piątek, 18 sierpnia 2017
Widziane z Paryża 182/2017

Zamachy terrorystyczne w Barcelonie i w Cambrils świadczą o jednym! Wojna z fanatykami spod znaku dżihadu trwa! Nadzieje na to, że klęska państwa islamskiego w Syrii i w Iraku położy kres krwawym wyczynom terrorystów w krajach Zachodu, okazały się złudne. Niewątpliwie terrorystyczna konspiracja islamska nadal jest zdolna do śmiercionośnych akcji! Nadal „żyje i z nami walczy”!

Rzecz jasna, specjalistów niepokoi pewien chyba dość ewidentny aspekt zagadnienia. Na razie mamy do czynienia z terroryzmem – powiedziałbym – wielce krwawym, ale jednak wyraźnie „prymitywnym”… A przecież jak np. wykazało to, co zaszło w Nowym Jorku 11 września 2001, te lub inne odłamy fanatycznych islamistów (wtedy szło o Al-Kaidę) są zdolne do działań na „dużą skalę”… Skądinąd w szeregach takich czy innych grup „terrorystycznego islamu” mogą znaleźć się np. studenci nauk ścisłych, ci lub inni ludzie zdolni sfabrykować groźne bomby, może nawet tak zwane „brudne bomby”… W oczy się rzuca – powiedziałbym – zaskakujący „prymitywizm” dotąd stosowanych przez większość terrorystów metod agresji. Nie można chyba wykluczać, iż to właśnie może się zmienić (??). Jak się wydaje, te lub inne grupy fanatycznych islamistów mogą dysponować „dużymi pieniędzmi”, i także znaleźć sobie jakichś sojuszników! Chyba nie można do końca wykluczać tego, że nawet te czy inne państwa wesprą tych lub innych dżihadystów, wyposażą ich w szczególnie groźne bronie, może nawet nuklearne?

Już kilkanaście lat temu zmarły w roku 2005 dawny szef sztabu francuskiej armii, generał broni Jeannou Lacaze, zwany „Sfinksem”, nie ukrywał przekonania, że terroryzm stanowi „nową i wielce niepokojącą formę” współczesnej wojny, i swoiście ponoć uwydatniał rolę w tym trudnym boju inteligentnej analizy sytuacji oraz „przemyślnego wywiadu”.

Powrót do strony głównej...



16:54, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 181/2017

Francuski pracownik naukowy polskiego pochodzenia, i – jak zaznacza – „futurolog”, którego przez przypadek poznałem – wraca z Polski!! Jak mówi, wraca pod bardzo dziwnym wrażeniem… Uderzają go dwa pozornie sprzeczne zjawiska… Z jednej strony niektórzy polscy młodzi naukowcy chętnie odwiedzają Silicon Valley, a specjaliści z Centrum Badań Kosmicznych PAN-u nie od dziś współpracują z bardzo propolskim Elonem Muskiem, obecnie „czołowym i wręcz genialnym nowatorem w USA, obywatelem Stanów Zjednoczonych pochodzącym z Pretorii, z Republiki Południowoafrykańskiej”… Jednak wręcz niesamowicie komplikują tę współpracę jakieś przepisy USA, zabraniające angażowania do pewnych tego rodzaju badań osób niemających jeszcze obywatelstwa USA…

Jedno pewne, poważni ludzie nauki w Polsce w pełni biorą oceny i koncepcje Muska pod uwagę, interesują się np. ponoć – zdaniem wielkich ekspertów być może jednak możliwym do zrealizowania – jego planem kolonizacji Marsa…

Polscy naukowy przecież bardzo na serio trzymają rękę na pulsie zupełnie niewątpliwie nadchodzących najróżniejszych ogromnych przemian, postępów wiedzy i odkryć!

Ale rzeczą jednak nieco zastanawiającą jest wywołujący w świecie zdumienie fakt, iż ogólnie biorąc polska inteligencja jest zaabsorbowana po uszy w jakichś rozgrywkach i sporach czysto politycznych, i że „można odnieść wrażenie, że nie ma ona pojęcia o tym, iż świat błyskawicznie się zmienia; że postępy współczesnej nauki są wręcz zdumiewające, że naprawdę „idzie nowe”… „W Warszawie najwyraźniej XX wiek się nie skończył”. Rzuca się w oczy, że taki stan rzeczy niepokoi w szczególności młodych polskich naukowców, ale i ogólnie polską, jednak „na 102” internetową młodzież. Pewien młody Polak, który odwiedzał Silicon Valley, ponoć głosi, że Andrzej Duda winien do Polski zaprosić swego rówieśnika Elona Muska, a to np. w związku z planami zainstalowania pociągu hyperloop na linii Warszawa-Wrocław (mowa jest o pokonaniu tej odległości w ciągu 38 minut). Musk – umysł niezwykle twórczy i od młodości przyjaciel Polaków – zapewne mógłby też doradzić ogromną modernizację Polski, nie mówiąc już o tym, że ponoć są już polscy kandydaci na „kolonistów na Marsie”??).

Tyle o tej bardzo przypadkowej rozmowie!

Powrót do strony głównej...



16:50, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 180/2017

Ciekawa rozmowa z inteligentną sąsiadką, 70-letnią Francuzką. Już kiedyś o pewnej rozmowie z nią wspominałem; wtedy mówiła, że – choć ma po temu ochotę – nie zagłosuje na Marine Le Pen, a to ponieważ Front Narodowy „nagle chce wyprowadzić Francję ze strefy euro, wrócić do franka, a takie posunięcie mogło zagrażać jej oszczędnościom!”. Teraz głosi ona, że potrzebny jest (!!!) ogólnoeuropejski Front Narodowy. Niektóre dzielnice Paryża, sporo podparyskich miasteczek, to – jak mówi – już Azja czy Afryka. Jej córka z mężem i dwojgiem dzieci chce w takim miasteczku swój domek sprzedać. Chce mimo kolosalnych kosztów przenieść się do jakiejś innej dzielnicy. Kluczową rolę gra tu sprawa szkoły (!!!), „zdominowanej” przez dzieci czarne czy arabskie. Moja rozmówczyni ma krewnych w Belgii – mówi: Tam ten sam problem.

Pytam ją o Prezydenta Macrona, na którego w końcu głosowała. Mówi: To inteligentny i energiczny człowiek, ale z tym „permanentnym” napływem pseudo-uchodźców nie da sobie rady. Potrzebna jest jakaś potężna wspólna reakcja całej Europy na ten problem! Wszak nasza europejska tożsamość jest zagrożona!

Tyle z wypowiedzi tej damy! Dodam, że – jak się dowiaduję – owo poczucie zagrożenia naszej europejskiej tożsamości szybko narasta w wielu krajach, np. we Włoszech i w Niemczech… (Czy, i do jakiego stopnia Polacy ten problem dostrzegają, nie bardzo wiem…?). Jedno jednak rzuca mi się w oczy: w całym szeregu krajów Unii Europejskiej zaczyna się potęgować poczucie owego zagrożenia. Pragnienie podjęcia ratujących Europę przed – jak to się już mówi – „zalewem” energicznych posunięć… Marzenia o sprawnych, energicznych rządach, zdolnych zahamować „najazd” „uchodźców” na nasz kontynent, „uchodźców” tworzących zwarte islamskie i często jednak agresywne grupy. Jednym słowem marzenia o nowej Europie, też sprawnej ekonomicznie, zdolnej także „zrobić porządek” na Bliskim Wschodzie i w Afryce. No i zrealizować jakiś nowy Plan Marshalla dla owych regionów, coraz to bardziej przeludnionych.

Pytam studenta z Polski, czy u nas młodzi rozumieją całą tę problematykę, te troski Europy. Jest zdania, że ci co mądrzejsi nasi studenci jasno widzą wagę tego, co dziś zachodzi. Czują konieczność innej, naprawdę sprawnej i mocnej Europy czynu… Sam jest przekonany, iż w Europie „idzie nowe”, że wszystko się zmienia; że lada chwila niedołężnych biurokratów zastąpią „ludzie z rozmachem”.

Zapytany o polskie spory, nieco enigmatycznie stwierdza: my dobrze wiemy, że jak nie do końca wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze… Odmawia dalszych precyzji.

Zapytany o prezydenta Dudę mówi tylko: To nowoczesny i rozsądny facet, a młodzi Polacy mają po uszy kłótliwych histeryków.

Tyle na dziś.

Powrót do strony głównej...



16:47, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 179/2017

Dziś – zgodnie z tym, co wczoraj zapowiedziałem – zajmę się jeszcze jednym pytaniem, zawsze tego samego czytelnika, na którego 2 pytania już w poniedziałek dałem odpowiedzi.

Otóż z kolei pyta on, czemu rząd RP na wychodźstwie w Londynie nie przygotował się lepiej na cofnięcie mu uznania i dotacji finansowych – czemu nie zabezpieczył, jak to zrobiły 3 kraje bałtyckie: Litwa, Łotwa i Estonia, swych zasobów złota; a gdy chodzi o Mikołajczyka, to czemu idąc na ugodę w Moskwie latem 1945 nie zażądał on gwarancji wolnych wyborów pod kontrolą międzynarodową???

Na oba te pytania nie jestem w stanie rzeczowo odpowiedzieć. Jedno – jak przez mgłę – przypominam sobie: ponoć wtedy np. gdy szło o ratowanie dla legalnego Rządu „wielu rzeczy”, np. floty, zupełną bezradność i „pewną panikę” wykazał Jan Kwapiński – wicepremier, szef ministerstwa skarbu, żeglugi, itd., itd… Premier Arciszewski rzecz jasna nie mógł mieć o sprawach finansowych pojęcia… Ufał Kwapińskiemu, który „ponoć w panice zablokował kilka mądrych inicjatyw (np. sprawa floty)”. Co do polskiego złota, to ponoć nie spróbowano póki był po temu czas go zabezpieczyć, ale ogólnie biorąc, szansę na uratowanie go na cel walki o wolność Polski były z różnych przyczyn nikłe?...

