czwartek, 23 marca 2017
Widziane z Paryża 71/2017

Przyjezdny z Warszawy uważa, że „polski Paryż” podupadł. Przed pobytem we Francji odwiedził Londyn. Tam jego zdaniem Polonia nadal – jak mówi – „kwitnie”! Szereg godnych uwagi polskich lokali, no i rzecz jasna dynamiczne, często przepełnione, wysokiej klasy ośrodki POSK, no i Ognisko – które poświęcają tyle uwagi wielkim tradycjom polskiej emigracji niepodległościowej oraz jej życiu intelektualnemu i artystycznemu, a także jego przedstawicielom, takim jak np. Marek Żuławski (1908 -1985) i inni… Jak podkreśla ów przyjezdny z Warszawy, poczuł się w Ognisku wielce wzruszony gdy usłyszał, że mniej więcej zapewne 20-letni student z Krakowa pytał tam o stolik Generała Andersa… Ów czytelnik wychwala też POSK – londyńsko-polski ośrodek społeczno-kulturalny, gdzie „tyle się dzieje”.

Natomiast stwierdza, że w Paryżu „ciekawe spotkania” mają miejsce tylko w Bibliotece Polskiej. Przed laty można było tanio i w bardzo polskiej atmosferze zjeść smaczny polski obiad w domu SPK przy 20, rue Legendre. Działał też tam bar, w którym można było pogadać z rodakami… Dziś działa tam tylko czysto francuska restauracja… Zaraz po roku 1989 wiele ciekawych wieczorów organizował też polski dom kultury przy rue Jean Goujon – teraz ów ośrodek już od lat zniknął…

Nie po raz pierwszy słyszę takie narzekania na to, iż „polski Paryż przestał tętnić życiem”… Nie mam też informacji, jaki może być dalszy los Domu SPK, ”Domu” (jak mało już kto pamięta) „imienia Generała Władysława Andersa”?...

Powrót do strony głównej...

10:59, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 marca 2017
Widziane z Paryża 70/2017

Kilku czytelników zareagowało na mój wczorajszy dziennik uwydatniający potęgowanie się zagrożenia terrorystycznego oraz to, że terroryzm zapewne jest w trakcie stawania się współczesną formą wojny. Czytelnik z Krakowa pyta, jak długo będzie się gotować w europejskim tyglu i czy nie wytworzy się sytuacja wręcz rewolucyjna, a czytelnik z Warszawy jest zdania, że sfery kierownicze świata zachodniego przez swą nieco naiwną wiarę w „arabską wiosnę” przyczyniły się do pogrążenia szeregu krajów w otchłaniach zamętu, do zrodzenia się antyzachodnich ruchów „dżihadystowskich”, posługujących się terrorem.

Odpowiem stwierdzając, że rzeczywiście w krajach Europy można wyczuć nie tyle prądy rewolucyjne, ile wyraźne potęgowanie się znaczenia ruchów domagających się „całkowitej odmiany”, stawiających na „rządy silnej ręki”, wrogich dotychczasowemu kierownictwu Unii Europejskiej czy też nawet samej Unii ruchów często nacjonalistycznych, stawiających na wyjście ze strefy euro (we Francji tego przykładem jest znaczny wzrost wpływów Frontu Narodowego: zapewne jednak (?) Marine Le Pen nie zostanie prezydentem – jej program ekonomiczny, właśnie owa koncepcja wyjścia ze strefy euro niepokoi tak licznych tu „posiadaczy oszczędności”, tak zwanych ciułaczy…

Trudno odpowiedzieć na pytanie, do jakiego stopnia rządy biorą na serio zagrożenie, jakie stanowić mógłby np. terroryzm nuklearny. Jasne, iż z jednej strony należy być gotowym na najgorsze, z drugiej trzeba uniknąć siania paniki… Jedno pewne, cały szereg państw dysponuje znacznych wymiarów „instalacjami podziemnymi”. Już przed laty na polecenie Mao zbudowano ogromne podziemne „miasto-schron” pod Pekinem, które obecnie można zwiedzać. A słynna meksykańska firma architektoniczna „Bunker Arquitectura” opracowała plan 65-piętrowego mieszkalnego budynku podziemnego, oświetlanego przez potężny szklany i ochronny dach. W USA ci lub inni eksperci są zdania, że waszyngtoński „Biały Dom” winien stać się liczącą dziesiątki podziemnych pięter twierdzą. Obecny podziemny bunkier pod Wschodnim Skrzydłem „Białego Domu” to o wiele za mało…

Tak więc oczywiste, że zagrożenie, jakie stanowi terroryzm coraz to wyraźniej wpływa, i wpływać będzie, na te czy inne aspekty naszego życia. Czy i w jakim stopniu terroryzm – wedle poważnych futurologów przyszła forma wojny – wpędzi z czasem nasze miasta „pod ziemie”, na razie trudno przewidzieć!!

Powrót do strony głównej...

16:52, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 69/2017

Czytelnik pyta, dlaczego najwyraźniej obawiam się jakichś akcji terrorystycznych „dużego wymiaru”? Otóż po pierwsze liczę się z możliwością powtórki w zwiększonym wymiarze tego, co zaszło w USA 11 września 2001… Nie można wykluczać, że ci lub inni dżihadyści mają dostateczne środki finansowe, by starannie przygotować go i dokonać jakiegoś „ataku” np. na Waszyngton czy Moskwę, itd..; że mogą wyposażyć się np. w bronie chemiczne, czy też nawet „sfabrykować” albo tak lub inaczej zdobyć czy nawet (???) dostać od wrogów Zachodu bronie typu nuklearnego… A Daech zapewne posiada „służby specjalne” zdolne dokonać tego typu akcji, także np. zamachów na Donalda Trumpa czy Wladimira Putina?

Do tego wśród skrajnie fanatycznych islamistów np. tu we Francji jest zapewne trochę ludzi młodych, nieraz kilkunastoletnich, czasem studentów (mowa była w prasie o jakimś (?) sfanatyzowanym „islamskim” studencie informatyki…), zapewne nieźle wykształconych, zdolnych zdobyć np. wiele informacji drogą internetową czy też nabywając te lub inne podręczniki bądź opracowania naukowe, po prostu takie lub inne książki. Tacy ludzie niewątpliwie są w stanie przygotować jakieś bardzo spektakularne zamachy.

Ogólnie biorąc, odnoszę wrażenie, że terroryzm to nowa forma wojny. To zjawisko o groźnych i nieobliczalnych skutkach, którego ogromne znaczenie nie jest jeszcze do końca zrozumiane. Bardzo powoli narasta świadomość, że terroryzm to problem wręcz kluczowy, narzucający konieczność przemyślenia na nowo zagadnień obrony i bezpieczeństwa krajów. Jest rzeczą oczywistą, że na dalszą metę nie można wykluczać zjawisk takich jak np. terroryzm nuklearny (?). Być może (???) ci lub inni fanatycy zdołają z czasem tak czy inaczej wyposażyć się, a może nawet sfabrykować broń typu nuklearnego. Ponoć zdaniem niektórych specjalistów groźną bronią w rękach terrorystów mogą stać się również cyberataki…

Jednym słowem, rodzą się teraz zupełnie nowe zagrożenia. Trzeba ten problem póki czas uważnie przeanalizować. Przygotować dostosowany do tego, co czai się już tuż za rogiem plan obrony…

Celowo często poruszam tego typu tematy. Niepokoi mnie zbyt częsty – jeśli to tak można określić – „rutyniarski” sposób myślenia wielu czołowych mężów stanu świata zachodniego!

Powrót do strony głównej...

16:50, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 68/2017

Centrowo-prawicowemu kandydatowi we francuskich wyborach prezydenckich, Franciszkowi Fillonowi – już formalnie oskarżonemu o fikcyjne zatrudnianie i opłacanie z państwowych pieniędzy członków swej rodziny – z kolei teraz zarzuca się też, iż jakiś „hojny przyjaciel” finansował mu u luksusowego krawca garnitury w cenie tysięcy euro…

Z miejsca skonstatuję, że w mym odczuciu, i w odczuciu pewnej liczby mych francuskich przyjaciół, chodzi tu o zarzuty w wypadku byłego premiera (Fillon był premierem w latach 2007-2012) jednak może trochę mało poważne. Jak stwierdza jeden z mych (mądrych) znajomych, „trochę dziwne, że premier czy nawet później były premier szedł na takie de facto jednak w jego przypadku „niesamowicie drobne” kombinacje. Zapewne były to nie tyle nadużycia, lecz raczej pewien brak czujności. Fillon zapomniał, że i na zimne trzeba dmuchać… Nie spostrzegł się, nie spodziewał się, że ktoś te w gruncie rzeczy mimo wszystko drugorzędne sprawy może wyciągnąć, i z igły zrobić widły. Pewien bankowiec mówi mi z kolei: "Wszak premierów w różnych krajach czasem się podejrzewa o idące w grube miliony konszachty czy kombinacje z wielkimi firmami"… Ale te rzekome nadużycia Fillona to drobniutka jednak sprawa.

Skądinąd zdaje się, iż jakieś zarzuty dotyczące tego, że rzekomo – powtarzam, rzekomo – zaniżył on wartość swego majątku w oficjalnej deklaracji, lansuje się teraz przeciw Emmanuelowi Macronowi, niezależnemu („lewe centrum”) kandydatowi mającemu teraz wedle sondaży największe szanse na zostanie prezydentem. Zarzuty dotyczące też zaniżenia wartości jej majątku, oraz opłacania nielegalnie z funduszy Parlamentu Europejskiego dwóch swych pracowników wysuwane są przeciw Marine Le Pen.

Otóż odnoszę wrażenie, że wszystko to, te nagonki i coraz to nowe oskarżenia zaczynają jednak wielu ludziom – powiedziałbym – „działać na nerwy”… Jak stwierdza pewna wybitnie inteligentna francuska naukowiec-politolog, z którą ostatnio miałem okazję rozmawiać: "Za dużo gadania o tym wszystkim, a za mało o programie". Wszak sytuacja jest trudna. Sytuacja gospodarcza nadal zła… Do tego, za rogiem być może (???) czai się naprawdę groźny terroryzm. Dżihadyści pokonani w Syrii i w Iraku zagrażają także wielu krajom „Czarnej Afryki” oraz nawet Algierii… Ogólnie biorąc, idzie niebezpieczne nowe… O tym trzeba dyskutować, a nie o tym, kto zakupił Panu Fillonowi drogie ubranie, czy też, czy Pan Macron jest bardziej czy mniej bogaty, lub z jakich funduszy Pani Le Pen opłaca swą sekretarkę czy ochroniarza, Rozmówczyni ta kończy swą wypowiedź moim zdaniem przesadnym atakiem na francuskie środki masowego przekazu, którym zarzuca poświęcanie zbyt wiele uwagi drugorzędnym bzdurom, niedostrzeganie ogromu współczesnych zagrożeń, a także np. tego, że znaczenie Europy w świecie stale maleje, że technicznie cofa się, nie unowocześnia się, nie wykazuje się wynalazczością...

Powrót do strony głównej...

