle poinformowanym przez naszą ambasadę w Moskwie i przez swych speców od problematyki radzieckiej, nie spodziewał się zadanego nam przez ZSRR ciosu w plecy (sowieccy agenci dezinformacyjnie świetnie /!!!/ działali!). W pewnej mierze czuł pismo nosem wysoce inteligentny prezydent Mościcki. Niestety za bardzo się on liczył z Rydzem i Beckiem, w gruncie rzeczy miał „mało do gadania”. Mościcki wiedział, że trzeba grać na zwłokę; że mądrzejszym od Becka ministrem spraw zagranicznych byłby książę Janusz Radziwiłł…

Ojciec mój w poufnych rozmowach wyrażał zdziwienie, że polscy historycy nie uwydatniają tego KLUCZOWEGO faktu, jakim było to, iż Rydz i Beck nie spodziewali się błyskawicznej klęski, fałszywie oceniali sytuację, no i nic nie przygotowali na wypadek tego, co szybko zaszło. Mościcki już w Rumunii ponoć wyrzucał sobie, że mimo iż od dawna intuicyjnie wyczuwał absurdalność hasła SILNI, ZWARCI, GOTOWI, nie podjął kroków mogących narzucić grę na zwłokę…, i z góry dostrzec, że Rydz i Beck fałszywie oceniają sytuację, nie potrafią zorientować się, ku czemu idzie… Ojciec mój w 4 oczy mawiał: „Trudno przewidzieć, co by na dłuższą metę GRA NA ZWŁOKĘ dała”... Ale dodawał, że Rydz i Beck dali się przez katastrofę, która błyskawicznie zaszła, CAŁKOWICIE ZASKOCZYĆ.

Tyle na dziś o POUFNYCH MEGO OJCA OPINIACH…

*   *   *

Zobacz także:

17:40, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 kwietnia 2018
Widziane z Paryża 51/2018

Jeden z mych krajowych przyjaciół stwierdza, że jest „nieco rozczarowany Morawieckim”. Liczył, że „Morawiecki będzie wielkim odnowicielem funkcjonowania naszego biznesu, tymczasem nie zmniejszono godzących w biznes podatków, nie uproszczono i nie usprawniono zajmującej się firmami biurokracji”.

Rozmówca podkreśla jednak wielki dynamizm polskich firm zatrudniających poniżej 50. pracowników. Jest zdania, iż firmy te zapewniają co najmniej 50% Produktu Krajowego Brutto. Uważa, że młodzi Polacy wykazują się teraz wielką inicjatywą gospodarczą i zdolnościami w tej dziedzinie. Produkt Krajowy Brutto przynoszą firmy zatrudniające poniżej 50. osób! Okazało się, że młodzi Polacy są pełni rozmachu, i chętnie tworzą własne firmy… Fakt ten stanowi kapitalnej wagi novum… Ma dla Polski wysoce pozytywne znaczenie.

Tyle ów rozmówca. Z kolei teraz śpieszę poinformować mych tak licznych i tak wiernych czytelników, iż w związku z mą przeprowadzką do tak słynnego, czasem zwanego "norwidowskim" – bo tam pod koniec życia mieszkał i tam zmarł 23 maja 1883 roku Cyprian Kamil Norwid (!!!) – Domu Świętego Kazimierza, nastąpią zapewne krótkie przerwy w ukazywaniu się mych dzienników. Ale nie potrwa to zbyt długo!!!


Dzieło św Kazimierza Paryż
Oeuvre de Saint-Casimir Paris


119, rue du Chevaleret
75013 Paris
France


 

*   *   *

Zobacz także:



15:11, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 50/2018

Wybitny profesor historii wywiadu i wojskowości, dr hab. dr hab. Aleksander Woźny – w emailu, który wczoraj do mnie skierował – nawiązuje do mych ostatnich dzienników dotyczących podłoża naszej klęski z września 1939. Potwierdza, że nasi ówcześni „rządzący” winni byli wszystko wiedzieć na podstawie opracowań naszego wywiadu o nawale, która mogła spaść na drugą RP! (Samo narzuca mi się pytanie: czemu owego ogromu zagrożenia nie dostrzegali; skąd teza: „silni, zwarci, gotowi”; skąd ta – jak się okazało – niepoważna walka z rzekomym defetyzmem…???).

Co do ciosu w plecy zadanego nam przez ZSRR, to – jak podkreśla profesor A. Woźny – Beck dysponował na temat takich zamiarów Stalina „kilkoma informacjami ze swoich placówek”… Natomiast informacje z naszej ambasady z Moskwy na ten temat były dramatycznie spóźnione…”.

Od siebie dodam, że – jak sobie przypominam – przed laty, w czasie częstych wieczornych rozmów (de factoprzyjacielskich debat), w salonie naszej ambasady Wolnej Polski przy 174, rue de l’Université – Paryż 7 – debat z udziałem mego ojca, pułkownika Gano, radcy Totusia Parczewskiego (niegdyś na placówce dyplomatycznej w ZSRR), Zygmunta Michałowskiego, Pawła Zdziechowskiego, itd., itd. – mowa bywała o dziwnym zaślepieniu Becka; jego „pewności”, że Stalin na wypadek wojny nie uderzy nas w plecy. Otóż w owym zaślepieniu Becka dostrzegano punkt widzenia pułkownika Tadeusza Kobylańskiego – wicedyrektora departamentu politycznego MSZ-u (Beck uważał Kobylańskiego za genialnego znawcę polityki Stalina!!! (Dopiero ostatnio dowiedziałem się, że śp. profesor Paweł Piotr Wieczorkiewicz głosił, że co najmniej od roku 1937 Tadeusz Kobylański był na sowieckiej służbie. Pytam mych przyjaciół historyków: czy są na to dowody???).