Co do Mikołajczyka w Moskwie, to chyba jednak nie wiadomo, co mu naprawdę tam tego lata obiecano. Jedno pewne: bardzo ułatwił aliantom wyrzucenie legalnego, sojuszniczego rządu RP – jak wówczas mawiano – dosłownie na bruk… Nie musiał przecież wówczas ulec naciskom Anglosasów – winien zapewne był domagać się przynajmniej gwarancji wyborów pod rzeczywistą kontrolą międzynarodową.

Jedno chcę mocno pokreślić: gdyby w roku 1945 żył jeszcze generał Sikorski, sprawy niewątpliwie chyba miałyby nieco jednak inny przebieg! Trudno powiedzieć jaki, ale na pewno nieco różny przebieg. Sikorski w całym świecie liczył się. Miał – jeśli można to tak określić – mocny wydźwięk!

Powrót do strony głównej...

16:41, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 178/2017

Czytelnik określa mnie mianem „ostatniego koronnego świadka epoki walki emigracyjnej” i stawia mi – jak pisze, „póki czas” – pytania!

Ale nim zacznę odpowiadać, na wstępie wyjaśnię, iż jednak znam i innych – powiedziałbym – owej epoki kluczowych świadków… Na przykład we Wrocławiu nadal żyje i jest b. aktywny Stanisław Gebhardt – jeden z rzadkich polskich emigrantów, którzy zajmowali wysokie międzynarodowe stanowisko polityczne: wszak był on sekretarzem generalnym Międzynarodówki Młodych Chrześcijańskich Demokratów!!! (O ile pamięć mnie nie myli, śp. Edward hr. Raczyński zajmował w Londynie prestiżowe stanowisko prezesa Międzynarodówki Liberałów…, zapewne byli i inni, lecz ich nie pamiętam…). Wracając do Staszka Gebhardta, to tylko dodam, że ojciec mój naprawdę bardzo go cenił, i w pewnym okresie ściśle z nim współpracował (np., lecz nie tylko: akcja stypendialna dla przyjezdnych z kraju paryskiej „Ambasady Wolnej Polski!).

W Rzymie nadal żyje i działa jakże wybitny Stanisław August Morawski. Przybył on tam z kraju w r. 1957. Zajmował w Rzymie dość jednak wysokie stanowiska naukowe. Stał się szefem Fundacji imienia Margrabiny Umiastowskiej (!!!), był cenionym doradcą międzynarodowej Chadecji, jest nadal niewątpliwie wręcz czołową (!!!) postacią Polonii włoskiej i ogólnie zachodnioeuropejskiej…

Po tym dotyczącym „koronnych świadków” koniecznym sprostowaniu, przejdę do owych czytelnika pytań. Dziś odpowiem tylko na dwa.

A więc pyta on np.: „Co Józef Czapski i pana ojciec sądzili o tragicznej śmierci generała Sikorskiego”?? Otóż odpowiem: pamięć już mnie teraz nieco zawodzi!!! To ponoć normalne w 88. roku życia. Coś mi po głowie tylko chodzi, że ojciec mi wspominał, że wtedy w Gibraltarze szefem wywiadu brytyjskiego był Kim Philby (jak się później okazało, agent ZSRR (???)). Jedno jednak świetnie pamiętam… Ojciec mawiał, że gdyby Generał Sikorski żył, anglosaskie opinie publiczne nie przełknęłyby tak łatwo oddania polskiego sojusznika – o którego wszczęła się owa cała wielka wojna – Stalinowi. Zarówno ojciec mój, jak i Józio Czapski byli pewni, że rządy USA i Anglii świetnie znały prawdę o Katyniu (to przecież nie byli naiwni idioci…).

Drugie pytanie dotyczy tego, jak mogło dojść do faktu, że mimo początkowych (rok 1990) zapowiedzi szlachetnego Ministra Skubiszewskiego, MSZ Wolnej już RP „nie oddał należnego hołdu, nie nawiązał do, i nie uszanował, dyplomacji emigracyjnej, np. paryskiej Ambasady Kajetana Morawskiego i jego następców, trzech kolejnych delegatów Legalnego Rządu RP na Wychodźstwie w Londynie?”. Odpowiedź dziecinnie prosta. Ów MSZ już wolnej Polski zdominowali – jak się teraz często podkreśla – wyszkoleni w Rosji dyplomaci PRL-u, siłą rzeczy traktujący dyplomację emigracyjną „per noga”!

Tyle na dziś. Innymi pytaniami zajmę się zapewne jutro!

Powrót do strony głównej...



16:39, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 sierpnia 2017
Widziane z Paryża 177/2017

Wielkonakładowe, poważne pismo niedzielne, „Le Journal du Dimanche”, dziś bije na alarm!! Prezentuje możliwy czarny scenariusz roku 2050: pożary, niesamowite susze, ogromne upały. Następnie przytacza opinię czołowego eksperta od tej tematyki, Jeana Jouzela, który nie ukrywa, iż za 3 lata może już być za późno!!! Ale ów rzeczoznawca – jak uwydatnia on w tym wywiadzie udzielonym „Le Journal du Dimanche” – pozostaje jednak optymistą!!! Podkreśla, że „w skali planetarnej”, jeśli weźmiemy się z miejsca do dzieła, możemy szybko stworzyć świat posługujący się – już do roku 2050 – co najmniej w 50% nowymi, odnawialnymi źródłami energii.

Noblista Jean Jouzel z zadowoleniem ocenia postawę obecnego prezydenta Francji, Emmanuela Macrona, który najwyraźniej rozumie kolosalne znaczenie całego problemu klimatycznego.

Jean Jouzel podkreśla jak entuzjastyczną jest perspektywa masowego wprowadzenia w życie energii odnawialnych – wejście w epokę wielkich innowacji, wielkiej przemiany. Jouzel zaznacza, iż trzeba wlać w serca społeczeństw nadzieję i chęć odmiany: dowodzi, że ci co zakupią samochód elektryczny, nie powrócą już do benzyny!

Pewien polski rolnik mówi mi à propos tego budzącego tu jednak pewną sensację tekstu zamieszczonego dziś przez „Le Journal du Dimanche”, że u nas teraz już dostrzega się zagrożenie suszą, z tym że chyba najbardziej zagrożone są zboża jare i rośliny strączkowe. Tego problemu nie wolno bagatelizować, np. twierdząc, że susze to nic nowego. Wręcz przeciwnie. Trzeba jasno zdać sobie sprawę z faktu, że problemy tego typu w ciągu kilku dziesiątków niedawno minionych lat bardzo się spotęgowały. Wszak wiadomo, że klimat się u nas coraz to szybciej ociepla, i że to stanowi wielkiej wagi zagadnienie!! Należy wreszcie bardzo na serio przeanalizować tę sprawę. wszak jednak jest ona dla naszej przyszłości kluczowa!!! W wymiarze dziejowym jest ona ważniejsza od obecnych „wszystko spychających na dalszy plan sporów politycznych”! Mój rozmówca jest – jak twierdzi – zgorszony rodaków kłótliwością i np. niekiedy właśnie pewnym jakby lekceważeniem polskiej i światowej sytuacji klimatologicznej. Mówi jednak, że u nas atawistycznie „bezeci” (środowisko byłych ziemian) się tym tematem bardzo na serio interesują!

Powrót do strony głównej...



15:55, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Komentarze (1) »
Widziane z Paryża 176/2017

„Le Figaro” w ten piątek rano w sporym tytule uwydatnia nowe pogróżki Korei Północnej! A jak czytam w szeregu pism, w obliczu takich wypowiedzi czy „zapowiedzi Kim Dzong Una”, USA nie mają de facto żadnej naprawdę dobrej opcji. Nagła i bardzo ostra reakcja Donalda Trumpa na te nowe pogróżki Kim Dzong Una chyba zaprzecza niedawnym stwierdzeniom Departamentu Stanu USA, zapewniającym ponoć, że sytuacja koreańska jest „pod kontrolą”.

Jedno pewne: Korea Północna niewątpliwie jest już teraz mocarstwem nuklearnym na wielką skalę.. Jak słusznie podkreślają niektórzy politolodzy, stwarza to w skali światowej zupełnie nową sytuację. Pewne zdziwienie czy zaskoczenie budzi fakt, że zawsze w swych zagraniach ostrożny, wysoce niewątpliwie inteligentny prezydent Chin, Xi Jimping, „toleruje” – jak się zdaje – nieobliczalnego ryzykanta, Kim Dzong Una.

Na zakończenie wspomnę, że chyba nie można do końca wykluczać „dialogu” Kim Dzong Una z radykalnym islamem.

Powrót do strony głównej...



15:49, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 175/2017

Nie można wykluczać, iż w każdej chwili mogą się pojawić na Bliskim Wschodzie czy też w Afryce poważne, mające znaczne konsekwencje komplikacje! Idiotycznie entuzjastyczne podejście (swego czasu) Zachodu do Arabskiej Wiosny, np. nieprzemyślane wsparcie udzielone obaleniu Kadafiego – postaci na pewno b. nieciekawej, lecz zdolnej trzymać Libię w ryzach; dalej: chyba w gruncie rzeczy niebezpieczne wspieranie rebeliantów w Syrii (trzeba przyznać, że Rosja – z niewątpliwych przyczyn wewnętrzno-politycznych tak uczulona na problematykę islamską- z miejsca dostrzegła, co tam się kroiło) – wszystko to już narobiło Unii Europejskiej (którą próbują teraz zalać i de facto z czasem skolonizować miliony „uchodźców” islamskich) moc kłopotów!!!

