wtorek, 20 czerwca 2017
Widziane z Paryża 136/2017

Dziś o 9.00 rano obudziła mnie znajoma dama (długo spałem, bo do późnego wieczora słuchałem Radia France Info). Powiedziała mi: „Miał Pan rację, trzeba było pójść głosować, ja zleniłam się, do szkoły z biurem wyborczym od nas trochę daleko. A z „Le Figaro” wynikało que c’est dans le sac, że sprawa w worku, że Macron wygra”! Znajomi, tak samo rozumując, pojechali na weekend do Paris Plage. A teraz awanturnicy z opozycji już chcą gwałtownie manifestować…, wrzeszczą, że 57 % (?) Francuzów nie głosowało, że nowy parlament jest mało reprezentatywny…

Jedno pewne. „En Marche” Macrona ma samodzielnie absolutną większość w Parlamencie. Macron będzie mógł przeprowadzić konieczne reformy, jednym słowem: „idzie nowe”! I to w całej Unii Europejskiej.

Macron dziś jest nadzieją, czołową postacią Unii. Wraz z panią Merkel będzie mógł pchnąć Unię Europejską na tor unowocześnienia swych infrastruktur, koniecznych inwestycji (np. koniecznym jest w naszych czasach superszybkie „nowoczesne na serio” kolejnictwo), na tor rozwoju i pełnego zatrudnienia!

Apeluję do wszystkich obywateli francuskich polskiego pochodzenia o pełne poparcie dla obecnego prezydenta! Stawiam na pełną polsko-francuską współpracę w budowie nowej, sprawniejszej niż dotychczas Unii Europejskiej.

Powrót do strony głównej...

19:11, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 135/2017

W niedzielę – druga tura francuskich wyborów parlamentarnych. Środki masowego przekazu zapowiadają kolosalne zwycięstwo ruchu „En Marche”, ruchu prezydenta Macrona. Czołowy dziennik Francji, słynne w całym świecie „Le Figaro” w piewszostronicowym, wielkim tytule stwierdza: „Face a Macron droite et gauche tentent de survivre”… („…Prawica i lewica próbują przeżyć”).

Gdy idzie o mnie, to apeluję do wszystkich obywateli francuskich pochodzenia polskiego o masowe głosowanie na ruch „En Marche”… Myślę, że Macron to dziś czołowy mąż stanu zachodniego… Mąż stanu zdolny pchnąć całą Europę na nowy tor, tor unowocześnienia się, wielkich inwestycji, kompletnej modernizacji europejskich infrastruktur (ja marzę np. o superszybkim kolejnictwie typu Hyperloop).

Z miejsca zaznaczę, że znowu przywołuję do porządku moje sąsiadki. Żądam, by poszły głosować, choć gadają one: nie warto się fatygować i stać w ogonku, wszak i tak wygramy!

Powrót do strony głównej...



19:05, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 134/2017

Wierny czytelnik pyta: „Skąd się bierze rzucające się w oczy Pańskie kolosalne przywiązanie do Zakonu Maltańskiego”? Odpowiedź prosta. Wiele moralnemu wsparciu tego Zakonu zawdzięczam! Na przykład w momencie, gdy moja ukochana żona – w wyniku nagonek na mnie z czasów PRL - ciężko zachorowała (w szczegóły nie wchodzę), Ksiądz Infułat Witold Kiedrowski, kapelan Zakonu oraz ci lub inni konfratrzy z PZKM (np. Konfrater Jurek Baranowski) pozwolili mi, choć to ja w wyniku „napięć i zastraszania przez jawną czy ukrytą komunę” też sam ciężko zachorowałem na serce (ciężka ! operacja) dojść do równowagi psychicznej (gwoli sprawiedliwości odnotuję, że w tym tak trudnym okresie bardzo pomogło córce i mnie również kilka innych szlachetnych osób: Wirydianna Rey, Anna i Jean Mesne…).

Tak, Zakon Maltański od dawna przynosił i przynosi mnie – „weteranowi zimnej wojny” wielkiej wagi wsparcie moralne.

Ostatnio odbył się w Warszawie Zjazd PZKN! Konfrater, profesor UJ-otu, Rafał Górski (którego żona, szlachetna Anna, w ślad za swym szlachetnym ojcem, śp. Janem Sawą otacza mnie – weterana opieką) nadesłał, nie wiedząc, jak Zakon kocham, specjalnie dla mnie napisane sprawozdanie! Oto ono:

Drogi Wuju,

Obiecane sprawozdanie z Konwentu.

Przyjęliśmy szereg nowych członków, m.in. Henryka Grocholskiego i naszego znajomego sprzed lat, Łukasza Szumowskiego, który jest profesorem medycyny i wiceministrem nauki.

Sprawozdanie szpitalnika było imponujące: Szpital w Barczewie (niestety wciąż lekko deficytowy), Ośrodek dla dzieci niepełnosprawnych w Krakowie, projekty społeczne w Katowicach, wreszcie załatwiona sprawa Aldony (z tym, że okazało się, że w tej okolicy jest wielu seniorów potrzebujących pomocy, więc nowe inicjatywy są nakierowane na nich), obozy dla niepełnosprawnych, mała Malta, zabezpieczenie sanitarne Dni Młodzieży. To wszystko są wielkie dzieła. Ponadto Polska zaczęła być nie tylko „importerem” pomocy, ale przede wszystkim jej „eksporterem”: przede wszystkim na Ukrainę, ale też karetka po Dniach Młodzieży została ofiarowana na Cypr, do małej wspólnoty chrześcijańskiej wśród tureckiej większości.

Następnie były wybory: prezydentem został Jerzy Baehr, Wuja krajan z Poznania, wiceprezydentami: Jacek Tarnowski (syn dotychczasowego prezydenta), niestety drugiego nazwiska zapomniałem, do Zarządu weszli: ponownie X. Konarski (kanclerz), Piotr Rozwadowski tym razem będzie skarbnikiem, po Tomaszu Zdziebkowskim, który nie mógł kandydować na 3. kadencję, ale został członkiem komisji rewizyjnej, oraz dwu nowych: Marcin Świerad i Stanisław Rybicki. Zarząd składa się głównie z biznesmenów, ale chyba tak musi być, bo trzeba się bardzo dobrze znać na finansach i zarządzaniu, żeby kierować tak zakrojoną pracą.

Rafał

Powrót do strony głównej...

19:01, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 133/2017

Tak więc zgodnie z tym, co zapowiadały sondaże, partia prezydenta Macrona „La République en Marche” odniosła wczoraj w pierwszej turze wyborów parlamentarnych kolosalny sukces, i – jak wszystko zdaje się wskazywać – w drugiej turze, to jest w niedzielę 18 czerwca, uzyska ona samodzielną większość w parlamencie! Macron w oparciu o taką większość będzie mógł przeprowadzić tak konieczne śmiałe reformy, pchnąć Francję na tor znacznego rozwoju gospodarczego oraz – co wielce istotne – będzie cieszyć się w Unii Europejskiej wielkim autorytetem, i jak ponoć planuje, ową Unię wyrwać z „biurokratycznego zastoju”, doprowadzić do polityki mądrze zaplanowanych inwestycji, unowocześnić europejskie infrastruktury (np. kolejnictwo, lecz rzecz jasna nie tylko), przywrócić Europie należną jej rangę w świecie. Myślę, że od czasów generała de Gaulle’a Francja ma teraz po raz pierwszy najwyższej klasy Prezydenta! I to dla całej Unii ma ogromne znaczenie!

Dobrze wiem, że tak liczni tu francuscy wyborcy polskiego pochodzenia, którzy tak dbali o rolę Europy w świecie i o przyjaźń Polska-Francja, w pełni ufają Macronowi!

Odnotuję też, że pewna liczba „naszych” żyjących tu w regionach czy miasteczkach dosłownie „zalewanych” przez pewnych siebie, skłonnych do „rozrabiania” imigrantów zza morza Śródziemnego była swego czasu zwolennikami Frontu Narodowego. Ale ów Front ich zawiódł i uraził przez swą idiotycznie antyeuropejską postawę, zapowiedź wyjścia ze strefy euro i mało taktowny, nieprzemyślany do końca nacjonalizm! Pewien student „polsko-francuski” mówi mi nacjonalizm owszem, ale nacjonalizm europejski. Marine Le Pen odniosła sukces osobisty, zapewne w II turze triumfalnie będzie wybrana. Ale Front Narodowy jako taki poniósł sporą porażkę, Pani Marine uległa niemądrym doradcom! Nie wiadomo, czy Front w drugiej turze zdobędzie piętnastu (???) posłów, by mieć własny klub parlamentarny. A niedawno temu marzyła się im setka posłów!

Jak się zdaje (?), główną partią opozycyjną będą prawicowo-centrowi Republikanie (np. eks-prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego). Partia socjalistyczna poniosła prawdziwą katastrofę wyborczą – cała lewica „dość poważnie dostała po nosie”!!!

Kończąc dodam, że ja od lat – w ślad za mym ojcem, tak bliskim de Gaulle’owi – walczący w interesie polski o „Europę na francuskim sosie”, widzę, mocno czuję, że Macron to wielka nadzieja dla całej Unii, to czołowy przywódca naszego kontynentu, zdolny pchnąć ów kontynent na właściwy tor, wyrwać z zastoju, przywrócić mu dawna świetnością, kluczową rolę w świecie!