16:45, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 67/2017

Należy – zdaniem rzeczoznawców – w pierwszym rzędzie zwrócić uwagę na znaczne koszty spowodowane dzisiejszym zajściem na lotnisku w Orly, w czasie którego patrol sił zbrojnych działający w ramach mającej na celu ochronę przed terrorystami tak zwanej „operacji sentinelle (warta)” zastrzelił osobnika, który jednego z członków patrolu żołnierza-kobietę wywrócił i zabrał jej karabin Famas… Nie będę tu opisywał przebiegu tego całego wydarzenia. Co najważniejsze, że w jego wyniku na kilka godzin zamknięto lotnisko czy jego część, odwołano dziesiątki przylotów i odlotów. Zrodził się spory zamęt, pasażerowie byli zdezorientowani, opóźnieni w swych podróżach, dość „spanikowani, nie do końca wiedząc, co zaszło”. Wszystko to spowodowało znaczne koszta! Jedno pewne: już sama groźba terroryzmu „niesie w sobie duże obciążenia finansowe”.

A skądinąd rzetelnych rzeczoznawców („zdarzają się czasem i tacy” – jak mawiał mój Dyrektor i przyjaciel, opiekun i nauczyciel w dziedzinie techniki zdobywania prawdziwych informacji, Jan Nowak-Jeziorański) ponoć jednak dość poważnie niepokoi potęgowanie się napięć między USA a Północną Koreą. A ja myślę, iż nie można jednak chyba do końca wykluczać, że Korea Północna, że jej ambitny i młody dyktator, tak nienawidzący i „zapewne osobiście obawiający się teraz Stanów Zjednoczonych” po cichu dostarczy jakimś islamskim terrorystom tej lub innej „broni atomowej… ? Jedyna nadzieja w tym, że Chiny – jak zwykle ostrożne – do tego nie dopuszczą (???). Ale rozwaga nakazuje być zawsze przygotowanym na najgorsze!

Powrót do strony głównej...

16:43, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 66/2017

Grająca pozytywną rolę w prezentowaniu w Paryżu (stolicy kulturalno-artystycznej Europy i nadal w pewnej mierze świata) sztuki polskiej GALERIA ROI DORÉ 16 marca otwarła, mającą trwać do 15 kwietnia br., wystawę prac malarki Justyny Tuhy, urodzonej w roku 1956 w Katowicach, absolwentki tamtejszego wydziału grafiki, od lat wielu pracującej w Niemczech. Można zapewne przypuszczać, że śląskie pochodzenie wywarło wpływ na twórczość tej wielkiej artystki – na wskroś nowoczesnej, lecz równocześnie w swej stylistyce niefiguratywnej umiejącej zachować autentyczny kontakt z bardzo współczesną rzeczywistością!!! Na przykład – jak zdaje się wynikać z ważkiej wypowiedzi Piotra Błońskiego – w pewnym momencie Justynę Tuhę olśnił i zaistniał ciekawie w jej twórczości paryski bilecik do metra…

Kilka dni temu w mych dziennikach wspominałem o Auguście Zamoyskim, rzeźbiarzu zwanym polskim Rodinem, artyście związanym z Brazylią oraz w pierwszym rzędzie z Francją, zmarłym we Francji 19 maja 1970 w Saint-Clar-de-Rivière, gdzie przez 10 lat (1960-1970) mieszkał i miał swą pracownię rzeźbiarską. Przypominam, że – jak mnie ostatnio poinformował Wojciech Sikora, prezes Instytutu „Kultury” w Maisons-Laffitte – za jakiś czas ukaże się bardzo godna uwagi korespondencja Jerzego Giedroycia z Augustem Zamoyskim…

Nieznany mi czytelnik zwrócił sie do mnie telefonicznie z pytaniem, na które nie byłem w stanie dać odpowiedzi! Czy w Polsce, np. w Zamościu jest muzeum Augusta Zamoyskiego, tego polskiego Rodina…? Dodał coś w tym duchu: „Wszak Paryż posiada przepiękne muzeum Auguste’a Rodina w samym centrum miasta, w jego 7. dzielnicy w pałacu Biron na rue de Varenne… Poza tym, w Meudon pod Paryżem la Villa des Brillants – dom, który Rodin dla siebie zakupił w roku 1895 – jest także muzeum. Można tam zwiedzać między innymi jego pracownię oraz zapoznać się z jakże specyficzną atmosferą domu tego genialnego artysty…” Na tym się ta krótka rozmowa przerwała!!

Powrót do strony głównej...

16:39, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 65/2017

Czytelnik pyta o działalność w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia „przedstawicielstwa paryskiej tak zwanej „Ambasady Wolnej Polski” w Maroku; oraz o jakiś statek będący własnością polskich władz na wychodźstwie w Londynie, stacjonujący w jednym z tamtejszych portów… Niewiele na ten temat wiem! Jak sobie przypominam, „konsulem honorowym” Wolnej Polski w Maroku był Leon Śliwiński, w okresie wojny i okupacji Francji przez Niemców, jeden z pierwszych szefów (pod pseudonimem „Jean Bol”) sieci wywiadowczej F 2, zdemobilizowany w r. 1945, w randze chyba podpułkownika, kawaler szeregu wysokich francuskich i polskich odznaczeń, zapewne od początku lat pięćdziesiątych 20. wieku dyrektor de la Compagnie Minière d’Agadir (południowe Maroko). Śliwiński w tej „kompanii górniczej (złoża – o ile dobrze pamiętam – magnezu /?/) zatrudniał szereg wybitnych rodaków, np. admirała Józefa Unruga – we wrześniu 1939 bohaterskiego obrońcę Helu, a także pułkownika (od roku 1964 generała) Stanisława Ganę, ostatniego szefa naszej słynnej „dwójki”; dalej: jednego z b. czołowych członków kierownictwa Sieci V2, zasłużonego działacza Stronnictwa Narodowego – Stanisława Łuckiego, a wreszcie mego kuzyna Sewera Morawskiego z Luboni, męża Reyówny z Montresoru i ojca tak zasłużonej i tak sprawnej działaczki polonijnej we Francji, Anny Mesnet…

Ojciec mój, ambasador Wolnej Polski w Paryżu, jak pamiętam m.in. w sprawie tego wyżej wymienionego statku kilkakrotnie (???) Maroko odwiedzał, był zresztą w stałym kontakcie z Leonem Śliwińskim, którego niezwykle cenił, określał mianem człowieka mądrego i wpływowego…

Czołowy polski historyk, profesor Rafał Habielski – o ile wiem – zamierza w porozumieniu z Polską Akademią Umiejętności (której prezesem w okresie 1918-1925 był mój stryjeczny dziad, profesor Kazimierz Morawski, filolog klasyczny) w najbliższym czasie ma wydać tajne raporty dyplomatyczne mego ojca, ambasadora Wolnej Polski w Paryżu (1945-1969), skierowywane do władz RP w Londynie, np. do ministra Jana Starzewskiego, kierownika Działu Spraw Zagranicznych Egzekutywy Zjednoczenia Narodowego… Kopie tych raportów są zdeponowane w słynnej, zwanej mickiewiczowską, Bibliotece Polskiej w Paryżu. Jak słusznie zapowiadał Jerzy Giedroyc, ich publikacja sporo wniesie w historię naszej polskiej emigracji politycznej; na pewne sprawy rzuci „nowe światło"…

A teraz inna, TEŻ WIELKIEJ WAGI SPRAWA. Jak się dowiaduję, za dni kilka (sobota, 18 marca o godzinie 11.00 w paryskim kinie „Le Balzac”) nastąpi pokaz filmu dokumentalnego Rafała Lewandowskiego o profesorze Zygmuncie Lubicz-Zaleskim pod tytułem „Z DALA OD ORKIESTRY”. Tak się składa, że zapewne nie będę mógł udać się na ten pokaz. TYM BARDZIEJ CHCĘ MOCNO PODKREŚLIĆ, IŻ W MYM ODCZUCIU ZYGMUNT LUBICZ-ZALESKI TO ZGOŁA CZOŁOWA, HISTORYCZNA POSTAĆ POLSKA WE FRANCJI. TO NAJWYŻSZEJ KLASY UCZONY-HUMANISTA, A TAKŻE – CO DLA MNIE TAK NIESAMOWICIE WAŻNE – NA WSKROŚ „CZŁOWIEK PRZYJAŹNI POLSKO-FRANCUSKIEJ”, TAK ZASŁUŻONY TAKŻE W ZACIEŚNIANIU WSPÓŁPRACY NAUKOWEJ OBU NASZYCH NARODÓW! Podkreślę też, iż tego działacza ruchu oporu zachowanie w niemieckich obozach koncentracyjnych było niezwykle godne uwagi i – jak wiem – wielce szlachetne… Wiem też, że postawy obozowe i inne profesora Zygmunta Lubicz-Zaleskiego wysoko cenili wybitni gaulliści, a – o ile dobrze pamiętam (???) – przed laty General de Gaulle zamianował go Grand Officier de la Légion d’Honneur (nie udało mi się tego sprawdzić…). Jedno pewne, uważam, iż państwo polskie winno go odznaczyć pośmiertnie Orderem Orła Białego!!! Nawołuję do nadchodzącego Walnego Zebrania Polskiego Towarzystwa Historyczno-Literackiego o wystąpienie z takim apelem do obecnego PREZYDENTA RP!!! Ośmielam się prosić mych przyjaciół z kręgu Biblioteki i Towarzystwa Historyczno-Literackiego oraz jego Rady, o zainteresowanie się tą inicjatywą – w gruncie rzeczy nie moją, lecz wysuwaną przed laty przez śp. prezesa Leszka Talkę… Wtedy to się nie udało, teraz mym zdaniem jest „lepszy moment”. Ze względu na mój stan zdrowia – ja, weteran zimnej wojny – nie jestem w stanie się tym zajmować… Ale – jak stwierdziłem powyżej – pozwalam sobie myśl podsuwać mym przyjaciołom…

Profesor Zygmunt Lubicz-Zaleski posiadał doktoraty honorowe dwóch znanych francuskich uniwersytetów, był członkiem-korespondentem francuskiej Akademii Nauk Moralnych i Politycznych, no i rzecz jasna był najwyższej rangi profesorem. Dziejową zasługą tego uczonego było to, że to on, przy współpracy między innymi mego ojca i jego zespołu ambasady Wolnej Polski, uratował Bibliotekę Polską w Paryżu, zapobiegł zawładnięciu nią i jej zbiorami przez PRL, a szło jak wiadomo o zbiory ważne, np. – co należy podkreślić – o archiwa tych lub innych śp. emigrantów antykomunistów, a także o kolekcje publikacji i pism przez „czerwonych” uważanych za wrogie „ludowej” władzy, a więc nadające się w ich oczach tylko do spalenia… Wiem, że nawet pewni wysocy dygnitarze PRL-owskiego MSZ-tu (np. ambasador Stanisław Gajewski) obwiniali się, że na wypadek sukcesu PRL-owskich zabiegów o nią, „Biblioteka wpadłaby w dużej mierze w ręce ludzi z pionów SB i podobnych”...

Powrót do strony głównej...

16:35, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 marca 2017
Widziane z Paryża 64/2017

Dostałem ciekawy e-mail od Wojciecha Sikory, szefa czy też prezesa Instytutu Literackiego „Kultury”. Przytaczam go w całości: „Poza Tercem-Siniawskim, Helena Zamoyska przemycała również manuskrypty Arżaka, czyli J. Daniela. Też publikowane po raz pierwszy w „Kulturze”. A dopiero później przedrukowywane w wydawnictwach zachodnich. Jak pamiętasz, była to wielka sensacja na Zachodzie i triumf Redaktora Giedroycia; obaj pisarze byli za to aresztowani i skazani.

Ty pewnie pamiętasz, że niegdyś w ogrodzie Domu „Kultury” stało kilka rzeźb Zamoyskiego, które on tutaj zdeponował. Mamy nawet jakieś ich zdjęcia. Nie wiem kiedy, ale w pewnym momencie zabrał je stąd. Jaka szkoda!