*   *   *

Zobacz także:

15:08, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 49/2018

Nawiążę dziś do mego wczorajszego dziennika. Do prowadzonej przez Marszałka Rydza Śmigłego i jego sztab ostrej walki z tak zwanym „defetyzmem” (de facto z realistyczną oceną ogromu niemieckiej przewagi militarnej nad nami…). Ojciec mój w swej książce „Wspólna droga z Rogerem Raczyńskim” (Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1998), na stronie 101 pisze: „Stary generał (broni) Leon Berbecki otrzymał naganę, gdy na publicznym zebraniu w Poznaniu wygłosił przemówienie, które w świetle późniejszych wydarzeń okazało się zupełnie uzasadnione. Przewidywał, że wojna ogarnie nieumundurowanych obywateli w tym samym stopniu, co żołnierzy; nawoływał do budowania zapór przeciwczołgowych na każdym szlaku wiodącym do Niemiec… Tylko nieliczni wojskowi, a wśród nich generał Wład – dowódca dywizji poznańskiej, i mój kuzyn – pułkownik Witold Morawski nie ukrywali w rozmowach w cztery oczy, że wedle ich przekonania, niewspółmierność sił Polski i Niemiec wiedzie nieuchronnie do agresji hitlerowskiej i do naszej klęski. Obaj polegli walecznie na wojnie, której bliskość i wynik przewidywali tak słusznie.” Koniec cytatu… W rozmowach ze mną ojciec poufnie mi mawiał dwie rzeczy: 1). zagadką dlań było, że Beck niewątpliwie jeszcze do np. 4. września nie dostrzegał, że WH wręcz błyskawicznie naszą armię rozbija, 2). cała wręcz „obsesjonalna” walka Rydza i jego sztabu z „defetyzmem” – de facto z realizmem -; podobnie z uporem lansowana teza, iż „jesteśmy silni, zwarci, gotowi”; iż „nikt nam nie zrobi nic”, ponuro na losach Polski zaciążyły, przeszkodziły tym, którzy wiedzieli, że za wszelką cenę należy grać na zwłokę!!!

Zagadką był też fakt, że Beck nie przewidział – mimo ostrzeżeń – (tę sprawę zna wybitny profesor dr hab. Aleksander Woźny) radzieckiego ciosu w nasze plecy! O ile pamiętam, w tej dziedzinie nawaliła nasza ambasada w Moskwie, oraz także odpowiednie wydziały naszego MSZ-u… (???).

*   *   *

Zobacz także:

14:56, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 48/2018

Jestem jednym z ostatnich żyjących świadków nastrojów, czy – jak kto woli – złudzeń, jakie np. we wczesnym roku 1939 panowały w polskim rządzie, oraz także znam dotyczące owej epoki opinie wypowiadane już na emigracji przez ludzi takich jak mój ojciec, Józio Czapski, Kot Jeleński, Jerzy Giedroyc, no i rzecz jasna Wacio Zbyszewski… Dlatego też trafia do mnie wiele dotyczących katastrofy dziejowej września 1939 pytań! W roku 1939 miałem lat 9! Ale już interesowała mnie „sytuacja”. Jak już nieraz pisałem, pamiętam wizyty w naszym warszawskim mieszkaniu (ulica Zimorowicza 4) przybywającego bodajże ze Lwowa na narady sztabowe u Rydza pułkownika Witolda Morawskiego. Wuj Witold – były attaché wojskowy RP w Berlinie mawiał: Nie wiadomo, czy trzeba się śmiać, czy płakać; jakiś ważny (lecz durny) oficer sztabu Rydza mawia „Nadmierna obawa przed czołgami to defetyzm! Wystarczy zakopać brony, a czołgi nie przejadą!”

A memu ojcu generał Abraham tłumaczył, że na wypadek wojny wkroczy na czele swych ułanów dziesiątego dnia do Berlina!!!

Ale ad rem! Dociera do mnie znowu (!!!) pytanie: „Jak to możliwe, że przecież ponoć wysoce inteligentny Minister Beck, jak wynika np. z zapisków wiceministra Szembeka (?), dał się wręcz błyskawiczną klęską naszej Armii zaskoczyć. Wszak sam był byłym wyższym oficerem? Skąd ta tak idiotyczna – jak się okazało – teza, że „jesteśmy silni zwarci, gotowi”!? Co na ten temat Beck mówi już w Rumunii?

Niestety nie wiem, co Beck mówił lub pisał na ten temat w Rumunii! A poprzednio, przed wrześniem 1939, Beck zawierzył Rydzowi, który – jak, o ile się nie mylę – kiedyś powiedział mi Jerzy Giedroyc, nadawał się na dowódcę straży granicznej a nie na naczelnego wodza. Do tego, mimo że Piłsudski swego czasu ostrzegał przed niewątpliwym jego zdaniem ciosem Stalina w Polskę, Beck nie dostrzegł prawdziwego znaczenia rozmów Ribbentrop-Mołotow!!!

A Rydz i jego sztab, miast właściwie oceniać ogrom zagrożeń, zajęci byli idiotyczną – jak się okazało – walką z pesymizmem i defetyzmem. Ignorowano ostrzeżenia, więcej karano ostrzegających (np. Cata-Mackiewicza)!

*   *   *

Zobacz także:

14:43, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 47/2018

W związku z pytaniami czytelników z Wielkopolski, śpieszę potwierdzić, że w drugiej połowie września 2018 roku mam zamiar na trzy dni udać się do Kościana ewentualnie wraz z ekipą filmową Piotra Morawskiego (firma Mirka Chojeckiego i jego wspólników). Myślę, jeśli to będzie możliwe, zatrzymać się w Głuchowie. Potrójny cel podróży (!): wzięcie udziału w obchodach ku czci śp. Adama Tomaszewskiego, znakomitego pisarza, autora kilku książek o jego rodzinnym Kościanie, oraz po drugiej wojnie światowej mieszkańca Kanady, człowieka, który wiele napisał także i o Kanadzie, był – można śmiało stwierdzić – wielkim budowniczym zbliżenia kulturalnego Polska-Kanada. Miasto Kościan ogłosiło rok 2018 rokiem Adama Tomaszewskiego, urodzonego w Kościanie 9 sierpnia 1918!!! Wielki admirator prozy Adama Tomaszewskiego chcę złożyć hołd jego pamięci. Apeluję też do świetnej prasy polskiej w Kanadzie do nawiązania do postaci tego wielkiego pisarza!!