Powrót do strony głównej

18:55, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 132/2017

„Le Figaro” na stronie czwartej, lecz w rzucającym się w oczy dużym tytule doniosło, że „Pałac Elizejski” (czyli prezydent!!) met sur pieds sa „Task Force” Anti-Daech. Podtytuł dość jasno precyzuje, że złożony z dwudziestki analityków narodowy ośrodek walki z terroryzmem będzie koordynować walkę z tym zagrożeniem, zadba o pełną współpracę różnych do tego powołanych służb. Lecz ów ośrodek nie będzie bezpośrednio kierować działaniem operacyjnym owych służb. Cieszy mnie, że – jak się zdaje – teraz rozwinie się nareszcie poważna, naukowa analiza całego zagadnienia terroryzmu, jego podłoża socjo-psychologicznego i przewidywalnych ewolucji terrorystycznych posunięć, możliwości krwawych działań na wielką skalę, dalej: ewentualnych reakcji naszych społeczeństw na takie siejące panikę, stawiające sobie za cel właśnie sianie paniki zbrodnicze zagrania. Wszak jednym z celów terroryzmu niewątpliwie jest pogrążanie świata zachodniego w chaosie. Z kolei uwydatnię wielkie możliwości poważnej, naukowej, opartej także na rachunku prawdopodobieństwa  a n a l i z y! Jak ponoć tylko półżartem mawia pewien uczony, wszystko można wyliczyć.

Ojciec mój niekiedy stwierdzał, że gdy obserwuje najnowszą historię, uderza go, ile klęsk miało u swego podłoża brak przezorności i zdolności przewidywania. Wskazywał na fatalne dla nich w skutkach błędy umysłowe np. monarchów, którzy w gruncie rzeczy ze swego punktu widzenia bezsensownie rozpętali wojnę w roku 1914. Chętnie wspominał, że na początku lat trzydziestych Piłsudski mawiał: „Niestety beze mnie oni nie dadzą sobie rady, nie dojrzą, jak sprawy stoją…”. Ojciec twierdził też, że „Hitler to był narwaniec, dynamiczny, lecz niezdolny własnej klęski przewidzieć… A Stalin to był „policyjny psychopata” pozbawiony zdolności zbudowania trwałego i rozsądnego, trwałego imperium…”.

Jedno mym zdaniem pewne. Teraz w oparciu o współczesną wiedzę, i przy sporej roli pomocniczej kalkulacji elektronowej, jest szansa na to, by sporo przewidzieć. Dodam tu tylko, że – jak słyszę – pewni przemądrzy milionerzy już sobie na wszelki wypadek budują w Silicon Valley prywatne schrony (???).

Tyle dziś na ten kluczowy temat, do którego rzecz jasna wrócę.

Powrót do strony głównej...

18:51, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 131/2017

Wczoraj, ponoć niezadługo po godzinie szesnastej, przed katedrą Notre Dame „nieznany sprawca”, czterdziestoletni Algierczyk – jak się okazuje, doktorant w dziedzinie „informacji i prasy” Uniwersytetu w Metz – brutalnie zaatakował młotkiem i zranił patrolującego tam policjanta. Inny policjant, widząc, co się dzieje, błyskawicznie zareagował i strzelił do napastnika swego kolegi, dość poważnie raniąc agresora. Napastnik, który ponoć wykrzykiwał „to za Syrię”, stwierdza, że jest żołnierzem Kalifatu, czyli Daech-u… Całe to zajście rzecz jasna spowodowało w Notre Dame spore zamieszanie…

Cała ta jednak dziwaczna sprawa jest dowodem narastania swoistego podniecenia w pewnych kręgach tutejszych skrajnych islamistów, zwolenników „dżihadu”… Najwyraźniej wczoraj szło o celowo spektakularną, spontaniczną manifestację solidarności z walczącymi na Bliskim Wschodzie i tam teraz pokonywanymi przez siły koalicyjne dżihadystami… Rzecz jasna, że sprawca tej „akcji” celowo wybrał okolicę odwiedzanej przez tysiące turystów z całego świata katedry Notre Dame! Wszak jest zawodowym specem od środków masowego przekazu…

Dobrze, że ów napastnik ograniczył się do młotka!!! Wszak szło o studenta, będącego zapewne w stanie sfabrykować np. jakąś taką czy inną „bombę”… Są tu nawet publicyści, którzy zastanawiają się, czy ów sprawca celowo nie ograniczył się do młotka… Wiedział, że będzie złapany i szło mu o efekt propagandowy, o mające możliwie największy rozgłos danie wyrazu solidarności z dżihadystami… Jasne, że inni sympatycy dżihadystów mogą zadziałać inaczej, np. spowodować śmierć; niosące takie czy nawet dokonane jakimś prostym, „domowym” sposobem (jak ktoś tu mówi) wybuchy… Co nie zmienia tego, iż nie można wykluczać, że pewne wielce fachowe – wyposażone w duże pieniądze, czy nawet w te czy inne groźne bronie dostarczone im przez tych lub innych wrogów Zachodu – grupy w rodzaju Al-Kaidy przygotowują „coś o wiele groźniejszego” (???).

Tak więc zgodnie z przewidywaniami genialnego „Sfinksa” – francuskiego generała broni, Jeannou Lacaze (1924-2005), terroryzm jest w trakcie stawania się współczesną formą wojny, formą niesamowicie groźną. Niestety nie wszyscy nasi politycy i nasi generałowie do końca to pojęli. Jak mawiał jeden z mych starych znajomych, wybitny europoseł: „trudno im zrozumieć, że czołgi niewiele już mogą „załatwić”, że „idzie nowe”! Ale w tym zaślepieniu nic nadzwyczajnego – już w roku 1940 z pozoru mądry generał Maurice Gamelin poniósł klęskę, bo jednak chyba myślał kategoriami z okresu wojny 1914-1918… (???). Tyle od ręki na dziś.

Powrót do strony głównej...

18:47, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 130/2017

Rzekomo „odkrycie” przez te lub inne kraje arabskie tego, że Katar finansowo wspomaga terrorystów, to – jak to można śmiało określić – ujawnienie tak zwanej „tajemnicy poliszynela!!! „W gruncie rzeczy sprawa ta, choć od dość dawna znana, jest jednak – powiedziałbym zapewne jeszcze bardziej mętna i zagmatwana niż to z pozoru wygląda… Podejrzewam, że tylko genialne służby specjalne Izraela (Mossad i inne) zapewne na serio mogą na te tak jednak kluczowo groźne tematy coś więcej od innych wiedzieć… Jedno pewne: terrorystów finansuje nie tylko Katar…

Sprawa ma oczywiście „oczywiste” podłoże socjo-psychologiczne!!! Nie od dziś część klas rządzących krajów Islamu cierpi na dość typowy kompleks niższości… Nie zawsze, lecz często w głębi serca one zazdroszczą Zachodowi jego potęgi i bogactwa, myślami chętnie nawiązują do epok potęgi islamu (to szczególnie dobrze wyczuwalne ponoć np. w Turcji!!!???). Marzą o odwecie, drażni ich nieco jednak protekcjonalny (???) styl zachowania się np. władz USA i Trumpa (???), itd., itd…

Jak już nieraz w tych mych korespondencjach z Paryża pisałem, nie można do końca wykluczać jakiejś spotęgowanej powtórki zamachu, jaki miał miejsce w USA 11 września 2001 roku! Powtórki tym razem (?) nuklearnej, „chemicznej” czy też np. dokonania potężnego, zdolnego siać niesamowity zamęt cyberataku!! Jest chyba rzeczą oczywistą – potwierdzają (?) to zapewne każde sprawne kalkulacje prawdopodobieństwa nowoczesnego mózgu elektronowego – że skrajni dżihadyści mogą albo nawet „muszą” coś takiego knuć!!! Ale nawet bez naukowych kalkulacji, ot tak, na „chłopski rozum” jasne chyba, że nie można wykluczyć, że dżihadyści – wspomożeni być może przez tych czy innych nienawistnych wrogów Zachodu, czy też przez narwanych, lecz technicznie wykształconych jakichkolwiek frustratów – mogą jeszcze „mocno pokazać zęby”; bardzo wiele (!!!) złego, o wiele więcej niż dotychczas, dokonać… Wszak „jasne być może” (dodam tu stare mego ojca powiedzenie najgorsze nie jest wcale pewne), że wchodzimy w zupełnie nową epokę. W czasy, które otwierają przed terroryzmem nowe, wielkie – powiedziałbym – dość niesamowite możliwości. To należy chyba jednak brać pod uwagę. Podobnie jak pewne współczesne, zdumiewające mimo wszystko zjawiska psychosocjologiczne… Na przykład uderza mnie fakt, że dżihadyści dysponują taką ilością gotowych ponieść śmierć, sfanatyzowanych kamikadze. To wymaga poważnej, bardzo naukowej analizy!!! Skąd to się bierze, jaki jest powód tego dziwnego zdecydowania? Gdzie źródła tak wszechpotężnej nienawiści i resentymentów…? Na pewno chodzi o zjawisko wysoce niepokojące i niełatwe do przeanalizowania. No i o zjawisko wprost niesamowicie – z czego należy sobie pilnie i do końca zdać sprawę – n i e b e z p i e c z n e!!!… Podejrzewam, że niestety naszym mężom stanu trudno (czy też nie mają ochoty) pojąć, co to wszystko może oznaczać; w pełni zrozumieć, że obecnie terroryzm nuklearny, chemiczny czy też kolosalny cyberatak jednak mogą czaić się za rogiem (???).

Powrót do strony głównej...

18:43, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 czerwca 2017
Widziane z Paryża 129/2017

Jak się poufnie dowiaduję, w pewnych polsko-paryskich kręgach o „wiadomym nastawieniu” moje zabiegi zmierzające do uznania zasług dyplomacji emigracyjnej, „ambasady Wolnej Polski” mego ojca oraz zasług jego następców – „przedstawicieli dyplomatycznych w Paryżu legalnego rządu RP na wychodźstwie w Londynie wywołują oburzenie, a moja teza, że z ambasad RP trzeba usunąć portrety co najmniej niektórych ambasadorów PRL-u jest ponoć uważana za zły żart! Ktoś (?) ponoć podkreśla, że PRL np. w Paryżu reprezentowali ludzie wybitni, jak np. Jerzy Putrament (zdecydowany wróg Mieczysława Moczara – słynna powieść „Bołdyn”, film z roku 1982 w reżyserii Petelskich), dalej: katolik Janusz Stefanowicz czy świetny pisarz Tadeusz Breza (z miejsca tu ja od siebie sprecyzuję, że Breza, nota bene były mąż siostry mej matki, nie był tu ambasadorem, lecz tylko radcą kulturalnym (!!!), zachowywał się bardzo przyzwoicie, wiele ludziom ze świata intelektualnego pomagał, raz czy drugi był z poufną wizytą u mego ojca… Podkreślał swoją bezsiłę, mawiał do mego ojca: „Dobrze wiesz, jaka jest sytuacja…”. Nie neguję zresztą, że wśród ambasadorów PRL-u bywali ludzie przyzwoici, np. Stanisław Gajewski (i inni).