Wielkie pytanie – naturalnie NIEDOSTRZEGANE przez różnych „mężów stanu, nienawykłych patrzeć WYŻEJ I DALEJ niż najbliższe wybory”: Co może w przyszlości nastąpić? Za rogiem czai się w szeregu krajów niebezpieczeństwo przewrotów, kto wie jakich? Jedno chyba pewne: fanatycy islamscy na przewroty po cichu liczą!!! Nie mam dość danych po temu, by szastać przypuszczeniami!!! Ale np. paryski, jednak poważny „Le Journal du Dimanche”, w zeszłą niedzielę w dużym tytule stawiał pytanie: „La frustration des saoudiens peut-elle ebranler le royaume”?! („ebranler” – „wstrząsnąć” czy „zachwiać”). Od siebie dodam, że spadek cen ropy naftowej mocno się odbił na życiu gospodarczym i społecznym szeregu państw tamtego regionu. Do tego chyba duże znaczenie ma jednak spór Arabii Saudyskiej i kilku innych państw regionu z emiratem Kataru, oskarżanym o wspieranie spisku terrorystycznego!! A w Egipcie mimo wszystko ponoć Bractwo Muzułmańskie konspiruje na całego… W Algierii sytuacja nie jest "na 102" stabilna. Coś szepcze się o „różnicach zdań” między wszechmocnym bratem ciężko chorego prezydenta a szefem sztabu armii. Do tego w Algierii i w szeregu innych krajów islamu (ponoć też np. w pewnych dziś rządowych sferach Turcji) „w modzie” zdaje się jednak być wstręt do Zachodu; poczucie, że Zachód teraz nadal traktuje „islam” „per noga”…

Powrót do strony głównej...

15:45, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 174/2017

Czytelnik z Warszawy pisze mi: „W latach sześćdziesiątych, będac studentem, spędziłem 6 tygodni w Paryżu. Widywałem ojca Placyda Galińskiego – wówczas paryskiego kapelana młodych Polaków, później Opata w Tyńcu. Nie bardzo duże, ale bardzo mi wówczas przydatne jednorazowe stypedium dał mi współpracownik ambasadora Kajetana Morawskiego, słynny wówczas Totuś Parczewski, przez redaktora Edwarda Borowskiego z sekcji polskiej Radio France nazywany, nie wiem dlaczego, grubą żabą! Totuś zapraszał też mnie i mych kolegów na świetne kolacje. Znakomicie gotował; słynne były jego litewskie kołduny. O wyborowej francuskiej kuchni z kolei mówił przez radio w owej polskiej sekcji Radio France, z której go wylano za zbyt ostentacyjny w okresie odprężenia antykomunizm. Widywał moc przyjezdnych z kraju. Nabijał się ze złudzeń Mieroszewskiego i Giedroycia dotyczących ewolucji postaw ludzi z partii. Sprzed wojny znał Rosję. Mawiał:Ci rzekomi nasi komuniści, nie, to po prostu „totaliści i oportuniści” – świetnie wiedzą, że w całym bloku rządzi policja, i że nomenklatura jest przepłacana, i do tego może sporo dokradać. Stawiają sobie wille w Konstancinie, żyją w luksusach, nieraz w pałacach dawnych dziedziców, niekiedy przekształconych, jak pałac w Małej Wsi, w luksusowe domy wypoczynkowe dla zaprzedanej Moskwie elity” Parczewski mawiał, że Bierut miał czterdzieści rezydencji w Polsce. Jedyny, który na punkcie wystawnych rezydencji nie szalał, to Gomułka… Co więcej, tępił on manię bardzo drogich hoteli, jaka cechowała różne PRL-owskie delegacje udające się na Zachód! Ja i moja żona, która w latach sześćdziesiątych spędziła rok w Paryżu w polsko-francuskiej rodzinie przy małych dzieciach, kpiliśmy sobie z opisów emigracji robionych po 1990-tym roku przez siłą rzeczy wówczas lewicowych profesorów historii. Przecież w PRL-u admiratorów dawnej Polski nie dopuszczano do nauczania dziejów! Stąd dziwaczne spojrzenie na emigrację, która prawdę mówiąc była dość jednak reakcyjna…, i ceniła publikacje Giedroycia, ale nie jego poglądy. Co do stypendiów, dawał je też przyjezdnym różnych orientacji miły, serdeczny oryginał Kot Jeleński…

„Co do prawdy o emigracji, np. o wielkiej roli Pana ojca oraz Totusia Parczewskiego, a także Domu Andersa i restauracji (?) SPK, to dopiero teraz na powierzchnię ją wyciągną młodzi historycy. Nareszcie runęła tak długo mocna lewicowa cenzura. Nic dziwnego, że tajne raporty Pana ojca ukażą się – jak Pan pisze – w IPN-ie dopiero teraz. Nie popieram żadnej z naszych obecnych partii, mam pewne, ale tylko pewne, sympatie do Janusza Korwina-Mikkego. Moja żona, ze względów rodzinnych, popiera PTZ (Polskie Towarzystwo Ziemiańskie)… Ma pretensje do PiS-u z powodu ich stosunku do reprywatyzacji. Będąc notariuszem, domyśla się, ile się nakradła w porę przemalowana dawna nomenklatura…”. Koniec cytatu.

Tyle z tego listu…

Jedno podkreślam: listy od czytelników bardzo mnie cieszą!

Powrót do strony głównej...



11:01, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 173/2017

Moim zdaniem nie można wykluczać jakichś nowych, jeszcze bardziej nieodpowiedzialnych niż dotychczasowe, posunięć Kim Dzong Una, władcy Korei Północnej. Jasne chyba, że Korea Północna w rękach tego dynamicznego, wysoce uzdolnionego „ambicjonera”, to jednak „beczka prochu”… Cała nadzieja w tym, że Chiny – zapewne naprawdę przeciwne jakimś „awanturom o nieodpowiedzialnych i nieobliczalnych skutkach” – jakoś dadzą sobie radę z całą tą prowokacyjną „grą” Kim Dzong Una… Trzeba też wiedzieć, że temu młodemu dyktatorowi „działają na nerwy”: działania bojowników na rzecz wolnej Korei Północnej, którzy np. jakiś czas temu wysłali (?) Z korei południowej do korei północnej sto tysięcy balonów z ulotkami krytykującymi jego reżim i głoszącymi: Chcemy głowy Kim Dzong Una… do tego służby propagandowe Korei Północnej ponoć już nie od dziś dowodzą, iż południowokoreańska agencja wywiadowcza i CIA chcą zamordować Kim Dzong Una…

Jedno pewne. Korea Północna naprawdę posiada teraz zagrażającą swym zasięgiem całości USA broń nuklearną. Już w kwietniu tego roku – wedle „Washington Post” – prezydent Donald Trump, w rozmowie z prezydentem Filipin Rodrigo Duterte, nazwał Kim Dzong Una „szaleńcem z bronią nuklearną”!

Może jeszcze tylko dodam, że zapewne Kim Dzong Un – jednak przynajmniej w teorii – może jakiejś potężnej broni tym lub innym islamskim terrorystom użyczyć. Nie od dziś zdaje się, że Kim Dzong Un „interesuje się islamem”.

Powrót do strony głównej...

10:53, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 172/2017

Krajowi przyjaciele wyjaśnili mi, dlaczego tych lub innych irytuje mocno me podkreślanie znaczenia dyplomacji emigracyjnej i fakt, że (nareszcie) mają się ukazać w IPN-ie tajne, pisane przez chyba ćwierć wieku (???) raporty mego ojca, „emigracyjnego ambasadora Wolnej Polski we Francji”, przeznaczone dla „legalnych władz RP w Londynie”…

Rzeczywiście, cała ta sprawa zbiegła się z ostrą kampanią godzącą w dyplomację PRL-u, i dyplomację kierowaną – jak się teraz bardzo mocno uwydatnia – przez ludzi szkolonych w ZSRR… Z miejsca, dla uniknięcia nieporozumień, zaznaczę, że w mym pojęciu w służbie zagranicznej PRL-u pracowało jednak sporo (!!!) przyzwoitych Polaków, którzy starali się krajowi w miarę możności służyć, a także pomagać podróżującym za granicę rodakom (bardzo ludziom pomagali np. radca Breza i ambasador Gajewski…). Jednak – jak przed chwilą powiedział mi telefonicznie dawny, bardzo (!!!) zasłużony informator RWE, do stosunkowo niedawna czołowy, ceniony i na Zachodzie parlamentarzysta już Wolnej Polski – za PRL-u dwie dziedziny były pod ścisłą kontrolą radziecką: wojsko i dyplomacja. Jak też dodał, niegdyś słusznie i zabawie mawiano: wczoraj kluski, dzisiaj kluski, państwo nasze, a rząd ruski!!!

Co do dyplomacji emigracyjnej, to rzecz jasna twardo popierały ją bardzo bojowe odłamy naszego uchodźstwa, np. kombatanci i ich paryski tygodnik „Syrena” (główni redaktorzy: Ryszard Wraga i Stanisław Paczyński bardzo ostro – jak dobrze pamiętam – atakowali Czesława Miłosza i Jerzego Giedroycia), dalej: kręgi „miłośników Polski przedwrześniowej” (a takich wówczas było sporo!!!). Ojciec mój rzecz jasna był przez owych „niezłomnych” uznawany jako legalny ambasador RP, choć oczywiście jego stosunek do wielu spraw i ludzi nie był „twardogłowy”, lecz wielce „wyniuansowany”. Na przykład cenił Miłosza i z nim (chyba jednak b. rzadko???) po przyjacielsku rozmawiał. Ku oburzeniu twardogłowych, widywał też posłów z poselskiego koła „Znak”, np. swego kuzyna Kostka Łubieńskiego, dalej: Jerzego Zawieyskiego, oraz skądinąd też np. swego eks-szwagra Tadeusza Brezę, w pewnym momencie radcę kulturalnego ambasady PRL-u w Paryżu, no i dosłownie dziesiątki innych przyjezdnych z Polski, w tym np. profesora Krzysztofa Skubiszewskiego… Miał pewne fundusze na małe stypendia dla tych lub innych gości z kraju (3-osobowa komisja stypendialna: mój Ojciec, Totuś Parczewski i Staszek Gebhardt…).