Po drugie, marzę o tym, by 20 września 2018 roku w krótkim spotkaniu naukowym z udziałem np. profesorów Beaty Halickiej, słynnego Waldemara Handke, dra Kościańskiego, może profesorów Żaryna i Aleksandra Woźnego przeprowadzić – póki ja, naoczny świadek, jeszcze żyję – dyskusję wprowadzoną referatem historyka regionalisty Jerzego Zielonki debatę na temat: „Kościan – AK-owska wyspa na Morzu Czerwonym… No i też 20 września 2018 roku w mym ukochanym Kościanie obchodzić moje 89. urodziny!!!

*   *   *

Zobacz także:

14:17, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 46/2018

Wielkiej wagi i zupełnie nowym elementem sytuacji w Unii Europejskiej jest fakt, że tak czasem zwani populiści odnieśli znaczny sukces w wyborach parlamentarnych we Włoszech. W chwili, gdy piszę te słowa, mowa jest o koalicji rządowej między Ruchem 5 Gwiazd a Partią Demokratyczną bez jej dotychczasowego przywódcy Matteo Renziego… Ten jednak coś kombinuje”, gra na zwłokę…

Wszystko może się jeszcze zmienić. Ale jak na razie wygląda na to, że premierem Włoch może się stać 32-letni Luigi de Maio, przywódca Ruchu 5 Gwiazd, ostro krytykujący rządzących Unią Europejską technokratów z Brukseli, lecz podkreślający ponoć, że Europa to nasz wspólny dom; jednym słowem – jak się zdaje (?) – stawiający na jakąś nową, inną od obecnej Unię.

Wybory „europejskie” – o ile się nie mylę – mają mieć miejsce w czerwcu 2019 roku. Zdaniem niektórych politologów mogą one w związku z obecną coraz to szybszą i wrogą brukselskiej tam od lat zasiedziałej Komisji Europejskiej ewolucją nastrojów w de facto wszystkich krajach europy, i w związku z potęgowaniem się tak dość bezsensownie zwanego populizmu (de facto chodzi o odruch niezadowolenia z mocno uwydatnionej np. BREXITEM NIEUDOLNOŚCI tak zwanej potocznie „Brukseli”) owe wybory europejskie 2019 roku wydatnie zwiększyć w Parlamencie Europejskim ilość zdecydowanych wrogów owej od lat Unią rządzącej ekipy…

Chyba bardzo wyraźnie zarysowuje się koncepcja wielkiej przemiany Unii… Jasno już można dostrzec, że owi tak zwani „populiści” teraz już w swej olbrzymiej większości nie chcą Unii rozwalić, lecz pchnąć ją na nowy tor, usprawnić, wyrwać z rąk zasiedziałej w Brukseli ekipy dość jednak nieudolnych technokratów… Jednym słowem, być może idzie ku zupełnie nowej unii!!! jakiej? To się dopiero okaże.

*   *   *

Zobacz także:

13:13, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 45/2018

Kto obalił komunizm? Ostatnio wiele się na ten temat pisze! Ja przypomnę tylko, iż de Gaulle ponoć mawiał, że system policyjny, oparty na zastraszaniu a nie na dialogu ze społeczeństwem musi prędzej czy później runąć, i że Polska, która pozostała wierna swej historii i tradycjom, ten bój z narzuconym siłą reżymem wygra!

A Ela Skoczek, która czytuje ten mój dziennik, pisze mi, że już od wielu lat próbuje się w niektórych kręgach tworzyć historię i pokazywać, że komunizm obalili komuniści. A dowodem tego jest np. to (???), że Leszek Miller wprowadził Polskę do Unii, składając podpis…

Inny czytelnik, proszący, by nie ujawniać jego nazwiska, bo to „mogłoby mu zaszkodzić (???)”, jest zdania, że oczywiście, pewne kręgi nie chcą dopuścić do budowania kultu dyplomacji emigracyjnej i „ambasady” Kajetana Morawskiego, paryskiego Biura RWE, itd. Ów czytelnik stwierdza też: „Te same sfery określają Pana mianem b. szpiega RWE,” i „szastają na Pana oszczerstwami, jak zresztą ci lub inni robili to od lat. Bezczelnie kpią sobie z tego, że na okładce czwartego tomu Pana dzienników wydawca określa Pana mianem weterana zimnej wojny…”.

W odpowiedzi stwierdzę, że określenie „weteran zimnej wojny figuruje także na 3. poprzednich tomach mych dzienników, oraz na znakomitej książce wybitnej publicystki, Teresy Masłowskiej o mnie. Wyjaśnię, że choć ma choroba serca jest zapewne związana z mą pracą dziennikarza informacyjnego RWE (?), to jasne, iż echa stosowanych przez towarzyszy (???) z czerwonego kontrwywiadu sowieckich technik anonimów i zastraszania znaleźć można w chorobie mej żony, to ona jest na pewno „weteranem zimnej wojny”…

Co do nagonek na mnie, to już w roku 1954, w pewnym sensie złamały mi życie (nie dopuszczając do tego, bym pod kierownictwem np. Jamesa Burnhama doktoryzował się i został w USA naukowcem politologiem – jak się później ponoć okazało, inspirowane przez „czerwone służby specjalne”) donosy, że jestem homoseksualistą, oraz, że w roku 1945 (!!!) (data – jak zaznaczają historycy specjaliści – b. ważna) mając 15, a później po 20 września 1946 szesnaście lat, byłem w Kościanie „krwawym reżimowcem”…