Owe „pewne paryskie kręgi” ponoć twierdzą, że choć walczyły (od jakiego momentu?) z PRL-em, to jednak są zdania, że PRL to było polskie państwo (od siebie dodam: lennicze wobec ZSRR)… A co do emigracyjnej dyplomacji, to ich zdaniem szło o pogrobowców reakcyjnej Polski, o zjawisko bez znaczenia. Tu z miejsca wyjaśnię, że niezadługo mają się ukazać w opracowaniu słynnego historyka, dra hab. profesora Rafała Habielskiego tajne raporty dyplomatyczne, które ojciec dwa razy w tygodniu wysyłał do władz RP w Londynie. Są to obszerne i dokładne sprawozdania z działalności „Wolnej Ambasady RP” w Paryżu, i szeregu z nią współpracujących nieraz dużych organizacji emigracyjnych, np. także z ciężkiej walki o uratowanie Biblioteki Polskiej w Paryżu przed zakusami PRL-u, z nieoficjalnych rzecz jasna kontaktów z francuskim MSZ-em, z de Gaulle’em, z francuskim politykami różnych orientacji, z francuskim światem intelektualnym, z przedstawicielstwami wolnych Węgrów, Czechów, Litwinów, Rumunów, itd., itd…, a także z Ruchem Europejskim. No i co najważniejsze, z akacji pomocy dla przyjezdnych z Polski i z rozmów z tymi przyjezdnymi. (O ile pamięć mnie nie myli, np. z profesorem Skubiszewskim!!!).

Kończąc dodam, że ponoć owe „pewne kręgi” zarzucają mi, że powołuję się na jakieś „wyssane z palca rzekome dotyczące uznania zasług dyplomacji emigracyjnej obietnice Ministra Krzysztofa Skubiszewskego. I także głoszą o mnie: „On był korespondentem informacyjnym, wiedział, czym to musi grozić, a teraz narzeka”!

Powrót do strony głównej...

16:22, maciej.dzierzykraj-morawski
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 128/2017

Rozsądek nakazuje mi sprecyzować, iż piszę te słowa w niedzielę 4 czerwca 2017 roku o godzinie 11 rano!!! Rzecz w tym, że – jak kiedyś ponoć, wedle jednej dobrze wprowadzonej w kulisy Belwederu przyjaciółek mej rodziny – powiedział Marszałek Józef Piłsudzki, czyli poufale mówiąc „Ziuk”, „Nie zapominajcie, że diabeł nigdy nie śpi…”. Każdej chwili terroryści mogą znowu „pokazać zęby”, przejść do nowej „akcji…”. W krajach Zachodu – jak się okazuje – nie brak islamskich, czy na islam nawróconych, gotowych na wszystko fanatyków – sympatyków Daech-u!!!

Tak więc każdej chwili można się spodziewać czy to w Anglii, czy to we Francji, itd., itd. krwawych wyczynów opętanych nienawiścią fanatyków… Jak na razie, chodzi o wyczyny wysoce – jak to się czasem określa – rzemieślnicze… Kręgi kierownicze krajów Zachodu raczej niechętnym okiem patrzą na tych, co za nieuniknioną uważają powtórkę 11 września 2001! A przecież chyba jasne, że jednak wypada się liczyć z możliwością spotęgowanej, lepiej i „groźniej” zaplanowanej powtórki zamachu, jaki miał wówczas miejsce w USA. Nienawistni Zachodowi fanatycy mogą niewątpliwie posiadać tajemne poparcia w bogatych krajach Bliskiego Wschodu, a nawet (???) być może w tych czy innych (sfanatyzowanych) sferach Turcji (???). Tak, choć ci lub inni z poważnych względów politycznych, i do pewnego stopnia słusznej obawy przed nadmiernym popłochem i zamętem, muszą tępić panikarstwo i zbyt pesymistyczne supozycje – za rogiem czai się mimo wszystko groźba terroryzmu nuklearnego, chemicznego czy też naprawdę groźnego cyberataku!!! Józef Czapski kiedyś półżartem tylko powiedział mi, że trudno od mężów stanu żądać, „by patrzyli dalej niż czubek swego nosa…”. a Kot Jeleński był zdania, że „horyzonty myślowe polityków nieco  p r z y s ł a n i a  z reguły troska o następne, o te nachodzące wybory”… Ale wszak idzie tu o opinie najmądrzejszych spośród Polaków swych czasów!!! (Do jakiego stopnia mądrymi i umiejącymi przewidywać są rządzący teraz krajami Zachodu politycy – to bardzo trudne pytanie… Jak z kolei mawiał mój ojciec, historia uczy nas pesymizmu w tej dziedzinie (Ojciec był zdania, że tylko jeden de Gaulle naprawdę umiał patrzeć „wyżej i dalej”…).

Powrót do strony głównej...

13:01, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 127/2017

Wiele wskazuje na to, że wysoce pozytywnym, dobrze przemyślanym posunięciem jest (ponoć już zapowiedziana) nominacja ambasadorem RP w Paryżu dr hab. Tomasza Młynarskiego, profesora w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Polityki Zagranicznej w Instytucie Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Swego czasu duże zainteresowanie wzbudziła praca doktorska Tomasza Młynarskiego pt. „Stanowisko Francji wobec reformy konstytucyjnej i poszerzenia Unii Europejskiej 1996-2004”… Bardzo godnym uwagi był też – jak się podkreśla we wpływowych sferach Paryża – temat pracy habilitacyjnej Tomasza Młynarskiego: „Francja w procesie uwspólnotowienia bezpieczeństwa energetycznego i polityki klimatycznej Unii Europejskiej…”. Jak się dowiaduję, Tomasz Młynarski jest wysoko ceniony w kręgu czołowej francuskiej uczelni nauk politycznych w kręgu Sciences Po. Na marginesie tu odnotuję, że w owym słynnym w całym świecie Sciences Po obecnie wysoce aktywnie działa spora grupa studentów Polaków, współkierowana przez studenta, Kajetana Rościszewskiego…

Myślę że Tomasz Młynarski – biorąc pod uwagę jego kolosalnej wagi trafiające „w sedno tak aktualnego zagadnienia” kwalifikacje naukowe, będzie mógł podjąć wielkiej wagi dialog z prezydentem Macronem i jego współpracownikami: rzecz w tym, że – jak się zdaje – Macron w porozumieniu z panią kanclerz Angelą Merkel chce podjąć kroki mające tak czy inaczej usprawnić Unię Europejską… A przecież i Polsce zależy na odnowieniu i usprawnieniu Unii, wyrwaniu jej z oków czasem dość chyba jednak niedołężnej biurokracji, pchnięcie jej na drogę mądrych i śmiałych inwestycji, modernizacji przestarzałych infrastruktur, wyposażenia w błyskawicznie szybkie kolejnictwo, itd., itd.

Gdy chodzi o mnie, to liczę, że nowy ambasador tak czy inaczej uszanuje pamięć o swym poprzedniku Kademorze – Kajetanie Dzierżykraj-Morawskim, przez ćwierć wieku ambasadorze „wolnej Polski” we Francji, człowieku cenionym i wspieranym przez de Gaulle’a, oraz pamięć o całej tutejszej naszej dyplomacji emigracyjnej, w której skład oficjalnie wchodziłem np. za delegatów Rządu RP w Paryżu: Xawerego Reya i Jerzego Ursyna-Niemcewicza.

Powrót do strony głównej...



12:27, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 126/2017

Wielki, cieszący się opinią pisma wielce poważnego paryski tygodnik „Courrier International” z 1 czerwca 2017 roku ukazał się pod olbrzymim, rzucającym się w oczy pierszostronicowym tytułem „Terrorisme – la guerre sans fin”. Podtytuł daje jasno wyraz przekonaniu, że w związku z porażkami ponoszonymi przez Daech w Syrii i w Iraku, zagrożenie wzrasta gdy chodzi o kraje świata zachodniego… A w artykule wstępnym tygodnik ten podkreśla, że po zamachu w Manchesterze w dniu 22 maja br., który spowodował śmierć 22 osób, problem terroryzmu siłą rzeczy pojawił się na zeszłotygodniowych naradach NATO i G7. Samo narzuca się pytanie, jak zapewnić ochronę naszych społeczeństw! Wedle tekstów cytowanych przez ów Courrier, wiele poważnych pism prasy międzynarodowej mocno podkreśla, że trzeba starannie brać pod uwagę to terrorystyczne zagrożenie, pozostając równocześnie wiernym naszym wolnościowym zasadom. Jest szczególnie pilne, by wzmocnić współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa i wywiadu, a w tej dziedzinie Brexit niestety sprawy nie ułatwia (?). Następnie ów znakomity, świetnie zorientowany tygodnik dowodzi, iż paradoksalnie – ponieważ Daech ponosi porażki na Bliskim Wschodzie – godzące w Zachód zagrożenie potęguje się… Tyle mymi słowami i w skrócie o owej tak ważnej wypowiedzi tego wielce godnego uwagi paryskiego tygodnika „Courrier International”, który w oparciu o szereg wypowiedzi poważnej prasy różnych krajów dobrze dostrzega to czające się za rogiem ogromne niebezpieczeństwo!!!