Jest u nas duża i b. ciekawa korespondencja Redaktora Giedroycia z Zamoyskim, mamy nawet projekt, żeby to wydać”. Koniec cytatu.

Od siebie dodam – jakby na marginesie tego, co powyżej -, że w kręgu niezależnych rosyjskich pisarzy walczących o prawdę i o wolność, prestiż „Kultury” (tego polskiego miesięcznika, będącego kreacją Jerzego Giedroycia i w sporej mierze jednak mającego ogromne kontakty, przez wielu bardzo wybitnych ludzi „Zachodu” tak cenionego Józefa Czapskiego) był ogromny!!! Moi rosyjscy koledzy z paryskiego biura Radia Free Europe and Radio Liberty nieraz mi o tym mówili, a byli to wybitni ludzie, tacy jak np. Natalia Gorbaniewska (nota bene laureatka za rok 1992 nagrody imienia Jerzego Giedroycia – wybór laureatki przez Polski PEN Club – nagroda chyba przyznawana przez dziennik „Rzeczpospolita”); jak kierownik zespołu rosyjskiego w tym paryskim biurze RFE-Rl, niesamowicie inteligentny Szlomo Mirski, itd., itd. Dodam, że prestiż „Kultury” był też znaczny np. wśród Rumunów i Węgrów – mówili mi niegdyś o tym: Monica Lovinesco i Janos Heller...

Powrót do strony głównej...

16:54, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 63/2017

Od jakże wybitnej i jakże aktywnej pani Eli Skoczek dowiaduję się, iż w Krakowie na wystawie "Potęga Awangardy", którą od 10 marca 2017 roku oglądać można w Kamienicy Szołayskich, znajduje się m.in. rzeźba Augusta Zamoyskiego – popiersie Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego, które ów światowej rangi polski artysta wykonał w roku 1917 – o ile się nie mylę – w Berlinie…

August Zamoyski, urodzony w r. 1893 w Jabłoniu na Lubelszczyźnie, zmarły w roku 1970 w Saint-Clar-de-Rivière we Francji, był rzeźbiarzem najwyższej klasy. W Paryżu nazywano go czasem „le Rodin polonais”… W jego twórczości zauważyć można trzy różne okresy: okres formistyczny (1918-1924), następnie okres realistyczny (1924-1950), wreszcie w latach 1950-1970, okres nowego ekspresjonizmu. W owym trzecim okresie dominować zaczęła tematyka religijna, np. słynnym jest jego św. Jan Chrzciciel – brąz wielkości prawie naturalnej. Jednym z ostatnich dzieł Augusta Zamoyskiego był dwumetrowy posąg Kardynała Sapiehy…

Bliską znajomą Józefa Czapskiego była Helena Peltier, od 1958 roku żona Augusta Zamoyskiego, wybitna rusycystka, założycielka „departamentu języka i literatury rosyjskiej” na Uniwersytecie w Tuluzie. Swego czasu poznała ona w Moskwie Andrieja Siniawskiego (pseudonim Abram Terc) i przemyciła do Francji kilka jego manuskryptów, które następnie ukazały się na Zachodzie pod pseudonimem… Dzięki, o ile pamiętam, Józefowi Czapskiemu – po polsku w Instytucie Literackim w Maisons-Laffitte, i w wielu innych językach… Władze ZSRR wykryły, że Terc to Siniawski, stąd swego czasu słynny „oburzający cały świat” proces. Siniawski został skazany na 7 lat więzienia za twórczość antysowiecką… W roku 1973 pozwolono mu jednak wyemigrować do Francji...

Powrót do strony głównej...

16:50, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 62/2017

Czytelnik pyta o moje stosunki ze środowiskiem miesięcznika „Kultura”, dodając, że – o ile wie – „kontakty Polskiej Rozgłośni RWE z „Maisons Lafftte” nieraz fatalnie się układały”… Na stronach mego dziennika znaleźć można wiele o mym stosunku do środowiska „Kultury”. W wielkim skrócie przypomnę, że w kilka miesięcy po przyjeździe do Paryża z Polski, już w roku 1947, poznałem w Chaville (w pięknym domu z ogrodem, wówczas wynajmowanym tam od państwa Postel-Vinay przez mego ojca) Józefa Czapskiego, który następnie wywarł naprawdę wielki wpływ na moją „formację intelektualną”… Podsuwał mi odpowiednio dobrane lektury, zabierał na ciekawe intelektualnie debaty, zapoznał mnie z wielu wybitnymi ludźmi, zarówno z Polakami (Jerzy Giedroyć i jego zespół…), jak i z obcokrajowcami, takimi jak Curzio Malaparte, jak Julien Green czy np. Auberon Herbert, oraz kilkunastu innych… Nieco później dzięki Józiowi poznałem sporo wybitnych przyjezdnych z Polski, takich jak np. Jerzego Zawieyskiego, Jerzego Andrzejewskiego, a następnie – jakże zdaniem Józia „unikalnego w swej znajomości czołowych postaw filozoficznych naszej epoki arystokratę myśli”, Wojciecha Karpińskiego…

Stale podkreślam: trzech ludzi wywarło zasadniczy wpływ na uformowanie się mego sposobu myślenia: mój ojciec – człowiek spokojnej rozwagi, kultu Francji, umiaru i tolerancji, Józef Czapski, który – jeśli to tak można ująć – wprowadził mnie w i otworzył mi świat najwyższej klasy kultury, oraz Jan Nowak Jeziorański, który wyszkolił mnie „na dziennikarza o otwartym spojrzeniu”, nauczył mnie zdobywać ukrywane przez wroga informacje, być może pewne fakty lepiej (???) dostrzegać niż inni, przewidywać ku czemu iść może…!!!! No i wspomnę jeszcze Stanisława Gebhardta, który wciągnął mnie w wówczas tak ważny świat chadeckiej, międzynarodowej polityki…

Ale – jak widzę – poniesiony temperamentem, nieco oddaliłem się od konkretnego pytania czytelnika… Teraz więc wyjaśnię, że dzięki Czapskiemu już w roku 1947 poznałem Jerzego Giedroycia… Bywałem z nim, z Czapskim i z Curzio Malaparte na zebraniach „polityczno-dyskusyjnych” w Librairie des Amitiés Françaises. Stosunki moje z Giedroyciem zawsze były – jak by to powiedzieć… – bardzo „poprawne”. Zamieściłem co prawda (zresztą z winy własnego lenistwa) zaledwie 3 większe teksty w „Kulturze”, w tym np. nowelę Jacek, którą pewien zdolny krytyk określił przed laty mianem najlepszej z nowel, jakie ukazały się w owym miesięczniku. Nie piszę, kto „konkretnie” to powiedział. Musiałbym go prosić o zgodę, a to nieco jednak skomplikowane…! Zresztą nie wiem, czy tę swą opinię pamięta!!!

Do sporów „Monachium” z „Kulturą” „bardzo świadomie i bardzo celowo” nigdy się nie mieszałem. Wręcz przeciwnie, dbałem o bardzo poprawne stosunki i stałą wymianę informacji z Giedroyciem. Regularnie (za cichą zgodą Nowaka) posyłałem Giedroyciowi kopie niektórych mych „tajnych czy poufnych” raportów. Jakże sprawny, nieoceniony Mariusz Kubik – świetny, naprawdę świetny politolog, znalazł pewną ich ilość w archiwach „Kultury” i ma teraz ich kopie. No i przyjaźniłem się z Giedroyciowym zespołem… Bardzo mi życzliwymi byli Zygmunt i Zosia Hertz, naprawdę lubiłem (podobnie jak go lubił Józio) tak zwanego „młodego księcia” – Henryka Giedroycia brata, pana Jerzego. No i teraz przyjaźń mnie łączy z zespołem mającym ów Instytut Literacki, przez Polaków zwanym „Lafitem”, w swojej pieczy…

Kończąc wspomnę, że były osoby będące zdania, że moja nowela Jacek to temat do „filmu o losie polskiego emigranta”. A super-inteligentny Wojciech Frykowski, który dwa czy trzy razy spotykał się ze mną tu w Paryżu, mawiał, że me obserwacje nieraz bardzo dziwnych losów rodaków i mą praca korespondenta informacyjnego RWE, to temat do scenariusza dość sensacyjnego filmu...

Powrót do strony głównej...

16:48, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 61/2017

Wpływowy paryski „Le Journal du Dimanche” ukazał się pod wielkim, pierwszostronicowym tytułem, „La menace le Pen” („Groźba Le Pen”), a podtytuł precyzuje, że wyniki sondaży niepokoją przeciwników pani Le Pen. Od razu wyjaśnię, że chodzi o pierwszą turę, w drugiej turze pani Marine – jak wynika z sondaży – przegrywa. Ale kto do końca wie, co może nastąpić między dwoma turami? Jednak ja jestem raczej przekonany, że Pani Marine przegra, a to np. ze względu na niepokój, jaki budzi jej zapowiedziana polityka ekonomiczna (!!!), np. wyjście z euro, powrót do franka, co w oczach wielu zagraża ich oszczędnościom… Uderza mnie, że jedna z mych paryskich sąsiadek, „przerażona coraz to większą ilością imigrantów z Bliskiego Wschodu czy z Afryki” i rozpaczająca, że jej córka mieszkająca w podparyskim miasteczku nie śmie po dziewiątej wieczór wyjść na ulicę („wiadomi chuligani…”), jest mocno przekonana, że tylko pani Marine potrafiłaby z tą „inwazją” sobie poradzić! Stwierdza ona jednak, że niestety nie będzie na panią Marine głosować, BO NE MA ZAMIARU, BY POWAŻNIE STRACIŁY NA WARTOŚCI „OSZCZĘDNOŚCI BANKOWE” JEJ CAŁEGO ŻYCA, a to przez nieostrożną politykę gospodarczą, np. przez ten tak ryzykowny powrót do franka, wyjście ze strefy euro…

Z kolei dodam, że – jak podkreśla szereg francuskich obserwatorów – EUROSCEPTYCYZM potęguje się szybko w szeregu krajów Europy… Europejskie kierownictwo, potocznie tak zwana „Bruksela”, nie cieszy się ani popularnością, ani autorytetem. PILNIE TRZEBA TYM NASTROJOM SIĘ WRESZCIE SKUTECZNIE PRZECIWSTAWIĆ… Jak w wielkim uproszczeniu poufnie mawia pewien politolog, W „BRUKSELI” RZĄDZĄ NIECO JEDNAK NAIWNI RUTYNIARZE, KTÓRZY USNĘLI NA NIEZŁYCH POSADKACH, I TWORZĄ SWOISTE GRONO WŁASNEJ ADORACJI, A BARDZO PILNIE POTRZEBNY JEST „JAKIŚ EUROPEJSKI DE GAULLE”. Tak, trzeba jasno zdać sobie sprawę, że na miejsce owych niezłych, lecz dość anonimowych biurokratów winni przyjść nowi ludzie, ludzie z wielkim rozmachem i umiejący trafić Europejczykom do przekonania, umiejący śmiałymi inwestycjami przezwyciężyć kryzys, no i WZBUDZIĆ ZAUFANIE, STAĆ SIĘ WIARYGODNYMI, UMIEĆ SKOŃCZYĆ Z CORAZ TO WYRAŹNIEJSZYM NARASTANIEM  E U R O S C E P T Y C Y Z M U  i Z COFANIEM SIĘ ŚWIATOWEJ RANGI EUROPY. OBY NIE BYŁO JUŻ ZA PÓŹNO!

Powrót do strony głównej...