Jak mi cztery lata później powiedziano, w roku 1954 żył jeszcze senator Joseph McCarthy (1908-1957) i „czerwoni” agenci „jak mogli siali zamęt, fabrykując i zręcznie podrzucając donosy na ludzi wytypowanych jako „groźni dla komuny”. (Nota bene: po pierwsze, ponoć poważni historycy teraz te sprawy analizują, po drugie, jak kilka (?) miesięcy temu podkreślałem w warszawskim IPN, w czasie mej konferencji prasowej - i dziś zdarza mi się jeszcze otrzymywać dziwne anonimy z jakby pogróżkami. Ale się tym nie przejmuję, jedynie zgodnie ze starą instrukcją Jana Nowaka, sprawę z miejsca ujawniam… No i dodam, do nikogo o takie troszkę dziwne zagrania nie mam pretensji. Z wrodzonej i tradycyjnej reguły Dzierżykraj-Morawskich, wybaczam!

*   *   *

Zobacz także:

13:10, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 44/2018

Pytanie czytelnika: „Czy nie przesadza Pan z tym kultem Kościana? Wszak to miasteczko jak wiele innych…”. Moja odpowiedź prosta. Okres Kościan – AK-owska „wyspa na Morzu Czerwonym” (1945 – jesień 1948), to stan rzeczy z historycznego punktu widzenia unikatowy!!! Do tego Kościan to stare, królewskie miasto, niegdyś w Wielkopolsce drugie po Poznaniu, przez długi okres ściśle związane z suwerennym, rycerskim Zakonem Szpitalników, zwanym Maltańskim, zakonem, którego jestem od AD 1977 kawalerem honoru i dewocji.

Wiele o Kościanie pisał znakomity prozaik i reportażysta Adam Tomaszewski (1918-2002 ), po drugiej wojnie światowej bardzo ceniony emigracyjny działacz kulturalny w Kanadzie, laureat kilku nagród, autor jedenastu książek, niezwykle zasłużony budowniczy „pomostu intelektualnego między Polską, oraz w szczególności Wielkopolską, a Kanadą”!!! Tak więc ów mistrz pióra – i to bardzo ważne – dał nam nie tylko wspomnieniowy obraz przedwojennego Kościana, przedwojennej polski, lecz też pozwolił nam poznać i pokochać Kanadę (mam nadzieję, że dział kulturalny ambasady kanadyjskiej w warszawie o tym wie!!!).

Już od roku 1945 jestem pod wrażeniem naprawdę wysokiego poziomu intelektualnego mieszkańców Kościana – miasta tak teraz związanego z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza… Uderza też mnie – mnie i nie tylko mnie!!! – poziom tamtejszej lokalnej prasy, np. „Wiadomości Kościańskich”, redagowanych przez Jerzego Zielonkę, jednego z najwybitniejszych w Wielkpolsce pisarzy regionalistów, laureata – za całokształt swej działalności pisarskiej – nagrody imienia ambasadora Kajetana Morawskiego – oraz przez świetną publicystkę i literatkę Teresę Masłowską… Cenię też „Gazetę Kościańską”! Nie od dziś jestem pod wrażeniem „wysokiej klasy” tamtejszych władz miasta i powiatu Kościan. Cenię burmistrza Jurgę i jego radę, także starostę oraz sejmik powiatu i jej przewodniczącego…

A teraz co innego: czytelnik pyta, jaki był stosunek w latach 1945 – jesień 1948 ówczesnych władz Kościana do tak niegdyś tam licznych narodowców. O ile wiem, szukano z nimi dialogu, wiedząc, że uczniowie Romana Dmowskiego rozumieją konieczność rozsądnego dialogu z Rosją. Stanowisko takie ponoć popierał Feliks Widy-Wirski, w 1945 roku wojewoda (a nie, jak błędnie piszą, wicewojewoda) poznański, w czasie wojny szef prokomunistycznego zrywu narodowego. Ale już w roku (?) 1946-tym Ubecja podjęła w Poznaniu ostrą walkę z endekami. Tolerowali tylko PAX Bolesława Piaseckiego, bo to nakazał odpowiedzialny za Pojsk sowiecki czekista, Iwan Sierow…

*   *   *

Zobacz także:

11:18, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 43/2018

Zgodnie z mą wczorajszą zapowiedzią, dziś odpowiem na pytanie dotyczące Kościana – AK-owskiej „wyspy na Morzu Czerwonym”. Na wstępie jednak zauważę, że stan rzeczy w Kościanie w latach 1945 – jesień 1948 jest z historycznego punktu widzenia chyba unikatowy i wielce godny uwagi! Bardzo szczegółowy opis tej sprawy można znależć w świetnej książce Teresy Masłowskiej o mnie – w książce pt. „Łącznik z Paryża. Rzecz o weteranie zimnej wojny”, wydawca: Instytut im. Stefana Grota-Roweckiego, Leszno Wielkopolskie.

Masłowska zaznacza, że zimą 1944 roku – zaraz po wejściu na te tereny Armii Czerwonej, Kościaniacy powołali samorzutnie do życia Komitet Wyzwolenia Miasta Kościana. Komitet ten dogadał się z sowieckim komendantem tego rejonu, majorem Nestorenko… Za jego wiedzą, starostą powiatowym został Karol Fischbach (o ile wiem, z przekonań narodowiec). Pierwszym sekretarzem komitetu powiatowego PPR został Stefan Bech, a sekretarzem KP PPS Edward Boryczko (obaj ze środowiska AK-owskiego). Gdy 25 2 1944 zjawili się w Kościanie pod eskortą SB delegaci tzw. rządu lubelskiego, radziecki komendant Nestorenko oświadczył im, że w Kościanie są już polskie lokalne władze, i jemu się z nimi dobrze współpracuje. Tak to miasto Kościan (i powiat kościański) do jesieni 1948 roku było rządzone przez tym wówczas się NIE chwalących byłych, AK-owców. Dopiero jesienią 1948 roku nastąpiła czystka – represje objęły 150 osób (???). Ja już od dawna byłem w Paryżu… Uprzednio, wiosną 1945 roku, zacząłem chodzić do Liceum Św. Stanisława Kostki w Kościanie.