Jedno jednak pewne: Ambasada Wolnej Polski, a później delegatury Rządu, zasadniczo odrzucały zbytnie stawianie na PZPR-owskich rewizjonistów, nie ufały ewolucji owej lewicy… Ojciec podchodził do tej sprawy ostrożnie, choć nie ukrywał, że uważa rewizjonizm za (często) chytrą przygrywkę mądrzejszej części „nomenklatury”, która w czasach postalinowskich poczuła pismo nosem i chciała oczywiście, cokolwiek by zaszło, „zostać przy żłobie”…

Jak pisze Maria de Hernandez-Paluch – autorka jego biografii pt. „Spiskowy żywot kresowego panicza” (Wyd. Arcana) – Jerzy Ursyn-Niemcewcz, ostatni delegat rządu zwanego londyńskim w Paryżu, nie lubił i nie cenił Giedroycia!!!

Ursyn-Niemcewicz – który 22 grudnia 1990 roku towarzyszył prezydentowi Ryszardowi Kaczorowskiemu gdy ten udał się z Londynu do Warszawy, by przekazać Wałęsie insygnia władzy państwowej – nie znał Giedrycia, nie chciał go widywać… Niezłomny Jerzy Ursyn-Niemcewicz – b. podchorąży AK, ranny w powstaniu warszawskim (zgrupowanie „Bartkiewicz”), a później delegat kontrwywiadu WiN-u we Francji, dziedzic majątku ziemskiego pod Tuluzą, wybitny prawnik, zapalony konspirator – miał pretensje do Giedroycia, m.in. o to, że Giedroyć uważał „post-AK-owską konspirację w latach PRL-u za niebezpieczną bzdurę”.

Jerzy Ursyn-Niemcewicz był nie tylko Delegatem Rządu RP, lecz też prezesem SPK Francja. We władzach SPK jego głównym „pomagierem” był, przez pewien czas mieszkający w Domu SPK na 20, rue Legendre, Rafał Gan-Ganowicz, ściśle związany z „Solidarnością Walczącą”, autor słynnej książki „Kondotierzy” (później bohater filmu Piotra Zarębskiego pt. „Pistolet do wynajęcia”, 1996 rok), dalej: członek mającej swą siedzibę w Londynie Rady Narodowej RP i przez kilka lat mój stały współpracownik w sekcji polskiej biura RWE w Paryżu (felietonista polityczny – pseudonim „Jerzy Rawicz”)! Miałem z nim pewne problemy – bardzo uparty, w przeglądach prasy z uporem (!!!) pisywał: lewicowy dziennik „Le Monde”; w Monachium technicy klęli: musieli wycinać przymiotnik lewicowy… Gan-Ganowicz zwalczał „Kulturę” Giedroycia i – jak mawiał – wszelki dialog z koniunkturalnie przemalowanymi członkami czerwonej nomenklatury. Mawiał również z uporem: nie wolno nic wybaczać!!!… W okresie Okrągłego Stołu, Gan-Ganowicz musiał odejść z RWE – głosił bowiem konieczność kontrrewolucji; uważał, że czerwonych trzeba „stawiać pod mur”. Nieco później głosił, że dawna nomenklatura Polskę rozkradła…

Gan-Ganowicz – były kondotier w Kongo, a później w Jemenie – mawiał też: zabijałem, ale tylko komunistów!!! Gan-Ganowicz uciekł z Polski (bo jego tajna organizacja antykomunistyczna wpadła w ręce UB) mając 18 lat, w roku 1952 – ukryty pod pociągiem jadącym do Berlina. Następnie służył w Niemczech w Kompaniach Wartowniczych US, a później dostał się do Francji, i skończył tu tajną polsko-emigracyjną szkołę oficerską. Wódz Naczelny Generał Anders mianował go podporucznikiem. Na tej podstawie został kondotierem, walczył w Kongo, a później w Jemenie, gdzie np. zasłużył się w akcji zestrzelenia samolotu pilotowanego przez szefa grupy radzieckich doradców wspomaganych przez ZSRR „czerwonych” sił walczących o panowanie nad owym (strategicznie ważnym) krajem…

Gan-Ganowicz miał moc różnych pomysłów. Na przykład w pewnym okresie (???) wysuwał koncepcję powołania do życia europejskiego, unijnego legionu szybkiej interwencji (na wzór francuskiej Legii Cudzoziemskiej), „by tu – czy gdzie indziej – robić porządek.

Dodam, że zawsze odnosiłem wrażenie, że on mnie – swego jednak szefa w RWE – nie bardzo cenił. Ja Gana i jego uroczą żonę lubiłem. Gan ponoć kiedyś komuś powiedział, że ja niestety nie mam antykomunistycznego kręgosłupa i wszystko wszystkim wybaczam. ponoć też Gan – i nawet zawsze w swych manierach zgoła od gana różny Ursyn-Niemcewicz – mieli mi za złe mój „kult” Giedroycia, tego – jak oni uważali - eks-piłsudczyka, który częściowo zdradził ideały Marszałka, np. nie broniąc Konstytucji kwietniowej i „tolerując kompromisy z kliką wywodzącą się z antypolskiej KPP (Komunistycznej Partii Polski!!!).

Powrót do strony głównej...



10:37, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 171/2017

Dociera do mnie bardzo poufne (!) ostrzeżenie, że fakt, iż podkreślam znaczenie dyplomacji emigracynej i np. paryskiej „Ambasady wolnej Polski” „Kademora” - Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego oraz jego następców, delegatów Rządu zwanego „londyńskim”, jest przez pewne (?) nadal jednak wpływowe lewicowe kręgi bardzo źle widziany. Ktoś ponoć przypomina w Warszawie stary dowcip z roku 1945, wedle którego w owym czasie Kademor musiał się przydomkiem wymienić z Edwardem OSÓBKA-Morawskim i tym samym wylądował na całkowitym UBOCZU HISTORII…

Są ponoć ludzie wiele znaczący w pewnych kręgach w kraju, którzy głoszą, że rola dyplomacji emigracyjnej była bliska zeru.

Oficjalnie dość długo polski rząd uznawali: 1). Watykan (Kazimierz Papee miał mocną pozycję, był nawet dziekanem Korpusu Dyplomatycznego akredytowanego przy Watykanie – ale tylko do śmierci Piusa XII – później był tylko, do 17 października 1972 roku, administratorem ambasady RP; jego znaczenie było wówczas raczej minimalne…); 2). Do swej śmierci w roku 1968, nasz rząd, zwany „londyńskim”, reprezentował w Hiszpanii wysoce szanowany przez samego Generała Franco Józef Potocki – człowiek wychowany w młodości w angielskich prestiżowych szkołach, świetnie wprowadzony w świat anglosaski, później lubiany przez Johna Fitzgeralda Kennedy’ego, który wysoko cenił jego wyjątkową inteligencję i zdolność przewidywania!!!

Co do paryskiej ambasady Wolnej Polski Kademora, to miała ona coś w rodzaju statutu półoficjalnego – niektórzy Francuzi, i to nawet dyplomaci, przyjmowali od Kademora ordery. Zaplecze owej „ambasady” w gruncie rzeczy stanowiły „bojowe”, na 102 nastawione antykomunistycznie organizacje takie jak SPK, wówczas liczące kilka tysięcy członków, i mające duże lokale w Paryżu (Dom im. Generała Broni Władysława Andersa) i w Lille…

Kademor zasiadał też we władzach Polskiego Towarzystwa Historyczno-Literackiego we Francji. Dopomagał profesorowi Zygmuntowi Lubicz-Zaleskiemu w obronie zwanej mickiewiczowską Biblioteki Polskiej w Paryżu, którą chciał przejąć PRL.

Pozycja osobista Kademora w Paryżu była mocna; de Gaulle i Gaulliści dobrze pamiętali, iż był on w październiku 1943 roku pierwszym z ambasadorów akredytowanych przy władzach Wolnej Francji, które wówczas jeszcze rezydowały w Algierze… Gaston Palewski mawiał o Kademorze „nasz pierwszy dziekan Korpusu Dyplomatycznego”. Rzecz jasna pozycja Morawskiego dawała PRL-owi i jego jawnym czy ukrytym zwolennikom, oraz także – to bynajmniej nie to samo, ludziom stawiającym na rewizjonizm, wierzącym w szansę dziejową rewizjonizmu – mocno na nerwy. Już po 1989 roku pewne kręgi (???) określały ponoć (???) Kademora mianem „urzędnika” Biblioteki Polskiej w Paryżu, a on nigdy urzędnikiem Biblioteki nie był!!! Do swego wyjazdu do Lailly „ambasadorował”…

Kademor – podobnie zresztą jak ja – był przedmiotem fali oszczerstw. Pewne tak czy inaczej pro PRL-owskie kręgi prowadziły z nami wojnę oszczerstw na całego…

Skądinąd ktoś opowiada, że Giedroyć i Mieroszewski surowo oceniali REAKCYJNEGO KADEMORA, i – ubocznie – także mnie… Wiem jedno: ojciec mój, podobnie jak de Gaulle, uważał, iż „na 102” policyjne ustroje komunistyczne nie będą ewoluować w wyniku akcji rewizjonistów, lecz runą, bo system czysto policyjny musi być z natury rzeczy gospodarczo mało sprawny i „demoralizujący” społeczeństwo. Hamować musi też wszystkie twórcze inicjatywy. Wywoływać pewien „bezruch gospodarczy” i subtelne formy korupcji czy też trzymania się zasady „czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”…

Jest prawdą, że ojciec mój pokpiwał sobie czasem z lekka z wiary Mieroszewskiego w rewizjonizm. A co do mego ojca stosunków z Giedroyciem, to w niektórych okresach bywały one nieco trudne. Natomiast ojca bardzo bliskimi przyjaciółmi byli Józef Czapski i Kot Jeleński. Co do wielkiej wagi pisanych przez długie lata tajnych raportów mego ojca (dla władz RP w Londynie przez ładnych kilka lat zablokowanych w związku ze sfinansowanym przez rodzinę Lubicz-Zaleskich kompletnym remontem gmachu Biblioteki Polskiej w Paryżu), to Giedroyc próbował je przejąć. Słusznie uważał je za najwyższej wagi pendant do archiwów „Kultury” (?). Wiele o ich treści wiedział w pewnym okresie od znakomitego opiekuna owych raportów, jakże wybitnego Andrzeja Dobosza…

Na zakończenie dodam, że – jak mi poufnie donoszą z chyba poważnego (???) źródła – fakt, że te raporty teraz ukażą się w IPN-ie jest z pewnych przyczyn pewnym sferom, szczególnie teraz, bardzo nie na rękę. (Przyznam, że nie do końca „kapuję”, o co dokładnie tu chodzi i dlaczego to ma mieć związek z polską sytuacją polityczną (???). Ale cóż – od zawsze pewne sprawy i pewna – jak to określam – nasza nieco histeryczna, polityczna, zacietrzewiona głupota są mi po prostu obce, chcę świadomie nie brać ich za bardzo na serio, jakby je ignorować…

Powrót do strony głównej...