Ze swej strony, jakże wybitny historyk wojskowości, dr hab. profesor Aleksander Woźny pisze w odpowiedzi na me pytanie: „W dobie obecnej nikt nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego! W 2001 roku Amerykanie – choć wiedzieli dużo – zostali zaskoczeni. Służby zachodnie pracują, ale jest niemożliwym postawienie żołnierza za każdym z podejrzanych. (W roku 1939 w Polsce uznane za „panikarskie” ostrzeżenia naszego wywiadu zostały zlekceważone!!!…). Ataki cybernetyczne zaś trwają cały czas z różnym natężeniem. Wiele krajów, a w nich banki, zostały doświadczone takimi działaniami. W kwestii ostrzeżeń wszystko zależy od zaufania czynników politycznych do ostrzeżeń wywiadu. Proszę pamiętać, że nad wojskowymi znajdują się politycy!!!” Tyle profesor Woźny.

Od siebie dodam, że – jak podkreślał mój ojciec – historia nas uczy, jak lekkomyślnymi bywali politycy!!! Nasze polskie władze przed wrześniowa wojną ostro tępiły „defetystów”. Władze z reguły stawiają czoła panikarstwu. Uspakajają społeczeństwa. Twierdzą, że „kontrolują sytuację”! A tymczasem podejrzewam, że nie można całkowicie wykluczać czy to terroryzmu nuklearnego, czy też siejącego niesamowity zamęt ogromnego cyberataku (???). Jasne, politycy dbają w pierwszym rzędzie o własną popularność – są z natury rzeczy skłonni do lekceważenia mogących wywoływać panikę i wielki niepokój szerokich mas ostrzeżeń!

Powrót do strony głównej...



12:24, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 125/2017

Tak więc w ciągu kilkunastu najbliższych dni będą tu miały miejsce wybory parlamentarne! Najprzód rzecz jasna pierwsza – a dwa tygodnie później druga tura. Jak się w tej chwili wydaje, partia prezydenta Emmauela Macrona odnieść winna duży sukces… i być w stanie zbudować własną większość parlamentarną… Godzące w dwóch ministrów – członków nowego, powołanego na polecenie Macrona rządu, nie do końca klarowne oskarżenia de facto jakby natury finansowej nie robią na masach wyborców większego wrażenia!! I to mimo upartych prób rozdmuchiwania tych spraw. Centrowo-prawicowa partia „Republikanie” jest jak na razie w rozsypce. Skrajnie prawicowy Front Narodowy też przeżywa kryzys… Mój znajomy, sympatyk Marine Le Pen, który jeszcze kilka dni temu uważał, na podstawie jakichś tam obliczeń, że Front uzyska sześćdziesięciu dziewięciu posłów, teraz nagle mówi o piętnastu posłach. Narzeka, że ktoś wpuścił Front w maliny, idiotycznie radząc mu głosić konieczność wyjścia Francji ze „strefy Euro”, czy też po prostu z Unii (???). A zapowiedź takich zagrań wprawiała wielu Francuzów, w tym np. tak licznych tu „ciułaczy”, w panikę!!!

Odnotuję też, iż ostatnio Paryż odwiedził podejmowany przez Macrona „po królewsku”, np. w Wersalu, prezydent Rosji, Władimir Putin. W spotkaniach z tym tak ważnym gościem, Macron na celująco zdał egzamin. Wykazał wielką zręczność i wielką godność. Wyraźnie już urósł do rangi wręcz czołowego męża stanu całej Europy.

Mocno także przypominam, że Emmanuel Macron jest bardzo wiernym synem miasta Amiens, podobnie jak jego żona – też jakże intelektualnie wybitna; znawczyni współczesnej sztuki, teatru i malarstwa Brigitte Trogneux-Macron, potomkini rodu tamtejszych fabrykantów czekolady i słynnych ze swej jakości „makaroników”, dziedziczka wielkich tradycji, także i kulturalno-artystycznych oraz kolekcjonerskich… A dzięki Józefowi Czapskiemu, znany nam Polakom jest malarz Jean Colin d’Amiens (1927-1959 ), tak młodo na chorobę Charcota zmarły genialny malarz – tak wysoko swego czasu przez cały szereg ludzi naprawdę wybitnych ceniony. Ów syn profesora medycyny z Amiens był ulubionym podopiecznym Czapskiego. Na 6 miesięcy przed swym zgonem, stał się on mężem siostrzenicy Józefa Czapskiego, Elżbiety Plater-Zyberk… Dodam, że od roku zaczęło się coś, co nazywam wielkim renesansem Jeana Colin d’Amiens… Wiele się znowu o nim mówi i pisze.

Powrót do strony głównej...

12:20, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 124/2017

W odpowiedzi na pytanie czytelniczki stwierdzam, że me przywiązanie do tego miasta i do całej Ziemi Kościańskiej wynika z jednej strony z tradycji rodzinnej (moi przodkowie niegdyś bywali posłami z tego okręgu na Sejm Berliński, mój ojciec chętnie podkreślał swe głębokie przywiązanie do całej Wielkopolski i do jej specyficznych postaw i cech), a z drugiej strony z tego, że od marca (?) 1945 roku byłem uczniem kościańskiego Liceum, i tam na początku stycznia 1946 roku zdałem maturę. Teoretycznie nie miałem prawa – będąc synem właściciela Jurkowa – przebywać na terenie kościańskiego powiatu. Ale – jak stwierdza słynny regionalista Jerzy Zielonka, Kościan był wtedy „AK-owską wyspą na Morzu Czerwonym”. Miastem i powiatem, a także partiami politycznymi rządzili zakamuflowani byli AK-owcy. Matce mojej pozwolili zachować niepodlegającą reformie rolnej resztówkę, „Polesie”. Starostą kościańskim był mecenas Karol Fischbach, narodowiec. Wojewoda poznański Feliks Widy-Wirski, b. szef Zrywu Narodowego, stawiał na współpracę władzy z endekami „rozumiejącymi potrzebę sojuszu z Rosją”.

Ja chodziłem w Kościanie do Liceum. Zapisałem się do OM TUR-u. Ówczesny szef PPS-u w Kościanie, Boryczko, miał swego człowieka w powiatowym UB, który chyba później uciekł do Hamburga (???)… Władza owych zakamuflowanych b. AK-owców w Kościanie utrzymała się do aresztowań i zmiany kursu w połowie roku 1948 (ja od listopada 1946 roku byłem już we Francji!!!).

Tak więc, ze spędzonego roku 1945 w Kościanie zachowałem najlepsze (!!!) wspomnienia… Odwiedzał nas w Kościanie jakiś były oficer wywiadu AK, nie wierzył w rychłą wojnę. Wzywał mych kuzynów, np. Jasia Kicińskiego, do zaprzestania bawienia się w konspirację… Był zdania – tak nam mawiał – że w PPR-ze Gomułka być może reprezentuje kierunek patriotyczny…

Na początku listopada 1946 roku wyjechałem z chorą nerwowo matką do ojca do Francji. Paszport załatwił nam minister Odbudowy Kraju, Michał Kaczorowski, PPS-owiec, mego ojca przyjaciel sprzed wojny (ja figurowałem jako nieletni na paszporcie matki). Miałem nadzieję po studiach we Francji do kraju wrócić. Ojca mego za radą Eugeniusza Kwiatkowskiego i Michała Kaczorowskiego też z matką namawialiśmy na powrót do kraju! I na pracę nad odbudową Polski. Ale jesienią 1948 okazało się, że mój ojciec dobrze wiedział, co robi nie chcąc wracać. Nastała „stalinowska noc”. Kwiatkowski poszedł w odstawkę. Wyrzucono go z Wybrzeża do Krakowa; Kaczorowski też przestał być ministrem! W Kościanie – jak już pisałem – nastąpił stalinowski pogrom!

Mój pobyt w Kościanie w roku 1945 (mieszkałem u Pani Józinki Schyfter przy ulicy Poznańskiej 39) odegrał dużą rolę w mym życiu. Byłem załamany klęską powstania warszawskiego, śmiercią na polu walki mej siostry Magdy i licznych mych kolegów. A także tym, co przeżyłem w Warszawie w piwnicach domu przy Zimorowicza 4 na początku sierpnia 1944 (żołdacy tak zwanej Brygady Kamińskiego na służbie SS gwałcili kobiety i nastoletnie dzieci). Matka moja po śmierci córki popadła w depresję.

Rok 1945 w Kościanie był dla mnie rokiem odbudowy kraju. Rządzący w Kościanie zakamuflowani AK-owcy uczyli mnie – jak mówili – mądrego patriotyzmu; ich hasłem było: „Nigdy więcej beznadziejnych powstań”… Popierali mądre ich zdaniem postawy „Radosława”… Stawiali na pracę pozytywną. W przeciwieństwie do mego ojca nie dostrzegali, że nadchodzi „stalinowska noc”!

Liceum w Kościanie i mój pobyt w tym mieście, w środowisku jego narodowo myślącej inteligencji, inteligencji na wysokim poziomie, to był dla mnie wspaniały, bardzo ważny okres!!! Jeśli można to tak powiedzieć, stałem się wówczas 100-procentowym patriotą. W Kościanie podjąłem niezłomną decyzję: życie me poświęcić służbie Polsce!!!