W okresie okupacji, w Małej wsi byłem pod opieką tam się ukrywającej senator Doroty Kłuszyńskiej z PPS. Wpoiła ona mi kult PPS-u. Tak więc w Kościanie zgłosiłem się do PPS-u, do Edwarda Boryczki, zakonspirowanego b. AK-owca. Tego niepokoił nieco fakt, że byłem synem ambasadora „londyńskiego” rządu RP we Francji. Ale Boryczko miał – jak mawiał – „swojego człowieka” w powiatowym UB. Mnie z nim zapoznał, mówiąc mi: „Możesz mieć doń zaufanie – to nasz człowiek. Ten pan kazał mi coś – jak mówił, na wszelki wypadek – podpisać (oświadczenie wierności Tymczasowemu Rządowi Jedności Narodowej)… Był miły i chyba szczery – mówił, że mogą nadejść gorsze czasy. Rok później, już w Poznaniu, zgłosił się do mnie jakiś młody UB-ek, aby mnie ostrzec, że mój znajomy z PUB w Kościanie to zdrajca; że go teraz SB szuka. Zaproponował mi współpracę – czego stanowczo odmówiłem, mówiąc, że jeśli będzie mnie nadal nagabywał, poskarżę się memu krewnemu, Rektorowi UAM (Uniwersytetu Poznańskiego). Na tym sprawa się skończyła. Do dziś nie wiem, kim był ów kościański UB-ek, przyjaciel Boryczki. Może cenieni profesor Handke lub doktor politologii Kościański, coś na ten temat wiedzą.

Kończąc, wyjaśnię postawy owych przez trzy lata rządzących w Kościanie b. AK-owców. Otóż byli oni pod ponurym wrażeniem klęski powstania warszawskiego. Mawiali: „Nigdy więcej powstań”. Głosili: „Trzeba ratować, co się da”. Aż do zafałszowanego referendum, liczyli, że Mikołajczyk wygra wybory. Później stawiali na patriotę Gomułkę. Byli zdania, że władzę i partię winni obsadzać „przyzwoici ludzie”. Bech próbował wejść do wojewódzkich władz PPR-u. Był popularny; jakiś zjazd wybrał go na członka KW w Poznaniu PPR-u – ale centrala tej partii utrąciła go.

Wielu byłych AK-owców pchało się do walki zbrojnej z czerwonym (np. mój cioteczny brat, Jaś Kiciński). Rządzący w Kościanie AK-owcy, np. b. oficer AK, mieszkający wówczas w tym mieście mój wuj Krzysztof Morawski, robili, co mogli, by nastroje tych młodych rozładowywać. Tłumaczyli im, że żadnej trzeciej wojny nie będzie.

Jedno pewne. Ów unikalny stan rzeczy w owych latach w tym tak wyjątkowym pod wielu względami mieście Kościanie zasługuje na konferencję naukową o wielkim rozgłosie, oraz na film dokumentalny. Myślę, że dobrze by było, aby ta konferencja naukowa odbyła się póki ja – świadek naoczny – jeszcze żyję!

*   *   *

Zobacz także:

11:14, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 marca 2018
Widziane z Paryża 42/2018

Jeden z czytelników błyskawicznie zareagował na mój wczorajszy dziennik! Stawia kilka pytań. Pierwsze z nich: „Czy, i jakim cudem, miałem dostęp do czołowego politologa USA, Jamesa Burnhama, związanego z pismem „Natonal Review”, autora kilku wielkiej wagi książek, np. proroczego dzieła „The Coming Defeat of Communism”, opublikowanego już w 1950 roku, czołowego doradcy wysokich władz USA”?

Moja odpowiedź prosta. James Burnham zaliczał się do grona amerykańskich bliskich znajomych mego przyjaciela, opiekuna oraz dalekiego powinowatego, Józefa Czapskiego (także bliskiego przyjaciela mych rodziców)… Miałem jedną z książek Burnhama z jego dedykacją, ale w związku z przeprowadzkami związanymi z chorobą mej żony – żony „weterana zimnej wojny” – owa książka mi zaginęła… Rzecz jasna, moim marzeniem było pod nadzorem Burnhama doktoryzować się w politologii.

Drugie pytanie owego czytelnika dotyczy tego, jak zareagowałem na DONOS pozbawiający mnie wówczas, w roku 1954, szansy uzyskania stypendium Wolnej Europy do USA (zarzut, że mając 15 lat byłem w Kościanie w roku 1945 „krwawym komunistą”, oraz że jestem homoseksualistą” – co wtedy było jeszcze bardzo źle widziane)… Wówczas nie do końca pojąłem – co teraz dobrze wiem – że DONOS ów całkowicie „przekształcił” moje życie, rozbił me marzenia stania się naukowcem politologiem, uczniem czołowego politologa ówczesnego świata… Tak, wtedy sprawę potraktowałem dość lekko. Rozpocząłem pracę w banku. Zostałem wybrany prezesem Polskiej Młodzieży Chrześcijańsko-Społecznej (na miejsce Janka Kułakowskiego, który bez reszty poświęcił się kierowaniu Międzynarodówką Chrześcijańskich Związków Zawodowych). Przy boku Stanisława Gebhardta, w pewnym okresie jej sekretarza generalnego, działałem w wówczas tak aktywnej Międzynarodówce Młodych Chrześcijańskich Demokratów. Po pewnym czasie, Komitet i Radio Wolna Europa zaproponowały mi współpracę, wyjaśniając, że ów donos, który pozbawił mnie możliwości studiów doktoranckich z politologii w USA, pochodził z „tamtej strony”, był inspirowany przez „czerwone służby’; że takie donosy to ulubiony proceder „czerwonego”….(Później, będąc korespondentem informacyjnym RWE, znowu na własnej skórze – co mało ważne, ale co gorzej, na skórze mej żony – odczułem owe ponure działania, ową wojnę psychologiczną, owe ANONIMOWE LISTY i INSYNUACJE CZY POGRÓŻKI…