16:39, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 60/2017

Chcę podkreślić, że fakt, iż arcybiskup Henryk Hoser SAC – dobrze znany naszej Polonii i tak tu ceniony, o ile pamiętam w latach 1996-2003 przełożony paryskiej Regii Pallotyńskiej Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego (Regii o pięknej nazwie REGIA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO), wówczas też członek Rady Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonnych we Francji, mianowany w r. 2005 przez Jana-Pawła II arcybiskupem tytularnym Tepelte, a od maja 2008 przez Benedykta XVI biskupem diecezjalnym warszawsko-praskim – został przez Papieża Franciszka wyznaczony na wielkiej wagi stanowisko WYSŁANNIKA APOSTOLSKIEGO DO MEDJUGORJE. Misja ta „ma na celu dokładne rozpoznanie tamtejszej sytuacji duszpasterskiej, a zwłaszcza potrzeb wiernych, którzy tam pielgrzymują, oraz na tej podstawie zasugerowanie ewentualnych inicjatyw duszpasterskich na przyszłość.

Chodzi o misję o charakterze wyłącznie duszpasterskim, jak stwierdzają rzecznicy prasowi Watykanu. Tak więc arcybiskup Hoser nie będzie się zajmował meritum objawień maryjnych, które są kwestami doktrynalnymi należącymi do kompetencji Kongregacji Nauki Wiary…”.

Niewątpliwie ta nowa misja arcybiskupa Hosera w pewnej mierze przypomina misje wizytatora apostolskiego, jakie Ks. Henryk Hoser pełnił już w krajach Afryki. Jedno pewne: POWIERZENIE TEGO – SIŁĄ RZECZY TAK JEDNAK DELIKATNEGO (np. ze względu na nastroje i postawy tysięcy pielgrzymów) ZADANIA – ARCYBISKUPOWI HOSEROWI ŚWIADCZY O OGROMIE ZAUFANIA, JAKIM DARZY GO OJCIEC ŚWIĘTY…

Jasne chyba, że decyzję tę spowodowało wielkie wyrobienie i wielki, spokojny ROZSĄDEK tego tak wybitnego kapłana, na pewno umiejącego wczuć się w potrzeby bardzo różnych narodowości udających się tam pielgrzymów. Jak ponoć także zaznaczył rzecznik naszego episkopatu, Ks. Paweł Rydel, owa misja to wielki znak zaufania papieża Franciszka do polskiego arcybiskupa. JEDNO CHYBA PEWNE. SZLACHETNY KSIĄDZ HOSER, KTÓREGO – JAK SOBIE PRZYPOMINAM – TAK CENIŁ JERZY GIEDROYĆ, TO DZIŚ WIELCE GODNA UWAGI I BARDZO CZOŁOWA POSTAĆ CAŁEGO KOŚCIOŁA POWSZECHNEGO… To nas, polskich katolików, wielce cieszy!!!

Mocno przykuwa też uwagę to, że Henryk Hoser nim wstąpił do Pallotynów, był już lekarzem. Przez pewien czas pracował ma Akademii Medycznej w Warszawie w Zakładzie Anatomii Prawidłowej na stanowisku asystenta, następnie prowadził oddział internistyczny w szpitalu rejonowym w Ziębicach… Papież Franciszek jest zdaniem poważnych obserwatorów ewidentnie na wskroś i dogłębnie Jezuitą, a Jezuici to zakon intelektualistów, skupiający w swych szeregach wielu autentycznych uczonych i wysoko ceniący ludzi o rzetelnej wiedzy, w tym rzecz jasna ludzi o wiedzy medycznej…

Kończąc, podkreślę wagę wywiadu, jaki arcybiskup Hoser udzielił Michałowi Królikowskiemu, dr hab. nauk prawnych, profesorowi UW. Wywiadu pt. „BÓG JEST WIĘKSZY” (wydawnictwo APOSTOLICUM, 2013). ARCYBISKUP HOSER UWYDATNIA M.IN. TO, ŻE „NASZA WIARA NIE JEST WIARĄ W COŚ, ALE WIARĄ W KOGOŚ. NAJPIERW WIERZYMY W BOGA I BOGU, A POTEM MU UFAMY, WIERZYMY W BOGA, BO GO ZNAMY I GO KOCHAMY, MIŁOŚĆ DO BOGA OGARNIA CAŁĄ NASZĄ OSOBĘ Z ZAANGAŻOWANIEM NAJGORĘTSZEGO MIEJSCA CZŁOWIEKA, JAKIM JEST JEGO SERCE. DOPIERO TAKA GOTOWOŚĆ ODKRYWANIA BOGA POZWALA NAM JEMU UWIERZYĆ I OKAZAĆ ULEGŁOŚĆ, WSZYSTKO INNE JEST PORZUCENIEM BOGA”. ARCYBISKUP PIĘKNIE ZAKAŃCZA, STWIERDZAJĄC: „WSZYSTKIE PSALMY O TYM MÓWIĄ, JESTEM SŁABY, OTOCZYŁY MNIE WILKI, ALE BÓG JEST MOJĄ UCIECZKĄ, TARCZĄ I PIEŚNIĄ… JEST NAJWIĘKSZY” (koniec cytatu).

Powrót do strony głównej...

16:35, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 marca 2017
Widziane z Paryża 59/2017

Poświęcający wiele uwagi rodzinom królewskim i arystokratycznym słynny paryski tygodnik „Point de Vue” w swym numerze z 8 marca br., zamieszcza duży, zdobny kolorowymi zdjęciami reportaż z wizyty księcia Karola-Henryka Lobkowicza, jaką złożył on, wraz z księciem Sergiuszem Jugosłowiańskim i jego małżonką księżną Eleonorą, w Syrii i w Libanie… Celem tej podróży było niesienie konkretnej pomocy dla tak prześladowanych przez dżihadystów (w pierwszym rzędzie chrześcijan, lecz rzecz jasna także innych) mieszkańców niektórych bliskowschodnich regionów… Reportaż „Point de Vue” podkreśla fakt, że książę Charles-Henri Lobkowicz czyniąc to, jest wierny tradycjom swej rodziny. Jego ojciec, książę Edward Lobkowicz był ambasadorem Zakonu Maltańskiego w Libanie. A matka Charlesa-Henriego, księżna Franciszka Lobkowicz de domo Bourbon-Parme, była założycielką asocjacji Malta-Liban… W dużej mierze dzięki działaniom tych rodziców księcia Charlesa-Henriegon powstało m.in. na owych ziemiach aż dwanaście bardzo aktywnych „centrów pomocy medycznej i socjalnej”, które wykonują np. około 130 tysięcy zabiegów medycznych rocznie!!!

Owa niedawna (styczeń tegoż roku) podróż tam księcia Charlesa-Henriego Lobkowicza wraz z księciem Sergiuszem Jugosłowiańskim – prezesem charytatywnej „Association Internationale Reine Hélène” zapewne pozwoli rozwinąć jeszcze akcje pomocy dla nieszczęsnej ludności Syrii, i dla tej olbrzymiej ilości osób, które – by ratować swe życie – musiały schronić się w Libanie… Sprawa bardzo istotna, mordowani tam i niekiedy – rzecz bardzo charakterystyczna – „krzyżowani” tam chrześcijanie ponoć niestety – jak słyszę – czują się jakby opuszczeni przez chrześcijan Europy!!! Swego czasu będąc wiernym przyjacielem chrześcijańskich obrządków owych regionów, zastanawiałem się, czy nie udać się do Syrii, by mą obecnością wesprzeć te lub inne diecezje czy parafie tamtejszych obrządków chrześcijańskich… Jednak po namyśle doszedłem do wniosku, że ja – osiemdziesięcioletni weteran Zimnej Wojny – zapewne byłbym np. dla biskupa melkickiego tylko dodatkowym kłopotem… Jednak ja, tak zawsze wierny tradycjom, jestem przekonany, że nasz Rycerski i Szpitalniczy Zakon Maltański (a w jego ramach Związek Polskich Kawalerów Maltańskich) ma wypływający z naszej zakonnej przeszłości obowiązek, by bronić bliskowschodnich chrześcijan przed atakami fanatyków islamu, otaczać owe obrządki opieką, nieść im pomoc, zapobiec całkowitemu „wyrugowaniu” z owych terenów obecnych tam od czasów apostolskich naszych współwyznawców. Myślę, że – biorąc pod uwagę wspaniałe polskie tradycje rycerskości, Polacy są szczególnie powołani, by na tamtych ziemiach odegrać wielce pozytywną rolę!!! Do tego – jak słyszę – w Libanie istnieje dynamiczna, aktywna i wpływowa grupa Polek – żon Libańczyków. Dodam kończąc, że ja – polski kawaler maltański – od 40. lat czuję się duchowo bliski libańskiego Związku Kawalerów Maltańskich, tego związku, który – jeśli to tak można określić – żyje i działa na pograniczu frontu, jest w pewnej mierze jakby naocznym świadkiem tego, co zachodzi w Syrii i w Iraku, a w swym kraju, w Libanie, robi co może, by nieść pomoc ofiarom dżihadystów…

Powrót do strony głównej...

16:19, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 58/2017

Czasem pytają mnie, jaki rodzaj informacji, które dostarczałem Janowi Nowakowi, szczególnie irytował kierownicze sfery PRL-u… Tego rzecz jasna dokładnie nie wiem. Jedno pewne. Władze PRL-u bardzo irytowały wszelkie echa, nieraz – jak wiadomo – niezwykle ostrych walk frakcyjnych na szczytach PZPR-u. Także echa nadużyć dokonywanych przez luminarzy reżymu, ich np. superluksusowe wille, ewentualnie lokowanie przez nich pieniędzy za granicą… Przypominam sobie np., że tak cenny mój informator i osobisty przyjaciel ambasador Henryk Birecki przed laty opowiadał mi, że był kiedyś z oficjalną wizytą bodajże w Kairze, z jednym – o ile pamięć mnie nie myli – z wicepremierów PRL-u. Ów dygnitarz kupował tam potajemnie jakąś biżuterię i wartościowe kamienie… Birecki zapytał, czemu to robi. Dygnitarz mu odpowiedział, iż jego żona uważa, że „to wszystko nie potrwa”, że trzeba się zabezpieczyć na przyszłość. A inni dygnitarze PRL-u po prostu mieli konta bankowe w Szwajcarii. W ramach partyjnych rozgrywek, ich rywale czasami „puszczali farbę” na ten temat… Rzecz jasna, jak mawiał niegdyś Nowak, informacje o tym, to z jednej strony jednak „sprawa gardłowa”, a z drugiej de facto są one trudne do sprawdzenia.

A za Gierka jakimiś drogami docierały do nas dane o np. luksusowych willach, jakie budowali sobie ludzie bliscy owego pierwszego sekretarza… Informacje te ponoć pochodziły od Moczara – wówczas szefa NIK-u. Tak w ramach walk frakcyjnych jedni czołowi PZPR-owcy nadawali na drugich. Raz w Paryżu do mnie trafił jakiś dygnitarz PAX-u, który dał mi nieco zresztą średnio ciekawych informacji, prosząc mnie, bym ja – polski szlachcic i dżentelmen – pod słowem honoru zobowiązał się, że nigdy nie ujawnię, że mam te informacje od niego… Jedno pewne, sporo ciekawych i ważnych danych do mnie docierało, bo wiedziano, że potrafię chronić źródła.