A po wyzwoleniu, po roku 1989, zaraz pojechałem do tej kolebki mych postaw życiowych – do Kościana. Tam Teresa Masłowska napisała najprzód duży artykuł, a później książkę o mnie: „Łącznik z Paryża. Rzecz o weteranie zimnej wojny”. Książkę bogatą wielką ilością kopii ważnych listów np. Jana Nowaka, Stanisława Gebhardta, Kazimierza Zamorskiego, Edwarda hr. Raczyńskiego, Kazimierza Sabbata, dalej, np. kondolencją Generałowej de Gaulle skierowaną do mnie po śmierci mego ojca w listopadzie 1973, itd., itd. Książka ta przynosi też ważne mnie dotyczące wypowiedzi prof. dr. hab. Waldemara Handke, Romana Majewskego, redaktora naczelnego „Panoramy Leszczyńskiej” oraz Jerzego Zielonki… Za radą tegoż redaktora Zielonki – wybitnego pisarza regionalisty południowo-wielkopolskiego, i pod jego nadzorem naukowym zacząłem publikować w formie książkowej, me internetowe dzienniki „Dwa Brzegi. Zapiski weterana zimnej wojny”… (ojciec mój w roku 1960 dostał nagrodę „Wiadomości” Grydzewskiego za swą książkę „Tamten Brzeg”). Wydawca mych dzienników to Instytut im. Stefana „Grota” Roweckiego w Lesznie. Trzy tomy już się ukazały, czwarty – zadedykowany obecnemu polskiemu MSZ-owi – już w drodze. Piąty tom w opracowaniu)…

Kończąc, stwierdzę, że choć mam nieco wysoce szacownych odznaczeń, to najwyższą wagę przywiązuję do dwóch faktów: do tego, iż jestem kawalerem Honoru i Dewocji Suwerennego Rycerskiego Zakonu Szpitalników, zwanego Maltańskim, oraz Obywatelem Honorowym Królewskiego Miasta Kościana, niegdyś z Zakonem Maltańskim ściśle związanego!

Powrót do strony głównej...



12:16, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 123/2017

Wybitny pisarz, regionalista południowo-wielkopolski, redaktor Jerzy Zielonka, inicjator wydawania przez zasłużony Instytut im. Generała „Grota” Roweckiego w Lesznie moich dzienników, doniósł mi przedwczoraj, iż 4. i 5. tom tych mych tekstów zapewne ukażą się już kolejno w ciągu kilku miesięcy… Czwarty tom ma poprzedzić tekst wysoce inteligentnego redaktora Marka Zaradniaka – sprawozdanie z rozmowy, jaką na mój i mego ojca temat przeprowadził przed laty z Janem Nowakiem-Jeziorańskim.

Przypomnę z kolei, że np. tom drugi dzienników zadedykowałem Józefowi Czapskiemu, a tom trzeci Wielkopolanom i mej ukochanej Ziemi Kościańskiej… Tom czwarty zamyślam zadedykować MSZ-owi Wolnej Polski!!! Ojciec mój kierował tym ministerstwem w obalonym „Zamachem Majowym” rządzie Witosa, później w czasie wojny jako sekretarz generalny przy boku Edwarda Raczyńskiego zawiadywał owym urzędem. Wreszcie przed ćwierć wieku był przy Francji ambasadorem Wolnej Polski (jesienią 1943 roku był pierwszym ambasadorem przy władzach Wolnej Francji rezydujących wówczas w Algierze – rząd RP na wychodźstwie jako pierwszy ze wszystkich rządów uznał władze Wolnej Francji. Już tam w Algierze ojciec zasłużył sobie na uznanie i przyjaźń de Gaulle’a. W lipcu 1945 roku, po cofnięciu uznania legalnym władzom Polski, pozostał w Paryżu jako „ambasador Wolnej Polski” (zachowano mu status dyplomaty ad personam). Do 1969 roku, do swej choroby i wyjazdu do Domu Spokojnej Starości w Lailly-en-Val, w Paryżu „urzędował” i koordynował działalność emigracji politycznej i jej organizacji, reprezentował niezależną polską rację stanu, działał w ruchu europejskim, miał stały kontakt z francuskim MSZ-em, z francuskimi mężami stanu, np. z Robertem Schumanem via jego najbliżsi współpracownicy tacy jak Robert Rochefort, z de Gaulle’em i z jego otoczeniem, z francuskim MSZ-em, np. z dyrektorem spraw politycznych, Jeanem Laloyem.

Dwa razy w tygodniu wysyłał do polskiego kierownictwa w Londynie tajne raporty (dzięki drowi hab. profesorowi Rafałowi Habielskiemu mają się one ukazać drukiem).

Do roku 1968 mieszkałem z mymi rodzicami w naszej Ambasadzie Wolnej Polski przy 174, rue de l’Université – Paris 7. Siłą rzeczy uczestniczyłem w owej ambasady życiu! Choć zawodowo pracowałem gdzie indziej. Na przykład ostatnio dla działu informacyjnego Radia Wolna Europa… Dopiero później stałem się formalnym owej wówczas już nie ambasady, lecz delegatury rządu RP współpracownikiem. Po śmierci drugiego z rzędu następcy mego ojca, Xawerego Reya, przyjechał tu z Londynu ówczesny premier, Kazimierz Sabbat. Chciał, bym ja został delegatem rządu RP w Paryżu. Nie mogłem tego jednak dość eksponowanego stanowiska przyjąć, będąc tu oficjalnie akredytowanym korespondentem RWE. Na mój wniosek, delegatem został Jerzy Ursyn-Niemcewicz. Ja wszedłem do jego zespołu jako doradca prasowy (Wirydianna Rey i ja mamy legitymacje służbowe delegatury, wydane przez J. Ursyna-Niemcewicza).

Jak już nieraz pisałem, wysoce kulturalny, otaczający prawdziwym szacunkiem historię Polski, minister Krzysztof Skubiszewski, który znał mego ojca (i odwiedzając za PRL-u Paryż bywał w naszej „ambasadzie Wolnej Polski”) przed ćwierć wiekiem (!!!) obiecywał mi, że byłych – wówczas jeszcze dość licznych – pracowników emigracyjnej służby dyplomatycznej uzna za honorowych pracowników ambasad wolnej już RP!!!… Nic z tego nie wyszło!!! A teraz – jak mnie donoszą przyjaciele, np. pewne dość niegdyś reżimowe, a obecnie zgrywające byłych rewizjonistów i wielkich demokratów kręgi – nadal najwidoczniej uważają nas za „zaplutych karłów reakcji”, wyśmiewają me starania o uznanie roli emigracyjnej dyplomacji, rzucają oszczerstwa na „emigracyjnych dyplomatołków”, na dyplomację reakcyjnej pańskiej (!!!) Polski . Stale wyciągają mi fakt, że mając 15 lat w Kościanie wiosną 1945 byłem OMTUR-owcem, uznawałem ówczesny prowizoryczny rząd jedności narodu (premier Edward Osóbka Morawski, wicepremier Stanisław Mikołajczyk). Że „nieugięty” stałem się dopiero wyjechawszy z kraju jesienią 1946 roku pod wpływem ojca na emigracji (jest prawdą, że w latach 1945-1946 matka i ja uważaliśmy, iż ojciec winien wrócić do kraju, Polskę odbudowywać… Dawny szef ojca, b. wicepremier, wtedy minister ds. odbudowy Wybrzeża, Eugeniusz Kwiatkowski, miał dlań w Gdańsku jakieś wysokie stanowisko… Ojciec jednak był przekonany, że Kwiatkowski się nie utrzyma, że lada chwila Stalin narzuci Polsce globalną „stalinizację”! I jak się okazało już w połowie roku 1948, ojciec mój miał całkowitą rację! Na rozsądny kompromis ze Stalinem nie było absolutnie żadnych szans. rzecz w tym, że – jak ojciec poufnie nam mawiał – Stalin to nie polityk, lecz „policyjnie myślący psychopata”).

Kończąc, dodam, że – jak mi powiedziano – pewne „postępowe” sfery uważają za zły dowcip mój pomysł, by w obecnych ambasadach RP, gdzie wiszą portrety PRL-owskich „towarzyszy ambasadorów”, niekiedy (nie zawsze) typów spod ciemnej gwiazdy, umieścić portrety ludzi takich jak mój ojciec, i inni dyplomaci naszej niepodległościowej emigracji…

Powrót do strony głównej...



12:08, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 122/2017

Na wstępie precyzuję, iż ten tekst piszę w poniedziałek 29 maja rano! Rzecz w tym, że nie można przewidzieć dnia ani godziny, w której być może (???) – powtarzam z najwyższym naciskiem BYĆ MOŻE, bo nic ściśle w tej dziedzinie nie jesteśmy w stanie określić – światem znów wstrząśnie jakaś (???) poważnie przygotowana i spotęgowana powtórka zamachów, jakie miały miejsce w USA 11 września 2001 roku! Otóż poprawne, rzeczowe myślenie, oparte na naukowej analizie sytuacji i znajomości psychologii pewnych środowisk, a także ich możliwości zarówno finansowych jak i technicznych, nie pozwala takiej perspektywy do końca wykluczać! Trzeba brać pod uwagę możliwość użycia cyberataku czy też broni chemicznych lub nuklearnych…

Zamach w Manchesterze miał jednak – jeśli to tak wolno określić – charakter nieco „rzemieślniczy”… Ale jasne, iż dżihadystowskie kręgi fanatyków islamu mają w tych czy innych krajach sunnickich (???) regionów wysoko postawionych, „piekielnie” bogatych, tajemnie nienawidzących Zachodu sojuszników mogących dysponować specami najwyższej klasy, „atomistami”, specami od broni chemicznych i rzecz jasna cyberataku…

Samo narzuca się pytanie! Czy zachodni spece od zagadnień bezpieczeństwa i terroryzmu takie zagrożenie dostrzegają? Odpowiedź zapewne prosta. Poglądy na ten problem siłą rzeczy muszą być różnorakie, podzielone… Jak słyszę, niektórzy eksperci narzekają nawet na plagę nadmiernie panikarskich spekulacji! Do tego rządy są oczywiście bardzo źle nastawione do „przesadnego bicia na alarm, do nadmiernego niepokojenia mas – niepokojenia o ewentualnych nieobliczalnych skutkach politycznych”. Jednak niewątpliwie ci lub inni rzeczoznawcy, w tym zapewne niektórzy eksperci Pentagonu, chyba muszą być zdania, że rozsądek nakazuje być gotowym nawet na najgorsze, na cyberatak czy na terroryzm nuklearny, a także np. na ataki na siłownie jądrowe. (Ciekawe, co o tej sprawie myśli wielki nasz historyk wojskowości, prof. dr hab. Aleksander Woźny?).

Kończąc, raz jeszcze mocno podkreślę, że najgorsze nie jest zawsze pewne!!! Ale jasne także, że „strzeżonego Pan Bóg strzeże”, że lepiej potencjalne niebezpieczeństwa nieco przesadzić (być gotowym na najgorsze) niż je całkowicie ignorować…

Powrót do strony głównej...