10:19, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 sierpnia 2017
Widziane z Paryża 170/2017

Dziś odnotuję, iż pewien czytelnik, który – jak się bardzo poufnie (!!!) dowiaduję – opowiada krewnym (wiele ludzie z mej „sfery”, z mego środowiska, mi mówią…), że trochę zaczynam już tracić piątą klepkę, i popadać w małą sklerozę. Tak mi pisze: „Od czasu do czasu zaglądam do Twych dzienników. Masz na sprawy polskie, i inne, bardzo niezależne spojrzenie. Nie od dziś wiadomo, że masz – jak stwierdzał Jan Nowak – dobrego nosa, wiesz co w trawie piszczy! A z tym u nas słabawo! Ale czasem mocno przesalasz, szajba Ci jednak już chwilami nieco odbija! Kilka tygodni temu ośmieszyłeś się, proponując, by Wielki Mistrz Zakonu Maltańskiego nadawał tytuły hrabiowskie czy książęce!!! To chyba żart. To nie te czasy. Tytuły były nadawne przed pierwszą wojną światową. To minęło bezpowrotnie!”. (Koniec cytatu).

Odpowiem na to, że Królowa Anglii nie tak dawno nadała – o ile wiem – tytuły BARONETÓW Paulowi McCartney (eks-Beatles), Seanowi Connery (pierwszy James Bond) i np. eks-piłkarzowi Dawidowi Beckhamowi. Żeński odpowiednik tego tytułu (DAME) – jak mi powiedział przed laty pewien miły lord – otrzymała np. aktorka Elizabeth Taylor (słynna Kleopatra – film Mankiewicza z 1963 roku)… A 25 lat temu znajomy mój, pewien Belg mający dwór na wsi, w Centralnej Francji, został przez swego króla „mianowany” baronem!

Watykan nie tak dawno temu nadawał tytuły… Jak dobrze pamiętam, w latach sześćdziesiątych pewna ma znajoma, włosko-francuska hrabina, widywała książąt PACELLI z rodu Piusa XII-tego, przez niego – o ile wiem – takim tytułem „odznaczonych”…

Do kiedy Watykan nadawał tytuły np. hojnym donatorom na zbożne i dobroczynne cele, dokładnie nie wiem! Jak mi się zdaje, nadawanie tytułów przez Państwo Watykańskie zawiesił Jan XXIII – wielki papież, który zmienił oblicze Kościoła; jak się niekiedy mawia: Kościół unowocześnił! Rozumiem jego punkt widzenia dotyczący Watykanu. Ale jestem zdania, że Wielki Mistrz Malty – zakonu rycersko-szpitalniczego, zakonu przed którym stoją tak wielkie i kosztowne zadania (między innymi, tradycyjnie na Bliskim Wschodzie) – winien móc zdobywać dodatkowe fundusze na swe dobroczynne, szpitalnicze cele, nadając hojnym donatorom tytuły hrabiowskie czy nawet książęce)! Taki tytuł mógłby np. być związany z budową konkretnego, chronionego przez nasz suwerenny Zakon ośrodka opiekuńczego czy SZPITALA np. w Syrii, Iraku czy nawet w Libanie… Jak słyszę, szpitali wszędze tam BRAK, a miejscowi chrześcijanie, melchici, maronici i innych obrządków, są wystawieni na niebezpieczeństwa, napadani, obrabowywani; kościoły i klasztory bywają palone, były też jakże SYMBOLICZNE WYPADKI UKRZYŻOWAŃ TAMTEJSZYCH WYZNAWCÓW CHRYSTUSA…

TAK WIĘC BYĆ MOŻE ÓW CZYTELNIK MA RACJĘ TWIERDZĄC, ŻE ZACZYNAM WCHODZIĆ W SKLEROZĘ, ALE NAPRAWDĘ MYŚLĘ, ŻE W SŁUŻBIE DOBROCZYNNOŚCI TRZEBA WYKAZYWAĆ WIELKĄ POMYSŁOWOŚĆ; UMIEĆ TRAFIAĆ DO SERC I DO PORTFELI MILIONERÓW!!!

Może się mylę, ale podejrzewam, że mogą tu czy tam bywać MILIONERZY O BARWNYM SPOJRZENU NA ŚWIAT, GOTOWI ZWIĄZAĆ NAZWISKO SWEGO RODU ZE SZLACHETNĄ AKCJĄ SZPITALNICZĄ, I TĄ DROGĄ STAĆ SIĘ NP. HRABIAMI CZY KSIĄŻĘTAMI (???). CHYBA TEGO NIE MOŻNA CAŁKOWICIE WYKLUCZAĆ!!! BYĆ MOŻE SZLACHETNE AKCJE, MILIONOWE INWESTYCJE SZPITALNICZO-DOBROCZYNNE – DAJĄCE MOŻNOŚĆ UZYSKANIA DZIEDZICZNEGO TYTUŁU – TEGO CZY INNEGO BOGACZA (A PRZECIEŻ SĄ TACY), BY POCIĄGAŁY???

Powrót do strony głównej...

15:33, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 169/2017

A teraz inna sprawa. Dziś 73. rocznica powstania warszawskiego!!! Myślami wracam do tamtych lat, do lat wojny. Do strasznego losu Polski, do braku zdolności przewidywania, który cechował kierownictwo naszego kraju i wojska w roku 1939.

Na końcu roku 1939, czy (??) na początku roku 1940, ojciec mój – wówczas w Angers we Francji (tam rezydował nasz rząd) – chyba za pośrednictwem Luciany Gawrońskiej, znajomej Mussoliniego, uzyskał dla mej matki, przebywającej z czworgiem dzieci w Warszawie, wizy włoskie. Dwaj dyplomaci włoscy – o ile pamieć po tylu latach mnie nie myli (???), Di Stefano i Pietrabisa – nawiązali z mą matką kontakt w sprawie wyjazdu całej naszej piątki do Włoch… Jednak młodsza z mych sióstr, Magda, urodzona 20 sierpnia 1922, nie zgodziła się wyjechać z kraju. Powiedziała, że jej koledzy oburzają się na te tak zwane „elity”, które „zwiały za granicę zajadać mandaryny katańskie!!!”. Przypomniała, że przed wrześniem z uporem głoszono i pisano: JESTEŚMY SILNI, ZWARCI, GOTOWI i NIKT NAM NIE ZROBI NIC, BO Z NAMI NASZ DZIELNY WÓDZ MARSZAŁEK ŚMIGŁY RYDZ… Podkreślała, że trzeba zostać z narodem, być przy narodzie, a także ratować np. coraz to wyraźniej zagrożonych kolegów Żydów. (Byla np. koleżanką Lucka Wolanowskiego…, to jest Lucka Kona…).

W takiej sytuacji Matka moja zdecydowała się zostać w kraju. Wysłała tylko (do wojska) mego starszego brata, podchorążego (Romi – rocznik 1917) oraz starszą z mych sióstr, Basię (rocznik 1921), która chciała do ukochanego ojca jechać…, bardzo za nim tęskniła…

Matka później bardzo bolała nad tym, iż z Magdą (a także i ze mną) została w Polsce. Magda była przez jakiś czas żołnierzem wywiadu AK (znała języki niemiecki i francuski – ponoć w tajnych, ważnych misjach jeździła do Rzeszy na fałszywych rzecz jasna papierach francuskiej folksdeutschki). Poźniej była łączniczką dowódcy Kedywu, pułkownika Radosława, i niosąc doń meldunek została ciężko ranna w czasie powstania i zmarla 6 sierpnia… Pośmiertnie Radosław odznaczył ją krzyżem walecznych… Magda była poetką, współpracowała z podziemnym pismem SZTUKA I NARÓD… Często myślami wracam do jej słow:

JA, TEN SAM ZAWSZE PIELGRZYM, PIELGRZYM NIE POZNANY.
PRAWNUK POLSKIEJ LEGENDY NA SZLAKU ZAWIŁYM.
TAKA JEST MOJA MŁODOŚĆ; DALEKA LEGENDA.
O MĘKĘ ROZPOSTARTA NA WIETRZE JAK SZTANDAR.

Tyle w 73. rocznicę POWSTANIA!!!

Powrót do strony głównej...