Po odejściu Jana Nowaka ze stanowiska dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE (za zgodą i nawet na polecenie jego następcy, Zygmunta Michałowskiego), przekazywałem mu po pewnym czasie już do Waszyngtonu me tajne raporty. Jak mi mówił i pisał, przywiązywał on do nich znaczną wagę… Skądinąd o wartości mych informacji wiedzieli pewni Amerykanie, np. James Mc Cargar… A Nowak półżartem mawiał, że "mam najlepszego nosa w Polsce".

Powrót do strony głównej...

16:15, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 57/2017

Sporą sensację, np. w tutejszym kręgu „działaczy europejskich” budzi fakt, że rząd RP na stanowisko oficjalnego polskiego kandydata na szefa Rady Europejskiej wyznaczył Jacka Saryusza-Wolskiego. Dotychczas to stanowisko zajmował wysoko ceniony, np. przez panią kanclerz Merkel, Donald Tusk…

Jacek Saryusz-Wolski, kilkakrotnie europoseł, był w okresie od 20 lipca do 16 stycznia 2007 wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. W roku 2007 został przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych tegoż Parlamentu. Uprzednio, we współpracy z mym przyjacielem i mym poprzednikiem na stanowisku przewodniczącego stowarzyszenia Polskiej Młodzieży Chrześcijańsko-Społecznej (sekcja polska Międzynarodówki Młodych Chrześcijańskich Demokratów, kierowanej wówczas przez Stanisława Gebhardta), Jankiem Kulakowskim wiódł negocjacje o wejście Polski do Unii Europejskiej. Jak pamiętam, śp. Janek Kułakowski był zdania, że Jacek Saryusz-Wolski był jednym z rzadkich Polaków dobrze znających struktury Unii Europejskiej i całą unijną problematykę. Od siebie dodam: nic w tym dziwnego, Jacek Saryusz-Wolski – o ile wiem – dr hab. uniwersytetu w Łodzi, następnie absolwent Europejskiego Centrum Naukowego Uniwersytetu w Nancy, od lat specjalizował się naukowo w tematyce europejskiej. Dowiedziawszy się od francuskiej prasy o tej nowej polskiej kandydaturze, z miejsca zadzwoniłem do Marcina Libickiego, niegdyś uważanego za niezwykle wybitnego europosła, do tego człowieka wyjątkowej kultury, swego czasu w owym parlamencie wysoko cenionego i niezwykle popularnego. Złapałem Marcina gdzieś na Ziemi Świętej, gdzie udał się z pielgrzymką. Powiedział mi, że wysoko ceni Jacka Saryusza-Wolskiego i jego, niewątpliwie wielką, znajomość spraw unijnych.

Rozmawiałem też na tenże temat z pewnym wybitnym francuskim specem od spraw Unii. Powiedział mi, że nie ma zamiaru się mieszać do walki o stanowisko szefa Rady Europejskiej, ale ze wie, iż Jacek Saryusz-Wolski na wskroś zna problematykę europejską i jest w tej dziedzinie autentycznym, wysokiej wiedzy fachowcem. Dodał: być może jednak przewodniczącym Rady Europejskiej nie będą wybrani ani Tusk, ani Saryusz-Wolski, tylko zapewne ktoś trzeci. Inny Francuz, federalista europejski, mówi mi, że pamięta Jacka Saryusza-Wolskiego z okresu, gdy „był on polskim sekretarzem stanu do spraw europejskich”. Dodaje: „rzucało się w oczy, że wie, o czym mówi, że to znawca spraw unijnych. Bardzo się więc na przewodniczącego Rady Europejskiej nadaje… Z kolei gwoli dokładności odnotuję, iż pewien francuski b. prawicowy europoseł ma inną, dość nieprzychylną opinię o Saryuszu-Wolskim...

Powrót do strony głównej...

16:11, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 56/2017

Powodów do niepokoju nie brak! Jednym z nich jest zły stan zdrowa Abdelaziza Boutefliki, prezydenta Algierii, który ostatnio skończył 80 lat i jest poważnie chory. W związku z tym, władze algierskie niedawno temu odwołały oficjalną wizytę pani kanclerz Angeli Merkel w Algierii. Szło o ważną wizytę, zapowiadaną przez słynną Bundes Nachrichten Dienst (niemiecki wywiad z siedzibą w Pullach koło Monachium). Pani Merkel niewątpliwie jasno zdaje sobie sprawę, jak wielkie znaczenie dla Unii Europejskiej ma sytuacja polityczna w Algierii, państwie Afryki o powyżej 40 milionach mieszkańców… Rzecz w tym, że kraj ten może wpaść prędzej czy później w ręce skrajnych islamistów. Niewątpliwie dżihadyści mogą tam być „gotowi do skoku”? Napięta tamtejsza sytuacja ekonomiczna i socjalna stwarza warunki „przychylne dla przewrotu”…

Inny poważny powód do niepokoju, to knowania w kilku krajach Europy wracających tam teraz byłych ochotników, którzy przeszli w Syrii przeszkolenie „konspiracyjno-terrorystyczne”. Nie można wykluczać, że np. (???) „Front an Nusra” (?) przygotowuje powtórkę w mocno zwiększonym rozmiarze zamachów, jakie miały miejsce 11 września 2001 roku w Nowym Jorku (?). Chyba nie można do końca wykluczać możliwości użycia przez „dżihadystów tej lub innej maści” broni atomowej? Rządy krajów Zachodu niechętnie się odnoszą do takich - ich zdaniem nadmiernie pesymistycznych - przewidywań, po prostu obawiają się paniki i panikarskich reakcji społeczeństw, reakcji, które mogą pod względem wyborczym faworyzować „nieodpowiedzialne i nieobliczalne w swoich zagraniach ruchy skrajne, doprowadzać sfery obecnie rządzące do utraty zaufania i legitymizacji społecznej…”. No i otworzyć drogę do władzy niebezpiecznym kandydatom na dyktatorów, spowodować powrót do sytuacji z lat powiedzmy trzydziestych dwudziestego wieku, gdy „krwawo panoszyli się groźni, narwani psychopaci, tacy jak Hitler czy Stalin. Jednak przemilczanie ewidentnych zagrożeń ma swe wręcz fatalne strony! Na przykład w latach trzydziestych dwudziestego wieku ówczesne polskie władze siłą wszechmocnej propagandy narzucały tezę, że jesteśmy silni, zwarci, gotowi, że „nikt nam nie zrobi nic”… Równocześnie na rozkaz Rydza i jego sztabu brutalnie (np Bereza Kartuska!) tępiono wszelki defetyzm, nie dopuszczano do jakże potrzebnej rzeczowej debaty, mogącej dać wizje naszej prawdziwej sytuacji militarnej, uwydatnić to, że czołgi Wehrmachtu błyskawicznie rozwalą naszą, nieprzystosowaną do walki z nimi i przestarzałą armię. W pierwszych dniach września, książę regent Zdzisław Lubomirski karcił swego wnuka Adzia Morawskiego, gdy ten cieszył się, że wybuchła wojna i że „damy Niemcom bobu”. Książę Zdzisław mówił, że Polskę czeka niesamowita klęska, że Rydz zupełnie się w OGROMIE PRZEWAGI Niemiec nie orientuje!!!

Ale pora, bym odpowiedział na pytanie, co teraz należy robić. Otóż uważam, że zagrożenia terrorystycznego nie należy negować czy umniejszać! Należy być gotowym na jakiś STRASZNY CIOS, którego całkowicie wykluczyć nie można! No i najważniejsze, by społeczeństwa nauczyć, jak ROZSĄDNIE, MĄDRZE na ewentualny SPEKTAKULARNY ATAK TERRORYSTYCZNY ZAREAGOWAĆ!

Powrót do strony głównej...

16:07, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 55/2017

3 marca br. zmarł w Angers człowiek będący symbolem chlubnego wkładu Polonii w życie Francji - młodszy o 2 lata ode mnie 85-letni Raymond Kopaszewski, wnuk i syn tych polskich górników, którzy w pierwszej połowie XX wieku tyle pożytecznego wnieśli w życie gospodarcze Francji…

Tak, ów Raymond Kopa to syn Francuzki i polskiego imigranta, wnuk Polaka przybyłego do Francji z rodziną „za chlebem” w roku 1919 (ojciec Raymonda miał wówczas 13 lat…).

Raymond, urodzony 13 października 1931 w Noeux-les-Mines, był „swoistym geniuszem piłki nożnej”, jednym z najwybitniejszych francuskich piłkarzy w historii. Jak się w Paryżu podkreśla, Kopa to zapewne swego czasu jeden z najlepszych piłkarzy świata! Kopa czuł się na 100% Francuzem, j jednak podkreślał nieraz mocno swe polskie pochodzenie, przywiązanie do kraju przodków. Na początku lat sześćdziesiątych Polskę odwiedził wraz z ekipą „Stade Reims”. Brał udział w obchodach 40-lecia „Przeglądu Sportowego”. Witano go w kraju entuzjastycznie!! Swą grą w piłkę nożną, ale także swym zachowaniem, rzucającą się w oczy miłością do naszego kraju zdobył sobie serca Polaków, którzy, podobnie jak pewna liczba Francuzów, nazywali go „Napoleonem Futbolu”, bo imponował pomysłami strategicznymi, niezależnie od tego, czy grał w środku ataku czy na prawym skrzydle.

Kilka razy spotkałem Kopę we francuskim klubie prasy przy Avenue d’Iéna w Paryżu. Rzucała się w oczy jego wielka popularność i niewątpliwa inteligencja.

W związku ze słynnym Kopą, i innymi mniej znanymi, lecz nieraz bardzo sprawnymi polskiego pochodzenia „futbolistami” – często synami polskich górników – zrodziło się w Radiu Lille wyrażenie: „gracz francusko-polski”. Kiedyś, przed laty, rozmawiałem na ten temat z Michałem Kwiatkowskim-juniorem, wydawcą w mieście Lens, „stolicy” Polonii Francuskiej, po swym ojcu, tak niegdyś tu popularnego dziennika o nazwie „Narodowiec”. Michal żartował, iż to określenie „franco-polonais”, to jakby nowa narodowość, do której kręgu zalicza się tylu sportowców, m.in. cyklistę Jeana Stablewskiego czy też Stablińskiego (1932-2007), lekkoatletę Michela Jazy (ur. 1936), no i inne sławne postacie, takie jak realizator i scenarzysta filmowy Jean-Pierre Mocky (Mokiejewski), czy też jak całe setki znanych osobistości.

Pewna bardzo wierna ma czytelniczka z Paryża i z Montresoru nawiązuje do mego wczorajszego dziennika, w którym piszę, że ktoś mnie pytał o polsko-paryskiego pucybuta. Stwierdza ona: owo pytanie to chyba dowcip. Otóż chyba jednak nie. Ponoć już jakiś czas temu prasa (?) tu wspominała o jakimś polskim studencie, który by się tu utrzymać, z sukcesem otworzył tu w Paryżu (ale gdzie dokładnie?) „czyszczalnię butów”. Może ktoś z czytelników coś na ten temat wie?

Powrót do strony głównej...