12:00, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 121/2017

Urodzony 28 marca 1928 r. w Warszawie Zbigniew Brzeziński zmarł 26 maja w Falls Church (stan Virginia). Jan Nowak-Jeziorański nieraz podkreślał ogrom światowej pozycji Brzezińskiego i fakt, że był on jednym z czołowych politologów świata, oraz także, że ów człowiek wychowany za oceanem, grający tak wielką rolę w USA, był równocześnie polskim patriotą, żywo zainteresowanym w najpiękniejszych tradycjach przedwojennego polskiego MSZ-u (ojciec Zbiga był przedwojennym polskim dyplomatą!!!).

Gdy chodzi o mnie, to pozwolę sobie przytoczyć tu list Jana Nowaka do „Zbiga” z 17 grudnia 1976 roku: „W liście pisanym 13 grudnia… M. Morawski prosi mnie, by przekazać Ci w prezencie autograf Generała de Gaulle’a – list pisany do ambasadora Kajetana Morawskiego; Morawski pisze: „Załączam list Generała de Gaulle’a do mego ojca z prośbą o przekazanie go Brzezińskiemu jako prezent gwiazdkowy. Myślę, że ten syn kolegi mego ojca z MSZ-u zainteresuje się tą pamiątką. Drobny ten podarunek ma być wyrazem przyjaźni i poczucia solidarności ze „Zbigiem” i z jego akcją…”.

Zbig podziękował mi miłym liścikiem za ten podarek. I dobrze o nim pamiętał. Na przykład gdy w roku 2011, gdy spotkałem go w Pałacu w Małej Wsi pod Warszawą, powiedział mi, że ceni sobie ten list – wyraz szlachetnie propolskiej postawy de Gaulle’a… Wówczas „Zbig” specjalnie przyjechał z USA do Polski (do Małej Wsi) na ślub swego bliskiego krewnego i chyba tez chrześniaka, Zbyszka Romana, obecnie wybitnego adwokata, a syna mego przyjaciela – dziennikarza i pisarza, Andrzeja Romana. Na ślub Zbyszka Romana z wnuczką mego stryjecznego brata, Adzia Morawskiego z Małej Wsi, Anią Reiff (urocze, bardzo w atmosferze rodzinne wesele!).

Jeden z czytelników pyta o stosunek „Zbiga” do RWE. Odpowiedź prosta. „Zbig” był niezwykle bliskim przyjacielem Jana Nowaka. Położył wielkie zasługi dla obrony Rozgłośni Polskiej RWE przed intrygami tych czy innych klanów emigracyjnych „ambicjonerów” chcących Rozgłośnią zawładnąć, czy też tylko szkalujących ją. Potrafił umocnić obronę Radia przed atakami senatora Fulbrighta. Dobrze wyczuwał prawdziwe podłoże – de facto niekiedy „po cichu” i czasem „dość zręcznie” inspirowanych (???) przez „przyjaciół” ZSRR – prób likwidacji RWE czy przynajmniej ingerencji w jej np. sprawy personalne (?).

Powrót do strony głównej...

11:51, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 120/2017

Poczta dostarczyła mi przesyłkę od Wirydianny z hr. Raczyńskich hr. Reyowej. Chodzi o – jak już po przeczytaniu pierwszych pięćdziesięciu stron widzę – książkę wielkiej wagi, wręcz rewelacyjną! Jest to dzieło Zofii Wojtkowskiej pt. „Wiek ambasadora – opowieść o życiu Edwarda Raczyńskiego” (Wydawnictwo Iskry, Warszawa). Jakże wybitny dr hab. Mirosław A. Supruniuk, kierownik Archiwum Emigracji UMK w Toruniu (jak z miejsca wyczuwam) bardzo słusznie pisze: „Nadzwyczajnie ciekawa i mądra książka”!

 


Autorka tego dzieła, Zofia Wojtkowska, z wykształcenia historyk, jest cenionym dziennikarzem. Pracowała m.in. dla „Wprost”, „Newsweeka”, „Expresu Wieczornego”. Jest wnikliwym i niezależnym obserwatorem… Fakt, że zajęła się ona „analizą” postaci i dziejów Edwarda Raczyńskiego, wysoce mnie ucieszył. Rzecz w tym, że w mym odczuciu prezydent Raczyński był ZGOŁA CZOŁOWĄ postacią naszej zwanej drugą (pierwsza to czasy „Hotelu Lambert”) wielkiej emigracji politycznej… A w Polsce mało kto do końca sobie z tego zdaje sprawę. A tymczasem dość jednak jasne dla mnie, że najwyższe kierownicze władze świata zachodniego – dobrze znające Raczyńskiego, np. z okresu gdy w czasie drugiej wojny światowej był on ministrem spraw zagranicznych w rządzie Generała Sikorskiego, i np. pierwszy bił na alarm i ujawniał zbrodnię holocaustu i jej ogromny wymiar – doskonale wiedziały, że jest on kimś wyjątkowym, godnym zaufania, ostrożnym i bardzo na serio, jakże różnym od tych czy innych czasem błyskotliwych, lecz nie zawsze do końca poważnych tak zwanych emigracyjnych „podskakiwaczy”… Wiem np., że władze USA, że odpowiedzialni za kierownictwo „akcji wschodniej” szefowie Komitetu Wolnej Europy uważnie słuchali jego rad. Raczyński był istotnym sojusznikiem dyrektorów Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa, w pierwszym rzędzie Jana Nowaka i Zygmunta Michałowskiego. A – jak wiadomo – intryg mających na celu szkalowanie czy nawet opanowanie owej rozgłośnie nie brakło. James Mac Cargar, spec Komitetu Wolnej Europy od kontaktów politycznych z uchodźstwami przed laty mawiał mi, że ma pełne zaufanie do wielkiej inteligencji Edwarda Raczyńskiego i do skupionego wokół niego środowiska emigracyjnej polskiej dyplomacji, do ludzi – jak ojciec, nota bene tak ceniony przez de Gaulle’a, jak Józef Potocki z Madrytu, itd., itd. A pewien wysoki urzędnik francuskiego MSZ-u bardzo poufnie w czasie rozmowy z Józefem Czapskim i ze mną przyznawał: „Jasne, że Edward Raczyński i Kajetan Morawski reprezentują autentycznie polski punkt widzenia…, a ci panowie przysyłani z PRL-u w sposób oczywisty są pod bacznym „kierownictwem” ambasady ZSRR – to brutalnie i nieustannie rzuca się w oczy! Dziwne nawet, że tej zależności ani oni, ani Rosjanie lepiej nie maskują…”

Zastanawiam się, do jakiego stopnia w Polsce jest dla społeczeństwa oczywiste, że ambasady PRL-u musiały być całkowicie „na obcej smyczy”? Do głębi oburza mnie to, że np. tu w Paryżu jak dotąd nie złożono hołdu pamięci o ambasadzie, a następnie o przedstawicielstwach Wolnej Polski… Że zręcznie przemalowani i zamaskowani postkomuniści nadal opluwają i lekceważą wielkie tradycje tej naszej długoletniej walki o wolność. A nasz obecny MSZ wolnej RP nigdy się tą sprawą na serio nie zajął, nigdy do tej patriotycznej tradycji wolnej polskiej dyplomacji nie nawiązał!!! Choć już minister Krzysztof Skubiszewski niewątpliwie doceniał tej sprawy wagę!!!

Powrót do strony głównej...



11:25, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 119/2017

Najwyraźniej pewną liczbę czytelników zaskakuje moja teza o możliwości terroryzmu nuklearnego! W odpowiedzi im, śpieszę przypomnieć, że już nieraz mocno zaznaczałem, iż generał broni Jeannou Lacaze (1924-2005), były szef sztabu francuskiej armii, już kilkanaście lat temu podkreślał, że należy pojąć (i fakt ten mądrze wziąć pod uwagę), iż terroryzm to niewątpliwie współczesna forma wojny!!!

Z rozumowania tego generała, dość powszechnie nazywanego „Sfinksem”, jasno wynikało, że terroryzm staje się w naszych czasach podstawowym problemem obrony narodowej. Z takiego rozumowania zapewne winno wynikać hasło: „Schrony równie potrzebne jak czołgi”… Wszak z rachunku prawdopodobieństwa zdaje się wynikać, że to, co zaszło w USA we wrześniu 2001 może się powtórzyć w spotęgowanym i „nuklearnym” wymiarze! Jasne chyba, że pewne siły dżihadu mogą planować atak na Waszyngton, Moskwę, Berlin czy Paryż… Wszak „dżihadyści różnych maści” marzą o tym, by tak czy inaczej uderzyć w organa kierownicze Zachodu.

Generał Jeannou Lacaze jasno wskazał, że w walce z zagrożeniem terrorystycznym zasadniczą rolę winien odgrywać mądry wywiad. Cała rzecz w tym, by realistycznie wycenić możliwości i zamiary dżihadystów, odkryć ich ukrytych sojuszników, np. tych, co terroryzm finansują, tak czy inaczej go dozbrajają… Od siebie dodam, że logicznie myśląc, także być może posługując się mózgami elektronowymi, analizując wszystkie dostępne – czy odpowiednimi metodami zdobywane – dane, również odwołując się do naukowej analizy psychologicznej przeciwników niewątpliwie można sporo przewidzieć!!! Jednego nie wolno lekceważyć!!! W wielu krajach islamskich, nawet w np. Turcji, nie brak zakonspirowanych „islamofanatyków” nienawidzących Zachodu… (W Turcji ponoć w sferach obecnej władzy b. mocni są ponoć Bracia Muzułmańscy??).

Powrót do strony głównej...

11:19, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 118/2017

W związku z mym wczorajszym dziennikiem rozmówca uważa, że wskazywanie na możliwość terroryzmu nuklearnego jest absurdem. „Wszak obecni islamscy terroryści to ludzie dość prymitywni, niemający żadnej szansy na wyposażenie się w bronie nuklearne. Dżihadysta, który wczoraj dokonał zamachu w Manchesterze to młody fanatyk bez dostępu do bardziej groźnych, np. nuklearnych, środków agresji…”.