15:24, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 168/2017

Fakt, że nareszcie w kraju wzrasta zainteresowanie tak zwaną AMBASADĄ WOLNEJ POLSKI „KADEMORA” (Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego), która działała przez ćwierć wieku, oraz także jej następcami, Delegatami legalnego rządu RP (hr. Poniński, hr. Rey i ostatni delegat, Ursyn-Niemcewicz), a także to, że pod redakcją słynnego i jakże rzetelnego polskiego historyka, profesora dra hab. Rafała Habielskiego, mają się ukazać w IPN rewelacyjne, „wiele demaskujące” tajne raporty Kademora – ponoć NIEPOKOI pewne paryskie kręgi, niegdyś prowadzące OSTRĄ walkę z całą wielką swego czasu i wpływową grupą tak zwanych „NIEZŁOMNYCH” (SPK i inne bojowe organizacje i pisma, takie jak np. skrajny w swych „antyreżymowych” postawach tygodnik SYRENA; publicyści czy działacze tacy jak Stanisław Paczyński, pułkownik Marian Czarnecki, Witold Nowosad, radca Tadeusz Parczewski, Stanisław Łucki, w pewnym okresie Ryszard Wraga, który póżniej wyjechał do USA, Tadeusz Heinrich; z ludzi o „wysokiej pozycji”: profesor Zygmunt Lubicz-Zaleski i np. minister Demidowicz-Demidecki; oraz w całej Francji dosłownie setki działaczy różnych kategoii (np. aż kilkanaście aktywnych kół SPK)…

Owe tutejsze polskie kręgi, niegdyś mocno zainteresowane próbami DIALOGU z rewizjonistami i bardziej „otwartymi” kręgami PZPR-u, a lekceważące legalny rząd RP na wychodźstwie w Londynie i jego przedstawicielstwa, również całą tak zwaną – jak mawiali i mawiają – TWARDOGŁOWĄ EMIGRACJĘ, są żywo zaniepokojone faktem, że nareszcie teraz, na fali polskich przemian, ZAINTERESOWANIE POLSKICH HISTORYKÓW, TAKŻE PONOĆ MŁODYCH HISTORYKÓW, ZACZYNA BUDZIĆ OWA TAK NIEGDYŚ LICZNA (!!!), NIEZŁOMNA EMIGRACJA…

Z miejsca – gwoli dokładności – tu wyjaśnię, że rzecz jasna ściśle związany z polskimi władzami rezydującymi w Londynie, pod koniec swej działalnośći z tak zwaną „Radą 3” i „egzekutywą zjednoczenia narodowego”, OJCIEC MÓJ zawsze miał – powiedziałbym – SZEROKIE SPOJRZENIE NA SPRAWY POLSKIE, zajmował niezależne stanowisko, np. dialogował z Jerzym Zawieyskim czy Kostkiem Łubieńskim, choć byli oni przez „pewne kręgi londyńskie – ostrożnie mówiąc – źle widziani”… Skądinąd cały czas stosunki jego (!) z Józiem Czapskim i Kotem Jeleńskim były bardzo bliskie… Ale z Giedroyciem natomiast jednak nie wszystko i jednak nie zawsze gładko się układało…

Jak w "Gazecie Krakowskiej" pisała 5 stycznia 2009 roku redaktor Maria de Hernandez-Paluch (rozmowa z Markiem Lubasiem-Harnym), Jerzy Ursyn-Niemcewicz (ostatni delegat w Paryżu Rządu zwanego londyńskim) nie lubił Giedroycia, potępiał jego koncepcje polityczne… Do tego Jerzy Ursyn-Niemcewicz uprzednio był szefem (?) Kontrwywiadu Delegatury WiN-u, a „Giedroyc był przeciwnikiem wszelkich konspiracji” (Maria de Hernandez-Paluch była autorem ksiażki o Jerzym Ursynie-Niemcewiczu pt. SPISKOWY ŻYWOT KRESOWEGO PANICZA – Wyd. ARCANA /??/).

Kończąc dodam, że tu nadal nieco „zamaskowane grupy, np. pewnej polskiej LEWICY LAICKIEJ (??)”, niegdyś bliskie rewizjonistom i „rozsądnym” kręgom PZPR-u (zresztą kręgom zasłużonym doprowadzeniem w Polsce do bezkrwawej przemiany!!!), nadal „działają”, surowo osądzają (!!!) obecny polski rząd, no i także SWOIŚCIE PRZEDSTAWIAJĄ HISTORIĘ EMIGRACJI I JEJ WALKI: NA PRZYKŁAD LEKCEWAŻĄ JEDNAK WIELKĄ ROLĘ I ZASŁUGI EMIGRACYJNEJ S Ł U Ż B Y D Y P – L O M A T Y C Z N E J…

Powrót do strony głównej...

15:21, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 167/2017

Czytelnik z Poznania nawiązuje do mojego wczorajszego dziennika. Pyta: „Jakimi dokładnie były skutki ataku hakerów w dniu 27 czerwca na Ukrainę?”… Moja odpowiedź: rzecz jasna, tego dokładnie nie wiem. Wszak idzie o informacje oczywiście dość poufne… Wszak zapewne (?) nie należy ułatwiać tajemniczym hakerom pełnego zorientowania się w wynikach ich działań? Jednak podano do publicznej wiadomości np. fakt, iż ów atak sparaliżował komputery władz Ukrainy i szeregu tamtejszych banków, firm transportowych, a także lotnisk! I takich lub innych przedsiębiorstw. Skutki ataku dotknęły też w mniejszej mierze kilka innych państw. Specjaliści odnotowali też to, iż ten cyberatak zakłócił ponoć „kontrolny system obiegu dokumentów?” w elektrowni atomowej w Czarnobylu (???). Na szczęście „załoga” owego zakładu ponoć dysponowała ręcznymi aparatami kontrolnymi!

Tyle o tej sprawie cyberataku, przez niektórych uważanego tu za WIELKĄ PRÓBĘ (?), która może mieć groźny CIĄG DALSZY…

Zgoła z innej beczki odnotuję, że speców od oceny światowej sytuacji –  że tak zwane też po polsku DRUGIE ODDZIAŁY wielu krajów świata – muszą nieco niepokoić wiadomości o tym, że Korea Północna, i jej niestety chyba jednak być może nieco narwany władca, Kim Dzong Un, dysponuje teraz międzykontynentalną rakietą balistyczną. Na szczęście Chiny prowadzą mądrą i wyważoną politykę… Zapewne są w stanie tak czy inaczej (!) zapobiec jakimś NIEODPOWIEDZIALNYM ZAGRANIOM KIM DZONG UNA???

Powrót do strony głównej...

 



15:16, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 166/2017

Już od pewnego czasu docierały do mnie uparte pogłoski o tym, że Ukraina padła ostatnio ofiarą jakiegoś kolosalnego cyberataku, dokonanego przez nie wiadomo kogo! W swym dzisiejszym numerze wielki paryski dziennik orientacji lewicowej – pismo "Liberation" bije na alarm!!! W rzucającym się w oczy tytule, z miejsca stwierdzającym, że chodzi o analizy i informacje ekskluzywne, dziennik ten stawia pytanie: QUI VEUT DEBRANCHER L’ UKRAINE? (Kto chce „wyłączyć”, odciąć Ukrainę?). Podtytuł, też zamieszczony już na pierwszej stronie głosi, że redakcja pisma przeanalizowała przebieg cyberataku, który tak mocno uderzył w sieć internetową Ukrainy 27 czerwca br., oraz doszła do przekonania, że TA OPERACJA SABOTAŻOWA ZAPEWNE BYŁA TYLKO TESTEM (PRÓBĄ).

Dziennik poświęca swe cztery pierwsze strony bardzo technicznej i wysoce fachowej, wyraźnie dokonanej przez wysokiej klasy specjalistów analizie tej tak skomplikowanej operacji. Ograniczę się tu do przytoczenia ważnych podtytułów tego tekstu… Pierwszy, umieszczony już na stronie drugiej owego – podkreślam – tak poważnego, kierowanego przez ludzi wybitnych dziennika, zaznacza: 27 CZERWCA POTĘŻNY CYBERATAK UDERZYŁ W UKRAINĘ I „OCHLAPAŁ” INNE KRAJE, W TYM FRANCJĘ. POD PRETEKSTEM „NAŁOŻENIA OKUPU” DOKONANO WIELKIEJ I SKOMPLKOWANEJ OPERACJI D E S T A B I L I Z A C Y J N E J, ROBIĄCEJ WRAŻENIE (AUX ALLURES D’UN TEST GRANDEUR NATURE) PRÓBY NATURALNEJ WIELKOŚCI… NA CZYJĄ TO KORZYŚĆ??? ROSJI? I W JAKIM CELU? Z kolei na stronie 4, też w podtytułach, redakcja LIBERATION stwierdza, że już poprzednią ofiarą cyberataków padły Estonia oraz Gruzja. Inny podtytuł (już strona 5) wreszcie uwydatnia to, że: „FRANCJA UMACNIA SWĄ 'CYBEROBRONĘ’”.

Pytam przyjezdnego z Polski inżyniera o CYBEROBRONĘ NASZEGO KRAJU. Mówi mi: „Mamy w tej dziedzinie wysokiej, światowej klasy specjalistów. Ale cóż, u nas nad zagadnieniami bezpieczeństwa kraju dominuje moda na nieco histeryczne spory polityczne. One są dla wielu najważniejsze!!! Tak już jest!” (I dodam od siebie, nieraz już bywało).

Tyle na dziś…

Powrót do strony głównej...

15:13, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 165/2017

Z Rzymu docierają do mnie (rzecz jasna mało precyzyjne) pogłoski – mocno podkreślam, pogłoski – iż „już od pewnego czasu przebieg wydarzeń w Polsce niepokoi tych lub innych watykańskich rzeczoznawców. A sprawy polskie są dla naszej Matki Kościoła wielce istotne! Wszak chodzi o kraj „wysoce katolicki”, o zgoła czołowy kraj katolicki w Europie… Uparta, lecz nie wiadomo do jakiego stopnia godna uwagi plotka głosi, że w Rzymie (???) ktoś bardzo mądry mawia, że niestety niektórzy polscy, ponoć katoliccy, mężowie stanu to de facto SŁONIE W SKLEPIE Z PORCELANĄ! Swymi nieco nieraz pochopnymi i niewątpliwie nieostrożnymi posunięciami bez potrzeby podstawiają się, dają argumenty tak aktywnej (?) w Polsce postkomunistycznej „lewicy laickiej”, która sprytnie wykorzystując „niezręczności obecnej większości parlamentarnej” podnosi w Polsce i w Brukseli niesamowite LARUM!!!”.

Ci lub inni ośmielają się uważać, że teraz przydałaby się nowa wizyta Papieża Franciszka w Polsce… (Wiadomo, jak dobrze na Polaków i na polską młodzież wpływały wizyty Jana Pawła II!!! Ale to nie jest takie proste, trudno to szybko zorganizować). Jedno chyba jasne: wysokie sfery katolickie niewątpliwie darzą sympatią i zaufaniem prezydenta Dudę, tego „człowieka tak przepojonego przepięknymi i tak szlachetnymi zasadami naszej wiary, tak dobrze rozumieją go wytyczne, i także zapewne troski, Papieża Franciszka…

Tyle na dziś! Mam nadzieję, że moja rozmówczyni uzna, że dostatecznie ostrożnie jej tak ważną „myśl” ująłem…

Powrót do strony głównej...