16:03, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 54/2017

 Rozmówca – Polak z Paryża – nawiązuje do faktu, iż zdarza mi się pisać o tutejszych polskich restauracjach i polskich sklepach. Stwierdza, że Polacy mało dbają o reklamę. Narzeka, że trudno znaleźć w Paryżu sklep z polskimi specjałami. Z miejsca mu odpowiadam, że jednak sporo informacji na ten temat można po prostu znaleźć w internecie. Na takie dictum stwierdza, że naturalnie wie o tym, lecz są to informacje mało szczegółowe i dziwnie mało atrakcyjne! Podoba mu się bardzo barwna reklama restauracji COMME CHEZ BABCIA. Prosi mnie o więcej w mych dziennikach takich reklam! Odpowiadam, że jestem za stary, by się po knajpach włóczyć! Ale może te czy inne lokale dadzą się przekonać, że trzeba dbać lepiej o swą reklamę. Mówiono mu też, że jest w Paryżu świetny polski czyścibut. Odpowiadam, zgodnie z prawdą, że pierwszy raz o tym słyszę! Wiem o czyścibutach, ale w hotelu Mariott w Warszawie. Na tym kończy się ta nieco dziwna rozmowa. Wyciągam z niej jeden wniosek. Chyba rzeczywiście w sferach polonijnych bardzo brak mody na barwne i atrakcyjne reklamy?

Myśląc o Polonii we Francji, rzecz jasna, nawiązuję do wytycznych i postaw Jerzego Jankowskiego (1912-1982), założyciela w 1953 roku Komitetu Wyborczego Polaków obywateli Francji, Polaków naturalizowanych, przekształconego wiele lat później we Wspólnotę Francusko-Polską, organizację stawiającą sobie za cel obronę interesów moralnych, politycznych i socjalnych Polonii, i co roku urządzającej od lat swe uniwersytety letnie w zwanej mickiewiczowską Bibliotece Polskiej Paryża. Jankowski kierował też pismem Polska w Europie – La Pologne en Europe (pismo dwujęzyczne). Walczył on o zwartość Polonii, przy równoczesnym pełnym włączaniu się jej w życie społeczne i polityczne Francji. Jankowski podziwiał wpływy Polonii w USA; fakt, że było kilku kongresmenów polskiego pochodzenia, że obie partie zabiegały tam o polskie głosy w wyborach. Uderzała go – jak kiedyś mi powiedział – ta prężność i zwartość Polonii USA! Apelował do Polonii francuskiej, by też stała się prężna i wiedziała, iż jest jednak znaczną siłą. Uważał, że tutejsi Polacy winni popierać polskie sklepy, w szeregach partii demokratycznych stawać się radnymi miast, itd., itd. Wszystko to czynił stale podkreślając, że Polska to Europa, że Polska przynależy do Europy, i gdy odzyska wolność (wierzył np. w latach osiemdziesiątych, że to rychło nastąpi), odegra w Unii Europejskiej znaczną rolę… Wtedy to mawiał: Polonie krajów Europy Zachodniej staną się naturalnym łącznikiem Polski z Unią…

Wspólnota Francusko-Polska nadal sprawnie działa. Jej prezesem jest Krzysztof Jussac, Polak dość odległego (czasy francuskiej rewolucji?) francusko-szlacheckiego pochodzenia (Jussac de Junien). Nie od dziś twierdzę, że jakieś dbałe o polonijne głosy francuskie stronnictwo winno postawić kandydaturę Jussaca na np. radnego miasta Paryża. Sekretarzem generalnym owej Wspólnoty jest profesor (licea) języka francuskiego, dynamiczna Barbara Miechówka. We władzach Wspólnoty zasiada też Joël Broquet, przed laty blisko współpracujący z Jerzym Jankowskim w europejskim ruchu LA FEDERATION… Działają we Wspólnocie np. poza Barbarą Miechówką także inni profesorowie (np. pewien historyk) licealni. Ostatnio zbliżył się do owej Wspólnoty szlachetny Roman Czajka, prezes organizacji polonijnej w Boulogne-Billancourt, otaczający np. mnie, starca, swą opieką!

Z kolei teraz sprecyzuję, że Jerzy Jankowski był (podobnie jak później ja) korespondentem informacyjnym RWE w Paryżu. Zajmował to stanowisko do 31 marca 1962 roku, to znaczy do chwili, gdy został niespodziewanie przez RWE odwołany z „niewiadomych przyczyn” (uparta pogłoska głosiła, że poszło o jakieś nieuzgodnione z centralą kontakty czy zbyt śmiałe inicjatywy). Uprzednio, jeszcze w czasie okupacji, Jankowski był tu we Francji ponoć świetnym szefem tak zwanego cywilnego wywiadu POWN (Polskiej Organizacji Walki o Niepodległość) – tutejszego odpowiednika AK…

W Paryżu na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych RWE miało dwóch polskich korespondentów informacyjnych: Zygmunta Michałowskiego (którego freelancerem byłem i ja) oraz Jerzego Jankowskiego… Gdy chodzi o mnie, to Jan Nowak zamianował mnie oficjalnym korespondentem informacyjnym w roku 1965… Może jeszcze odnotuję, że w roku 1978 – o ile się nie mylę – premier Raymond Barre uroczyście odznaczył Jerzego Jankowskiego Europejskim Orderem Zasługi… (Pamiętam, że ja i znakomity dziennikarz – wówczas z Radio France, teraz z PAP-u, piszący wysokiej klasy „depesze” Ludwik Lewin, byliśmy na tej ceremonii).

Powrót do strony głównej...

15:58, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 marca 2017
Widziane z Paryża 53/2017

Polski biznesmen nawiązuje do sprawy „fikcyjnego” rzekomo zatrudniania przez jej męża Penelopy – żony parlamentarzysty i byłego premiera, a dziś kandydata na prezydenta, Franciszka Fillona, oraz „prac zleconych na koszt państwa, powierzanych dzieciom tegoż małżeństwa”… Mówi, że w wypadku byłego premiera cała ta afera ma wydźwięk dowcipu. Pyta, czy we Francji premierzy są tak fatalnie płaceni, że muszą brać się za takie jednak drobne kombinacje!!! Jest zdania, że właśnie śmiesznie mały wymiar takiego zagrania w oczach ludzi dobrze zorientowanych w świecie wielkich interesów jakby w pewnej mierze świadczy o uczciwości Fillona. Wszak wielkim finansistom dobrze wiadomo, że w wielu krajach premierzy mają do dyspozycji niekontrolowane, kolosalne fundusze, a w niektórych państwach tzw. „trzeciego świata” uprawiają prawie że jawnie (???) siuchty idące w miliony… Odpowiadam tak: ta sprawa to jednak w pewnej mierze dowód na to, iż Francja to uczciwy kraj, siuchty nie są tu w zwyczaju…

Inny rozmówca wyraża przekonanie, że w tej chwili wszystko zdaje się wskazywać na to, że wybory prezydenckie wygra Emmanuel Macron, który wedle sondaży w pierwszej turze prawie dogania Marine Le Pen (ona 27 %, on 25 %, Fllon 20%), a w drugiej turze MACR0N (stale wedle niedawnych sondaży) wyraźnie pokonuje Marine Le Pen, której koncepcje takie jak wyjście ze strefy euro, nawrót do franka oraz opuszczenie Unii, wielu niepokoją (troska o wartość oszczędności, obawy przed zamętem w Europie…). Tenże 2-gi rozmówca pyta, czy Macron to dobrze dla Polski. Odpowiem bardzo po swojemu. Jeśli Macron byłby dobrym prezydentem Francji, tym samym byłby dobry dla Polski. Wszak oba nasze kraje łączy wielkiej, obustronnej wagi przyjaźń. A jak mawiał mój ojciec, w interesie Polski leży Europa na francuskim sosie, czyli oparta na wartościach francuskiej kultury politycznej, na duchu tolerancji, kulcie nauki i sztuki, poszanowaniu wszystkich narodów…

Do tego Macron pochodzi z Amiens! Dla mnie osobiście fakt ten liczy się wielce. Wszak z tego pięknego miasta pochodził (postać niezwykła) śp. Jean Colin d’Amiens (1927-1959) – świetnie się zapowiadający młodo zmarły malarz, człowiek i artysta tak ceniony przez Józefa Czapskiego, a także przez Juliena Greena i F. Mauriaca i kilka innych, bardzo wybitnych postaci… Jean zostawił wzruszający pamiętnik, pisany w czasie 3-letniej choroby (paraliż). Jean Colin był człowiekiem dogłębnie chrześcijańskim… Może jeszcze dodam dwie rzeczy: pierwszą jego żoną, poślubioną już w czasie choroby, była siostrzenica Józefa Czapskiego – jakże wybitna i szlachetna Elżbieta Plater-Zyberg (secundo voto Łubieńska), śp. Jean Colin pochodził z tego samego środowiska co Macron, ze środowiska lekarzy z Amiens…

MUSZĘ JEDNAK DODAĆ, ŻE CHOĆ SIĘ ROZPISAŁEM O BŁYSKOTLIWIE ZDOLNYM, „NOWOCZESNYM” MACRONIE (I W ZWIĄZKU Z NIM, O POCHODZĄCYM Z TEGOŻ SAMEGO MIASTA ŚP. JEANIE COLIN D’AMIENS), BYNAJMNIEJ NIE UWAŻAM, ŻE ZWYCIĘSTWO MACRONA W WYBORACH PREZYDENCKICH JEST JUŻ CAŁKIEM (!) PEWNE! SYTUACJA WYDAJE MI SIĘ BYĆ DZIWNIE CHWIEJNĄ… PRZED WYBORAMI MOŻE JESZCZE – POWIEDZIAŁBYM – SPORO, NIEPRZEWIDYWALNEGO ZAJŚĆ (?). NA PRZYKŁAD, LECZ NIE TYLKO, WISI NAD FRANCJĄ "MIECZ DAMOKLESA" TERRORYZMU.

Kończąc, zajmę się jeszcze stosunkiem obywateli francuskich polskiego pochodzenia do czołowych kandydatów na prezydenta Francji! Otóż wśród mych znajomych jest sporo zwolenników Macrona!!! Lecz na przykład pewna inteligentna osoba z uporem twierdzi,że jest on za młody (rocznik 1977) i nie dość doświadczony. Najbardziej jej i także kilku tutejszym francusko-polskim inteligentom katolickim odpowiada Fillon, wypowiadają się mocno za jego kandydaturą… Co do Marine Le Pen, to ponoć ma ona sporo zwolenników np. wśród naszych z Północy Francji, którzy liczą, że zastopowałaby ona falę „imigrantów z Bliskiego Wschodu i z Afryki”, dała sobie radę z chuliganerią… Pewna liczba tutejszych Polaków wie też, że do kręgu doradców pani Marine zalicza się europoseł Jean-Luc Schaffhauser, od lat tak wierny przyjaciel Polski oraz także tutejszej Polonii… Jedno pewne. Postawy tutejszej Polonii mają jednak pewne znaczenie: wszak chodzi o ładne kilkaset tysięcy głosów!

Powrót do strony głównej...

16:38, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 52/2017

Już druga reakcja na mój wczorajszy dziennik. Jan Rościszewski, ojciec Kajetana – jednego z czołowych organizatorów owego tak pożytecznego Polish Business Forum (Sciences Po – Paryż w dniu 25 lutego) precyzuje mi, że formuła tej imprezy przewidziała tak wielką rolę języka angielskiego z uwagi na uczestnictwo (w tym Forum) licznej grupy studentów polskich z Wielkiej Brytanii. Jan Rościszewski pisze następnie, że nie jest już – jak ja napisałem – szefem ubezpieczeń w Cardif BNP-Paribas, lecz wiceprezesem PKO Banku Polskiego…

Inny czytelnik stawia mi – powiedziałbym – raczej trudne pytanie… Chce wiedzieć, jakie mym zdaniem siły mogłyby po cichu dopomóc terrorystom islamskim, np. wyposażyć ich w tak zwane „brudne bomby”. Odpowiedź moja taka: chyba jasne, że ci lub inni od dawna finansowo wspierają tych czy innych dżihadystów, a za pieniądze można zapewne „wiele zakupić” (???)… Co do owych tajemnie wspomagających terrorystów islamskich „sił”, to rozszyfrować je niełatwo… A co do wyraźnie wrogich „Zachodowi” państw, to poza Koreą Północną, której nie mam żadnego powodu podejrzewać o chęć wspierania fanatycznych terrorystów, to nie bardzo widzę, kto ma dostęp np. do broni szczególnie groźnych… Jednak – jak już kilkakrotnie pisałem – obawiam się powtórki o wzmożonym wymiarze ponurego wyczynu, jakiego terroryści dokonali 11. września 2001 r. w USA! Rzecz również w tym, iż owi islamscy terroryści najwyraźniej mają w swych szeregach nie tylko ludzi zdolnych do realizowania jedynie dość „prymitywnych” (choć krwawych) zbrodniczych akcji, lecz również studentów i zapewne innych niebezpiecznych potencjalnie „fachowców” (???).