Moja odpowiedź prosta. Nie można wykluczać, że niektórzy spośród owych – jak to się określa – samotnych wilków dżihadu, zdołają jednak skonstruować takie czy inne wysoce niebezpieczne „bronie czy bomby chemiczne lub atomowe”. Wszak wśród dżihadystów mogą bywać studenci nauk ścisłych czy „technicznych”, także informatyki… (Groźba „poważnego cyberataku” jest znaczna)… Do tego nie należy zapominać zamachu dokonanego 11 września 2001 w USA. Nie można też do końca wykluczać, że te czy inne wrogie Zachodowi „siły”, bogate środowiska np. z Bliskiego Wschodu, być może nawet to lub inne państwo, udzieli terrorystom WSPARCIA…

Powrót do strony głównej...



11:16, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 maja 2017
Widziane z Paryża 117/2017

Emmanuel Macron chyba bardzo jasno stawia na daleko idącą przebudowę i usprawnienie Unii Europejskiej. Pragnie, by już jesienią 2017 roku w krajach Unii odbyła się cała seria narad dotyczących zadań, jakie przed Unią stoją. W oparciu o myśli rozwinięte w czasie tych debat, winien być przez rządy państw Unii opracowany realistyczny plan konkretnych działań. Działań zdolnych pchnąć całą Unię na tor nowego rozwoju i pełnej modernizacji… Co jednak wielce ważne, Macron chyba wyraźnie stawia na usprawnienie istniejących już instytucji europejskich, lecz nie na jakąś „całkowitą ich przebudowę…”. Ale rzecz jasna, to wszystko sprecyzuje się dopiero latem 2017 roku.

A teraz podkreślę dwa wysoce w mym odczuciu istotne zjawiska. Po pierwsze, Macron chyba bardzo wyraźnie stawia na współdziałanie i na stały dialog z panią kanclerz Angelą Merkel. Po drugie – jak się zdaje (?) – jest on zdania, że trzeba opracować nowy i śmiały plan pchnięcia strefy euro na tor nowego rozwoju drogą wielkich inwestycji. Narzuca się tu z miejsca pytanie, czy i do jakiego stopnia zawsze ostrożni Niemcy zechcą wejść na taką drogę.

W tej chwili – przed wyborami do parlamentu – za wcześnie jednak jeszcze, by przeprowadzić bardziej szczegółową analizę dotyczących Unii Europejskiej planów Emmanuela Macrona… Jedno jednak chyba pewne! Nowy prezydent Francji, gdy chodzi o ową Unię, ma śmiałe, dość daleko idące zamiary i koncepcje; chce wlać w Unię ducha odnowy, usprawnić jej działania. Podjąć budowę Europy na wskroś nowoczesnej (!!!), zdolnej wejść na drogę szybkiego rozwoju ekonomicznego, zdolnej zapewnić „pełne zatrudnienie” oraz przygotowanej na stawienie czoła wszelkim zagrożeniom, w tym – rzecz jasna – dżihadystom…

Dochodzą do mnie bardzo godne echa z kręgu ruchu Macrona. Z kręgu ruchu „En Marche”, czyli „Naprzód”… Otóż ów nowy prezydent potrafił skupić wokół siebie duży zespół ludzi: młodych i bardzo dynamicznych, stawiających w pełni na wynalazczość i autentyczną nowoczesność, zdających sobie jasno sprawę z faktu, że idzie nowe, że zaczyna się zupełnie nowa „epoka wielkiej przemiany.”… Że osiągnięcia współczesnej nauki, także technologii, są coraz to wyraźniej wręcz niesamowite, że wchodzimy w okres pociągów o szybkości np. 800 km na godzinę, komputerowej pracy zdalnej. Także zdalnego nauczania, wielkiej wagi manipulacji genetycznych, i że równocześnie niewątpliwie może się jednak potęgować zagrożenie terrorystyczne, że nie wolno na dalszą metę całkowicie wykluczać możliwości terroryzmu nuklearnego. (problem: jak należy się na taką ponurą możliwość przygotować? Na przykład w USA, ale i także gdzie indziej, zdarza się, że miliarderzy konstruują sobie luksusowe prywatne schrony. To chyba jednak coś znaczy?).

Tak, często młodzi i nieraz wysoce wykształceni działacze ruchu "En Marche" na pewno dostrzegają, że idzie zgoła wręcz niesamowite "nowe".

Powrót do strony głównej...



10:47, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 116/2017

W ten poniedziałek, 22 maja 2017 roku, dziennik „Le Figaro” na swej pierwszej stronie w wielkim tytule stwierdza, że dziś oficjalnie zaczęła się kampania wyborcza. To pismo mocno podkreśla: „La bataille des legislatives est lancee”, oraz w jednym z czołowych, dotyczących tej sprawy artykułów przytacza wyniki obecnych, siłą rzeczy wstępnych, badań słynnego instytutu Opinionway, z których – jak sprawy teraz stoją – zdaje się wynikać, że ruch En Marche („Naprzód”!) Prezydenta Macrona może spodziewać się samodzielnego posiadania większości w nowym Zgromadzeniu Narodowym (???). Ale kampania wyborcza dopiero się zaczyna… Do drugiej tury wyborów parlamentarnych (niedziela, 18 czerwca br.) nastroje mogą jeszcze ewoluować pod wpływem propagandy tych lub innych, stawiających na swą niezależność, mających oczywiście własne koncepcje, stronnictw… Do tego przed 18 czerwca może jeszcze wiele rzeczy nieprzewidywalnych zajść, czy to we Francji, czy to w świecie. Na przykład „za rogiem mogą się czaić islamscy terroryści”. Chyba jednak nie trzeba całkowicie wykluczać, że prędzej czy później dorwą sie oni do jakichś bardzo groźnych środków wybuchowych. Wszak chyba jasne, że „ten czy ów” może im w tym pomóc. Jasne przecież, że cały „świat zachodni” ma lepiej lub gorzej zamaskowanych a nienawistnych wrogów. Rzecz godna uwagi, niejasne obawy przed terroryzmem o wiele groźniejszym od obecnego są jednak w naszych krajach dość rozpowszechnione.

Gdy chodzi o mnie, to szczególnie żywo interesują mnie jeszcze nie do końca ujawnione koncepcje Macrona dotyczące usprawnienia Unii Europejskiej, unowocześnienia jej, pchnięcia jej na tor rzeczywistej modernizacji infrastruktur, na tor wielkich inwestycji mogących między innymi także położyć kres bezrobociu. No i w mych oczach kluczowa jest sprawa „spotęgowania możliwości obronnych i militarnych naszego kontynentu”. Jak wiadomo, od dawna w pełni popieram koncepcję jakiejś europejskiej, ochotniczej Legii szybkiej interwencji militarnej, zdolnej położyć rzeczywiście kres obecności na obrzeżach naszego kontynentu stale się odradzających, zagrażających szeregowi państw ruchów głoszących dżihad, terroryzm, tak zwaną świętą wojnę. Koniecznością jest też ambitny, jakby nowy Plan Marshalla, plan wielkich inwestycji w krajach na obrzeżach Europy. To zagadnienie kluczowej wagi.

Tylko unowocześnienie owych krajów może: zahamować tak dziś masowe wdzieranie się ich obywateli do Europy, położyć kres postępom „mody na terroryzm i dżihad”, na krwawe i skrajne „wydanie islamu”… Nie mogę ich tu wyliczać. Ale „podminowanych brakiem rozwoju gospodarczego” państw jest w owych regionach chyba dość sporo. Nowe problemy stwarza tam tu i ówdzie obecny kurs cen ropy naftowej. Lecz ta sprawa, tak kluczowa, jest dobrze znana i często omawiana, choć może nie do końca dostrzega się jej prawdopodobne długofalowe skutki.

Powrót do strony głównej...

10:43, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 115/2017

Krajowy czytelnik przekazuje mi swą następującą opinię: „W pełni się z Panem zgadzam, gdy chodzi o coraz to znaczniejszy autorytet moralny Związku Polskich Kawalerów Maltańskich. Nasi Maltańczycy naprawdę robią dużo np. w dziedzinie opieki nad niepełnosprawnymi. Mają psychologicznie mądre podejście do tych ludzi. Są pełni cierpliwości i taktu. A chodzi przecież o zagadnienie – jak dobrze wiedzą owych osób najbliżsi – skomplikowane i trudne. Ale, co też wysoce istotne, to fakt, że Maltańczycy odbudowują w Polsce tak nadniszczone przez PRL polskie tradycje rycerskości. Trzeba jasno zdać sobie sprawę z tego, że PRL była jedną wielką szkołą niesamowitego chamstwa oraz zakłamania. No i że PRL planowo, z uporem nakazanym przez Moskwę, rzucała oszczerstwa na naszą polską przeszłość, pleniła i oczerniała nasze polskie tradycje, ziała niesamowitą nienawiścią do Polski przedwrześniowej… Polski Związek Kawalerów Maltańskich zyskuje u nas coraz to większy autorytet, a to ponieważ bardzo wyraźnie nawiązuje do staropolskich postaw i do stylu zachowania naprawdę chrześcijańsko-rycerskiego… Wychodzi tym samym naprzeciw dążeniom naszego narodu, mającego coraz to bardziej po uszy PRL-owskich bujd na tematy historyczne, także kombinatorstwa i nieraz wręcz bezczelnego chamstwa”.