14:55, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 164/2017

Rozmówca pyta: "Kto reprezentował we Francji polski rząd na wychodźstwie po wycofaniu się Kajetana Morawskiego pod koniec lat sześćdziesiątych do Polskiego Domu Starości w Lailly-en-Val? Czy ci następcy nadal używali tytułu „ambasador Wolnej Polski”?"

Z miejsca wyjaśniam, iż występowali oni pod nazwą DELEGATÓW LEGALNEGO RZĄDU RP! Każdy z kolejnych delegatów rządu miał kilku współpracowników… Pierwszym następcą KADEMORA (Kajetana Dzierżykraj-Morawskiego) był hr. Władysław Poniński, emerytowany pracownik dyrekcji wielkiej francuskiej firmy (chyba CIMENT LAFARGE), przez dość długi czas prezydent Związku Polskich Kawalerów Maltańskich, żonaty z Francuzką z arystokracji… Jego prawą ręką na tym stanowisku był z tytułem radcy Mieczysław Joszt de Diulmen; po Ponińskim delegatem tu legalnego Rządu RP został mianowany Xawery hr. Rey, zięć prezydenta Edwarda hr. Raczyńskiego. Po zgonie Xawerego hr. Reya, delegatem (ostatnim) legalnego rządu RP na wychodźstwie w Londynie we Francji był prawnik Jerzy Ursyn-Niemcewicz, swego czasu ciężko ranny w powstaniu warszawskim podchorąży AK, (Zgrupowanie Bartkiewicza)… Po wojnie już we Francji szef Kontrwywiadu WiN-u, posiadacz majątku ziemskiego pod Tukuzą, b. współdyrektor (???) jakiejś wielkiej parysko-szwajcarskiej (???) firmy. Jerzy Ursyn-Niemcewicz, 22 grudnia 1990 roku towarzyszył prezydentowi Ryszardowi Kaczorowskiemu gdy ten, chyba specjalnym samolotem, i z całą grupą emigracyjnych osobistości, udał się z Londynu do Warszawy przekazać Lechowi Wałęsie, w dzień jego zaprzysiężenia, insygnia władzy prezydenckiej…

(Redaktor Maria de Hernandez-Paluch poświęciła Jerzemu Ursynowi-Niemcewiczowi świetną książkę pt. SPISKOWY ŻYWOT KRESOWEGO PANICZA, wyd. Arcona). Kończąc, dodam tylko, że zarówno Xawery Rey, jak i po nim Jerzy Ursyn-Niemcewicz, byli także prezesami SPK Francja – wówczas skupiającej licznych byłych kombatantów, liczącej kilkanaście kół we Francji – wpływowej organizacji (dwa duże domy – polonijne punkty spotkań w Paryżu: 20, rue Legendre – Dom Imienia Generała Broni Władysława Andersa oraz Dom SPK w Lille).

Powrót do strony głównej...



14:53, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 163/2017

22-letni student z Poznania stawia mi pytania dotyczące projektu powołania do życia EUROPEJSKIEGO OCHOTNICZEGO LEGIONU SZYBKIEJ INTERWENCJI. Pyta, czy coś takiego ma szanse powstać. Moja odpowiedź prosta: nie mam pojęcia, choć uważam, że taka ochotnicza, europejska jednostka bardzo by się przydała!!! Jest konieczna, by móc w każdej chwili od ręki „działać” na Bliskim Wschodzie czy np. w Afryce, „robić w owych regionach porządek, przepędzać dżihadystów…

Jak dotąd, Francja wiele dokonywała, by stawiać czoła „dżihadowi”, np. w Sahelu, i w tych czy innych regionach Afryki… Teraz Francja poważnie chce ograniczyć swe wydatki na wojsko!!! A tymczasem jasne ponoć (?), że Bracia Muzułmańscy oraz inni ultra-islamcy dżihadyści nadal coś knują w Egipcie, Tunezji, Algierii, nawet Maroku i oczywiście w republikach tak zwanej „czarnej” Afryki …

Jestem dogłębnie przekonany, że by ocalić Europę od zalewu przez masy rzekomo „uchodźcze” (de facto imigracja zarobkowa), koniecznością jest taka finansowana przez wszystkie kraje naszej Unii i – co ważne – ochotnicza europejska Legia Szybkiej Interwencji, oraz oczywiście coś w rodzaju jakby nowego planu Marshalla dla Bliskiego Wschodu i Afryki. Bez takich działań spotka nas ten sam los, co ongiś Cesarstwo Rzymskie.

Dodam z kolei, że ów młody przyjezdny z Poznania jest zdania, że taki EUROPEJSKI LEGION SZYBKIEJ INTERWENCJI zapewne zainteresowałby młodych Polaków chętnych do walki i wielkiej przygody. Zapytał tylko, ile mym zdaniem wynosiłby ŻOŁD w takiej jednostce… Rzecz jasna, nie mam pojęcia ile taki żołd by wynosił… W internecie znalazłem, że we francuskiej Legii Cudzoziemskiej początkowe wynagrodzenie wynosi 1280 euro miesięcznie, plus oczywiście wikt i opierunek.

Powrót do strony głównej...

14:50, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 lipca 2017
Widziane z Paryża 162/2017

Trzeba dobrze zrozumieć ogromne z narodowego punktu widzenia znaczenie obecnej „polityki polonijnej” naszego państwa. Rzecz w tym, że na przestrzeni ostatnich dziesiątków lat setki tysięcy na ogół młodych i dynamicznych rodaków kraj opuściło, teraz żyje i pracuje za granicą… Dość sporo spośród nich inwestuje w Polsce, buduje sobie w kraju np. domki czy mieszkania. A nasi za granicą często skupiają się wokół polskich Kościołów, które zapewniają ich dzieciom dodatkowe (do miejscowego szkolnictwa) lekcje, katechizm i naukę po polsku. Niezwykle pozytywną rolę gra też polskie harcerstwo na obczyźnie…

Jedno pewne. Konieczna jest mądra polityka polonijna, podtrzymująca polskość niedawnych przybyszy z kraju oraz niezapominająca o tak zwanej starej Polonii… Jak już nieraz pisałem, spore znaczenie mogą mieć polskie domy spotkań rodaków. Domy nie tylko dysponujące salami na zebrania, ale także będące polskimi galeriami artystycznymi, dalej udostępniające polską książkę i prasę, a także tak czy inaczej sąsiadujące z polskimi supermarketami oferującymi typowo polskie towary, dania, wędliny, konserwy, barszcze, itd., itd. Wiele tu dokonać zapewne (???) mogłyby polsko-francuskie Izby Handlowe, a może także krajowe firmy wyspecjalizowane w promocji polskich towarów za granicą??? (Na marginesie tych mających stanowić temat do debaty uwag odnotuję, że w czasie nadchodzącej jesieni zasłużony znawca i opiekun pamięci o Józefie Czapskim, wybitny krytyk artystyczny, Ela Skoczek z Krakowa, organizuje w Paryżu kilka imprez ku czci tego czołowego polskiego emigranta politycznego i wysokiej klasy malarza, wielkiego – cenionego przez np. André Malraux i François Mauriaca – artysty i pisarza. No i tak wiernego przyjaciela Francji…).

A teraz z nieco innej beczki! Mój ojciec, przez ćwierć wieku Ambasador Wolnej Polski, tu zmarł już w roku 1973!!! Jednak zawsze był głęboko przekonany, iż siłą nam narzucony reżym PRL-u prędzej czy później upaść musi!!! Zastanawiał się nad losem trzech tak drogich naszej tutejszej emigracji politycznej instytucji. Był przekonany, że wolne już Państwo Polskie staranną opieką otoczy zwaną „mickiewiczowską” paryską Bibliotekę Polską na Wyspie Św. Ludwika. Owe sanktuarium dwóch wielkich polskich emigracji, które profesor Zygmunt Lubicz-Zaleski wybronił przed zakusami władz PRL-u!!! (sprawa b. poważna, wszak w Bibliotece złożone były np. zaraz powojenne prywatne archiwa wybitnych emigrantów…) .

Mocno tu podkreślę, iż ojciec mój – „ambasador wolnej Polski” – był pewien, że ojczyzna, gdy tylko znowu wolność odzyska, najwyższym pietyzmem ową Bibliotekę otoczy…

Drugim w oczach mego ojca „spadkiem” po emigracji politycznej był Polski Dom Spokojnej Starości W Lailly-en-Val, to ostatnie schronienie tylu uchodźców politycznych, np. członków i działaczy SPK… Ojciec mój marzył, że gdy Polska odzyska wolność, ten Dom stanie się polsko-francusko-europejskim eksperymentalnym ośrodkiem opieki nad starcami…

Trzeci wielce godny uwagi ośrodek tego typu to w oczach mego ojca Dom Imienia Generała Broni Władysława Andersa, paryski Dom SPK przy 20, rue Legendre. Półżartem mawiał, że Dom ten stanie się reklamowym Kasynem Oficerskim WP, wyposażonym w np. trzy pokoje hotelikiem dla polskich wojskowych, a także centrum dialogu naszej armii z młodą Polonią, z polskimi harcerzami, z kapelanami harcerstwa, itd., itd.

Takimi były owe – siłą rzeczy oddalone od rzeczywistych – możliwości marzenia mego ojca, starego ambasadora Wolnej Polski. Co do jednego miał rację – PRL runął!

Powrót do strony głównej...