Zmieniając nieco temat, teraz dorzucę, że gdy chodzi o siłę promieniowania islamu, uderza mnie fakt, że w kręgach europejskiej Polonii zdarzają się wypadki przechodzenia młodych ludzi na tę religię. Wszak owa religia wywołuje teraz swoistą fascynację… Gdy chodzi o Polskę, to – jak się zdaje – obok 25 000 tradycyjnych muzułmanów (głównie pochodzenia tatarskiego, bardzo jednak poruszonych obecną sytuacją na Krymie), żyje tam teraz około (?) 2000 niedawnych konwertytów na islam… Muszą niewątpliwie wśród całej tej sporej grupy być ludzie pod wpływem dżihadu.

Powrót do strony głównej...

16:36, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 51/2017

Pragnę dziś odnotować dwie dotyczące mych niedawnych dzienników opinie. Wybitny historyk wojskowości i wywiadu, dr hab. profesor Aleksander Woźny nawiązuje do mych uwag, jakie dotyczyły faktu, iż błyskawiczna klęska września 1939 najwyraźniej zaskoczyła dowództwo polskiej armii i całe nasze społeczeństwo, które ufało sloganom, że jesteśmy SILNI, ZWARCI, GOTOWI i że NIKT NAM NIE ZROBI NIC, BO Z NAMI NASZ DZIELNY WÓDZ MARSZAŁEK ŚMIGŁY RYDZ…!

Profesor Woźny pisze mi: „Marszałek Śmigły Rydz miał wystarczające dowody co do potęgi zbrojnej zachodniego sąsiada. Przede wszystkim wiedział z jakich kierunków nastąpią pancerne uderzenia. Wiedział jakimi siłami pancerno-zmotoryzowanymi dysponuje WH. Znał termin wymarszu jednostek nad granicę. Ale co z tego. Rydz na 15 dni przed wojną zgodził się zdymisjonować szefa wywiadu wojskowego!!”. (No i, dodam już od siebie, prowadził dość obłędną walkę z tak zwanym „defetyzmem”!!! a de facto realizmem)… W mych dziennikach pisałem już o tym, że mój wuj, pułkownik Witold Morawski odnosił się bardzo sceptycznie do naiwnego optymizmu sztabu Rydza. Profesor Woźny precyzuje, że w roku 1939 Witold Morawski był w sztabie armii Kraków, która dysponowała wręcz znakomitą ekipą wywiadowczą. Profesor Woźny zaznacza też, że polska armia jednak biła się do października, Niemcy ponieśli straty, które musieli wyrównywać w przeciągu pół roku. Na marginesie tych uwag odnotuję tylko, iż Mieczysław Pruszyński był zdania, iż jednym z wielkich błędów Rydza i jego sztabu było zbyt staromodne uzbrojenie naszej armii. Pruszyński był zdania, że należało wyposażyć nasze wojsko w 3000 nowoczesnych, małych i obrotnych działek przeciwpancernych, zdolnych niszczyć niemieckie czołgi… Ale tego nie dokonano, choć nasz przemysł zbrojeniowy mógł spełnić takie zamówienie.

Inny czytelnik, Polak z Francji, jest zdania, iż wczorajsze – zorganizowane przez Kajetana Rościszewskiego i cała grupę jego kolegów, polskich studentów Sciences Po – Polish Business Forum było ważnym wydarzeniem, wielkim sukcesem, świadczącym o dynamizmie naszych młodych, ich trosce o rozwój naszego kraju. Ów czytelnik podkreśla mocno, iż „szło o naprawdę bardzo inteligentne posunięcie o sporym jednak znaczeniu, świetni konferansjerzy, a na sali publiczność na wysokim poziomie”. Tenże sam czytelnik robi jednak mojemu wczorajszemu sprawozdaniu z tego spotkania jeden zarzut! Pyta, dlaczego ja – bojownik o FRANKOFONIĘ – nie skrytykowałem faktu. że zbyt wiele wypowiedzi i debat miało miejsce po angielsku! Wszak – jak świadczyło o tym choćby jego przemówienie powitalne – np. wiceprezes owego „ASPOL-u”, studenckiej grupy, która tak znakomicie zorganizowała owe Forum – Kajetan Rościszewski świetnie (i bez akcentu) zna język francuski”. To samo zapewne dotyczy innych polskich studentów Sciences Po. Moja odpowiedź prosta: rzeczywiście zawsze z uporem zabiegam o priorytet dla języka francuskiego, nośnika tak mi drogiej, tak nacechowanej otwarciem na świat i duchem tolerancji, szacunkiem dla wiedzy, sztuki i kultury! Ale być może ci lub inni konferansjerzy z Polski lepiej, czy tylko, znali język angielski?

Aby zakończyć mą relację o tym Forum, dodam, że z przyjemnością tam spotkałem ojca Kajetana R., Jana Emeryka Rościszewskiego, wybitnego speca od ubezpieczeń, o ile wiem, szefa wielkiej francuskiej firmy w Warszawie w tej właśnie dziedzinie, mego konfratra z Zakonu Maltańskiego, i przez Mańkowskich, mego krewnego.

Ów czytelnik, który dziwi się, że ja – bojownik o FRANKOFONIĘ – w mym wczorajszym dzienniku nie skrytykowałem faktu, że na owym Forum taką rolę grał język angielski, stale nawiązując do tegoż samego odcinka mego dziennika, jest nieco zaskoczony faktem, że – jak tam odnotowałem- ktoś poważny mnie, polskiego dziennikarza, pyta o mą opinię o terroryzmie. Powód po temu prosty: od lat biję na alarm, dowodzę, że terroryzm to nadchodząca forma wojny, że może on stać się za jakiś czas niesamowicie groźny („brudne” bomby, chemiczne środki agresji, cyberataki, itd., itd.). Jestem zdania, że terroryzm ponuro może zaważyć na nadchodzących czasach. Siać zgrozę. Pewne kręgi interesują te me przewidywania, także moja opinia, że niektóre „siły” ( może nawet państwa?) kierowane przez „nienawistnych narwańców” być może mogą (???) terrorystom islamskim dostarczyć owych bardzo groźnych broni (???) Jasne, że nie należy siać paniki, ale jednak chyba należy brać pod uwagę nawet najgorsze, i jednak odpowiednio się przygotować, nie dać się zaskoczyć. Wszak wydarzenia z 11 września 2001 USA i cały świat „boleśnie zaskoczyły”!!!

Powrót do strony głównej...

16:33, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 50/2017

Wczoraj wraz z prezesem Romanem Czajką, zasłużonym działaczem Polonii paryskiej i tej z okolic Paryża udałem się w godzinach porannych na 13, rue de l’Université. Tam, w wielkiej sali konferencyjnej słynnej Sciences Po (Szkoła Nauk Politycznych) miało miejsce Polskie Forum Biznesu, zwołane przez ASPOL – Stowarzyszenie Polskich Studentów owej tak prestiżowej uczelni… Wiceprezesami ASPOL-u są: Kajetan Rościszewski i Michał Chajdukowski. Jeśli dobrze zrozumiałem, organizacją współkierują również Aleksander Dedo, Tadeusz Kolasiński, Tancrede Thebault, Antoni Gruca i Zydney Wong (?).

Forum otworzył znakomitym przemówieniem ambasador RP, Dariusz Wiśniewski – swego czasy absolwent naszej znakomitej KSAP (Krajowej Szkoły Administracji Publicznej). W czasie tego Forum głos zabierało szereg innych pierwszoplanowych osobistości, np. przybyli specjalnie jeden z Warszawy, drugi z Rzymu: Pierre Levy, obecny ambasador Francji w Polsce, człowiek wielkiej klasy, uchodzący za jednego z najinteligentniejszych ludzi we francuskim MSZ-cie oraz Tomasz Orłowski, obecnie ambasador RP we Włoszech, człowiek naprawdę wielkiej kultury, tak ceniony przez mych rzymskich kuzynów. Ale gdy mowa o ludziach o wysokiej kulturze, to muszę odnotować, że głos tam zabierał np. także Krzysztof Olendzki, ceniony intelektualista, dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza w Warszawie… Wybitni polscy i francuscy spece, ludzie znakomicie dobrani, np. Marie-Claude Taillandier-Thomas czy Eric Lasaygues, czy też chyba Piotr Woźniak wskazywali, że naprawdę warto w Polsce inwestować… Następnie mowa była o miejscu Polski w świecie. W tej dziedzinie swymi znakomitymi wypowiedziami między innymi „zabłysnęli już wymienieni ambasadorowie Orłowski i Levy, oraz np. Krzysztof Olendzki… Po południu już mnie na owej sali nie było. Chciałem wrócić, by na czyjąś prośbę spisać pewne uwagi czy – jak kto woli – ekspertyzy dotyczące mego poglądu na nową formę wojny, jaką (powoli) staje się teraz terroryzm. No i aby napisać ten właśnie tekst o owym Forum. Wiem, że po obiedzie miała być np. mowa o przyszłości polskiego systemu finansowego. Wieczorem, profesor Kazimierz Piotr Lubicz-Zaleski, Polak zgoła pierwszoplanowy, naukowiec najwyższej rangi podejmował polskich studentów Sciences Po, i uczestników debat, jakie miały miejsce na tym ich Forum – w zwanej mickiewiczowską bogatej historycznej wagi zbiorami słynnej Bibliotece Polskiej na wyspie św. Ludwika w Paryżu. Profesor Lubicz-Zaleski był na owym Forum obecny, podobnie jak jego współpracownik, dr nauk humanistycznych, Witold Zahorski, też z owej Biblioteki. Spotkałem tam także Piotra Gromnickiego. Dowiedziałem się odeń, że otwiera w Paryżu wyspecjalizowaną – jeśli dobrze zrozumiałem – w obsłudze prawnej polskich firm i Polaków kancelarię adwokacką. To dobra wiadomość. Piotr to znakomity prawnik. Mój przyjaciel Joel Broquet z miejsca chce go poznać! Dobry jurysta zawsze może być przydatny.

Powrót do strony głównej...