*   *   *

Zobacz także:

16:44, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 41/2018

Wczoraj spotkanie z profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, historyczką i kulturoznawcą, specem od problemów przymusowych migracji, nacjonalizmu, zagadnień etnicznych, a także kultury i „polityki pamięci”, Beatą Halicką. Jak już niedawno temu zanotowałem w tym dzienniku, profesor Halicka pisze obecnie osadzoną w szerokim kontekście historycznym książkę o profesorze Z. A. KRUSZEWSKIM z Uniwersytetu w El Paso w Teksasie, niegdyś powstańcu warszawskim, który w roku 1945 przebywał we Francji i widywał tu mego ojca, wówczas jeszcze na kilka tygodni oficjalnego ambasadora RP przy rządzie Francji…

Profesor Halicka – z miejsca to odnotuję – za swą książkę „POLISH WILD WEST” w roku 2016 otrzymała THE IDENTITAS PRIZE w kategorii THE BEST HISTORICAL BOOK O THE YEAR… Owa tak ceniona znawczyni ważnej kategorii zagadnień historycznych zainteresowała się także i moją biografią. Biografią człowieka, który do Francji wyjechał jeszcze na paszporcie matki, bo w chwili wydawania owego paszportu był jeszcze na krótko nieletni; który uprzednio w Kościanie w roku 1945, mając 15 lat, czynnie współpracował z grupą byłych A\k-owców-realistów, którzy ukrywając swą przeszłość AK-owską opanowali kierownictwo, w powiecie kościańskim całą władzę, kierownictwo PPR-u, PPS-u itd. (Owi AK-owcy zostali dopiero odsunięci od władzy (represje SB objęły wtedy 150 /?/ osób) jesienią 1948 – ja byłem już od 2. lat w Paryżu… A w roku 1954 – gdy będąc studentem Kolegium Wolnej Europy w Strasburgu, napisawszy niezłą pracę o stachanowizmie w PRL-u, miałem dostać stypendium na doktoranckie studia politologiczne w USA (pod kierownictwem słynnego Jamesa Burnhama (1905-1987) – nagle dowiedziałem się, że nic z tego, bo do „Wolnej Europy” przyszedł donos, że w roku 1945 byłem w Kościanie „krwawym komunistą”, i że jestem homoseksualistą. Donos zmienił bieg mego życia. Nie stałem się naukowcem-politologiem. W kilka lat później, gdy RWE brało mnie już na etat korespondenta informacyjnego („szpiona” wedle PRL-u), spytałem angażujących mnie „personalnych W.E.” o ten zarzut. Powiedzieli mi: „Już wiemy, że to był donos Z TAMTEJ STRONY!!!”. Zresztą SB z uporem później np. drogą anonimów lansowało przeciw mnie ów zarzut! Jan Nowak mawiał: „To TYPOWA ich METODA”.

Powiedziałem profesor Beacie HALICKIEJ, że ceniony pisarz i historyk regionalista południowo-wielkopolski, redaktor Jerzy Zielonka chce napisać książkę pt. KOŚCIAN – AK-OWSKA WYSPA NA MORZU CZERWONYM… Ja proponuję, by zwołać w Kościanie – póki ja jeszcze żyję – konferencję naukową z udziałem redaktora ZIELONKI, profesora Waldemara HANDKE, dra KOŚCIAŃSKIEGO, profesor Beaty HALICKIEJ, konferencję pod tytułem KOŚCIAN – AK-OWSKA WYSPA NA MORZU CZERWONYM… Może wrzesień bieżącego roku?

*   *   *

Zobacz także:

16:38, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 40/2018

Dziś tylko krótko odnotuję, że Pan Piotr Jankowski zrobił mi wielką przyjemność, przekazując mi duży fragment jednej z dyskusji paryskiego Okrągłego Stołu polskiej rozgłośni RWE! Owa dyskusja miała miejsce w paryskim biurze RWE (a nie – jak pisze P. Jankowski – w redakcji Kultury w Maisons-Laffitte) w roku 1957. Dotyczyła „relacji polsko-żydowskich w czasie drugiej wojny światowej”. Ten tekst, za długi, by trafić na łamy mego Dziennika, stanowi ważny wkład do – powiedziałbym – PRZYJAŹNI POLSKO-ŻYDOWSKIEJ. Brali w niej udział: ojciec mój Kajetan Morawski, zwany Kademorem, Józef Czapski, Maria Czapska i Kot Jeleński (dodam, grono niezwykle bliskich sobie przyjaciół…).

Dyskusję otworzył ówczesny „animator” owych paryskich okrągłych stołów Rozgłośni Polskiej RWE, redaktor Witold Nowosad. Ojciec mój, gorący zwolennik przyjaznego dialogu polsko-żydowskiego, nieraz podkreślający wielką wagę tak pozytywnego wkładu żydowskiego w polską kulturę, w owej debacie z miejsca stwierdził: „Chciałbym na wstępie zaznaczyć tylko jedno: eksterminacji hitlerowskiej podlegali nie tylko Żydzi, ale też i Polacy”. (Ojciec mój był przekonany, że Hitler planował wyrżnięcie polskich elit; mawiał nieraz, że w Wielkopolsce już od jesieni 1939 hitlerowcy zaczęli to robić).