Inny czytelnik przypomina, że kilkakrotnie poruszałem problem dyplomacji emigracyjnej, za PRL-u jedynej autentycznie polskie dyplomacji (wszak Związek Radziecki „trzymał PRL i jej dyplomatów pod kontrolą…”). Pyta, czy nareszcie teraz coś nowego w tej sprawie, „którą na pewno świetnie rozumie prezydent Duda” (???). Moja odpowiedź prosta! Jak dotąd nic do mnie (dziś w Paryżu – obok Wirydianny z Raczyńskich Reyowej – ostatniego żyjącego współpracownika ostatniego delegata w Paryżu legalnego rządu RP na wychodźstwie w Londynie, Jerzego Ursyna Niemcewicza) na ten temat nie dotarło!!! Wiem jedynie, że wybitny polski historyk, dr hab. profesor Rafał Habielski ma w IPN-ie (???) wydać zbiór rewelacyjnych tajnych raportów mego ojca, przez długie lata ambasadora Wolnej Polski w Paryżu… Już przed laty Jerzy Giedroyc nieco dziwił się, że ten tak istotny z historycznego punktu widzenia zbiór, ów tak autentyczny dokument, nie jest jeszcze wydany… Jerzy Giedroyc od Andrzeja Dobosza wiedział, że zbiór ten zawiera sporo ciekawych materiałów, takich jak np. (lecz oczywiście nie tylko) sprawozdanie z rozmowy Kajetana Morawskiego z Czesławem Miłoszem. (Patrz paryska „Kultura”…).

Powrót do strony głównej...



10:38, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 114/2017

Rzecz godna uwagi i wysoce symptomatyczna, nowy prezydent Francji Emmanuel Macron swą pierwszą pozaeuropejską wizytę złożył w Mali, uwydatniając tym samym wielką (!!) wagę walki z islamskim ekstremizmem, jaką w owym regionie Afryki prowadzą francuskie wojska… Macron jasno wskazał i podkreślił, że tamtejszy stan rzeczy stanowi oczywiste potencjalne zagrożenie dla Europy! Najwyraźniej dobrze on rozumie, że pilnie trzeba tamtejszy – jednak nadal się rozrastający – „terrorystyczny wrzód” pilnie zlikwidować…

Wedle kół na ogół dobrze wiedzących o co toczy się – z natury rzeczy musząca zachowywać sporą dyskrecję – gra, Macron liczy na to, że kraje Unii Europejskiej tak czy inaczej, lecz wydatnie, wesprą Francję w owym, nie waham się tego tak nieco na wyrost określić, boju o Afrykę Zachodnią. (Zagrożeń tam wiele, na dalszą metę nawet Algieria może wpaść w ręce ekstremistów…).

Jak słyszę, nareszcie ci lub inni ludzie wpływowi zaczynają rozważać przed laty sformułowany przez „kondotiera”, przez kilkanaście miesięcy mego współpracownika w RWE Paryż Rafała Gan-Ganowicza pomysł unijnej, europejskiej Legii Cudzoziemskiej… Od lat pomysł takiej Legii (na wzór francuskiej wspaniałej Legii Cudzoziemskiej) staram się lansować!!! Wiem, że bywają młodzi Polacy tym pomysłem zafascynowani!!

Winna być to unijna (dowodzona np., czemu nie, (???) przez Polaka), świetnie przeszkolona stał, unijna siła szybkiej interwencji… Żołd we francuskiej Legii Cudzoziemskiej, o ile wiem, w pierwszym roku po zaangażowaniu się wynosi około 1300 euro na miesiąc. Wiek: od siedemnastu do trzydziestu kilku lat… Ponoć co roku do francuskiej Legii kandyduje około osiem tysięcy ochotników… Przyjmuje się około tysiąca młodych ludzi…

Jedno podobno raczej pewne. Ci lub inni np. europosłowie poświęcają (rzecz jasna bardzo dyskretnie) koncepcji owego Legionu Europejskiego jednak nieco uwagi… W każdym razie w moim pojęciu jest to pomysł wysoce godny rozważenia, i – jeśli to tak można określić – bardzo proeuropejski…

Powrót do strony głównej...



10:31, maciej.dzierzykraj-morawski
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 maja 2017
Widziane z Paryża 113/2017

Duże znaczenie ma fakt, że nowy, tak niewątpliwie nowatorski i energiczny prezydent Francji Emmanuel Macron, podejmując w środę wieczór w Pałacu Elizejskim Donalda Tuska, przewodniczącego Rady Europejskiej, bardzo wyraźnie zapowiedział rychłe rozpoczęcie prac nad przebudową Europy! Ze słów Donalda Tuska też chyba bardzo jasno wynikało, że i on w pełni stawia na podjęcie znacznej wagi ambitnych posunięć mogących naprawdę pchnąć Europę na tory szybkiego rozwoju, popierania innowacji, autentycznego unowocześnienia się… Spore wrażenie zrobiły tu skierowane do Macrona słowa Tuska, który bardzo szczerze i bardzo jasno stwierdził, że Unia Europejska potrzebuje energii Macrona, oraz jego odwagi i twórczej wyobraźni… Tusk dał wyraz przekonaniu, że wielu Europejczyków postrzega zwycięstwo Macrona jako znak nadziei, nadziei na Europę „która chroni, wygrywa, patrzy w przyszłość” (odnotuję tu, że Tusk – podobnie jak to robił przed laty, gdy nagrywałem z nim wywiady dla RWE – wyraził się dosadnie, prosto, bardzo klarownie… Zrobił tu wysoce pozytywne wrażenie)!

Obecnie całe życie polityczne Francji dominuje kampania wyborcza (wybory do parlamentu (pierwsza tura 11 czerwca, druga 18 czerwca)… Ale można niewątpliwie już być pewnym, że po owych wyborach z miejsca ruszy walka o bardziej sprawną Unię Europejską, o wielką odnowę Europy, o pchnięcie jej na tor unowocześniania infrastruktur, koniecznych inwestycji, szybkiego rozwoju, rzeczywistej modernizacji… Wszak nie możemy np. w dziedzinie szybkiego transportu dać się wyprzedzić przez USA czy kraje Azji…

Tyle na dziś. Tak w ten piątek, 19 maja rano, sprawę postrzegam. (Celowo to zaznaczam - rzecz w tym, że dynamiczny prezydent Macron może w każdej chwili wysunąć jakąś dodatkową koncepcję…). JEDNO PEWNE!!! W ŻYCIU UNII EUROPEJSKIEJ OTWIERA SIĘ TERAZ EPOKA WIELKIEJ ODNOWY, ŚMIAŁEGO USPRAWNIENIA… JEDNYM SŁOWEM ZAPEWNE ZUPEŁNIE NOWY OKRES!!!

Powrót do strony głównej...



10:27, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
Widziane z Paryża 112/2017

Wedle upartych pogłosek, ostra walka rozgrywa się w kręgu Frontu Narodowego. Wielu działaczy domaga się, by w obliczu nadchodzących wyborów parlamentarnych zerwać z koncepcją wyprowadzenia Francji ze strefy euro… Philippot (babka Polka) – numer 2 Frontu Narodowego – ze swej strony zapowiada, że opuści ową „partię polityczną”, jeśli taka decyzja zapadnie (???)… Pozbyć się Philippot byłoby bardzo na rękę wielu czołowym działaczom Frontu; skądinąd zdaniem niektórych, powtarzam z naciskiem NIEKTÓRYCH, obserwatorów, popularnejszą od Marine Le Pen – skompromitowanej np. swą „nieudaną” debatą z Macronem, a także właśnie poparciem, jakiego udziela postawom Floriana Philippot – jest Marion Maréchal Le Pen… Można ponoć w kręgu Fontu Narodowego spotkać coraz to więcej działaczy, którzy są zdania, iż „dziwny” wpływ Phillipot na Marine Le Pen ma fatalne dla Frontu skutki wyborcze. Tak liczni we Francji „ciułacze” i posiadacze nawet dość drobych oszczędności dosłownie panikują na myśl o wychodzeniu z euro, nie znoszą Philippot, uważają, że jego postawy i „gadki” mogą teraz w nadchodzących wyborach parlamentarnych kosztować Front sporo miejsc w parlamencie (???). Ponoć natomiast wzrasta prestiż związanych z Frontem speców od euro, np bliskiego OPUS DEI Jeana-Luca Schaffhausera?

Z kolei wyjaśnię, dlaczego np. pewien stary Polak z Lens chce w wyborach parlamentarnych na Front mimo wszystko zagłosować. Wyjaśnia mi on: „Mamy po uszy owych bezczelnych i nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i z Afryki. Jedynie FRONT do końca ogrom tego zagrożenia rozumie!!! Nie może mieć Pan pojęcia, co się u nas w niektórych dzielnicach miast i miasteczek dzieje: prawdziwa tam dżungla. Kobiety boją się pod wieczór chodzić do supermarketów. Policji jakby w ogóle nie było…”. (Koniec cytatu).

Jedno pewne. Nadchodzące wybory parlamentarne (1 tura 11 7, druga 18 7), czy też raczej ich wyniki, będą miały wręcz kluczowe znaczenie gdy chodzi o przyszłość nie tylko Francji, lecz także całej Europy… Fakt, że Macron zamianował premierem Édouarda Philippe'a – członka partii Republikańskiej, mera miasta Hawr, speca od spraw niemieckich i europejskich – zdaje się wyraźnie wskazywać na dwie rzeczy: po pierwsze Macron stawia na dialog z prawym centrum, po drugie chce on wzmocnić i odnowić Unię Europejską… Jest jednak jasne, iż po wyborach parlamentarnych będzie musiał zostać zamianowany nowy premier (może ten sam?) i nowy, czy częściowo nowy, rząd!

Powrót do strony głównej...



10:21, maciej.dzierzykraj-morawski , Widziane z Paryża 2017
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 118
© Maciej Morawski
Paryż
2007-2017

* * *

WYDAWCA SERWISU:

© Stowarzyszenie Pracowników, Współpracowników i Przyjaciół Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Imienia Jana Nowaka-Jeziorańskiego / www.wolnaeuropa.pl

ADMINISTRATOR SERWISU:

Mariusz Kubik / Stowarzyszenie RWE

Treść niniejszego bloga jest wyrazem prywatnych poglądów autora, nie będących stanowiskiem i opiniami wydawcy oraz administratora serwisu.