16:30, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 49/2017

Czytelnik z Poznania zarzuca mi, iż nie analizuję w tym dzienniku problemu nadchodzących wyborów prezydenckich we Francji. „Wszak chodzi o zagadnienie wielkiej wagi. Marine Le Pen – jeśli zwycierzy, może rozwalić Unię Europejską, pogrążyć nasz kontynent w chaosie!”
Odpowiem ostrożnie, bo sytuacja przedwyborcza stale i błyskawicznie tu ewoluuje! Otóż – jak w tej chwili zdaje się w oparciu o sondaże – w pierwszej turze pierwsze miejsce zajmie Marine Le Pen, osiągając powyżej 25 % głosów. Co do drugiego miejsca w owej pierwszej turze, to wiele na razie wskazuje na to, że zajmie je Emmanuel Macron, swego czasu bliski centrowemu socjaliście, Michelowi Rocardowi, do niedawna zaufany prezydenta Hollande’a, minister ekonomii i przemysłu w rządzie socjalisty Manuela Vallsa… Macron urodził się – co winno zainteresować intelektualistkę z Krakowa, Elę Skoczek – 21 grudnia 1977 roku w Amiens (mieście, z którego pochodził bardzo godny uwagi malarz Jean Colin d’Amiens, zmarły na chorobę Charcota w roku 1959, w wieku 32 lat – artysta tak ceniony przez Józefa Czapskiego, F. Mauriaca, Juliena Greena, itd., itd.) Jean Colin d’Amiens był mężem Elżbiety Plater-Zyberk, siostrzenicy Józefa Czapskiego. Ojciec Jeana Collin był lekarzem. Emmanuel Macron jest z kolei synem pary lekarzy, także z Amiens, jego ojciec Jean-Michel Macron jest tam profesorem neurologji… Jednym słowem Emmanuel Macron wywodzi się z tego samego środowiska, z którego pochodził Jean Collin d’Amiens… Dodam, iż Brigitte Trogneux – o 24 lata starsza od męża żona Emmanela Macrona – też pochodzi z tamtych okolic Francji. Była ona profesorem Emmanuela w prywatnym, założonym przez Jezuitów Liceum Opatrzności w Amiens. Nauczała język francuski oraz opiekowała się uczniowskim klubem teatralnym.
Tak więc, jak na razie sprawy stoją, wiele zdaje się wskazywać na to, że Macron zajmie drugie miejsce (po Marine Le Pen) w pierwszej turze wyborów prezydenckich, i że wygra 2-gą turę… Ale nie wchodząc w szczegóły zaznaczę, że François Fillon – kandydat centrowej prawicy, były premier za czasów prezydenta Sarkozy’ego „depcze Macronowi po piętach”, uparcie walczy o to 2-gie miejsce w pierwszej turze… Fillonowi wyciągnięto jakieś mętne afery dotyczące tego, że z pieniędzy „parlamentu” wypłacał za jakieś (wątpliwe) prace pewne uposażenie swej żonie, że powierzał także pewne płatne przez parlament zadania swym dzieciom… Ale po pierwszej chwili szoku wywołanego przez te prasowe rewelacje, sprawa jakby już teraz „mniej mu szkodzi”…? Chyba dlatego, że wiele osób podejrzewa, że sporo innych parlamentarzystów robi to samo, również „swoich” zatrudnia….

Co do Marine Le Pen, to – jak mi mówią osoby dobrze poinformowane – sporo Francuzów polskiego pochodzenia z północnych okolic Francji, np. z miasta Lens w Pas-de-Calais chce na nią głosować, wierząc, że potrafiłaby ona poskromić chuliganów imigrantów zza Morza Śródziemnego… Przez długie lata, do 19 7 1989, wychodził w Lens spory polski dziennik NARODOWIEC, w którym pisywałem, a do dziś działa tam sławna w tamtych okolicach polska restauracja „COMME CHEZ BABCIA…”

Jednak – jak się zdaje – w tej chwili szanse na zwycięstwo Marine Le Pen w 2-giej turze są bardzo małe… Wielu Francuzów, tak tradycyjnie dbałych o swe oszczędości, niepokoi jej plan wyjścia ze strefy Euro, powrotu do franka. Ludzie po prostu obawiają się o swe oszczędności, wielu też drażni perspektywa nowej wymiany pieniądza. Do tego argument przeciwników pani Marine, że jeśli – jak zapowiada – wyprowadzi Francję z Unii, pogrąży Europę w niebezpiecznym chaosie, bardzo chwyta. Najwyraźniej pani Le Pen brak dobrych doradców (???). Zajmuje bowiem ona w sprawie Europy stanowisko bez wątpienia siejące panikę. Nie umie wytłumaczyć, jak chce uniknąć zamętu i niesamowitego chaosu w całej Europie… A przecież ma jednak np. w kręgu swych europosłów ludzi inteligentnych, dobrych znawców skomplikowanej problematyki europejskiej (???).

Powrót do strony głównej...

16:27, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 lutego 2017
Widziane z Paryża 48/2017

Świat wielkiego biznesu jest – jak mawia jeden z mych znajomych finansistów – „zmuszony” interesować się teraz futurologią. I to mimo, że – jak dobrze wiadomo – chodzi o dziedzinę, jak wyraźnie świadczą o tym futurologiczne teksty sprzed pięćdziesięciu lat – mało ścisłą. Teraz jednak wiele zdaje sie wskazywać na to, iż lata dwudzieste 21-szego wieku mogą już przynieść wręcz rewolucyjne przemiany spowodowane pojawieniem się np. „nowych technologii transportu”! Superszybkie pociągi mogą już ponoć w roku 2021 (?) dosłownie zacząć całkowicie zmieniać nasz byt… Tak, pociąg o szybkości 1200 km na godzinę przyniesie sui generis rewolucję w naszym życiu. Może w dość dużej mierze zmniejszyć znaczenie: transportu ciężarówkami, oraz linii lotniczych… Specjaliści zastanawiają się też, jaki wpływ pociągi o szybkości 1200 km na godzinę mieć mogą na wielkie miasta, na ceny terenów budowlanych, itd., itd.

Na nieco dłuższą metę (ćwierć wieku?) niesamowite przemiany w naszym życiu mogą przynieść zapowiadające się ponoć „wręcz fantastycznie” postępy robotyki… Skądinąd – jak ci lub inni twierdzą (???) – te czy inne mocarstwa (np. Chiny) analizują (rzecz jasna na dalszą metę) możliwość (!!) sprowadzania jakichś surowców z Księżyca… Ale mym zdaniem, choć jasne, że Chiny mają poważny program kosmiczny dotyczący Księżyca, nie można jak na razie brać na poważnie perspektywy sprowadzania stamtąd surowców. To chyba jedna z fantastycznych pogłosek…

Wielkiej wagi przemiany zapewne w ciągu najbliższych lat przyniesie rozwój BIOTECHNOLOGII. Warto zaznaczyć, że w tej dziedzinie nasi polscy specjaliści „wysoko stoją”, mają potencjalne duże osiągnięcia i dobrze zapowiadające się możliwości… Jest rzeczą oczywistą, iż to mogłoby stanowić dla naszego kraju duży atut… Polskie państwo winno bardzo na serio wziąć się za ten problem i zapewnić naszym badaczom oraz naszym firmom „idącym w tym kierunku” odpowiednio tanie kredyty… Jak dobrze wiadomo, olbrzymie zdolności i możliwości naszych speców w tej dziedzinie niestety nie są wykorzystywane… Pamiętajmy, że możliwości biotechnologii są niesamowicie różnorakie, niosą ogromną przemianę… Zdaje się, problem ten świetnie rozumie obecne chińskie kierownictwo. Chiny i Indie w dziedzinie nowoczesności i innowacji naukowo-technologicznych są dziś chyba (?) na jednym z pierwszych miejsc w świecie… Ma to niewątpliwie znaczenie także i gdy chodzi o potęgę polityczną… Na szczęście USA ma Sillicon Valley i geniuszy takich jak Elon Musk – wynalazca owego superszybkiego pociągu Hyperloop… Musk – co godne uwagi i w duchu obecnych czasów – jesienią 2016 roku przedstawił plan kolonizacji Marsa i z czasem wysłania tam około miliona ludzi… Poważni eksperci zastanawiają się, czy taki fantastycznie brzmiący projekt jest wykonalny! Zdaniem kalifornijskich specjalistów z uniwersytetu w Irvine, olbrzymie zagrożenie dla tych ewentualnych kolonizatorów Marsa stanowią groźne dla ludzkiego mózgu promienie kosmiczne… (Zastanawiam się, czy problem owych promieni kosmicznych nie stanowi też przeszkody gdy chodzi o ewentualne „dobieranie się do bogactw surowcowych” (???) Księżyca).

Powrót do strony głównej...

16:37, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 47/2017

W mym niedawnym dzienniku uwydatniłem, iż w MSZ-cie kierowanym przez Józefa Becka – genialny w swej zdolności przewidywania był Józef Alfred Potocki (1895-1968), wykształcony w Balliol College w Oxfordzie, od maja 1919 pracujący w polskim MSZ-cie. Przed wybuchem wojny, był wicedyrektorem departamentu politycznego. Jak mawiał mój ojciec, w owym kierowanym przez „nie mającego – jak się okazało – dobrego rozeznania w rzeczywistej sytuacji Józefa Becka ministerstwie, chyba tylko Józef Potocki i Mirosław Arciszewski czuli pismo nosem, dostrzegali to, że wojna niezadługo wybuchnie i przyniesie nam klęskę…” Inni nasi dyplomaci na ogół na serio wierzyli, iż jesteśmy „silni, zwarci, gotowi; że nikt nam nie zrobi nic, bo z nami nasz dzielny wódz, marszałek Śmigły-Rydz”… Do tego na podstawie informacji poufnie otrzymanej od hr. Ciano, że Hitler obiecał Mussoliniemu, iż wojny światowej nie rozpęta przed 1941 rokiem, Beck nie spodziewał się, że wojna może się zacząć już we wrześniu 1939!

Józef Alfred Potocki od czerwca 1944 roku do swej śmierci w 1968 roku oficjalnie uznawany szef naszej placówki w Madrycie, poseł czy – wedle współczesnego słownictwa – ambasador tam, był czołową postacią dyplomacji Wolnej Polski. Miał w Hiszpanii pozycję zgoła wyjątkową. Zarówno generał Franco jak i szereg wybitnych Hiszpanów i pewna liczba dyplomatów różnych krajów wysoko ceniła jego inteligencję i zdolności przewidywania. Dobrze wiedziano, że ma dar dostrzegania, ku czemu idzie. A Polacy pamiętali, jak swego czasu słusznie ocenił problem powstania warszawskiego, nadchodzące niesamowite straty materialne i straty w ludziach na ogół młodych i dynamicznych, których później tak zabrakło…

Jedno w mych oczach pewne! Józef Alfred Potocki był polskim dyplomatą najwyższej klasy, autentycznym gentelmanem i człowiekiem o naprawdę ogromnych stosunkach! Na przykład wysoko go cenił i bardzo lubił prezydent Kennedy.

Józef Alfred Potocki był też człowiekiem wielkiej kultury i wielkiej wiedzy… Ceniono go także np. w Królewskiej Akademii Historii w Madrycie, gdzie np. wygłosił na publicznym posiedzeniu odczyt na temat obrony europejskiej w świetle drugiej misji ambasadora polskiego, Jana Dantyszka do cesarza Karola piątego. Pisywał też w Wiadomościach wydawanych w Londynie przez Grydzewskiego.

Kończąc, raz jeszcze bardzo mocno pokreślę: Józef Alfred Potocki to nasz dyplomata o zgoła wyjątkowej inteligencji, o ogromnym rozeznaniu sytuacji i człowiek najwyższej klasy!

Powrót do strony głównej...

16:34, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 115
© Maciej Morawski
Paryż
2007-2017

* * *

WYDAWCA SERWISU:

© Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego / www.wolnaeuropa.pl

ADMINISTRATOR SERWISU:

Mariusz Kubik / Stowarzyszenie RWE

Treść niniejszego bloga jest wyrazem prywatnych poglądów autora, nie będących stanowiskiem i opiniami wydawcy oraz administratora serwisu.