Ze swej strony Józef Czapski (też gorący zwolennik przyjaźni polsko-żydowskiej, rozumiejący jej wagę dla naszego kraju; człowiek, który mi mawiał, że wspólna historia zbudowała braterstwo polsko-żydowskie) w owej debacie powiedział: „Chciałem na początku powiedzieć, że objawy antysemityzmu rodzimego w Polsce, jak bumerang uderzają dzisiaj w nas samych…”.

Z kolei Maria Czapska mówiła mi o pewnych książkach nieściśle przestawiających to, co w Polsce zaszło w czasie okupacji…

Ze swej strony, Kot Jeleński twierdził, że jest uderzony raczej rzeczą przeciwną. Stwierdził: „Ilu jest Żydów, którzy piszą o nas nie tylko z najwyższą rzetelnością i z największą sprawiedliwością, ale z prawdziwą głęboką sympatią?”.

Tyle w kolosalnym skrócie o owej tak i do dziś aktualnej debacie!

*   *   *

Zobacz także:

16:36, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 39/2018

Zdaniem jednego z mych przyjaciół politologów, w Europie zarysowują się teraz, i to stanowi pewne novum, dwa nieco różne odłamy POPULIZMU!

Z jednej strony nadal tu i ówdzie zdaje się przybierać na sile populizm klasyczny, o postawach nacjonalistycznych i eurosceptycznych. Jednak z drugiej strony coraz to wyraźniej rodzą się koncepcje głoszące, iż dziejową koniecznością jest Unia Europejska, lecz Unia potężna i sprawna, mądrze kierowana, przez ludzi innych niż tam od długich lat zasiedzieli aparatczycy z Brukseli.

Pomysłów przemian, także i w tej dziedzinie, jest wiele. Bywają one bardzo różne. Godne odnotowania, że wysuwają je na ogół politycy dość młodzi…

Ciekawe poglądy głosi były francuski minister, Laurent Wauquiez (ur. w 1975 roku), w grudniu 2017 wybrany prezesem Stronnictwa Republikanów, autor w roku 2014 książki o Unii Europejskiej pt. „TRZEBA WSZYSTKO ZMIENIĆ”. Uważa on, że nie ma narodu europejskiego, jest natomiast cywilizacja europejska… Głosi, że Europa nadmiernie się poszerzyła, 28 krajów to za dużo. To „paraliżuje” Unię. Wauquiez jest nawet zdania, że owo nadmierne poszerzenie w pewnym sensie „zabiło” Unię. Stawia on na prężną współpracę państw założycielskich Unii. Ostatnio prawdziwą burzę wywołała we Francji publikacja w prasie wypowiedzi Wauquieza niesamowicie krytycznych gdy chodzi o francuski obecny świat polityczny. Jak jasno dowodzi komentator wielkiego dziennika „Libération” (numer z 21. lutego br.), Wauquiez dał tragiczny obraz świata politycznego obecnej Francji… Wauquiez te swe myśli sformułował w czasie „zamkniętego” spotkania z grupą studentów z Lyonu. Nie było wolno nagrywać. Ale jednak ktoś nagrał ową wypowiedź (!!!) o wydźwięku mym zdaniem w gruncie rzeczy w swym ostrym krytycyzmie populistycznym… Szczególnie, że i tak społeczeństwo nie ma tu nadmiernego zaufania dla świata politycznego.

Koncepcje europejskie Wauquieza bywały nieco różnorakie. Jednak jasne, że mocno on wyczuwa konieczność wielkiej zmiany… To poczucie szybko ponoć narasta w wielu krajach. Co to da, trudno przewidzieć.

Ciekawymi są koncepcje europejskie prezydenta Macrona (40 lat). Stawia on na zacieśnioną współpracę w unijnej dziedzinie Francji i Niemiec; na stworzenie budżetu dla wzmocnionej strefy euro; na jakieś (?) ujednolicenie polityk fiskalnych i socjalnych; na poszerzenie akcji Erasmus, tak aby połowa młodych każdego kraju Unii mogła spędzić co najmniej miesiąc w innym państwie Europy; na umocnienie obronności Europy, zacieśniając współpracę poszczególnych armii naszych krajów, itd., itd.

Zwolennikiem głębokiej reformy Europy jest też młody (31 lat) kanclerz Austrii, Sebastian Kurz – zwolennik między innymi wyposażenia Unii w sprawną kontrolę swych granic zewnętrznych… Skądinąd chce on wysunąć szereg propozycji reformy Unii. Z końcem roku 2018, Austrii przypadnie w udziale prezydencja Unii. Jedno pewne: Austria mocna jest odziedziczona z tradycji dialogu z innymi narodami z czasów Austro-Węgier…

Wymieniony na początku tego dzisiejszego dziennika politolog odnotowuje dwa zjawiska. Po pierwsze, w szeregu krajów Unii bardzo wyraźnie potęguje się brak zaufania do brukselskiego kierownictwa… Po drugie, narasta niepokój dotyczący przyszłości naszego kontynentu, jego „zalewu” – z którym nikt nie umie sobie poradzić – przez imigrantów z Bliskiego Wschodu i z Afryki… Niepokój ten owocuje nie całkiem jasną sympatią do jakiegoś proeuropejskiego „populizmu”, pragnienia Unii zdolnej na serio działać, zrobić porządek w Afryce i na Bliskim Wschodzie, pchnąć tamtejsze kraje na drogę rozwoju, trwale zapewnić bezpieczeństwo Izraela. Dość rozpowszechnione jest też przekonanie, że u podstaw wielu obecnych kłopotów leży naiwny entuzjazm czołowych polityków krajów Unii, spowodowany tak zwaną arabską wiosną; dalej: np. obaleniem Kaddafiego…

*   *   *

Zobacz także:



16:35, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 38/2018

Dobrze na ogół poinformowany politolog jest zdania, że niedziela 4 marca bieżącego roku będzie dniem nieco „przełomowym” w historii Unii Europejskiej! Rzecz w tym, iż owego dnia mają mieć miejsce wybory parlamentarne we Włoszech, a sondaże zdają się wskazywać, iż spory sukces może odnieść określana mianem „populistycznej” partia Pięciu Gwiazd, powołana do życia w 2009 roku przez Beppe Grillo, komika i satyryka, a obecnie kierowana przez młodego deputowanego, Luigi de Malo (32 /?/ lata), dziś ponoć z miesiąca na miesiąc coraz to bardziej popularnego zwolennika rządów „silnej ręki” (?), „twardej postawy” gdy chodzi np. o wdzierających się do Włoch przez Morze Śródziemne imigrantów, oraz o problem ładu i bezpieczeństwa…

Obserwatorzy podkreślają też eurosceptycyzm partii Pięciu Gwiazd. Mówi się nawet, iż owa partia będzie (z czasem) pchała do referendum w sprawie wyjścia Włoch ze strefy euro… Partia ta odrzuca podziały lewica-prawica, zapowiada jakąś nową formę opieki nad ludźmi o zbyt niskich dochodach, nie obawia się też zwiększenia deficytu budżetowego by móc przy pomocy wielkich inwestycji unowocześnić infrastruktury Włoch…

Ale dopiero po 4. marca okaże się, jaką rolę – w zasadzie mało skłonna do budowania koalicji partia Pięciu Gwiazd, mogąca ponoć (?) osiągnąć dobrze powyżej 25 % – będzie mogła odegrać w nowym parlamencie (?).

*   *   *

Zobacz także:

16:33, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 37/2018

Przed chwilą spotkała mnie wielka radość. Lechosław Gawlikowski – były wicedyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, autor m. in. świetnego zbioru bardzo OBIEKTYWNYCH biografii nieżyjących już pracowników tej naszej, tak nam drogiej, tak politycznie i historycznie ważnej Radiostacji – przysłał mi egzemplarz z 15 lutego 2018 roku „OBYWATELSKIEJ” gazety Kornela Morawieckiego. Numer ten przyniósł moim zdaniem dużej wagi artykuł b. pułkownika UOP-u, Waldemara Maszendy, w pewnym okresie (rok 1990?) będącego w kontakcie ze mną, i bodajże także z wówczas współpracującym z RWE Andrzejem Romanem. Artykuł nawiązuje do wydanej kilka lat temu dzięki poparciu tak dbałego o pamięć o tych, którzy o wolność dla Polski walczyli SENATU RP.

Wybite grubą czcionką pierwsze słowa tego artykułu pułkownika Maszendy stwierdzają: „MACIEJ MORAWSKI, WIELOLETNI KORESPONDENT RWE W PARYŻU WSPOMINA, ŻE MIAŁ OKAZJĘ SPOTYKAĆ SIĘ Z PIOTREM JEGLIŃSKIM , KRAJOWYM OPOZYCJONISTĄ ZWIĄZANYM Z PODZIEMNYMI LUBELSKIMI „SPOTKANIAMI” W KONFESJONALE PARYSKIEGO KLASZTORU, W KTÓRYM JEGLIŃSKI SIĘ ZATRZYMAŁ” – koniec cytatu.

Od siebie tu dodam, że Jegliński dostarczał RWE BEZCENNYCH informacji z kraju, nawet informacji o walce frakcji w PZPR-ze. Znalazł się więc (jak podkreśla Maszenda) na celowniku wiadomych służb… „Polska Bezpieka – zaznacza Maszenda – planowała zwabić Piotra Jeglińskiego do Berlina Wschodniego, porwać i przewieźć na Rakowiecką lub zlikwidować (operacja Reszka)”. Gdy chodzi o mnie, wiem też, że już później SB planowało w Paryżu otruć (!), tak czy inaczej zgładzić JEGLIŃSKIEGO. Obecnie JEGLIŃSKI jest ciężko chory. Niewątpliwie jest to wynik mających go zastraszyć (lub innych) działań SB. TAK WIĘC W MYM POJĘCIU TRZEBA STWORZYĆ (może nasz tak patriotyczny SENAT mógłby się tym zająć?) STATUS INWALIDY WALKI O WOLNOŚĆ, INWALIDY ZIMNEJ WOJNY (LICZĘ W TEJ DZIEDZINIE NA ŚWIETNĄ GAZETĘ „OBYWATELSKA”, I NA PUŁKOWNIKA MASZENDĘ, NO I RZECZ JASNA NA KORNELA MORAWIECKIEGO.

Waldemar Maszenda w swym artykule stwierdza też: „Rodziny pracowników RWE były zastraszane przez BEZPIEKĘ, a żony Macieja Morawskiego i Jana Nowaka-Jeziorańskiego przypłaciły to CIĘŻKIM SCHORZENIEM”. Wyjaśnię tu, że moja żona Jadwiga jest nadal bardzo poważnie chora. Jej także należałoby przyznać status inwalidy Zimnej Wojny!!! WSZAK SB UŻYWAŁA RADZIECKICH NAUKOWYCH METOD DESTABILIZACJI „WROGÓW USTROJU I ICH RODZIN”.

W tym swym świetnym artykule pułkownik Maszenda wylicza osoby zamordowane czy pobite przez tajne służby „czerwonego”…

*   *   *

Zobacz także:

16:31, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2018
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
Archiwum

© Maciej Morawski
Paryż - Warszawa 2007-2018
All rights reserved

Administracja serwisu:

Mariusz Kubik

Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego

Stowarzyszenie RWE im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego / www.wolnaeuropa.pl



Materiały - zdjęcia, teksty, multimedia, elementy grafiki, zawarte na niniejszej stronie i jej podstronach chronione są prawem autorskim (na mocy: Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).