15:28, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Komentarze (1) »
Widziane z Paryża 161/2017

Na łamach dzisiejszego „Le Figaro wybitny naukowiec, bardzo nowoczesny myśliciel-humanista i niewątpliwie wielce godny uwagi politolog Nicolas Baverez już w tytule sporej wypowiedzi stwierdza: „L’Etat islamique n’est pas mort, il mute („Państwo islamskie nie zmarło, przeżywa ono mutację”). Podobne stwierdzenie czy – jak kto woli – ostrzeżenie formułuje też kilku innych cenionych zachodnich rzeczoznawców… Z miejsca odnotuję, że i ja w podobny sposób cały ten problem widzę… Jest faktem, że państwo islamskie – do niedawna mocno zainstalowane na wielkich obszarach – teraz straciło prawie wszystkie miasta i tereny jak dotąd w jego władaniu. Ale dżihadysci, mający – jak wiele na to wskazuje – w elitach, także i finansowych, tych lub innych krajów arabskich ukrytych sojuszników, i nadal wiodą swą nienawistną wobec całego Zachodu akcję propagandy internetowej lub innej… Masom arabskim wpajają zapewne przekonanie, że z czasem Europa wpadnie w ręce islamu, że się ona im NALEŻY. Chyba jasne, że w szeregach tak zwanych „uchodźców” z Bliskiego Wschodu i z Afryki jest jednak pewna liczba dobrze zamaskowanych i dobrze przeszkolonych dżihadystów. Rzecz w tym, że od kilku czy kilkunastu lat masy islamskie nabrały przekonania, że Zachód jest w gruncie rzeczy słaby, że nie wytrzyma naporu ogromnych mas islamskich z Bliskiego Wchodu i Afryki. To samo zdaje się uważać spora cześć elit krajów islamu. Dżihadyści marzą też zapewne, by w pewnej chwili zawładnąć jednym z państw islamskich, być może np. Algierią czy nawet Egiptem.

Wiele się mówi o naprawdę ostrym, nieustannym konflikcie między sunnitami a szyitami. Niektórzy rzeczoznawcy jednak ponoć mówią: Tak, rzeczywiście spór ten ma duże znaczenie, ale jedno jednoczy cały islam – nienawiść do Zachodu, i chęć rewanżu. Od niedawna te uczucia, połączone ze zgoła nowym przekonaniem, że Zachód jest słaby i np. bezbronny wobec terroryzmu, bardzo wyraźnie przybrały na sile. Zachód i jego przyjaciele chyba szczytowo naiwnie zachowali się w okresie tak zwanej „arabskiej wiosny”. Na szczęście, ale na jak długo (?) udało się wyrwać Egipt z rąk Braci Muzułmańskich?...

Jedno w mym pojęciu oczywiste. Unia Europejska musi się nadal liczyć z zagrożeniem terrorystycznym. I to z zagrożeniem być może coraz to groźniejszym. Musi dysponować unijną strażą graniczną i siłami szybkiej interwencji. Koniecznością dziejową (!!!) jest coś w rodzaju Planu Marshalla dla Afryki i Bliskiego Wschodu.

No i jasne, że Unia Europejska winna „stanąć na poziomie zagrożeń”, działać energicznie i sprawnie, przyhamować islamską imigrację, zmodernizować się, nie pozostawać w tyle pod względem modernizacji za Japonią, Chinami, itd. Jedno pewne: trzeba póki czas zadziałać szybko i sprawnie. Oby to nastąpiło! Zapewne prezydent Macron i pani Merkel dostrzegają dziejową konieczność silnej i sprawnej Europy?

Powrót do strony głównej...

15:24, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 160/2017

Wielka fala nielegalnych imigrantów z Afryki i z Bliskiego Wschodu coraz to wyraźniej niepokoi licznych Francuzów i licznych mieszkańców całego szeregu krajów Europy. Coraz częściej spotykam się z opinią, że obecny stan rzeczy przypomina schyłkowy okres Cesarstwa Rzymskiego; okres, gdy to państwo upadało pod naciskiem ogromnych mas barbarzyńców, wówczas zbrojnie opanowujących coraz to nowe prowincje, niegdyś potężnego, imperium…

Wszelkie tego typu porównania są rzecz jasna ogromnym uproszczeniem. Co jednak wielce godne uwagi, że niewątpliwie w szerokich masach szeregu krajów Europy potęgują się one, oraz także wynikające z nich obawy. Po prostu te lub inne społeczeństwa naszego kontynentu: po pierwsze, dostrzegają szybkość przyrostu naturalnego w krajach Afryki, i także w niektórych regionach Bliskiego Wschodu, po drugie, są przekonane, że rządy naszych państw nie są obecnie w stanie stawić czoła temu naporowi młodych, nieznajdujących możliwości zarobków i dobrego urządzenia się we własnych krajach mas afrykańskich (czy arabskich…).

Analizując niedawną porażkę wyborczą Frontu Narodowego Marine Le Pen, który zdawał się mieć „wiatr w żaglach”, dostrzegam tej porażki jasne chyba powody, związane z problematyką Unii Europejskiej. Z jednej strony wielu Francuzów w obawie o swe oszczędności było przeciwnych jednak ryzykownej koncepcji nawrotu do franka i wyjścia ze strefy euro, z drugiej strony, w tutejszym społeczeństwie góruje poczucie, że stawić czoła „zalewaniu jej” przez imigrantów może Unia Europejska tylko wspólnym, zbiorowym wysiłkiem… Ludzie tu świetnie zdają sobie sprawę z tego, że koniecznością są: wspólna, skuteczna obrona granic zewnętrznych całej Unii Europejskiej, oraz wspólna europejska polityka afrykańska… i bliskowschodnia. (Rzecz godna uwagi, dość dobrze są tu znane i nieraz w wielu kręgach wysoko cenione koncepcje męża stanu, b. ministra Jean-Louisa Borloo, który dowodzi, iż bez nowego jakby Planu Marshalla, niosącego elektryfikację Afryki, czeka nas „un tsunami migratoire” – niesamowity napór mas afrykańskich na Europę! Tak, pilnie trzeba pchnąć Afrykę na tor samodzielnego rozwoju. To jedyna metoda zahamowania coraz to gwałtowniejszego nacisku Afrykańczyków na nasz kontynent!!!

Aby Unia Europejska stała się zdolna do wprowadzenia w życie takiego nowego Planu Marshalla dla Afryki, sama musi stać się bardziej zwarta i prężna. Wielu Francuzów dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Kiedyś nawet spotkałem się z opinią, być może dość rozpowszechnioną, ale tylko z pozoru wysoce paradoksalną: Front Narodowy, owszem, ale wspólny dla całej Europy!

Młody inżynier, przyjezdny z kraju, wyraża podobną opinię. Dowodzi, że wielu młodych Polaków chce Europy silnej i zwartej, sprawnej, opartej na ścisłej współpracy „zdrowych” i dbałych o „porządek” i prywatną – lecz ujętą w niosące rozwój i rzeczywisty postęp techniczny karby – gospodarkę!!! Jest zdania, że francuski Front Narodowy „myszką trąci”. Potrzebny dziś – w obliczu wiadomych niebezpieczeństw czających się na Bliskim Wschodzie i w Afryce – jest Europejski Front Narodowy. Co do Ochotniczego Legionu Europejskiego (patrz mój wczorajszy dziennik), to jest zdania, że gdyby on powstał, w Polsce nie zabrakłoby doń ochotników… Wszak to wielka przygoda, i żołd na pewno niemały. Rozmówca czytał „przed kilku laty” książkę Rafała Gan-Ganowicza pt. „Kondotierzy” i widział film Piotra Zarębskiego „Pistolet do wynajęcia”. Mówi, że w pewnych kręgach nadal pamięta się o Rafale. „Solidarność walcząca” uważa go za rodzaj bohatera narodowego.

Powrót do strony głównej...



15:19, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 159/2017

Bardzo mi bliski przyjaciel z miasta Kościana pragnie, bym w mych dziennikach dzień w dzień nawiązywał do czołowych tytułów dominujących dnia tego we francuskich środkach masowego przekazu. Tak więc odnotuję, że w ten piątek np. "Le Figaro" z miejsca uwydatnia to, że prezydent Macron serdecznie, ciepło powitał składającego tu wizytę z okazji francuskiego święta narodowego i setnej rocznicy przystąpienia USA do pierwszej wojny światowej Donalda Trumpa. A niektórzy poważni politolodzy, np. w audycjach radiowych, są zdania, że owo niewątpliwe zbliżenie się Macrona i Trumpa to fakt politycznie istotny.

Tutejsza prasa poświęca też sporo uwagi wczorajszemu paryskiemu spotkaniu rządów Francji i Niemiec!! "Le Figaro" w sporym tytule zaznacza, że Francja i Niemcy wyposażają się we wspólny plan obronny… Debaty na ten temat są w toku. Skorzystam z okazji, by przypomnieć plan powołania na wzór francuskiej Legii Cudzoziemskiej Ochotniczego Europejskiego Legionu Szybkiej Interwencji… Już przed laty o pomyśle takim wspominał śp. b. kondotier Rafał Gan-Ganowicz… Taki pomysł ponoć interesował jakichś młodych Polaków, marzących o walce i o dobrym żołdzie…

A z kolei odnotuję, że bardzo wielu paryżan udało się dziś na Pola Elizejskie oglądać tradycyjną defiladę. I to mimo obaw, że islamscy terroryści mogą przy takiej okazji, i przy obecności dwóch prezydentów: Francji i USA, tak czy inaczej „pokazać zęby”…

Dziś po południu w Nicei z udziałem prezydenta Macrona będą miały miejsce przypadające na dziś obchody 1. rocznicy tamtejszego krwawego zamachu… Rzecz jasna, siły policyjne czuwają...

Powrót do strony głównej...

15:11, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 lipca 2017
Widziane z Paryża 158/2017

 

 

Julia Hartwig: "Zawsze powroty. Z dzienników podróży", Warszawa 2005, str. 288
 

Zmarła Julia Hartwig  (ur. 14 sierpnia 1921 r.  w Lublinie, zm. 14 lipca 2017 r. w Gouldsboro w Pensylwanii) – poetka, eseistka i tłumaczka literatury pięknej, autorka pięknych wierszy, esejów i dzienników poświęconych Paryżowi.

18:41, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 119